Planowanie pierwszych wycieczek tatrzańskich

Takie, siakie i owakie - wszystkie kochamy!

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Planowanie pierwszych wycieczek tatrzańskich

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 15 mar 2007, 21:12

*
Sposób planowania jednodniowych wycieczek górskich jest zależny od rodzaju okazji z jakich znajdziemy się w terenie podgórskim. Planując dłuższy pobyt z okazji wczasów czy budując program letniego obozu mamy dość rozległe możliwości czasowe.
Można założyć najpierw aklimatyzację - kilka progresywnie wydłużanych spacerów po terenie stosunkowo łagodnym i dopiero po kilku dniach pierwsze dalsze wycieczki, tak by dopiero w drugiej połowie pobytu dokonać jednej bądź kilku całodziennych poważniejszych wypraw. Taki sposób zwiększania intensywności wysiłku jest ze wszech miar godzien polecenia.
Nawet dobrze rozwinięci i aktywnie spędzający wolny czas młodzi ludzie z nizin trafiając nagle w góry nie powinni następnego dnia wybierać się na Rysy, Świnicę, Wołowca czy Starorobociański. To będzie zbyt gwałtowna zmiana w stosunku do ich dotychczasowego trybu życia.
Znacznie lepiej jest zaplanować na pierwsze dni spacery drogą pod reglami, nie tylko dlatego, że teren jest łatwiejszy, ale z tej ścieżki można w wielu miejscach łatwo i szybko krótkimi łącznikami dostać się na górne ulice Zakopanego. Na wycieczki zwykle idzie kilka osób. Po wielu miesiącach miejskiego życia różni ludzie mają różną kondycję i bardzo różną zdolność do aklimatyzacji. Wiele, także młodych osób po zmianie miejsca pobytu miewa przejściowe, kilkudniowe problemy z przewodem pokarmowym. Powodem zwykle jest miejscowa woda, której przecież spożywamy najwięcej.
Tego typu dolegliwości mogą powodować nagłe osłabienia, gwałtowne uczucie gorąca lub zimna, regularną gorączkę, albo nawet zawroty głowy. Najczęściej spacery pozwalają skrócić czas słabości. W takim stanie rzeczy trzeba jednak mieć możliwość szybkiego przerwania spaceru niemal w każdym momencie. Dalsze trasy górskie, lub nawet dolinne, takich możliwości nie dają. Ścieżka pod reglami, zresztą widokowo bardzo ciekawa, daje doskonałe wręcz możliwości aklimatyzacji i szybkiego wycofania się. Na pierwsze dni pobytu szczerze ją polecam. Po wielu latach uprawiania turystyki górskiej zwykle od niej zaczynam swój urlop.
Po dwóch, trzech dniach takich spacerów warto zaplanować dłuższą wycieczkę dolinną. Naprawdę warto przejść urokliwą Dolinę Kościeliską zwiedzając przepiękne jej jaskinie. W turystycznych jaskiniach kościeliskich konieczne są latarki i ciepłe kurtki, których nie żal będzie zabrudzić. Na końcu tej doliny na hali Ornak jest wygodne schronisko gdzie można dobrze się posilić i odpocząć przed niezbyt męczącym, ale długim powrotem.
Następną godną polecenia jest Dolina Chochołowska. W górnej jej części napotkamy szałasy pasterskie, gdzie można napić się prawdziwej żętycy i spróbować nie fałszowanych oscypków. Nie radzę naraz próbować żętycy kwaśnej i słodkiej. Żaden normalny, miejski żołądek tego nie zniesie bez gwałtownego protestu. Ratunek mogą dać tylko duże ilości świeżych jagód. Nad szałasami, nieco w bok od szlaku jest piękna, godna zwiedzenia kapliczka, gdzie w letnie niedziele odbywają się nabożeństwa.
Jeszcze wyżej na szlaku znajduje się największe i najmniej oblegane tatrzańskie schronisko górskie . Zwykle nawet w sezonie nie ma tam tłoku i gorący posiłek można zjeść w nim szybko i w spokoju. Dodatkową atrakcją od kilku lat jest możliwość pokonania tej doliny na rowerach górskich. Można je wypożyczyć na dole i dojechać do samego schroniska, czego początkującym nie radzę – zbyt stromo.
Natomiast polecam zjazd ze schroniska do samego wylotu doliny. Przestrzegam jedynie przed zbytnim rozpędzaniem się. Najlepiej dla nowicjuszy pierwsze sto metrów od schroniska rower sprowadzić. Planując zjazd na rowerze można nie spieszyć się zbytnio podążając w górę i przy schronisku dłużej odpoczywać. Droga w dół na rowerze nie zajmie dużo czasu.
Następnie warto zaplanować jedną lub dwie wycieczki w doliny wyższe. Wspaniałe możliwości i przepiękne widoki daje leżąca za Giewontem Dolina Kondratowa, z której przy ładnej pogodzie i przy dobrej kondycji można pokusić się na łatwe, choć długie wyjście na Kopę Kondracką. Jeśli pogoda dopisuje a kondycja jakby mniej, warto obniżyć loty i przejść przez Przełęcz Kondratową do Doliny Małej Łąki i tamtędy wrócić do Zakopanego. Z Przełęczy Kondrckiej jest już niedaleko do szczytu Giewontu, ale na tym etapie aklimatyzacji lepiej go sobie darować.
Drugą świetną doliną na ten etap aklimatyzacji jest Dolina Gąsienicowa. Wiodą do niej dwie drogi z Kuźnic: jedna przez Dolinę Jaworzynkę, druga przez Skupniowy Upłaz. Warto jedną z nich wchodzić a drugą wracać, bo obydwie są ciekawe. Pierwsza ma ładne szałasy a druga piękne widoki. Tak zwaną drogę jezdną od Psiej Trawki na Halę Gąsienicową radzę sobie darować.
Sama Dolina Gąsienicowa leży dość wysoko i ma dwie odnogi: na Wschód od Kościelca leży piękny Czarny Staw Gąsienicowy a na Zachód od Kościelca znajdziemy całe Pojezierze. Dolinę warto zwiedzić idąc od schroniska Murowaniec nad Staw Gąsienicowy następnie krótko i stromo wejść na Przełęcz Karb między Małym Kościelcem a Kościelcem i zejść na Pojezierze. Mniej męcząca jest ta trasa przemierzana w drugą stronę.
Można też pomijając Czarny Staw pójść przez Pojezierze i dalej w górę na szczyt Kasprowego. Decydując się na ten wariant radzę planować zjechanie kolejką z Kasprowego. Ten pomysł jest o tyle dobry, że na bilety do kolejki zawsze krócej się czeka na górze niż na dole. Kłopoty bywają późnym wieczorem, kiedy biletów może po prostu już w ogóle nie być. Z recepcji schroniska na Hali warto zadzwonić na Kasprowy i spytać o bilety. Czasem udaje się je w ten sposób zarezerwować.
Jeśli po wyżej opisanych wstępnych próbach wycieczkowych czujemy się dobrze i dalej mamy ochotę na górskie eskapady, można pokusić się o coś odleglejszego.
Dalsze cele wymagają jednak znacznego wydłużenia czasu wycieczki.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Pogoda na wycieczce górskiej

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 15 mar 2007, 21:20

*
Cały dzień dobrej pogody w Tatrach zdarza się rzadko. W innych górach wcale lepiej nie jest. Warto zatem poprzedniego dnia upewnić się o spodziewanej pogodzie dzwoniąc do stacji meteo na Kasprowym Wierchu (w Karkonoszach jest stacja meteo na Śnieżnych Kotłach). Jeśli powiedzą, że będzie znośnie to dużo gorzej nie będzie, ale jeśli zapowiedzą opady, to na pewno będzie lało i lepiej zostać na dole. Oni się na tym dobrze znają.
Telewizyjne prognozy pogody są dla wszystkich gór g.... warte! Zdecydowanie rozsądniej jest zajrzeć do internetowego serwisu pogodowego ICM - http://meteo.icm.edu.pl/
To może na początku wydawać się niemiłe, lub nawet przykre, ale naprawdę opłaca się planując dłuższe trasy wyruszać bardzo wcześnie. Z wielu powodów, o których później, powinno się tak planować całodzienną wyprawę, aby do schronisk docierać przed ósmą rano. Po pierwsze wyprzedzimy w ten sposób największe tłumy na wąskich częściach szlaków.
W wypadku „korka” na odcinkach łańcuchowych absolutnie nie należy szukać ich obejścia. To zawsze prowadzi do dużych kłopotów a nierzadko do wysokich upadków i tragedii. Po drugie o ósmej można już coś ewentualnie bez długiej kolejki kupić w schroniskowym bufecie. Pół godziny później nie ma na to szans. Krótko przed ósmą w bufecie można dostać ewentualnie wrzątek do termosu.
Denerwujących tłumów można w sezonie uniknąć w jeszcze jeden sposób. Wystarczy wybierać się na dużo mniej oblegane trasy w górne partie Doliny Chochołowskiej (Wołowiec, Jarząbczy, Starorobociański, Ornak) lub na Ciemniaka czy Małołączniak w paśmie Czerwonych Wierchów. Tam właśnie powinny wieść pierwsze całodzienne wycieczki tatrzańskie. W każdym bądź razie wyjść i tak trzeba bardzo wcześnie bo trasy w Tatrach Zachodnich są bardzo długie.
Trzecim argumentem za wczesnym wychodzeniem jest kapryśność tatrzańskiej pogody. Nagłe pogorszenia aury w Tatrach zwykle następują po południu. Jeśli taka przykrość spotka nas w drodze powrotnej – pół biedy, wystarczy przyśpieszyć i ewentualnie opuścić grań nie planowaną drogą przy najbliższym rozwidleniu. Kiedy załamanie pogody złapie nas podczas podchodzenia – biedy jest nieco więcej, trzeba pokonać własny opór psychiczny i zrezygnować z dalszego „zdobywania” góry . Ponad wszelką wątpliwość - jedynym rozsądnym wyjściem w takim wypadku jest bezwarunkowe, natychmiastowe zawrócenie i szybki marsz w doliny, jeśli w ogóle da się iść. Wysoko w terenie skalistym zwykle trzeba przeczekać ulewę stojąc w miejscu.
Najgorzej, jeśli ulewa złapie nas w miejscu najbardziej oddalonym od schronisk. Wtedy czas narażenia na kaprysy pogodowe jest największy.
Bardzo wczesne wyjście na szlak daje znacznie więcej możliwości wydłużania odpoczynków. Zabierając ze sobą prowiant i termos z gorącym napojem możemy wręcz przeczekać w pięknym miejscu gwałtowny tłok na szlaku, który trwa zwykle nie dłużej niż dwie godziny i zejść w doliny po jego przejściu. To ma naprawdę wielkie znaczenie dla późniejszego zadowolenia z wycieczki.
Po jednej, lepiej dwóch takich wyprawach, będąc w dobrej formie i przy dobrej prognozie pogody można wreszcie pójść w wysoką skałę.
Mieszkając na kwaterze w Zakopanem nie powinno się planować wypraw „wystających” ponad schroniska na więcej niż pięć godzin. Przecież do tego schroniska trzeba najpierw dojść a po wycieczce jeszcze wrócić do kwatery. Jeśli dobrze policzyć, to cała wycieczka będzie wtedy trwała grubo ponad dziesięć godzin i to samego marszu. Dodając odpoczynki osiągamy czas niemal od wschodu do zachodu słońca. Wynika z tego prosty wniosek. Turysta kwaterujący w Zakopanem nie powinien wybierać się na Rysy czy pod Chłopka bez zapewnienia sobie noclegu pośredniego. I to jest prawda.

Tak długie wyprawy niosą z sobą znacznie większe ryzyko niż inne eskapady. Dlatego właśnie nie należy wybierać się na nie bez bardzo doświadczonych towarzyszy.
Kiedyś dopadł mnie sierpniowy deszcz ze śniegiem na Rysach. Chmura pojawiła się od południa i dostrzegłem ją dopiero na szczycie. Szczęście, że nie była to chmura burzowa. Sam kiepsko wspominam tą wycieczkę, ale schodziłem w towarzystwie bardzo lekko ubranych młodych ludzi. Dość szybko, choć nie bez oporów podporządkowali się moim radom i zamiast tkwić w miejscu , powoli ale wytrwale schodziliśmy w dół. Trwało to ponad pięć godzin.
Przy schronisku byli wręcz zeszmaceni. Kaszel, kichanie, drgawki i wszystkie podobne atrakcje nie ominęły ani jednego delikwenta. Poprosiłem o pomoc dla nich, a nieoceniona „ciocia Marysia ” zagoniła tych biedaków pod gorące prysznice, dała koce i pozwoliła wysuszyć ciuchy na poddaszu przy gorącym kominie. Spali na wykładzinie wokół tego komina nadzy i poowijani w koce jak najgrzeczniejsze dzieci. Późnym wieczorem jakoś się pozbierali i nocą po asfalcie schodzili do domu.
Gdyby - jak zamierzali - ominęli schronisko i poszli od razu na dół, pochorowaliby się poważnie. I tak nie było im czego zazdrościć. Zapewne uciekł im ostatni autobus z Łysej Polany. No, mieli ciężką noc na szosie. Pewnie schodzili do świtu. To tak właśnie Stwórca spuszcza nogę i kopie lekkomyślnych.
Niestety każde załamanie pogody w tak odległym od schroniska miejscu kończy się co najmniej podobnymi kłopotami, ale bywa i znacznie poważniej. Przy założeniu maksymalnego zaufania do pogody i własnej kondycji można wybrać się na Rysy wyjeżdżając na Palenicę Białczańską jednym z pierwszych busów i ostro maszerując do MOka. Wyjście ze schroniska w Morskim Oku później niż o dziewiątej gwarantuje kłopoty. Oczywiście można na początku roku (styczeń, luty) zarezerwować sobie noclegi w schroniskach i nie być zmuszonym do czasochłonnych porannych oraz wieczornych marszów. Ceny noclegów w schroniskach wcale nie są porażające, ale początkujący niemal w ogóle nie korzystają z takich możliwości. Powodem zapewne jest konieczność aż tak wczesnego planowania letniego wypoczynku.
Na szczęście można w Tatrach bardziej bezpiecznie pójść na niemal nieskończoną ilość wycieczek o krótkich odcinkach szczytowych.
Spotkałem kiedyś bardzo miłą i mocno już doświadczoną nie tylko górami zwolenniczkę wyłącznie tatrzańskich urlopów, która uśmiechając się spod siwiuteńkiej białej grzywki oznajmiła, że właśnie idzie na jakiś króciutki odcinek szlaku, gdzie jeszcze nigdy nie była.
Pomimo półwiecza na karku też mam takie kawałeczki do przejścia. Nie chodzi o to żeby przejść wszystkie szlaki. Istotą turystyki nie tylko górskiej jest, aby robić to z możliwie maksymalną porcją radości życia i poczuciem szczęścia bezpośredniego obcowania z Naturą.
Aby wypisać tu wszystkie warianty oraz kombinacje skalnych, tatrzańskich wycieczek trzeba by napisać dzieło znacznie obszerniejsze niż kompletny przewodnik Nyki . Wystarczy posługując się mapą czasową zaplanować nie dłuższy niż maksymalnie pięć godzin czas wędrowania ponad schroniskami. Nie gwarantuje to oczywiście uniknięcia wszystkich przykrych niespodzianek na wycieczce, ale zdecydowanie taką ewentualność ograniczy.
Planowanie wysokich tras górskich w trakcie realizacji wycieczek autokarowych jest błędem zasadniczym. Wysiadając z autokaru po kilku godzinach jazdy możemy oczywiście pójść na wycieczkę w góry, ale nigdy na granie Tatr Wysokich. Najlepszym pomysłem jest co najwyżej trasa dolinna. Jeśli zaś ta wycieczka autokarowa jest naszą jedyną szansą dotarcia kiedykolwiek na jakiś tatrzański szczyt, nie mamy innego „wyjścia” . Ryzyko kiepskich wspomnień jest jednak w takim przypadku stosunkowo duże. Można wręcz zasadnie założyć, że znaczna większość uczestników zachowa wyłącznie złe wspomnienia. Jeśli ktoś chce ludzi zniechęcić do gór, niech ich „przegania” w ten sposób, ale odnoszę zasadne wrażenie że jest to raczej „przeganianie z gór” tych ludzi
Jedno mądre co można wtedy zrobić, to tak zaplanować wycieczkę żeby możliwie ograniczyć nieprzyjemne skutki ryzykownej decyzji. Takim wyjściem jest zaplanowanie wycieczki wahadłowej. Polega to na powrocie z górskiej wyprawy dokładnie tą samą drogą, którą podchodziliśmy. Daje to szansę możliwości pozostawienia po drodze osób, które gorzej się poczuły. W dużej grupie autokarowej niezależnie od wieku uczestników zawsze ktoś taki się znajdzie. Bezwzględnie z osobą pozostawioną na szlaku trzeba koniecznie zostawić w pełni sprawnego opiekuna. Nawet jeśli zostawiamy osobę, której tylko znudziło się dreptać pod górę i poza tym czuje się całkiem dobrze, nigdy nie wolno zostawić na szlaku pojedynczej osoby. Nigdy, i pod żadnym pozorem! Nawet jeśli szlak należy do tak zwanych pielgrzymkowych (Giewont od Strążyskiej lub od Kondratowel, Gąsienicowa przez Upłaz lub przez Jaworzynkę czy Kasprowy od Gąsienicowej) a wokół jest pełno ludzi i pojęcie „sam na szlaku” wydaje się absurdalne na pierwszy rzut oka.
Można to uzasadniać wielostronicowym a nawet wielotomowym tekstem, ale proponuję przyjąć tą zasadę bez powątpiewań. Przenigdy nie wolno zostawić któregokolwiek z towarzyszy samego na szlaku. Wychodząc w góry w jakiejś grupie każdy przyjmuje odpowiedzialność za każdego innego jej uczestnika. Jeśli zasłabnie ktoś z towarzyszy wycieczki musimy zapewnić mu maksimum bezpieczeństwa i odpowiednią pomoc.
Samemu trudno jest poradzić sobie, gdy niedyspozycja zaczyna się potęgować, a tak to zwykle przebiega. Tak pojmowaną górską SOLIDARNOŚĆ ustanowiono grubo wcześniej niż do stoczni gdańskiej przywieziono pierwsze partie styropianu i tą jak dotąd, udaje się jeszcze uchronić przed wypaczeniem. Wszystkim wątpiącym w obowiązek górskiej solidarności uświadamiam niniejszym, że polskie prawo przewiduje odpowiednie sankcje za jej złamanie.
Jeśli już zdecydujemy się pójść z kimś na górską wycieczkę to decyzja ta jest na dobre i na złe. Rzadko sobie to nawet, szczególnie na początku turystycznej kariery, do końca uświadamiamy. To odbywa się gdzieś głęboko w podświadomości.
Być może w tym tkwi przyczyna niebywałej trwałości górskich przyjaźni. Może nie tak silnie jak lina wspinaczkowa, ale wycieczki górskie związują ludzi niezwykle trwale.
Jeśli zaplanowaliśmy trasę nie wahadłową a przejściową i w związku z tym nie istnieje możliwość powrotu tą samą drogą z wycieczki, konsekwencje czyjegoś zasłabnięcia są jeszcze bardziej poważne. W takim wypadku szkoda czasu na narady – cała wycieczka a przynajmniej kilku jej uczestników musi zawrócić. Taki powrót jest bardzo kłopotliwy. Zwykle autokaru już nie ma w miejscu wyjścia wycieczki. Trzeba go odnaleźć tam, gdzie wycieczka miała się skończyć a to może być kłopotliwe dla osób nie znających okolic pasma górskiego, na które wycieczka właśnie wchodzi.
Natomiast określenie ile osób koniecznie musi zawrócić jest łatwe. Należy bezdyskusyjnie przyjąć, że osobę osłabioną trzeba będzie nieść, choćby jej widoczna niedyspozycja była początkowo niewielka. Do liczby osób pozostawianych do pomocy poszkodowanemu doliczamy jeszcze jedną osobę. Niosący muszą się co jakiś czas zmieniać.
Jeśli posiadamy tylko jeden telefon komórkowy, przekazujemy go grupie powracającej. Jeśli nie znamy numeru telefonu górskiej stacji ratunkowej wystarczy zwykły numer alarmowy choćby straży pożarnej.
W sytuacji takiej może znaleźć się wycieczka szkolna. Biorąc pod uwagę wszystkie przepisy związane z organizacją bezpieczeństwa na wycieczkach szkolnych w wypadku zasłabnięcia choćby jednego uczestnika wycieczki nie istnieje nawet możliwość podjęcia innej decyzji niż natychmiastowe zawrócenie całej wycieczki.
Nawet jeśli wycieczkę prowadzi kwalifikowany przewodnik a grupa ma o jednego opiekuna więcej niż zakładają normy, nie da się wydumać nic innego zgodnego z przepisami.
Dopiero kiedy dysponuje się dwoma dodatkowymi ponad wymaganą normę opiekunami, a każdy bez wyjątku opiekun ma pełne kwalifikacje do prowadzenia wycieczek szkolnych, oraz co najmniej dwoma kwalifikowanymi przewodnikami górskimi, można w zgodzie z prawem podzielić wycieczkę szkolną i to nie inaczej niż na dwie równe grupy.
Może jest to przesada, ale takie są przepisy a prokuratorzy je znają i egzekwują. Co polecam łaskawej nauczycielskiej pamięci aż do osiągnięcia przez nich wieku emerytalnego na wolności .
Przepisy dotyczące wycieczek szkolnych skomplikowały się na tyle, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem staje się zlecenie całej ich organizacji licencjonowanym biurom turystycznym.
Życzę zdrowia przy liczeniu kosztów!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez szymon » So, 14 lip 2007, 10:33

Przepraszam.... mógłby mi ktoś podąć numer do tej stacji meteorologicznej na Kasprowym??? bo szukałem i nie znalazłem a wybieram się w przyszłym tygodniu na rysy i chciałem iść za radą jaką tu przeczytałem odnośnie upewnienie się dzień wcześniej czy będą warunki do wchodzenie czy też nie... Mam nadzieje, że w przyszłym tygodniu już będzie ładna pogoda i że uda nam się wejść...
Ładnie prosze o pomoc... i pozdrawiam.
szymon
 
Posty: 2
Dołączył(a): Wt, 19 cze 2007, 08:22

szymon -

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 14 lip 2007, 10:54

*
Od kiedy są prognozy internetowe, obserwatorium na Kasprowym bardzo niechętnie udziela takich informacji. Znam ten numer, ale proszono mnie bym go nie rozpowszechniał, więc... wybacz.
Możesz go sam znaleźć w Panoramie Firm, choć jest nieco ukryty.
Co mogę poradzić?
Sprawdź pogodę na ICM w Bukowinie Tatrzańskeie, Szczyrbskim Plesie i Popradzie - Rysy są w tym trójkącie i łatwo wykombinujesz, co cię tam czeka.
Uwaga! Nie bierz pod uwagę pogody dla Zakopanego - ona w tym wypadku będzie myląca.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez szymon » So, 14 lip 2007, 11:44

Ok spoko rozumiem... Będę kombinował z tą pogodą, dzięki za pomoc.
szymon
 
Posty: 2
Dołączył(a): Wt, 19 cze 2007, 08:22


Powrót do Góry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości