Kompas czy busola kursowa, a może GPS...?

czyli mokra robota z ofiarami... zadowolonymi

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Kompas czy busola kursowa, a może GPS...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 26 lip 2009, 23:55

Busola pokładowa
Ten poważny skądinąd sprzęt nawigacyjny niezbędny jest tylko na bardzo dużych akwenach, gdzie zdarza się tracić z oczu ląd i charakterystyczne na nim elementy pozwalające szybko i bezbłędnie ustalić choćby z grubsza nasze położenie. Takie zdanie panuje powszechnie pośród kajakarskiej braci.
No dobrze, a jeśli stracimy ten ląd z oczu z innego powodu. Niekoniecznie trzeba pływać nocą po jeziorach żeby całkowicie stracić orientację. Wystarczy na niezbyt rozległym akwenie choćby średniej gęstości mgła, która opadnie nas zanim zdążymy przed nią zwiać na brzeg. Jeśli jeszcze ucichnie wiatr, który zapamiętaliśmy, że wiał powiedzmy - od Zachodu, w ciągu kilku minut całkowicie tracimy orientację i pół biedy jeśli po jakimś czasie zobaczymy brzeg (czort wie, który!) i posuwając się wzdłuż niego dobrniemy przed nocą do jakiegoś miejsca zdatnego na biwak. Jest bardzo dużo jezior, na których znajduje się zaledwie kilka takich miejsc na całym kilku, kilkunasto albo i kilkudziesięcio kilometrowym obwodzie. A jaką mamy gwarancję, że płynąc usilnie w jakimś kierunku we mgle przez potężny akwen, nie pływamy po prostu w kółko?
Ja pływam z busolą na pokładzie. Wcale nie musi to być jakaś specjalna busola jachtowa, czy morska – ot zwykła, mała i tania busola zawsze i wszędzie ustawiająca prawidłowo różę wiatrów - Północą do Północy.
Po co mi coś takiego na rzece, gdzie nie tylko zawsze widać obydwa brzegi, ale czasem trudno się między nie kajakiem wcisnąć? Ano, kiedy płynie się pięć, sześć godzin krętą rzeką, gdzie ilość zakrętów przekracza możliwość ich bezbłędnego zliczania, skupiona obserwacja mapy, busoli i otoczenia pozwala mi w każdej sytuacji, w ciągu pół godziny płynięcia ustalić między którymi właśnie zakrętami rzeki się znajduję. Zważywszy, że na rzekach też wcale nie w każdym miejscu można wylądować , dobra orientacja własnego położenia bardzo ułatwia życie i pozwala uniknąć wielu przykrych doświadczeń.
W kilku przypadkach na dużych jeziorach tylko dlatego uniknąłem pływania w kółko do rana we mgle, że miałem przyczepioną gumkami na pokładzie maleńką busolę.
Nie należy mylić busoli z kompasem, a zdarza się to nawet harcmistrzom. Kompas, a dokładnie jego igła zawsze wskazuje kierunek Północ-Południe i to z dokładnością wystarczającą turyście kajakarzowi. Problem z tym, że aby ustalić kierunek, w którym płyniemy, trzeba obrócić pierścień kompasy tak, by „0” lub „360” na pierścieniu znalazło się pod kołyszącą się wskazówką z literą „N”. Mając cały czas w rękach wiosło, jest to zupełnie niepotrzebnie absorbująca czynność.
Busola zaś nie ma widocznej igły. Ona ma obrotową tarczę tak zwanej róży wiatrów, a igła jest umieszczona wewnątrz tej tarczy. Działa to w ten sposób, że patrząc z góry (lepiej od tyłu) na busolę i dalej wzdłuż pokładu łodzi widzimy od razu pod jakim kątem do kierunku Północy właśnie płyniemy – „jakim kursem idziemy” – mówią wodniacy. Jeśli jeszcze mamy pod ręką (lepiej pod okiem!) porządną mapę, żadna mgła nam nie będzie straszna. Niczego nie trzeba w busoli obracać, niczego nastawiać - wystarczy na nią patrzeć! I dlatego dla kajakarza zajętego oburęcznym wiosłowaniem jest ona bardziej przydatna niż kompas.
GPS
Przyrząd astronawigacji satelitarnej do niedawna koszmarnie drogi i po prostu nieosiągalny, bo ściśle wojskowo tajny. Dziś bawią się nimi zasmarkane dzieciaki na podwórkach. Nieomalże!
Super urządzenie pozwalające ustalić nasze położenie na kuli ziemskiej z laserową dokładnością kilku metrów kwadratowych. To nie są żarty! Maszynka średniej wielkości kalkulatora, zasilana bateriami robi to i... nawet się nie spoci.
Jest z nią tylko drobny kłopot. Żeby przenieść jej wskazania cyfrowe na mapę trzeba mieć choćby maleńki stolik nawigacyjny, gdzie przy pomocy równoległowodu wykreślimy kilka linii na mapie. W kajaku nie ma miejsca na taki stolik. I dlatego właśnie GPS-y stosuje się wyłącznie na większych jednostkach pływających. Tylko kajakowe wyprawy morskie wyposaża się w małe stoliki – płyty nawigacyjne, gdzie wykreśla się własne pozycje po odczycie z GPS-u i odpowiednim przeliczeniu na skalę mapy.
W dobie mikromalizacji stworzono takie GPS-y, które na ekranie ciekłokrystalicznym pokaują od razu akwen, na którym jesteśmy i naszą pozycję oraz wyliczą kurs, którym powinniśmy płynąć po wskazaniu paluchem na ekranowej mapie pożądanego punktu lądowania. To nic innego jak nawigacja satelitarna! Byle zamontować jej odpowiednią mapę - mapy drogowe do nawigacji satelitarnej to przecież już prościzna!
Jest tylko jeden, a nawet dwa kłopoty:
- jak to cudo zamontować na pokładzie kajaka, by pierwsza lepsza fala nie zmyła tego z naszego ... pola widzenia?
- jak w ogóle uchronić taki nawigator przed wpływem wody?
Oryginalne, wodniackie wersje nawigacji satelitarnej z ekranami stosownej wielkości, przystosowane do ciągłego moczenia są póki co koszmarnie drogie...

Zatem, w zakresie działań zdroworozsądkowych nadal pozostaje stara, niezawodna busola kursowa i zabezpieczona przed wodą mapa - póki co, rzecz jasna!

[ img ]

Moja busola pokładowa jest nie tylko przydatna, ale nawet... ładna. Wyprowadziła mnie już z niejednej opresji.
Lubię ją!

Przez wiele lat używałem jednak o wiele prostszego i nieporównywalnie tańszego rozwiązania:
[ img ]
Tyle, że musiałem bardziej uważnie w głowie "obracać" mapę, ale... dało się!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10731
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 6 wrz 2009, 14:21

[ img ]

Tak wygląda przygotowany do wodowania mój kajak z zamontowaną na pokładzie busolą... między innymi.
Widoczne także: reling, siatka pokładowa, torba pokładowa i linka miecza.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10731
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez magu » Pt, 11 gru 2009, 15:06

Ten wątek, mam wrażenie, opisałeś dość stronniczo. Zachwalasz busolę a negujesz GPS jako nadający się do zastosowań kajakarza.
Jest tylko jeden, a nawet dwa kłopoty:
- jak to cudo zamontować na pokładzie kajaka, by pierwsza lepsza fala nie zmyła tego z naszego ... pola widzenia?

Ano choćby tak jak przykładową busolę.
jak w ogóle uchronić taki nawigator przed wpływem wody?

dokładnie tak samo jak:
zabezpieczona przed wodą mapa


GPS dodatkowo poda wiele innych ciekawych danych niż tylko kierunek.

Moim zdaniem, jedyna niepodważalna zaleta busoli to...
nigdy jej się bateria nie wyczerpie.
magu
 
Posty: 10
Dołączył(a): So, 5 gru 2009, 02:06
Lokalizacja: Elbląg

Postprzez Drogowiec » Pt, 11 gru 2009, 15:33

magu napisał(a):Ten wątek, mam wrażenie, opisałeś dość stronniczo. Zachwalasz busolę a negujesz GPS jako nadający się do zastosowań kajakarza.(...)

Odnoszę takie samo wrażenie
magu napisał(a):(...)Moim zdaniem, jedyna niepodważalna zaleta busoli to...
nigdy jej się bateria nie wyczerpie.

Nie jestem przeciwnikiem busoli. Wręcz przeciwnie. Uważam, że należy umieć się nią posługiwać w każdej formie uprawianej turystyki. Jednak Mundek z umniejszaniem roli GPS'ów w turystyce bardzo perwersi. Widać nie używał nigdy prawdziwego, turystycznego Garmina (właściwie jest to jedyna firma, która produkuje cudeńka dla włóczykijów). Polecam lekturkę stronki Lecha (polski guru w temacie turystycznych Garminów). Lechu jest starym górołazem i z racji wykonywanego zawodu może sobie pozwolić na comiesięczny pobyt w górach przez kilka dni. I z tego korzysta.

Adres stronki Lecha www.gpsmaniak.com

Polecam rónież forum Garminowych maniaków www.garniak.pl

Można w Necie poszukać map wodniackich robionych przez różnych autorów i opublikowanych dla szerszego ogółu turystów.
Drogowiec
 
Posty: 24
Dołączył(a): Śr, 9 gru 2009, 09:32
Lokalizacja: Uckie

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 11 gru 2009, 15:40

magu napisał(a):Ten wątek, mam wrażenie, opisałeś dość stronniczo. Zachwalasz busolę a negujesz GPS jako nadający się do zastosowań kajakarza.

Dobra, nazwijmy to opisem stronniczym, bo rzeczywiście mam ogromny sentyment do busoli pokładowej. Nawet wiem, skąd się on wziął - stojąc lub siedząc za sterem pod żaglami zawsze mam zajęte obydwie ręce, a kontrola kursu odbywa się jedynie wzrokiem. Dokładnie tak samo jest w kajaku. Też obie ręce są całkowicie, czasem jeszcze bardziej "nieoderwalnie" niż pod żaglami zajęte.
Dokładna kontrola kursu jest najbardziej potrzebna w kajaku, gdy:
1. nie widać brzegu, to znaczy - wiadomo tylko, że jest on dookoła, ale nie w każdym miejscu równie przyjazny, że o odległości nie wspomnę.
2. wiatr i fala kręcą "młynki",
3. fala jest wyjątkowo "chętna" do nazbyt bliskich kontaktów z "oraczami",
4. ochota własna z minuty na minutę coraz bardziej dotyczy brzegu, a nie wody.
No, nie da się wtedy bardziej lubić GPS'a od busoli. Powiem nawet, że nie ma wtedy czasu, ani czym sięgnąć po niego, już o naciskaniu "guziczków" nie wspominając. Wiem, co mówię - kilka wielkich i momentami nader "wyboistych" akwenów mam za sobą.

Ale masz dużo racji, że z "elektronicznego nosa" można wyciągnąć nieporównywalnie więcej ciekawych informacji niż z samej namagnesowanej igiełki. Ja jednak wolę to elektroniczne cudo na brzegu, albo w nawigacyjnej na Pogorii... na przykład.
Zapewne można mieć zdanie całkiem odmienne od mojego. Każdy ma do tego swoje nienaruszalne prawo. Byle każdy sam dla siebie wiedział, gdzie są zalety, a gdzie wady przyjętego rozwiązania i jakie są potem "w praniu" konsekwencje realizacji własnych preferencji.

Drogowiec napisał(a):...Mundek z umniejszaniem roli GPS'ów w turystyce bardzo perwersi. Widać nie używał nigdy prawdziwego, turystycznego Garmina...

Używałem, a jakże - Garmina właśnie!
I używam nadal, bo niby czemu nie?
Tyle, że nie w każdej dziedzinie turystyki z jednakową ochotą.
W górach i wielkich kompleksach leśnych mi się to nawet podoba, choć "kulawości" nawet Garmina w "rozłożystej" Chochołowskiej jakoś zaakceptować nie potrafię i zwłaszcza w terenie mało znanym mam "pietra", że tam też może się taki numerek nawigacyjny zdarzyć. Stąd zapewne moje ciągłe "sprawdzanie" innymi metodami, czy aby mój GPS bzdur nie "opowiada"?
Natomiast, co do kajaka wypowiedziałem się wyżej - wolę busolę i mapę w "tutonie".

W żadnym jednak wypadku nie mam najmniejszego nawet zamiaru odstraszać, czy choćby tylko zniechęcać do używania GPS'a jako takiego. I bardzo się cieszę, że pojawiły się tu linki do najbardziej rozwiniętych naszych dźipiesowni.

Zresztą, jeśli ktokolwiek ma taką wolę, to przecież można założyć tu własne wątki poświęcone GPS-om i to w każdej z dziedzin turystyki z osobna. Każdy użytkownik może sam to zrobić. Ja się będę z tego bardzo cieszył.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10731
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Kompas czy busola kursowa, a może GPS...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 14 maja 2016, 20:16

Odległość od oka do linii widnokręgu...

Jest na to prosty wzór matematyczny: Odległość[m] = 3600 x Wysokość oka nad lustrem wody[m].
Wyliczenia są proste: z metrowej wysokości oka nad lustrem wody widać powierzchnię odległą o nieco ponad 3,5 kilometra. Problem w tym, że kajakarz ma oko mniej więcej na wysokości 0,7 metra nad wodą. Widzi zatem powierzchnię akwenu tylko na odległość około 2,5 kilometra, a to na wielu z jezior mazurskich oznacza, że decyzja przepływania "przez środek" pozbawia go widoczności brzegów.
Jest jasne, że na tych brzegach są pagórki, a na nich rosną drzewa, więc nie taki diabeł straszny... Tyle, że nie widząc brzegu od jego podstaw, a jedynie "to co zza widnokręgu wystaje ponad" można nie rozpoznać miejsc charakterystycznych, które łatwo było zapamiętać, gdy po tych samych wodach pływało się statkami spacerowymi lub jachtami, bo tam wysokość oczu nad lustrem wody jest wielokrotnie większa...
Powiem krótko: ja wybierając się na spływ, na którym będę miał do przebycia duże jeziora, zawsze zabieram dobre mapy i... kompas!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10731
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Kompas czy busola kursowa, a może GPS...?

Postprzez TakiJeden » N, 15 maja 2016, 10:50

Wydaje mi się, że grzebnąłeś się z tym wzorem. Jeszcze z podstawówki pamiętam, że zasięg wzroku stojącego przeciętnego dziesięciolatka (1,40 m wzrostu w tamtych czasach) wynosi ok. 4 km. A geometrycznie to jest pierwiastek z (2R razy h) gdzie R promień ziemi (ca. 6,5 mln m) a h wysokość oczu nad gruntem. Z rachunku wyjdzie mniej więcej 3,6 km na pierwiastek z wysokości w m. 3,6*(pierwiastek z 0,7=0,84) =ca. 3 czyli zasięg wzroku kajakarza jest 3 km.

Nb. wielokrotnie stosowałem ten wzór do zasięgu widoku w górach i z pagórków, np. widok z wieży na górze Rowokół (115m + jakieś 20) w kierunku morza to jest ok. 40 km a ze szczytu Mogielicy (z wieżą ok. 1200, tj 1000 m nad poziomem Wisły w Krakowie zasięg widoku na północ przy dobrej przejrzystości powietrza jest ponad 100 km, i faktycznie Kraków (ca. 40 km) z niego widać, i jeszcze szmat wzgórz za nim.
TakiJeden
 
Posty: 1457
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Re: Kompas czy busola kursowa, a może GPS...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 15 maja 2016, 11:32

TakiJeden napisał(a):Wydaje mi się, że grzebnąłeś się z tym wzorem.

Dokładnie to chodzi o odległość styku biegunowych okręgu od ich punktu przecięcia.
Dla kątów między biegunowymi zbliżonych do 180 stopni cytowany przeze mnie wzór jest najbardziej dokładny - tu!

Tak na sicher z Pitagorasa to będzie:
O[m] = pierwiastek kwadratowy z wyrażenia W[m] x (2R[m]+W[m])
gdzie:
O - odległość do widnokręgu,
R - średni promień Ziemi ≅ 6 371 000 metrów ... zmieniający się wraz z szerokością geograficzną (na równiku 6 378 410 metrów, a na biegunach 6 357 000 m) oraz wcale nie małymi pływami oceanów...
W - wysokość obserwacji nad lustrem spokojnej wody.
W praktyce nawigacji jachtowej używa się przybliżonego wzoru jak w ww. linku:
O[m] = 3500 x √W[m]
Wyniki wychodzą niewiele większe, ale też na horyzoncie dostrzega się tylko coś, co z niego choćby cokolwiek... wystaje. Poza tym...
- zjawisko refrakcji zwiększa o kilka procent odległość rzeczywistą,
- nie bez znaczenia jest wysokość fali.
W praktyce nawet morskiej ten wzór... wystarcza.

Wszystko to jest dość bliskie Twoim obliczeniom, ale tylko dla wysokości obserwacji rzędu kilku metrów. Jak zawsze... wzory przybliżone mają zastosowanie tylko w wąskim zakresie wartości zmiennych. Przy wysokościach oczu rzędu kilkudziesięciu metrów (wieże obserwacyjne, pokłady i mostki na dużych statkach) praktyczne są inne wzory, a w lotnictwie jeszcze inne...
W górach nie nadmorskich cała ta pitagoraseria się rypie na maksa, bo tam nie widzi się horyzontu rzeczywistego, a jedynie topograficzny. Trzeba też znać dokładną wysokość n.p.m., na której leży np. Kraków i wysokość góry, z której patrzysz. Na szczęście współczesne smartfony mają stosowne kalkulatory...

Ja w pospiechu "grzebnąłem" się w mnożniku... niestety, co oczywiście poprawiłem.
Dziękuję!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10731
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Kompas czy busola kursowa, a może GPS...?

Postprzez TakiJeden » Pn, 16 maja 2016, 21:19

Zygmunt Skibicki napisał(a):Wszystko to jest dość bliskie Twoim obliczeniom, ale tylko dla wysokości obserwacji rzędu kilku metrów.
Bo we wzorze jest pierwiastek z wysokości, a nie wysokość, więc jak się go nie wyciąga to pasuje tylko do 1m +-10%. Ja ten pierwiastek uwzględniam, a kwadrat wysokości we wzorze podpierwiastkowym w tak przybliżonych rachunkach zaczyna się liczyć dopiero gdy stanowi te 10% całości, czyli praktycznie od niskiej orbity kosmonautycznej (100 km nad powierzchnią Ziemi).
W górach nie nadmorskich cała ta pitagoraseria się rypie na maksa, bo tam nie widzi się horyzontu rzeczywistego, a jedynie topograficzny. Trzeba też znać dokładną wysokość n.p.m., na której leży np. Kraków i wysokość góry, z której patrzysz. Na szczęście współczesne smartfony mają stosowne kalkulatory...

Ale ja mam całkiem spory szmat geografii Polski w głowie, i potrafię sobie potrzebne wysokości oszacować...

NB. rachunki te stosuję sobie głównie po to, by ustalić czy z jakiejś odległej góry* w odpowiednich warunkach można zobaczyć Tatry, czy nie...
---------------
np. z Biskupiej Kopy (koło Prudnika, Opolskie, granica czeska, z wieżą 900) można, a ze Ślęży nie...
Ostatnio edytowano Wt, 17 maja 2016, 11:09 przez TakiJeden, łącznie edytowano 1 raz
TakiJeden
 
Posty: 1457
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Re: Kompas czy busola kursowa, a może GPS...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 16 maja 2016, 21:27

Pozostaje mi tylko przekazać... ukłony.
W mojej głowie też jest niezły kawał naszej geografii, ale brakuje właśnie danych wysokościowych. Całkiem niedawno zorientowałem się, że mieszkam powyżej łódzkich zbiorników wodociągowych. Dopiero nawigacja samochodowa mi to uświadomiła...
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10731
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Kompas czy busola kursowa, a może GPS...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 19 paź 2016, 16:15

Trzeba to w końcu pokazać w praktyce.

Tak obecnie wygląda cała moja "baza logistyczna" podczas spływów kajakowych.

[ img ]
Ta busola nigdy mnie nie zawiodła. Jest zamocowana na mocnym sznureczku zamocowanym do stalowej spinającej kartki sprężynki(*).
W tej wersji jest to przewodnik z kartami wodoodpornymi. Jeśli mam zwykłą papierową mapę, to wszystko pakuję do dobrze zamkniętego, przezroczystego, wodoszczelnego etui.

Leży to sobie na dnie kajaka tuż przed siedziskiem, a jak mam założony fartuch, to w etui dobrze do niego przymocowanym.
Co chwila obserwując aktualne wychylenia busoli jestem w stanie dokładnie określić, pomiędzy którymi zakrętami rzeki właśnie jestem.

Na dużych akwenach typu Wielkich Jezior Mazurskich, gdzie dość często bywa duże zamglenie albo i cwangla, na pokładzie przypinam znacznie dokładniejszą, profesjonalną, morską busolę kursową i także ją uważnie obserwuję utrzymując obrany kurs... jak na morzu.

[ img ]

To jest ta sama żółta busola, której zdjęcie jest w pierwszym poście tego wątku.

O porównaniu różnych rodzajów przewodników kajakowych - patrz post niżej.

(*) - zdarzyło mi się raz zrobić to niedokładnie i... musiałem kupić kolejną busolę!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10731
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Kompas czy busola kursowa, a może GPS...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 8 mar 2018, 12:52

Ufff...!
Wreszcie po dłuższej nieobecności wrócił do mnie mój stary przewodnik Galińskiego po Brdzie wydanie I. (2003 r.)...!

Już nawet kupiłem jego najnowszą wersję, ale kudy jej do tamtej... starej!

[ img ]

Mapy w tym przewodniku są przekombinowane dużo poza granice sensownej dla wiosłującego kajakarza czytelności, że o mnóstwie zupełnie zbędnych aktywnemu turyście reklam już nawet nie wspomnę...!
Na szlaku potrzebna jest dobra, odporna na warunki atmosferyczne, łatwo czytelna mapa... plus oczywiście niezawodna busola - dobrze do mapy uwiązana!. Przecież i tak przed wyprawą każdy rozsądny turysta przejrzy na stronach internetowych najbardziej aktualne informacje o wszystkich miejscach, które planuje wykorzystać po drodze, lub... pominąć. Wszak zawsze warto wiedzieć, gdzie można uzupełnić prowiant. We wszystkich innych wypadkach, gdy potrzebna będzie pomoc, to najważniejsze są: telefon, zasięg i wiedza, gdzie dokładnie tej pomocy oczekujemy.

[ img ]

Tak wygląda porównanie map tego samego odcinka rzeki w obydwu przewodnikach - po prawej stare wydanie. Natychmiast widoczna jest różnica czytelności kształtu samej rzeki, oznaczenia sposobu nakładania się kolejnych arkuszy mapy, wyraźniejsze napisy i znaki topograficzne, a przede wszystkim znak kierunku północy. W dodatku w starym wydaniu mapy są tylko na lewych stronach, a na prawych dobry, wystarczający kajakarzowi opis mijanych miejsc. No i ta fantastyczna, całkowita wodoosporność starego wydania(*). Ja mój przewodnik po spływach po prostu wrzucam do miski z letnią wodą oraz płynem do mycia naczyń i każdą kartkę przecieram gąbką, a potem dokładnie wszystko suszę. Bywa, że w czasie spływu czymś to zaleję(**) i po prostu płuczę za burtą...
Ciekawe, że nawet zagorzali GPS-iarze zdecydowanie krytykują nowe wydanie.

Nie bez powodu tamtej starej wersji z roku 2003-go nie da się teraz kupić... nigdzie. A jak już się trafi w jakimś antykwariacie, to z taką ceną, że... daj Boże zdrowie. Sprawdziłem!

(*) - nowe wydanie w kajaku musi być cały czas w zawsze nieco pogarszającym czytelność wodoszczelnym etui!
(**) - tak to bywa, gdy prawie zawsze tuż obok przewodnika na dnie kajaka stoi kubek z... kawą!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10731
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź


Powrót do Kajaki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

cron