|
24-03-2009 21:10:56
Zygmunt Skibicki |
| Mundek |
 |
 |
| Dołączył: 29 Maj 2004 |
| Posty: 7331 |
| Skąd: Łódź |
|
|
 |
|
Wysuszyć, czy przeprać...?*
Wracamy z wyprawy, wycieczki, czy choćby z męczącego, bo wysiłkowego marszu z kijkami, siłowni albo ścianki wspinaczkowej. Jesteśmy pod wierzchnią odzieżą wręcz mokrzy jak przysłowiowa mysz pod miotłą. Jasne, że natychmiast wskakujemy pod prysznic czy do wanny z bardzo ciepłą wodą, co zwłaszcza po bardzo męczącym zajęciu o charakterze treningowym jest wskazane.
Co natomiast zrobić z kupką zrzuconych z siebie ciuchów?
Prać to, czy tylko wysuszyć?
Rozwieszenie do wysuszenia, to wszak o wiele mniej roboty niż pranie. No i przecież te ciuchy wcale nie zdążyły się ubrudzić...
Otóż, zdecydowanie doradzam choćby lekką, ale jednak przepierkę.
Pocąc się wydalamy na powierzchnię skóry nie tylko wodę, ale także sole mineralne i całkiem sporo nader łatwo fermentujących, bo tak zwanych "prostych" białek - to dlatego nasz pot ma tak charakterystyczny dla każdego z nas zapach.
Jeśli zachwyceni mówimy do naszej sympatii, że rano pościel pachnie Nią, to znaczy, że lubimy zapach - przepraszam - fermentujących białek, które Ona właśnie wypociła nocą. No cóż, taka jest prawda, że na naszej skórze na stałe gnieździ się od cholery (dosłownie - tryliony!) bakterii, które coś muszą jeść. I oneż bakterie te wypocone białka wtrajają aż im się "uszy trzęsą"! Charakterystyczna dla każdego z nas mieszanka bytujących na naszej skórze populacji bakteryjnych i równie unikalna kompozycja jakościowo ilościowa wypacanych białek, zależna od stosowanych preferencji żywieniowych i aktualnego stanu naszego zdrowia, okraszona stosowną porcją złuszczonego naszego naskórka (też białka, ale także świetnie fermentujące tłuszcze!) jest główną "składową" tego, czym pachniemy, że tak mało pejoratywnie to nazwę. No przecież nie piszę tego, by kogoś obrazić! Z drugiej zaś strony, jakby spraw nie nazywać, wiedza o tych procesach jest jak najbardziej każdemu z nas potrzebna.
Zatem, susząc jedynie przepocone ciuchy, suszymy, pozbawiamy wody te nasze wypocone oraz złuszczone białka, co na jakiś czas utrudnia bakteriom procesy konsumpcyjne (wcale nie uniemożliwia ich do końca!) i gdy tylko znów je na siebie założymy, wilgoć pochodząca z naszego ciała spowoduje natychmiastowy "start" sowicie namnożonych wcześniej bakterii do ich dalszych procesów życiowych. Każdy kolejny taki krok znacznie powiększa zagrożenie grzybiczne. Tak, tak - kolosalna ilość jakże "popularnych" dziś grzybic stóp wynika właśnie z unikania codziennego prania skarpet! O innych grzybicach wolę tu nie wspominać, ale to wcale nie oznacza, że takiego zagrożenia nie ma. Najlepiej przeprać wszystko, co przepocone, ale całą bieliznę - wszystko to co bezpośrednio stykało się ze skórą - koniecznie!
Ja stosuję jedyny środek piorący do każdego prania ręcznego - Kokosal(*), bo jest praktycznie nieszkodliwy dla polarów, nie słyszałem, by powodował jakiekolwiek alergie, łatwo się wypłukuje nawet w twardej wodzie i, co równie ważne, jest stosunkowo tani.
Prawdę mówiąc, do prania polarów w pralce także stosuję Kokosal, ale nie można z nim przesadzić. Ilość Kokosalu wlana do pralki nie może być za duża - trzeba to wypróbować, by raptem w czasie prania piana nie zaczęła nam wyłazić na zewnątrz pralki.
Wierzchnia odzież, zwłaszcza ta wyposażona w membrany nie musi być za każdym razem prana, ale raz na miesiąc lekkie przepłukanie jej w "ubogim" roztworze Kokosalu na pewno odświeży jej zapach i unikniemy przy okazji dość paskudnych "zacieków" po słonych plamach potowych.
(*) - klnę się na wszystkie świętości, że ani nie jestem producentem, ani dystrybutorem, czy choćby przedstawicielem handlowym producenta Kokosalu. Po prostu z wszystkich środków piorących do ciuchów turystycznych on jeden mi się sprawdza i to od... czterdziestu prawie lat. |


|
|
|
_________________ Pod rozwagę podaję wzór:
Głupota nie polega na mówieniu bzdur,
Lecz na durnym wciąż w tym trwaniu,
Że się inni na tym nie poznają.
Mundek |
|
|
|
 |
|
|
|