Butelka na bukszprycie

Morskie, zatokowe, szuwarowe, rekreacyjne, turystyczne, samodzielne, rodzinne, towarzyskie i każde inne...

Moderator: Zygmunt Skibicki

Butelka na bukszprycie

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 24 sty 2017, 17:15

Jest taka bardzo stara sztuczka żeglarska i to łatwa do zobaczenia nawet bez wchodzenia na pokład żaglowca: nisko nad wodą butelka na bukszprycie... wisząca.
Pochodzi to z czasów, gdy nie było jeszcze lodówek, a już załogom smakowały napoje chłodniejsze niż woda za burtą. Działa to nawet w porcie, gdy żaglowiec stoi solidnie uwiązany do kei. Na dobrą sprawę do chłodzenia potrzebny jest tylko wiatr.

Metoda polegała na suszeniu na wietrze moczonej co jakiś czas tkaniny owijającej butelkę. Owijano butelkę kawałkiem tkaniny, wiązano to porządnym węzłem i zawieszano pod bukszprytem, by co jakiś czas maczać w wodzie. Kluczowym był wiatr, który owiewając mokrą tkaninę powodował intensywne parowanie wody.

Wykorzystywano zjawisko fizyczne: ciepło parowania wody jest ponad 500 razy większe niż jej ciepło właściwe, czyli odparowanie i grama wody wymaga nieco więcej energii niż podgrzanie pięciu gramów wody od stopienia lodu (0°C) aż do ich zawrzenia (100°C).
Sztuczka nie polegała zatem na ciągłym moczeniu butelki, a na naprzemiennym zamaczaniu jej "koszulki" oraz suszeniu na wietrze! Rzadko też chłodzono jedną butelkę. Zazwyczaj owijano kilka butelek: każdą butelkę osobną szmatką, umieszczano wszystko w mocnej siatce lub koszu i zawieszano jedną linką pod bukszprytem, by się moczyła, a drugą podciągano w stronę podstawy bukszprytu, by sobie... schło... Trzeba to było co jakiś czas na chwilę opuszczać do wody i natychmiast podciągać...
Chodziło bowiem o to, by głównie owiewane wiatrem schło, a jakaś przypadkowa, wyjątkowo duża fala nie machnęła cenną zawartością aż do walnięcia w burtę. Wszak na pewno nie chodziło w tym wypadku o chrzest jednostki!

Na kolosalnej większości niewielkich jachtów śródlądowych nie ma lodówek, więc widuje się nadal stosowanie tej metody, ale mało kto robi to w sposób do końca przemyślany i przez to... rzadko kiedy to bywa skuteczne tak jak ongiś bywało. Najczęściej po prostu chłodzi się flaszki zanurzone w jakimś worku tkaninowym wprost za burtą, więc nie ma szans na osiągnięcie temperatur niższych niż temperatura wody.

Jeszcze jedno... Do wieszania butelki pod bukszprytem nigdy nie należy stosować węzła butelkowego. Mocna sznurkowa siatka (nigdy reklamówka!) jest zdecydowanie bardziej bezpieczna.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10872
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Butelka na bukszprycie

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 28 sty 2017, 16:17

Dostałem na priv zapytanie:
Jaką tkaniną najlepiej "obandażować" butelkę"

Ani zbyt metodycznych, czy choćby stosownie oprzyrządowanych badań fizykochemicznych nie robiłem, ale jeśli już stosuję tę metodę, to butelki wkładam w nad wyraz przeze mnie oszczędzane, wełniane "babcine" skarpety. Oczywiście nigdy potem nie zapominam wypić za spokój duszy nieodżałowanej Babuni!

Mam wszelako znajomego, który swego czasu zakupił był na Krupówkach od gaździny w pasiaku(*) skarpety bardzo "zakopiańskie"... One już przy pierwszym założeniu do krwi sponiewierały mu stopy, ale używane jako plecakowa osłona i ocieplenie termosu oraz opisywane tu chłodzenie butelek, sprawują się nie gorzej od moich...

Podejrzewam, ale jest to tylko moje przypuszczenie na podstawie obserwacji własnych, że zasadniczy element "konstrukcyjny" tej metody to takie "otulenie" butelki, by ono nasiąknęło dobrze wodą, ale by jednocześnie wiatr miał przynajmniej częściowo bezpośredni "dostęp" do wilgotnej powierzchni butelki.

(*) Na Podhalu nie używa się pasiaków! Gaździna w pasiaku, to handlara niewątpliwie gdzieś spod Łowicza, Sieradza lub Opoczna!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10872
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Butelka na bukszprycie

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 12 lut 2017, 09:34

To chyba jakiś wstydliwy temat, bo ludziska wolą zadawać pytania na priv...
A ja uważam, że wszystko jest dla ludzi, którzy... znają miarę.
Всё возможно, но... осторожно!
A dlaczego nie owijać kilku naraz butelek powiedzmy dużym ręcznikiem frote?

Myślę, że już w poprzednim poście to wyjaśniłem, ale jest i drugi całkiem istotny powód. Tak się składa, że butelki mają etykiety, a te są przyklejane klejem. Po kilku godzinach na mokro to te etykiety mogą się wszystkie poodklejać i czort tylko będzie wiedział: co jest co? Pół biedy z whisky, bo prawie każdy jej rodzaj ma swój unikalny kształt butelek, ale wina i piwa... Można się zdziwić!
Każda butelka w oddzielnej, wełnianej skarpecie, to naprawdę dobry pomysł. I... nie ma co dalej kombinować, bo to... działa!

Jasne, że każdy ma prawo eksperymentować, bo w końcu tylko tą metodą można osiągnąć coś zupełnie nowego. Warto jednak mieć i tę świadomość, że te stare, wręcz średniowieczne metody były wypraktykowane przez dziesiątki kolejnych pokoleń i każde z nich chciało zrobić to lepiej. Co było w tych metodach do usprawnienia, to już ulepszono!
A potem wynaleziono chłodziarki i... było oraz nadal jest... jeszcze lepiej. Tylko że nie wszędzie takie chłodziarki są. I tylko o to w tym wypadku chodzi!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10872
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Butelka na bukszprycie

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 12 lut 2017, 17:42

Zygmunt Skibicki napisał(a):Mocna sznurkowa siatka (nigdy reklamówka!) jest zdecydowanie bardziej bezpieczna.

A mógłby Pan opisać, jak taką siatkę zrobić? Czy to coś takiego jak kupowana w sklepie wędkarska siatka na ryby?

Ale jaja!
Siatka na ryby ze sklepu? Taka zielona z drucianymi kręgami?
Ja bym temu nie ufał! Pewnie dlatego, że kiedyś takie zaufanie srogo mnie doświadczyło. Może kiedyś będzie okazja to opowiedzieć...

Pochodzę z tych posiwiałych i mocno już nie tylko na głowach przerzedzonych roczników, które w szkołach podstawowych miały tak zwane "prace ręczne" a w liceach "zajęcia praktyczno-techniczne". O foliowych reklamówkach w tamtych czasach nikt jeszcze nie słyszał. Wtedy nowościami były szybko rozpowszechniające się tworzywa sztuczne: najpierw polichlorek winylu -PCV(*), a wkrótce potem styropian i polietylen: grube, twardniejące na mrozie folie, toporne miski i kolorowe żyłki... Te ostatnie bardzo szybko wyparły sznurkowe siatki, które dominowały na miejskich targowiskach(**)... No i każde z moich koleżanek i kolegów na pewno do dziś umie zrobić taką siatkę. Inna sprawa to węzły tych siatek. Z tym to zawsze było różnie. Dyskusje o wyższości węzła szotowego nad płaskim czy zdwojonym półsztykiem nie zawsze i nie wszędzie mają sens...
Teraz dopiero sobie uświadomiłem, że siatek już się nie widuje na naszych ulicach tak circa z ćwierć wieku i to... lekko licząc.

Dobra, jak trzeba to... trzeba!
Za jakiś czas opiszę tu i zilustruję, jak taką solidną siatkę wypleść. Ale to chwilę potrwa, bo póki co inne tematy uznałem za ważniejsze.

(*) - Tak zupełnie pierwsze to oczywiście były przedwojenne: bakelit, guma, tekstolit itp...
(**) - Targowiska wiejskie wtedy, to był świat... wiklinowych koszyków i... ocynkowanych wiader!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10872
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź


Powrót do Żagle

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość