Choroba morska

Morskie, zatokowe, szuwarowe, rekreacyjne, turystyczne, samodzielne, rodzinne, towarzyskie i każde inne...

Moderator: Zygmunt Skibicki

Choroba morska

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 20 maja 2016, 23:57

W razie wątpliwości co do użytej terminologii warto zajrzeć do - Słownik terminów żeglarskich

Choroba z grupy kinetoz, chorób lokomocyjnych.
Wcale nie jest do tego potrzebne morze. Zdarzają się ciężkie przypadki także na wzburzonych jeziorach...

Dolegliwość ta objawia się zawrotami głowy oraz wymiotami, a w konsekwencji odwodnieniem organizmu. Przyczyną są sprzeczne informacje w mózgu: oczy widzą nieruchome przedmioty, a błędnik informuje o dużych przechyłach.
Pomocne są leki tak zwane lokomocyjne. Aviomarin (działa po około pół godzinie!) ma już dużo skuteczniejszych następców i zawsze na pokładzie warto coś takiego mieć w apteczce.
W początkowym stadium niedomagania pomaga wyjście na pokład i zajęcie się tam niezbyt ciężką, ale absorbującą pracą lub ułożenie się na wznak wzdłuż diametralnej, nigdy w poprzek(*) nogami w kierynku dziobu i dłuższe poleżenie w tej pozycji, a nawet zdrzemnięcie się... Długie "wiszenie" na relingu z głową za burtą jest błędem!
Zawsze i dla każdego w czasie sztormowej pogody lepiej jeść kwaskowate owoce niż ciężkostrawne, tłuste potrawy.

Uwaga: choroba morska dopada wcześnie czy później każdego, kto długo przebywa na morzu. Nie ma znaczenia wiek, płeć, długość aktualnego rejsu czy łączna w życiu ilość dni na morzu, ani już przebytych ileś sztormów. Bywa jednak tak, że ktoś pozornie zupełnie odporny na chorobę morską, wcześnie zejdzie na zawsze na ląd, niż go ona dopadnie...

Opowiadała mi kiedyś Elżbieta Dzikowska, że jej mąż, Tony Halik był zamiłowanym żeglarzem, kupił niewielki, ale dość kosztowny oraz wygodny jacht morski i miesiącami zamęczał ją podróżami morskimi głównie po Karaibach... On czuł się świetnie, za to Dzikowska często chorowała na chorobę morską, co powodowało ironiczne uwagi małżonka. W dodatku Elżbieta nie dostrzegała żadnych nadzwyczajnych uroków dni i nocy spędzanych na wielkich akwenach, kiedy na zmianę z mężem musiała godzinami drętwiejąc trwać sama przy sterze...
Kiedy byli już w ostatnim z zaplanowanych w sezonie rejsie, choroba morska niespodziewanie dopadła pierwszy raz w życiu Halika. Przeżył to wręcz koszmarnie. Kiedy dopłynęli już do portu, ledwo żywy z odwodnienia poszedł do miasteczka i od kwiaciarki kupił Elżbiecie wiadro róż. W ten sposób ją przepraszał za wcześniejsze kąśliwe uwagi.
Potem już nigdy nie zaproponował Elżbiecie rejsu, a po kilku latach za ledwo symboliczne pieniądze sprzedał zaniedbany, bo długo nieużywany jacht.

(*) to dlatego właśnie nawet na dużych jachtach i żaglowcach koje sytuuje się wzdłuż burt - na dużych statkach pasażerskich i promach morskich też lepiej unikać koi umieszczonych w poprzek jednostki.

Warto zajrzeć - tu!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10918
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Powrót do Żagle

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości