Węzły żeglarskie

Morskie, zatokowe, szuwarowe, rekreacyjne, turystyczne, samodzielne, rodzinne, towarzyskie i każde inne...

Moderator: Zygmunt Skibicki

Węzły żeglarskie

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 4 maja 2016, 09:48

Na początek kilka terminów używanych w czasie wiązania węzłów:

[ img ]
Od lewej: pracująca część liny, hak, pętla, ucho (pętla skrzyżowana, oczko, obwój) i wolna końcówka liny.

Nazwy węzłów
Najbardziej obszerny, znany mi podręcznik wiązania węzłów Clifforda Warrena Ashley'a zawiera ich... 3 854! Tak po prawdzie i tak do końca nie ujednolicone nawet w tej monografii nazewnictwo (pomijam kwestie językowe!) tak wielkiej ilości węzłów może mieć znaczenie wyłącznie podczas uczenia się ich i to tylko do komunikowania się instruktora z kursantami. Sprawa kończy się wraz ze zdanym egzaminem i... tyle. Potem to już każdy z wyedukowanych adeptów wybiera co najwyżej około dwudziestu, a jak chce poszpanować w tak zwanym... środowisku to góra trzydzieści węzłów, które mu pasują i wiąże je na pokładzie całkowicie indywidualnie. A jak przyjdzie potrzeba rozwiązania jakiegoś nieznanego węzła, który zawiązał ktoś inny i to tak dawno, że się pozaciskał na kamień, to wystarczy knuta dobrze obejrzeć i ewentualnie użyć marszpikla, a w ostateczności rożka i owijaka. Węzeł Gordyjski istniał wyłącznie w... mitach!
Reasumując... może się okazać i zapewne się zdarzy, że niektóre z opisywanych tu węzłów będą innym znane pod zupełnie innymi nazwami. Ja to zawsze przyjmowałem z beztroską wyrozumiałością i... dobrze mi z tym.

Jeśli w nazwie węzła jest dodatek... "bez końca", to nie świadczy, że on łączy w nieskończoność! Oznacza natomiast że do wiązania tego węzła nie trzeba użyć wolnego końca liny. Takie węzły okazują się bardzo przydatne, bo bywa, że w czasie manewrów odnalezienie na pokładzie końca liny trzymanej w rękach, zwłaszcza liny naprężonej, której nie można przed zablokowaniem choćby poluzować, bywa... trudne, o ile w ogóle możliwe.

Węzły mają też swoje środowiskowe nazwy. Koronny przykład: to co żeglarze określają węzłem ratowniczym, alpiniści na całym świecie nazywają... skrajnym tatrzańskim, a wodniacki ratowniczy podwójny, zwany także bosmańskim, to nic innego jak tatrzański pośredni...
Czasem się zdarzy, że ktoś komuś pokaże jakiś fikuśny supełek i on się... spodoba. Jest jasnym, że w takiej sytuacji wraz z umiejętnością wiązania przejmuje się także nazwę! Tak jest u mnie z węzłem, który od chwili poznania go do dziś nazywam bung, choć w poważnej literaturze znalazłem go pod zupełnie inną nazwą.

Mam także własną terminologię odnośnie części liny za i przed węzłem: tę od węzła do miejsca, w którym lina wykonuje swą pracę nazywam częścią pracującą, a wystającą luźno z węzła nazywam... wolną. Tak się składa, że większość instruktorów "węźlarstwa" żeglarskiego nazywa je dokładnie odwrotnie. Moim zdaniem istotna dla nazewnictwa części jest praca liny po zawiązaniu węzła, a nie... w trakcie wiązania...
Przecież samo wiązanie węzłów, aczkolwiek przez niektórych traktowane jako odrębna sztuka kultywowana z odpowiednio rozdmuchanym anturażem oraz atencją, to tylko jedna z mnóstwa umiejętności stricte rzemieślniczych potrzebnych do żeglowania, wspinaczki, zakładania butów, wysyłania paczek, formowania serów, baleronów, kiełbas itp...

W razie dalszych wątpliwości co do użytej terminologii warto zajrzeć do - Słownik terminów żeglarskich

Sposoby wiązania węzłów
W praktyce każdy węzeł żeglarski, alpinistyczny, czy związany z innymi profesjami (np. wędkarskie, rybackie, chirurgiczne) można zawiązać na co najmniej kilka różnych sposobów prowadzących do dokładnie identycznego rezultatu. To sam użytkownik węzłów musi zdecydować (ja także musiałem!), która metoda i w jakiej sytuacji pasuje mu najbardziej. Kilka węzłów wiążę na różne sposoby, co zależy wyłącznie od... aktualnej potrzeby - będą pokazane konkretne przykłady!
Wręcz akademickimi rozważaniami o wyższości wybranej metody nad innymi zajmuje się International Guild of Knot Tyres - Międzynarodowy Cech Wiązaczy Węzłów, organizacja oraz jej portal wręcz kultowy dla wszystkich przeteoretyzowanych żeglarzy na całym świecie.

Odrębną grupą węzłów są - szplajsy, czyli przeplatanie rozplecionych pokrętek lin kręconych. Wbrew dość powszechnego przekonania nie wszystkie z nich można zaliczyć do wyłącznie oldschoolowej maniery.
Jeszcze inną grupę "supełkową" stanowią plecionki, maty, opaski, warkocze i tym podobne... nie tylko ozdobniki!

© - copyright by Zygmunt Skibicki 2016 – wykorzystanie komercyjne całości bądź jakiejkolwiek części tego wątku wyłącznie za zgodą autora.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 4 maja 2016, 10:19

Węzeł Ratowniczy
Węzeł ratowniczy znany jest nie tylko wodniakom. W czasach wcale nieodległych, gdy nie wymyślono jeszcze uprzęży wspinaczkowych tymi właśnie węzłami wiązali się na obu końcach liny partnerzy przed rozpoczęciem wspinaczki skalnej - nazywają go do dziś węzłem skrajnym tatrzańskim.

Węzeł ten charakteryzuje się tym, że pętla nim zawiązana nie zaciąga się pod wpływem siły ciągnącej drugi koniec liny i to jest jego najważniejsza cecha.
Są i inne jego zalety:
-wiąże się go jedną ręką nie wypuszczając raz złapanego już końca,
-łatwo nabrać nawyku wiązania go na sobie „na pamięć”, nawet pod wodą czy po ciemku,
-po zawiązaniu tego węzła na sobie puszcza się po prostu linę i można dalej pracować obydwoma rękoma pomagając ratującym nas,
-nawet w przypadku utraty przytomności ratowanego, pętla skutecznie go przytrzymuje i pozwala ratującym na wyciągnięcie go z opresji.

Do nauki wiązania węzła ratowniczego(*) potrzebnych jest kilka metrów dość grubej linki, której koniec podaje nam lub lepiej, rzuca z odległości czterech, pięciu metrów inna osoba i, gdy już złapiemy, lekko napina linkę. Dobrze jest przy pierwszych próbach zawiązywać na rzucanym końcu zwykły węzeł, a jeszcze lepiej pojedynczą "ósemkę"...

Kiedy już złapiemy, powiedzmy prawą ręką końcówkę linki – najlepiej nie za sam koniec, a około dwudziestu centymetrów dalej robimy następujące czynności:
1. trzymając prawą dłoń możliwie daleko od tułowia szybko robimy duży krok w kierunku partnera jednocześnie obracając się dookoła w lewo owijając własny tułów linką i łapiemy dalszą część linki wyciągniętą lewą dłonią,
2. nadgarstek prawej dłoni opieramy o napiętą linkę pomiędzy lewą dłonią, a naszym tułowiem,
3. odginamy prawy nadgarstek na zewnątrz i pociągnięciem w dół rozpoczynamy owijanie go wokół tej liny po stronie lewej dłoni,
4. gdy nadgarstek jest już owinięty, przekładamy końcówkę linki trzymaną cały czas prawą dłonią od zewnątrz, dołem pod linką pozostającą pomiędzy powstającym węzłem a naszym tułowiem i gdy końcówka znajdzie się ponad tę linką, przechwytujemy ją tę samą, prawą dłonią, a następnie szybko wyciągamy prawy nadgarstek z owijającej go pętli i zaciągamy powstały tak węzeł.
5. puszczamy linkę obydwoma dłońmi.
Jeśli partner pociągając za linkę nie spowoduje jej rozwiązania, węzeł jest dobry!

W trakcie ćwiczeń warto zwrócić uwagę, by wolna końcówka linki po zaciągnięciu węzła miała co najmniej kilkanaście centymetrów długości. Jest to najlepsze zabezpieczenie węzła przed jego samoczynnym rozwiązaniem się podczas holowania poszkodowanego.

Zaręczam, że tylko przed pierwszym ćwiczeniem powyższy opis może wydawać się skomplikowany. Po kilku ćwiczeniach zawiązuje się go z zawiązanymi oczyma, odruchowo. Gdy już to opanujemy, okaże się, że dużo trudniej wykonać wiązanie się węzłem ratowniczym w drugą stronę, czyli rozpoczynając od złapania rzuconej linki lewą ręką, obrotu w prawo i tak dalej... Trzeba jednak nauczyć się tego wiązania z równą wprawą w obie strony. KONIECZNIE...! Nigdy bowiem w rzeczywistej, zawsze zaskakującej opresji nie wiadomo, z której strony upadnie w wodę rzucona nam zbawcza lina.

Oczywiście ta nauka „na sucho” jest tylko wprawką przed nauczeniem się wiązania węzłów ratunkowych "na mokro" w głębokiej wodzie, ale umiejętność ta uratowała życie tylu ludziom, że perfekcyjne jej opanowanie jest absolutnie niezbędne przez każdego doświadczonego wodniaka(**) zanim siarczystym klepnięciem w zadek symbolicznie wypromuje swojego pupila na pełnoprawnego turystę wodnego.

[ img ][ img ]
Tak wygląda przed zaciągnięciem luźny jeszcze węzeł ratowniczy widziany z góry i z dołu.

Warto zajrzeć tu!

Uwaga:
Obserwuję dość częste tego węzła... nadużywanie. Pętla cumownicza nim wiązana jest na pewno wytrzymałościowo słabsza i trudniej po używaniu rozwiązywalna niż na pewno szybciej wykonana zdwojoną "ósemką", a stosowanie tego węzła do mocowania szotów w luwersach to już czysta... fanaberia... rzecz jasna, moim zdaniem - patrz podpis postu.

(*) - W różnych źródłach jest kilka zbliżonych opisów i serii rysunków obrazujących wiązanie tego węzła, ale każdy z nich prowadzi do dokładnie tego samego skutku, a żaden nie jest ani łatwiejszy, ani trudniejszy. Tylko na samym początku wydają się inne!

(**) - Niezależnie od naszej prawo, czy leworęczności oraz od tego, w którą stronę nauczyliśmy się wiązać na początku.

Coś opowiem... jak to ja.

Sporo ponad półwiecze temu, gdy pływackie, klubowe obozy kondycyjne były organizowane nie na olimpijskich basenach krytych, a wprost na dużych jeziorach, gdzie wiatr, fala i wszelkie inne atrakcje, nasi trenerzy od razu pierwszego dnia na sporym pomoście pokazywali nam technikę wiązania węzła ratowniczego od... w razie wypadku. Szło to z różnymi rezultatami, bo dzieciarnię mocno już opływaną na basenach trudno było przekonać, że istnieje taka potrzeba.
Wreszcie lekko wkurzony trener wrzucił do wody ubraną w dres najbardziej oporną z koleżanek, rzucił jej linę i kazał zawiązać ten węzeł. Oczywiście była awantura, płacz i... fochy. Kilka dni później już w czasie treningu jednego z kolegów na środku jeziora złapał najpaskudniejszy ze skurczów, skurcz mięśni brzucha. Trenerzy płynęli obok nas na łodziach i z takiej łodzi mu rzucili linę, którą złapał i choć nie zawiązał węzła ratowniczego podholowali go na tej linie do łodzi i wyciągnęli z wody. Po rozmasowaniu oczywiście wskoczył do wody i trenował dalej...

Tego samego dnia po obiedzie sami poprosiliśmy trenerów o kolejne przeszkolenie z wiązania węzła ratowniczego. I już nie było złośliwych uśmiechów, wzruszania ramionami i fochów...
Mało tego, co roku pierwszego dnia każdego kolejnego obozu pływackiego powtarzaliśmy to... tradycyjnie, bo... pamiętaliśmy!

Moje zdanie odnośnie umiejętności wiązania na sobie w wodzie węzła ratowniczego od tamtego czasu jest takie: Nie umiesz, na spływ z tobą nie popłynę!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 4 maja 2016, 10:38

Węzeł Półsztyk i Sztyk, sztyk z wycofem i zablokiem

Półsztyk, czyli popularny... supeł, albo knut jest najprostszym, ale także on sam jeden okazuje się najmniej pewnym węzłem dowiązującym.

[ img ]

Żeglarzom znany jest z sytuacji, gdy "coś" w pętli tego węzła... jest:

[ img ]

Mało odporny na zmiany siły naprężenia, a zupełnie nieodporny na szarpnięcia. Zdecydowanie unikać!

Sztyk, to dwa kolejno po sobie następujące półsztyki - węzeł po zaciągnięciu dość stabilny, ale trudny do rozwiązania po długotrwałym i mocnym naprężeniu.

[ img ]

Półsztyk z wycofem. Ma wszystkie wady półsztyku, ale mocno zawiązany i zaciśnięty na linie, sprawuje się dobrze.

[ img ]

Półsztyk z wycofem i zablokiem - jeśli mocno zaciągnięty, można mu ufać i łatwo rozwiązać. Wolna końcówka minimum 20 średnic liny.

[ img ]

Natomiast pętla na zdwojonym półsztyku... może nie jest elegancka, ale bardzo łatwa, szybka i skuteczna:

[ img ]

Jak się to mocno zaciągnie to bez marszpikla... nie podchodź!

Natomiast... na tej samej linie pętla zdwojoną "ósemką" z udowodnioną naukowo pewnością zdoła przenieść znacznie większe siły(*), a i rozwiązać ją będzie łatwiej nawet po koszmarnym zaciśnięciu.

[ img ]

W ten sposób szybko i łatwo wiąże się odpowiedniej wielkości pętle cumownicze tuż przed założeniem ich na pachołki - obwód pętli minimum pięć średnic pachołka, na który ma być założona!

(*) - udowodniono wielokrotnie na zrywarkach laboratoryjnych, że każdy węzeł osłabia odporność liny na zerwanie, ale spośród wszystkich węzłów "ósemka" osłabia linę najmniej. To z tego właśnie powodu alpiniści wiążą liny asekuracyjne do swoich uprzęży wyłącznie takim węzłem!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Węzły żeglarskie

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 4 maja 2016, 10:39

Węzeł Ósemka

Wiąże się ósemki na końcówkach lin, by unikać wysmyknięcia się końcówki liny z dłoni.
[ img ][ img ]
Na końcówce liny widoczny atest UIAA.
Takie ósemki wiąże się i mocno zaciąga zazwyczaj blisko końca każdego szota jako stopery końcowe.

Ósemka dwużyłowa służy do szybkiego i bardzo pewnego stworzenia dowolnej wielkości pętli, na przykład pętli cumowniczej do zarzucenia na pachołku.

[ img ][ img ]
[ img ][ img ]

W tej postaci stosowana także na "czubku" lejcy holowniczych.

Ósemkami dwużyłowymi wwiązuje się lonże w uprząż.

[ img ][ img ]
[ img ][ img ]

Pokazałem tu wwiązywanie ósemki akurat w karabinek, co w praktyce nie za bardzo ma sens. Zazwyczaj zaczyna się to przewlekając linę z pojedynczą ósemką w... cokolwiek, co nie ma zamka, na przykład w pętle uprzęży. Potem oczywiście analogicznie...

Ósemki służą także do łączenia lin. Zaletą tego węzła jest stosunkowe łatwe rozwiązywanie nawet bardzo zaciągniętych połączeń.

[ img ]

Można nim łączyć liny o różnej grubości...

[ img ][ img ]
[ img ][ img ]
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Węzły żeglarskie

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 4 maja 2016, 10:39

Związ wantowy
Zwany także węzłem zderzakowym lub węzłem rybackim.

Węzeł służący do wzdłużnego łączenia lin niekoniecznie identycznej, ale zbliżonej grubości.

[ img ] [ img ]

To jest kombinacja dwóch zwykłych supłów(*)!
Węzły zderzakowe zawsze należy najpierw pozaciskać na obejmowanych żyłach, a dopiero później ciągnąc za żyły zsuwać je do siebie.
Dla poluźnienia węzła czasem wystarczy mocno ciągnąć za wystające końcówki żył...

Stosowana jest także wersja tego węzła jako podwójnego lub nawet potrójnego. Daje to znacznie pewniejsze połączenie niż zwykły zderzakowy.
Wykorzystywany na przykład do wiązania cienkiej rzutki do sporo grubszego od niej holu.

[ img ] [ img ]

Warto zauważyć, że ów podwójny węzeł, to nic innego jak stoper angielski wiązanym z inną liną wewnątrz.

(*) - bardzo dużo węzłów, to kombinacje dwóch sztyków!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Węzły żeglarskie

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 4 maja 2016, 10:43

Węzeł Prusika - Prusik
Węzeł także taternicki do wspinania się po innych, unieruchomionych linach.

Żeglarzom służy do tworzenia unieruchomionej pod obciążeniem pętli zawiązanej na innej, grubszej linie, na przykład jako bulinę odciągającą szot dla lepszego wykorzystania żagla, odciążenie pracującej liny, albo doraźne zawieszenie czegokolwiek na stałej skośnie lub pionowo biegnącej linie.

[ img ][ img ][ img ]
[ img ][ img ]
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 5 maja 2016, 11:30

Węzeł Półwyblinka
Bardzo często stosowana podczas wspinaczki...

Węzeł, a właściwie sposób blokowania podczas siłowego wybierania liny - blokować ciągnąc za prawą żyłę.
[ img ]

A także podczas powolnego luzowania naprężonej - popuszczać przytrzymując prawą żyłę.
[ img ]
Wybierając cumę na pachołku palowym kei z tak pokazanej pozycji przekładamy przytrzymywany koniec liny w stronę jednostki zakładamy na cumie dwa półsztyki i... koniec.

Półwyblinka ma tę niewątpliwie ważną zaletę, że założona na jakikolwiek, najlepiej obły element stały służy naprzemiennie bez przekładania do kontrolowanego luzowania i blokowanego wybierania. Wystarczy wybieraną linę poluzować, a blok sam "przeskoczy" w pozycję do luzowania, a popuszczając mocno wybrać, by wrócił do pierwotnej funkcji.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 11 maja 2016, 00:19

Węzeł knagowy

Węzeł stosowany na knagach, pachołkach "H" i na naglach.
[ img ]
Rysynek ze strony tej! Zostanie wymieniony, jak tylko sam zrobię stosowne fotki.
Zwykle końcówkę węzła robi się przez skręcenie wolnego końca liny w pętlę i zarzucenie jej oraz obciągnięcie na naglu lub rogu knagi.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 17 maja 2016, 09:11

Węzeł szotowy
Nazwa jest historyczna. Zanim zaczęto montować w rogach żagli stalowe luwersy i liny wpinać w nie szeklami, na rogach żagli tworzono mocne pętle z grubej liny liku i do tych pętli wiązano szoty... oczywiście węzłem szotowym.

[ img ]

[ img ]

[ img ]

Węzeł ten pozwala mocno, bez ryzyka obciążać raz jedną, raz drugą z lin...

Obecnie ten węzeł jest najczęściej stosowany do wiązania krawatów, sejzingów, bencli itp.

[ img ]

Warto zajrzeć - tu!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 17 maja 2016, 09:14

Węzeł Hunter'a

Węzeł bardzo pewny zwłaszcza dla śliskich lin syntetycznych!

Jest znany od zamierzchłych czasów jako węzeł taklowniczy, ale dopiero po jego zademonstrowania w roku 1978-ym przez Edwarda Huntera na pierwszej stronie "The Times", co wywołało awanturę o autorstwo węzła zawiązano... International Guild of Knot Tyres - Międzynarodowy Cech Wiązaczy Węzłów.

Ten węzeł składa się tylko z dwóch poprzeplatanych półsztyków... supłów!

[ img ][ img ][ img ]

Węzeł kompletnie przepleciony:

[ img ]

Teraz należy pociągnąć w jedną stronę za obydwa końce jednej liny, a w drugą drugiej:

[ img ]

A na końcu mocno ciągnąć tylko za końce pracujące!

[ img ]
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 17 maja 2016, 12:55

Węzeł Ashley'a

Żyjący na przełomie XIX i XX wieku amerykański artysta malarz i zamiłowany żeglarz Clifford W. Ashley opublikował ten węzeł w wydanym w roku 1944 kultowym do dziś podręczniku wiązania węzłów The Ashley Book of Knots, ale nie nadał mu nazwy. Zrobiła to za niego historia...

Węzeł Ashleya ma kilka ważnych zalet:
- podobnie jak wiele innych dobrych węzłów żeglarskich jest jedynie kompilacją dwóch splecionych ze sobą półsztyków,
- nadaje się do wiązania nawet tak różnych materiałów jak śliska lina dynamiczna z... wędkarską żyłką,
- każda z dowolnie wybranych par lub trójek wychodzących z węzła Ashleya lin oraz wszystkie jednocześnie mogą być obciążana naprzemiennie i to w dowolnej kolejności.
- jest łatwy do rozwiązania nawet po dużych obciążeniach siłowych.

[ img ][ img ][ img ]

Jak łatwo zauważyć są to dwa przeplecione supły!
Teraz pociągamy mocno w jedną stroną za obydwa końce wolne, a w drugą za pozostałe.

[ img ]

Na koniec bardzo mocno ciągniemy w obie strony za żyły pracujące!

[ img ]

Ten węzeł ma ciekawą zaletę: zawiązany tak jak na fotce powyżej dużo łatwiej przesuwa się przez przeszkodę ciągnięty za linę pomarańczową. Natomiast ciągnąc za niebieską można mieć spore kłopoty z tą samą przeszkodą.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 18 maja 2016, 14:31

Klajdowanie końcówki liny

Klajdowanie (klajdunek) - mocne i ciasne owinięcie końcówki liny juzingiem w celu jej zabezpieczenia przed rozplataniem się lub na biegu liny stalowej dla ochrony żagli i innych lin przed kontaktem z metalem.

Na obciętą i zatopioną końcówkę liny założyć hak z juzingu i owinąć nim linę dookoła.

[ img ]

Ciasno i możliwie mocno owijać linę juzingiem unikając przerw pomiędzy obwojami.

[ img ]

Ostatnie owinięcie wykonać obciętym juzingiem i przewlec jej końcówkę przez oczko haka.

[ img ]

Wciągnąć końcówkę juzingu pod owinięcia ciągnąc za pozostawioną na początku końcówkę juzingu.
Obciąć obie wystające spod owinięć końcówki juzingu i opalić je zapalniczką.

[ img ]
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 18 maja 2016, 21:59

Skrót linowy

Miejscowe uszkodzenie pracującej pod stałym obciążeniem liny można doraźnie zniwelować skrótem linowym "pochłaniając" uszkodzenie pomiędzy dwa półsztyki na pętli.

Na zdjęciach miejsce uszkodzenia liny jest imitowane czerwoną opaską.
Zbieramy linę tak, by uszkodzenie znalazło się w środku.
[ img ]

Na obydwa haki zakładamy półsztyki.
[ img ]

Włączenie liny do pracy zaciąga półsztyki na hakach.
[ img ]

Uwaga: ten węzeł może pracować wyłącznie przy stałym naprężeniu liny!
Bardzo wskazane zabezpieczenie węzła przez wepchnięcie żył pracujących w widoczne ucha, przetkanie tam chropowatych kołków i maksymalne wtedy rozsunięcie półsztyków.
[ img ]

Warto porównać z tym!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 18 maja 2016, 22:43

Węzeł Zeppelin

Węzeł opracowany do wiązania lin zrzucanych jako cumy z wielkich niemieckich sterowców Zeppelinów z linami na stałe zakotwionymi na lądowiskach.
Podobnie jak węzły Hunter'a, Ashey'a a także wiele innych... ten związ jest przeplataniem się dwóch półsztyków. Jego wyjątkowość polega na tym, że góruje nad innymi łatwością rozwiązywania gołymi rękoma nawet po bardzo mocnych zaciągnięciach.

Na jednej linie wiążemy luźny supeł, a drugą w niego wplatamy... także supłem!

[ img ]

[ img ]

[ img ]

Mocno ciągniemy w przeciwne strony za końcówki, a następnie bardzo mocno za żyły pracujące.

[ img ]

Tak to wygląda z drugiej strony.

[ img ]
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Węzły żeglarskie

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 28 maja 2016, 18:59

Węzeł Boa

Boa to węzeł żeglarski, którego nazwa dobrze oddaje jego skuteczność - zaciśnięty i obciążony jest praktycznie nie do rozwiązania, stąd planując jego rozwiązanie stosuje się w nim zwykle wycof.

Zaczyna się go dokładnie tak samo jak wyblinkę.

[ img ]

Następnie wolny koniec liny przewleka się jeszcze raz pod pierwszym ze zwojów opasujących.

[ img ]

Tak wygląda zaciągnięty boa. Jest znana dobrze uzasadniona doświadczeniami opinia, że boa pod obciążeniem łatwiej przeciąć niż rozwiązać.

[ img ]

Dla ułatwienia rozwiązania po mocnym zaciągnięciu i długim jego obciążaniu warto zrobić wycof.

[ img ]

Boa z podwójnym wycofem to świetny sposób na mocne przywiązanie i bardzo szybkie potem... odwiązanie.

[ img ]

Boa bez wycofu stosuje się często jako początek przewiązów nie tylko na linach.

Warto porównać - tu!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 29 maja 2016, 13:35

Przewiąz

Przewiązy, a jest ich dużo i to różnych, to rozległe węzły oplatające inne liny, belki, listwy itp. Dobrze wykonane przewiązy linowe w niczym nie ustępują szplajsom, są równie mocne, a zużywa się na nie mniej lin głównych oraz pracy, co jest niewątpliwą zaletą.
Najczęściej stosuje się przewiązy do wykonywania różnych uszu na końcach lin miękkich dowolnego typu, a obecnie do wmontowywania w nie kauszy.

Pierwszym krokiem jest założenie węzła boa na końcówce liny i mocne jego tam zaciągnięcie.

[ img ]

Następnie dopasowujemy ucho do kauszy tak, by wolny koniec liny z węzłem boa znalazł się minimum trzy średnice liny od planowanego końca przewiązu.

[ img ]

Ciasno, zwój przy zwoju owijamy obie liny juzingiem.

[ img ]

Końcówką juzingu zakładamy trzy opaski wzdłuż przewiązu i po trzykroć przeszywamy przewiąz w trzech miejscach. Kończymy zakładając kilka półsztyków i wciągamy je do wnętrza przewiązu.

[ img ]

Tak to wygląda na końcu...
Oczywiście całość warto dobrze zaimpregnować. Jeśli ucho się z czasem wyciągnie, należy założyć jeszcze jedną sekcję przewiązu tuż pod kauszą.

Podstawowa zasada przewiązów linowych: przewiąz musi być bardzo ciasny, a jego długość musi być równa co najmniej trzy (na linach syntetycznych - pięć!) średnice liny, którą oplata!

Pokazane tu zamocowanie kauszy przewiązem można oczywiście wykonać szplajsem, analogicznie jak tu!, ale nie zmienia to potrzeby założenia na całym szplajsie klajdu, bo liny z tworzyw naturalnych wyciągają się w miarę eksploatacji.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Węzły żeglarskie

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 30 maja 2016, 20:05

Węzeł Refowy

Węzeł refowy zwany także sejzingowym, albo powszechnie węzłem płaskim służy do owiązywania żagla zrefowanego reflinkami lub sprzątniętego sejzingami. Węzły te muszą być pewne, ale szybko rozwiązywalne.

Pierwszy krok:

[ img ]

Kończymy węzeł płaski:

[ img ]

Zakładamy wycof:

[ img ]

Zaciągamy mocno i... to już koniec. Niektórzy nie ufając śliskim linom syntetycznym robią jeszcze zablok i to na ciasno...
Zdecydowane pociągnięcie za końcówkę wycofu tak rozluźnia nawet dawno zawiązany węzeł, że końcowe jego rozwiązanie, to kwestia jednego pociągnięcia palcem.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Węzły żeglarskie

Postprzez wietek78 » Pn, 6 cze 2016, 23:24

NA stronie [adres strony firmy oferującej czarterowania jachtów - link usunąłem! - Z.S.] bardzo fajnie są opisane wszystkie rodzaje węzłów żeglarskich, poświęcony jest temu tematowi cały artykuł, można wejść na ich stronę i poczytać o tych węzłach.
wietek78
 
Posty: 1
Dołączył(a): Pn, 6 cze 2016, 16:55

Re: Węzły żeglarskie

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 7 cze 2016, 00:03

wietek78 napisał(a):NA stronie [adres strony firmy oferującej czarterowania jachtów - link usunąłem! - Z.S.] bardzo fajnie są opisane wszystkie rodzaje węzłów żeglarskich, poświęcony jest temu tematowi cały artykuł, można wejść na ich stronę i poczytać o tych węzłach.

Zajrzałem i jestem oszołomiony...
To już lepiej zajrzeć do "Nauka żeglowania w weekend"! - Niedawno widziałem egzemplarz mocno przeceniony i sądząc po okładce mało używany...
wietek78 napisał(a):bardzo fajnie są opisane wszystkie rodzaje węzłów żeglarskich

A miałeś ty chłopie w rękach choćby jeden solidny podręcznik poświęcony węzłom?
O czytanie wolę nie pytać...

Proponuję:

[ img ] [ img ]

Po lewej wydanie pierwsze z roku 1944, po prawej rzadko spotykane wznowienie z lat 90-tych. Tych wznowień było sporo...
Warto porównać tu!

A z nowszych choć znacznie mniej obszernych może coś Desa Pawsona, Marii Constantino, Briona Tossa lub Gordona Perry'ego - łatwiej kupić, są polskie wydania i... ładniej ilustrowane.
Wszystkie one mają jednak poważną wadę w stosunku do oferowanej strony handlowej: nie opowiadają farmazonów ani o króliczkach ani o... norkach.
Powiem jasno: nie są to książeczki dla zasmarkanych zuchów, ani nawet dla ich drużynowych!

Jeszcze jedno...
Wstawianie na tym forum linków reklamiarskich zawsze się kończy tak samo... za burtą!
Za pierwszym razem wylatuje tylko link. Przy następnej próbie... razem z autorem.
Póki co dyndasz jak skazaniec na szubienicy ku przestrodze dla innych...
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Węzły żeglarskie

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 8 cze 2016, 17:14

Skoro już wspomniałem o podręcznikach węźlarskich, to wypada je pokazać:

[ img ][ img ]
[ img ][ img ]

Istnieję oczywiście także inne, ale te wystarczają w zupełności... przynajmniej mnie. Powiem szczerze... jest w nich i tak dużo... za dużo.

Moje niedawne nabytki.

[ img ][ img ]

I w nich znalazłem kilka ciekawych supełków... dotąd mi zupełnie nieznanych...
Jeszcze nie wiem, czy mi będą potrzebne? Ale na to pytanie może odpowiedzieć tylko... życie!

Pokazanego w poprzednim poście podręcznika Ashleya nie posiadam, ale łatwo go znaleźć w czytelniach dobrych bibliotek i tam... powertować.
Warto zabrać ze sobą kawałek liny i poćwiczyć na miejscu, bo na wypożyczenie tej pozycji bym nie liczył.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Węzły żeglarskie

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 10 cze 2016, 09:10

Chwyt rożkowy

Formalnie... tak "kursowo" to on wygląda tak:

[ img ]

A tak się go używa do ciągnięcia liny:

[ img ]

Chwyt ten na swój użytek nazywam kołkowym, bo... nie za bardzo jestem przekonany do stałego noszenie przy sobie na pokładzie rożka bosmańskiego (marszpikla) w postaci innej niż składany w nożu żeglarskim. Duże, sztywne noże marynarskie (kordelasy) nie bez powodu wyszły dawno z użycia, bo w nadal zdarzających się na pokładach szamotaninach z żaglami i linami niejeden zrobił sobie takim ostrzem więcej szkody niż pożytku. Znacznie bezpieczniejszy od szpikulastego rożka jest kilkunastocentumetrowej długości mocny drewniany kołek na małej pętelce...

Przydaje się ten chwyt coraz częściej, bo liny są coraz mocniejsze, a w konsekwencji coraz cieńsze. Wszak siły potrzebne do stosowania w nie powiększonym ożaglowaniu są nadal takie same. Cienkimi linami, zwłaszcza aramidowymi siłowo pracuje się dość trudno, bo po prostu ranią dłonie. Z kolei nie każdy lubi rękawice mocno opięte na nadgarstkach. Problem ten dobrze rozwiązuje właśnie chwyt kołkowy.

Do zdjęć użyłem zwykłej ośmiomilimetrowej liny poliestrowej, której wybieranie siłowe gołą ręką, do przyjemności nie należy...
[ img ]

Smycz pokazanego kołeczka warto od razu mieć na nadgarstku...

[ img ]

Wykonujemy skręconą pętlę...

[ img ]

Wtykamy kołek...

[ img ]

Zaciągamy i ciągniemy. Zapewniam, że jest to dużo bardziej komfortowe niż ciągnięcie gołej cienkiej linki.
Gdy już chwyt jest zbędny, puszczamy kołek, smycz na nadgarstku wyciąga go z pętli i węzeł... znika sam!

Szczególnie chwalą sobie ten chwyt szotmeni na jachtach, gdy nie mogą lub nie chcą skorzystać z kabestanów. Rzadko jaki sprzęt żeglarski można sobie zrobić samemu i to praktycznie... darmo! Wskazane jest, ale niekoniecznie drewno twarde (liściaste) i to dobrze zaimpregnowane olejem, ale doraźnie nada się nawet zaadaptowany kawałek suchej... gałęzi.

Obecnie sześcio, a nawet czteromilimetrowej średnicy liny kevlarowe mają parametry wytrzymałościowe (i wydłużeniowe!) pozwalające na obsługę nawet wielkich regatowych genakerów. Cóż z tego, gdy siłowe wybieranie ich rękoma nawet w profesjonalnych rękawicach żeglarskich jest zwyczajnie niemożliwe, bo za cienkie, za twarde i za śliskie. Ryzyko poważnego pokancerowania nimi dłoni jest... stuprocentowe. Jeśli nie ma na pokładzie odpowiednich do takich lin kabestanów, pozostaje tylko... chwyt kołkowy!

Dla turystów kajakowych:
Kajaki na spływach są zazwyczaj mocno obciążone sprzętem i prowiantem. Wiązane na dziobach kajaków turystycznych linki-cumki miewają średnice niewielkie, co wytrzymałościowo wystarcza w zupełności. Gdy jednak trzeba kajak wyciągnąć samemu taką linką całkowicie na stromy brzeg(*), ta mała średnica linki jest niemiła. Założenie na niej chwytu kołkowego, choćby na rękojeści noża czy złożonego, dużego Victora... bardzo ułatwia życie.

[ img ]

(*) - Ja wiem, że ciąganie po ziemi obciążonego, wypożyczonego kajaka, to wyjątkowe draństwo. Zdarzają się wszak spływy jednoosobowe, a do tego kajakiem... własnym. Nie zawsze zabieram ze sobą wózek kajakowy, a nawet jeśli go mam, to do wyciągania łodzi na pole biwakowe używałem go bodaj tylko jeden raz w życiu, bo pole było wielkie, a wybrane suche na nim miejsce na namiot bardzo odległe od brzegu.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Węzły żeglarskie

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 15 cze 2016, 11:54

Węzeł Magnus

Magnus zwany także węzłem stoperowym jest świetnym węzłem cumowniczym. Zwłaszcza skipperzy jachtowi wolą stosować węzły cumownicze a nie pętle...
Tych węzłów cumowniczych jest sporo i nie ma co debatować, który jest najlepszy, bo każdy prawidłowo zawiązany cumowniczy jest dobry. Jedni wolą ten, inni z lubością stosują inny i wszystko jest dobrze!

[ img ]

Magnus zaczyna się identycznie jak wyblinka...

[ img ]

Tu następuje drugie owinięcie pala...

[ img ]

Teraz wsuwamy końcówkę pod ostatni obwój...

[ img ]

Zaciągamy i... koniec.
Na tym węźle nie ma sensu robić wycofu, bo główna siła zacisku węzła występuje na pierwszym obwoju liny wokół pachoła, natomiast drugi obwój jest zwykle stosunkowo luźny nawet po długim cumowaniu. W praktyce zawsze pozostawia się wolną końcówkę znacznie dłuższą.

[ img ]

Na pachołkach spotyka się także wiązanie na niej zwykłego supła tuż za Magnusem...
Warto zajrzeć - tu!

Magnus lepiej niż Prusik nadaje się do odciążenia pracującej liny. Wiąże się go na obciążonej linie powyżej na przykład uszkodzenia czy zaplątanego kabestanu, napręża dowiązaną linę w kierunku problemu, by go rozwiązać. Zawsze wtedy należy zawiązywać Magnusa tak, by końcówka wolna wystawała z węzła dalej od od problemu niż lina którą będzie się obciążać.

[ img ]
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Węzły żeglarskie

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 16 cze 2016, 09:30

Węzeł Cumowniczy Rybacki

Węzłów cumowniczych zwanych też palowymi jest oczywiście kilka. Nie do końca też utrwalone są ich nazwy... Węzeł tu opisywany niektórzy nazywają żeglarskim, ale ja go poznałem jako rybacki. Może dlatego, że nauczyli mnie go właśnie rybacy z Helu...

Zaczynamy od dwóch obwojów pala.

[ img ]

Następnie wolną końcówką otaczamy linę pracującą, przewlekamy ją pod obwojem na palu i wyprowadzamy w półsztyk.

[ img ]

Dociągamy półsztyk i zakładamy drugi też dociągając go.

[ img ]

Tak to wygląda na końcu i... wystarcza!
Warto zajrzeć - tu!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Węzły żeglarskie

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 16 cze 2016, 09:38

Węzeł Cumowniczy Żeglarski

Z uwagami zamieszczonymi w poście poprzednim pokażę teraz węzeł cumowniczy żeglarski.

Zaczynamy dokładnie tak samo jak węzeł cumowniczy rybacki.

[ img ]

Zakładamy wolną końcówką półsztyk na pracującej.

[ img ]

Dociągamy półsztyk i zakładamy drugi. Też go dociągamy - w praktyce na kei wolna końcówka powinna być zdecydowanie dłuższa!

[ img ]

Tak to wygląda na końcu.
Powiem szczerze, że prawdopodobnie z przyzwyczajenia, ale zdecydowanie wolę ten z postu poprzedniego, choć czasami wiążę Magnusa, a najchętniej boa z wycofem i zablokiem...
Kwestia nawyków... może.
Warto zajrzeć - tu!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Węzły żeglarskie

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 17 cze 2016, 08:58

Węzeł Gordingowy

Na żaglowcach i dużych jachtach żaglowych bardzo często występują liny zamocowane w miejscu niedostępnym z pokładu, ale nie zawsze te liny sąobciążane, a w dodatku węzły mocujące te liny są długo i bezlitośnie szamotane... wiatrem. Potrzebna jest pewność, że one się wtedy nie rozwiążą, czy choćby niebezpiecznie poluźnią. Takimi linami są na przykład gordingi i gejtawy. Stąd nazwa węzła...
Na małych jachtach takich lin jest niewiele, ale i ich mocowania muszą dawać pewność, że w razie potrzeby nie zawiodą.

[ img ]

Bez komentarza...

[ img ]

Jak wyżej...

[ img ]

Do następnego ruchu potrzeba trochę uwagi.

[ img ]

Węzeł kompletny, ale jeszcze nie zaciągnięty.

[ img ]

A tak to wygląda na końcu i... działa!

Na ringach cumowniczych bym go nie stosował... Natomiast wielokrotnie widziałem ten węzeł na uchach wiader do czerpania wody zaburtowej, ale także na szeklach fałowych do wiązania na nich kontrafałów.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Węzły żeglarskie

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 17 cze 2016, 11:14

Węzeł Ratowniczy Podwójny

Węzeł ten znany jest od grubo ponad wieku przez... taterników. Zanim wymyślono współczesne uprzęże wspinaczkowe, wspinający się w zespołach trójkowych wiązali się: pierwszy i ostatni na linie skrajnym tatrzańskim znanym wodniakom jako węzeł ratowniczy, a ten w środku zespołu wiązał na sobie właśnie tatrzański pośredni, czyli dokładnie taki, jak opisywany tu ratowniczy podwójny.
Zawiązanie tego węzła na sobie w wodzie graniczy z zaawansowaną ekwilibrystyką. W każdym razie... jeśli ktoś by umiał to na sobie zrobić w mokrych ciuchach za burtą i na fali, to z pewnością dałby radę sam dopłynąć do ratowników. Natomiast rzucanie rozbitkowi gotowej takiej pętli, to kliniczny przykład... absurdu!

Węzeł zaczyna się od skrzyżowanego ucha na podwójnej linie.

[ img ]

Teraz hak trzeba przewlec przez ucho...

[ img ]

Wywleczonym hakiem trzeba objąć wszystko to, co z ucha wystaje, czyli... resztę haka.

[ img ]

I wyciągnąć koniec haka ponad ucho...

[ img ]

Zaciągamy na... sicher!

[ img ]

I mamy gotowy węzeł ratowniczy podwójny!

Tylko... po co on nam?
A... przydaje się! Gdy na kejach zaczyna naprawdę mocno wiać i przychodzi nagła potrzeba zastosowania dodatkowej cumy, czy założenia szpringu - najczęściej chodzi o stosunkowo krótkie bresty(*), a nie mamy pod ręką odpowiednio grubej i mocnej liny, wykonujemy potrzebną pętlę cumowniczą właśnie tym węzłem i mamy znacznie mocniejszą cumę niż wykonana tą samą liną(**), ale pojedynczą. Trzeba tylko najpierw dokładnie wyrównać obydwie pętle, a po założeniu ich na pachołek wyrównać także długości obydwu pracujących żył przed ich wspólnym zaknagowaniem na pokładzie.

[ img ]

Taki ratowniczy na pachołku ma sens w przeciwieństwie do zwykłego ratowniczego!

(*) - konia z rzędem temu, kto na niewielkim jachcie ma w kabelgacie gotowe... bresty!
(**) - liny szotowe przydają się także w portach!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Węzły żeglarskie

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 18 cze 2016, 10:37

Związ taśmowy

Świat pędzi naprzód we wszystkich dziedzinach. Dzisiaj oprócz lin stosuje się także taśmy. Są bardzo wytrzymałe i wygodne wszędzie tam, gdzie potrzeba krótkich połączeń bez potrzeby stosowania na nich przyrządów zaciskowych. Alpiniści używają atestowanych, zszywanych pętli taśmowych o atestowanej wytrzymałości, ale pod żaglami można sobie takie pętle związać (nie zszywać!) samemu, byle użyte taśmy miały stosowną wytrzymałość.
Jedna kardynalna uwaga na początek: wytrzymałość nawet atestowanej taśmy jest także ograniczona - patrz atest taśmy, a najłatwiej ją osłabić nieodpowiednim węzłem albo skręceniem pod obciążeniem. Taśmy najlepiej działają, gdy zawsze i wszędzie układają się płasko!

Związ taśmowy jest stosowany także przez alpinistów, bo... poza atestowanym szyciem niczego lepszego jeszcze nikt nie wymyślił.

Zaczynamy zwykłym supłem na jednej końcówce taśmy.

[ img ]

W ten supeł wsuwamy drugą końcówkę - umyślnie użyłem nieatestowanej taśmy, by pokazać różnicę po obydwu jej stronach...

[ img ]

Taśmę prowadzimy na płaska "pod prąd" pierwotnego supła, układamy końcówki, by wystawały z węzła minimum potrojoną szerokością taśmy i zaciągamy.
Koniec!
Taką pętlę należy obciążać tak, by siła nie była przyłożona na węźle!

[ img ]

Na pewno jest to mocniejsza pętla niż wykonana zdwojonym supłem złożonych końcówek.

[ img ]

Najsłabsza pętla taśmowa, to taka, która nie dość, że wykonana jak na poprzednim zdjęciu, to jeszcze pracująca w kierunkach rozrywających taki supeł.

[ img ]
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Węzły żeglarskie

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 18 cze 2016, 10:56

Węzeł Główka Skowronka

A jeśli naszą taśmę trzeba założyć na drzewce, którego końce są niedostępne na przykład na rurę kosza dziobowego czy rufowego...?

Problem ten rozwiązuje dość śmiesznie nazywająca się pętla... główka skowronka - ponoć kształt założonej pętli przypomina właśnie tę główkę. Skowronki widuję, ale podobieństwa... żadnego.

Składamy taśmę z przekręceniem jednego końca i zakłdamy na końcówkach zwykły supeł, choć na pewno lepiej zrobić tam związ taśmowy - patrz post wyżej.

[ img ]

Tak zakładamy tę pętlę na..."coś" - taśma układa się wszędzie na płask i nigdzie nie jest skręcona

[ img ]

Tylko dla jasności obrazu zastosowałem tu supeł podwójny. Zdecydowanie lepiej zastosować związ taśmowy, ale ustawić go na końcu nie w miejscu przyłożenia siły.

Prawidłowo wykonane zawiesie z dwoma główkami skowronka na atestowanej taśmie z dyneemy.

[ img ]

W zszyciu dyneemy widoczna metka z atestem UIAA!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Węzły żeglarskie

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 18 cze 2016, 11:12

Pętle atestowane

Skoro wspomniałem wyżej coś o atestowanych pętlach...

Dość powszechne, bo już znośnie tanie są atestowane pętle z bardzo wytrzymałych taśm tekstylnych, dziś już wyłącznie z włókien syntetycznych.
Pokazuję taśmę o atestowanej wytrzymałości 22 kN.

[ img ]

Tylko nieco droższa taśma z dyneemy ma taki sam atest jak ta powyżej, a jest znacznie węższa (w bagażu zajmuje mniej miejsca!) i... lżejsza, co akurat żeglarzy obchodzi dużo mniej niż taterników.

[ img ]

Wszystkie taśmy z dyneemy mają taki sam tkany wzór, a różnią się kolorami oraz oczywiście obwodami.
Proszę zwrócić uwagę na skomplikowany sposób przeszywania (post wyżej!) także atestowanymi nićmi oraz atest na czarnej wszywce.
22 kN (kiloniutony), to znaczy, że ona może wytrzymać siłę obciążenia pionowego circa 2 200 kilogramów (2 200 kg x 9,81m/s kwadrat = 2,207 tf, czyli 22 kN).

Warto zajrzeć - tu!
Oraz - tu!

Ważna uwaga!
Nigdy i pod żadnym pozorem nie należy samemu zszywać sobie takich pętli - nawet, a może szczególnie z taśm atestowanych...!
Taternicy tego nie robią nigdy, ale żeglarzom się... zdarza.
Nie róbcie tego w... domu...! :cool:
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Węzły żeglarskie

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 18 cze 2016, 13:37

Stoper końcowy

Instruktorzy żeglarstwa do upojenia wbijają kursantom do głów:
- Zanim wypłyniesz, sprawdź wszystkie liny, a na samym końcu upewnij się, czy szoty foka masz dobrze zawiązane w luwersie, nie poplątane, prawidłowo poprowadzone, obydwa przewleczone przez właściwe kipy i... mają zawiązane na obydwu końcach stopery!

Nie ma niczego gorszego jak wejście w zwrot, zwolnienie szota i... nie znalezienie drugiego przy jego kipie - przeżyłem, ale drugi raz nie mam już ochoty.

Stoper końcowy, to nic innego jak zawiązany na końcu liny węzeł tak ją pogrubiający, by nie mogła "uciec" z kipy lub wysmyknąć się z dłoni. Są bardzo różne...

Niektórym wystarcza zwykły półsztyk, czyli... supeł. Ja nie mam do niego zaufania jako do stopera.

[ img ]

Gdy robiąc supeł owiniemy pętlę o pół obwoju więcej i wetkniemy końcówkę w pętlę, otrzymamy ósemkę.

[ img ]

Jeśli robiąc ósemkę dodamy jeszcze jeden półobwój, otrzymamy "dziewiątkę" - nazwa pochodzi od właśnie tego jednego półobwoju dodanego do ósemki...

[ img ]

Zaciągnięta na mocno dziewiątka jest bardzo dobrym i pewnym stoperem - pozostawiona sama sobie na pokładzie nie rozwiąże się nawet u huraganowych podmuchach.

[ img ]
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Następna strona

Powrót do Żagle

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości