Wypadki i zagrożenia w górach

Przygody uczestników forum oraz przez nich... zasłyszane

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Wypadki i zagrożenia w górach

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 2 gru 2006, 22:20

Smutny to, a czasem nawet przerażający wątek, ale wypadki w górach były, są i... będą. Wychodząc na każdą wycieczkę, warto mieć tego świadomość.
Po najnowsze relacje warto też czasem zajrzeć na strony:
- polskie - TOPR oraz GOPR
- słowacką - HZS
Są tu także opracowania starych kronik TOPR od początku jego istnienia
Jest i Kronika wszystkich zapisanych wypadków śmiertelnych w Tatrach Słowackich

A spodziewaną oraz aktualną pogodę w górach sprawdzić pod licznymi linkami na stronie - Pogoda w górach - linki do prognoz

Jedną mam prośbę do wszystkich Użytkowników tego forum: zamieszczajmy tu jedynie relacje - komentarze są zupełnie zbędne. I tak z relacji medialnych wiemy dużo za mało, by coś czy kogoś oceniać!

W niedzielę 6.08.2006 poszukiwano turysty, który nie powrócił z wycieczki w rejon Mięguszowieckiej Przeł. pod Chłopkiem. Informację o jego zaginięciu przekazał jego kolega, z którym byli razem na Rysach. Jak się okazało turysta, którego poszukiwano, po zejściu z Rysów poszedł od razu na Chłopka. Tam w zapadającym zmroku zgubił szlak i utknął w trudnym terenie, skąd nie umiał zawrócić. Wysłał SMS-a do swojego kolegi, w którym informował go o swoim położeniu i prosił o zawezwanie pomocy. Kolega zaś jak twierdzi postanowił jeszcze tego samego dnia jeszcze raz wyjść na Rysy i zejść na stronę Słowacką. Podobno doszedł w rejon Chaty pod Rysami, ale ponieważ zapadał już zmrok postanowił zawrócić. Podczas schodzenia po nocy z Rysów na stronę Morskiego Oka, spadł kilka m. trochę się potłukł i w rejonie szlaku przeczekiwał do świtu. Dopiero rano odczytał SMS-a od kolegi spod Chłopka i powiadomił TOPR. Na poszukiwania ratownicy polecieli śmigłowcem. Ponieważ przez Grań Mięguszowieckich przewalały się mgły, z pokładu śmigłowca nie dostrzeżono poszukiwanego turysty. Na poszukiwania wyruszyły więc patrole ratowników. Ratownikom nie udało się natrafić na poszukiwanego turystę. O godz. 16.10 przekazano informację z Morskiego Oka, że przed chwilą dotarł tam poszukiwany turysta. Po dłuższej rozmowie udało się ustalić przebieg zdarzeń. Jak się okazało turyście udało się rano wydostać się z trudnego miejsca. Doszedł na Przeł. pod Chłopkiem i zaczał schodzić na stronę słowacką. Gdy doszedł do Hińczowych Stawów zorientował się, że jest na Słowacji, postanowił więc przez Rysy powrócić do Morskiego Oka. Z całej tej historii trzeba wysnuć wniosek, że za głupotę powinno się płacić czyli ponosić koszty akcji ratunkowej. Może wtedy "turyści" zastanowili by się i nie popełniali błędów, które mogły zakończyć się tragicznie.

We wtorek 22.08.2006 po godz. 22:00 do TOPR zadzwonili młodzi turyści informując, że około 11:00 zostawili swojego 18-letniego kolegę na
Zawracie, sami zaś poszli szybciej Orlą Percią z zamiarem dojścia do
Krzyżnego. Kolegę pozostawili ponieważ szedł wolniej i opóźniał
wędrówkę. Miał on sam iść za mimi i spotkać się z nimi na Krzyżnym.
Koledzy dotarli tylko do Granatów skąd zeszli do Zakopanego. Ich
pozostawiony w górach kolega do tej pory nie dotarł do miejsca
zamieszkania. Udało się ustalić, że turyści wędrujący tego dnia po
Orlej Perci widzieli samotnego, odpowiadającego opisowi turystę, który
w godzinach późnopopołudniowych próbował schodzić Żlebem
Kulczyńskiego. Na poszukiwania wyruszyły patrole ratowników. O godz.
0.45 jeden z partoli odnalazł w Żlebie Kulczyńskiego poszukiwanego
turystę. Ratownicy sprowadzili go na Halę Gąsienicową. Jak się okazało
turysta lekko ubrany, bez światła, był pierwszy raz w Tatrach. Można
mu tylko pogratulować kolegów.
Uwaga! Dyskusja o tym wypadku, także z wypowiedziami samego sprawcy oraz jego towarzyszy w innym miejscu tego forum - http://turystyka.skibicki.pl/forum/viewtopic.php?t=154&start=0

W dniu 15.10. około godziny 13-tej doszło do śmiertelnego wypadku 20-letniej turystki z Miechowa. Turystka schodząc z Koziej Przełęczy do Dol. Pustej poślizgnęła się na stromym odcinku szlaku i spadła około 40-50m . W wyniku upadku doznała śmiertelnych obrażeń. O wypadku zawiadomili TOPR taternicy wspinający się na Zamarłej Turni. Na miejsce wypadku ratownicy polecieli śmigłowcem. Lekarz TOPR stwierdził zgon turystki. Ratownikom pozostał tylko smutny obowiązek przetransportowania zwłok.

25 października w trakcie akcji liczenia kozic pracownicy TPN natrafili w rejonie wylotu żlebu z Krzyżnego do Doliny Roztoki na ludzkie szczątki. Zespół TOPR wspólnie z funkcjonariuszami KP Policji w Zakopanem po przeszukaniu rejonu natrafił również na dokumenty denata. Wszystko wskazuje , że były to szczątki zaginionego w 2002 roku Przemysława G. ze Środy Śląskiej. Przemysław G. zaginął 22 czerwca 2002 roku - wychodząc ok. godz. 16.00 z jednego z pensjonatów. Istniało przypuszczenie, że udał się w góry - nietety nie pozostawił żadnej informacji o swoich planach. Zginięcie zgłoszono do TOPR kilka dni później, kiedy nie pojawił się w ważnej sprawie w Krakowie. Przeszukiwano rejon Giewontu, oraz penetrowano teren Tatr z pokładu śmiglowca. Niestety nie natrafiono na żaden ślad poszukiwanego. Prawdopodobnie bardzo późne wyjście w góry spowodowało konieczność zejścia z Krzyżnego w ciemnościach, co w dalszej konsekwencji doprowadziło do upadku na którymś z progów żlebu i śmiertelne obrażenia.... Są to oczywiście tylko przypuszczenia.

W dniu 30.11. około 13.30, podczas podejścia na Kozią Przeł. poślizgnęła się na stromych, twardych śniegach i spadła do Dol. Koziej 27-letnia turystka z Krakowa. W wyniku upadku po stromym zaśnieżonym stoku i uderzeniach w wystające głazy ,turystka doznała poważnych potłuczeń, otarć, chwilowej utraty przytomności, kontuzji głowy, barku. Powiadomieni o wypadku ratownicy udali się do Koziej Dolinki. Po udzieleniu I pomocy ranna turystka w noszach francuskich została przetransportowana na Halę Gąsienicową i dalej samochodem przewieziona do szpitala. Akcja ratunkowa zakończyła się około 18.30. Ze względu na złą pogodę w akcji ratunkowej nie można było użyć śmigłowca.
Ostatnio edytowano Cz, 4 lut 2010, 12:15 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 32 razy
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

01.12.2006.

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 2 gru 2006, 22:21

*
W dniu 1.12. 2006. o godz. 10.55. do TOPR zadzwonili turyści informując, że widzieli jak przed chwilą z rejonu Zadniego Granata spadł stromym zaśnieżonym zboczem jakiś turysta. Na miejsce wypadku ratownicy udali się śmigłowcem. Po desancie w pobliżu miejsca wypadku udzielono rannemu turyście I pomocy. W noszach francuskich ranny turysta został włożony na pokład śmigłowca i przetransportowany do szpitala. W wyniku upadku i uderzeń w wystające głazy turysta doznał poważnych urazów głowy, kończyń , potłuczeń i otarć. Turysta był dobrze wyposażony miał czekan a na nogach raki. Czy przyczyną upadku było zawadzenie rakiem o rak czy chwilowa nieuwaga trudno dociec. Turysta wędrował samotnie i miał szczęście, że jego upadek zauważyli inni turyści.
Ostatnio edytowano Śr, 10 sty 2007, 15:58 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 2 razy
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Gdy skała jest oblodzona...

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 19 gru 2006, 22:52

W dniu 16 grudnia od wczesnych godzin wieczornych ratownicy TOPR interweniowali w trzech przypadkach. Tuż przed godziną siedemnastą turyści schodzący z Doliny 5 Stawów przez Świstowkę (zamkniętym szlakiem) do Morskiego poprosili o pomoc w zejściu do Morskiegio Oka. Zaraz po wyruszeniu zespołu ratowników otrzymaliśmy kolejne zgłoszenie z prośbą o pomoc w zejściu ze Szpiglasowej Przełęczy do schroniska w 5 Stawach. W sumie sprowadzono w bezpieczne miejsce 5 turystów, którzy natrafili na poważne problemy ze względu na panujące wysoko w górach bardzo trudne warunki zimowe (duża zmienność, miejscami "szczery lód", miejscami nawiane poduchy zbitego śniegu stanowiące zagrożenmie lawinowe). Po godzinie 19 otrzymaliśmy prośbę o pomoc od taterników jaskiniowych, wśród których jeden na skutek upadku z ruchomym kamieniem doznał w końcowych fragmentach Jaskini Czarnej kontuzji nogi. Speleologowie wydostali się na powierzchnię o własnych siłach, a pomoc TOPR ograniczyła się do transportu poszkodowanego z okolic pólnocnego otworu jaskini. Akcję ratunkową zakończono tuż po pólnocy.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

28.12.2006 -

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 29 gru 2006, 21:44

W dniu wczorajszym w godzinach popołudniowych (27.12.2006) w czasie treningu wspinaczkowego na pierwszym wyciągu tzw. drogi "Dorawskiego" podczas manewru zjazdu na linie taternicy wyrwali stanowisko zjazdowe założone z jednego haka. Zjeżdżający po upadku z wysokości ok. 20-25 m spadł na asekurującego partnera. Obaj doznali poważnych obrażeń i śmigłowcem zostali przetransportowani do szpitala. Tego samego dnia przed południem przetransportowano do szpitala pracownika PKL, który uległ wypadkowi w rejonie górnej stacji wyciągu w Kotle Gąsienicowym.
W dniu 28 grudnia 2006 r. doszło do tragicznego wypadku na trasie małego wyciągu orczykowego po północnej stronie Gubałówki. Z niewyjaśnionych przyczyn zaparkowany powyżej stoku samochód stoczył się po trasie narciarskiej i śmiertelnie ranił stojącą w kolejce do wyciągu 12 letnią obywatelkę Izraela. Po drodze samochód potrącił również narciarkę z Ukrainy, która doznała niegroźnych dla życia obrażeń. Dochodzenie w sprawie wyjaśnienia okoliczności wypadku prowadzi Policja i Prokuratura w Zakopanem. Poza szeregiem interwencji narciarskich i drobnych urazów turystycznych śmigłowiec TOPR wraz z załogą ratowniczo - medyczną brał udział w akcji ratunkowej przy wyciągu narciarskim w Spalonym Żlebie w okolicach Zwierówki na Słowacji. Niestety narciarz najprawdopodobniej na skutek dolegliwości kardiologicznych i upadku z krzesła wyciągu zmarł.

Jak podaje Agencja Prasowa Republiki Słowackiej (TASR), w niedzielę, 28 stycznia, lawina zasypała młodego skialpinistę na zboczach Chopoka w Niżnich Tatrach.
Wypadek zdarzył się w słoneczną niedzielę przed południem, pod samym wierzchołkiem Chopoka, popularnej góry narciarskiej w Niżnych Tatrach, liczącej 2024 m npm. Dzięki sprawnej akcji ratunkowej Horska Služba uratowała życie 22-letniemu skialpiniście, Bohušowi B. z Zawadki nad Hronem. Zasypanego mężczyznę znalazł trzyletni owczarek niemiecki Jumbo, szkolony specjalnie do akcji lawinowych. Narciarz przebywał pod śniegiem ok. 40 minut, był nieprzytomny. Przewieziono go śmigłowcem na oddział intensywnej terapii do szpitala w Bańskiej Bystrzycy. Lekarz dyżurny określił stan pacjenta jako bardzo ciężki.
W tym samym czasie porwani zostali przez lawinę dwaj polscy taternicy pod Polskim Grzebieniem w słowackiej części Tatr Wysokich (piszemy o tym szerzej - str. 7). Na ratunek poleciał przez granicę polski "Sokół", gdyż śmigłowiec Lotniczej Służby Ratowniczej z Popradu działał w rejonie Chopoka.
Ostatnio edytowano Cz, 10 maja 2007, 15:56 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 2 razy
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

04.01.2007 -

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 4 sty 2007, 20:28

W dniach od 24 grudnia 2006 r. do 1 stycznia 2007 r Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe interweniowało w 171 wypadkach. 159 interwencji dotyczy wypadków na stokach narciarskich. Przeprowadzono 8 akcji ratunkowych i 4 wyprawy ratunkowe. Biorąc pod uwagę natężenie ruchu turystycznego okres ten należy uznać za bardzo spokojny.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

09.01.2007 -

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 9 sty 2007, 16:15

W dniu 9.01. odnalezionow w Świnickiej Kotlince 40-letniego turystę z Katowic, który dzień wcześniej wybrał się z Murowańca prawdopodobnie na Świnicę. Podchodząc wsch stromymi stokami Pośredniej Turni spadł około 100 m przez pas skał do Świnickiej Kotlinki doznając śmiertelnych obrażeń. Turysta był bardzo dobrze wyposażony. Miał dwa czekany, na nogach raki i dobre zimowe buty. Prawdopodobnie moment nieuwagi lub zahaczenie rakiem o rak były przyczyną utraty równowagi i upadku po stromych zalodzonych ściankach . Turysta wychodząc rano 8.01. ze schroniska na samotną wycieczkę nie pozostawił żadnej informacji o tym gdzie się wybiera. Jego nieobecnośc odkryto dopiero dnia 9.01 rano i powiadomiono TOPR.

W dniu 9.01. około godz. 13-tej trójka taterników ze Śląska idąca Żlebem pod Soplem będąc w górnej części Żlebu podcięła niewielką lawinę, z którą spadli około 150-200 m zatrzymując się w Nadspadach pod ścianami Mnichowych Bab. W wyniku upadku i uderzeń w wystające ze śniegu kamieni jeden z taterników doznał mocnego stłuczenia uda, ogólnych potłuczeń i zadrapań. Jego współtowarzyszka doznała stłuczenia żeber. Trzeci taternik wyszedł z tego zdarzenia bez szwanku. Poturbowanych taterników śmigłowcem przetransportowano do szpitala.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

28.01.2007

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 28 sty 2007, 21:16

Ratownicy GOPR po kilkugodzinnej akcji odnaleźli w niedzielę po południu dwóch turystów z Warszawy, którzy w zadymce zgubili drogę, schodząc ze szczytu Babiej Góry w Beskidach. Goprowcy sprowadzili ich do schroniska na Markowych Szczawinach. Są wyziębieni, ale w dobrym stanie ogólnym.
Warszawiacy - wbrew ostrzeżeniom GOPR - zdecydowali się w sobotę przenocować na szczycie Babiej Góry. Rano radykalnie pogorszyły się warunki. Zaczął padać śnieg, wiał wiatr. Postanowili wracać, ale zgubili drogę. Wezwali pomoc.
Z opisu otoczenia goprowcy wnioskowali, że turyści źle schodzą. Próbowali skorygować ich trasę. Warszawiacy przez kilka godzin kluczyli, aż zdecydowali się rozbić namiot i oczekiwać na ratowników.
Warunki na najwyższej górze Beskidów (1725 m npm) są bardzo trudne. Na północnych stokach obowiązuje drugi stopień zagrożenia lawinowego. Pada śnieg, widoczność jest ograniczona. Utrzymuje się mróz.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

04.02.2007

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 5 lut 2007, 23:54

Polski alpinista, 28-letni Jarosław B. poniósł śmierć na Lodowcu Polaków podczas wspinaczki na najwyższy szczyt Andów i Ameryki Południowej Aconcagua (6962 m n.p.m.).

Z informacji uzyskanych przez PAP w ambasadzie RP w Buenos Aires, a także od argentyńskiej policji wynika, że przyczyną zgonu, który nastąpił prawdopodobnie w niedzielę w nocy, był obrzęk płuc. Na ciało Polaka na wysokości około 5400 m n.p.m. natknął się w poniedziałek rano jeden z zagranicznych wspinaczy, idący Lodowcem Polaków. Po przekazaniu wiadomości do bazy, podjęta została akcja ratunkowa z użyciem helikoptera.

[ img ]

Jedna z najwybitniejszych na świecie alpinistek Anna Czerwińska, która 8 lutego 1995 roku zdobyła Aconcaguę, dodała: Z tym samym zamiarem wyruszyły tam dwie polskie wyprawy, o których mi wiadomo. Jedną prowadzi Leszek Cichy, drugą Jacek Teler. Nie wiem, czy w składzie tych ekip był Jarosław B. Osobiście odradzałam, by iść przez Lodowiec Polaków, który z uwagi na ocieplenie zrobił się ostatnio niebezpieczny.

Po raz pierwszy szczyt góry nazwanej przez Inków Acconcahuac (kamienny strażnik) zdobył Szwajcar Matthias Zurbriggen w 1897 roku. W 1934 roku pierwsza polska wyprawa andyjska (Stefan Daszyński, Konstanty Jodko-Narkiewicz, Stefan Osiecki, Wiktor Ostrowski) wytyczyła nową drogę od strony wschodniej przez lodowiec, nazwany później Lodowcem Polaków

Pierwszą w tym roku śmiertelną ofiarą Tatr Zachodnich jest 26-letnia czeska turystka Šarka S. z Nového Města nad Metují, która 2 lutego poślizgnęła się na zalodzonym zboczu pod wierzchołkiem Banówki w słowackiej części Tatr Zachodnich.
Zwłoki czeskiej turystki, dzięki pomocy śmigłowca ratowniczego z Popradu, znaleźli ratownicy Tatranskej Horskej Služby dopiero następnego dnia, 3 lutego, ok. godz. 10.00.
Jak informuje Rudolf Žuffa, pracownik THS Zachodnie Tatry, wiadomość o wypadku dotarła do nich w piątek ok. 15.30. Ratownicy natychmiast wyruszyli na poszukiwanie turystki, która spadła z grani i nie było wiadomo gdzie dokładnie jest i co się z nią stało. Akcja prowadzona była w bardzo trudnych warunkach, po świeżym opadzie śniegu, przy trzecim stopniu zagrożenia lawinowego. Po zmroku, kiedy nasilił się gwałtowny wiatr powodujący śnieżną zadymkę, zapadła decyzja o przerwaniu poszukiwań. Dopiero następnego dnia odnaleziono zwłoki zaginionej turystki u podnóża ściany, ok. 250 metrów poniżej miejsca gdzie się poślizgnęła. Zdaniem lekarza - poniosła śmierć na miejscu wskutek urazów doznanych podczas upadku.

Koledzy Šarki S. opowiadają, jak doszło do nieszczęścia. Pod samym wierzchołkiem Banówki (2178 m), na odcinku ubezpieczonym łańcuchami, dziewczyna chciała przełożyć czekan z jednej ręki do drugiej, bo jej przeszkadzał przy podchodzeniu. Przy tej czynności straciła równowagę i nie zdążyła już ponownie chwycić się łańcucha.

Sześcioosobowa grupa czeskich turystów miała w planie zimowe przejście grani Tatr Zachodnich. Wystartowali 1 lutego spod skansenu w Zubercu w kierunku Brestowej. Przenocowali na wierzchołku Salatyna. W piątek, 2 lutego, wyruszyli dalej w stronę Banówki, gdzie rozegrała się tragedia.
Ostatnio edytowano Cz, 10 maja 2007, 15:55 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 4 razy
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

09.02.2007

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 9 lut 2007, 20:56

Trzej polscy alpiniści zginęli w trakcie wejścia na alpejski szczyt Matterhorn na granicy Szwajcarii i Włoch - poinformowała szwajcarska policja.

Policyjny komunikat nie zawiera danych personalnych ofiar, ale według szwajcarskiej agencji SDA byli to Polacy. Związani liną alpiniści spadli z kilkusetmetrowej wysokości. Ich zwłoki znaleziono po szwajcarskiej stronie Matterhornu (4478 m n.p.m.), u podnóża północnej ściany tego szczytu.

Akcję poszukiwawczą podjęto po zaalarmowaniu ratowników przez dwóch ocalałych alpinistów z tej samej grupy.

[ img ]

Matterhorn to szczyt położony w Alpach. Jest szóstym pod względem wysokości samodzielnym szczytem alpejskim. To jeden z najbardziej znanych i najpiękniejszych szczytów świata, spośród najważniejszych szczytów alpejskich został zdobyty najpóźniej.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

16.02.2007

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 16 lut 2007, 21:21

*
W nocy z 15/16 lutego prowadzono wyprawę ratunkową po taterników w rejon podstawy ściany czołowej filara Mięguszowieckiego sczytu Wielkiego. Tuż przed 22. centrala TOPR otrzymała drogą telefoniczną informację, że podczas wycofu ze ściany doszło do wypadku taterników, którzy spadli z wysokości ok 30 m do podstawy ściany. Wypadek zgłosił jeden z uczestników wypadku prosząc o pomoc dla swojej partnerki która na skutek upadku z dużej wysokości doznała kontuzji ręki i najprawdopodobniej urazów kręgosłupa. Zgłaszający najprawdopodobniej nie doznał poważniejszych urazów. Poszkodowani po 3 w nocy zostali przekazani do zakopiańskiego szpitala.
[ img ]
Ostatnio edytowano Wt, 27 lut 2007, 22:12 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 3 razy
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

17.02.2007

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 17 lut 2007, 15:02

*
Czteroosobowa grupa amatorów górskich wędrówek wyruszyła na szlak w Tarnawie Niżnej w kierunku Grędysowej. W pewnym momencie jeden z członków wyprawy odłączył się od pozostałej trójki i zszedł ze szczytu na drogę w okolicach Mucznego. Pozostali, przy fatalnych warunkach atmosferycznych - mgle, silnym wietrze i padającym śniegu - stracili orientację. Po 18. przez telefon komórkowy powiadomili ratowników.

[ img ]

Poszukiwawcza trwały dość długo, gdyż turyści nie potrafili powiedzieć gdzie dokładnie się znajdują. Na szczęście około 3. nad ranem udało się odnaleźć zaginionych. Byli mocno wyczerpani i zziębnięci. Natychmiast udzielono im pomocy. Ich zdrowiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

W poszukiwaniach brało udział 18 GOPR-owców, do akcji włączyli się również funkcjonariusze Straży Granicznej.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

27.02.2007

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 27 lut 2007, 14:12

*
Godzina 13-ta - od kilku godzin trwa akcja poszukiwawcza dwóch czterdziestolatków z Warszawy, którzy wczoraj rano wyszli z Murowańca i nie powrócili na nocleg.
Cały ich sprzęt wspinaczkowy pozostał w schronisku, więc istnieje i takie podejrzenie, że po prostu zeszli do Zakopanego i "nieco dłużej im zeszło"...
W nocy ratownicy TOPR przeczesywali rejon Zawratu bowiem istniało podejrzenie, że w ten rejon Tatr mogli się wybrać zaginieni.
Poszukiwania wszczęto już w nocy z poniedziałku na wtorek, gdy mężczyźni nie wrócili na noc do schroniska. W rejon Zawratu wyruszył nocą patrol, bo schodzący ze szczytu turyści powiedzieli ratownikom, że po drodze spotkali dwóch mężczyzn. Pod Zawratem TOPR-owcy rzeczywiście napotkali dwóch biwakujących mężczyzn, ale nie byli to poszukiwani.

Obecnie w akcji poszukiwawczej w górnych piętrach Doliny Gąsienicowej i Koziej uczestniczą ratownicy TOPR oraz śmigłowiec.

[ img ]

Godzina 16-ta - W godzinach popołudniowych 27 lutego jeden z patroli natrafił pod ścianą Świnicy od strony Dolinki pod Kołem na ciała poszukiwanych. Przyczyną śmierci był upadek z dużej wysokości (100 - 150 m.). Prawdopodobnie są to poszukiwani turyści z Warszawy - powiedział naczelnik TOPR Jan Krzysztof.
Warszawiacy - mężczyźni w wieku 38 i 41 lat w poniedziałek rano wyszli ze schroniska na Hali Gąsienicowej. Nie podali celu wędrówki. W schronisku zostawili część rzeczy. Ich telefony komórkowe zamilkły.
Dwa ciała znaleźliśmy pod ścianą Świnicy, po stronie Doliny Pięciu Stawów. Prawdopodobnie są to poszukiwani mężczyźni, choć identyfikacja nie została jeszcze przeprowadzona - powiedział Jan Krzysztof.
Zwłoki zostaną przetransportowane do Zakopanego jeszcze we wtorek lub w środę.

Godzina 20-ta - odnalezione ciała zidentyfikowano. To właśnie tych osób poszukiwano. Ratownikom TOPR nie udało się dotrzeć powtórnie do ciał taterników i je wydobyć. Zwłoki są w trudno dostępnym miejscu i do ich wydobycia trzeba będzie użyć specjalistycznego sprzętu.
Ostatnio edytowano Pt, 2 mar 2007, 19:56 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 4 razy
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

28.02.2007

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 28 lut 2007, 12:30

*
Godzina 10:00 - Zakopiański TOPR nawiązał kontakt z turystami, którzy zgubili się w Tatrach - ustaliło Polskie Radio Kraków. Wiadomo, że turyści są bardzo wyziębieni.

Ratownicy szukają wędrowców od wczoraj od około godziny 17, kiedy to zakopiańska policja przekazała TOPR-owi informację o zaginionych. Trzy patrole ratowników udały się w rejon Czerwonych Wierchów.

Grupa wędrowców wyruszyła z Doliny Kościeliskiej na Czerwone Wierchy i zgubiła się. Do policji zgłosił się mężczyzna, który podał swoje dane i numer telefonu komórkowego. Poinformował, że turyści stoją koło słupka granicznego. Jednak nie zdołano ustalić jego numeru, bo kontakt się urwał.

[ img ]
W dolnej i środkowej części zdjęcia - zalane chmurami: Dolina Tomanowa oraz górne partie Doliny Cichej.
Godzina 13-ta- tym razem skończyło się dobrze! Turyści zeszli z pasma granicznego na słowacką stronę i tam w Dolinie Cichej znalazła ich Horska Slużba (ichny TOPR), bo także oni odebrali wezwanie po pomoc i poszukiwali Polaków od wczoraj. Turyści są cali i zdrowi.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

2007.04.12

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 12 kwi 2007, 20:06

*
Godz. 20.00 - W Tatrach doszło do tragicznego wypadku: 21-letni turysta zginął w rejonie Zawratowej Turni w Tatrach. Mężczyzna spadł z Orlej Perci na stronę Doliny Pięciu Stawów - poinformował ratownik dyżurny TOPR, Henryk Król - Łęgowski.
Turysta wędrował w towarzystwie drugiego mężczyzny ze Świnicy w kierunku Zawratu. Potknął się lub pośliznął i spadł z dużej wysokości po skalnej ścianie, doznając licznych obrażeń.
Towarzysz turysty zadzwonił po pomoc do TOPR. Po godz. 18 z Zakopanego wyleciał śmigłowiec z czterema ratownikami na pokładzie. TOPR-owcy desantowali się z maszyny w rejonie wypadku i pieszo dotarli do ofiary. Jednak na jakąkolwiek pomoc było już za późno. Zwłoki turysty przetransportowano do Zakopanego.
Warunki do uprawiania turystyki w Tatrach są dość dobre, choć typowo zimowe. W wysokich partiach gór leży ponad 150 cm śniegu, obowiązuje pierwszy, najniższy stopień zagrożenia lawinowego.

[ img ]

podaję za "preclem":

W związku z tym ,iż bylem świadkiem śmierci mojego brata chciałbym dodać coś od siebie na ten temat.
Romek był pełnoprawnym członkiem naszej górskiej rodziny. Wielokrotnie
jeździł w góry bo je kochał , jak my wszyscy ,i był wszechstronnie do tego
przygotowany (doświadczenie, sprzęt i siła fizyczna).
Zginął bo miał pecha - to był po prostu nieszczęśliwy wypadek, jak
przeszedłem a on nie.....
I myślę, że w tym akurat przypadku dyskusje o ilości i stanie ubezpieczeń
nie maja większego sensu. Warto natomiast zastanowić sie nad czymś innym - gdyby mój brat miał kask, może by dzisiaj żył... Niewielu z nas idąc w góry ma ze sobą ten "klamot", a jednak chyba warto, nawet jeśli nie jest sie alpinista czy taternikiem. /-/
Pozdrawiam
Wiktor Sznajder


Kaski na turystycznych wycieczkach w Tatry Wysokie!
To bardzo istotna sugestia!
Co o tym myślicie? Wątek dyskusyjny -
http://turystyka.skibicki.pl/forum/viewtopic.php?t=512
Ostatnio edytowano Pt, 27 kwi 2007, 13:40 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 7 razy
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

2007.04.13

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 13 kwi 2007, 17:23

*
Godz 17:00 - Ludzkie ciało znaleziono w rejonie Morskiego Oka w Tatrach. Na zwłoki leżące przy Marchwicznym Żlebie natknęli się po południu turyści idący ścieżką prowadzącą z Morskiego Oka do Doliny Pięciu Stawów.
Turyści powiadomili o tym ratownika dyżurującego w schronisku w Morskim Oku. Nic więcej nie wiadomo, bo nie chcieli podchodzić za blisko. Z centrali TOPR w Zakopanem wyruszył do Morskiego Oka samochód z trzema ratownikami, którzy zajmą się zwłokami - powiedział dyżurny ratownik TOPR.
Ratownicy nie wykluczają, że mogą to być zwłoki poszukiwanego od rana turysty, który w czwartek wyszedł ze schroniska w Dolinie Pięciu Stawów i nie wrócił na noc do kwatery.
Godzi 23:30 - Policji nie udało się, jak dotąd, ustalić tożsamości mężczyzny, którego zwłoki znaleziono w rejonie Morskiego Oka w Tatrach. Wiadomo jedynie, że nie jest to ciało poszukiwanego turysty, który w czwartek wyszedł ze schroniska w Pięciu Stawach i od tego czasu nie dał znaku życia.
Według ratowników Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, zwłoki przeleżały pod śniegiem dość długi czas. Prawdopodobnie jest to ciało jakiegoś turysty, który jeszcze w zimie uległ wypadkowi, wszystko wskazuje na to, że został przysypany przez lawinę.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

2007.04.14

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 14 kwi 2007, 11:12

*
Godz. 11:00 - 12.04.07 w godz. wieczornych dostajemy zgłoszenie zaginięcia turysty z Poznania. Ostatni kontakt z rodziną datujemy na 8.04.07. Po sprawdzeniu meldunków w schroniskach ustalamy , iz poszukiwany przebywał na Hali Gasienicowej z 6 na 7.04 i w Pięciu Stawach z 7 na 8.04. Poszukiwania z pokładu śmigłowca dnia 13.04 nie przynoszą rezultatu, sprawdzany był cały rejon Dol. Gąsienicowej, Pięciu Stawów i Morskiego Oka. Wieczorem teren poszukiwań zostaje zawężony do rejonu Orlej perci (dzięki treści SMSa wysłanego przez poszukiwanego).

[ img ]

Dnia 14.04 jeden z patroli rozstawionych śmigłowcem znajduje na dnie dol. Buczynowej zwłoki, w linii spadku Buczynowej Strażnicy. Po transporcie ciała śmigłowcem do Zakopanego, rodzina rozpoznaje poszukiwanego turystę. Niestety kolejny śmiertelny wypadek w rejonie Orlej Perci zapewne nie spowoduje refleksji wśród rzeszy turystów z przypadku, nie zdajacych sobie sprawy z niebezpieczeństw Tatr zimą i tym samym podobnych depesz może być jeszcze wiele. Na pewno nie pomogą tu rozwiązania oparte na zakazach, czy zamknięciach. Tylko świadomość tych niebezpieczeństw może ograniczyć, ale też nie zlikwidować tego typu wypadków.
Ostatnio edytowano Pt, 27 kwi 2007, 19:15 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 1 raz
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

2007.04.26

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 26 kwi 2007, 15:43

*
Godz. 15:30 - media podały informację: w okolicach Czarnego Stawu Gąsienicowego zmarł mężczyzna. Prawdopodobna przyczyna śmierci - kłopoty z sercem. Ratownicy przybyli helikopterem na miejsce zdarzenia nie byli już w stanie uratować poszkodowanego.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

2007.04.27

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 27 kwi 2007, 11:09

*
Godz. 11:00 - media podały: Polski alpinista, 25-letni Łukasz Cz. zginął w czwartek na Elbrusie - poinformowała w piątek służba prasowa delegatury rosyjskiego Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych w Republice Kabardyjsko-Bałkarskiej, gdzie leży ten najwyższy szczyt Rosji.
Według komunikatu ministerstwa, alpinista poniósł śmierć w rejonie Skał Pastuchowa na wysokości 4800 m n.p.m.

Służby ratownicze otrzymały informację o wypadku o godz. 11.30 czasu moskiewskiego (9.30 czasu polskiego). Do ciała Łukasza Cz. ratownicy dotarli w ciągu niespełna dwóch godzin. Informację o tragedii na Elbrusie potwierdził PAP Stanisław Łukasik z Wydziału Konsularnego Ambasady RP w Moskwie, który powiedział, że do wypadku doszło podczas próby wejścia trzech młodych alpinistów z Białegostoku na Elbrus, najwyższy szczyt Kaukazu.

[ img ]

- W trakcie wspinaczki - jak to na Elbrusie - gwałtownie załamała się pogoda. Dwaj członkowie wyprawy zdołali wrócić do bazy. Jeden - który był wyżej i z którym dwaj pozostali stracili kontakt - nie wrócił. Koledzy zaalarmowali wówczas ratowników - powiedział Łukasik.

Po sprowadzeniu do bazy ciało alpinisty zostało przekazane prokuraturze do identyfikacji.

Dopisek skopiowany ze strony ZHP:
Ostatnia wyprawa Łukasza

26 kwietnia 2007 r. instruktor Chorągwi Białostockiej phm. Łukasz Czerniecki, realizując swoje marzenia, zginął w drodze na szczyt góry Elbrus.

Łukasz miał wiele pasji, jedną z nich było harcerstwo. W latach 2002-2006 był drużynowym 160 Białostockiej Drużyny Starszoharcerskiej „Ruczaj”, w roku 2004 pełnił funkcję szefa Harcerskiej Grupy Ratowniczej Hufca ZHP w Białymstoku, w roku 2006 współpracował z Zespołem Kadry Kształcącej, w Polsce znany był jako instruktor Harcerskiej Szkoły Ratownictwa.

Pozostanie w naszej pamięci jako osoba niezwykle aktywna, ambitna, która z wielką determinacją i pasją dążyła do realizacji swoich życiowych marzeń, które starał się realizować. Jednym z nich była właśnie wyprawa na Elbrus. Od początku planował wejść na szczyt w dniu swoich 25 urodzin. Do upragnionego szczytu zabrakło mu zaledwie 660 m....

Poprzez pamięć i modlitwę łączymy się w wielkim smutku z rodziną i wszystkimi bliskimi.

Czuwaj druhu Łukaszu!
Naczelnik ZHP
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

2007.04.28 -

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 4 maja 2007, 22:14

*
W dniu 28.04. silnego ataku padaczki doznała, będąca akurat na progu Wielkiej Skoczni, 17-letnia turystka z Olsztyna. Ponieważ jest stan był poważny na ratunek ratownicy polecieli śmigłowcem. Z jego pokładu desantowali się na progu skoczni a lekarz TOPR udzieli turystce pierwszej pomocy. Wieczorem o godz 21.45 do TOPR po pomoc zadzwoniły turystki, które schodząc z grani Ornaku na Iwaniacką Przeł. w ciemnościach zgubiły szlak, weszły w gęste łany kosówek, z których nie potrafiły się same wydostać. Na pomoc wyruszyła ekipa ratowników. O godz. 0.20 ratownicy odnaleźli turystki i zaczęli wyprowadzać je na szlak. Wyprawę ratunkową zakończono o godz. 3.30.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

2007.04.29 -

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 7 maja 2007, 21:08

*
W dniu 29.04. w godzinach popołudniowych z Doliny Chochołowskiej do szpitala przetransportowano turystkę w ciąży, która na tyle źle się poczuła, że konieczną była hospitalizacja.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

2007.04.30 -

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 7 maja 2007, 21:09

*
W dniu 30.04 najpierw z Przeł.w Grzybowcu a później z Doliny Złotej przetransportowano turystów, którzy w wyniku upadku doznali kontuzji kończyn.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

2007.05.01 -

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 7 maja 2007, 21:10

*
W dniu 1.05. w południe wezwano ratowników do turystki, która w rejonie małego Cichego doznała kontuzji nogi. Ranną przewieziono do szpitala. O godz. 15.20 do TOPR dotarła informacja, że dwóch "turystów" w rejonie małego Kościelca weszło w stromy teren, z którego nie mogą wydostać się o własnych siłach. Na miejsce ratownicy polecieli śmigłowcem. Po desancie na grani Małego Kościelca jeden z ratowników dotarł do oczekujących na pomoc turystów, których po kolei na długiej linie pod śmigłowcem wydobyto z trudnego miejsca i przetransportowano na Halę Gąsienicową. W trakcie działan na Małym Kościelcu do TOPR dociera kolejne wezwanie. Tym razem 12-letni turysta zemdlał przed Jaskinią Mroźną. Ratownicy przetransportowali go do szpitala. Po godzinie 17-tej podczas zejścia z Hali Gąsienicowej będąc na Skupniowym Upłazie turystka upadła doznając kontuzji nogi. Ranną śmigłowcem przetransportowano do szpitala. W czasie tych działań kolejna prośba o pomoc. Podczas zejścia z Kasprowego W. w kierunku Myślenickich Turni kontuzji nogi doznała turystkka z Rusocin. Ratownicy z pokładu śmigłowca desantowali się przy oczekującej na pomoc turystce. Po zaopatrzeniu na długiej linie pod śmigłowcem przetransportowano ją z miejsca wypadku w rejon Dolnej stacji Goryczkowej. Tam po przyziemieniu włożono ją na pokład śmigłowca i przewieziono do szpitala.
Ostatnio edytowano Pn, 7 maja 2007, 21:15 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 1 raz
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

2007.05.02 -

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 7 maja 2007, 21:12

*
W dniu 2.05. w drodze do Morskiego Oka rozległego zawału serca doznał 77-letni turysta. Na miejsce wypadku ratownicy polecieli śmigłowcem. Po desancie w miejscu wypadku rozpoczęto intensywne zabiegi reanimacyjne, które kontynuowano podczas dolotu do szpitala. Niestety turysty nie udało się uratować. W trakcie działań na drodze do M. Oka, wezwanie do ataku padaczki do jakiego doszło w rejonie "mostka" na trasie z Gubałówki. Na miejsce wypadku ratownicy udali się samochodem. Po udzieleniu I pomocy chorego turystę przewieziono do szpitala. O godz. 13.10 do TOPR zadzwonili turyści informując, że na szlaku na Rysy na stromych śniegach poślizgnął się turysta, który spadając zniknął pod Bulą pod Rysami. Na miejsce wypadku ratownicy polecieli śmigłowcem. Okazało się , że turysta miał sporo szczęścia. Zdołał się zatrzymać, a jedynym uszczerbkiem jakiego doznał były zadrapania i potłuczenia. W trakcie działań pod Rysami do TOPR dotarła informacja, że podczas zejścia ze Świnicy w kierunku Zawratu na stronę 5-ciu Stawów spadło dwoje turystów. Śmigłowiec z ratownikami spod Rysów udał się pod Świnicę, Okazało się, że turystka spadła około 200 m doznając urazu kręgosłupa, miednicy, głowy. Ranną po zaopatrzeniu w noszach francuskich z miejsca wypadku przeniesiono na linie pod śmigłowcem na lądowisko w Dolince pod Kołem, tam włożono na pokład śmigłowca i przewieziono do szpitala. Okazało się, że turystka była z 15-letnim synem, który widząc upadek matki zaczał do niej schodzić. Podczas zejścia poślizgnął się, spadł doznając na szczęście tylko niegroźnych zadrapań i potłuczeń. Jego też śmigłowcem przetransportowano do szpitala. W czasie działań pod Świnicą do TOPR zadzwonił turysta informując, że przed chwilą jego kolega z rejony Buczynowych Turni spadł do Dol. Buczynowej. Ratownicy desantują się z pokładu śmigłowca przy turyście będącym na Małej Buczynowej Turni. Zostaje stamtąd ewakuowany na linie pod śmigłowcem. W miedzyczasie okazało się, że turyście, który spadł z grani nic nie jest i o własnych siłach schodzi on do 5-ciu Stawów. Turyści byli kompletnie nieprzygotowani do tego typu wycieczek. i na dodatek zupełnie nie znali topografii tego rejonu. W trakcie działań w rejonie Dol. Buczynowej kolejne wezwanie o pomoc. Na Ścieżce nad Reglami turystka z Płocka upadła i złamała rękę. ranną przetransportowano do szpitala.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

2007.05.03 -

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 7 maja 2007, 21:13

*
W dniu 3.05. podczas zejścia do Dol Pańszczycy poślizgnęła się na śniegu, spadła kilkadziesiąt m doznając kontuzji nogi 26-letnia turystka z Bytomia. Ranną śmigłowcem przetransportowano do szpitala. W trakcie działań w Dol. Pańszczycy ratownicy zostają wezwani do kolejnego wypadku. Tym razem na szlaku pomiędzy Kalatówkami a Kondratową kontuzji nogio doznał turysta z Rybnika. rannego po zaopatrzeniu przetransportowano do szpitala. O godz. 16-tej powiadomiono TOPR, że w rejonie Suchych Czub znajduje się turysta z poważnymi dolegliwościami sercowymi. Na miejsce wypadku ratownicy polecieli śmigłowcem. Po desancie przy oczekującym na pomoc turyście lekarz TOPR udzielił mu I pomocy. Turysta bezpośrednio z miejsca wypadku został śmigłowcem przetransportowany do szpitala. Tuż po zakończeniu działań w rejonie Suchych Czub ratownicy GOPR poprosili o śmigłowiec na Jarmutę w Szczawnicy, gdzie poważnych urazów doznał paralotniarz z Nowego Targu. Ciężko rannego śmigłowcem przetransportowano do szpitala.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

2007.05.04 -

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 7 maja 2007, 21:14

*
W dniu 4.05 z 5-ciu Stawów do szpitala przetransportowano turystkę która w wyniku upadku doznała licznych otarć i potłuczeń.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

2007.05.09 -

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 9 maja 2007, 20:33

*
W Tatrach doszło dziś do poważnego wypadku w rejonie Koziej Dolinki. Młody turysta podchodzący szlakiem na Zadni Granat prawdopodobnie pośliznął się i spadł ok. 300 metrów po oblodzonym śniegu. Na skutek upadku doznał m.in. poważnych urazów głowy.

O wypadku centralę TOPR powiadomili turyści, którzy zobaczyli leżącego na śniegu człowieka. Mężczyzna został przetransportowany śmigłowcem do szpitala w Zakopanem.

Warunki do uprawiania turystyki w Tatrach są bardzo trudne, ponieważ szlaki pokryte są warstwą lodu. Ratownicy apelują, żeby wyruszając w góry zabierać ze sobą raki i czekany oraz uprzedzają, że bez doświadczenia w ich używaniu na niewiele się zdadzą.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

220.05.20

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 9 maja 2007, 21:33

*
Niedźwiedź tuż za rogiem

Jeżeli znaleźliśmy się właśnie w Puszczy Białowieskiej i do tego uwierzymy telewizyjnym reklamom, możemy przypuszczać, że „za rogiem jest żubr”. Jeżeli jednak zamiast do Białowieży trafiliśmy w Tatry, nie musimy wspomagać naszej wyobraźni reklamowymi sloganami, aby być pewnym obecności innego grubego zwierza. Chodzi o niedźwiedzia brunatnego.

A skąd pewność jego obecności? Tatrzański Park Narodowy zajmuje stosunkowo niewielki obszar, który został pokryty gęstą siecią turystycznych szlaków. Na obszarze parku aż 90 procent turystycznych ścieżek nie jest oddalona od innych szlaków o więcej niż kilometr. W sezonie, czy nawet podczas rozmaitych długich weekendów szlaki zapełniają się tysiącami, a nawet dziesiątkami tysięcy turystów. Ten sam obszar daje schronienie tatrzańskim niedźwiedziom.

Jak informuje Filip Zięba z Tatrzańskiego Parku Narodowego - w całych Tatrach żyje obecnie około 50-70 misiów, po polskiej stronie przebywa ich natomiast od 10 do 15, a nawet 17, bowiem niedźwiedzie nie respektując granic wędrują po całych Tatrach. Jak zapewnia Filip Zięba – niedźwiedzie potrafią przemieszczać się na spore odległości, np. przejść dziennie kilka dolin i wrócić.
Potencjalnie więc o spotkanie z niedźwiedziem nie powinno być zbyt trudno, zwłaszcza że granice leśnych obszarów TPN dochodzą do samego Zakopanego i wypadki zapuszczania się niedźwiedzi niemal do granic miasta nie należą do rzadkości. Regularnie pojawiają się w Kuźnicach, dochodząc czasem nawet do kuźnickiego ronda, pojawiają się w rejonie skoczni, bywają też w leżących tuż obok miasta dolinkach reglowych. Wędrując po szlakach możemy być prawie pewni, że do spotkania nie dochodzi wyłącznie dlatego, że niedźwiedzie nie chcą być zauważone, a nie dlatego, że ich nie ma w pobliżu. Często przebywają niezauważone 20-30 metrów od nas.

Nie inaczej będzie już niebawem. W góry zawitała wiosna, a więc niedźwiedzie przebudziły się z zimowego snu i rozpoczęły żerowanie. Jak twierdzi Filip Zięba – przebywają teraz często na leśnych polankach, czy też wiatrołomach poszukując roślinnego pokarmu.

Wraz z nadejściem wakacyjnego ruchu turystycznego powróci problem z niedźwiedziami, które zatraciły naturalną obawę przed człowiekiem. Skutkiem tego jest nadmierne zbliżanie się do ludzi, które może okazać się dla nas niebezpieczne. Musimy pamiętać, że mamy do czynienia z bardzo dużym i niebezpiecznym drapieżnikiem. Wprawdzie niedźwiedzie nie są agresywne i nie atakują ludzi, jednak sprowokowane albo zagrożone mogą być bardzo niebezpieczne.
Osobnikiem, który sprawia przyrodnikom z TPN sporo kłopotu jest niedźwiedzica z młodymi. Jak twierdzi Filip Zięba – nie zaczepia ona turystów, jednak zupełnie nie przejmując się obecnością ludzi potrafi żerować zaledwie 30 metrów od nich.

Na całym obszarze TPN można spotkać liczne tablice informujące o tym, jak zachować się w przypadku spotkania z niedźwiedziem (zachować spokój, unikać gwałtownych ruchów i spokojnie wycofać się itp.). Jednak zdaniem Filipa Zięby takie apele zupełnie nie skutkują. Ludzie nie tylko nie uciekają, ale wręcz podchodzą na odległość kilku metrów, próbując zrobić sobie „zdjęcie z misiem”. Nie zawsze skutkują nawet apele obecnych na miejscu pracowników TPN. Trudno w to uwierzyć, ale najwyraźniej nie dociera do świadomości turystów, na jakie zagrożenie bezmyślnie wystawiają się podchodząc do niedźwiedzi.

Jeden z takich przypadków miał miejsce podczas majowego weekendu, gdy w Dolinie Strążyskiej turysta zbliżył do niedźwiedzicy na odległość zaledwie 8 metrów próbując zrobić jej zdjęcie. Jak relacjonuje Filip Zięba – niedźwiedzica zaszarżowała w kierunku „fotografa”, wyhamowując zaledwie metr przed nim. Przerażony turysta zaś uciekając skręcił sobie nogę.

O ile w przypadku takich ludzkich zachowań pozostaje (nawet wbrew faktom) nadzieja na skuteczność ostrzeżeń i apeli, to znacznie trudniejszą sprawą jest nakłonienie niedźwiedzi do trzymania się z dala od ludzi. Utraconą przed nimi obawę dość trudno przywrócić. Jedną z metod na utrzymywanie misiów w bezpiecznej odległości jest ogradzanie schronisk i innych położonych w Tatrach obiektów przy pomocy tzw. pastuchów elektrycznych. Spotkanie z przewodami pod napięciem jest dość bolesne i pozwala im rezygnować z chęci zbliżania się do ludzkich siedzib, co przez wiele lat było sporym problemem. „Pastuchy” w praktyce okazały się skuteczne i niedźwiedzie unikają spotkań z nimi.

Stosowane są także bardziej radykalne środki, jak strzelanie do niedźwiedzi gumowymi pociskami. Jak twierdzi Filip Zieba – taki „gumowy klaps” potrafi skutecznie odstraszyć niedźwiedzia. Niektóre z nich są znakowane, inne maja założone obroże telemetryczne, aby umożliwić dokładne śledzenie tras ich wędrówek i poznawanie zwyczajów. Pozwala to zrozumieć przyczyny ich zachowań, w tym także powody utraty obawy przed ludźmi.
Chodzi tu jednak wyłącznie o utrzymanie pewnego dystansu i nakłonienie ich do prowadzenia bardziej skrytego trybu życia, bowiem niedźwiedzie w pewnym stopniu przyzwyczaiły się już do obecności ludzi w ich otoczeniu. Takie procesy adaptacyjne są zresztą zupełnie zrozumiałe – pozwalają im dalej normalnie funkcjonować w zmieniającym się środowisku.

Jak mówi Filip Zięba – gdyby w Tatrach znalazł się jakiś niedźwiedź np. z odludnej Alaski – zapewne przypłaciłby wizytę pomiędzy naszymi, rojącymi się od ludzi szlakami zawałem serca. Tymczasem nasze niedźwiedzie radzą sobie tu całkiem nieźle i nie robią wrażenia zestresowanych.
Jednak zadaniem ludzi jest zminimalizowanie szkodliwego wpływu turystyki, bo nikt przecież nie myśli o zamknięciu gór przez ludźmi.
Na szczęście również niedźwiedzie nie zamierzają opuszczać Tatr. Każdego roku rodzą się kolejne młode. Także w tym roku przyrodnicy z TPN znaleźli już ślady niedźwiedzicy z tegorocznym potomstwem.
Ostatnio edytowano Śr, 26 wrz 2007, 11:19 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 1 raz
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

2007.05.23

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 23 maja 2007, 20:51

*
W ostatnich dniach najwięcej pecha w Tatrach mieli młodzi turyści. Przewracali się, łamali nogi, albo nagle chorowali.

Pierwsza interwencja ratowników miała miejsce na Wiktorówkach. Stamtąd do szpitala przewieziono turystkę, która złamała nogę. Do podobnego wypadku doszło w Dolinie Jaworzynki, gdzie kontuzji nogi doznała 16-letnia turystka z Warszawy.

Podczas zejścia z Jaskini Mroźnej upadła i zraniła głowę 17-letnia turystka z Rybnika. Dzień później w tym samym miejscu poślizgnęła się 15-letnia turystka z Jaworzna. Ratownicy przewieźli ją do szpitala. Z Morskiego Oka przetransportowano do szpitala turystę z uszkodzoną nogą.

W czasie zejścia z Gubałówki ataku padaczki doznał 17-letni chłopak z Elbląga. Ratownicy przetransportowali go do szpitala.

W Tatrach jest dość ciepło i parno. Wysoko na szlakach leży jeszcze dużo niebezpiecznego śniegu.

O kuriozalnym zajściu w Alpach z udziałem Polaków - http://skibicki.pl/forum/viewtopic.php?t=539
Ostatnio edytowano N, 29 lip 2007, 14:49 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 1 raz
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

2007.06.03

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 4 cze 2007, 13:03

*
W Tatrach leje deszcz. Przejście wokół Morskiego Oka jest utrudnione z powodu zalewających szlak potoków. Na razie lepiej nie wychodzić w góry.

W ciągu doby w Tatrach miejscami spadło nawet 30 litrów deszczu na metr kwadratowy i leje dalej. Ratownicy radzą, aby wycieczki ograniczyć do reglowych dolinek, ale i tutaj nie ma co liczyć na widoki.

Na szczęście ostatnio ratownicy nie mają zbyt wiele pracy. Toprowcy udzielali tylko pomocy turystce, która zadzwoniła informując, że schodziła w dół żółtym szlakiem z Hali Gąsienicowej. Mówiła, iż jest cukrzykiem, badzo źle się czuje, i na moment straciła przytomność. Prosiła o szybką pomoc.

Na ratunek wystartował śmigłowiec, z którego pokładu bez rezultatu przeszukiwano żółty szlak prowadzący do Dol. Jaworzynki. Turystkę zauważono dopiero na szlaku z Hali Gąsienicowej na Krzyżne. Ratownicy desantowali się z pokładu śmigłowca w pobliżu oczekującej na pomoc turystki. Po udzieleniu pierwszej pomocy kobieta trafia na pokład śmigłowca i została przewieziona do szpitala.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

2007.06.10

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 10 cze 2007, 16:57

*
Ratownicy TOPR zostali wezwani do wypadku na Kasprowym Wierchu ok. godz. 9.30.

Szwajcar zatrudniony przy budowie nowej kolejki miał na głowie kask, ale mimo to metalowa część podpory rozwaliła kask i mocno zraniła mężczyznę w głowę. – To była dosyć głęboka rana, ale człowiek był przytomny – twierdzi Adam Marasek, zastępca naczelnika TOPR, który brał udział w akcji ratowniczej.

Ratownicy śmigłowcem przetransportowali rannego Szwajcara do zakopiańskiego szpitala.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Następna strona

Powrót do Opowieści i relacje ku przestrodze i... nie tylko

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość