Nóż żeglarski

Morskie, zatokowe, szuwarowe, rekreacyjne, turystyczne, samodzielne, rodzinne, towarzyskie i każde inne...

Moderator: Zygmunt Skibicki

Nóż żeglarski

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 4 cze 2016, 19:25

W razie wątpliwości co do użytej terminologii warto zajrzeć do - Słownik terminów żeglarskich

Kto choć raz znalazł się nagle w wodzie pośród mokrych płócien żagli i mnóstwa skłębionych lin, ten doskonale wie: po co każdemu załogantowi nóż dobrze, wręcz nierozerwalnie przytwierdzony do niego smyczą?

Współczesny nóż żeglarski to zazwyczaj niezbyt duży składany scyzoryk bardzo często całkowicie wykonany ze stali nierdzewnej.

[ img ]

Nóż z prostym, częściowo zębatym ostrzem do cięcia lin przydaje się bardzo często i to nie tylko do lin. Szeklownik... zaraz po nożu najczęściej używana część. Szparownik... mówiąc szczerze do tej pory używałem wyłącznie do otwierania kapslowanych butelek. Marszpikiel... rzadko używam, bo na jachtach liny kręcone już się spotyka praktycznie tylko w cumach, i to rzadko, a "zasiedziałe" stare węzły mozna zobaczyć wyłącznie na łodziach marnych i niechlujnych wodniaków. Natomiast... jak raz strzeliła nam stalowa wanta i trzeba było to szplajsować... bez mojego, jedynego wtedy na pokładzie marszpikla bylibyśmy byli wszyscy kawał wody od naszej kei ugotowani przy... pagajach.
Na zdjęciu tego nie widać, ale nóż i szeklownik są z wyraźnie innego gatunku stali nierdzewnej. Nie wiem jakiej, ale tylko te dwa elementy są z wyraźnie błękitnawej stali...

Jeśli się dobrze przyjrzeć nożowi, to staje się jasnym, że on jest przeznaczony dla osób leworęcznych... Ponoć w wielu krajach talie właśnie noże obkładane są znacznie mniejszym VAT-em...
Trzeba przyznać, że "gładkie" przecięcie liny takim ostrzem dla praworęcznych jest sporym wyzwaniem...

Rzadko to robię, ale tu wyjątkowo napiszę, że to jest włoski Osculati, a wszedłem w jego posiadanie nurkując w mikołajskiej marinie, bo nam spadło za burtę zblocze nie tylko ładne, ale także... kosztowne. Z godzinę się mordowałem, bo jachty stały burta w burtę i ciemnawo było pod nimi, aż znalazłem wreszcie to zblocze, a tuż obok wystawała z piachu intrygująca linka. Pociągnąłem za nią, a na jej końcu błysnął mi ów piękny nóż. Jasne było, że komuś się wymsknął i utonął... Przepytałem obie załogi zakotwiczone obok nas, czy nie utopili noża żeglarskiego. Na każdym pokładzie mi powiedzieli, że to właśnie im się utopił, ale nikt nie potrafił opisać linki do niego przywiązanej. Uznałem zatem, że zostanie mój jako w pełni zasłużony... pryz. Nie protestowali...
Długo go czyściłem, oliwiłem i polerowałem, a i tak przestał trzeszczeć piaskiem przy otwieraniu i zamykaniu gdzieś dopiero po dwóch latach - chyba bardzo długo leżał na mulistym dnie... W czasie tego doczyszczania delikatnie wytrawioną na okładzinie nazwę producenta ledwo odczytałem i to dopiero przy użyciu lupy. Linkę oczywiście dawno już wymieniłem(*), ale przenigdy nie wejdę z nim na jakikolwiek pokład bez porządnej smyczy i to solidnie uwiązanej do paska. Mówiąc szczerze... pamiętając, jak trafił w moje ręce, nigdy smyczy od noża nie odwiązuję.
Nauczony doświadczeniami, że na pokładzie w nagłej potrzebie nigdy nie ma wolnej drugiej ręki do otwarcia noża wywierciłem w nożu (z poważnymi problemami!) mały otworek i zawiązałem króciutką ósemkę. Teraz łapię ją zębami i nóż w mgnieniu oka nadaje się do użycia.

Dość często zamiast wyżej opisanego Ocsulati używam na rejsach jeziorowych dużo dla mnie zgrabniejszego Victora.

[ img ]

Zwykle dynda mi na solidnym grumocie - stąd ten karabinek...

Zaleta Victora jest taka, że jego nóż z blokadą nadaje się także do większości zajęć kuchennych. Otwieracz do butelek... wiadomo! Korkociąg... nie radzę zapominać o takiej potrzebie, zaś wkręcany w niego mikrośrubokręcik... uratował nie tylko moje okulary wielokrotnie! Dwa śrubokręty: szeroki i wąski - bardzo przydatne. Otwieracz do puszek... ostatnio używałem jakieś 15 lat temu, ale w miarę dobrze i skutecznie ścina po klejeniu wystające ze szpar nadmiary zaschniętej żywicy. Poza tym odpowiednio użyty może być niezłym szeklownikiem. Szydło-wiertło przydaje mi się często, a zupełnie nieźle sprawuje się jako marszpikiel do cienkich stalówek. Piła - znacznie szybciej, wygodniej oraz... ciszej niż ciężką siekierą tnie się nią suche gałęzie na biwakowe ogniska!
Ma jednak zasadniczą wadę: tuż pod nylonowymi okładkami są elementy ze stali nieco wrażliwej na wodę morską. Nawet podobna, acz stricte żeglarska... uroczo granatowa wersja tego noża z szeklownikiem i marszpiklem o dumnej nazwie Skipper ma tę przykrą wadę. Zatem na morze się nadają średnio, a na pewno na niezbyt... długo.

(*) - oryginalną nadal przechowuję do identyfikacji, gdyby wreszcie zgłosił się pierwotny właściciel.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10918
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Nóż żeglarski

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 16 mar 2017, 10:48

Mam już inny nóż żeglarski. Też włoski, ale tym razem to ja wybierałem i kupowałem.
Tamten pryz sprezentowałem, bo... taki miałem kaprys i... tyle.

[ img ]

Ma ten nóż jedną wielką zaletę: sprężyny ma dużo mniej "twarde" niż pokazany wyżej Osculati i w związku z tym łatwo otwiera się go płaskim chwytem dwóch palców za bardzo wystający łuk ostrza lub za marszpikiel.

[ img ]

Jeśli jest na smyczy, to otwieranie wymaga tylko jednej ręki. No i niepotrzebny jest już dorabiany dzyndzelek łapany zębami, który choć sam z potrzeby zrobiłem, to tak po prawdzie nigdy go nie lubiłem.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10918
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Nóż żeglarski

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 25 mar 2017, 15:12

Warto też zajrzeć - tu!
A gdyby ktoś chciał porządnie naostrzyć nóż i... nie tylko nóż, warto zajrzeć - tu!
Ja swój nóż z postu wyżej już naostrzyłem...
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10918
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź


Powrót do Żagle

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości