Wda - lipiec 2015

Tomiki opowiadań oraz relacje z podróży

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Wda - lipiec 2015

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 15 mar 2015, 14:19

No i powstał projekt spływu kajakowego w kapitalnym składzie. Mam płynąć z Kubą (synem) oraz Stasiem (wnukiem 9 lat) i Jusią (wnuczką 6 lat).
Trasę z Lipusza do Tlenia (143 km w tym 14 km jeziorami) z Kubą znamy aż... za dobrze. Płynęliśmy nią kilkukrotnie. Na niej wszak się nam zdarzył ów niezapomniany Czerwony sweterek, ale mieliśmy też bardziej udane spływy.
Zapytania ofertowe wysłałem do kilku wypożyczalni kajaków... i... niech się ścigają.
Ponieważ mamy płynąć w czwórkę, mój ukochany Rotomod-Solo nie wchodzi w rachubę. Za to wiosełko GalaSportu i sporo innych własnych kajakowych akcesoriów... jak najbardziej!

22.03.2015 - Plan dopięty!
Startujemy z Lipusza 23-go lipca, a kończymy 28-go w Tleniu - 6 dni, a właściwie i praktycznie 5 dób na wodzie i 140 kilometrów. Na spokojnie zatem i bez szaleństw...

Niedługo wcześniej tak z circa piętnaście lat młodszy, na imprezie u nowych znajomych poznany facet, gdy się dowiedział o tych naszych planach spływowych w dodatku z małymi dziećmi, bardzo nagle spoważniał i patriarchalnie, jak powszechnie uznawany w tym towarzystwie autorytet mnie przestrzegał, że dokładnie tę właśnie trasę robił kiedyś jako student w... 11 dni, na obozie - cytuję dosłownie: "i to był obóz... AWF-u!", co zapewne miało znaczyć coś bardzo istotnego w zakresie osiąganych wyników... chyba... wyczynowo-sportowych... Ale jaja...! Problem w tym, że delikwent mówił to ze śmiertelnie poważnym zadęciem...

Na szczęście nie spytałem napakowanego wątpliwej proweniencji ambicjami gościa, który to był AWF, bo chyba to jego macierzysta uczelnia. Pewnie by się jeszcze bardziej... nabzdyczył, a wszystko się działo, jak już wspomniałem w domu, w którym byłem pierwszy raz w życiu.

Wystarczyło, że ze szczerym uśmiechem odpowiedziałem, iż ja tę Wdę od Lipusza do Tlenia to już kilka razy przepłynąłem w różnym towarzystwie, bywało że sam, ale zawsze mocno załadowanym kajakiem i nigdy nie trwało to dłużej niż sześć dni na wodzie, co zawsze wśród napotykanych było wynikiem przyzwoitym, ale raczej... normalnym, nigdy jakoś szczególnie wyjątkowym, a już "balonik" poczerwieniał i nadął się do granic... eksplozji.

Mam cichą nadzieję, że on nigdy nie przeczyta tej mojej relacji, bo wygląda na to, że nadal będziemy się na siebie towarzysko... natykać. Z pewnością rzadko raczej, albo nawet okazjonalnie tylko... chwalić Boga, o co wszak sam zadbam, ale jednak.

Nic tak nie niweczy szans na dobre relacje jak nadepnięte publicznie przerosty... macho-ambicji.


Transport i kajaki oczywiście od Maćka w Sworach - nikt nie przysłał lepszej oferty na dwa Prijon Cruiser II z fartuchami, wiosłami i kapokami dla dzieciaków plus transport do Lipusza i zwiezienie z Tlenia.

[ img ]

Dane techniczne:
Materiał: polietylen HTP
Liczba miejsc: 2
Długość: 470 cm
Szerokość: 69 cm
Waga: 34 kg
Kokpit: 110 x 50 cm
Maksymalna ładowność: 240 kg
Zamawiamy także wiosełka dla dzieciaków - może trochę się nauczą...

[ img ]

Moje ukochane, stareńkie, ale nadal w idealnym stanie wiosło Multicolor Klasik Galasport (1060 g. 220 cm. 75 st.) wreszcie doczeka się złączki... już zamówiona.
Dotarła - tu!
Wstawiona - tu!

[ img ]
Wózek kajakowy też zabieramy, bo przenioska w Miedznie ma ponad 200 metrów, a same kajaki ważą... patrz wyżej. No i one będą załadowane... dość!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10802
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Wda - lipiec 2015

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 29 lip 2015, 09:08

23-ci lipca - czwartek
7:30 Kuba z dzieciakami podjeżdżają już kompletnie spakowani. Doładowuję swoje graty i ruszamy na naszą wodną przygodę.

[ img ]
Pogoda nie nastrajała zbyt optymistycznie...

[ img ]
Na pokładzie humory świetne...!

[ img ]
Już w Sworach. Nasze majtki szuwarowe: Staś (9 lat) i Jusia (6 lat)

[ img ]
Przed kilkoma dniami "traperskimi" warto zjeść jakiś normalny obiad...
Aczkolwiek dla Jusi normalny obiad, to frytki i surówka.

[ img ]
Spodobała się nam ta strzyżona fantazyjnie tuja...

[ img ]
Za chwilę załadujemy się na ten właśnie pojazd...

[ img ]
Wyładowani, transport odjechał. Tuż przed pierwszym wodowaniem w Lipuszu...

[ img ]
Żebym mógł zrobić to zdjęcie, musiałem ustawić się pod prąd i Staś musiał ostro wiosłować, bo znosił nas wartki nurt.

[ img ]
W chwilę później...

[ img ]
Troszeczkę słońca oraz błękitu nieba,
I czegóż więcej do szczęścia potrzeba?
Wyjaśnienie: dlaczego dzieciaki płyną w kapokach, a my nie... tu!

[ img ]
Loryniec, pole biwakowe (10,7 kilometra trasy) - nasz pierwszy biwak.
I już tu przydał się wózek kajakowy...

[ img ]
Staś ma swą pierwszą lekcję z samodzielnego pływania kajakiem...

24-ty lipca - piątek

[ img ]
Nad naszym biwakiem wstaje kolejny dzień...

[ img ]
Pierwszy biwak: jego rozbijanie, pierwszy posiłek z kuchenki oraz zwijanie bambetli rano zawsze trwa trochę dłużej. Kolejne zapewne pójdą sprawniej... Wprawa!

[ img ]
Można mieć pewność, że gdzieś tuż obok znajdują się tegoroczne latorośle tej pary...

[ img ]
Przepływaliśmy zaledwie o dwa metry od tej wylegującej się na trawie rodzinki łabędzi niemych...
Dzień z założenia miał być do mocnego przekopywania się po stojącej wodzie. Jeziora Stołpinko, Radolne i ogromne Wdzydzkie...
Tu już więcej było kajaków, rowerów wodnych, żaglówek i jachtów.

[ img ]
Na Wielkim Ostrowiu zrobiliśmy postój... "kiślowy". Wieczorem się okazało, że Kuba wyciągając swój kajak tak mocno zanurzył rufę w wodzie i oparł go rufą o dno, iż kajak ugiął się pod ciężarem i do komory jednak dostało się trochę wody. Dekiel mojego Solo RTM jest na to zdecydowanie bardziej odporny!
Przekopaliśmy się przez to kaszebszczi mueze, przeciągnęliśmy na wózku nasze ciężkie kajaki na Kanał Wdy i popłynęliśmy tym prawie stojącym kanałem aż do słynnej, dwustumetrowej przenoski...
Trochę śmy sobie... zapodali. Męczyła ta stojąca w kanale woda, zwłaszcza gdy tarliśmy dnami kajaków o rozległe płycizny. Mnie spaliło słońce dość mocno...

[ img ]
To przy tej tablicy powinniśmy wylądować, ale była kompletnie zarośnięta krzaczorami i z kanału w ogóle niewidoczna, a tę fotkę strzeliłem już po przenosce.
Nic to! I tak trafiliśmy w miejsce przenoski z dokładnością do 20-tu metrów. Poprzednio z Kubą robiliśmy to w tym samym miejscu... 30 lat temu - miał wtedy dokładnie tyle lat, co teraz Staś. Wtedy targaliśmy dużo cięższe łodzie w rękach - koszmar! Teraz mieliśmy dość niewygodny do pakowania, ale zbawienny wózek!

[ img ]
Pole namiotowe w Miedznie (37 kilometrów szlaku) Bez wózka przenieść kajaki z kanału by tu było ciężko...
To właśnie na tym polu biwakowym jedenaście lat wcześniej wpadłem na pomysł napisania Szkoły Turystyki Kajakowej i nawet zacząłem do niej notatki... w kajecie. Swój namiot postawiłem w tym samym miejscu... mniej więcej.

[ img ]
Zbliżał się wieczór, więc Staś zapamiętale ciął drewno na ognisko. Składana piła Fiskarsa okazała się świetnym narzędziem.
Za to "wypasiona", firmowa mikrosaperka w praktyce zdecydowanie przegrała z taniutkim "no name" kukri i to nawet w kwestiach stricte... łopatkowych.
[ img ]
Powoli także dzieciaki zaczynają czuć: co jeszcze należało by zrobić na biwaku? I o to chodziło!

[ img ]
Jusia apetytem... nie oszałamiała...

25-ty lipca - sobota

[ img ]
Nie zdążyliśmy skończyć śniadania, gdy zaczęło padać, więc szybko przenieśliśmy się pod porządny daszek i... zostaliśmy tam na cały dzień, co w konsekwencji musiało skrócić trasę spływu o jakieś 20 kilometrów. Nic to, miejsc lądowania nadających się do podjazdu busa z przyczepą jest na Wdzie od cholery i... my je wszystkie znamy!
Trzeba zrobić drobne zakupy, więc robię spacer do Wojtala... Raptem 5 km w jedną stronę piękną leśną drogą.
Bywało, że po tych lasach włóczyliśmy się pieszo z Kubą na dużo dłuższych dystansach...
Po południu się przejaśniło i zaczęliśmy żałować, że nie popłynęliśmy.

[ img ]
Ale kokpity wolimy trzymać cały dzień poopinane fartuchami... na wszelki wypadek.

[ img ]
Za to chętnie się wykąpaliśmy w wodach kanału. Znacznie płytsza i prawie stojąca woda była dużo cieplejsza niż w rzece.

[ img ]
A wieczorem oczywiście ognisko i kiełbaski...

26-ty lipca - niedziela
Pogoda nie za... olaboga, ale płyniemy!

[ img ]
No i oczywiście Kamienne Kręgi w Odrach...

[ img ]
...
[ img ]
Ja-na-tle... to standard.

[ img ]
Wiele lat temu przy tych właśnie trzech głazach fotografowałem Elżbietę Dzikowską...

[ img ]
Wracamy nad rzekę, choć chwilami mży i to dość obficie.

[ img ]
Płyniemy poopinani fartuchami, a obok nas sporo innych kajaków.
Na przenosce w Wojtalu mnóstwo kajaków. Robi się gęsto i nawet trochę ciasnawo na niewielkim terenie przenoski. Jedni kończą, inni właśnie zaczynają swe spływy.
Kuba z Jusią idą do pobliskiego sklepu po drobne zakupy.

[ img ]
Ależ tu jest pięknie...!...
Trochę nas zlewają kolejne, na szczęście krótkie deszczyki. W Czarnej Wodzie pod mostem drogowym tłucze nami po kamorach... zawisamy ze Stasiem wśród ostrej kipieli i przez chwilę robi się nieprzyjemnie. Na szczęście udaje się "zejść" z głazu bez rozwiązań... mokrych.

[ img ]
Biwak "u Holendra" (62 km szlaku) zaczynamy od suszenia kurtek i fartuchów...

[ img ]
Tak... na wszelki wypadek rozkładamy się z posiłkiem pod daszkiem...
Właściciel i zarządca odwiedzają nas co chwila zapraszając do wspaniałych toalet, pryszniców i baru. Trochę nas śmieszą, bo przyjeżdżają a to quadem, a to jakimś terenowym jeep'em, choć biuro i mieszkania mają nie dalej niż 200 metrów od nas...

[ img ]
Justka nie za chętnie je nasze posiłki. Za to chleb piecze w ogniskach i zjada wręcz... nałogowo.

[ img ]
Nie ona jedna...

[ img ]
Czasami nawet z włożoną w środek pieczoną kiełbaską.

27-y lipca - poniedziałek

[ img ]
Wstaje kolejny ładnie zapowiadający się dzień oraz... uśmiechnięty Staś.

[ img ]
Płyniemy dalej i trochę żałujemy tego straconego przez deszcz dnia.
Justka w kajaku ma tylko jeden problem: "Tata, długo jeszcze?" Cóż... jest chyba jeszcze zbyt mała, by wiosłować, bo w czasie prób łokcie jednak najwygodniej jej trzymać w kokpicie, a nie nad pokładem, a siedzenie kilka godzin na jednym miejscu, to nie może być atrakcja dla ruchliwego 6-latka...

[ img ]
Pole biwakowe w Młynkach (86 km szlaku) i przerwa na posiłek.

[ img ]
Pole biwakowe tuż za przenoską we Wdeckim Młynie (96,5 kilometra szlaku).
Tu schowaliśmy się przed godzinnym, męczącym deszczem. Mamy szczęście, bo chcieliśmy po przenosce płynąć dalej, ale rezygnujemy. Następnego dnia ów wybór okazał się trafny - kolejne pole namiotowe było grubo ponad godzinę płynięcia dalej...
To właśnie we Wdeckim Młynie, może ze sto metrów od naszego biwaku działy się mrożące mi krew w żyłach sceny z Czerwonego sweterka Jest co wspominać...

28-y lipca - wtorek

[ img ]
Pakujemy się po ostatnim noclegu. Namioty składamy na... wilgotno, bo wysuszymy je już w domach...
Przy okazji... "toaletowej" w krzaczorach za polem odnajduję martwe teraz starorzecze Wdy i uskok pod mostem, poniżej którego leżeliśmy z Kubą w pamiętnym czerwonym sweterku...
Dzwonię i umawiam się z transportem do Błędna na 14-tą. Oczywiście z prawie godziną zapasu... jak by co.

[ img ]
Jedziemy...!
Zanotowałem taką wymianę zdań na naszym "pokładzie":
Ja: - Stasiu, co najbardziej boli od kilkugodzinnego wiosłowania?
Staś: - Pupa!
:biggrin: :biggrin:

[ img ]
Trochę tych zwalonych drzew po drodze było...

[ img ]
Ale... było fajnie i tylko to się liczy!
Lądujemy o 13:15 na polu biwakowym w Błędnie (120 kilometrów szlaku) i tu po chwili pojawia się transport po nas i kajaki...
Z planowanych stu czterdziestu trzech kilometrów w pięć dni przepłynęliśmy sto dwadzieścia w cztery. Wystarczy... na ten rok.

[ img ]
Wracamy do cywilizacji! Na początek obiad na solidnych krzesłach przy porządnym stole w restauracji u Maćka w Sworach...
O 19:30 Kuba podwiózł mnie pod dom.

[ img ]
Tak zarosłem w czasie tego spływu.

P.S.: Kochane Wnuki i Synu!
Serdecznie dziękuję Wam za wspólną, wspaniałą imprezę.
Mam nadzieję, że może jeszcze kiedyś, gdzieś będziecie mieli ochotę wybrać się za mną.
Ja taką ochotę mam już dziś.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10802
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Wda - lipiec 2015

Postprzez TakiJeden » Śr, 29 lip 2015, 17:42

Zygmunt Skibicki napisał(a):P.S.: Kochane Wnuki i Synu!
Serdecznie dziękuję Wam za wspólną, wspaniałą imprezę.
Mam nadzieję, że może jeszcze kiedyś, gdzieś będziecie mieli ochotę wybrać się za mną.
Ja taką ochotę mam już...


Np. w Beskid Wyspowy?
TakiJeden
 
Posty: 1459
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Re: Wda - lipiec 2015

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 29 lip 2015, 17:57

TakiJeden napisał(a):Np. w Beskid Wyspowy?

Czemu nie, ale preferencje muszą pozostać w gestii Rodziców. Ja, potrzebny dla moich wnuków znajdę się wszędzie i zawsze... póki co.
Przynajmniej... taką mam nadzieję, że jeszcze jakiś czas dam radę.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10802
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Wda - lipiec 2015

Postprzez bolek » Cz, 30 lip 2015, 15:36

Witam. Dlaczego wybraliście kanał Wdy zamiast koryta rzeki? Pytam ponieważ pojutrze też się tam wybieram. Pozdrawiam.
bolek
 
Posty: 5
Dołączył(a): So, 14 lip 2012, 21:51

Re: Wda - lipiec 2015

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 30 lip 2015, 15:59

bolek napisał(a):Dlaczego wybraliście kanał Wdy zamiast koryta rzeki? Pytam ponieważ pojutrze też się tam wybieram.

Każde rozwiązanie ma swoje zalety, ale ma także wady...
Stare koryto Wdy na tym odcinku jest bardzo kręte, dość rwące i kamieniste - sporo tam wielkich głazów wystających z nurtu. Dużymi obciążonymi biwakowymi gratami kajakami dwójkami tłucze się tam po kamorach i o korzenie drzew wystające z podmytych brzegów straszliwie, a płynęliśmy z małymi dziećmi. Brodzenie tam, to duże ryzyko, bo kamulce są bardzo śliskie.
Kanał Wdy jest prosty i pozbawiony kamorów. Za to jest tam prawie stojąca woda i czasami trzeba wysiadać z kajaka i spławiać go na lince, bo trze dnem i często osiada na mieliznach. Woda w kanale jest znacznie cieplejsza niż w korycie i brodzi się przyjemnie. No i jest ta dwustumetrowa przenoska z kanału na koryto, a to bez wózka jest dość przykre. Wózek mieliśmy, co widać na fotkach.
Trzeba samemu wybrać, co komu akurat pasuje?
Nam tym razem pasował kanał, choć wiele razy spływałem tam korytem Wdy. Inna sprawa, że moje Solo RTM nawet obciążone, zwija się po takiej wodzie fantastycznie...
Gdy jednak płynąłem kanałem 30 lat temu z moim, wtedy także 9-cioletnim synem, też płynęliśmy kanałem i przenosiliśmy kajaki w rękach - masakra!
Powodzenia!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10802
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Wda - lipiec 2015

Postprzez bolek » Cz, 30 lip 2015, 16:56

Bardzo dziękuję. Jeszcze jedno pytanie. Mam przewodnik autorstwa Z. Galińskiego: WDA dla aktywnych PASCALA. Czy orientuje się Pan na ile aktualne są dane o infrastrukturze turystycznej? Taki sam o GWDZIE bardzo odbiegał od rzeczywistości.
bolek
 
Posty: 5
Dołączył(a): So, 14 lip 2012, 21:51

Re: Wda - lipiec 2015

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 30 lip 2015, 17:11

bolek napisał(a):Mam przewodnik autorstwa Z. Galińskiego: WDA dla aktywnych PASCALA. Czy orientuje się Pan na ile aktualne są dane o infrastrukturze turystycznej?

Mam taki sam i nie narzekam - Wda nadal płynie tym samym korytem i w tych samych miejscach są wsie nad nią i w okolicy. Natomiast co do infrastruktury to jest zdecydowanie bardziej rozbudowana, co jest oczywistym. Wszak ten atlas został wydany w roku 2003-im!
Powiem więcej: syn ma podobny atlas Galińskiego, ale znacznie nowszy i wydany przez inne wydawnictwo. I tam jest jeszcze gorzej z aktualnością, a w dodatku podkład mapowy jest inny i nie zgadzają się koty kilometrowe z tymi na tablicach wzdłuż rzeki.
Ale... to się da.

W górę serca, w toń pagaje!
Świat jest piękny, jak się zdaje...
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10802
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Wda - lipiec 2015

Postprzez bolek » Cz, 30 lip 2015, 17:23

Bardzo dziękuję. Ruszam. Pozdrowienia.
bolek
 
Posty: 5
Dołączył(a): So, 14 lip 2012, 21:51

Re: Wda - lipiec 2015

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 6 sie 2015, 13:04

Ktoś na innym forum napisał(a):Niestety nie było mi nigdy dane pływać kajakiem.
Jakoś nikt się nie przyznawał do tej aktywności. Szkoda bo z tej opowieści wynika, że to bardzo interesująca przygoda

Powiem tak: prowokacją do przygody są miejsca oraz zaistniałe tam okoliczności, ale samą przygodę tworzą zawsze sami uczestnicy - praktycznie... wyłącznie. W końcu: bez nich tej przygody by na pewno nie było!
Każda dziedzina turystyki stawia podobne pytania: ciekawe, co jest za tą górką, zagajnikiem, zakrętem drogi, czy rzeki? Daje to wielkie szanse na niezapomniane przeżycia. Problemy są właściwie tylko dwa:
- pierwszy: jak się do tego z głową zabrać, by nie było drętwo, ale też by nie narobić sobie i innym problemów?
- drugi: jak uniknąć zabijających wszystko co dobre tłumów w górach, na rzece (nie daj Boże... Krutyni!), dukcie leśnym latem na rowerze czy zimą na nartach?
Ale... to się da. Wystarczy, jak myślę, nie ulegać owczym pędom, choć to wielu wydaje się być zupełnie absurdalnym pomysłem.
Dla przykładu: mamy w Polsce łącznie ponad 10 000 kilometrów rzek i jezior doskonale nadających się do turystyki kajakowej.
I... jeszcze jedno...
Uważam, że wcale nie jest to konieczne, by przypadkiem lub z przemyślenia wchodzić w środowisko zafascynowane tą, czy inną dziedziną turystyki, i ją uprawiające, by się akurat nią zająć... osobiście. Na przykład w temacie kajaków to się już tak porobiło, że wypożyczalniach sporą część łodzi stanowią kajaki jedynki - nie bez powodów!
Też mam moją własną jedynkę... jak by się ktoś pytał.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10802
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź


Powrót do Opowieści, relacje...

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron