Bieszczady - sierpień 2012

Tomiki opowiadań oraz relacje z podróży

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Bieszczady - sierpień 2012

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 10 lip 2012, 09:23

10.07.2012
Planujemy z synem i sześcioletnim wnukiem namiotowy pobyt w Bieszczadach (Wetlina) od 11-go do 19-go sierpnia. Oczywiście pole namiotowe przy Hotelu Górskim!
Od wielu lat to miejsce pasuje nam najlepiej, choć i niemiłe wspomnienia stamtąd mamy.
Oczywiście planujemy wejście na Wetlińską, bo... wiadomo!
Pewnie sprawdzimy jak wygląda teraz tamto miejsce...
A i to miejsce chyba też potrafię znaleźć...
Sentymenty!

Póki co toniemy w czeklistach i rozważaniach sprzętowych...
A wydaje się, że tak niedawno byłem w Bieszczadach z moim wtedy siedmioletnim synem i... Ojcem, który miał wtedy tylko o dwa lata więcej niż ja dziś...
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Bieszczady - sierpień 2012

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 9 sie 2012, 15:56

A póki co, jest siedem kamer pokazujących pogodę w Wetlinie i okolicach - http://www.kamera-wetlina.pl/
I tu jeszcze jedna - http://webcamworld.pro/share1.php?s=250712050906
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Bieszczady - sierpień 2012

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 14 sie 2012, 09:13

11 sierpnia - Łódź - Wetlina
O siódmej rano Kuba ze Stasiem, już spakowani podjeżdżają pod dom, wchodzą na chwilkę na górę i ładujemy moje bagaże do samochodu. Nawigację nastawiamy na Wetlinę i ruszamy. Trasę znamy bardzo dobrze, ale przecież teraz tyle dróg się nu nas buduje...
Był plan, by po drodze zwiedzić Jaskinię Raj, ale zbyt późno wzięliśmy się za rezerwację i zaoferowano nam jedynie wejście o godzinie 9:00... Aż tak wcześnie jednak nie zdecydowaliśmy się wyjeżdżać z Łodzi. Postanowiliśmy za to zawadzić o Chęciny. Wiele razy przejeżdżaliśmy obydwaj pod tym zamkiem, ale jeszcze w nim nie byłem.

[ img ]

Po półtorej godzinie jazdy i tak trzeba było zrobić przerwę. Jazda z sześciolatkiem, to odrębna umiejętność...
Kilka minut zabawy z piłką i ruszamy dalej na południe. Staś jest szalenie ciekawy świata i zadaje mnóstwo pytań. Trochę to męczące, ale w końcu... kogo ma pytać jak nie nas?

[ img ]

Nawigacja bez problemów zaprowadza nas na rynek w Chęcinach - zatrzymujemy się pod dobrze zrobionym planem miasta, skąd odczytujemy dwie proste i niezbyt długie drogi na górę zamkową. Staś oczywiście wybiera "Ścieżką Błędnego Rycerza"... Aż dziwne, że nie spytał, co znaczy ten błędny...

[ img ]

Zresztą... ledwo zrobiliśmy parę kroków, zamek i droga do niego ukazały się nam... same.

[ img ]

Zamek Chęciński nie należy do wielkich, ale jest położony malowniczo i bardzo widokowo - w kilku filmach "zagrał"...
Z wejściem na wieżę były niejakie problemy, ale koniec końców Staś schodząc osobiście policzył ilość stopni. Doliczył się ich 113, co jak na sześciolatka samo w sobie jest zupełnie dobrym wynikiem.

[ img ]

Widok z wieży na miasteczko i pobliski zakład przerobu kamienia wapiennego Miedzianka - na zdjęciu z dymiącym kominem. Ileż lat zamawiałem w nim kamień wapienny dla "mojej" Cukrowni...?
Na chęcińskim rynku kupujemy jeszcze bochenek chleba, i ruszamy dalej.

[ img ]

Przy okazji tankowania zjadamy obiad...
Pogoda zaczyna się psuć. Wreszcie zaczyna mżyć, a po jakimś czasie padać...
W końcu ulewa robi się tak silna, że Kuba na chwilę zatrzymuje samochód.
W dodatku zaczynamy zagłębiać się w tereny, gdzie drogi należą do najgorszych w kraju...
Po kilku nawrotach deszczu, kilku rozpogodzeniach, ale nadal w lekkiej mżawce docieramy do celu. Hotel Górski Wetlina wita nas niezbyt zatłoczonym polem namiotowym. Prawdę mówiąc, jest tam... pustawo.

Mamy ze sobą zupełnie przyzwoity namiot, ale idę do recepcji i pytam o wolne pokoje. Nie ma żadnego, ale jest wolna zbiorówka przy kuchni turystycznej, więc ją bierzemy na dwie noce. Potem się zobaczy...
Szybko wypakowujemy to, co jest potrzebne do egzystencji w tych warunkach, robimy kolację i kładziemy się spać z mocnym postanowieniem, że jeśli tylko rano nie będzie padało, to idziemy na Przełęcz Orłowicza, a może nawet na Smerek, bo doświadczenie górskie mówi nam, żeby nie marnować dni z dobrą pogodą...

12 sierpnia - Smerek
Śniadanie jemy dość szybko. Kanapki i termos z herbatą dla Stasia lądują w plecakach i... w drogę. Do podstawy szlaku podjeżdżamy samochodem. Jest nawet jakaś strzałka na parking "Przy szlaku", ale coś podejrzanie za daleko oddala się od obwodnicy, więc wracamy i parkujemy pod sklepem "abc"... jak większość.

[ img ]

Pogoda nie jest za... "ola-boga", zdjęcia coraz bardziej sinieją, ale humory dopisują.

[ img ]

Starą budkę parkową znajdujemy kompletnie zamkniętą w stanie, powiedzmy... scenograficznym.
Kawałek dalej jest nowa i działająca. Tuż obok odnajdujemy ten parking "Przy szlaku". Kto pozwolił aż tak się zbliżyć samochodom do Parku? Czy w Bieszczadach zawsze i wszystko musi być przemyślane... "inaczej"?

[ img ]

W połowie drogi do połoniny znajdujemy niezłą wiatę, ale pod nią jest straszny bałagan, więc siadamy przy masywnym stole na zewnątrz.

[ img ]

Przy wyjściu na połoninę robi się mgliście i zaczyna kropić...
Dość... warunkowo ruszamy dalej w górę...
Najprawdopodobniej z powodu kompletnie żadnych widoków Staś zaczyna grymasić. Prawdę mówiąc i nam nie jest zbyt fajnie...
Na Przełęczy Orłowicza duje tak, że Staś sam narzuca ostre tempo marszu i jednym "śmigiem" wchodzimy na Smerek. Trudno powiedzieć... mgła nas otacza czy już chmury?
W każdym razie z tego czegoś kropi. Jesteśmy bardzo blisko granicy regularnej zlewy, a o dobre dwie godziny drogi od cywilizacji...
[ img ]

Termosowa herbata robi swoje...

[ img ]

Staś robi "kanapki" z suszonych owoców i orzeszków... Humory dopisują, aczkolwiek widoków nie ma jakichkolwiek.
Jeszcze tylko pasowanie Stasia na hucuła w sposób wiadomy i znany wszystkim już pasowanym i zmykamy w dół.
Teraz już Staś wykazuje szybko rosnące objawy znużenia, a zapewne i znudzenia...
No, nie była to zbyt udana wycieczka. Tyle, że udało się nam nie dostać ostro po tyłkach, choć było blisko...
Nie od razu, ale dość krótko po wyjściu na asfalt w Kalnicy łapiemy busa i nim docieramy do samochodu.
Tam kupujemy bundz - Stasiowi smakuje. Wracamy do naszych gratów...

Przebrani i najedzeni idziemy na lody - Staś stawia!

[ img ]

Wycieczka na lody... To zawsze działa!

[ img ]

Potem jeszcze trochę bawimy się piłką na mokrej trawie - Staś niektóre strzały obronił!

[ img ]
Tu już niestety proza życia okazywała się zawsze dla Stasia smutną... na razie!
Planujemy, że jeszcze wejdziemy na Wetlińską i na Tarnicą oraz: ciuchcia, Solina i może skansen sanocki...

13 sierpnia - mży, pada, leje...
Budzimy się i od razu wszystko nam "siada". Ani mowy, by gdziekolwiek wyjść na wycieczkę.
Sam się ubieram "pancernie" i idę po zakupy.

[ img ]

Co tu dużo gadać: niby jakieś ogłoszenia na drzwiach są, ale całość zamknięta na cztery spusty!
Na szosie więcej widzę samochodów niż pieszych...

[ img ]

W zlanych deszczem chęchlach można znaleźć jeszcze relikty odległej przeszłości...
Ale poza tym to Wetlina, którą pamiętam sprzed trzech lat, to już zupełnie inna miejscowość. Już prawie nie ma starych obiektów. Zginęły śladu kolejki wąskotorowej, retorta do wypalania węgla została jedna jako ozdoba obejścia, w starym sklepie pamiętającym czasy denaturatu i chleba dziś jest nowa restauracja - jedna z kilkunastu nieodległych. Nowych zabudowań jest naprawdę mnóstwo, a przed prawie każdym po kilka wypasionych samochodów z rejestracjami z całego kraju. Zapensjonatowana jest Wetlina na potęgę. I te pensjonaty zaczynają się wspinać coraz wyżej okolicznych stoków! Do prawie każdego jest asfaltowy dojazd...

[ img ]

Staś oczywiście się nudził... Trudno się dziecku dziwić. Zamknięty z pogodowej konieczności w małej schroniskowej sypialni zbiorowej, wymyślał, a my z nim różne zabawy z dostępnymi przedmiotami. Prognozy okazywały się niedobre jeszcze na dwa kolejne dni. Trwaliśmy w oczekiwaniu... jakoś.

Kolejna, poobiednia wycieczka na lody skończyła się kompletnie zlanymi deszczem kurtkami.
Pole namiotowe jeszcze bardziej opustoszało. Przedłużamy na kolejne dwie noce zajmowanie naszego lokum...

14 sierpnia - leje, mży, pada...

[ img ]

Nasze pomysły na uatrakcyjnienie Stasiowi zamknięcia w betoniaku zaczynają przybierać kształt coraz bardziej ryzykowny...
A miały być noce pod namiotem, ogniska, grile i budowanie tam na Wetlince...

[ img ]

A zostało opowiadanie o tym... tylko!
Ja przynajmniej miałem tę rozrywkę, że chodziłem po zakupy.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Bieszczady - sierpień 2012

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 15 sie 2012, 16:40

15 sierpnia - mży... tylko czasami!
To już trzeci dzień deszczu. Prognozy mówią, że około 16-tej ma przestać i do końca tygodnia już tylko lampa...
Wreszcie nie leje!
W każdym razie... nie pada, a nawet nie mży... chwilami. Bywa, że nawet dłuższymi.
Wszystko wokół jest jednak potwornie nasiąknięte wodą. Na stromiznach pewno ślizgawka straszna...
Nasze plany redukowane codziennie dotyczą już tylko Lutka i Tarnicy...
Przedłużamy zajmowanie zbiorówki o kolejną, piątą już noc z mocnym postanowieniem, że będzie to już ostatnia...

[ img ]

Się przy okazji dowiedziałem, że taki ślimak się nazywa pomrów...
Jak zaczynam robić takie zdjęcia, to jawny dowód, że na rzeczywistość ogólnie i w całości fatalną trzeba z konieczności patrzeć bardzo... selektywnie.

[ img ]

[ img ]

[ img ]

Ostrożeń warzywny się to ponoć nazywa...

[ img ]

Nie tylko mnie się te kwiatki spodobały...

[ img ]

Korzystając ze słabnącej mżawki jedziemy do Nasicznego pokazać Stasiowi wodospady na Nasiczniańskim.

[ img ]

Niestety, komendantka obozu harcerskiego nie pozwoliła nam podejść do nich z korzystniejszej strony. Trudno...

[ img ]

Wracamy na obiad do naszej "bazy". A namiot "kisi" się w bagażniku...!
Po drodze oczywiście bacówka, co by Staś spróbował żętycy. Kupujemy też blade, ledwo okopcone oscypki...

[ img ]

I smętne spojrzenie w stronę Lutka...

[ img ]

Jeszcze jeden relikt niegdysiejszej świetności tych terenów. Jak te rurki całkiem przerdzewieją, to zapewne spadnie w wysokie chaszcze, czego nikt nie zauważy nawet i tam ostatecznie skończy swój żywot...

[ img ]

Po południu, z racji że nie pada podjeżdżamy na Wyżniańską i podchodzimy pod schronisko...

[ img ]

Zwracam uwagę na niebieską tabliczkę ostrzegawczą: "Uwaga, zły pies, a właściciel jeszcze gorszy!"
Pies - jak dla nas! - okazał się łagodny jak baranek, a właściciel... jeszcze bardziej!

[ img ]

Po powrocie jeszcze trochę zabawy na świeżym powietrzu...

[ img ]

Momentami biegali tak szybko, że aparat za nimi nie nadążał...

[ img ]

O 19-tej nad naszymi głowami zaczął się przetaczać łomot...
Ten "koncert" trwał do 23-iej!
Drobiazg! 50 metrów od obwodnicy stała potężna aparatura nagłaśniająca, a tuż za tą szosą zaczyna się Bieszczadzki Park Narodowy...
Że pitko ponad kilometr jest do najbliższej ostoi niedźwiedzi, to przecież pryszcz...!
Fakt, że muzycy dość sprawnie sobie radzili z popisowymi "kawałkami" muzyki także poważnej nie zmienia postaci rzeczy: jak na taką bliskość Parku Narodowego robili to stanowczo za głośno. Kuba ze Stasiem sprawdzili, że najlepiej, tak "po ludzku" tych koncertów słuchać z odległości circa 300 do 500 metrów ze stumetrowym, oddzielającym pasem wysokich buków po drodze!

[ img ]

Tego wieczora mieliśmy jeszcze przygodę, po której stasiowy Duduś wyglądał jak wyżej...
Jak do jutra jako tako obeschną szlaki, to wybieramy się na Wetlińską...
No i może wreszcie zamieszkamy w naszym namiocie...

[ img ]

Zmierzch był jednak niepokojąco brzydki...
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Bieszczady - sierpień 2012

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 16 sie 2012, 22:20

16 sierpnia - Wetlina - Wieliczka - Łódź
Mam w d...e taki urlop!
Miało wreszcie dziś nie lać - na to czekaliśmy w deszczu trzy pełne doby!
W nocy jednak dalej lało, a rano jeszcze mżyło, więc się spakowaliśmy i wróciliśmy do domu.
Na pożegnanie, tuż przed wsiadaniem do samochodu wyjrzało nam słońce! Chwalić Boga - po trzech i pół dobie kompletnie burego nieba. Nie daliśmy się zwieść...!
Po drodze, no może nie za bardzo po drodze... zawadziliśmy o Wieliczkę i wcale nie żałujemy, bo to była jedyna udana impreza tego urlopu!
Po kolei...
Postanawiamy tym razem dać się nawigacji popisać. Ta wybiera drogę do Wieliczki przez Komańczę i Duklę, co okazuje się strzałem w dziesiątkę!
Nawierzchnie wcale nie takie złe, a natężenie ruchu niemal zerowe! O średniej 67 km/godz można na szosie przez Sanok tylko pomarzyć!

[ img ]

Biletów nie mieliśmy zarezerwowanych, ale długa kolejka posuwała się na tyle szybko, że nie traciliśmy humorów... Mniej więcej co 10 minut wpuszczana jest kolejna czterdziestka, a do tego co trzecia grupa polska wchodzi także kolejna grupa obcojęzyczna. I to wszystko działa jak w szwajcarskim zegarku!

[ img ]

386 schodów w dół pieszo! To robi wrażenie!

[ img ]

Takie belkowania wypełniają powyrobiskowe pustki zagrożone zapadnięciem się...

[ img ]

Trafiliśmy na przewodnika, który bardzo ciekawie opowiadał legendy związane z kopalnią...

[ img ]

Sporo powiedział nam także o starych metodach wydobywania soli w tym miejscu...
No i miał bardzo wyjątkowe poczucie humoru, czym bawił zarówno dorosłych jak mi liczne w naszej grupie dzieci.

[ img ]

Kaplica św. Kingi fotografowana aparatem... zbyt słabym jak na takie warunki.

[ img ]

Ostatnia Wieczerza wyrzeźbiona w solnym spągu - warto porównać z oryginałem

[ img ]

I takiej rzeźby nie mogło tu zabraknąć...

[ img ]

Stopień skomplikowania tej konstrukcji powala...

Na koniec zjedliśmy jeszcze solidne obiady 135 metrów pod ziemią, zrobiliśmy sobie fotki w ostatniej ze zwiedzanych kaplic:

[ img ]

[ img ]

Potem tylko błyskawiczny 130-to metrowy wyjazd windą górniczą na powierzchnię i po chwili startujemy do ostatniego etapu naszej podróży...
Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem zwiedzenia kopalni soli w Wieliczce. Byliśmy tam razem z Kubą trochę ponad ćwierć wieku temu, ale dochodzimy do wniosku, że warto tam co jakiś czas zaglądać. Choćby po to, by dowodnie się utwierdzać w przekonaniu, że coś naprawdę ważnego potrafimy także my Polacy porządnie zrobić, zorganizować i pokazywać.
Tuż po 22-ej wracamy szczęśliwie do domów...
Tym razem namiot i cała reszta sprzętu biwakowego okazały się zbędnymi.
Może innym razem...
Na pewno się doczekają!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Bieszczady - sierpień 2012

Postprzez TakiJeden » Pt, 17 sie 2012, 12:20

O 19-tej nad naszymi głowami zaczął się przetaczać łomot...
znaczy się, inwazja ceperstwa w najgorszym gatunku?
Ostatnio edytowano N, 19 sie 2012, 14:50 przez TakiJeden, łącznie edytowano 1 raz
TakiJeden
 
Posty: 1456
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Re: Bieszczady - sierpień 2012

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 17 sie 2012, 12:54

TakiJeden napisał(a):znaczy się, inwazja ceperstwa w najgorszym gatunku?

Po tegorocznym pobycie ograniczonym z musu (lało permanentnie!) właściwie wyłącznie do okolic obwodnicy widzę to tak: turysta pieszo wędrowny wyniósł się całkowicie poza BdPN, co było do przewidzenia, i czego Park chciał, gdy powstawał, a następnie konsekwentnie realizował, aż dopiął swego - sprawa raczej absolutnie nieodwracalna w dającej się przewidzieć perspektywie czasu. W Parku, czyli w starych Bieszczadach Wielkich Plecaków z ludzi zaglądających od czasu do czasu na szlaki pozostał jedynie turysta wycieczkowy, czyli jednodniowy, z "mydelniczką" na plecach, podjeżdżający na parkingi pod wyjścia szlaku całkiem niezłym własnym samochodem, nocujący poza Parkiem, ale jest tam kompletnie zdominowany przez kolosalny nadmiar ilościowy oraz... nabywczy turysty pobytowego, któremu do oglądania połonin wystarczy... lornetka. Przecież nie będzie sobie brudził nowiuteńkich, białych mokasynów od Timberland'a...!
Cóż... kasa nie tylko w Bieszczadach rządzi!
Pod tego w miarę zasobnego "pobytowca" dostosowuje się cała miejscowa infrastruktura, co jest raczej zrozumiałe. Nikt nie ma ochoty na los... mamutów.

Bardzo poważnie się zastanawiamy z Kubą, czy nie przenieść naszych dalszych bieszczadzkich planów na północny zachód od szosy Terka-Dołżyca-Cisna? No, tylko dziś sześcioletni mój wnuk, a jego syn Staś musi sporo podrosnąć, bo to na pewno nie jest zajęcie dla kilkulatków.
Mam nadzieję, że ja za ten czas jeszcze będę "na chodzie"... wystarczającym
.


P.S.: I jest problem, bo wpychający się na fora górskie z quasi reklamą rzecznicy bieszczadzkiego biznesu turystycznego wcale nie pragną, by wrócił w Bieszczady turysta wędrowny z wielkim plecakiem i namiotem! Uchowaj Boże! On by przecież ich wszystkich wyśmiał już na samym wstępie! Kombinują zatem, jak by tu zachęcić tego "pobytowca", którego już mieli, raz albo dwa go wydudcyli cysto piknie do imyntu(*), a który wreszcie nie gapami karmiony puknął się w czoło i czmychnął im tam, gdzie ma lepszą, stabilniejszą pogodę, wygodniejszy i krótszy dojazd, lepsze warunki pobytu, mniej błotniste szlaki, mniej nasiąknięte wodą lasy, mniej zatrutą w jeziorze wodę, lepszą obsługę, w ogóle czyściej, smaczniej, taniej, a wygodniej. Można sobie z tego żartować, ale jak się dokładnie porówna realia, to on to ma tak po prawdzie poza Bieszczadami... wszędzie!
Żarło, żarło, nawet tłuste mleko zaczęło bydlątko dawać, ale... zdechło.
Dupa zimna!

Refleksja wcale nie wesoła: Czy za aktualny stan rzeczy winić sezonową inwazję ceperstwa, czyli przyjezdnych, zwanych ongiś turystami, wcześniej letnikami, a na samym początku po prostu gośćmi, czy też winne są tak modne tabuny ludzi "zakochanych bezgranicznie w Bieszczadach" którzy opanowali Bieszczady budując tam własne interesy? Moje zdanie jest takie, że winę za sposób korzystania ponosi głównie i zawsze ten, kto stwarza tego warunki... tyż zresztą w tym wypadku ceper!

(*) - Umyślnie to piszę koślawym, zakopiańskim slangiem.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Bieszczady - sierpień 2012

Postprzez TakiJeden » Pt, 17 sie 2012, 20:03

Turyście "wędrownemu z wielkim plecakiem i namiotem" rzeczywiście cały ten biznes wisi. No, może poza sklepami po wsiach, które pozwalają trochę ciężar tego plecaka zmniejszyć... Ale pomiędzy "wielkoplecakowcem" a "mydelniczkowcem" jest jeszcze turysta "średnioplecakowy", który bazuje po schroniskach i agroturystykach, przemieszczając się pomiędzy nimi na własnych nogach, a jak już jedzie, to autobusem lub stopem. Tym też systemem po Bieszczadach wędrować zdarzało się i mnie. Biwakowanie w polskich górach "na dziko" to już, niestety, "se ne vrati"... cywilizacja i ochrona przyrody...
TakiJeden
 
Posty: 1456
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Re: Bieszczady - sierpień 2012

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 17 sie 2012, 20:25

To ja Ci powiem, że średnioplecakowców to ja tam w ogóle nie widziałem.
Ani jednego!
Przez ponad cztery doby!
A raczej sporo się ruszałem, bo byliśmy dość "żartą" z braku lepszego zajęcia bandą i wiecznie czegoś potrzebowaliśmy...
Może powiem prawdę: trochę z nudów, ale łaziłem do sklepów wielokrotnie i to niezależnie od nasilenia deszczu.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Bieszczady - sierpień 2012

Postprzez TakiJeden » So, 18 sie 2012, 12:52

Zygmunt Skibicki napisał(a):To ja Ci powiem, że średnioplecakowców to ja tam w ogóle nie widziałem.
Ani jednego!
Przez ponad cztery doby!

Jedno z dwojga: albo ten gatunek turysty też wymiera, albo ich spłukało ;)
W końcu, jak piszesz, lało równo...
Trzecia możliwość -- kamuflowali się pod postacią "mydelniczkowców". Alternatywną dla wędrówki ciągłej techniką jest wszak system (tez go stosowałem, a podejrzewam że i tobie nie obcy): zabazować na kilka dni, robiąc pętelki, a po oblezieniu wszystkiego co się da, przebazować się gdzie indziej -- niekoniecznie piechotą.


NB. co do Bieszczadów, podejrzewam, że może dałoby się tam uciec od ceperstwa 1o. w głąb gniazda Tarnicy (kółeczko Ustrzyki- Ustrzyki czerwonym to ostatecznie łażenie od rana do wieczora, a i mniejsze, z Wołosatego, do dobre sześć godzin, a jeszcze jest Bukowe Berdo jakby troche bardziej od cywilizacji odsunięte -- oczywiście to nie te czasy kiedy biwakowałeś pod "Słoniem" a te całodzienne pętelki to propozycja dla "mydelniczkowców" właśnie, ale sądzę że dla standardowego cepra to jednak za daleko; 2o. pasmo graniczne od Rawki po Jasło, a a' konto tego ostatniego to są jeszcze Bieszczady po słowackiej stronie...*

NB2. Mój ostatni kontakt z Bieszczadami był 9 lat temu (i włóczyłem wtenczas ze sobą 9-letniego {wówczas} bratanka!), więc możliwe że moja wiedza z NB1. jest nieaktualna ... co by mi się baardzo nie podobało!

NB3. To może przy następnej okazji weź małego w Beskid Wyspowy? (inny odsyłacz) Jestem pewien, że wspinaczka na Luboń "Percią Borkowskiego" bardzo by mu się spodobała (a dziadek taternik i tata też...) :wink: .

---------------------
*Miałem z nimi niezbyt wielki, ale jednak kontakt...
Ostatnio edytowano Cz, 3 sty 2013, 21:06 przez TakiJeden, łącznie edytowano 2 razy
TakiJeden
 
Posty: 1456
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Re: Bieszczady - sierpień 2012

Postprzez TakiJeden » N, 19 sie 2012, 14:47

Zygmunt Skibicki napisał(a):Kupujemy też blade, ledwo okopcone oscypki...


Takie właśnie są najlepsze! (a oscypek w ogóle nie wędzony ale w stanie do wędzenia, tj. odpowiednio zasolony i obsuszony -- rewelacja! © Baca Staszek z Zębu; dziewięć lat temu pasący na Żydowskiem w Beskidzie Niskim)
TakiJeden
 
Posty: 1456
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Re: Bieszczady - sierpień 2012

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 19 sie 2012, 19:41

TakiJeden napisał(a):
Zygmunt Skibicki napisał(a):Kupujemy też blade, ledwo okopcone oscypki...


Takie właśnie są najlepsze! (a oscypek w ogóle nie wędzony ale w stanie do wędzenia, tj. odpowiednio zasolony i obsuszony -- rewelacja! © Baca Staszek z Zębu; dziewięć lat temu pasący na Żydowskiem w Beskidzie Niskim)

To chyba jednak kwestia osobistego smaku...
Ja i Kuba wolimy te dobrze uwędzone.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź


Powrót do Opowieści, plany, uzgodnienia, relacje...

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość