Jak się do tego zabrać?

Dowolna forma wędrownego wypoczynku czynnego z dziećmi: co, jak, dlaczego?

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Jak się do tego zabrać?

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 6 lis 2010, 00:18

Dwa fragmenty z STG:

Z małym dzieckiem.

Małe dziecko wcale nie uniemożliwia wycieczek górskich. Ono tylko określa konkretne ograniczenia co do tras, czasu wycieczki oraz zwiększa ryzyko w przypadku załamania pogody. Wbrew powszechnym przekonaniom łatwiej zabezpieczyć dziecko w przedziale wiekowym jeden do trzech lat niż dziecko starsze aż do sześciu, siedmiu lat. Dzieci do skończenia jednego roku życia lepiej zabierać w wózku na dłuższe spacery po terenach co najwyżej podgórskich.
Małe dziecko nie jest w stanie samo chodzić po stromych szlakach. Należy więc je nosić. W żadnym wypadku nie nadają się do tego nosiłki przednie albo nabiodrowe. Ograniczają pole widzenia i bardzo łatwo można się potknąć. Noszenie dziecka w góry na ręku jest szaleństwem. Szczególnie niebezpieczne jest noszenie na ramionach. Nawet silny mężczyzna z malcem na ramionach idzie niezbyt pewnie. Te kilka kilogramów umieszczone bardzo wysoko znacznie podnosi punkt ciężkości i utrudnia zachowanie równowagi. Szlaki wymagające chwytania się rękoma są z dzieckiem na ramionach w ogóle nieosiągalne.
Na spacerze w parku tych trudności nie widać, ale na stromych, kamienistych ścieżkach tak. W wypadku potknięcia się malec jest dużo bardziej zagrożony od tragarza . Natomiast na wypadek załamania pogody dłuższe niesienie unieruchomionego, a więc marznącego dziecka, prawie zawsze kończy się poważnym przeziębieniem. Bieg z dzieckiem na ramionach na dłuższym dystansie jest praktycznie niemożliwy nawet po ulicy a co dopiero po górskim szlaku.
Stosunkowo bezpiecznie nosi się małe dziecko w nosiłkach na plecach. Niestety zwykłe nosiłki plecowe mają podstawową wadę: przy silnym potknięciu maluch może wyskoczyć nam zza pleców i nie ma możliwości uchronienia go przed poważnym upadkiem.
Specjalistyczne sklepy górskie oferują odpowiednie nosiłki z mocnymi zapięciami na ramionach malca. Konstrukcja jest bardzo przemyślana – bąbel nie jest w stanie sam ich odpiąć. Dodatkowo pod siedzeniem dziecka jest dość obszerna komora na cały bagaż związany z ubraniem dziecka na wycieczkę. Niestety niczym innym nie da się takich nosiłek zastąpić. Skoro jednak mamy taki kaprys, by tak małego dzieciaka ciągać po górach, musimy go należycie zabezpieczyć.
Twierdzenie, że zabiera się dwuletnie dziecko w góry dla jego dobra jest zwykłym kłamstwem. Dziecku w tym wieku lepiej na zdrowie wyjdzie jeden lub dwa spacery dziennie i dłuższa zabawa na powietrzu, choćby w piaskownicy niż kilkugodzinne bujanie się na plecach rodzica. Mówmy szczerze. To my chcemy iść w góry, a nie mając co zrobić z malcem, taszczymy go nie pytając o zdanie.
Bezwzględnie konieczna jest obecność jeszcze jednej dorosłej osoby na takiej wycieczce. Małe dziecko wymaga jeśli nie ciągłego, to bardzo częstego kontaktu wzrokowego. Poza tym ktoś musi nieść bagaż osób dorosłych. Zwykle, jeśli na wycieczkę idzie małżeństwo z małym dzieckiem, malucha niesie kobieta a spory plecak taszczy mężczyzna. Wynika to z rozkładu ciężarów. Plecak z bagażem dwóch osób dorosłych i prowiantem dla całej trójki jest sporo cięższy od nosiłek z dzieckiem.
Należy pamiętać, że w przeciwieństwie do osób idących, malec siedząc w nosiłkach nie będzie rozgrzewał się w ruchu. Musi więc być bardzo dobrze zabezpieczony przed zimnem i wiatrem. Nosiłki dziecięce do wycieczek górskich posiadają zwykle w komplecie obszerną opończę pozwalającą całkowicie osłonić dziecko wraz z nóżkami przed wiatrem i deszczem, ale koniecznie trzeba zabrać ze sobą odpowiednią ilość pieluch i ciepłej odzieży.
Samo przewijanie dziecka musi być dokonywane bardzo szybko i sprawnie. Przy silnym wietrze tych kilka chwil potrafi znacznie wyziębić malca.
Dziecko w nosiłkach pozostaje długo w tej samej pozycji. Jego nóżki zwykle luźno zwisają w silnym rozkroku. W takiej pozycji kończyny zwykle cierpną a więc koniecznie trzeba robić częściej i dłuższe przerwy w marszu niż na normalnej wycieczce. W czasie takich przerw trzeba koniecznie zająć czymś małego turystę. Zwykle czasy pokonywania analogicznych odcinków są niemal dwukrotnie dłuższe.
Prowiant dla małego dziecka na wycieczkę górską nie powinien odbiegać od jego normalnej diety. Pokarmy płynne powinny być zabierane w kilku małych termosach. Duże termosy zwykle nie gwarantują odpowiedniej ciepłoty dla ostatnich porcji. Najpóźniej na dzień przed wycieczką trzeba koniecznie zrobić próbę termosu. Wystarczy termos napełnić pokarmem rano, postawić go na stole i w odpowiednich momentach karmić dziecko porcjami aż do momentu, gdy pokarm będzie zbyt chłodny. Daje to wystarczającą miarę maksymalnego czasu trwania wycieczki. W każdym bądź razie stanowczo odradzam wycieczki całodzienne.
Trasy należy wybierać co najwyżej do końców dolnych partii dolin. Pchanie się na skalne odcinki jest już igraniem z losem. Każdy skręt ciała na takiej trasie grozi uderzeniem główką dziecka o skały. Każde obsunięcie się nogi przy zejściu, kończące się zwykle bolesnym, ale rzadko groźnym, twardym siadem grozi w takiej sytuacji połamaniem nóżek dziecka.

Dziecko na górskiej wędrówce.

Sześcioletnie, zdrowe dziecko może bez większych problemów towarzyszyć dorosłym w górskich wędrówkach. Jeśli malec chętnie chodzi na całodzienne wypady poza miasto, można przypuszczać że będzie zadowolony z kilkudniowej górskiej eskapady.
Wykluczam sytuację zabierania w góry dziecka, które nie miewa ochoty na długie piesze wycieczki i wyraża to jednoznacznie. Mały człowiek w tym wieku potrafi już zdecydowanie określić swoje preferencje. Narzucanie mu swojej woli, w tak zasadniczych dla dziecka sprawach jak sposób spędzania wolnego czasu, doprowadza do powstania i silnego utrwalenia pozycji zbuntowanej w stosunku do dorosłych. Niezawodnie prowadzi to do głębokiego konfliktu pokoleń. W opisywanym tu przypadku, wina tego konfliktu leżałaby wyłącznie po stronie opiekunów.
Nastolatek od wczesnego dzieciństwa tyranizowany wolą rodziców zrobi wszystko by uniknąć urlopu z nimi. Zmuszany, będzie się „urywał” przy każdej okazji a „uwiązany” z pewnością zatruje urlop ciągłymi wyrazami niezadowolenia.
Choroby górskie nie przenoszą się drogą płciową i nie wypija się ich z mlekiem matki.
Celem godnym dużych wyrzeczeń jest sytuacja, w której maturzysta sam zaproponuje rodzicom wspólny wyjazd na kilka dni, niekoniecznie w góry zresztą.
Planowanie.
Planując wędrówkę górską z dzieckiem trzeba przygotować się do tego bardzo solidnie. Zacząć trzeba od wizyty u lekarza. Gruntowne przebadanie malca ma na celu ewentualne wykrycie przeciwwskazań, które w normalnych warunkach jego życia są niezauważalne. Lekarz zatem koniecznie musi wiedzieć czemu te badania mają służyć. Nie radzę lekceważyć negatywnej opinii lekarskiej.
Najczęściej doktor zaleca łatwą i tanią kurację wzmacniającą odporność organizmu dziecka. Trudno się temu dziwić. Narazimy przecież dziecko na chłód, wiatr, deszcz i wszechobecną pod namiotem, wyziębiającą wilgoć.
Małemu turyście potrzebne jest w górach silne wsparcie ze strony opiekunów. Sześciolatek na szlaku wymaga pomocy dwóch naprawdę silnych osób. Prawie całe wyposażenie dziecka jako dodatkowy ciężar spada na plecy jego towarzyszy. Rzadko kiedy wystarczą do tego sami rodzice. Zwykle potrzeba dwóch dorosłych mężczyzn. Dopiero dwunastolatkowi wystarczy jeden dorosły towarzysz. Wtedy przestaje on być już turystycznym dzieckiem i można traktować go dokładnie tak jak dorosłą osobę.
Trasy dzienne dla wędrówek z dziećmi powinny być o około jedną trzecią krótsze niż dla dorosłych. Harmonogram całej wyprawy na etapie planowania powinien zakładać co drugi dzień odpoczynkowy. Dziewięciolatki dobrze znoszą dwa dni wędrówki i jeden dzień odpoczynku. Oczywiście, w czasie realizacji wyprawy te przerwy będą się układały zupełnie inaczej niż w fazie planowania, ale nie można wykluczyć dwudniowych przerw.
Dziewcząt lepiej nie zabierać na górskie wędrówki z namiotem w roku, w którym ich fizjologia nieuchronnie zbliża się do okresu kobiecości, albo właśnie przekroczyła tą magiczną granicę.
Odzież.
Wszystkie wskazania z rozdziału „W góry z namiotem” są aktualne. Tu zamieszczam tylko dodatkowe uwagi związane z obecnością dziecka na szlaku.
Młody turysta potrzebuje na szlaku takiego samego wyposażenia jak jego dorośli opiekunowie. Z odzieżą zazwyczaj nie ma kłopotu. Według znanych już zasad łatwo skompletować ciuchy dla malucha. Polecenia godne jest zabranie dla dziecka dodatkowo możliwie lekkich kaloszy. Ograniczy to kłopoty związane z wiecznie mokrymi nogami na biwaku.
Namiot.
Wybór namiotu jest tylko trochę kłopotliwy. Dla dwóch dorosłych i jednego dziecka masztowa „dwójka” bywa za mała a „trójka” za duża i za ciężka. Dobrym i rozsądnym rozwiązaniem są „beczkowe” namioty dwuosobowe z obustronnymi absydami. W takim namiocie śpi się w poprzek a tylna absyda jest wystarczająco duża na bagaż i posłanie dziecka. Obszerna przednia absyda doskonale zwiększa przestrzeń życiową w czasie niepogody. Ponieważ namioty te nie mają w środku masztów, mogą dobrze służyć nawet trzem dorosłym osobom, chociaż są znacznie mniejsze i lżejsze od regularnych beczkowych „trójek”. Na wędrówki z dzieckiem stanowczo odradzam namioty jedno powłokowe.
Mądrze wybierając namiot można nie tylko zaoszczędzić sporo pieniędzy, ale jeszcze poważnie ograniczyć ciężar plecaków.
Problemy zaczynają się przy dobieraniu śpiwora. Niestety, małe dziecięce śpiwory są jedynie odrobinę tańsze niż modele dla dorosłych. Kompromisem jest kupienie śpiwora młodzieżowego, czyli trochę na wyrost. Wystarczy na kilka lat. Później trzeba go będzie wymienić na większy. Wystarczy śpiwór anilanowy. Tylko zamiast pidżamy warto zabrać dla dziecka dodatkowo normalny dres i grube skarpety.
Karimatę dla dziecka kupujemy normalną i stanowczo ją skracamy. Lepiej jej nie zwężać.
Kuchenka.
Wystarczy jednopalnikowa ale odradzam kocher. Zużycie paliwa do każdej kuchenki wychodzi proporcjonalnie większe – kolejny, choć mały uczestnik na wyprawie to też człowiek i jeść musi. Trzeba więc liczyć je tak jak dla trzech dorosłych osób.
Popularne menażki harcerskie są dla trzech osób za małe. Potrzebne będą nieco większe, ale w dalszym ciągu dwie. Stąd wynika uwaga o nieprzydatności kochera, którego menażki mają wielkość standardową i większych nie można zastosować.
Dobrze jest zabrać plastikowe miseczki do jedzenia. Powinny mieć szerokie dno i możliwie strome ścianki. Plastikowe sztućce są świetne bo nie parzą rąk. Odradzam „jednorazówki”. Najlepsze są lekkie metalowe sztućce z plastikowymi uchwytami.
Kubek dla dziecka powinien długo trzymać ciepło zatem warto kupić dość drogi - tak zwany termosowy z pokrywką wyposażoną w szczelinę do picia.
Prowiant.
Dobieramy go niemal identycznie jak dla dorosłych. Warto zwiększyć ilość warzyw. Wystarczy dodawać trochę więcej suszu warzywnego do zup. Koniecznie trzeba podawać dzieciom dużo owoców przy każdej okazji zakupów. Mniej istotne są witaminy, te można na kilka dni zastąpić pastylkami, ale niezmiernie ważne dla młodego organizmu są substancje włókniste zawarte w owocach i warzywach.
Opłaca się zabierać mleko w proszku w wersji instant. Chodzi o unikanie gotowania. Takie mleko wystarczy w kubku zalać lekko ostudzonym wrzątkiem i po zamieszaniu jest natychmiast gotowe. Jeśli do kubka z mlekiem instant dodamy łyżkę super błyskawicznego, nie wymagającego gotowania ryżu, to w kilka minut uzyskamy bardzo pożywny posiłek śniadaniowy. Takie śniadanie jest ze wszech miar godne polecenia także dla osób dorosłych. Poranne rozgrzanie żołądka dobrze robi każdemu – zwłaszcza po zimnej nocy w namiocie. Niezaprzeczalnym plusem śniadań ryżowo mlecznych jest zmniejszenie ilości kłopotliwego w plecaku chleba. Od czasu pierwszych wędrówek z moim małym synem sam doceniam zalety takich śniadań.
Plecak dla dziecka.
Turystyczny brzdąc powinien mieć swój własny plecaczek. Nieważne, że prawie wszystko tarmoszą za niego dorośli. On powinien zawsze nosić coś ze wspólnego wyposażenia – na przykład menażki, kubki, sztućce i warzywa oraz swoją kurtkę i tenisówki. Ma to fundamentalne znaczenie dla jego poczucia wartości w zespole. Trudno przecenić ten walor wychowawczy dla kształtującej się osobowości dziecka.
Kiedy towarzysze dziecka „zdychają” pod garbami na podejściu, on sam też powinien lekko się spocić. Jeśli zauważymy, że latorośl „męczy się” bo my idziemy za wolno dla jego możliwości – dodatkowa konserwa w jego plecaku będzie najlepszym regulatorem nastroju. Nie ma obaw, nic mu nie będzie. Za to przy gotowaniu obiadu z dumą wyjmie ze swojego plecaka menażki, warzywa czy cokolwiek innego z ogólnego bagażu. To będzie jego niezaprzeczalny wkład we wspólną wyprawę. Zaręczam – to zawsze poprawia nastrój w zespole.
Dziecko wyposażamy w najmniejszy z plecaków wycieczkowych lub kupiony właśnie plecak do szkoły. Nie musimy uzbrajać tego plecaczka w pasy biodrowe i dodatkowe przeloty. Ciężar bagażu sześcioletniego dziecka powinien oscylować w okolicach dwóch kilogramów i oczywiście z każdym rokiem wzrastać. Skrupulatna obserwacja malca na szlaku pozwala rozsądnie regulować obciążenie.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 9 lis 2010, 17:53

kawika napisał(a):Na tym etapie planowania wszystko się zmienia co 5 minut, w tej chwili ekipa się rozpadła i wyjazd stoi pod znakiem zapytania


Na takie problemy to ja nic nie poradzę poza... cytatem. Ten akurat jest żywcem wzięty z STG od strony 279-tej:

w STG napisał(a):Planowanie.
Podstawowa decyzja dotyczy określenia wielkości grupy wędrującej. Można pójść samemu, w dwójkę albo w grupie liczniejszej. Dopiero po ostatecznym rozwiązaniu tego problemu można zająć się ustaleniami dotyczącymi trasy i terminami wyprawy. Zwykle ten cykl decyzji musi być kilkakrotnie powtórzony zanim ostatecznie ustalimy: z kim? kiedy? i dokąd pojedziemy?
Zawsze należy jednak najpierw ustalić z kim chcemy wędrować. Wszystko inne jest pochodną tej decyzji.
Samotna, jednoosobowa wędrówka uniezależnia nas od czegokolwiek i kogokolwiek, ale wymaga niesienia wszystkiego na własnych plecach. Poza siłą fizyczną trzeba jeszcze dysponować dużą odpornością psychiczną. Nie każdy dobrze znosi samotne przebywanie w wielkich przestrzeniach. Człowiek jest jednak stworzeniem stadnym i czasem chciałby pogadać. Znam naprawdę dużo doświadczonych górołazów, którzy tylko raz w życiu poszli na samotną wędrówkę i nigdy nie powtarzali tego eksperymentu. Ze względów bezpieczeństwa trzeba na samotną wędrówkę koniecznie zabrać ze sobą telefon komórkowy.
Wybierając się w dwójkę obniżamy znacznie średni ciężar plecaka. Namiot, kuchenka z menażkami i paliwem, ciężki nóż, aparat fotograficzny i wiele innych drobiazgów rozkładają się wtedy na dwie osoby. Jeśli jednak partner lub partnerka dysponuje znacznie mniejszą wydolnością, nasz plecak może okazać się sporo cięższy niż przy samotnej wędrówce. Dwuosobowa eskapada umożliwia jednak awaryjne zejście w doliny po prowiant. Można wtedy zostawić towarzysza w namiocie gdzieś w górach i w pojedynkę zejść po zakupy. To wielkie ułatwienie.
Grupy większe, mimo swoich licznych wad związanych z koniecznością uwzględnienia różnorodnych pomysłów i gaszeniem wynikających z tego nieporozumień, posiadają sporo zalet. Do najważniejszych należy większe bezpieczeństwo w wypadku czyjejś kontuzji lub choćby chwilowej niedyspozycji. Można na przykład poważnie odciążyć plecak osłabionej osoby, przepakować jego rzeczy do kilku innych plecaków i w ten sposób umożliwić mu dalszą wędrówkę. Zejścia po zakupy można robić parami a nie jednoosobowo, co zawsze jest związane z pewnym ryzykiem.
Krótkie wypady w okolice biwaku można robić pozostawiając przy rozbitych namiotach kogoś pilnującego. W niektórych okolicach ma to istotne znaczenie. Poza tym w licznej grupie zawsze znajdzie się ktoś, kto akurat tego dnia nie ma ochoty na wędrówkę czy choćby spacer. Grupy liczniejsze niż sześć osób mają jednak zawsze zdecydowanie dużo więcej wad niż zalet.
Tworząc większą grupę wędrowną należy zawsze przewidzieć możliwość jej rozłączenia się na trasie. Najbezpieczniej jest zakładać od początku nierozerwalność zespołów związanych z każdym namiotem i kompletować sprzęt tak, aby w każdej chwili każdy zespół namiotowy mógł odłączyć się od pozostałych. Nie musi to być związane z nieporozumieniami pomiędzy uczestnikami całej grupy, choć nie wolno lekkomyślnie zakładać całkowitej i codziennej zgodności wszystkich.
Najczęściej takie rozdzielenie grupy następuje z powodu czyjejś chwilowej niedyspozycji. Lepiej jest pozostawić jeden zespół namiotowy na jeszcze jeden dzień odpoczynku na zajmowanym biwaku niż zmuszać ich do marszu przy ich niedyspozycji, bądź tylko niechęci. Trudno jest także zatrzymywać całą liczną grupę z powodu jednego zespołu. Jeśli zespoły namiotowe będą w pełni samowystarczalne sprzętowo, mogą następnego lub po kilku dniach dołączyć do grupy. Zespół pozostający musi mieć dobrą mapę. Najlepiej zagwarantować sobie łączność telefoniczną zespołu z resztą grupy.
Częstym powodem takich nieprzewidywalnych zatrzymań na trasie są przypadłości fizjologiczne kobiet. W warunkach zwielokrotnionego wysiłku w sytuacjach nietypowego bo wędrownego trybu życia i odmiennego sposobu odżywiania się, nadzwyczaj często łamią się kalendarze cyklicznych zjawisk fizjologicznych. Nie należy żądać powiadamiania innych uczestników wędrówki o powstaniu takich kłopotów.
Nie żądajmy więc od pań szczegółowego uzasadniania niechęci do wędrówki pod plecakiem akurat tego dnia. W takim wypadku najlepiej jest pozostawić dziewczynę wraz z towarzyszącą jej osobą na miejscu. I tak będzie miała w warunkach biwaku masę kłopotów z zabiegami higienicznymi, których w czasie znojnego marszu nie będzie mogła w ogóle wykonać.
Organizator wędrówki po górach musi być świadomy zwielokrotnienia problemów związanych z licznością całego zespołu. Najważniejszą sprawą na takiej eskapadzie jest w drugiej kolejności, zaraz za bezpieczeństwem – zadowolenie każdego z uczestników. Naprawdę mniej istotne jest stu procentowe zrealizowanie całej zaplanowanej trasy. Zawsze dużo ważniejsze jest takie wędrowanie, aby wszyscy uczestnicy mieli po powrocie do domu ochotę na planowanie następnej wspólnej wędrówki . Opłaca się więc przewidzenie możliwości zakończenia wyprawy w każdym miejscu jej kolejnych etapów.
Nie należy planować wędrówki każdego dnia. Przynajmniej co czwarty dzień powinien być zaplanowany jako pobyt na biwaku. Pierwszy dzień odpoczynkowy powinien nastąpić już po dwóch dniach wędrówki.
Najdalej po trzech dniach tarmoszenia ciężkich plecaków warto dobrze odpocząć, poopalać się i tak dalej. Trzeba kiedyś wyprać przepoconą odzież i ją wysuszyć. Od mądrego regulowania wysiłku i odpoczynków zależy atmosfera wyprawy. To właśnie nadmierne forsowanie wysiłku jest najczęściej powodem niesnasek w grupie.
Takie dni odpoczynkowe należy zaplanować, ale nie można sztywno trzymać się ich grafika. Cała mądrość planowania wędrówki polega na elastycznym, zależnym od nastrojów uczestników i warunków pogodowych, podejściu do harmonogramu. Trudno liczyć na zadowolenie wędrowców jeśli z grafika wypadnie nam dzień odpoczynkowy w czasie ulewy a następnego, pogodnego dnia zamiast wyprać i wysuszyć wszystkie graty, będą musieli mordować się pod plecakami.
Nic mądrzejszego nie da się wymyśleć po kilku dniach ulewy jak kolejny dzień na tym samym biwaku. Co najwyżej można takiego dnia wysłać kogoś na dół po zakupy, zrobić krótki wypad „na lekko” do okolicznych, atrakcyjnych miejsc. Tak to już jest z wędrowaniem – po deszczowym dniu trzeba poświęcić jeszcze jeden dzień pogody na odpoczynek.
Podobnie jak na wcześniejszych etapach kariery turystyki górskiej najlepiej jest rozpoczynać od wspólnych wypadów z kimś doświadczonym, komu można powierzyć zarówno planowanie jak i kierowanie podczas realizacji.


A jeśli by to miało być od schroniska do schroniska, to planowanie jest dokładnie takie same plus odpowiednio wczesne zarezerwowanie noclegów i przedpłaty(*). Tylko potem "garby" do targania są znacznie lżejsze, ale za to etapy bardzo dokładnie wymuszone. Nic za darmo na tym łez padole...!

(*) - patrz STG str. 219 i dalsze.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 9 lis 2010, 23:47

Tomasz Adamski napisał(a):Nie mów im tylko o samych zagrożeniach, na razie bo się wystraszą jeszcze czy co. Mów o tym co pięknego może się wydażyć.

I tu się zasadniczo różnimy w poglądach...
Kolejny cytat z STG, co prawda dotyczący rajdów turystycznych, ale w aspekcie oczekiwania dobrych wspomnień po wyprawie bez wzajemnych pretensji pełna wiedzy o możliwych trudnościach na szlaku jest niezbędna każdemu uczestnikowi każdej wyprawy, nie tylko górskiej. Zwracam szczególną uwagę na wytłuszczony fragment końcowy.
Organizowanie grupy rajdowej.
Jeśli wpadniemy na pomysł wybrania się wraz ze znajomymi na rajd górski, musimy zdać sobie sprawę, że w tym momencie stajemy się samozwańczo organizatorem grupy. To duża odpowiedzialność przed całą grupą i trzeba to dobrze rozważyć. Gdy mamy wątpliwości co do naszego doświadczenia górskiego, lepiej jest zapewnić sobie kogoś doświadczonego, kto poprowadzi grupę na trasie – może organizator rajdu? Samo uczestnictwo i przygotowanie do rajdu może załatwić niemal każdy nowicjusz korzystając skrupulatnie z tego poradnika.
Zebranie informacji podstawowych. Koniecznie trzeba nawiązać kontakt z organizatorem rajdu i dokładnie wypytać o:
- plany poszczególnych tras,
- szczegóły dotyczące długości poszczególnych etapów, ich deniwelacji a najlepiej także dzienne czasy przejścia,
- harmonogram tras,
- standard miejsc noclegowych,
- możliwości gastronomiczne poszczególnych miejsc noclegowych,
- możliwości aprowizacyjne na poszczególnych etapach,
- czy organizator zapewnia osobę prowadzącą grupy na poszczególnych trasach.
Te informacje pozwolą „przymierzyć się” do problemu. Na etapie tej przymiarki popełnia się najwięcej błędów. Każda grupa ludzi ma jakąś swoją maksymalną wydolność, której przekraczać nie wolno jeśli robimy to dla przyjemności. Ta wydolność jest definiowana przez najmniej wydolnego uczestnika.
Oczywiście, można z góry założyć określoną trasę i stworzyć zespół do jej przejścia, ale wtedy mamy do czynienia z zadaniem o charakterze sportowym a nie przyjemnościowym. Sposoby realizacji celów sportowych w górach są domeną wąskiej grupy zawodowców. Nas interesuje turystyka wyłącznie dla przyjemności.
Wybór trasy. Zakładam, że przyjmujemy wariant: mamy określoną grupę przyjaciół i trzeba wybrać interesującą nas trasę rajdu.
Po pierwsze trzeba wybrać długość trasy a więc – ile dni przeznaczamy na uczestnictwo. Zależy to w pierwszej kolejności od możliwości uzyskania zwolnień od podstawowych obowiązków wszystkich uczestników. To pozwoli nam wyeliminować z pełnej oferty organizatorów trasy za długie jak na nasze możliwości. Jeśli zaniedbamy ten element decyzji – sami wyeliminujemy niektórych przyjaciół.
Następnie trzeba zdecydować jaka forsowność nam odpowiada czyli - ile godzin maksymalnie chcemy wędrować każdego dnia. Eliminujemy w ten sposób trasy zbyt męczące jak na nasze zamiłowania i możliwości oraz te, które nie dadzą nam oczekiwanej satysfakcji.
Dla podjęcia rozsądnej decyzji musimy więc wiedzieć coś konkretnego o wydolności najsłabszych uczestników naszej grupy. Przecenianie sił kończy się zawsze złymi wspomnieniami z rajdu .
Na kolejny etap decyzyjny ma wpływ standard noclegów. To jest bardzo ważna sprawa. Musimy wiedzieć – czy każdy uczestnik posiada lub może pożyczyć odpowiedni śpiwór i karimatę? Wiosenny nocleg w stodole bez śpiwora zwykle kończy się co najmniej długotrwałym katarem. Jeśli złapie nocny przymrozek – ciężkie przeziębienie będzie szczęśliwym zakończeniem podjętej tu błędnej decyzji.
Musimy jakoś zapewnić posiłki całej grupie. Jeśli miejsca noclegów nie gwarantują gorących posiłków, trzeba nosić cały sprzęt kuchenny, menażki i prowiant. To bardzo komplikuje organizację grupy i znacznie podnosi wielkość i wagę noszonych plecaków. Może się okazać, że niezbyt męczące trasy będą za trudne do pokonania ze znacznie cięższymi bagażami.
Na koniec musimy uwzględnić możliwości zakupu żywności na poszczególnych etapach. Nie ma powodu żeby zabierać ze sobą prowiant na cały czas trwania rajdu, ale też nie można absolutnie liczyć na codzienne zakupy tego co nam trzeba. Sklepy w małych osadach nawet poza sezonem są zwykle zupełnie dobrze zaopatrzone, ale można nadziać się na przerwę w ich pracy na przykład od 800 do 1630. Te sklepy dostosowują się do potrzeb ludzi miejscowych a nie naszych. Jeśli dotrzemy do takiego sklepu o godzinie dziewiątej, to - zdrowia życzę!
Jeśli organizatorzy rajdu nie zapewniają pilota naszej trasy musimy sami znaleźć odpowiedniego człowieka, który będzie nas prowadził. To bardzo poważna funkcja i nie radzę lekceważyć problemu.
Mało doświadczeni turyści zwykle nie zdają sobie sprawy jak inaczej wyglądają góry wiosną w porównaniu z latem. Kiedy na nizinach zieleni się piękna wiosenna trawa, w górach zalega jeszcze gruba warstwa śniegu. Czasami letnie oznakowanie szlaków jest zupełnie niewidoczne. Spora część znaków szlakowych malowana jest na kamieniach wystających z ziemi. Jak je zobaczyć spod śniegu? Wiosenna śnieżyca w górach jest stokroć bardziej niebezpieczna niż letnia burza z piorunami.
Jak na obłym grzbiecie odnaleźć drogę w zadymce śnieżnej, gdy widoczność spada do kilku metrów a wszyscy trzęsiemy się z zimna? Jeśli ktoś tego nie zaznał to przywołuję z własnej pamięci: „czułem się jakbym z głową wsadzoną do mlecznego klosza siedział w zamrażarce wraz z pracującą dmuchawą”.
Każdy organizator grupy rajdowej sam bierze moralną odpowiedzialność za poprowadzenie jej na trasie. Jeśli mamy wątpliwości co do swych umiejętności i doświadczenia – znajdźmy pilota. Zwykle jakiś zapaleniec górski znajdzie się i odpowiednio zachęcony , zrobi to bez żadnych gratyfikacji.
Dopiero, gdy wszyscy uczestnicy naszej grupy zaakceptują decyzje tutaj podjęte, możemy mówić o zawiązaniu się grupy rajdowej.
Przestrzegam przed podejmowaniem decyzji w sposób autokratyczny. Na wiosennym rajdzie może być cudownie, ale zdarzają się ciężkie chwile. W czasie kilku dni rajdu co najmniej jeden dzień ciężki jest regułą. Cóż, taki mamy klimat.
Nie bierzcie na siebie odpowiedzialności za czyjeś niezadowolenie. Każdy problem jest łatwiejszy do przeżycia w zgodzie i przyjaźni, ale mało kto daruje nam ciężkie chwile, o nadejściu których nie miał pojęcia a sam nie decydował o podejmowanym stopniu ryzyka.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez TakiJeden » Śr, 10 lis 2010, 16:22

@Zygmunt:
Dla bezpieczeństwa wypraw lepiej jest założyć, że warunki będą gorsze niż w rzeczywistości, niż nieprzygotowanemu wystawić się na warunki rzeczywiście trudne, ale wydaje mi się że twoje opinie mają czasem trochę tatrzańskiego lub wyrypiarskiego skrzywienia.
Tymczasem ludzie bez górskiego doświadczenia i w dodatku ciągnący ze sobą dzieci w żadnym wypadku nie powinni się pchać w górne partie Wysokich Tatr albo na wyrypę bezdrożami. I raczej powinni unikać wycieczek w góry wczesną wiosną. Na to przyjdzie czas gdy zdobędą doświadczenie "szlakowe", w górach "łagodniejszych" i w przyjaźniejszej porze roku.

Ale w górach umiarkowanej wysokości i dzikości, na znakowanych szlakach większość czynników ryzyka właściwych górom wysokim, albo bardzo dzikim, zwłaszcza w sezonie letnim odpada. Z kolei w górach omijanych przez "owczy pęd" bezmyślnych turystoidów na ogół nie ma trudności ze znalezieniem noclegu, ew. w dzisiejszych internetowych czasach należy przed wyjazdem przejrzeć parę stron dotyczących okolic w które się wybieramy i spisać sobie z nich nieco numerów telefonów. W pozatatrzańskich schroniskach rzadko zdarza się latem brak miejsc, większość pasm sudeckich czy beskidzkich nie stwarza okazji do wędrówki szczytami, bez schodzenia w doliny, dłuższej niż trzydniowa, a nasycenie wsi w atrakcyjnych okolicach kwaterami agroturystycznymi jest w tej chwili takie, że podaż jest większa od popytu. Tak więc zaprojektowanie trasy dla grupy początkujących z dziećmi jeśli pamięta się o ograniczeniach co do możliwości uczestników w takich stronach jak górskie otoczenie Kotliny Kłodzkiej nie powinno być czymś bardzo trudnym.

"Kawice" i jej przyjaciołom (zakładając że ich plany dojdą do skutku), należałoby w tej sytuacji ewentualnie wyperswadować Góry Bialskie, jako zbyt odległe od cywilizacji, oraz ostrzec przed pchaniem się na kopułę szczytową Śnieżnika przed końcem maja, ponadto, ze względu na udział dzieci odradzić zbyt ambitne planowanie tras. Ale nie wydaje mi się by plany "Kawiki" dotyczyły długiego weekendu majowego. Raczej letnich wakacji. Ona zresztą wzięła sobie nasze opinie pod uwagę i przeprojektowała trasę, jak mi się wydaje, rozsądnie. Jeśli jej przyjaciele dysponują w KK jakąś bazą, tym lepiej. Z mojego doświadczenia z tą okolicą wynika, że głównym problemem dla turysty jest tam bardzo chudy stan komunikacji publicznej, zszedłszy wieczorem z gór trudno liczyć tam na jakikolwiek autobus, ale może przez ostatnich kilka lat coś się tam zmieniło?
TakiJeden
 
Posty: 1456
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Postprzez Tomasz Adamski » Cz, 11 lis 2010, 23:32

Zygmunt Skibicki napisał(a):I tu się zasadniczo różnimy w poglądach...


No pewnie Zygmuncie (chociaż może nie tak "zasadniczo"). Inaczej nie byłoby dyskusji. Gwoli wyjaśnienia: chodzi mi o to, by wszelkich ustaleń nie zaczynać od omówienia ewentualnych trudności. Te dają się przeważnie łatwiej rozwiązać gdy już wszyscy są przekonani o powodzeniu wyprawy.
kawika - czytaj, pytaj. Chcielibyśmy poczytać relację o tej wycieczce.
Tomasz Adamski
 
Posty: 106
Dołączył(a): Pt, 11 wrz 2009, 17:08
Lokalizacja: Ruda Śląska


Powrót do Wędrówki z dziećmi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość