Spływ z dzieckiem.

czyli mokra robota z ofiarami... zadowolonymi

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Spływ z dzieckiem.

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 6 lis 2010, 00:11

Ten pokój został założony stosunkowo późno, więc zamieszczam tu tekst wzięty żywcem z STK. Tak... na początek.

Dziecko na spływie wielodniowym
Tylko pozornie jest to drobny problem. Dziecko im mniejsze, tym wymaga więcej troski. Zwykle robi się to w ten sposób, że obydwoje z rodziców zabierają malca do dwuosobowego kajaka. Tata wiosłuje, a mama siedzi z przodu i trzyma przytulonego brzdąca. Zdolność manewrowa takiego kajaka jest mocno ograniczona i każda przeszkoda wymaga maksymalnej koncentracji. Ewentualna wywrotka jest przecież zwykle klęską całej eskapady.
Jakby na to nie patrzeć malec w kajaku to poważne jego dociążenie, albo... ograniczenie ciężaru bagażu. Jak to jednak zrobić gdy dziecko wymaga niewspółmiernie lepszego zabezpieczenia przed kaprysami aury niż dorośli? Moim zdaniem jest na to tylko jedna rada. Trzeba wybrać możliwie duży kajak – ideałem byłby kajak trzyosobowy – załadować go potrzebnym sprzętem i wybieranie tylko mniej karkołomnych odcinków dróg wodnych. Ryzyko będzie i tak spore, ale najczęściej wystarcza spore jego ograniczenie. Przecież do diabła, nie każdy kajak musi na każdym spływie fikać kozła. No tak... ale może. Każdy rodzic musi to bardzo poważnie przemyśleć sam, a i zasięgnięcie rady nie zawadzi.
Kiedy dzieciak ma sześć, siedem lat, nie ma sensu zabierać go jako trzeciego do kajaka. Razem byłoby to potężne przeciążenie łódki, którego nie da się już zmniejszyć przez kombinacje z ograniczeniem sprzętu.
Zwykle, na takie spływy rodzina trzyosobowa zabiera dwa kajaki. Mama płynie z dzieckiem, a tata obsługuje „wagon towarowy” tej eskapady. Równie dobre jest rozwiązanie odwrotne. Wszystko zależy od indywidualnych umiejętności i kondycji każdego z rodziców.
Trzyosobowa rodzina nie zadowoli się na biwaku dwuosobowym namiotem. Potrzebna im będzie regularna „trójka” i to najlepiej ze sporym tropikiem wysuniętym poza sypialnię. Dodatkowy materac i śpiwór dla malca, jego ciuchy z założeniem, że nie powinien on chodzić w mokrym ubraniu, sporo więcej prowiantu i dodatkowy zapas wody do picia i gotowania. Wszystko to razem waży prawie tyle co sam dzieciak. Jest co taszczyć!
Samodzielnie siedzący w kajaku kilkulatek musi mieć swoje integralne zajęcie. W żadnym wypadku nie należy zgadzać się na zabieranie jakichś walkmenów, czy gier ekranowych, choć te akurat zajęłyby berbecia w sposób całkowicie wystarczający.
Trzeba się na coś zdecydować. Albo zabieramy dziecko do kajaka tylko dlatego, że nie mamy go z kim zostawić na czas spływu i wtedy powiedzmy sobie otwarcie, robimy to ze względów czysto egoistycznych, albo mając taką „mokrą szajbę” chcemy ją zaszczepić dziecku. Wtedy trzeba potomka zachęcić do podobnego jak my przeżywania bliskiego kontaktu z rzeką.
Niech dzieciak ćwiczy „czytanie wody” i będzie uczony tego, jakże ważnego w życiu wodniaka procederu pod czujnym okiem patrzącego ponad jego głową rodzica – niekoniecznie musi to być tata. Wiele kobiet z racji częstego zajmowania pozycji „na oku” potrafi fantastycznie analizować zachowanie się nurtu i to one powinny być instruktorami w tym zakresie.
Na biwaku też trzeba znaleźć dziecku jakieś zajęcie, za które tylko ono będzie odpowiedzialne. Ja przez ileś tam lat powierzałem synowi utrzymywanie porządku w namiocie jako jedyny jego obowiązek. Łajał mnie po jakimś czasie za każdy przejaw rzucania wszystkiego po prostu w kąt namiotu. Kurcze... nauczył mnie dzieciak odkładania wszystkiego na poprzednie miejsce! Teraz, po latach mam tę cechę jak znalazł i bez latarki mogę w nocy wyszperać w namiocie prawie wszystko.
Dlaczego małe dziecko tak obciążać obowiązkami? Ano, bo jest ono przecież człowiekiem i bardzo źle znosi traktowanie go jak bagaż jedynie. Wszelkie marudzenie małych dzieci podczas imprez turystycznych, którym zapamiętale oddają się rodzice, ma u swojego podłoża żądanie od nich zajęcia się małym człowiekiem. To jest po prostu najzwyklejszy krzyk: -Ja też tu jestem! Zauważcie mnie wreszcie! Czy ja tylko wam przeszkadzam!?
Kiedy powierzymy malcowi jakieś poważne zadanie, którego realizację będziemy i tak kontrolować, ale bez zbytniego „czepiania się”, poczuje się on naszym partnerem na szlaku przygody. Czy przypadkiem nie o to właśnie chodzi?
Szanowni Młodzi Rodzice! Powiem Wam, co jest najbardziej fantastyczną nagrodą za takie właśnie traktowanie własnych dzieci na turystycznych szlakach. Prawie trzydziestoletni syn, korzystając z wyjazdu synowej na kilka tygodni w sprawach służbowych dzwoni do starego już i przecież nie dorastającego mu kondycją do pięt ojca i proponuje: -A może byśmy tak wyskoczyli na kilka dni na kajak albo w góry!? I po to warto zabierać dzieci ze sobą na szlaki turystyczne!
Ostatnio edytowano So, 6 lis 2010, 01:56 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 1 raz
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez PigTail » So, 6 lis 2010, 01:54

Niezłym rozwiązaniem na spływ z maluchami jest kanadyjka ,albo takie składane cudeńko .......tyle,że cena poraża....
http://www.sklep.wayland.com.pl/index.p ... eloosobowe
PigTail
 
Posty: 38
Dołączył(a): Wt, 18 maja 2010, 22:13

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 6 lis 2010, 02:01

PigTail napisał(a):Niezłym rozwiązaniem na spływ z maluchami jest kanadyjka

Nawet bardzo dobrym i to z wielu powodów!
Kłopot w tym, że mało kto czuje się na tyle dobrze i wiosłuje na tyle sprawnie w kanadyjce, by wsadzić do niej także dzieci i małżonkę. To się zmienia, ale bardzo wolno.
Pytany o tę sprawę szef jednej z większych w kraju wypożyczalni kajaków i kanadyjek ocenia, że mając wybór tylko około jeden procent rodziców z dziećmi wypożycza kanadyjki. Prawie zawsze kanadyjki, zwłaszcza te "rodzinne", duże "schodzą" na wodę dopiero wtedy, gdy zabraknie kajaków.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez PigTail » So, 6 lis 2010, 02:10

To prawda, bo znacznie trudniej jest nauczyć się manewrować kanadyjką , ale w sumie kilka godzin ćwiczeń i jakoś idzie ...
Tu są dość ciekawe uwagi co do uczestnictwa dzieci w spływach
http://wuja.republika.pl/artykul_9.html
Zresztą cała ta strona jest dla mnie rewelacyjna - polecam :)
PigTail
 
Posty: 38
Dołączył(a): Wt, 18 maja 2010, 22:13

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 6 lis 2010, 10:19

Dobra, ale nie dajmy się znieść ani sami nie manewrujmy w kierunku istniejącego już tu dużego wątku kajakowego, nie powtarzajmy tamtych wątków, bo nie o to chodzi w tym.
Tu skupiamy się wyłącznie na temacie udziału dzieci w spływach i co powinni w związku z tym właśnie robić, albo nie robić ich spływowi opiekunowie.
Inna sprawa, że nauczanie starszych dzieci manewrowania łodzią jest z pewnością ciekawą i bardzo rozwijającą zabawą na długie popołudnia na nadrzecznym polu biwakowym...
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 6 lis 2010, 10:28

Jeszcze jeden cytat z STK:

Funkcje załoganta – „oka”
Siedzący z przodu kajaka wykonuje polecenia swojego dowódcy i to zadanie jest o tyle wygodne, że nie on ponosi odpowiedzialność za ewentualne błędy „kapitana”. Nie oznacza to jednak, że funkcja załoganta jest bagatelna. Wręcz odwrotnie!
Stanowi bowiem „oko” dowódcy, ostrzega przed przeszkodami – on je wcześniej może dostrzec, bo ma lepsze pole widzenia. Dotyczy to zwłaszcza przeszkód podwodnych, które siedzący z tyłu kajaka może zobaczyć dopiero, gdy są już bezpośrednio pod łodzią.
Najpierw zatem nowicjusz siedzący „na oku” uczony jest „czytania wody”, czyli szybkiego analizowania wszystkiego co zaobserwuje na powierzchni wody. Każde zniekształcenie lustra wody ma przecież swoją przyczynę, a ta może być przeszkodą dla kajaka. To bardzo ważne zadanie i to nie tylko z powodu bezpieczeństwa podróży.
Większość nowicjuszy dość źle znosi obowiązek bezdyskusyjnego wykonywania poleceń doświadczonych turystów. Mało kto bez oporów przyjmuje kapralskie połajanki, a tak czasem na wodzie bywa, bo nie ma czasu na długie, rozwlekłe zdania, gdy woda pod tyłkami tańczy, a my z nią. Wytłumaczenie niedoświadczonemu załogantowi ważnej roli „oka” kajaka zmniejsza stres i polepsza relacje z kapitanem.
Poza tym skupienie uwagi na wszystkim, co widać z kajaka uczula na zasadnicze przyjemności obcowania z przyrodą. Nie kajak i wiosłowanie jest tu przecież najważniejsze, a samo przebywanie w bezpośrednim kontakcie z otoczeniem i możliwość przeżywania emocji z tego płynących. Wszelkie uprawnienia, kwalifikacje, wiedza o sprzęcie i umiejętność jego wykorzystania oraz całe, gloryfikowane w nadmiarze doświadczenie turystyczne, to tylko technika pozwalająca w miarę bezpiecznie poruszać się w terenie. I nic więcej!
Jest taka, absurdalna maniera kultywowana przez pozbawionych wyobraźni, lub wiedzy ludzi. Obserwuję ją u bardzo młodych osób, ale nie tylko. Otóż, bywa... na wodę wybiera się bardzo... sympatyzująca para. On siada z tyłu i trzyma wiosło. Ona siada z przodu, ale twarzą do niego i mogą patrząc sobie w oczy napawać się wzajemnym uczuciem. O ile na spokojnych wodach obszernych akwenów jest to po prostu ciekawa forma randki bez zbędnych uszu – tylko pozazdrościć! - o tyle na spływie rzeką takie zachowanie stanowi ekstra niebezpieczny hazard. Tam po prostu trzeba mieć oczy i uszy nastawione na ewentualne niespodzianki rzeki. Natomiast wzajemne ekscytowanie się sobą całkowicie oddziela od otoczenia i pierwsza, prosta nawet przeszkoda nurtu od razu stanowi poważny problem. Nie róbcie tego moi mili. Albo inaczej... róbcie to na brzegu. Zawsze bezpieczniej „bujać w obłokach” gdy twardy grunt pod spodem, a wąska i chybotliwa łódka nie ogranicza... manewrów.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez PigTail » So, 6 lis 2010, 11:03

Z pociechą w kokpicie trzeba mieć oczy wokół głowy....Moją Gwiazdę uczę pływać od czasu kiedy skończyła 1 rok ale bez kapoka (nie kamizelki) i linki asekuracyjnej nie ma mowy o wejściu do kajaka lub kanadyjki. Poza tym uważam , że na wszelkie tego typu eskapady na 1 dziecko muszą przypadać co najmniej 2 osoby dorosłe (przynajmniej do 8-10 roku życia), no i dobór trasy stawia wymagania dla rodziców.
PigTail
 
Posty: 38
Dołączył(a): Wt, 18 maja 2010, 22:13

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 6 lis 2010, 19:21

PigTail napisał(a):...bez kapoka (nie kamizelki) i linki asekuracyjnej nie ma mowy o wejściu do kajaka lub kanadyjki.

A mógłbyś nam coś bliższego opowiedzieć o tej lince asekuracyjnej?
Jak to wygląda?
Kupiłeś, czy sam zrobiłeś?
Jak tego używacie?
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez PigTail » N, 7 lis 2010, 03:12

prosta rzecz ....ale jakoś wolę mieć moję dziecie pod kontrolą - po prostu 2 karabińczyki wpięte w jej kapok i i moją kamizelkę połączone z linką od rzutki zwiniętą w kieszeni piersiowej mojej kamizelki.....nie chciałbym stracić w razie czego z nią kontaktu w wodzie (Ewa ma dopiero 5 lat - a na spływy pływa ze mną od 2 :))
Z góry zaznaczam jednak,że zabieram ją tylko na łatwe rzeki (Warta , Noteć , Pilica),i na przybrzeżne pływanie po jeziorach - strach stosować takiej linki jeśli podejrzewa się np przeszkody pod powierzchnią wody - gałęzie czy pale. Generalnie pływając z maluchem trzeba przede wszystkim przewidywać ......bo margines błędu jest niezbyt wielki. Lepiej stopniować trudności i wrzucić na luz jeśli chodzi o kajakowe zdobycze.....czyli krótkie odcinki dzienne i łatwe / mało uciążliwe akweny-początkowo w kajaku rozmawialiśmy o wszystkim - łacznie z opowiadaniem bajek, ale w tym roku zauważyłem że potrafi wnikliwie obserwować rzekę i interesuje się wszystkim co zobaczy na brzegu......a to cholernie cieszy :):):):) Poza tym pływamy w trójkę Ewa , żona i ja - w razie wywrotki lub innych problemów ja zajmuje się maluchem a żona sprzętem.
PigTail
 
Posty: 38
Dołączył(a): Wt, 18 maja 2010, 22:13

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 7 lis 2010, 10:17

PigTail napisał(a):...karabińczyki...

Czy chodzi o coś takiego?

[ img ]

Bo jeśli tak, to to się nazywa karabinek i... koniec.

Powoływanie się na źródła w rodzaju - http://www.google.pl/#hl=pl&source=hp&b ... c4b94a31ad - pozostawiam bez komentarza.

Pozostaje kwestia następująca: co komu szkodzi taki wytwór językowy jak "karabińczyk"?
Otóż, moim znaniem żadnym "niżoziemianom" spędzającym cały swój wolny czas w domowych kapciach na zawiłościach szlaków między fotelami a kanapami w ogóle to nie szkodzi, ale jeśli od natychmiastowego, bezbłędnego i jednoznacznego zrozumienia słowa partnera w dramatycznym momencie akcji może zależeć czyjeś zdrowie, a nawet życie, to unikałbym tworzenia takich nowych określeń jak ognia. Sprawa wcale nie jest błaha ani jednostkowa - nie dotyczy tylko karabinka...!
Nazewnictwo wodniackie, to jest temat... ocean.

A teraz w znacznie poważniejszej, bo częściej mogącej spłatać przykrego figla sprawie...
PigTail napisał(a):...strach stosować takiej linki jeśli podejrzewa się np przeszkody pod powierzchnią wody - gałęzie czy pale.

A jak jest i czym to się może skończyć, gdy na frajdę z brzdącem wybrało się rzekę przez wszystkich uznawaną za łatwą, na mapie i w przewodnikach nic groźnego na szlaku nie ma, niczego przykrego zatem się nie podejrzewa, a zza któregoś zakrętu ukaże się zwalona do wody korona wielkiego drzewa, której nie ma jak opłynąć, ani gdzie wodować?
Problem zasadniczy tkwi właśnie w głównej sile napędowej całej turystyki - niezaspokojonym pytaniu: co jest za kolejną górką, zakrętem drogi czy rzeki?
Ciężki problem. Każdy rodzic czy opiekun dziecka sam musi podjąć poważną i bywa, brzemienną decyzję: wiązać się z dzieckiem tą smyczą, czy nie wiązać? Wcale bowiem nie jest pewnym, że taka smycz zawsze zwiększa bezpieczeństwo dziecka.

Bym tego nie pisał, gdybym bardzo nie żałował ongiś, że przypiąłem smyczą do relingu... wiosło. Tyle, że nadal zdarza mi się je przypinać.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez PigTail » N, 7 lis 2010, 15:12

Jeśli miałbym być purystą językowym to wg Słownika języka polskiego PWN obie nazwy są równoważne :
A.karabińczyk - rodzaj haczyka zamykanego sprężyną, używanego do zaczepiania różnych przedmiotów
B. karabinek
1. broń strzelecka o takiej samej konstrukcji jak karabin, ale
krótsza i lżejsza
2. zob. karabińczyk.
http://sjp.pwn.pl/szukaj/karabinek
...ale w gruncie rzeczy obaj wiemy o co chodzi:) i to jest chyba sens

Co do zasadniczej kwestii czyli bezpieczeństwa dziecka......dlatego pisałem , że wybieram łatwe odcinki rzek , tzn takie które znam i które wielokrotnie spływałem, czyli w pewnym stopniu (nigdy do końca - bo nie jest to po prostu mozliwe) potrafię określić występujące tam trudności. Bywa tak,że jeśli planujemy np 2 dni na Warcie (sb/ndz) to potrafię dzień wcześniej (pt) przepłynąć sam dany szlak by go ocenić. Powiem tak po około 25 latach w kajaku mam spory szacunek do wody ......walka z nią nie ma sensu. Wolę zapobiegać - niż leczyć :) Dlatego jeśli trzeba "obnieść" i "przenieść ".......to właśnie tak robię. Na szaleństwa i odkrywcze wyprawy przyjdze czas za kilka lat , kiedy mała nabierze wprawy i umiejętności pływackich i kajakarskich - myślę że w wieku 8-10 lat można już pływać z dzieckiem na długie wyprawy. Jednak w razie tzw "kabiny" - przynajmniej na razie wolałbym nie tracić z nią kontaktu, chociaż dodam ,że do tej pory nie mieliśmy powazniejszych zdarzeń .....I NIECH TAK POZOSTANIE :)
PigTail
 
Posty: 38
Dołączył(a): Wt, 18 maja 2010, 22:13

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 7 lis 2010, 15:29

PigTail napisał(a):...Bywa tak,że jeśli planujemy np 2 dni na Warcie (sb/ndz) to potrafię dzień wcześniej (pt) przepłynąć sam dany szlak by go ocenić. ...

To z pewnością bardzo zwiększa bezpieczeństwo dziecka!
Przepraszam, ale musiałem dopytać o kilka spraw zanim napisałem powyższe zdanie.
Na bardzo dużych, wielodniowych spływach czasem realizuje się takie rozwiązanie, że dwa, trzy kajaki płyną cały czas z wyprzedzeniem jednego dnia i wieczorami telefonicznie relacjonują prowadzącym resztę spływu, co i w których miejscach może być niebezpieczne.

Jeszcze w sprawie karabinka...
Jeśli miałbym być purystą językowym to wg Słownika języka polskiego PWN obie nazwy są równoważne :
A.karabińczyk - rodzaj haczyka zamykanego sprężyną, używanego do zaczepiania różnych przedmiotów

Ja do puryzmu językowego z pewnością nie dorastam, a nawet nie pretenduję, ale tak koślawego wyjaśnienia, jakie zacytowałeś, nigdy bym nie wypuścił z ręki. Doprawdy, SJP/PWN coś takiego mówi?
Nazwa samoczynnie zatrzaskującego się, pierścieniowego łącznika cięgien giętkich "karabinek" pochodzi od dźwięku zatrzaskującego się zamknięcia tego urządzenia - zwłaszcza takiego jak na pokazanej wyżej fotce, z samoczynnym, automatycznym przekręcaniem się zamka tulejowego. Do złudzenia przypomina to dźwięk przesuwanego się do przodu i ryglowanego zamka małych karabinków: strzelecka broń sportowa, małokalibrowa, "damska" broń myśliwska, krótkie i lekkie karabinki oddziałów konnych itp...
Natomiast karabińczyk jest dziwolągiem językowym bez jakiegokolwiek związku z czymkolwiek. Tyle, że uzus językowy akceptuje czasowo i takie wybryki - byle odpowiednio licznie stosowane. Jest tylko zasadnicze pytanie: po co tworzyć i stosować takie koślawce?
Bo inni...?
Podoba Ci się taki język:
- Spoko..., pozdro..., ci pa..., szacun...!
Przecież z pewnością rozumiesz każdy z tych okrzyków...
Wreszcie komuś na takie farfocle jakiś na siłę zmłodzieżowiający się kaznodzieja odpowie:
- Pochwa...!
Język, zwłaszcza mówiony jest żywą formą komunikacji i nie może trwać w formie skostniałej - musi być ciągle ulepszany, ale to jeszcze wcale nie oznacza, że trzeba koniecznie akceptować każde jego wykrzywianie - nawet jeśli staje się ono modne.
Inaczej... wcale nie musi być od razu lepiej!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Spływ z dzieckiem.

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 4 lip 2016, 20:42

Tu opisuję przygotowania, a tu niedawną realizację spływu z dziećmi.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź


Powrót do Kajaki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości