Dziecko na spływie wielodniowym

czyli mokra robota z ofiarami... zadowolonymi

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Dziecko na spływie wielodniowym

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 3 sie 2009, 17:58

Małe dziecko w kajaku, to tylko pozornie mały problem. Dziecko, im mniejsze, tym wymaga więcej troski. Zwykle robi się to w ten sposób, że obydwoje z rodziców zabierają malca do dwuosobowego kajaka. Tata wiosłuje, a mama siedzi z przodu i trzyma przytulonego brzdąca. Zdolność manewrowa takiego kajaka jest mocno ograniczona i każda przeszkoda wymaga maksymalnej koncentracji. Ewentualna wywrotka jest przecież zwykle klęską całej eskapady.
Jakby na to nie patrzeć malec w kajaku to poważne jego dociążenie, albo... ograniczenie ciężaru bagażu. Jak to jednak zrobić gdy dziecko wymaga niewspółmiernie lepszego zabezpieczenia przed kaprysami aury niż dorośli? Moim zdaniem jest na to tylko jedna rada. Trzeba wybrać możliwie duży kajak – ideałem byłby kajak trzyosobowy – załadować go potrzebnym sprzętem i wybieranie tylko mniej karkołomnych odcinków dróg wodnych. Ryzyko będzie i tak spore, ale najczęściej wystarcza spore jego ograniczenie. Przecież do diabła, nie każdy kajak musi na każdym spływie fikać kozła. No tak... ale może. Każdy rodzic musi to bardzo poważnie przemyśleć sam, a i zasięgnięcie rady nie zawadzi.

MAŁE DZIECKO NA WODZIE MUSI BYĆ ZAWSZE W ZAPIĘTYM KAPOKU i... kropka.
Dzieci pływające sportowo na poziomie wyczynowym... także, o ile nie są dobrze "opływane" w mocnym nurcie rzeki i na dużych, naturalnych akwenach - pływaków "basenowych" zwykle "żywa" woda kompletnie paraliżuje!

Praktycznie wszystkie wypożyczalnie kajaków oferują bez żadnych dopłat kapoki i wiosła dla dzieci!

Kiedy dzieciak ma sześć, siedem lat, nie ma sensu zabierać go jako trzeciego do kajaka. Razem byłoby to potężne przeciążenie łódki, którego nie da się już zmniejszyć przez kombinacje z ograniczeniem sprzętu.
Zwykle, na takie spływy rodzina trzyosobowa zabiera dwa kajaki. Mama płynie z dzieckiem, a tata obsługuje „wagon towarowy” tej eskapady. Równie dobre jest rozwiązanie odwrotne. Wszystko zależy od indywidualnych umiejętności i kondycji każdego z rodziców.
Trzyosobowa rodzina nie zadowoli się na biwaku dwuosobowym namiotem. Potrzebna im będzie regularna „trójka” i to najlepiej ze sporym tropikiem wysuniętym poza sypialnię. Dodatkowy materac i śpiwór dla malca, jego ciuchy z założeniem, że nie powinien on chodzić w mokrym ubraniu, sporo więcej prowiantu i dodatkowy zapas wody do picia i gotowania. Wszystko to razem waży prawie tyle co sam dzieciak. Jest co taszczyć!
Samodzielnie siedzący w kajaku kilkulatek musi mieć swoje integralne zajęcie. W żadnym wypadku nie należy zgadzać się na zabieranie jakichś walkmenów, czy gier ekranowych, choć te akurat zajęłyby berbecia w sposób całkowicie wystarczający.
Trzeba się na coś zdecydować. Albo zabieramy dziecko do kajaka tylko dlatego, że nie mamy go z kim zostawić na czas spływu i wtedy powiedzmy sobie otwarcie: robimy to ze względów czysto egoistycznych, albo mając taką „mokrą szajbę” chcemy ją zaszczepić dziecku. Wtedy trzeba potomka zachęcić do podobnego jak my przeżywania bliskiego kontaktu z rzeką.
Niech dzieciak ćwiczy „czytanie wody” i będzie uczony tego, jakże ważnego w życiu wodniaka procederu pod czujnym okiem patrzącego ponad jego głową rodzica – niekoniecznie musi to być tata. Wiele kobiet z racji częstego zajmowania pozycji „na oku” potrafi fantastycznie analizować zachowanie się nurtu i to głównie one powinny być instruktorami w tym zakresie.

A jeśli rodzice mają więcej dzieci?
Na taki problem to północnoamerykańscy Indianie wymyślili canoe - po naszemu kanadyjkę. Powiedzmy sobie szczerze: i dla dwojga dorosłych z jednym dzieckiem kanadyjka jest o wiele lepszą łodzią niż oklepany kajak.
Że trudniej tym wiosłować?
Wcale nie trudniej, tylko... inaczej! Mało kto próbował tego w młodości, to i nie bardzo od razu wie, jak? Godzina ćwiczeń w wypożyczalni i... po problemie.
Że jak pada, to napada do środka?
A do zwykłego rekreacyjnego kajaka "dwójki" z jednym kokpitem to nie?
Że wrażliwe na boczne wiatry?
A kajaki to niby nie?
Za to w kanadyjce nie siedzi się zawsze w mokrym "dołku"!
Załadować do niej można dużo więcej!
Stabilne to jest na wodzie nieporównywalnie lepiej!
Opalać się można w kanadyjce dużo wygodniej i... ładniej niż w kajaku, bo kanadyjka nie wymusza mocnego zgięcia w biodrach.
Dziecko nie musi siedzieć ileś tam godzin "kamieniem", bo w kanadyjce ma sporo miejsca!
Dla "wykopania" czegoś z bagażu w kanadyjce wcale nie trzeba zawsze lądować na brzegu - się przechodzi do odpowiedniego wora lub beczki, się otwiera i się... wyjmuje. Żaden kajakarz tego nie zrobi na wodzie!
Z kanadyjki można także wędkować, o czym kajakarze nie mogą nawet myśleć!
Podejrzewam, że gdyby Winetou miał "z marszu" popłynąć nie swoim canoe, a naszym kajakiem, to też by się z początku wzdragał i pewno od razu by przełamał wiosło kajakowe na... dwa pagaje.
Kanadyjka, to naprawdę nic strasznego!
Zachęcam!
Jakby co, to zachęcam do bardziej szczegółowych rozważań canoe/kajak - http://skibicki.pl/forum/viewtopic.php?t=603

Na biwaku też trzeba znaleźć dziecku jakieś zajęcie, za które tylko ono będzie odpowiedzialne. Ja przez ileś tam lat powierzałem synowi utrzymywanie porządku w namiocie jako jedyny jego obowiązek. Łajał mnie po jakimś czasie za każdy przejaw rzucania wszystkiego po prostu w kąt namiotu. Kurcze... nauczył mnie dzieciak odkładania wszystkiego na poprzednie miejsce! Teraz, po latach mam tę cechę jak znalazł i bez latarki mogę w nocy wyszperać we własnym namiocie prawie wszystko.
Dlaczego małe dziecko tak obciążać obowiązkami? Ano, bo jest ono przecież człowiekiem i bardzo źle znosi traktowanie go jak bagaż jedynie. Wszelkie marudzenie małych dzieci podczas imprez turystycznych, którym zapamiętale oddają się rodzice, ma u swojego podłoża oczekiwanie... ba, żądanie od nich zajęcia się małym człowiekiem. To jest po prostu najzwyklejszy krzyk:
-Ja też tu jestem! Zauważcie mnie wreszcie! Czy ja tylko wam przeszkadzam!?
Kiedy powierzymy malcowi jakieś poważne zadanie, którego realizację będziemy i tak kontrolować, ale bez zbytniego „czepiania się”, poczuje się on naszym partnerem na szlaku przygody. Czy przypadkiem nie o to właśnie chodzi?

Szanowni Młodzi Rodzice! Powiem Wam, co jest najbardziej fantastyczną nagrodą za takie właśnie traktowanie własnych dzieci na turystycznych szlakach. Prawie trzydziestoletni syn, korzystając z wyjazdu synowej na kilka tygodni w sprawach służbowych zadzwonił do starego już i przecież nie dorastającego mu kondycją do pięt ojca i zaproponował:
-A może byśmy tak wyskoczyli na kilka dni na kajak albo w góry!?
I po to warto zabierać dzieci ze sobą na szlaki turystyczne!
A że akurat pojechaliśmy wtedy w góry, nie zmienia faktu, że i na kajaku było by nam obydwu fantastycznie. Wiem to na sto dwadzieścia procent!
Spróbujcie!
Może i Wam się to uda...
WARTO...!!!
Ostatnio edytowano So, 29 sie 2009, 15:46 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 8 razy
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Dziecko na spływie wielodniowym

Postprzez TakiJeden » Pn, 3 sie 2009, 20:26

Zygmunt Skibicki napisał(a):Jakby co, to zachęcam do bardziej szczegółowych rozważań canoe/kajak - http://skibicki.pl/forum/viewtopic.php?t=603


Obawiam się, Zygmuncie, że dając link nie zrekapitulowałeś sobie treści tego wątku... a zachęcony czytelnik dowie się tam tyle: (z moich postów), że pewien chłopiec, po spływie Brdą na kanadyjce podczas wyjątkowo słotnej pogody, zapytany czy woli kanadyjkę czy kajak, odparł że kajak, bo nie leje się do środka. Z postów Dracono (mimo że to zawzięty zelant kanadyjki) nie dowie się nic, bo on się tam tylko pyta o szczegóły, zaś z twoich, że wydawało ci się, nie wiedzieć czemu, że toczymy tam spór...
TakiJeden
 
Posty: 1456
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 3 sie 2009, 21:06

Zrekapitulowałem, ale wcale nie uważam, że Czytelnik musi otrzymać od razu "czystą" informację. Kajak, czy kanadyjka, to wcale nie taka oczywista sprawa, rzecz jasna pomijając zdania fundamentalistów bezkrytycznie rozmiłowanych w jednym czy drugim. W końcu są i tacy kajakowi czy rowerowi napaleńcy, że zimą ganiają z tym po Borach Tucholskich tak, jak gdyby nie wynaleziono jeszcze... nart!
Jak się Zainteresowany dopyta o aspekty jego zdaniem najistotniejsze dla jego decyzji, to otrzyma odpowiedź i się dowie...! Jak wiesz, ja nie narzucam nigdy moich wyborów. Informuję jedynie na tyle rzetelnie, na ile umiem, gdzie są "wyboje" na poszczególnych, możliwych do wyboru drogach?
Ostateczną decyzję i tak każdy będzie musiał podjąć sam!
I mniej więcej o to mi właśnie chodzi... dokładnie!
A jeśli się Czytający nie spyta, to znaczyć będzie tylko, że On nie ma takiej potrzeby...
I absolutnie nic więcej z tego nie wynika.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez TakiJeden » Wt, 4 sie 2009, 11:57

No, chyba, że uważasz, że warto zrewitalizować tamten wątek, że mimo, że tytułowa kwestia jest tam poruszona 1. humorystycznie, 2. w odniesieniu do dość marginalnej kwestii - odporności na deszcz - 3. na podstawie opinii 13-letniego (wtedy) chłopca, ktoś kto się tym wątkiem zainteresuje wstawi tam kolejną kwestię, jej dyskusja coś wyjaśni, ktoś inny coś innego itd. To wtedy rzeczywiście wskazywanie tamtego wątku, jako pola do pogłębienia bazy dla decyzji: "kajak czy kanadyjka" byłoby działaniem sensownym. Jednak z aktualnej jego zawartości ewentualny zainteresowany wielkiego pożytku nie wyniesie. Ale żeby rzecz trochę pogłębić zaopatrzyłem pierwszy post tamtego wątku w odsyłacze do dyskusji w temacie kajak czy kanadyjka, które w swoim czasie toczyłeś z Dracono.

Nb. to, że dezawuuję wątek, który sam założyłem, w tym wypadku nie jest niczym dziwnym: o ile mam podstawy (być może mocno przesadzone) do uważania się za kompetentnego w kilku rodzajach turystyki aktywnej, o tyle w dziedzinie turystyki wodnej jestem ignorantem. Moje wodniackie doświadczenie nie wykracza prawie poza pływanie w latach licealnych na PTTKowskim dykciaku po Jeziorze Łąckim (tym na szlaku Brdy), głównie między polem biwakowym w Zatoce Łabędziej (nie wiem czy tej nazwy używasz, i w związku z tym kojarzysz miejce o którym mówię) a sklepikiem w Drzewiczu...
Ostatnio edytowano Pn, 10 sie 2009, 21:03 przez TakiJeden, łącznie edytowano 1 raz
TakiJeden
 
Posty: 1456
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 4 sie 2009, 12:07

TakiJeden napisał(a):Moje wodniackie doświadczenie nie wykracza prawie poza pływanie w latach licealnych na PTTKowskim dykciaku po Jeziorze Łąckim (tym na szlaku Brdy), głównie między polem biwakowym w Zatoce Łabędziej (nie wiem czy tej nazwy używasz, i w związku z tym kojarzysz miejce o którym mówię) a sklepikiem w Drzewiczu...

Znamy, znamy...!
A na piękne Płęsno Was nie pognało?
Tam jest tylko odrobinę "pod górkę", ale prądu Brdy to ja tam nie dostrzegłem.
Wszak, skoro pływałeś "zaopatrzeniowo", to doświadczenia są wcale nie takie małe. Zawsze więcej się człowiek nauczy, gdy coś robi w konkretnej potrzebie, a nie dlatego, że akurat mu się... nudzi. Z tego właśnie wynika wyższość umiejętności kierowców zawodowych nad amatorami. No przecież nie z samego egzaminu!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez TakiJeden » Wt, 4 sie 2009, 12:38

Znamy, znamy...!
A na piękne Płęsno Was nie pognało?


1. to było ponad 30 lat temu... W zamierzchłych latach siedemdziesiątych PTTKowskie wypożyczalnie kajaków -bardzo lichych dykciaków na ogół- były przy każdej stanicy wodnej czy PTTKowskim polu biwakowym, więc i w Drzewiczu; i wypożyczenie łódki przy okazji dwutygodniowego biwakowania nad jeziorem to była norma. Ale pływało się tym spacerowo, na krótkie dystanse, i o żadnych poważniejszych wycieczkach raczej mowy nie było.

2. owszem, Płęsno (odkryliśmy je zresztą "od strony lądu") zawsze mieliśmy za bardzo piękne jezioro (wysokie brzegi, czysta woda, przyjazne dno) i było ono raz czy dwa razy celem przejażdżki kajakiem, choć częściej jechało się tam rowerem lub szło pieszo. Nb. bardzo piękne są też rozlewiska Brdy (właśnie dlatego, że Brda czyni tam rozlewisko, prąd jest zaniedbywalny, w odróżnieniu od kawałka pod mostem w Drzewiczu) ciągnące się od szyjki Płęsna* po jezioro Łąckie.

skoro pływałeś "zaopatrzeniowo", to doświadczenia są wcale nie takie małe.

1. to było ponad 30 lat temu... a nawet jeśli, to bardzo ograniczone jeśli idzie o warunki. Pływanie po spokojnej wodzie przy dobrej pogodzie a konfrontacja z nurtem rzeki to zupełnie różne sprawy, o czym sam wiesz najlepiej.

------------------------------
* bo Brda przez Płęsno nie przepływa -- jezioro jest połączone z rzeką właśnie przez taką "szyjkę", na której zresztą za moich czasów był drewniany mostek, bardzo licho sklecony.
Ostatnio edytowano So, 22 sie 2009, 13:41 przez TakiJeden, łącznie edytowano 1 raz
TakiJeden
 
Posty: 1456
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 21 sie 2009, 15:40

Może i tamte kajaki były kiepskie podobnie zresztą jak: wiosła, namioty, materace i cała reszta ówczesnego sprzętu turystycznego: topornego, mało skutecznego i piekielnie ciężkiego, ale wspomnienia masz, widzę... fantastyczne.
No i gratuluję pamięci!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Dziecko na spływie wielodniowym

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 23 kwi 2015, 07:57

No to wreszcie przyszła pora na naszą z synem wyprawę kajakową wraz z... wnukami.
Przygotowania opisuję tu!
A potem relacja też się tam znajdzie.

Tak przy okazji... właśnie doświadczyłem na samym sobie, jak trudno jest przekonać świetnie i zawodniczo już pływającego 9-cio latka, że pomimo tego, iż dziadkowi i ojcu on już potrafi "dołożyć" na jednej długości basenu, będzie płynął w kapoku, a my dwaj... bez.
Sama lektura Umiem pływać wnukowi nie wystarczyła. Trzeba było jeszcze dwugodzinnej dyskusji... Z 6-cio letnią wnuczką takiego problemu nie było, bo ona jeszcze pływa marnie.

Zapewne na spływie będziemy musieli jeszcze wracać do kwestii kapoków.
Jeden plus tego będzie taki, że tam na rzece, to malec od razu poczuje siłę nurtu...
Spróbuje popłynąć w nurcie i... zrozumie. Nie ma to jak nauka... dożylna!
Cest la vie...!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Dziecko na spływie wielodniowym

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 14 sie 2015, 10:18

Relacja już jest - tu!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10603
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź


Powrót do Kajaki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

cron