Buty do marszów z kijkaki

Turystycznie, rekreacyjnie, odchudzająco, leczniczo i pod każdą inną postacią...

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Buty do marszów z kijkaki

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 24 lut 2008, 21:39

Uwaga!
W drugim poście jest sporo o moich własnych butach marszowych.


Autorski film instruktażowy

Tu opisuję, jak powracam po dłuższej przerwie do "kijkowania"...

Jeśli w czasie przygotowań kondycyjnych stosowaliśmy marsz maksymalny, wiemy już, jak mocno pracują w czasie takiego marszu stopy i jak dużo swobody potrzeba w stawie skokowym – od maksymalnego wyciągnięcia stopy w momencie odrywania jej od podłoża aż do silnego podciągnięcia palców do góry w czasie stawiania jej na piętę.
Z powyższego wynika jednoznaczny wniosek – to nie mogą być buty wysokie, ograniczające pracę stawu skokowego. Jest jeszcze jeden wniosek. Odpychanie się także czubkami palców oraz stawianie stopy na pięcie wymaga, by podeszwa „wychodziła” zarówno na palce, jak i na piętę i to możliwie łagodnymi łukami.
Prosta sprawa – buty niskie z całkowicie odkrytymi kostkami, ale z podeszwami wysoko wywiniętymi na czubki i na piętę.
Twardość podeszwy
Zajmijmy się teraz odpowiednią twardością podeszwy. Jeśli będziemy chodzili wyłącznie po twardych drogach i chodnikach, gdzie rzadko występują jakieś nierówności, podeszwa może być stosunkowo miękka. Można także poszukać butów z podeszwą kompensującą twarde stąpnięcia. Takie podeszwy mają różne kompensatory – od gąbczastych warstw umieszczonych pod stosunkowo twardą warstwą tuż pod stopą, aż po wyspecjalizowane poduszki ze sprężonym powietrzem. Trzeba jednak powiedzieć tu wyraźnie, że nasze marsze uprawiamy, bo chcemy wydatkować duże ilości energii, kompensatory zaś wchłaniają energię w czasie stawiania stopy, ale „oddają” ją podczas odpychania się stopą – są więc przeszkodą w wydatkowaniu...
Jeśli natomiast decydujemy się na drogi miękkie, leśne dukty, łąki czy plaże, zdecydowanie zalecam podeszwy twarde i to tak twarde, byśmy nie wyczuwali stopą pojedynczych kamyków czy szyszek, na których przyjdzie nam bardzo często stawać. Szybkość marszu i pełna koncentracja na możliwie największym wysiłku utrudniają bądź nawet uniemożliwiają manewry wybierania miejsca każdego stąpnięcia. W takich warunkach „kujnięcie” w stopę może skończyć się bardzo poważną kontuzją. Żaden kompensator nie ugnie się punktowo aż na taką głębokość – mała sosnowa szyszka ma ponad dwa centymetry szerokości.
Stawianie stopy w wybranym miejscu, a co za tym idzie każdy nieomal krok inny, to już najwyższa „szkoła maszerowania z kijkami” – turystyka, do której wpierw należy się solidnie przygotować.
Kształt podeszwy
Każda para stóp jest inna, dokładnie tak samo jak każda para dłoni. Przyjęło się jednak klasyfikować obuwie jedynie pod względem długości stopy. Gdy chodzi o normalne codzienne chodzenie, może to i wystarczy. Jeśli jednak mamy zamiar zabrać się za wysiłek marszowy i to bardzo intensywny, każde uwieranie w bucie szybko stanie się udręką nie do zniesienia.
Wśród turystów pieszych panuje takie przekonanie, że dobrze dobrane buty to dla nich wielka radość, ale źle dobrane to katorga potrafiąca zatruć wszystkie radości i doprowadzająca w krótkim czasie do zamierzeń samobójczych. Kimże innym niż turystą pieszym w sensie eksploatacji butów jest kijkarz? Toż to nieomalże to samo...!
Trzeba dokładnie obejrzeć swoje gołe stopy i ustalić przynajmniej jeden podstawowy parametr: czy mamy stopy wysmukłe, czy wręcz płetwiaste. Dopiero po takim ustaleniu można szukać butów do intensywnych marszów o odpowiednim kształcie podeszwy. Jeśli tego nie uwzględnimy, nie liczmy na miłe wspomnienia z marszów. No, chyba że ktoś szuka czegoś na kształt prywatnej Golgoty. W takim razie ten ktoś może trzymaną teraz w rękach książkę wywalić do śmieci, bo dalej będzie tylko o unikaniu umartwień.
Rzeźba podeszwy – bieżnik
Kolejny parametr zależny głównie od planowanych tras marszów. Alejki parkowe czy miejskie chodniki łatwiej będzie przemierzać w obuwiu na bardzo drobno rzeźbionym bieżniku – nieomalże, ale nie zupełnie płaskim. Natomiast drogi miękkie i bezdroża wymagają bieżnika mocniej rozbudowanego i głębiej rzeźbionego.
Uwaga! Powszechnie uważa się, że posiadanie najsłynniejszego na świecie bieżnika gwarantuje radość niczym nie zakłóconą we wszystkich napotykanych na drodze warunkach. Nic bardziej zgubnego! Od czasu, gdy wszystkie nieomalże bardziej znane firmy obuwnicze zaczęły robić głównie pieniądze, a nie buty, ta dawniej oczywista prawda stała się brzemiennym w utrapienie użytkowników kłamstwem. Owszem, topowe podeszwy są doskonałe, ale do ściśle określonych warunków, a rozeznanie w tym to niezły labirynt, w dodatku co kilka tygodni rozbudowywany.
Podam przykład. Powszechnie poszukiwanym hitem są podeszwy same oczyszczające się z błota i to już po kilku krokach od wyjścia z niego. Jeśli się dobrze zastanowimy, to zarówno kształt bieżnika, jak i jego tworzywo muszą „nie lepić się do błota”. To ja mam takie pytanie: jak te podeszwy mają się na takim błocie nie ślizgać? No jasne, że będą się ślizgały i to na wszystkim, co mokre! Cudów po prostu nie ma! Przynajmniej w dziedzinach ściśle technicznych...
Jak to więc jest z tymi bieżnikami butów? Ano, jest różnie, ale dla potrzeb zwykłych ludzi, a nie zawodników biegających za ogromne pieniądze sponsorów, wystarczy skromna wiedza – im bieżnik ma „kostki” bardziej obłe i płytkie, tym trzeba będzie bardziej uważać na mokrych i błotnistych odcinkach drogi.
Wysokość podbicia stopy
Z tym także jest różnie u różnych osób i trzeba zauważyć, że najwięcej problemów mają ci z bardzo wysokim podbiciem. Co im (i sobie!) mogę poradzić? Trzeba szukać butów ze sznurowaniem możliwie daleko zbiegającym w kierunku palców i całą krzywiznę wierzchu stopy omotać tym długim sznurowaniem z możliwie równomiernie rozłożonym jego naciskiem. Tułam się po tym bożym świecie już ponad pół wieku i jak dotąd innej metody nie znalazłem.
Muszę tu dodać, że z prawie równym ogłupieniem zajmuję się turystyką górską, wspinaczką, turystyką narciarską, rowerową, pieszą i kajakową. W sprawie butów turystycznych mam więc rozeznanie z konieczności dość... rozległe. Inny by się chwalił, nie?
Tyle chciałem powiedzieć w sprawie kształtu butów. Teraz przejdziemy do kwestii, z czego powinny być te buty, a właściwie ich cholewki zrobione.
Powszechnie otaczający nas plastik i wszelkiego rodzaju tworzywa sztuczne z ich udoskonaleniami „membranowymi” są bodaj najgorszym surowcem na cholewy butów. Od dawna wiadomo, że słynne membrany oddychające, lecz wodoodporne sprawdzają się w kurtkach i spodniach w sposób jakoś tam wystarczający , ale w butach nie sprawdzają się w ogóle.
Dlaczego? Z prostej przyczyny – membrany są bardzo delikatne mechanicznie, a siły działające w butach w czasie chodzenia wręcz ogromne. Membrany po prostu już po kilku godzinach chodzenia pękają na strzępy i jedyna wtedy rada to… „psikane” impregnaty.
Pewnie wiele Czytelniczek i Czytelników ma teraz dylemat: to dlaczego tak dużo ludzi szuka o wiele droższych butów z membraną? Odpowiem na to nie wprost i także pytaniem: to dlaczego producenci całkowicie wodoodpornych butów z membranami oferują do nich jakieś impregnaty i to relatywnie bardzo drogie? Przecież tak doskonała membrana powinna wystarczyć? Nie wystarcza? No to po kiego grzyba ona tam jest?
Membrany są wspaniałe, ale do kurtek, spodni, stuptutów, czapek czy rękawic – wszędzie tam, gdzie w przeciwieństwie do butów nie występują olbrzymie siły zginające.
Jedynym sensownym materiałem na cholewy butów jest skóra. Inna sprawa, że jest ona obecnie uszlachetniana z zastosowaniem najnowszych osiągnięć współczesnej technologii. Buty z cholewami w pełni skórzanymi to nie są tanie buty.
Na zarzut, że zalecam tu dość drogie rozwiązanie, odpowiadam od razu – kto raz poharatał sobie stopy w kiepskich, choć tanich butach, ten wie, czemu na tym akurat oszczędzać nie warto!

Uwaga! Niskie buty w czasie szybkich marszów terenowych łatwo "łapią" do środka mnóstwo drobnych farfocli, które potrafią w ciągu kilku minut doprowadzić do ran. Jedyna na to rada, to stuptuty - http://turystyka.skibicki.pl/forum/viewtopic.php?t=978
Ostatnio edytowano Pt, 13 cze 2008, 12:03 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 5 razy
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 12 cze 2008, 10:03

Bardzo proszę, by nikt nie odbierał tego postu jako mojej sugestii odnośnie najlepszych butów do marszów. Te są dla mnie najwygodniejsze z tych, które miałem już wcześniej oraz tych, które udało mi się nabyć specjalnie do marszów, ale na pewno znalazłbym jeszcze wygodniejsze i lepsze. Zapewne też dałbym radę chodzić równie fajnie w dużo tańszych butach - zresztą bywało, że chodziłem także w bazarowych "adidasach". Ba, teraz też mam takie.
To zawsze jest trochę kwestia szczęścia, trochę kasy, ale i bajer jest tu nie bez znaczenia. No przecież jestem w miarę normalnym człowiekiem!
Znam natomiast sporo kijkarzy chodzących z lepszymi niż moje wynikami, a na ich nogach widzę znacznie prostsze oraz dużo tańsze buty.
Zawsze absolutnie najważniejszą cechą buta jest wygoda jego użytkownika. Wszystko inne jest dużo mniej ważne.
Jeszcze jedna ważna rzecz dla ewentualnych naśladowców - mam dość "płetwiaste" stopy i moje byty na pewno były by koszmarem dla osób o wysmukłej budowie stopy.

Buty, w których chodzę na marsze:

1. Nevados
[ img ]

Lekkie trekkingi bardzo dobrze "leżące" na stopach. Podeszwy miękkie i dobrze trzymające na suchych nawierzchniach. Sznurowanie umożliwia stosowanie dwóch stref. Wadą są trochę za wysokie cholewy utrudniające obszerną pracę stawu skokowego, ale zawsze można zasznurować bez użycia haków.

2. Merrell
[ img ]

Długie sznurowanie dokładnie opina cholewę na stopie, co daje szerokie możliwości stosowania różnych skarpet. Twarda podeszwa trzymająca nawet na mocno mokrej skale. Długie wywinięcia podeszew na pięcie i palcach chroni przed przypadkowymi uślizgnięciami. "Pancerna" cholewa dobrze chroni stopę przed ewentualnymi zawadzeniami o "różności". Twardość podeszwy powoduje "człapanie" na bardzo twardych podłożach przy wydłużonym kroku. Świetne także na podłoża całkiem miękkie - byle nie piaszczyste, choć wraz ze stuptutami sprawują się dobrze i na plażach.

3. Keen
[ img ]

Super wygodne o miękkiej podeszwie buty na wszelkie wydeptane ścieżki, ale i na chodniki miejskie. Wadą jest krótkie sznurowanie i konieczność precyzyjnego dobrania grubości skarpet.

4. Sandały TNF
[ img ]

Jak to sandały... dobre dopóki nie "złapią" jakiegoś twardego farfocla. Prawdę mówiąc nadają się jedynie na wczesne rozruchy, ale przy skrajnych upałach i tak nie da się maszerować na "pełny gaz". To moje główne obuwie na całe lato. Ten mało poważnie wyglądający bieżnik dobrze trzyma także na mokrym granicie i w ogóle nie ślizga się pod prysznicem.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Buty do marszów

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 4 cze 2014, 12:49

A ja właśnie do marszów z kijkami zaczynam testować klasyczne, choć bardzo nowoczesne buty do biegania: zero skóry, mnóstwo siatkowanych pól i podeszwy... jeden Pan Bóg wie, co w nich jest, ale na twardych nawierzchniach sprawują się wręcz rewelacyjnie. Nabieram przekonania, że i do wędrówek pielgrzymkowych by się nadawały wyśmienicie...
Jedna uwaga: nie da się takich butów kupić bez przymierzania. Patrz - eksperyment z dłońmi!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Buty do marszów z kijkaki

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 28 cze 2014, 13:42

Te "biegówki" są ekstra...!!!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Buty do marszów z kijkaki

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 22 lip 2014, 12:01

Jedna uwaga!
Niektóre firmy, także te z "wyższej półki" produkujące obuwie sportowe mają inną numerację rozmiarową.
W butach tak zwanych "miejskich" zazwyczaj numer 42 oznacza długość wkładki 27,5 centymetra...
Mam takie "biegówki", w których długość wkładki 27,5 centymetra, to jest rozmiar 43!
Powtarzam do znudzenia: buty turystyczne i sportowe należy przed zakupem zmierzyć - ZAWSZE...!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Buty do marszów z kijkaki

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 12 wrz 2014, 21:11

Po trzech miesiącach doświadczeń i 56-ciu marszach doszedłem do takiego résumé w sprawie biegówek:
Na wielokilometrowe asfalty, czy ubite gruntówki najlepsze są klasyczne biegówki szosowe, choć niektórzy wolą trialowe (przełajowe), bo można w nich i po leśnych ścieżkach. Chodzi o podłoże, z którego wystające korzenie i kamienie potrafią boleśnie "ukłuć" przez miękką szosową podeszwę i to do wywołania pęcherza włącznie!
Kłopot z biegówkami jest taki, że jak leje, albo po deszczu po mokrych trawach, to nogi wiecznie mokre, a jak bardzo sucho to przez ich siateczki i cienkie skarpetki przedostaje się na stopy bardzo drobny pył piaskowy. Trzeba tak zakurzone stopy często obmywać!
Doświadczeni "pielgrzymkowcy" starają się obmywać stopy mniej więcej co 10 kilometrów. Można sobie kpić, ale już w Biblii coś na ten temat było. A i Klemensiewicz sto lat temu pisał...
Raz poszedłem 50-tkę po nico tylko pylistych gruntówkach bez obmywania stóp i... zapłakałem! Teraz na dłuższe niż 20 kilometrów trasy znalazłem zawsze nico wilgotny, liściasty las z kilkoma strumieniami...
W sprawach wielokilometrowych tras po asfaltach i gruntówkach to Największym Krajowym Guru jest moim zdaniem Kuba Terakowski - http://www.terakowski.republika.pl - on tu u nas pisuje - patrz na przykład - tu!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Buty do marszów z kijkaki

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 17 wrz 2014, 09:03

Przekroczyłem w moich biegówkach magiczny dystans 600 kilometrów i... nic złego się z ich konstrukcją nie dzieje!
Wprawdzie zwykle destrukcja następuje po takim dystansie przebytym biegiem, ale te moje marsze, zwłaszcza w czasie interwałów też są nadwyrężające buty. Póki co wydaje się, że na pewno przeżyją drugie tyle.
Jest spora szansa, że to się stanie jeszcze w tym roku...
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Buty do marszów z kijkaki

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 26 mar 2015, 15:00

Circa półtora tysiąca kilometrów ostrych marszów okazało się graniczne dla moich biegówek... Trudno, zostały mi po nich niezłe wspomnienia, żarówiaste sznurówki i wkładki - pewnie i tak się do niczego nie przydadzą...
Kupiłem następne tej samej firmy, ale tym razem jednak takie bardziej trialowe, choć na pewno nie przełajowe. Powiem szczerze: na gruntowe ścieżki w parku są jednak lepsze od poprzednich, które były dedykowane stricte na asfalty.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź


Powrót do Marsze z kijkami

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości