Marsze z kijkami bez bajeru, lansu, szpanu i fajansów...

Turystycznie, rekreacyjnie, odchudzająco, leczniczo i pod każdą inną postacią...

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Marsze z kijkami bez bajeru, lansu, szpanu i fajansów...

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 22 lut 2008, 17:02

No i... stało się.
Książka napisana, okładka zaprojektowana i... się drukują.
Z drukarni wyjdzie to 5-go marca - w sam raz na gdyńskie Kolosy.
[ img ]


Audycja w Radio Gdańsk o tej książce...

Autorski film instruktażowy - wymaga dobrze działającej w przeglądarce aplikacji Windows Media Player.

Tu opisuję, jak powracam po dłuższej przerwie do "kijkowania"...

A tu...! cała książka do ściągnięcia w PDF-ach - złamana identycznie jak do druku. Można z tym robić dosłownie wszystko poza drukowaniem w formie handlowej oraz cytowaniem bez podania linku do tego właśnie miejsca na stronie. Jako autor i wydawca w jednej osobie mam dokładnie wszystkie prawa autorskie do tej książki - © copyright to się nazywa. Mogę więc na wszystko wszystkim pozwolić.

Format książki oczywiście identyczny jak wszystkich wcześniejszych "Szkół..."
Okładki ze skrzydełkami.
Stron 160

Spis treści:
Podziękowania
Przedmowa
Od Autora
Zamiast wstępu
Korzyści z chodzenia z kijkami
Jak nie zaczynać i dlaczego?
Kiedy najlepiej zacząć?
Poczucie bezpieczeństwa
Kondycja - wątek na forum poświęcony kondycji
Kondycja - porcja pierwsza
Kondycja - porcja druga
Kondycja - porcja trzecia
Kondycja - porcja czwarta
Kondycja - porcja piąta
Kondycja permanentna - ciągłe utrzymywanie kondycji
Sprzęt
Kijki trekkingowe - wątek na forum poświęcony kijkom
Długość kijków
Zaciski kijków
Pętle nadgarstkowe
Ostrza kijków
Talerzyki kijków
Prawdziwe talerzyki zimowe
Gumowe „butki”
Rękojeści kijków
Antishock
Konserwacja kijków
Rękawiczki - wątek na forum poświęcony rękawiczkom[/b
Buty - [b]wątek na forum poświęcony butom do marszów
Kształt podeszwy
Rzeźba podeszwy - bieżnik
Wysokość podbicia stopy
Impregnaty do butów skórzanych
Impregnowanie skóry - wątek o impregnowaniu
Stuptuty - wątek na forum poświęcony stuptutom
Marsze boso - watek na forum poświęcony marszom boso
Ubiór
Bielizna i skarpety
Stanik
Druga warstwa
Odzież wierzchnia
Odzież systemowa
Potniki
Opaska na czoło - buff... wątek powstał już po napisaniu książki
Okulary
W czym nosić drobiazgi?
Kieszenie
Nerka - wątek poświęcony nerce
Camelbag
Ruszamy w teren
Kiedy nie chodzić?
Gdzie nie chodzić?
Tempo marszu
Stoper - wątek na forum poświęcony stoperowi
Krokomierz - wątek na forum poświęcony krokomierzom]
Przenośne laboratoria medyczne
GPS
Odpoczynki
Co pić w czasie forsownego marszu?
Bidony - wątek poświęcony bidonom
Technika chodzenia po terenie płaskim
Techniki stromych podejść
Techniki schodzenia ze stromizn
Jak schodzić z kijkami?
Jak chodzić po podłożu kopnym?
Po marszu
Zakończenie marszu
Odzież po marszu
Relaks
Płyny - wątek na forum poświęcony płynom
Gdy bolą mięśnie
Turystyka z kijkami
Plecak
Dobranie plecaka wycieczkowego
Termos
Prowiant i napoje w turystyce pieszej
Odpadki
Zimą też można
Odzież zimowa
Opaska, czapka i rękawice
Kominiarka
Jak chodzić po podłożu śliskim?
Raczki
Rakiety śnieżne - wątek na forum poświęcony rakietom
Chodzenie na rakietach śnieżnych
Kijki do rakiet
Kijki zimą w górach
Chodzenie na nartach
Bez nart też można!
Najstarsza forma treningu narciarzy biegowych
Korzyści z uprawiania Nordic Walking
Technika Nordic Walking
Długość kijka NW
Właściwości kijka NW
Rozgrzewka w Nordic Walking

Gdyby komuś to było potrzebne to... będę się cieszył

[ img ]

Serdecznie zachęcam także do dokładnego przeanalizowania powyższej animacji. Każda faza ruchu jest tu pokazana bardzo dobrze. Zwłaszcza dla kijkowania stricte trekkingowego.
Nie ma zalecanej w NW rotacji bioder. Jedynie to "puszczanie" kijka w końcowej fazie odpychania jest stricte NW-owe...
Warto się dokładnie przyjrzeć Justynie Kowalczyk, gdy biegnie klasykiem. Ona tak właśnie otwiera dłonie, ale używa nie pętli narciarskich, bo wtedy kilki by jej wylatywały z dłoni, a stosuje właśnie "rękawiczki" rodem z NW...
Ostatnio edytowano So, 20 lut 2010, 21:37 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 56 razy
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 22 lut 2008, 18:02

Przedmowa

Minęło ledwie dziesięć lat od momentu, gdy kilka osób wpadło na pomysł stworzenia nowego produktu handlowego – Nordic Walking. Zabrali się do rzeczy z głową: szybko stworzyli grono profesjonalnych instruktorów, stowarzyszenia, kluby, strony internetowe, zapłacili instytutom badawczym za stworzenie solidnej podbudowy naukowej, uruchomili produkcję trochę innych niż dotychczas kijków, butów, ubiorów, elektronicznych cudeniek naręcznych i... złapało. Dziś mnóstwo osób chodzi z kijami i jest przekonanych, że... tak było od zawsze.
Bo też jest to prawda. Od niepamiętnych czasów używano różnych kosturów do poruszania się w trudniejszym terenie. Podpieranie się ułatwia marsz, gdy ciąży plecak łatwiej go nieść podpierając się kijami, ciężką torbę o wiele łatwiej nieść na ramieniu, gdy wisi ona na mocnej lasce niż gdy trzymamy ją w ręce, łatwiej zachować równowagę podczas chodzenia po chwiejnych głazach, długi kostur pomaga wybrać bezpieczniejszą drogę przez grzęzawiska czy przy brodzeniu w nurcie rzeki, a i przed namolnym wsiowym psem jest się czym obronić. Argumentów „za” od dawna było dużo...
Ja zetknąłem się z kijkami trekkingowymi wiele lat temu, na początku lat siedemdziesiątych zeszłego stulecia, gdy na wyprawy namiotowe nosiło się koszmarnie ciężkie wory z dobytkiem i prowiantem na całą trasę. Nogi ledwo to unosiły, a luźno wiszące dłonie puchły... Szukałem na to rady. Pewien mądry i wielce doświadczony himalaista pokazał mi takie kije i kiedy z tęsknym wzrokiem mu je oddawałem, poradził: weź po prostu stare kije narciarskie, takie sięgające prawie pod pachę i masz dokładnie to, czego ci potrzeba. Tyle, że nie miałem takich kijków...
W kilka tygodni później wybrałem się w Bieszczady, gdzie właśnie „czyszczono” wszystkie nisko położone łąki z mnóstwa jałowców, by ich igliwie nie wbijało się w wełnę owczą, bo to obniżało ceny skupu . Z olbrzymich hałd wyrwanych spychaczami gąsienicowymi jałowców wyciąłem sobie dwie zgrabne laski na pasujący mi wymiar i już następnego dnia szło mi się lepiej. Różnica była tak duża, że zabrałem te laski do domu, gdzie wywierciłem na dole odpowiednie otwory. Wkleiłem żywicą syntetyczną cienkie wiertła widiowe, a na drugich końcach umocowałem wkrętami pętle z parcianych pasków. Potem jeszcze porządnym sznurkiem ciasno owinąłem końce przy taśmach dla lepszego chwytu. Jeden z tych kijków mam do dziś – waży dokładnie tyle samo co nowoczesne teleskopowo składane. Tyle, że nie składa się i w związku z tym jest nieco trudniejszy w transporcie.
Ten poradnik nie jest „szkołą” Nordic Walking, choć na napisanie czegoś takiego mocno mnie namawiano i w końcu tej książki zamieściłem garść informacji na ten temat.
Jeśli już, to raczej bliższy jestem amerykańskiej wersji czynnej rekreacji z kijkami - Power Walking. To prawie to samo, ale bliższe turystycznemu chodzeniu z kijkami i to przy użyciu normalnych kijków trekkingowych.
Książka ma służyć wszystkim, którzy dla ułatwienia sobie wędrówek turystycznych, dla samej rekreacji, dla „zgubienia” kilku nadmiernych kilogramów, dla realizacji zaleceń lekarskich albo z jakiegokolwiek innego powodu biorą do ręki kijki i zamierzają z nimi maszerować bez zbędnego narażania się na kontuzje, za to z frajdą.
Omówią zatem po kolei:
- przygotowania do intensywnych marszów,
- sprzęt do tego przeznaczony,
- odpowiednią do marszów odzież,
- napoje i drobne przegryzki stosowane w trakcie marszów lub ich przerw,
- sposoby na uprawianie marszów nie tylko po terenie płaskim oraz w innych porach roku niż lato.
Postaram się także nie zanudzić Czytelników i Czytelniczki zbyt suchym tekstem.
Miłej lektury życzę oraz wiele satysfakcji z chodzenia „na kijach”...
Do zobaczenia na szlakach!
Ostatnio edytowano N, 25 maja 2008, 22:05 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 1 raz
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Poczucie bezpieczeństwa

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 22 lut 2008, 19:50

Nie jest to łatwy temat w dobie narastającego poczucia zagrożenia ze strony wszelkiej żulii, kibolii oraz menelstwa , którego coraz większej ilości trudno nie dostrzegać poza naszym domem nieomal w każdym miejscu.
No właśnie... czy w każdym?
Chuliganeria wszelkiej maści gromadzi się głównie w miejscach nie za bardzo tłocznych, ale też i nie w zupełnie odludnych – oni potrzebują tła. Tym tłem, a przy okazji także pożywką dla wysuszonych gardeł i kieszeni są zwyczajni ludzie, którzy podążają po zakupy lub dla innych normalnych potrzeb. Są to zatem miejsca o dość słabym natężeniu ruchu, gdzie można upatrzoną ofiarę szybko wyłuskać, odseparować od innych i zabrać, co tam kto ma cennego, a później szybko się oddalić bez zagrożenia, że ktoś może przyjść ofierze z pomocą albo nawet przeszkodzić napastnikom w ucieczce.
Najbardziej niebezpieczne są zatem boczne miejskie uliczki czy alejki parkowe o szarówce, gdy gwałtownie zmniejsza się ilość przechodniów. Najmniej napastników można się spodziewać na podmiejskich polach czy odległych od siedzib ludzkich duktach leśnych – dla bandziorów to zupełnie nieatrakcyjne tereny. Trudno spodziewać się wielu ryb, to i nie ma wędkarzy...
Jest w tym temacie kolejny aspekt. Żulia to zwykle osobnicy o dość mizernym charakterze i atakują zazwyczaj osoby zupełnie na to nie przygotowane. To zwykli tchórze - element zaskoczenia jest im wręcz niezbędny, bo chcą mieć od razu zagwarantowaną przewagę. Jeśli widzą dwie czy choćby jedną osobę idącą szybkim i zamaszystym krokiem, w dodatku silnie sapiącą, trudno przypuszczać, że będzie ona całkowicie bierna po obcesowej zaczepce. Jeśli tak chodzi, to zapewne nie obcy jej wysiłek fizyczny, a może i sportowy wyczyn. Można się mocno zdziwić, że dziewczyna o wiotkiej sylwetce i miłej twarzyczce potrafi „z liścia” strzelić w pysk ze skutkiem... doglebowym. W dodatku te dwa ostro zakończone kije...
I chyba najważniejsza rzecz zniechęcająca napastników – kto wybierając się na kondycyjny marsz z kijkami zabiera ze sobą portfel z większą gotówką czy choćby cenną biżuterię? Przy takim „ganiaczu” można się spodziewać nie więcej niż kilku złotych, kluczy od mieszkania, jakiegoś nadgryzionego batona i bidonu z wodą w dodatku nie gazowaną.
Chodzę z kijkami od wielu lat i kontaktuję się dość często z podobnymi mi ludźmi. Czasem są to nad wyraz atrakcyjne dziewczyny, które w żartach potrafią biadolić, że byle podkasaną do „bariery dźwięku” gówniarę, to w parku po dyskotece napastują nagminnie, a na nie... nikt nie ma ochoty.
Tu bowiem jest zasadnicza różnica – wymalowana, eksponująca nogi i nie tylko dziewoja snująca się smętnie po parkowych zaułkach zachęca, wręcz prowokuje do napaści – innej formy zawarcia znajomości wszak menelstwo nie zna, a zasapana w przepoconej koszulce kijkarka w dodatku wywijająca ostrymi laskami... zniechęca. Może nawet odraża... No i bardzo dobrze!
Przez trzydzieści lat mieszkałem na Pomorzu, gdzie na obrzeżach małego miasteczka miałem swoją „drogę do kondycji”, a na dłuższe marsze jeździłem w głąb Borów Tucholskich. Dziś mieszkam w molochowatej Łodzi i ganiam z kijkami po sporym pustkowiu w środku miasta, tuż obok aktualnie największego bodaj w kraju centrum handlowego, bo mam je o kilka minut drogi od domu. Nikt mnie ani regularnie śmigających tam na kijkach kilku dziewczyn jak dotąd nie zaczepił.
Widzę, że moda na kijki rozpowszechnia się w szybkim tempie. Kijkarzy w kraju jest już pewnie grubo ponad sto tysięcy, a jakoś brak informacji w mediach, że na taką osobę ktoś napadł. Co jak co, ale takie informacje z pewnością nie pozostały by bez natychmiastowej informacji w głównych wydaniach wiadomości, dzienników, panoram, czy jak oni tam nazywają te swoje żniwa. Im gorzej, tym lepiej – główne hasło dziennikarskiej sfory. A tu cisza. Stąd wystarczająco uzasadniony moim zdaniem wniosek - można bez zbytniego ryzyka przyjąć tezę, że żulia żyje w następującym przekonaniu: na chodzących z kijkami nie ma po co napadać.
I o to chodzi...!!!
Niezależnie od prezentowanego tu stanowiska mam w swoim telefonie komórkowym od „w razie wypadku” wbity telefon alarmowy „112” i to z nazwą taką właśnie, co ustawia we wszystkich telefonach komórkowych ten kontakt jako pierwszy na liście i można go użyć "na ciemno" z kieszeni. Od niedawna służby ratunkowe odbierające takie wywołania od razu „namierzają” położenie osoby dzwoniącej i potrzebującej pomocy. Nareszcie!
Ostatnio edytowano Wt, 13 maja 2008, 22:20 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 1 raz
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 2 kwi 2008, 20:19

Przy udziale i na sprzęcie Darka Kiedrowicza, "robiącego" całą maszynerię od tego forum powstał film instruktażowy - link - proponuję wejście przez Internet Eksplorer...
Ostatnio edytowano So, 22 sie 2009, 09:32 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 1 raz
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Jak używać kijów przy schodzeniu?

Postprzez Rysiu » Pt, 24 kwi 2009, 14:58

Witam miłośników chodzenia z kijami,

Mam pewien niedosyt odnośnie zaleceń używania kijów
przy schodzeniu po terenie pochylonym.

Np. schodząc z pagórka robię to w ten sposób,
że kijami zapieram się, amortyzując przyciąganie ziemskie,
przez co odciążam stawy skokowe i kolanowe.

Aby jaśniej wytłumaczyć - kije stanowią przeciwprostokątną
i skierowane są do przodu, a moje ciało i ziemia to przyprostokątne.

Oczywiście robię to na przemian, lewa noga / prawy kij...

Aby moja pozycja była stabilna łokcie trzymam przyciśnięte do tułowia,
czyli ręce nie są wyprostowane
jak przy chodzeniu po terenie prostym, lub pod górę.
i jak to jest pokazane na stronie
http://skibicki.pl/forum/viewtopic.php?t=851

Z tego, co pamiętam w książce "Marsze i kijami" jest omówiony ten temat,
jednak, chodzi mi dokładnie o to
- jakie ma być ułożenie rąk przy schodzeniu,
takie jak stosuję, czy inne?
Rysiu
 
Posty: 7
Dołączył(a): Cz, 19 cze 2008, 14:56
Lokalizacja: Kraków

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 24 kwi 2009, 16:46

Dobra, po kolei...
Rysiu napisał(a):schodząc z pagórka robię to w ten sposób,
że kijami zapieram się, amortyzując przyciąganie ziemskie,
przez co odciążam stawy skokowe i kolanowe.

Aby jaśniej wytłumaczyć - kije stanowią przeciwprostokątną
i skierowane są do przodu, a moje ciało i ziemia to przyprostokątne.

Z tą terminologią trygonometryczną to bym nie przesadzał. Schodząc z pagórka z pewnością kąt pomiędzy pionową osią ciała, a ziemią jest inny niż prosty - im stromiej, tym bardziej.
Rysiu napisał(a):Oczywiście robię to na przemian, lewa noga / prawy kij...

Póki teren nie jest zbyt "zawiły", taka metoda jest dobra. W terenie bardziej skomplikowanym, bywa że wygodniej i bezpieczniej jest stawiać obydwa kije przed sobą i dopiero później robić dwa kroki.
Rysiu napisał(a):Aby moja pozycja była stabilna łokcie trzymam przyciśnięte do tułowia, czyli ręce nie są wyprostowane

Jasne, że można i tak, ale "podparcie" łokci o tułów może spowodować, że nagle powstanie niebezpieczna dźwignia właśnie z punktem podparcia łokcia o bok tułowia, nie będzie jak się z tego wywinąć, bo zakres ruchu będzie ograniczony tylko do zupełnie nieelastycznego przedramienia i... fikołek będzie prawie pewny. Jeśli na plecach będzie wtedy plecak, to zupełny klops!
Chodzenie z odwiedzionymi łokciami od tułowia wymaga większego zaangażowania mięśni ramion, ale jest na pewno bezpieczniejsze - dużo "głębsza" amortyzacja i dłuższy "ciąg" hamowania.
W "Twojej" technice całe hamowanie wykonują mięśnie tylko przedramion. Jeśli nie będziesz opierał łokci o tułów, zaangażujesz w to także ramiona, barki i cały tułów aż do pasa. To duża różnica.
Poza tym, szerzej pracujące ramiona, to na tej samej drodze mniej "kroków" kijkami, a najtrudniejszym momentem w "chodzeniu na czterech" jest właśnie dobre i pewne postawienie kijka, by z jednej strony sobie pomóc, a z drugiej nie złamać go w jakiejś szczelinie.
No i jeszcze jedno, kto wie czy nie najważniejsze w tej sprawie. Nie da się trzymać łokci przyciśniętych do boków i jednocześnie schodzić z kijkami na elastycznie i głęboko uginających się kolanach! Przypominam, że schodzenie na "teleskopujących" kolanach to podstawa bezpiecznego i niezbyt męczącego zejścia.
Rysiu napisał(a):- jakie ma być ułożenie rąk przy schodzeniu,
takie jak stosuję, czy inne?

No i tu jest kłopot!
Każda metoda jest dobra pod warunkiem, że dobrze ją opanujemy.
Jedno jest pewne - nawet niezbyt skuteczne podpieranie się kijkami w czasie schodzenia i tak w jakimś stopniu odciąża stawy i mięśnie nóg oraz kręgosłupa.
Jeśli od razu i na siłę zastosujesz moją technikę możliwie obszernej i siłowej pracy ramion, a te ręce Ci "siądą", schodzenie stanie się mniej bezpieczne i bardziej męczące.
Powiem tak: rób to po swojemu, ale dąż do większej obszerności ruchów. Z czasem nabierzesz wprawy i sam się zorientujesz, że tak jest lepiej.

To oczywiście nie jest żaden dogmat, a jedynie moje zdanie na ten temat. Spotykam czasem ludzi chodzących w tak dziwaczny sposób, że czasem nie wiem, po jaką cholerę oni te kije w ogóle noszą?
Ostatnio edytowano So, 22 sie 2009, 09:36 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 1 raz
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Rysiu » Pt, 24 kwi 2009, 19:23

Dziękuję za wyjaśnienia, a do tego tak szybkie.

Opisywałem mój problem jeszcze siedząc w firmie,
a teraz po powrocie do domu i zjedzeniu obiadu zajrzałem na forum
- i proszę - jest już odpowiedź.

Moją metodę stosuję, ponieważ jest mniej męcząca,
niż idealna technika opisana przez Ciebie.
Czegoś podobnego, co opisujesz,
próbowałem na początku mojego chodzenia z kijami,
jednak jest to trudniejsze i pomyślałem, że coś jednak chyba nie jest tak
- w efekcie opracowałem własną technikę.

Ale OK - zacznę dążyć do ideału :-)

Jeszcze jedna Ważna Twoja uwaga - o ugiętych nogach,
mimo, że jestem teoretycznie przekonany o zaletach takiego chodzenia,
w praktyce zapominam o tym.

Nie ma jeszcze roku, odkąd kupiłem kije
i nie wygasł mój entuzjazm odnośnie ich stosowania.
Do tego stopnia, że idąc na miejsce zbiórki, gdzie stoi autokar,
którym jadę wycieczkę w góry, maszeruję dzierżąc kije.
Wczesnym rankiem, a do tego w soboty lub niedziele niewielu ludzi jest na ulicach.

Tymczasem zauważyłem, że wielu ludzi używa kijów tylko przy podchodzeniu pod górę,
natomiast przy schodzeniu, a jeszcze częściej na płaski terenie
- składa kije i przypina je do plecaka.

Hmm,
wydałem na te kije trochę pieniędzy i szukam dla nich zastosowania w każdych warunkach.


Pozdrawiam
Rysiek
Rysiu
 
Posty: 7
Dołączył(a): Cz, 19 cze 2008, 14:56
Lokalizacja: Kraków

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 24 kwi 2009, 20:41

Rysiu napisał(a):Moją metodę stosuję, ponieważ jest mniej męcząca

Tak jest ze wszystkim na początku.
Pływasz najpierw "pieskiem", bo to wydaje Ci się mniej męczące niż kraul czy klasyczna żabka o baterflaju nawet nie wspominając. Jak już przepłyniesz na wskroś kilka jezior, to okazuje się, że żabką jest i łatwiej i przyjemniej.
Jeżdżąc na łyżwach wydaje się na początku, że odepchnięcia z czubka łyżwy są wygodniejsze, a potem okazuje się, że pełny krok łyżwowy pozwala na niewyobrażalnie długie dystanse, a i o wiele łatwiej utrzymać sporą prędkość.
Każda dziedzina ma takie swoje niuanse - kijki też.
Nie przejmuj się tym, co nazywasz swoją niedoskonałością. Rób swoje, i spokojnie dąż do skuteczniejszej techniki. To w pewnym momencie samo "wskoczy" na swoje miejsce. Tak przynajmniej było u mnie, bo zaczynałem chodzić na kijkach, gdy wzorcami byli jedynie narciarze biegowi i karawany wypraw himalajskich. O NW wtedy jeszcze nawet Fińczykom się nie śniło.

Rysiu napisał(a):wydałem na te kije trochę pieniędzy i szukam dla nich zastosowania w każdych warunkach.

To masz kłopot. Moje pierwsze kijki, to były dwie laski jałowcowe z wklejonymi wiertłami na dole i dośrubowanymi pętlami parcianymi na górze. Zważywszy Twój imperatyw, miałem lepiej...

A tak przy okazji, skoro szukasz dodatkowych zastosowań...
Robiłeś już rozgrzewkę Rufiera z wykorzystaniem kijka?
To jest pod linkiem - http://skibicki.pl/forum/viewtopic.php?t=377, a tam część - "Kondycja permanentna - ciągłe utrzymywanie kondycji." - ta z rysunkami. Warto!
W ogóle warto pogrzebać we wskazanym wątku i przekonać się do kilku prostych ćwiczeń na co dzień, ale niekoniecznie w siłowni.
Cześć! Idę spać, bom się sponiewierał na ściance.
Jakby co, pytaj dalej. Odpowiem jutro.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Piotr » Śr, 17 mar 2010, 10:46

Zygmunt Skibicki napisał(a):.
To oczywiście nie jest żaden dogmat, a jedynie moje zdanie na ten temat. Spotykam czasem ludzi chodzących w tak dziwaczny sposób, że czasem nie wiem, po jaką cholerę oni te kije w ogóle noszą?



Leżąc na plaży w Rewalu miałem gruntowne szkolenie antynordicowalkingowe. :-) Z obserwacji, to większość ludzi tylko ciągała kijki za sobą. Myślę, że gotowości do machania łapami starcza aplikantom tylko na pierwsze kilkadziesiąt metrów. Skąd to może wynikać? Chyba tylko z nieumiejętności używania kijka i słuchania własnego ciała. Ja odczuwam przyjemność w chodzeniu po płaskim z kijami i używam ich nawet, gdy już "wyjdę z gór" i zmierzam do samochodu. Gdy złapię rytm marszu nóg i machania łapami do tego, to sam proces jest bardzo harmoniczny i wydajny, czyli jestem szybszy i mniej się męczę. Ale to musiałem ćwiczyć i dopasować całość jak najbardziej do siebie. Gdy się udało, to efekt jest zachęcający do dalszych działań. Dodam, że nauczyłem się poprawnie chodzić instynktownie, dopiero niedawno przeglądałem materiały (min. twoje) i okazuje się, że chodzę jak po szkoleniu. :-) No, może trochę dłużej ciągnę ruch ręki do tyłu, ale ja tak lubię.
Piotr
Piotr
 
Posty: 6
Dołączył(a): N, 14 mar 2010, 22:54

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 17 mar 2010, 11:00

Piotr napisał(a):Leżąc na plaży w Rewalu miałem gruntowne szkolenie antynordicowalkingowe. :-) Z obserwacji, to większość ludzi tylko ciągała kijki za sobą. Myślę, że gotowości do machania łapami starcza aplikantom tylko na pierwsze kilkadziesiąt metrów.

Nie wiem, czy aby na pewno prawidłowo interpretujesz swoje obserwacje?
Otóż jest taka "szkoła" NW i być może w tym Rewalu na nią się natknąłeś, w której nie tylko na samym początku nauki NW, ale i jako rozgrzewka przed każdym marszem, oraz śródzajęciowe "rozluźnienie" jest stosowane właśnie takie "ciąganie" kijków za opuszczonymi i lekko tylko pracującymi ramionami.
Oczywiście, nie da się całkowicie wykluczyć, że obserwowanych ludzi trening NW po prostu znudził. Z nudów... wiadomo, różne rzeczy przychodzą do głowy.
Poza tym - stanowczo bym nie mieszał obserwacji NW do zachowań trekkingowych, i na odwrót.
To są dwa zupełnie inne światy!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Piotr » Śr, 17 mar 2010, 15:30

Zygmunt Skibicki napisał(a):Nie wiem, czy aby na pewno prawidłowo interpretujesz swoje obserwacje?
Otóż jest taka "szkoła" NW i być może w tym Rewalu na nią się natknąłeś, w której nie tylko na samym początku nauki NW, ale i jako rozgrzewka przed każdym marszem, oraz śródzajęciowe "rozluźnienie" jest stosowane właśnie takie "ciąganie" kijków za opuszczonymi i lekko tylko pracującymi ramionami.
Oczywiście, nie da się całkowicie wykluczyć, że obserwowanych ludzi trening NW po prostu znudził. Z nudów... wiadomo, różne rzeczy przychodzą do głowy.
Poza tym - stanowczo bym nie mieszał obserwacji NW do zachowań trekkingowych, i na odwrót.
To są dwa zupełnie inne światy!



Czyli są różne szkoły... Nie znam się na tym...
A dlaczego to są dwa różne światy?
Piotr
 
Posty: 6
Dołączył(a): N, 14 mar 2010, 22:54

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 17 mar 2010, 15:36

Piotr napisał(a):Czyli są różne szkoły...

Nie do końca można tak powiedzieć. Dwie szkoły, to określenie pasujące do dwóch metod rozwiązania tego samego problemu, a problemy są dwa i to zasadniczo różniące się.
Piotr napisał(a):A dlaczego to są dwa różne światy?

http://skibicki.pl/forum/viewtopic.php?t=885
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 2 kwi 2010, 14:59

A teraz ciekawostka natury historycznej, jeśli nie... pre.
Tym wszystkim, którzy uważają, że turystyczne chodzenie z kijkami to wymysł XXI wieku polecam lekturę:
Z. Klemensiewicz - "Turystyka wysokogórska" 1937r.
A tam na stronie 22-iej wyczytać można takie oto zdanie:
Zygmunt Klemensiewicz napisał(a):Ponieważ na podejściach idzie się szybciej przy obustronnym oparciu, używają niektórzy z powodzeniem - także w lecie - pary lekkich kijków narciarskich, oczywiście bez talerzyków.

Ale... jaja!
Wypisz, wymaluj... Wielkanocne!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez radek83 » Pt, 2 kwi 2010, 21:34

Przed wojną nie mieli marketingu dobrego :biggrin: Wtedy ludzie byli mądrzy mądrością pokoleń a nie guglami i reklamami z telewizora
radek83
 
Posty: 239
Dołączył(a): Śr, 25 lut 2009, 10:28

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 2 kwi 2010, 21:44

A w średniowieczu w ogóle nie było telewizji i musieli radia słuchać!
.....................
Tu jest on-line kilka pozycji książkowych z pierwszej połowy zeszłego stulecia - http://skibicki.pl/forum/viewtopic.php?t=937
Na prawdę warto je przeczytać.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Eloy » Śr, 28 lip 2010, 22:39

Panie Zygmuncie, chyba jest coś nie tak z linkiem "Autorski film instruktażowy". Kiedyś oglądałem i wydał mi się interesujący, teraz po zakupie pierwszych własnych kijków chciałbym do niego wrócić i skorzystać z Pańskich porad.

Pozdrawiam
Eloy
Eloy
 
Posty: 3
Dołączył(a): Śr, 28 lip 2010, 22:18

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 29 lip 2010, 09:02

Link w dalszym ciągu działa bez najmniejszych problemów - sprawdź swój komputer!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Eloy » Cz, 29 lip 2010, 22:08

Całkiem możliwe gdyż korzystam z chyba nienajlepszego łącza. Po przyjeździe do domu z wakacji (Zakopane) sprawdzę u siebie w domu, Pozdrawiam i dziękuję za tak szybką odpowiedź.

Eloy
Eloy
 
Posty: 3
Dołączył(a): Śr, 28 lip 2010, 22:18

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 29 lip 2010, 22:25

To "chodzi" także na słabych łączach, ale wtedy niestety długo się "ściąga", a czasem film odtwarzany "na wprost" z serwera co chwila "stopuje" w trakcie. W każdym bądź razie zawsze istnieje dobra metoda: najpierw ściągnąć, zapisać na dysku i dopiero potem odtwarzać.
Powodzenia.
Ja jutro jadę w Wysokie Tatry na tydzień, ale Zakopane omijam z daleka.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Eloy » Śr, 4 sie 2010, 23:07

Wszystko w porządku z tym linkiem. Idąc za radą jednego z użytkowników forum turystyka-górska.pl (nie czytając jeszcze Pana ostatniego wpisu) skopiowałem plik na dysk i nie było żadnego problemu z jego odtworzeniem. Dziękuję za pomoc i podzielenie się wiedzą i doświadczeniem. To miłe, że Panu chciało się - chyba jeszcze zimą - wyjechać z przytulnego domu gdzieś w plener i bezinteresownie udzielić cennych rad i przemyśleń tym, którzy swoją przygodę z kijkami zaczynają.

Pozdrawiam serdeczbie
Eloy
 
Posty: 3
Dołączył(a): Śr, 28 lip 2010, 22:18

Postprzez herald » Cz, 11 lis 2010, 20:25

Niedawno kupiłem kijki. Ale dopiero teraz odkryłem ten Poradnik i poczytałem. Przy okazji wiele innych postów na forum, obejrzałem zdjęcia. Logo mam znane więc miło mi że właściciel portalu i forum na razie pozwolił mi na bycie tutaj. Pyskować nie zamierzam, a z turystyką mam trochę wspomnień gdy się młodym było. Mundkowi można pogratulować, zwłaszcza gdy płynie kajakiem w okolicach Swornychgaci. Kiedyś byłem tam na badaniach etnograficznych i w miesiąc później na biwaku rodzinnym nad jez. Witoczno, przed mostem, gdzie Brda wypływa z jeziora. I znam okolicę z pięknym jeziorem Płęsno. Z kijkami udaje mi się spacerować raz lub dwa razy w tygodniu ale się poprawię no i skorzystam z porad. Mam cały poradnik na pulpicie. :)
Pozdrawiam.
herald
 
Posty: 5
Dołączył(a): Śr, 10 lis 2010, 17:01
Lokalizacja: Gdańska

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 11 lis 2010, 20:29

Witamy Cię i Powodzenia... !!!
A co do pozwalania na "bycie tutaj", to staram się nie wtrącać.
Każdy pozwala sobie... sam.
.....................
A teraz kłaniam się pięknie i idę spać - jutro wcześnie rano wstaję i gnam do Wetliny. Pojutrze zamierzamy w kilka osób odwiedzić Lutka na połoninie.
Hej!
Fotki i relacja będą, bo oczywiście zabieram kije i... Canona.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Początek

Postprzez Nomad » Cz, 8 mar 2012, 15:34

Witaj Zygmuncie, jestem nowym nabytkiem na Twoim forum, nowym adeptem kijkowego szaleństwa,
Od zawsze bardzo dużo chodziłam,czy to w zamieszkałych czasach po Beskidzie,i pamiętam dobrze traperki impregnowane towotem,dwie pary skarpet bawełniane i grube wełniane. Plecaki z pełnym prowiantem na kilka dni, obliczanie czasu aby do zmroku dotrzeć do schroniska, smak herbaty i jajecznicy, spanie pokotem na materacach w schroniskach.I ATMOSFERĘ na szlaku.
Ale to już było...w czasach współczesnych mieszkam w Katowicach, piesze długie marsze wymagało na mnie posiadanie psa,Który musi sie wybiegać tam gdzie nie ma ludzi Nie uznaję wyprowadzenia zwierzaka na 15 minut rano na krótkiej smyczy na okoliczne trawniki. mieszkam blisko terenów rekreacyjnych ( dla ludzi) bliziutko są miejsca i trasy zachwycające swoją urodą. Rano godzina marszu przed pracą , po południu różnie,
W sobotę ,niedzielę, jeden marsz jest zawsze 3-4 godzinny, pozostałe spacery nie krótsze niż godzina.Nieżalenie od pogody
Do pracy mam w jedną stronę 2.5 km.Oczywiście pokonuję trasę na nóżkach.tam i z powrotem.
I tak chodziłam i chodziłam,,, zbierałam info o kijkach, nie byłam przekonana, ..coraz więcej kijkarzy na naszym terenie, w końcu analiza sprzętu w internecie, i już jestem z wami.mam Fizzany .Po dokładnej analizie techniki chodzenia internet, zaczęłam chodzić, Nie powiem z boku wyglądało to o wiele łatwiej.
miałam kłopoty z synchronizacją , puszczaniem kijka , ale w tej chwili .. jest super.. po pierwsze cieszę się z kijków, lekkie świetnie leżą w dłoni ,
Synchronizacja jest już naprawdę dobra, czuję się tak jakby kijki były przedłożeniem mojego ciała.maszeruję z plecaczkiem do pracy chodnikami w ruchu miejskim, rano maszeruję z kijkami z psem przed pracą ponad godzinę.w sobotę byliśmy z psem na wędrówce ok 4 godzin .Chodzę butach wysokich trekingowych i jest dobrze.Ludziska dziwnie reaguja na 57 letnią osobę płci żeńskiej, z kijkami..z kijkowymi pozdrowieniami Nomad
Nomad
 
Posty: 1
Dołączył(a): Pn, 27 lut 2012, 16:34

Re: Poczucie bezpieczeństwa

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 8 mar 2012, 15:53

Witamy Cię Serdecznie!
Cieszę się, że jesteś z nami i że odczuwasz frajdę także z samego ruszenia na dłuższy spacer. Jest nas coraz więcej i jak widać, nieźle to wpływa na zdrowie, bo... ZUS już zaczyna robić bokami!
I tak ma być!
Powodzenia!
Zaglądaj tu czasem i pisz, co Ci leży na sercu, ok?
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź


Powrót do Marsze z kijkami

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

cron