Marsze interwałowe

Turystycznie, rekreacyjnie, odchudzająco, leczniczo i pod każdą inną postacią...

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Marsze interwałowe

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 13 wrz 2014, 18:42

Zważywszy na wiek trochę późno się za to zabrałem i od razu mówię, że moja wiedza teoretyczna na ten temat jest internetowa, więc bardzo... marna.
Gdy pływałem wyczynowo w klubie coś takiego nazywało się tempówkami i polegało na pływaniu jednej długości basenu na pełny gaz, a potem powrót spokojnym krokiem na słupek startowy i... tak w kółko kilkanaście razy. Bywało i do... upadu. Jakoś... nie polubiłem.
Teraz, gdy od kilku lat chodzę uparcie, dość regularnie i stosunkowo dużo (circa 1 500 km/rok) na kijkach, namówił mnie do tego typu rozwoju sprawności syn przygotowujący się najpierw do półmaratonów, a potem do pełnych maratonów ulicznych. Jemu to posłużyło...
Choć ja "kijkuję" wyłącznie dla zdrowia, kondycji oraz własnej wydolności, a wynik sportowy mnie w ogóle nie interesuje, trochę poczytałem na ten temat i wyszło mi z tego coś takiego:
Co by nie narobić sobie szkody(*) zaopatrzyłem się w zegarek - patrz wskazany link - do biegania z czujnikiem tętna.
Maszeruję po w połowie ocienionej, praktycznie płaskiej trasie typu ubite piesze ścieżki i sporo twardego, dość często koszonego miejskiego trawnika(*)...
Najpierw 1 kilometr spokojnego marszu w tempie circa 6,1 - 6,2 km/godz.
Potem interwałowo 16 cykli: 100 metrów na pełny gaz(***) i około 350 metrów spokojnym, ale zdecydowanym krokiem.
Na koniec 1,3 kilometra spokojnym krokiem, ale już z tempem 6,3 - 6,4 km/godz.
Razem to daje 9,5 kilometra w czasie nieco poniżej 1,5 godziny.
Po dwóch miesiącach (26 treningów) doczekałem się tego, że to co kiedyś czasowo "wykręcałem" na dystansie 9,5 kilometra z tętnem średnim 126 - 128 i "rozpędzaniem" serca w czasie interwałów do 142 - 144 uderzeń, teraz osiągam z tętnem średnim 116 - 118 i maksymalnym tętnem w interwałach 131 - 133.
"Książkowo" tak to właśnie powinno być.
No, to chyba dobrze to sobie wymyśliłem...
No i po dwóch miesiącach z wagi 84 kilogramy "zszedłem" na... 81...

\W każdym razie nadal potrafię przejść 7 kilometrów w godziną, 13 kilometrów w dwie, a w trzy godziny... 20.
Tak sobie myślę, że daj Boże każdemu w tym wieku!

(*) - Bo rok temu przez zwykły błąd rachunkowy w czasie marszu taką szkodę sobie zrobiłem, na szczęście niezbyt trwale dewastującą, choć nader bolesną...
(**) - Nie jest to park!
(***) - Szybkość w nogach maksymalna, jaką tylko da się zrobić i kontrola tętna, co by za bardzo nie zbliżyć się do HR-max.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Powrót do Marsze z kijkami

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

cron