Poczucie bezpieczeństwa

Turystycznie, rekreacyjnie, odchudzająco, leczniczo i pod każdą inną postacią...

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Poczucie bezpieczeństwa

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 26 sie 2009, 20:01

Nie jest to łatwy temat w dobie narastającego poczucia zagrożenia ze strony wszelkiej żulii, kibolii oraz menelstwa, którego coraz większej ilości trudno nie dostrzegać poza naszym domem nieomal w każdym miejscu.
No właśnie... czy w każdym?
Chuliganeria wszelkiej maści gromadzi się głównie w miejscach nie za bardzo tłocznych, ale też i nie w zupełnie odludnych – oni potrzebują tła. Tym tłem, a przy okazji także pożywką dla wysuszonych gardeł i kieszeni są zwyczajni ludzie, którzy podążają po zakupy lub dla innych normalnych potrzeb. Są to zatem miejsca o dość słabym natężeniu ruchu, gdzie można upatrzoną ofiarę szybko wyłuskać, odseparować od innych i zabrać, co tam kto ma cennego, a później szybko się oddalić bez zagrożenia, że ktoś może przyjść ofierze z pomocą albo nawet przeszkodzić napastnikom w ucieczce.
Najbardziej niebezpieczne są zatem boczne miejskie uliczki czy alejki parkowe o szarówce, gdy gwałtownie zmniejsza się ilość przechodniów. Najmniej napastników można się spodziewać na podmiejskich polach czy odległych od siedzib ludzkich duktach leśnych – dla bandziorów to zupełnie nieatrakcyjne tereny. Trudno spodziewać się wielu ryb, to i nie ma wędkarzy...
Jest w tym temacie kolejny aspekt. Żulia to zwykle osobnicy o dość mizernym charakterze i atakują zazwyczaj osoby zupełnie na to nie przygotowane. To zwykli tchórze - element zaskoczenia jest im wręcz niezbędny, bo chcą mieć od razu zagwarantowaną przewagę. Jeśli widzą dwie czy choćby jedną osobę idącą szybkim i zamaszystym krokiem, w dodatku silnie sapiącą, trudno przypuszczać, że będzie ona całkowicie bierna po obcesowej zaczepce. Jeśli tak chodzi, to zapewne nie obcy jej wysiłek fizyczny, a może i sportowy wyczyn. Można się mocno zdziwić, że dziewczyna o wiotkiej sylwetce i miłej twarzyczce potrafi „z liścia” strzelić w pysk ze skutkiem... doglebowym. W dodatku te dwa ostro zakończone kije...
I chyba najważniejsza rzecz zniechęcająca napastników – kto wybierając się na kondycyjny marsz z kijkami zabiera ze sobą portfel z większą gotówką czy choćby cenną biżuterię? Przy takim „ganiaczu” można się spodziewać nie więcej niż kilku złotych, kluczy od mieszkania, jakiegoś nadgryzionego batona i bidonu z wodą w dodatku nie gazowaną.
Chodzę z kijkami od wielu lat i kontaktuję się dość często z podobnymi mi ludźmi. Czasem są to nad wyraz atrakcyjne dziewczyny, które w żartach potrafią biadolić, że byle podkasaną do „bariery dźwięku” gówniarę, to w parku po dyskotece napastują nagminnie, a na nie... nikt nie ma ochoty.
Tu bowiem jest zasadnicza różnica – wymalowana, eksponująca nogi i nie tylko dziewoja snująca się smętnie po parkowych zaułkach zachęca, wręcz prowokuje do napaści – innej formy zawarcia znajomości wszak menelstwo nie zna, a zasapana w przepoconej koszulce kijkarka w dodatku wywijająca ostrymi laskami... zniechęca. Może nawet odraża... No i bardzo dobrze!
Przez trzydzieści lat mieszkałem na Pomorzu, gdzie na obrzeżach małego miasteczka miałem swoją „drogę do kondycji”, a na dłuższe marsze jeździłem w głąb Borów Tucholskich. Dziś mieszkam w molochowatej Łodzi i ganiam z kijkami po sporym pustkowiu w środku miasta, tuż obok aktualnie największego bodaj w kraju centrum handlowego, bo mam je o kilka minut drogi od domu. Nikt mnie ani regularnie śmigających tam na kijkach kilku dziewczyn jak dotąd nie zaczepił.
Widzę, że moda na kijki rozpowszechnia się w szybkim tempie. Kijkarzy w kraju jest już pewnie grubo ponad sto tysięcy, a jakoś brak informacji w mediach, że na taką osobę ktoś napadł. Co jak co, ale takie informacje z pewnością nie pozostały by bez natychmiastowej informacji w głównych wydaniach wiadomości, dzienników, panoram, czy jak oni tam nazywają te swoje żniwa. Im gorzej, tym lepiej – główne hasło dziennikarskiej sfory. A tu cisza. Stąd wystarczająco uzasadniony moim zdaniem wniosek - można bez zbytniego ryzyka przyjąć tezę, że lumpenproletariat żyje w następującym przekonaniu - na chodzących z kijkami nie ma po co napadać.
I o to chodzi...!!!
Niezależnie od prezentowanego tu stanowiska mam w swoim telefonie komórkowym od „w razie wypadku” wbity telefon alarmowy „112”. Od niedawna służby ratunkowe odbierające takie wywołania od razu „namierzają” położenie osoby dzwoniącej i potrzebującej pomocy. Nareszcie!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 26 sie 2009, 20:22

Innym zagrożeniem dla zamaszyście maszerujących są... psy. właszcza, że akurat tam gdzie fajnie się maszeruje, wieczorami spotykają się posiadacze psów, by puściwszy je wolno nie za bardzo się nimi interesować oraz spokojnie... poplotkować.
Niestety, nie nadszedł jeszcze czas, gdy w naszym kraju każdy pies będzie w miejscu publicznym przywiązany zawsze do swego opiekuna... smyczą.
Niektóre z tych czworonogów uważają kij w rękach człowieka za jawną prowokację do zabawy, gonią za maszerującym i obszczekują. Może to wzbudzać obawy, czy aby tylko o zabawę tu chodzi?
Zdarza się coś takiego i mnie. Wypracowałem już jednak póki co skuteczną metodę, a właściwie kilka postaw wystarczających w takich sytuacjach dla zachowania osobistego bezpieczeństwa:
- NAJWAŻNIEJSZE...!!! Rzeczywiście groźny dla człowieka może być tylko pies bez kagańca! Nawet skaczący na nas największy, 80-cio kilogramowy leonberger, gdy na pysku ma kaganiec, nic nam groźnego nie zrobi poza ewentualnym przewróceniem, nieznacznym podrapaniem i... ubrudzeniem. No niby... żadna frajda, ale żeby znowu tak od razu panicznie się tego bać...?
- zazwyczaj ujadający w naszej bliskości pies nie ma koncepcji, jak "dostać się" do nas, gdy z obydwu stron szybko "migają" mu kijki - on nigdy nie atakuje od przodu, a z boków lub od tyłu. Czasem umyślnie zawężam linie stawiania kijków.
- do zbyt natarczywego psa, który próbuje "ugryźć" kijek, po zatrzymaniu się ustawiam się zawsze przodem, co zwykle znacznie "studzi" zapały,
- jeśli nie studzi, to "zasłaniam" się trzymanymi jak do marszu, ale skrzyżowanymi kijkami - skrzyżowanie kijków powinno znaleźć się jak najbliżej linii pomiędzy naszymi, a psimi oczami! Należy patrzeć ujadającemu psu w oczy! Jeszcze żaden pies nie próbował nawet sforsować tak postawionej przeze mnie "zasłony".
- nigdy nie należy machać kijkami tak, jak byśmy chcieli uderzyć psa zwykłym kijem - pies zazwyczaj szybciej uskoczy niż my go "dosięgniemy".
- jeśli obskakuje nas kilka psów "zasłaniamy" się od tego najaktywniejszego i wręcz idziemy na niego - inne psy zwykle przestają atakować, a nawet się oddalają.
- jeśli już nie ma innej rady i trzeba zaatakować, znacznie skuteczniejsze niż uderzenie bokiem kijka - kije się wtedy zwykle trwale odkształcają! - jest stosownie mocne "kujnięcie" psa grotem kijka. Uwaga! To może skaleczyć zwierzaka!
Przyznam, że raz byłem zmuszony do takiego "kujnięcia" i potężny z wielkim, rozszczekanym pyskiem pies, którego się najnormalniej bałem nawet nie skaleczony po "kujnięciu" w grzbiet natychmiast ucichł i z podwiniętym ogonem... uciekł. Inna sprawa, że walnąłem go z góry w grzbiet tak, że padł na płask... To dlatego właśnie uważam, że nie należy zmieniać uchwytu kijków - trzymane jak do marszu są w naszych rękach dużo bardziej skuteczniejszą "bronią".
Na wypadek konfliktu z właścicielem psa zawsze dobrą metodą jest sfotografowanie czworonoga, gdy atakuje! Małe "cyfraki" nie są ciężkie i warto je ze sobą nosić - przydadzą się zresztą i do innych, dużo przyjemniejszych celów.

Oczywiście, w najmniejszym nawet stopniu nie zachęcam do prowokowania jakichkolwiek utarczek z psami dla sprawdzenia skuteczności powyższych rad, czy z jakiegokolwiek innego powodu. Gdyby jednak mimo wszystko zdarzył się atak nie uwiązanego psa bez kagańca, nie należy panikować - kijki trekkingowe zawsze jak dotąd wystarczyły zarówno mnie jak i kilku moim znajomym do skutecznej obrony.
A wszystkim do białości rozpalonym moimi zdecydowanymi sugestiami obrońcom zwierząt odpowiadam: Humanitaryzm w stosunku do zwierząt domowych nie polega na bezwolnym pozwalaniu się... gryźć! Jego prawdziwy sens przejawia się w takiej opiece, by zwierzę nie mogło atakować innych.
Zwolennikom ewangelicznego "nadstawiania drugiego policzka" niniejszym życzę: dużo zdrowia! Przyda się.

Uwaga!
Pasterskie psy juhasów zwykle całkowicie ignorują turystów używających kijków. Nie wiem, skąd to się bierze, ale te same psy bywają groźne dla bezkijkowców.
Najskuteczniejsze wtedy jest zatrzymanie się i bardzo głośne krzyknięcie:
- Ku łowcom, k..wa! Ku łowcom!
No niestety, ta k..wa jest wtedy konieczna!
Tak właśnie juhasi przywołują swe psy do przeznaczonej im pracy. A psy te przyzwyczajone są do różnego głosu - byle brutalnie, topornie wręcz brzmiącego!
To naprawdę działa!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź


Powrót do Marsze z kijkami

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

cron