Marsze w grupach

Turystycznie, rekreacyjnie, odchudzająco, leczniczo i pod każdą inną postacią...

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Marsze w grupach

Postprzez Agnest » Śr, 18 mar 2009, 19:02

*
Może za bardzo się panoszę zakładając nowy temat, ale nie znalazłam miejsca by się gdzieś podpiąć.

Maszerowanie z kijami w grupach jest dla osób "gadatliwych" przyjemniejsze niż w pojedynkę. Szczególnie w miastach, gdzie nadal postrzegani jesteśmy jak zjawisko UFO. Czy ktoś słyszał o takich spotkaniach w większych aglomeracjach? Spacerach popołudniowych czy niedzielnych?
Jeśli tak to piszcie gdzie i kiedy. A może sami zorganizowalibyśmy takie wypady? Mnie interesuje Łódź i okolice ale są silne grupy na forum z innych miast. Może warto pomyśleć...
Agnest
 
Posty: 5
Dołączył(a): Pn, 16 mar 2009, 19:10
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 18 mar 2009, 19:54

To forum jest co prawda całkowicie prywatnym, ale nigdzie nie napisałem, że nie można zakładać nowych wątków.
Jest tu kilka wątków o dość jasno określonych zasadach uczestnictwa - jeśli są jakieś ograniczenia, to zawsze jest to określone w poście wprowadzającym.
Tu akurat nie ma żadnych warunków "wstępnych", więc nie ma powodu, by się obawiać.

Marsze w grupach mają swoje określone zalety, o czym dość szeroko piszę w książce Warto takie grupy (grupki?) tworzyć zwłaszcza, gdy powstaje obawa, że w pojedynkę zostanie się potraktowanym przez innych jak ufo-ludek.
Skutek wtedy będzie, co prawda, tylko taki, że cała grupka będzie postrzegana jak najazd ufo-ludków, ale rozumiem, że "w grupie raźniej" i może to mieć istotne znaczenie dla sfery psychicznej uczestników.
Przestrzegam jednak - grupa ma sens jedynie wtedy, gdy przyjmowane tempo marszu jest dobre dla wszystkich, co wcale nie jest proste. Natomiast jeśli jedni mieli by ciągle zwalniać, a inni ciągle doganiać, to zdecydowanie takie grupowe marsze odradzam - nikt tak na prawdę nie będzie z tego zadowolony i całość rozpadnie się po kilku próbach zaledwie, a powstałe przy tym niechęci... pozostaną.
To jest dokładnie tak samo jak z przyjaźniami górskimi. Zadzierzgnięte na górskich szlakach łatwo i trwale przenoszą się do życia codziennego. Natomiast przyjaźnie z nizin bardzo rzadko sprawdzają się po przeniesieniu terenu działania na górskie szlaki. Przyczyna jest stricte ta i taka sama!
A teraz o gadaniu...
Sam jestem gaduła niemożebny, więc wiem, o czym tu mówię.
Jest taka norma stosowana przez instruktorów w komercyjnych grupach ćwiczących NW, że tempo jest wtedy dobre, gdy można swobodnie w trakcie marszu rozmawiać. Takie stawianie sprawy graniczy z prostym chwytem marketingowym, z którego bardziej wynika towarzysko plotkarska funkcja takiej grupy i tworzenie na tej bazie układów "lojalnościowych" wśród klientów(-ek) niż cokolwiek innego.
Ja preferuję zdecydowanie inną opcję: traktuję moje kijkowanie jako trening wytrzymałościowo wydolnościowy i "gnam" bardzo skupiony nie tylko nad techniką marszu, pracą poszczególnych grup mięśni, czy oddechem, ale także nad takim stawianiem stóp, by nie potknąć się, nie poślizgnąć i nie daj Boże nie skręcić nogi...! To wszystko wyklucza towarzyskie pogaduszki.
Zatem, albo "uzasadnione" kijkami spacery konwersacyjne, z których poza samym, także bardzo cennym dla zdrowia fizycznego ruchem na świeżym powietrzu oraz błogim na psychikę wpływem niezobowiązującej konwersacji prawie nic innego nie wynika, albo ostra praca nad swoją kondycją i wydolnością, a pogaduchy to raczej przed albo po niej. Oczywiście w miłej, serdecznej i... zasapanej atmosferze.
Jak napisałem w książce i powtarzam przy każdej wymagającej tego okazji: wcale nie twierdzę, że tzw "Plotking Walking" jest jakimś nagannym odstępstwem od "sztuki". To jest po prostu realizacja innych celów - dla uczestniczących w tym zapewne równie ważnych, albo i ważniejszych. W końcu przecież każdy to robi wyłącznie dla siebie, nie?
W innym miejscu tego "pokoju" jest wątek Kijowe życie, gdzie dokładnie informuję, po jakim terenie i kiedy chodzę w środku Łodzi na kijach. Gdyby ktoś miał ochotę, to z miłą chęcią przyjmę towarzystwo i obiecuję, że nie pytany niczego nie będę doradzał czy odradzał.
Jeszcze jedno - żadna z moich na tym forum opisywanych pasji nie jest dla mnie komercyjną i żadne: opłaty, wpłaty, składki, zrzutki czy datki nie wchodzą w grę.
Jeśli robię coś z kimś, a niesie to ze sobą jakieś koszty, to zawsze każdy płaci wyłącznie za siebie. Uważam, że tak jest najlepiej.
Ostatnio edytowano Wt, 24 mar 2009, 21:29 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 1 raz
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10889
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Agnest » Pn, 23 mar 2009, 17:18

Po tak wyczerpującej odpowiedzi, muszę przyznać rację. Chodzenie w większych grupach to nie trening. A co do książki narazie (przepraszam) jeszcze nie podyskutuję, bo nie dołączyłam jej do "podręczników" ale nadrobie już wkrótce. :biggrin:
Agnest
 
Posty: 5
Dołączył(a): Pn, 16 mar 2009, 19:10
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 23 mar 2009, 17:27

Agnest napisał(a):Po tak wyczerpującej odpowiedzi, muszę przyznać rację. Chodzenie w większych grupach to nie trening

Co, jak to wyżej już napisałem, wcale nie musi oznaczać, że te grupy są czymś gorszym albo lepszym od indywidualnych marszów do "zdechu"...!
Albowiem, są trzy prawdy
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10889
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź


Powrót do Marsze z kijkami

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron