Co pić i w czym to nosić...?

Tematy wspólne dla wielu dziedzin turystyki aktywnej.

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Co pić i w czym to nosić...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 25 lut 2008, 12:49

Autorski film instruktażowy

Tu opisuję, jak powracam po dłuższej przerwie do "kijkowania"...

Na pewno nie pić niczego gazowanego!
Żadnej berbeluchy, choćby była jak najbardziej amerykańskiej proweniencji!
Zupełnie dobre dla naszej fizjologii są wszelkie niegazowane wody mineralne, ale pocenie się w czasie silnego wysiłku mocno nas odwadnia i odsala. Picie natomiast może wzmagać pocenie... Kółko zamknięte? Niekoniecznie.
Najlepsze do picia w czasie dużego wysiłku są napoje izotoniczne, czyli takie, które podtrzymują równowagę płynów w organizmie. Ważne, by je pić małymi porcyjkami i stosunkowo często. W sumie pół litra takiego płynu wystarcza na cały marszowy dzień, pod warunkiem że wypijemy w trakcie także około trzech czwartych litra innych napojów, a wieczorem „nasączymy” się do woli.
Kłopot w tym, że te prawdziwe płyny izotoniczne do tanich nie należą. Zupełnie znośnym i niemal równie skutecznym ich substytutem są inne napoje przeznaczone dla ludzi aktywnych – ich rzeczywisty skład bardzo niewiele różni się od tych najlepszych. Najczęściej spotyka się je w postaci pastylek do rozpuszczenia w wodzie. One są, niestety, musujące i dają napoje gazowane. Wystarczy jednak przygotować taki napój wieczorem i pozostawić w otwartej butelce, a rano będzie to już porządny napój izotoniczny.
Kiedy zdarzy mi się zapomnieć o przygotowaniu takiego napoju wieczorem, rano wrzucam pastylkę do wody, a gdy się wypieni, do zlikwidowania reszty „bąbelków” wsypuję jeszcze do niego odrobinę zwykłego piasku – byle był czysty!
Co poza tym?
Ubytki soli i mikroskładników świetnie uzupełniają soki owocowe, ale najlepiej rozcieńczać je pół na pół wodą mineralną. Z soków polecam czarna porzeczkę, która jest zdecydowanie bardziej wartościowa niż na przykład pomarańczowy.
Warto także zainteresować się sokami wielowarzywnymi, ale rozcieńczać je jeszcze bardziej - ja stosuję 1:2. Natomiast jak zarazy radzę unikać wszystkiego, co ma na opakowaniu napis "Napój" - to jest głównie mieszanka syntetyków!

Kilka ważnych uwag na temat soków jest w dalszej części wątku - warto!
Ostatnio edytowano Cz, 18 cze 2009, 21:11 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 8 razy
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10903
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Camelbag

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 25 lut 2008, 12:53

Pomysł zły nie jest. Wykoncepcili go uczestnicy koszmarnie męczących wyścigów Camel Trophy, gdzie kilkuosobowe drużyny ścigają się na piekielnie długich i niezwykle urozmaiconych trasach, które pokonuje się podczas kilkudniowych nieprzerwanie trwających konkurencji. Ze zwykłej oszczędności czasu korzystają oni ze swych napojów poprzez zmyślne rurki połączone z pojemnikami tkwiącymi w plecakach.
Nic nie stoi na przeszkodzie, by wykorzystywać ten pomysł podczas marszów z kijkami, ale póki one nie trwają cały dzień, wygodniejszy jest zwykły bidon z wentylem zatknięty w bocznej, łatwo dostępnej kieszeni plecaka czy dużej nerki.
Camelbagi mają kilka istotnych zasad użytkowania i warto je znać.
Po pierwsze – pojemnik z napojem nie może być nadmiernie ściśnięty w plecaku, bo po prostu zacznie cieknąć.
Po wtóre – rurka łącząca zbiornik z ustnikiem nie może być nigdzie załamana, bo utracimy jej drożność.
Po trzecie wreszcie – pojemnik na napój musi być po każdym użyciu dokładnie wymyty wewnątrz i także dokładnie wysuszony. To samo dotyczy rurki łączącej z ustnikiem i samego ustnika. Już pierwsze zaniedbanie tych zabiegów spowoduje powstanie wewnątrz pleśni, co praktycznie kasuje nasz camelbag i to w sposób ostateczny.
Zdecydowanie dogodniejszym, a z pewnością mniej skomplikowanym w użyciu rozwiązaniem w porównaniu z camelbagiem jest zespół ustnika z rurką umieszczoną w nakrętce pasującej do większości butelek kupowanych napojów. Problem powstania pleśni w zbiorniku z napojem przestaje w tym momencie istnieć. Po prostu otwieramy butelkę z kupionym napojem, wkręcamy nasz zestaw, a po wypiciu wszystkiego butelkę wywalamy i zakładamy następną. Butelki PET, zwłaszcza te od napojów gazowanych, mają i tę zaletę, że dużo lepiej niż workowate zbiorniki camelbagów znoszą plecakowy ścisk. Jest oczywiste, że to rozwiązanie jest także dużo tańsze.

Wątek camelbakowy
Ostatnio edytowano Pn, 1 cze 2009, 16:54 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 1 raz
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10903
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Ezechiel » Pt, 22 sie 2008, 22:09

W salonach Go Sport można dostać izotoniki w koncentracie proszkowym (firmy Isostar). Wychodzą taniej niż tabletki i nie dają efektu musowania. Pojemnik (0,5 kg) wystarcza do przygotowania w sumie 5 litrów, kosztuje (wraz z bidonem) 30 zł.

Używam tego przy treningu biegowym i działa dobrze. Skok "jakościowy" względem wody i soków jest duży.

Aha - izotoników (jak wszystkich innych płynów) nie można pić "haustem". Lepiej działają "wysączone". Aha - dobrze jest przed ich wypiciem zjeść coś (banan rządzi!) - na pusty brzuch za szybko się spalają (węglowodany!). Z drugiej strony - rozsądnie popijane (małe łyki, ok. 0,5 l na trening) wystarczają rzeczywiście na cały dzień - nawet na letni.

Aha - smakuje toto paskudnie. Jak landrynki.
Ezechiel
 
Posty: 7
Dołączył(a): Pn, 23 sty 2006, 20:25

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 23 sie 2008, 19:08

Ezechiel napisał(a):dobrze jest przed ich wypiciem zjeść coś (banan rządzi!) - na pusty brzuch za szybko się spalają (węglowodany!).

Jeszcze lepiej działa pogryzka - z ziaren wolniej uwalniają się węglowodany.
Ezechiel napisał(a):smakuje toto paskudnie. Jak landrynki.

Przesadzasz.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10903
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 30 kwi 2009, 20:24

Soki owocowe wyciskane bezpośrednio przed spożyciem.
Oferuje się w wielu lokalach soki owocowe wyciskane z owoców tuż przed podaniem. Mają one oczywiście stosownie wyższe ceny, bo ponoć są lepszej jakości od tych z kartonu...
Otóż nic bardziej błędnego!
W kraju, podobnie jak w większości krajów klimatu umiarkowanego produkuje się soki cytrusowe z koncentratu produkowanego w bezpośredniej bliskości plantacji. Przerabia się tam owoce w pełni dojrzałe na plantacjach.
Do Polski importuje się cytrusy w ten sposób chroniąc je przed zgniciem w transporcie, że ładuje się na statki owoce zdecydowanie niedojrzałe, w czasie transportu chroni przed światłem słonecznym i mocno chłodzi, a dojrzewanie przeprowadza się w komorach dojrzewalniczych usytuowanych zwykle przy portach morskich. Oczywiście jakość smakowa i odżywcza tak sztucznie doprowadzonych do dojrzałości owoców jest zdecydowanie niższa niż tych dojrzałych w sposób naturalny na plantacjach.
Zapewne spora ilość Polaków odwiedzających kraje "cytrusowe" zastanawia się, dlaczego tam smakują one zdecydowanie lepiej? Wielu wyraża opinie, że podstawową przyczyną jest różnica odmian, z którymi się tam spotykają. I to także jest pogląd całkowicie błędny.
Jest prawdą, że importuje się do nas odmiany owoców wcale nie najbardziej smakowite, ale najodporniejsze na gnicie w transporcie. Nie tłumaczy to jednak aż tak dużych różnic smakowych i odżywczych. Powód jest zupełnie inny. Soki produkowane przez rozcieńczenie koncentratu uzyskanego w pobliżu plantacji mają dużo lepsze parametry spożywcze niż te wyciskane z owoców dojrzewających w dojrzewalniach portowych.
Nie dajmy się zatem nabierać w Polsce na super ekstra sok pomarańczowy wyciskany z owoców branych do tego z kosza stojącego obok wyciskarki...

Oczywiście soki uzyskane z warzyw rosnących u nas to zupełnie inna sprawa i rzeczywiście najsmaczniejsze i najbardziej wartościowe są te wprost z sokowirówki - zwłaszcza, gdy użyjemy warzyw dopiero co wyciągniętych z własnej grządki. Z tym, że warto dodać do soku mniej więcej jedną trzecią odwirowanego miąższu i oczywiście dobrze to roztrzepać. Błonnik naturalny też jest nam potrzebny!

Do picia po dużym wysiłku warto wodą mineralną niegazowaną rozcieńczać soki owocowe w stosunku 1 do 1, a owocowe 1 do 2, a nawet 3.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10903
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 25 sie 2009, 19:14

Kilka lat temu "modne" stały się soki owocowe. Prawie zapomniano o tak popularnym ongiś soku pomidorowym i marchwiowym, a jabłkowym to w ogóle "pomiatano". Zachwytom natomiast nad sokiem pomarańczowym nie było końca, co oczywiście bezczelnie wykorzystali producenci mimo że zawsze sok z czarnej porzeczki bił go na głowę zawartością witamin i mikroelementów.
Obecnie dietetycy raczej skłaniają się znów do zalecania soków warzywnych i warzywno owocowych, co z fizjologicznego punktu widzenia zawsze wydawało się dużo rozsądniejsze.
Usłyszałem wszak wczoraj w radio RMF-FM w czasie jazdy samochodem, że ponoć świetnie wzmaga wydolność organizmu surowy sok z czerwonych buraków. Mówili, że podnosi wydolność aż o 16 procent. Podpisały się pod tym jakieś amerykańskie autorytety, ale oczywiście szczegółów nie zapamiętałem. Pewno niebawem opublikują wyniki dalszych badań...
Czego to jeszcze się nie dowiemy od naukowców?
Ale sok z buraków akurat lubię w przeciwieństwie do różnych takich red-buli i tym podobnych.

Przyszła mi jednak do głowy taka refleksja: czy nie warto by zapytać, na czyje zleceni ci amerykańscy naukowcy robili badania nad sokiem z czerwonych buraków? No bo gdyby finansowali to plantatorzy buraków, to... byłbym ostrożny.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10903
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 12 lis 2009, 22:19

Dlaczego na kartonie warto poszukać napisu "Sok"? - http://kuchnia.wp.pl/index.php/gallery/ ... ge/0/t_c/1
Proponuję poklikać na bocznych skrajach fotek...
Na prawdę warto przeczytać ten krótki materiał.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10903
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 3 lut 2010, 15:22

Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10903
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 17 sie 2010, 21:22

Wklejam tu kompletną treść bardzo ciekawego artykułu na temat wód mineralnych.
źródło - http://www.wodadlazdrowia.pl/pl/9074/0/ ... odach.html

Tadeusz Wojtaszek

Prawda o wodach mineralnych i innych wodach butelkowanych


Zdrowie i życie każdego człowieka, zależy w dużej mierze od rodzaju i jakości wody, którą na co dzień pije.

Prof. Julian Aleksandrowicz

W ostatnich kilkunastu latach tyle razy zmieniały się przepisy o wodach mineralnych, że dzisiaj już niewiele osób wie, czym naprawdę one są. W ukazujących się zwłaszcza latem mnożą się opinie i oceny, które w wielu przypadkach nie mają nic wspólnego z prawdziwą wartością tych wód.

Pojęcie wody mineralnej po raz pierwszy zdefiniowano na Międzynarodowym Kongresie Balneologicznym w Nauheim w 1911 roku Uznano, że za takie wody można uznać te, które mają, najmniej jednym litrze co najmniej 1000 mg składników mineralnych. W takich wodach zawsze znajdzie się, chociaż jeden składnik mineralny w takiej ilości, że może oddziaływać fizjologicznie lub odżywczo na organizm człowieka.

Również w hydrogeologii uznaje się za wody mineralne tylko te, których ogólna mineralizacja wynosi ponad 1000 mg/l, natomiast te, których ogólna mineralizacja jest mniejsza niż 500 mg/l - zwane są wodami zwykłymi lub słodkimi, pozostałe, w granicach mineralizacji od 500-1000 mg/l - akratopegami.

W 1990 roku nierozsądnie wprowadzono w Polsce przepis mówiący, że wystarczy by woda miała tylko 200 mg składników mineralnych, by nazwać ją wodą mineralną. Było to oczywiście bez sensu, ale skwapliwie wykorzystali to producenci i rynek został dosłownie zalany zwykłą wodą, jako rzekomą wodą mineralną. Pojawiło się blisko 600 wód niby mineralnych. Konsumenci pili zwykłą wodę ciesząc się, że piją wartościowe wody .

Ten fatalny przepis zmieniono dopiero w 1997 roku, ale przez wiele lat producenci opierali się w reklamie swoich produktów na ukształtowanej już świadomości konsumentów, że każda woda w butelce jest wodą mineralną. Funkcjonuje to w dalszym ciągu, chociaż już coraz więcej osób rozumie te różnice.

Generalnie wody butelkowane dzielą się na trzy rodzaje: naturalne wody mineralne, naturalne wody źródlane i wody mineralizowane zwane stołowymi. Poza tą klasyfikacją są jeszcze lecznicze wody mineralne, ale te nie nadają się do powszechnego użycia i traktowane powinny być jako środki farmakologiczne, stosowanej według wskazań lekarskich

Zmieniające się przepisy coraz to inaczej opisują różne rodzaje wód, często wprowadzając kolejne zamieszanie w tej dziedzinie i tworząc kolejne mity. Jaka jest, zatem prawda?

Za wodę mineralną można uznać taką wodę, która ma, co najmniej jeden składnik mineralny, działający fizjologicznie lub odżywczo na organizm człowieka; jest to woda profilaktyczno-zdrowotna. Zawartość tych składników jest ściśle określona i ma zasadnicze znaczenie przy uznaniu wody za wodę mineralną.

Wody mineralne mogą zawierać nawet do 70 różnego rodzaju składników, jednak praktyczne znaczenie ma właściwie tylko dziesięć, które należy uwzględnić przy doborze wody dla potrzeb własnego organizmu. Są to: magnez, wapń, wodorowęglany, chlorki, sód, siarczany, fluorki, jodki, żelazo i dwutlenek węgla. Inne, takie jak: potas, lit, bar, stront, mangan, brom, cynk, miedź itp. występują w tego typu wodach w tak małych ilościach, że nie mają praktycznie większego znaczenia.

Najważniejsze z nich to magnez i wapń, bo ich znaczne niedobory w diecie można znacznie zniwelować pijąc wodę zawierającą te minerały. Szacuje się, że w typowej dziennej diecie przeciętnego Polaka brakuje 1/3 tych bardzo potrzebnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu bioopierwiastków. Magnez bierze udział w ponad 300 procesach biochemicznych i dlatego decyduje o prawidłowej czynności układu immunologicznego i nerwowo-mięśniowego. Zapobiega chorobom nowotworowym, miażdżycy naczyń krwionośnych, zawałom i kamicy nerkowej. Zapobiega zaburzeniom ciąży i opóźnieniom rozwoju płodu. Przeciwdziała stresom, zmniejsza napięcie nerwowe, likwiduje zaburzenia pracy serca i szkodliwe skutki działania alkoholu. Chroni przed zatruciami związkami fluoru, rtęci, ołowiu i innych metali ciężkich oraz zmniejsza skutki wpływu zanieczyszczeń przemysłowych na organizm. Wapń jest podstawowym składnikiem kości i zębów. Wpływa korzystnie na przemianę materii i jest niezbędny do utrzymywania normalnej czynności serca i prawidłowej aktywności układu mięśniowo-nerwowego. Ułatwia leczenie niektórych procesów zapalnych, zapobiega chorobom nowotworowym i osteoporozie. Szczególnie dużo wapnia potrzebują dziewczęta w okresie dojrzewania i kobiety w okresie menopauzy. Codziennie brakuje nam około 100 mg magnezu i co najmniej 200 mg wapnia. Te ilości można łatwo uzupełnić pijąc wody mineralne zawierające w jednym litrze, co najmniej 50 do 100 mg magnezu i powyżej 150 mg. wapnia. Nie wszystkie wody mineralne zawierają w takiej ilości te cenne składniki, ale wystarczy spojrzeć na etykietę na butelce i już wiadomo, która woda może dostarczyć naszemu organizmowi tych niezbędnych do jego prawidłowego funkcjonowania składników mineralnych, które ponadto występując w wodzie w formie zjonizowanej są łatwiej przyswajalne niż w innych preparatach. Korzystnie jest proporcja tych składników 1:2.

Błędne jest przekonanie, że woda jest niedobra, bo odkłada się przy gotowaniu kamień w czajniku. Miękka woda pozbawiona przede wapnia i magnezu jest dobra do pralek a nie dla organizmu człowieka!. Ludzie pijący twardą wodę tak jak np. Gruzini maja zdrowsze serca i żyją dłużej, a Finowie, którzy pili miękką wodę polodowcową najczęściej umierali nawet w młodym wieku na zawał serca. Według ostatnich statystyk również w Polsce obserwuje się, że mieszkańcy Polski południowo wschodniej, gdzie występuje twarda woda o podwyższonej zawartości magnezu i wapnia przeciętnie żyją dłużej. Pierwiastki te regulują również pracę nerek i co może nawet wyglądać paradoksalnie, zapobiegają tworzeniu się kamieni i złogów.

Niestety niewiele uwagi zwraca się znajdujących wodzie mineralnej na wodorowęglany. Mają one duży znaczenie dla organizmu człowieka i dają najbardziej odczuwalne, prawie bezpośrednio po wypiciu efekty. Wodorowęglany alkalizują kwasy żołądkowe i są korzystne dla osób cierpiących na nadkwasotę. Wody o wysokim poziomie wodorowęglanów wpływają korzystnie na ustrój w początkowych stadiach cukrzycy, obniżają zawartość cukru we krwi i moczu, obniżają wydzielanie acetonu i korzystnie wpływają na działanie insuliny oraz regulują pH krwi. Natomiast wód zawierających duże ilości wodorowęglanów, powyżej 600 mg w litrze nie powinni pić w dużych ilościach ludzie mający niedokwasotę a ponad 1000 mg/l ludzie zdrowi, bo to może zaburzyć ich procesy trawienne. Nieporozumieniem, co gorsza usankcjonowanym przepisami jest klasyfikacja według ogólnej mineralizacji wody. Według tych przepisów wodę klasyfikuje się wodę jako: niskozmineralizowaną, średniozmineralizowaną i wysokozmineralizowaną, a ostatnio nawet wprowadzono wodę mineralną bardzoniskozmineralizowaną, o zawartości poniżej 50 mg składników mineralnych w jednym litrze wody, czyli jest to woda mineralna bez minerałów.

Taka klasyfikacja wód mineralnych nie charakteryzuje oddziaływania określonej wody na organizm człowieka, bo inne ma znaczenie w 1 litrze 50 mg magnezu a inne 1000 mg wodorowęglanów, chociaż wielkości te mogą zaważyć o zakwalifikowaniu pierwszej wody do wody niskozmineralizowanej a w drugim przypadku - wysokozmineralizowanej. Jeszcze bardziej mylące może być zsumowanie ilości w wodzie takich składników, jak np. jodu, który występuje w litrze wody przeważnie dziesiętnych częściach miligrama i chlorków występujących w wodach mineralnych w setkach miligramów. Przecież nie sumuje się wartości nieprzystających do siebie. Taka kwalifikacja jest dla konsumenta podstawą do błędnej oceny charakteru danej wody, bo jedynym słusznym kryterium klasyfikacji wody mineralnej powinno być ustalone już i stosowane w praktyce kryterium uwzględniające jeden względnie więcej składników mineralnych o właściwościach odżywczych lub dietetycznych.

Kompletnym nieporozumieniem jest kwalifikacja według sumy składników mineralnych w stosunku do naturalnych wód źródlanych. Wody źródlane nie zawierające w dostatecznej ilości składników, nie powinny być kwalifikowane w ten sposób, bo one nie liczą się dla organizmu. Nie spełniają żadnej roli odżywczej lub fizjologicznej. Kryteria te, i ich zapisy na etykietach wód są bardzo mylącą informacją dla konsumenta, bo wprowadzają zupełnie inne motywy doboru wody aniżeli wynikać powinny z zawartości poszczególnych składników mineralnych.

Bardzo eksploatowane przez producentów jest znaczenie sodu w wodach mineralnych. Sód ma duże znaczenie w prawidłowym funkcjonowaniu organizmu człowieka i jego niedobór jak i nadmiar może być szkodliwy. Przy przeciętnym spożyciu dziennym około 12 g soli (NaCl), dostarczamy organizmowi około 5000 mg sodu, a więc picie wody o zawartości nawet do 250 mg sodu niewiele wpływa na nasz bilans sodowy, bo stanowi to zaledwie 5 % dziennego spożycia.

Mało zwraca się uwagę na zawarte w wodach mineralnych chlorki, ich ilość jest znacznie zróżnicowana, od kilku do ponad półtora tysiąca miligramów w jednym litrze. Zazwyczaj w większych ilościach występują w wodach wespół ze zwiększoną ilością sodu. Anion chlorkowy występuje w soku żołądkowym w postaci kwasu solnego, a jako chlorek sodu utrzymuje właściwe ciśnienie osmotyczne krwi i płynów ustrojowych. Sód występujący w cieczach ustroju jest podstawowym czynnikiem wpływającym na jego gospodarkę wodną. Zapobiega odwodnieniu organizmu i utrzymuje równowagę kwasowo zasadową. Sód jest także moderatorem krwi. Podczas ciężkiej pracy fizycznej w czasie uprawiania sportu i w dni upalne następuje intensywne wydzielanie z organizmu soli z potem, co może spowodować jej niedobór objawiający się osłabieniem, szybkim zmęczeniem a nawet mdłościami. Picie wód chlorkowo-sodowych w takich sytuacjach pozwala na uzupełnienie ubytków soli i wpływa wybitnie dodatnio na samopoczucie i wydolność organizmu. Przy dużym ubytku soli z organizmu spowodowanym bardzo intensywnym wysiłkiem zalecane jest picie wody zawierającej w jednym litrze nawet do 1000 mg sodu i 1500 mg chlorku. W czasie upałów i przy dużym wysiłku nie powinno się pić zwykłej wody bez soli mineralnych. Zwykła woda rozcieńcza w organizmie elektrolity, które stymulują prace serca i w skrajnych przypadkach może ono odmówić posłuszeństwa. Przykładem tego mogą być nagłe zgony piłkarzy i biegaczy, których serce przestało pracować.

Można jeszcze doszukiwać się w wodach takich mikroskładników jak jod, fluor i żelazo. Ale praktycznie nie ma już wody o znaczącej ilości fluoru (1,5-5,0 mg/l) a znaczącą granicę określającą początek oddziaływania fizjologicznego jodu wynoszącą 0,5 mg/litr, przekracza w nieznacznym stopniu tylko kilka wód mineralnych. Ale szukać ich warto, bo brak jodu doprowadza do niedoczynności tarczycy i jest przyczyną wola. Niedobór jodu wpływa niekorzystnie na przebieg ciąży, jest przyczyną zaburzeń rozwoju płodu, ma ujemny wpływ na rozwój psychiczny dzieci i młodzieży. Powoduje też ociężałość umysłową i mniejszą wydajność w pracy. Na obszarach gdzie poziom jodu w wodzie pitnej jest bliski zera, notuje się najwięcej schorzeń tarczycy. Cennym źródłem jodu mogłyby być wody mineralne, w których jego zawartość wynosiłaby od 0,5 – 10,0 mg/l. Duże znaczenie dla organizmu może mieć zawarty w wodzie mineralnej dwuwartościowy jon żelaza. Jest on najbardziej przyswajalną postacią żelaza do ustroju. Wody takie oddziaływają dodatnio przy niedokrwistości i wzmagają przemianę materii. Kiedyś podawano, że wody zawierające sole żelaza wykazują działanie fizjologiczne, przy stężeniu, co najmniej 5 mg żelaza na litr wody teraz ten próg obniżono do 1 mg/litr, ale i tak takich wód spełniających te kryteria jest tylko kilka. Nie ma natomiast, w wodach potasu, który istotnie jest bardzo potrzebny organizmowi, zwłaszcza do prawidłowego funkcjonowania serca.

Nie odpowiada też prawdzie twierdzenie, że należy pić przede wszystkim wodę niegazowaną. Po pierwsze woda gazowana nie szkodzi zdrowemu człowiekowi; w niektórych tylko przypadkach należy jej unikać z określonych powodów zdrowotnych. Przede wszystkim przy nadkwasocie, zaburzeniach trawienia, przy chorobie gardła i strun głosowych. Natomiast woda gazowana drażniąc kubki smakowe w jamie ustnej powoduje uczucie orzeźwienia i to wpływa na lepsze samopoczucie i gaszenie pragnienia w przeciwieństwie do wody niegazowanej, która jest mdła. Ale to jest kwestia gustu, nad którym nie powinno się ponoć dyskutować. Nie należy jednak z tego powodu tworzyć jakiś pseudonaukowych zaleceń dietetycznych. W tej kwestii z punktu widzenia zdrowotnego często pomijane i niedoceniane jest najważniejsze, że woda gazowana jest bardziej pewna pod względem bakteriologicznym aniżeli niegazowana. W niegazowanej łatwiej rozwija się flora bakteryjna aniżeli w wodzie z dwutlenkiem węgla, który ma działanie bakteriostatyczne i nie dopuszcza do mnożenia się bakterii. I takie też pozytywne działanie dla zdrowia maja wzgardzone przez niektórych bąbelki w wodzie. Ale też bez przesady, wystarczy by było ich w litrze około 1000mg i spełnią swoją pozytywną rolę. Czasem jest ich rzeczywiście za dużo, ale zawsze można prostym sposobem ich się pozbyć.

W ostatnich kilku latach bardzo popularne stały się butelkowane naturalne wody źródlane. I bardzo dobrze, bo są one alternatywą, dla często nie najlepszej jakości wody wodociągowej, zwłaszcza w dużych miastach, gdzie czerpie się ją z ujęć powierzchniowych i jest do tego chlorowana. Mają one swoją cenną wartość, bo pochodząc ze złóż podziemnych izolowanych od czynników zewnętrznych, są bakteriologicznie czyste, nie posiadają szkodliwych składników, ale też prawdą jest, że nie posiadają takiej ilości składników mineralnych, które miałyby znaczenie dla organizmu człowieka. Wymagania chemiczne butelkowanych wód źródlanych, o czym się powszechnie nie wie, są obecnie takie same jak dla innej wody do spożycia przez ludzi a więc i takie same jak wody płynącej z kranu. Czasem bywa też tak, że ta woda z kranu, mimo że jest kranówką jest lepsza aniżeli woda butelkowana i nawet czasem smaczniejsza. Woda źródlana nie mając odpowiedniej ilości składników mineralnych nie powinna udawać wody mineralnej. I dlatego bardzo szkodliwą, utrwaloną już niestety praktyką, jest podawanie na etykietach wód źródlanych wykazu składników mineralnych. Nie pisze się oczywiście już jak kiedyś, że jest to woda mineralna, ale poprzez sugestie wciska się konsumentowi w podświadomość, że taka ta woda jest, bo przecież minerały ma. Że jest ich za mało, to już inna sprawa…. Majstersztykiem była kampania reklamowa napojów z mikroelementami. Na etykietach tych napojów wymieniono kilka składników mineralnych, które znajdowały się w zwykłej wodzie używanej do produkcji. A że były to maleńkie nic nie znaczące ilości na to nikt przez kilka lat nie zwrócił uwagi. Napoje te jako rewelacyjne, polecali nawet żywieniowcy utrwalając ten mit. Wody źródlane nadają się doskonale do przyrządzania napojów i gotowania potraw, ale do bezpośredniego picia lepsze dla zdrowia są wody mineralne i mineralizowane.

Wody mineralizowane, wzbogacone w najpotrzebniejsze organizmowi składniki mineralne, przede wszystkim magnez i wapń, są bardzo cennym elementem profilaktyki zdrowotnej. Wody te mogą być bardzo ważnym uzupełnieniem diety zwłaszcza w rejonach gdzie nie występują naturalne wody mineralne. Ponadto posiadają one z reguły tak dobrane ilości poszczególnych składników mineralnych, że nie ma poza tymi najważniejszymi, innych składników, które mogłyby powodować zaburzenia w funkcjonowaniu organizmu np. wodorowęglanów. Takie wody są twarde, bardzo korzystne dla serca. Osoby, które piją, na co dzień twardą wodę, czyli zawierającą dużo magnezu i wapnia chronią swoje serce przed zawałem. A przeprowadzone niedawno w Finlandii badania wykazały, że u osób po zawałach serca pijących twardą wodę rzadziej występowały ponowne ataki serca. Wody mineralizowane, czyli wzbogacone w składniki mineralne produkowane są z wód głębinowych i nie mają nic wspólnego z kranówką, jak niektórzy sądzą. A jest to kolejny bardzo szkodliwy pogląd bo wody te służą zdrowiu. Może wynikało to z niefortunnej nazwy, jaką jej przypisano. Oficjalnie nazywa się je wodami stołowymi. Nazwa jest nieco dziwaczna, bo kiedyś wody mineralne dzielono na lecznicze i stołowe. I ten podział był jasny i zrozumiały, bo określał funkcje wody. Teraz skoro zrezygnowano z takiego podziału to nazwa ta jest pozbawiona sensu. Sensowniej byłoby chyba nazwać taki produkt wprost: woda mineralizowana, albo woda wzbogacona w składniki mineralne i wtedy wszystko byłoby jasne.

Mitem na skale światową jest fama o doskonałych mineralnych wodach francuskich. Wody francuskie, które można kupić w polskich sklepach mają bardzo mało składników mineralnych; od 110 do 200 mg w litrze, a więc są bliższe pod tym względem wodzie destylowanej, albo deszczówce, która może mieć nawet do 60 mg składników stałych na 1 litr, aniżeli polskim wodom mineralnym. Jedna z tych renomowanych wód ma zaledwie w 1 litrze 6 (słownie sześć) mg magnezu i 10,5 mg wapnia! We Francji jest bardzo mało źródeł prawdziwej wody mineralnej, dlatego poprzez reklamę wylansowano te zwykłe wody wmawiając konsumentom, że jest to woda mineralna, bo pochodzi z pod ziemi. Pierwszą kampanię reklamującą te wody rozpoczęto już w 1870 roku i do dzisiaj siła jej a nie wartość wody jest sukcesem producentów. W reklamie zwraca się uwagę, że wody te doskonale nadają się do przygotowywania posiłków dla niemowląt i sporządzania drinków z whisky, bo nie zakłócają równowagi mineralnej i nie zmieniają smaku. I to jest jedyna prawda. Natomiast pisanie, że taka woda zalecana jest dla sportowców przed, podczas i po wysiłku fizycznym jest karygodne, bo to może jedynie zaszkodzić a nie pomóc. Podobnie jest z wodami niemieckimi i włoskimi, które nazywają się wodami mineralnymi, lecz nie zawierają znaczącej dla organizmu człowieka ilości składników mineralnych. Z ich czystością bakteriologiczna tez nie jest tak dobrze. Z przebadanych przez Zakład Higieny Komunalnej Państwowego Zakładu Higieny importowanych wód butelkowanych pochodzących z 10 znanych firm zachodnich – na 50 próbek aż 40% miało przekroczoną liczbę 500 komórek bakterii w 1 ml w temperaturze 20º C.

W Polsce wytwarza się kilkaset wód butelkowanych, z tego tylko około 30 prawdziwych wód mineralnych oraz kilka wzbogaconych w składniki mineralne wód mineralizowanych, które przy systematycznym piciu mogą spełniać funkcje profilaktyczno zdrowotne. Dla potrzeb własnego organizmu trzeba je dobierać według funkcji, jakie spełniają poszczególne składniki mineralne. Znając potrzeby własnego organizmu można dobrać sobie taką wodę, która pomoże uzupełnić braki tych składników mineralnych, których najbardziej potrzebuje nasz organizm lub które korzystnie wpływać będą na nasze zdrowie i samopoczucie. Jeżeli zaś nie jesteśmy od razu pewni, który rodzaj wody jest nam najbardziej sprzyjający, to najlepiej pić różnego rodzaju wody obserwując ich działanie na nasz organizm. Dlatego kupując wodę mineralną trzeba kierować się przede wszystkim ilością poszczególnych składników mineralnych zawartych w wodzie i dobierać ją do swoich indywidualnych potrzeb.

Kierując się tym, na pewno już po niedługim czasie zauważycie zmiany w swoim zdrowiu i samopoczuciu. Mniej podatni będziecie na stresy pijąc wodę o dużej ilości magnezu i wapnia. Ustąpią dolegliwości żołądka, gdy będziecie pić wodę o właściwie dobranej ilości wodorowęglanów. Wykonując ciężką pracę i w dni upalne poczujecie się lepiej pijąc wodę o zwiększonej zawartości soli, natomiast cierpiący na nadciśnienie złagodzą swoje dolegliwości ograniczając picie wody zawierającej zbyt duże ilości sodu.


.........................................
Trochę autor artykułu namieszał, więc dla porządku cytuję z innego forum komentarz z którym się w pełni zgadzam:
Bardzo ciekawe i faktycznie warto przeczytać. Ale potem KONIECZNIE przeczytać jeszcze należy - np. "Słownik hydrogeologiczny" - zwłaszcza hasła dotyczące wody mineralnej i wody leczniczej...
Nie chcę się czepiać, bo Autor po prostu pisał ten artykuł z punktu widzenia własnych zainteresowań i fachu, ale:
Za wodę mineralną można uznać taką wodę, która ma, co najmniej jeden składnik mineralny, działający fizjologicznie lub odżywczo na organizm człowieka; jest to woda profilaktyczno-zdrowotna. Zawartość tych składników jest ściśle określona i ma zasadnicze znaczenie przy uznaniu wody za wodę mineralną.
- jest niestety kolejnym mitem, czy też propozycją absolutnie nie odbiegającą od tych pomysłów nomenklaturowych, które Autor wcześniej krytykuje.

Za wodę mineralną - nie tylko można - ale uznaje się wyłącznie wodę o odpowiedniej sumie rozpuszczonych w 1 litrze składników. Kropka. :)))

To co Autor proponuje - a jak rozumiem - jest to po prostu kolejna propozycja quazi-definicji - jest bardzo zbliżone do definicji wody leczniczej :). A zwrot "profilaktyczno-zdrowotna" - jest po prostu niepotrzebny.

Odrębną sprawą przy określaniu składu chemicznego wód (obojętnie o jakich wodach będziemy mówili/pisali) - jest zdefiniowanie w jaki sposób określa się tę mineralizację :))

Z punktu widzenia hydrogeologicznego, a także balneologicznego (ew. medycznego...) nie jest istotne jakie substancje są rozpuszczone w wodzie by była ona wodą mineralną...
Natomiast bardzo istotnym jest - dla wód leczniczych (czy też "profilaktyczno-leczniczych") jakie substancje i w jakich ilościach są W OGÓLE w wodzie rozpuszczone.
Dla podobnie - ma to znaczenie dla wód używanych w różnych procesach technologicznych.
No i jeszcze temperatura wody ma znaczenie w przypadku wód leczniczych (czy też "profilaktyczno-leczniczych")

Tak coś czuję, że Autor chce - trochę przy okazji i z pewnością w dobrych intencjach - przekonać "zwykłych użytkowników", że każda woda ponieważ zawiera jakieś substancje naturalne jest "profilaktyczno-zdrowotna". Tyle, że jest to oczywista- oczywistość - i jednocześnie nieprawda.

W wodach naturalnych zawarte są - w sposób naturalny :mrgreen: - substancje niezbędne do życia. Po prostu. Zarówno dla ludzi jak i dla innych organizmów. Niektóre zaś wody mogą - również w sposób naturalny - zawierać substancje, które odpowiednio dawkowane mogą mieć pozytywny wpływ na organizm ludzki...

Autor stosuje również skóty myślowe, które mogą - w popularnym odbiorze, a pismo "Aura" jest jednak pismem bardziej popularnym niż naukowym - prowadzić do pewnyej dezinformacji...
Wody mineralne mogą zawierać nawet do 70 różnego rodzaju składników, jednak praktyczne znaczenie ma właściwie tylko dziesięć, które należy uwzględnić przy doborze wody dla potrzeb własnego organizmu. Są to: magnez, wapń, wodorowęglany, chlorki, sód, siarczany, fluorki, jodki, żelazo i dwutlenek węgla. Inne, takie jak: potas, lit, bar, stront, mangan, brom, cynk, miedź itp. występują w tego typu wodach w tak małych ilościach, że nie mają praktycznie większego znaczenia.

:!:
Każde wody naturalne - mogą zawierać wszystkie "składniki" naturalnie występujące w przyrodzie. Cała tablica Mendelejewa, łącznie ze sztucznie utworzonymi izotopami, bo i te mogą się do wody dostać :twisted:
W każdej wodzie naturalnej (a więc i w mineralnej) - a właściwie w każdej wodzie w ogóle MUSZĄ występować minimum jakieś DWA składniki (anion i kation - bilansujące się wzajemnie). Najczęściej - w przyrodzie - występują wody wielojonowe... Charakter wody określa występowanie 7 głównych składników (wapń, magnez, sód, potas, chlorki, wodorowęglany i siarczany). Te składniki jednocześnie są - w rozmaitym stopniu - niezbędne do życia :))

Natomiast nie jest prawdą, że występownanie tych innych składników jest nieistotne i nie ma praktycznego znaczenia. Ma i to bardzo ogromne. Choć - jeśli się pojawiają naturalnie - faktycznie pojawiają się w niewielkich ilościach, to właśnie te niewielkie ilości mogą być dla człowieka, czy innych organizmów - szkodliwe...
To co napisał Autor - to szalone uproszczenie wprowadzające po prostu w błąd...

Bez wody - życia by nie było (mam na myśli życie organiczne na Ziemi), bez wody - my ludzie - jako zwierzęta - nie możemy żyć. W tym artykule jest wiele ciekawych informacji, wiele "odkłamań". Ale - niestety - równie wiele "szumu informacyjnego".

źródło komentarza
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10903
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 19 lis 2010, 10:28

wp.pl napisał(a):Nadmiar wody może zabić
źródło - http://odkrywcy.pl/kat,111396,title,Nad ... omosc.html

Bez jedzenia możemy przeżyć trzy tygodnie, bez wody tylko kilka dni, a gdy znajdziemy się na skwierczącej pustyni, śmiertelne odwodnienie organizmu może nastąpić nawet w ciągu paru godzin. Jednak choć wydaje się to nieprawdopodobne, nadmiar wody może być równie tragiczny w skutkach, co odwodnienie.

Prawidłowe funkcjonowanie ciała człowieka wymaga przyswajania około 2 litrów płynów dziennie. Woda jest elementem transportującym składniki odżywcze we krwi oraz odprowadza produkty przemiany materii, w tym trujące toksyny, tworząc mocz. Wraz z wodą przez nasze tkanki przenikają kluczowe elektrolity. Utrzymanie „dostaw” wody na zrównoważonym poziomie jest więc niezwykle istotne.

Za sprawne działanie całego organizmu odpowiada mózg. Odbiera on sygnały osmotyczne z tkanek, informujące o stężeniu ważnych soli i w razie konieczności pobudzony zostaje region podwzgórza „włączający” odczucie pragnienia. Woda wykorzystywana w różnych procesach metabolicznych jest kilkakrotnie filtrowana przez nerki, a następnie wydalana. Kurczące się mięśnie pęcherza sygnalizują nam konieczność udania się do toalety.

Równie niebezpieczne dla organizmu jak odwodnienie jest także pochłonięcie zbyt dużej ilości wody. Mimo picia czystej, niczym nieskażonej wody, może dojść do śmiertelnego zatrucia organizmu, zwanego zatruciem wodnym lub przewodnieniem. Zdarza się to niezwykle rzadko, najczęściej przez zupełny brak świadomości zagrożenia. Aby doprowadzić do śmierci, wystarczy już wypicie kilku litrów wody.

Najgłośniejsze tego typu zdarzenie miało miejsce w styczniu 2007 roku w Stanach Zjednoczonych, gdy w wyniku konkursu przeprowadzonego przez kalifornijską rozgłośnię radiową uczestniczka zawodów zmarła. Zadanie polegało na wypijaniu małej butelki wody co 2 minuty i jak najdłuższym wstrzymywaniu moczu. Nagrodą w konkursie była konsola do gier Wii. (Hasło konkursu brzmiało „Hold your wee for Wii”, gra słów wee =”siuśki”). Zawodnicy byli bardzo zdeterminowani i długo nie dawali za wygraną. Po dwóch godzinach i niemal 8 litrach wypitej wody na „polu bitwy” pozostało dwóch zawodników, kobieta cierpiąca już na pierwsze poważne objawy zatrucia wodnego zrezygnowała z dalszej rywalizacji, niestety zmarła po dotarciu do domu.

Najbardziej narażeni na zatrucie wodne są sportowcy, głównie maratończycy, którzy po zakończonym biegu łapczywie pochłaniają bardzo duże ilości wody w krótkim czasie. Nagły wzrost ilości wody w organizmie automatycznie rozregulowuje gospodarkę wodno-mineralną. Spada stężenie kluczowych jonów, powodując uczucie osłabienia, ból głowy, rozkojarzenie, utratę świadomości. Płyny ustrojowe silnie się rozcieńczają, szczególnie krew, której zwiększonej ilości nie nadąża pompować serce, a substancje odżywcze są w niej tak rozcieńczone, że nie wyczerpują potrzeb organizmu.

Ponadto gromadzące wodę komórki ciała puchną, zwiększając kilkakrotnie swoja objętość. Najbardziej krytyczny jest w tej fazie obrzęk mózgu. Miękka tkanka mózgowa otoczona jest sztywnymi kośćmi czaszki i nie ma miejsca na powiększanie swojej objętości. Jedynym kierunkiem jaki może obrać puchnący mózg, jest podstawa czaszki, niestety znajdujące się tam ośrodki sterują pracą mięśni oddechowych i serca. Intensywny nacisk nabrzmiałego mózgu doprowadza do ściśnięcia móżdżku i dosłownego jego wyłączenia. Zahamowanie akcji serca i zablokowanie oddechu powoduje natychmiastową śmierć.

Jaki z tego wniosek dla wędrowców?
Nie wiem, czy na pewno z powodów wyżej wymienionych, ale kiedyś skrajnie spragniony po bardzo długiej trasie w upale bez napojów wypiłem mnóstwo wody i zamiast lepiej, poczułem się bardzo źle...
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10903
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez TakiJeden » Pt, 19 lis 2010, 16:44

Śmiem sądzić że jest to tzw. prawda dziennikarska. Принципиально это точно ale widać, że autor tekstu nie rozumie, o czym pisze. Mam wątpliwości co do tego, czy opisywany przez niego fatalny wypadek był skutkiem przewodnienia. Jako skutku takiej praktyki spodziewałbym się raczej uszkodzenia nerek. Natomiast rzeczywiście, zbyt gwałtowne uzupełnianie deficytu wody w przypadku poważnego odwodnienia może doprowadzić do obrzęku mózgu (również u wieprzy, teste: James Herriot).
TakiJeden
 
Posty: 1465
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Re: Co pić i w czym to nosić...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 3 lip 2011, 11:11

Elastyczna butelka LIQUITAINER
Jedyna w swoim rodzaju elastyczna butelka, którą można zwinąć po opróżnieniu zawartości.

[ img ]

Niezwykle lekka, elastyczna i wytrzymała butelka na wodę. Gdy jest pusta zajmuje bardzo mało miejsca, a pełna stoi stabilnie, dzięki swojej konstrukcji. Materiał odporny na temperatury w zakresie od -20 do 100st.C.

Butelka zakręcana, dodatkowo wyposażona w ustnik typu Twist Sport.
Płyn znajdujący się w butelce nie nabiera "plastikowego smaku".
Zastosowany system Grunge Guard blokuje rozwój bakterii.
Produkt przeznaczony do kontaktu z żywnością, zatwierdzony przez FDA.

Parametry
Materiał PE
Waga 2L - 38g
Wymiary 2L - 17,5 x 33 cm
Cena 37,00 zł
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10903
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Bidony

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 29 cze 2014, 16:43

W czymś te napoje trzeba nosić. Można w normalnych zakręcanych butelkach PET – nie są ciężkie ani w żaden inny sposób kłopotliwe. Wygodniejszym wszak rozwiązaniem są bidony z wentylami. Wystarczy taki wentyl wsadzić do ust, złapać zębami za okrągły, wystający pierścień, pociągnąć i... już można pić. Po użyciu trzeba nacisnąć wentyl z góry i bidon już będzie w miarę szczelnie zamknięty.

[ img ]
Moje bidony: od lewej 0,75l, 0,5l i 0,3litra.

Dlaczego to takie ważne?
A, bo w czasie marszu mamy przecież w rękach kijki i o ile zrobienie czegoś jedną ręką nie sprawia żadnego kłopotu – puszczony kijek opada, wlecze się z boku i w ogóle nie przeszkadza w chwycie ani w marszu, to jakakolwiek czynność wykonywana wtedy dwoma rękoma to dwa merdające się pod nogami kije... Upsss! Lepiej już zatrzymać się i nie ryzykować upadku.
Zaleta bidonu z wentylem to możliwość napicia się bez potrzeby przystawania. Może to bez znaczenia, ale ja przynajmniej wolę bidon niż zakręcaną butelkę. Natomiast rozbudowana „hydraulika” camelbagów w ogóle mi nie odpowiada – rzecz gustu.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10903
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Pas biodrowy, nerka...

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 29 cze 2014, 16:48

Kiedy zaczniemy chodzić na dłuższe, dwu a nawet trzygodzinne marsze, ilość zabieranych rzeczy zacznie wzrastać i same kieszenie szybko okażą się zbyt mało pojemne.
Potrzebne nam bowiem będą na takim dystansie poza wcześniej wymienionymi drobiazgami:
- Pojemnik z napojem,
- Coś do przegryzienia,
- Cienka kurtka przeciwdeszczowa.
Nerka, to zazwyczaj pas z doszytą długą kieszenią o kształcie kojarzącym się z tą częścią anatomiczną. Oczywiście nerki mają najprzeróżniejsze konstrukcje od prostych jednokieszeniowych, poprzez wielokieszeniowe ze specjalnymi miejscami na bidony aż po super skomplikowane z możliwością rozwinięcia ich w małe plecaczki z mnóstwem kieszeni. Te możliwie najprostsze: kieszeń na bidon i jedna lub dwie maleńkie kieszonki na drobiazgi, są oczywiście najbardziej przydatne – sprzęt „na wyrost” prawie nigdy nie dotrwa do spodziewanego „wyrośnięcia”.
Bardzo wygodną częścią nerki jest elastyczna kieszeń na bidon. W czasie marszu, gdy do nadgarstka przypięty jest kijek, szybkie i łatwe dostanie się do bidonu, a następnie równie nieskomplikowane schowanie go, jest cenne. Należy przyjąć jako zasadę, że na każdy marsz dłuższy niż godzinny, a w ciepłe dni półgodzinny trzeba ze względów zdrowotnych zabierać minimum pół litra płynu – choćby niegazowanej wody mineralnej.

[ img ]

Mój pas biodrowy. Dwie kieszonki na suwaki w zupełności wystarczą na telefon i klucze. W kieszeni na bidon mieści się wygodnie każdy z moich bidonów.
Przy dłuższych marszach dopinam na pasie miękką saszetkę na batony i cienką kurteczkę przeciwdeszczową

Przy jeszcze dłuższych, całodziennych wyprawach będzie już potrzebny mały plecak, ale ponieważ to już zawadza o zamierzenia turystyczne, omówiłem ten temat w poradnikach turystycznych.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10903
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Co pić i w czym to nosić...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 16 lip 2015, 10:40

wp.pl napisał(a):Mity i fakty na temat soków
źródło - http://kuchnia.wp.pl/gid,17710316,kat,1 ... &_ticrsn=3

Wszystko co warto wiedzieć o sokach
Mitów o sokach funkcjonuje bardzo wiele. Aby ostatecznie dowiedzieć się co jest prawdą, a co fałszem, warto poznać wypowiedzi autorytetów w dziedzinie odżywiania dzieci i dorosłych. Informacje udzielone Krajowej Unii Producentów Soków mogą zaskakiwać, ale bezsprzecznie wskazują, że soki to produkty, które powinny na stałe zagościć w naszych dietach. Nie należy z nich rezygnować również latem, podczas upałów.

Co to jest sok?
Dr inż. Jarosław Markowski, Instytut Ogrodnictwa:
- Generalna zasada jest taka, że wszystkie soki zawierają większość cennych składników, które są w warzywach i owocach. Są źródłem witamin, składników mineralnych, polifenoli i pektyn. Dla przykładu szklanka (200 ml) soku jabłkowego dostarcza aż 202 mg potasu, niezwykle istotnego z uwagi na prawidłową gospodarkę elektrolitową w organizmie. W szklance (200 ml) soku pomarańczowego znajduje się ponad 60 mg witaminy C. Stanowi to ok. 70 proc. dziennego zapotrzebowania na tę witaminę, której niestety ludzki organizm nie potrafi gromadzić. Dlatego tak ważne jest sukcesywne jej dostarczanie. Witamina C ma bowiem ogromy wpływ na odporność organizmu. Sok grejpfrutowy docenią osoby dbające o linię lub odchudzające się, ponieważ zawarty w soku grejpfrutowym z czerwonych grejpfrutów likopen, korzystnie wpływa na pracę jelit. Ze względu na niższą kaloryczność (76 kcal/200 ml) może być doskonałym uzupełnieniem płynów w organizmie dla osób będących na niskokalorycznej diecie. Sok pomidorowy, który jest sokiem przecierowym, to źródło praktycznie wszystkich cennych składników odżywczych, uwzględniając również błonnik pokarmowy, zawartych w pomidorach. Co ciekawe, likopen zawarty w soku pomidorowym, a poddany podczas przygotowania soku obróbce termicznej, jest lepiej przyswajalny dla człowieka niż pochodzący z surowych pomidorów. Sok marchwiowy jest źródłem beta-karotenu (prowitaminy A).

Czy soki tuczą?
Dr Katarzyna Stoś, prof. nadzw. Instytutu Żywności i Żywienia:
- To nie jest prawdą. Zgodnie z prawem, do soków owocowych, pomidorowych oraz 100% warzywnych, nie wolno dodawać cukru. Jeżeli więc na etykiecie w wartości odżywczej jest napisane, że soki te zawierają ten składnik, to należy mieć świadomość, że jest to ten sam cukier, który znajdował się w owocu lub warzywie, z którego dany sok został wykonany. Producent złamałby prawo, gdyby do takiego soku dodał inny słodki dodatek. Niewielkie ilości cukru mogą być natomiast dodane do soków warzywnych i owocowo-warzywnych. To rozwiązanie stosuje się z uwagi na smak tych produktów, które często są doprawiane (również np. pieprzem czy ziołami), dzięki czemu w odbiorze konsumenta stają się smaczne. Reasumując, wartość kaloryczna soków jest zbliżona do wartości kalorycznej produktów, z których zostały wykonane. I tak np. przeciętna wartość kaloryczna dla 100 ml soku owocowego wynosi ok. 40-50 kcal, a soku warzywnego jeszcze mniej. Dla przykładu 100 g pomarańczy to ok. 45 kcal, a 100 ml soku pomarańczowego to również ok. 45 kcal. Osoby, które dbają o sylwetkę i chcą stosować w swojej diecie produkty niskokaloryczne, mogą spokojnie sięgać po szklankę soku warzywnego lub owocowego jako jedną z pięciu dziennych porcji warzyw lub owoców.

Czy soki pasteryzowane (z kartonu lub butelki) to bezwartościowe produkty, pozbawione witamin, substancji odżywczych, błonnika, a pełne substancji chemicznych i konserwantów?
Prof. dr hab. Witold Płocharski, Instytut Ogrodnictwa:
- Jeżeli na opakowaniu produktu napisane jest "sok" oznacza to, że stoi przed nami produkt w pełni naturalny, który otrzymywany jest wyłącznie ze świeżych, chłodzonych lub mrożonych dojrzałych owoców lub warzyw. Jakość i skład tego soku musi być porównywalna do jakości i składu owoców lub warzyw, z których powstał. W żadnym wypadku do soków i koncentratów nie wolno dodawać konserwantów, sztucznych aromatów czy sztucznych barwników.

Czy soki odwadniają?
Dr Katarzyna Stoś, prof. nadzw. Instytutu Żywności i Żywienia: - Nie jest to prawdą. Gdyby tak było, to musielibyśmy uznać, że również warzywa i owoce odwadniają. Sok powstaje z warzyw i owoców. Zatem zawiera dokładnie taką samą ilość wody, co warzywa i owoce, z których jest wykonany. Żywność w ponad 80 proc. - 90 proc. składają się z wody. Należy natomiast pamiętać, że produkty te oraz otrzymane z nich soki dostarczają znaczące ilości składników mineralnych - np. potasu. Spożywane regularnie zapewniają równowagę sodowo-potasową, a także prawidłowy poziom elektrolitów w organizmie człowieka. Zatem sok to nie tylko napój gaszący pragnienie, ale również sposób na dostarczenie dostarczający niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania substancji odżywczych oraz bioaktywnych, występujących w warzywach i owocach.

Sok wyciskany kontra soczek z butelki lub kartoniku
Dr Aneta Górska-Kot, Ordynator Oddziału Pediatrii w Szpitalu Dziecięcym przy ul. Niekłańskiej w Warszawie: - Porównywanie wartości odżywczej soków z uwagi na proces ich powstania nie ma większego sensu, ponieważ pod tym względem wszystkie rodzaje soków będą porównywalne. Ilość i rodzaje składników odżywczych w sokach zależą przede wszystkim od gatunku owoców i warzyw z których ten sok powstał. Należy raczej zwracać uwagę na te elementy, które decydują o bezpieczeństwie produktu. W przypadku soku z kartonu lub butelki o to bezpieczeństwo dba producent i on za to odpowiada. Tutaj sprawa jest bardzo prosta. Szczelnie zamknięte opakowanie gwarantuje, że dziecko zje bezpieczny i naturalny posiłek. W przypadku soku świeżo wyciskanego sprawa jest trudniejsza. Szczególnie jeżeli zamawiamy go w restauracji czy kawiarni. Należy zwrócić uwagę czy osoba wykonująca sok dobrze umyła produkty, kroiła je czystym nożem na czystym podłożu oraz koniecznie, o czym niestety często zapominamy, czy wyciskarka jest czysta i dobrze umyta. Sok, który powstał w zanieczyszczonej wyciskarce, może być niebezpieczny dla zdrowia. Szczególnie dotyczy to dzieci, które są dużo podatniejsze na zatrucia pokarmowe niż dorośli. Należy też pamiętać, że sok świeżo wyciśnięty powinien być spożyty zaraz po jego przygotowaniu. A poza tym zgodnie z zaleceniami niemowlęta powinny otrzymywać wyłącznie soki pasteryzowane. Wyjątkiem jest jedynie sok przygotowany bezpośrednio przed spożyciem w domu, w warunkach najwyższej higieny, po uprzednim dokładnym umyciu owoców i warzyw. Należy go przygotować dbając o jak najmniejsze napowietrzenie (tzw. spienianie) soków, aby nie tracić cennych witamin.

Czy powinniśmy pić soki latem, podczas upałów?
Dr Aneta Górska-Kot, Ordynator Oddziału Pediatrii w Szpitalu Dziecięcym przy ul. Niekłańskiej w Warszawie:
- Zdecydowanie tak. Pamiętajmy, że w czasie wysokich temperatur z naszego organizmu szybciej eliminowana jest woda, ale też substancje odżywcze, mikro i makroelementy. Ich niedobór będzie miał wpływ na całą gospodarkę elektrolitową organizmu. Dlatego podczas upałów należy koniecznie pić soki, bo to one uzupełnią niezbędne dla zdrowia i prawidłowego funkcjonowania substancje odżywcze oraz uzupełniają tracone wraz z potem sole mineralne, których niedobór jest bardzo szkodliwy dla organizmu. W trakcie wysokich temperatur, kiedy nie mamy ochoty na tradycyjny posiłek, sok może, a nawet powinien go zastąpić.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10903
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź


Powrót do Sprzęt, wyposażenie, prowiant i sposoby turystyczne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości