Biwak zimowy

Tematy wspólne dla wielu dziedzin turystyki aktywnej.

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Biwak zimowy

Postprzez Sefer » Śr, 14 lut 2007, 02:23

*
Na początek powiem, że nie biorę odpowiedzialności za własne zastosowanie rad tutaj zawartych- warunki są różne- ludzie też. Jednak jak doświadczenie wykazuje zastosowanie ich z użyciem zdrowego rozsądku nie skutkuje żadnymi przykrymi skutkami.
Swoje doświadczenia opisuje w tej chwili po po kilku biwakach zimowych. W tym po jednym grupowym- www.watra.zimowa.podgore.pl .
Kiedy wpadniemy na pomysł biwaku na początek warto pomyśleć o sprzęcie.
Pierwszym najważniejszym sprzętem jest śpiwór- w odczuciu moim dobre są puchówki, choć trzeba o nie dbać i suszyć , co przy takiej jak teraz pogodzie może być trudne.
Ja użyłem dwóch włożonych w siebie śpiworów mumii syntetycznych- jeden miał extremum +2, a drugi zewnętrzny -17ºC przy temperaturze zewnętrznej rzędu -5, -7 i silnym wietrze wystarczyło. Oczywiście byłem ubrany w śpiworze- miałem polarowe spodnie(z hipermarketu), koszulkę oddychająca, i gruby polar oraz cienkie i nie uciskające skarpetki.
>>Tutaj mała uwaga co do mojego ubioru- w zimie stosuje membranowy strój systemowy- mówiąc po ludzku: w/w podkoszulka, spodnie polarowe, bluza polarowa , spodnie i kurtka membranowa- tej ostatniej używam tylko w wypadku opadów śniegu i wiatru, tak to lepiej iść w samej bluzie z polaru.<<
W przypadku ubioru ważne jest by nie uciskał- może to prowadzić do odmrożeń.
Wiele osób radzi by ubierać czapkę- można, ja jednak zaciskam mumie do tego stopnia ,że mi tylko nos wystaje i kawałek ust- wystarczy. Pod głowę wsadzam druga bluzę polarową.
Ostatnio edytowano Śr, 14 lut 2007, 02:29 przez Sefer, łącznie edytowano 1 raz
Sefer
 
Posty: 532
Dołączył(a): Pn, 2 paź 2006, 19:21
Lokalizacja: >600m npm

Postprzez Sefer » Śr, 14 lut 2007, 02:28

Teraz parę słów o naszym domostwie.
Mówi się ,że namiot musi mieć fartuchy- w rzeczy samej powinien, ale da się przeżyć bez, trzeba tylko kombinować...
Ja użyłem dwuosobowego namiotu(raczej 1,5 osobowego)- jadąc na biwak postanowiłem wziąć coś większego- ten praktycznie nie miał absydy(taką mini na jednym odciągu, bez stelaża) – nie dało się w niej gotować, musieliśmy to z Meggy robić w namiocie, poza tym przy otwartej absydzie i namiocie śnieg wpadał do środka.
Po kolei:
1. Już po ciemku doszliśmy na polanę szczytową Leskowca- zaczęliśmy szukać miejsca pod namiot- była mgła, wiało i padał mokry śnieg- wybrałem miejsce przy ścianie lasu, pod okapem świerku- było dość osłonięte przez drzewa i inne namioty- ważne gdy nie mamy fartuchów, które zapobiegają podwiewaniu od dołu.
2. Pożyczyłem łopatę- saperka niestety jest mało użyteczna przy puchatym śniegu- lepsza jest łopata lawinowa... lub łopata śniegowa do odśnieżania samochodu- dokładnie to samo(obie teleskopowe i o dużej powierzchni)- tylko ta druga jest słabsza-trochę łatwiej ją złamać. Poza tym ta druga kosztuje w obi ok.20 zł...
Wyrównałem śnieg pod namiot- mniej więcej, wiało jak diabli i nie było czasu na wyższą inżynierie. Niektórzy przy tak małej ilości śniegu zdzierali do zimie i warstwę i rozkładali namiot na gołej ziemi. Mi się nie chciało.
>>a propos łopaty, jeśli mamy zamiar biwakować więcej razy- lepiej kupić aluminiową łopatę lawinową- są już produkowane w Polsce ,a ich koszt nie przekracza 80zł- nie życzę komuś zostać bez łopaty na śnieżnym pustkowiu- ani w prawo, ani w lewo...można też kombinować z łopatą zawodniczą- jest kawał specjalnego plastiku, sprężystego i odpornego na mróz z dwoma miejscami na wsadzenie rąk- zajmuje b. mało miejsca, jest tanie(ok.50zł) i skuteczne(też jako tzw. Dupozjazd dla mniejszych gabarytowo wędrowców)<<
Sefer
 
Posty: 532
Dołączył(a): Pn, 2 paź 2006, 19:21
Lokalizacja: >600m npm

Postprzez Sefer » Śr, 14 lut 2007, 02:30

3. Przygotowałem namiot wyrzuciłem go z pokrowca, na 3...4 ustawiliśmy sypialnię(namioty z zewnętrznym stelażem są lepsze) i narzuciliśmy szybko tropik.
Napiąłem go wbijając naostrzone ucięte gałęzie świerka w miejsce szpilek, których mi się nie chciało nosić, ponadto użyłem kijów trekkingowych.
>>Tutaj mam pomysł- otóż przygotować można odcinki rurki Alu z jednej strony ściętej w postaci grota, z drugiej tak by móc uderzać jakimś substytutem młotka. Dodatkowo z dwoma pętlami repa- jedna do wyciągania, bez zdejmowania rękawic , druga żeby zaczepić odciąg.<<

4. Jak już wszystko stało jedna osoba weszła do namiotu z plecakami i zaczęła rozpakowywać wszystko- najpierw folia NRC na podłogę namiotu- ZŁOTYM DO ZIEMI!!!!!!! I na to karimaty- moja miała 15mm i była wystarczająca, Megg miała z serii 8mm, zużytą i trochę ciągnęło od ziemi...
5. Tymczasem wokół namiotu stawiam murek śnieżny ok.0,7 m wysokości...
6. Kiedy wszystko już stoi bierzemy się za topienie śniegu na wodę- pamiętajcie kolorowy śnieg to taki, który się nie nadaje do topienia- jest brudny..
7. Jemy, gadamy przy ognisku- warto się ogrzać przy płomieniach przed snem.
8. Przed snem buty wsadzamy do foliowego worka, labo zdjętego pokrowca od namioty i chowamy w sypialni namiotu, wkładki śpią ze mną w śpiworze, tak samo sprzęt elektroniczny.
9. Przed snem zażyłem jedną bayerowską aspirynę- kwas acetylosalicylowy rozcieńcza krew i zapobiega odmrożeniom przez to, iż krew łatwiej krąży w naczyniach włosowatych. Nie należy jej stosować przy biwakach w górach wysokich- nie pozwala na aklimatyzację(która w dużym uproszczeniu polega na zagęszczeniu krwi, czyli ilości czerwonych krwinek przenoszących tlen- jest to tak zwana pojemność tlenowa układu krążenia w związku ze zmniejszonym ciśnieniem parcjalnym tlenu na wysokościach)
Nie zażywamy też jeśli istnieją inne przeciwwskazania wg. ulotki (wrzody, uczulenie).
Jemy też dużą, energetyczną kolację- człowiek wygłodzony i przez będący w hipoglikemii jest podatny na wychłodzenie i odmrożenia.
To na razie tyle, jak przypomnę sobie więcej to napiszę.
Seba
CD.Ubiór: Dublujemy czapke i rekawiczki- te drugie muszą występować w formie nieprzemakalnej- fajnym rozwiązaniem są rękawiczki polarowe i membranowe łapawice zakładane na nie- ja przemoczyłem niestety w czasie budowy murku polarowe(łapawic nie miałem) i jęczałem.
Te na zdjęciu to żywa wełna - nawet przemoczone grzały....polecam..
CD1. Ogrzewacze czyli tak zwane Heatpacki- jeden taki pozwolił mi rano wogóle cokolwiek zrobić-maiłem zupełnie zgrabiałe do bólu łapy(jkaby ktos mi szpilki pod paznokcie wbijał)- zgiąłem blaszkę i ciepło!!.
Są dwa rodzaje ogrzewaczy chemicznych- jednorazowe i wielorazowe- te drugie to nic inne jak tiosiarczan sodu czyli ciecz wychłodzona ,która rekrystalizuje pod wpływem symulacji uderzenia- czyli zgięcia balszki- działają dośc krótko do 1-2h czasu i ich moc słabnie z ilością uzdatniań.
Drugi typ opiera sie na utlenianiu zelaza- 12h kosztuje ok 7zł, więc warto mieć coś takiego w apteczce, moze uratowac nasze konyczyny od odmrozen, albo wsadzone do butów na noc , przesuszyć je i zapobiec zamrznieciu.
Ostatnio edytowano Śr, 14 lut 2007, 15:52 przez Sefer, łącznie edytowano 3 razy
Sefer
 
Posty: 532
Dołączył(a): Pn, 2 paź 2006, 19:21
Lokalizacja: >600m npm

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 5 sty 2008, 19:16

A ja całkiem przypadkowo znalazłem w "sieci" kilka sensownych porad:

Zimowy biwak pod namiotem

Niniejszy artykuł zawiera kilka porad praktycznych dotyczących biwakowania pod namiotem zimą. Zebrane są tu wyłącznie nasze prywatne doświadczenia.

Namiot

"Zimowy" namiot powinien spełniać kilka warunków:

* posiadać fartuchy śnieżne
* posiadać podłogę o wysokiej wytrzymałości na przemakanie (wodoodporność ok. 10 tys. mm)
* być stabilny na silnym wietrze (zmora zimy i wyższych gór) - z tego względu większość namiotów tzw. wyprawowych (czyt. zimowych) posiada więcej niż dwa maszty konstrukcyjne. My polecamy namioty pięciopałąkowe - cztery maszty konstrukcyjne i piąty powiększający główny przedsionek. Taki namiot jest nieco cięższy niż namiot trzymasztowy, ale za to bardzo stabilny.
* łatwo się rozkładać, nawet na silnym wietrze - dobrym patentem jest mocowanie namiotu do masztów typu "fast-click" oraz tropiku do reszty namiotu za pomocą klamerek. Patrz też by dało się rozłożyć namiot bez zdejmowania rękawic - nie kupuj namiotu, w którym mocowanie do masztów polega na wiązaniu węzełków na tasiemkach!
* posiadać dobrą wentylację - przynajmniej dwa otwory wentylacyjne po przeciwnych stronach namiotu. Ważne by w razie czego można je było szczelnie zatkać, by przy silnym wietrze nie nawiewało przez nie pod tropik śniegu

Inne przydatne (ale niekonieczne) cechy to:
* dwa przedsionki, w tym jeden duży do ewentualnego gotowania czy zakładania/zdejmowania butów bez otwierania zamka w tropiku. Zwróć uwagę by konstrukcja przedsionka minimalizowała nawiewanie śniegu do środka przy otwieraniu tropiku. Drugi przedsionek przydaje się na sprzęt (raki, czekany...) oraz gdy w trakcie biwakowania zmieni się kierunek wiatru
* możliwość postawienia namiotu na czterech punktach - zwykle do zamocowania namiotu do podłoża będziesz mieć bardzo ograniczoną ilość czekanów/kijków/śrub
* możliwość podwieszenia wewnątrz latarki - jeśli namiot tego nie ma można doszyć w najwyższym punkcie sklepienia dwie tasiemki
* duże i dużo kieszeni wewnątrz na sprzęt (ciuchy, żarcie)

Śpiwór

Śpiwór powinien być ciepły czyli z optimum temperatury poniżej zera (najlepiej w okolicach -10 do -20). Najlepsze są śpiwory z naturalnego puchu, o zawartości puchu przynajmniej 1000g. Śpiwór puchowy ma tę przewagę nad śpiworami z tworzyw sztucznych, że grzeje nawet gdy jest mokry, a niestety jeśli nie zapewni się dobrej wentylacji w namiocie, do rana wszystkie rzeczy są mokre od skraplającej się i kapiącej ze ścian namiotu wody.

Wiele osób preferuje śpiwory z krótszym zamkiem (kokon), zapewniającym zmniejszenie utraty ciepła z okolic stóp. Minusem takich zamków są trudności w połączeniu z innym śpiworem.
Pozostały niezbędny sprzęt:
* sprzęt do gotowania czyli maszynka (gazowa lub typu primus), menażka z przykrywką, kubek do nabierania śniegu, termosy, butelka na stopioną wodę
* folia NRC na podłogę namiotu - jeśli planujesz biwakować kilka nocy w jednym miejscu musi to być inna NRC-etka niż ta ratunkowa

Inne przydatne rzeczy:
* kominiarka na głowę
* ręczniczek do wycierania wilgoci i naniesionego z zewnątrz śniegu - w ostateczności można zastąpić brudną koszulką lub brudnymi skarpetkami
* chusteczki do mycia (dla niemowlaków) oraz gumy do żucia

Rozłożenie biwaku

Zimą o wiele łatwiej jest znaleźć miejsce pod namiot - nadaje się do tego każdy w miarę połogi kawałek terenu pokryty śniegiem. Wybierając miejsce patrz by było ono bezpieczne, tzn. nie narażone na lawiny, spadające kamienie, nawisy, itd. Jeśli teren nie jest idealnie płaski można wykopać platformę, czasem trzeba ją wyrąbać czekanem w lodzie. Wkopanie się głębiej w śnieg jest też polecane przy silnym wietrze oraz po świeżych, dużych opadach śniegu.

Przed postawieniem namiotu ubij dokładnie śnieg - jeśli tego nie zrobisz, w trakcie wieczornej krzątaniny powstaną "góry i doliny", w które się potem ciężko wpasować w czasie snu.

Postaw namiot głównym wejściem od strony zawietrznej. Zapobiega to nawiewaniu śniegu do środka w trakcie wchodzenia i wychodzenia.

Do mocowania namiotu do podłoża używa się:
* czekanów lub kijków (jeśli masz możliwość, to przed wbiciem w śnieg zdejmij rączkę, rano nie będziesz za nią kopał, gdy wmarznie w śnieg i wyciągniesz kijek bez niej) jeśli rozbijasz się na miękkim śniegu
* śrub lodowych, gdy rozbijasz się na "betonie"

Tradycyjne "śledzie" możesz zostawić w domu.

Po postawieniu namiotu zasyp dokładnie fartuchy śnieżne. Jeśli masz możliwość obrzuć je dodatkowo kamieniami oraz także wbite w śnieg czekany. Otwórz otwory wentylacyjne, jeśli nie chcesz w środku mieć sauny. Dorosły człowiek wydala przez płuca i skórę ok. 1300ml wody na dobę, która zimą przy szczelnie zamkniętym namiocie nie paruje, ale zbiera się na ściankach. Do tego dolicz parę wodną powstałą w trakcie gotowania oraz tą z mokrych ciuchów... Dobra wentylacją jest konieczna.

Rozłóż na podłodze namiotu folię NRC - zdecydowanie poprawia to izolację termiczną od podłoża. Jeśli pomimo to będzie Ci "ciągnęło" od śniegu (zdarza się przy starej, wysłużonej karimacie), rozłóż dodatkowo na karimacie ciuchy, a w ostateczności także pusty plecak.

Ustal ze wszystkimi lokalizację kibla, żeby się rano nie okazało, że piliście wodę ze "wzbogaconego" śniegu :)

Można wskakiwać do środka - przy wciąganiu plecaków staraj się nanieść jak najmniej śniegu. Temperatura w namiocie wkrótce przekroczy zero, śnieg się stopi i będziesz mieć kałużę. Jeśli masz skórzane buty oczyść je ze śniegu i też włóż do środka namiotu.

Wszystkie ciuchy, szczególnie te mokre, staraj się rozłożyć na plecaku lub wrzucić do kieszonek namiotu. Zostawione na podłodze zamienią się do rana w zlodziałe skorupki. Nawet jeśli masz dobry namiot i utrzymujesz w nim idealny porządek, na podłodze zbiera się sporo wilgoci - wszystko co położysz bezpośrednio na podłodze wkrótce nią nasiąknie. Także butelkę ze stopioną wodą trzymaj na plecaku, żeby woda nie zamarzła.

Gotowanie

Producenci namiotów stanowczo odradzają gotowanie w środku, polecając robić to w przedsionku lub w ogóle na zewnątrz. Jest to na pewno bardziej bezpieczne, ale w ogóle nie praktyczne. Gotując w środku po pierwsze szybciutko podwyższa się temperaturę w środku namiotu tak, że nawet przy dużym mrozie staje się ona wkrótce dodatnia. Po drugie w otwartym namiocie temperatura jest bliska tej na zewnątrz - po całym dniu spędzonym na mrozie i unieruchomionym wewnątrz namiotu można przy takim gotowaniu (które trwa i trwa...) zamarznąć.

Tak więc gotujemy w środku, ale:

* bardzo ostrożnie by nie spalić namiotu - płonie błyskawicznie!, krótko mówiąc w trakcie gotowania nie wykonuj żadnych większych ruchów wewnątrz namiotu typu pakowanie, przebieranie się, wychodzenie na zewnątrz, itd.
* pod przykrywką - szybciej się woda zagotuje i mniej wyparuje na ścianki namiotu
* przy otwartej wentylacji - raz, żeby się nie zaczadzić, po drugie by uniknąć efektu łaźni parowej

Gotowanie w namiocie

Jeśli masz możliwość doniesienia na biwak płynnej wody - skorzystaj z tego, skróci to znacznie gotowanie. Do przygotowania jednego litra wody ze śniegu potrzeba ok. 45 - 60 min! W wyższych górach (powyżej górnej granicy lasu) śnieg ma z reguły dobrą jakość. W lesie sprawdź najpierw co nabierasz do menażki, a najlepiej wierzchnią warstwę odrzuć. Śnieg najlepiej nabierać kubeczkiem z przedsionka namiotu.

Na początek wrzuć do menażki niewielką ilość śniegu (lub jeśli posiadasz wlej nieco płynnej wody) i stop go na niewielkim ogniu. Dopiero teraz nałóż śniegu po brzegi menażki i podkręć kurek na maximum. Inaczej przypalisz menażkę i woda będzie mieć nieprzyjemny posmak.

Śnieg trzeba kilka razy dokładać (im bardziej puchaty śnieg, tym mniej wody się uzyskuje z danej objętości. Najlepiej więc do topienia nadaje się lód), dlatego warto mieć kubek do jego dokładania. Część śniegu połóż na dekielku - wykorzystasz ciepło uciekające przez pokrywkę. Śnieg w menażce, póki się nie stopi całkowicie, mieszaj z powstałą już wodą. Najwolniej topi się pierwsza porcja, potem idzie to już szybciej. Pamiętaj by do następnego gotowania zostawić na dnie menażki trochę wrzątku.

Patenty przyspieszające gotowanie:

* ekran wokół palnika - można go zrobić ze zwiniętej karimaty lub kawałka folii aluminiowej. Utrudnia to jednak kontrolę płomienia palnika
* wężyk pomiędzy kartuszem a palnikiem - można kartusz grzać wtedy w śpiworze lub postawić na dekielku menażki, żeby grzał się od spodu, ale uwaga przy takich manewrach, by nie wylać wody z menażki do śpiwora!

Wodę na następny dzień do termosów i na poranny posiłek topi się wieczorem! Rano szkoda na to czasu.

Mycie

Mycie się śniegiem nie wchodzi w rachubę. Nie chodzi już o twardzielstwo, kto to wytrzyma, ale o oszczędną gospodarkę ciepłem. Topienie wody na mycie też nie wchodzi w grę ze względów oczywistych. Większość więc wybiera nie mycie się w ogóle.

Można jednak wrzucić do plecaka takie chusteczki dla niemowląt do wycierania pupci (są nasączone czymś myjącym). Cztery do pięciu takich chusteczek wystarcza do umycia całego ciała.

Na mycie zębów wodę trzeba stopić lub używa się gum do żucia.

Suszenie rzeczy

Jedyna metoda to własnym ciałem w śpiworze. Jeśli jest ci ciepło możesz też suszyć je na sobie (znacznie wydajniej), ale jest to mniej miłe. Na sobie polecam suszyć spodnie i polary, bo nie przylegają bezpośrednio do ciała, bieliznę i rękawiczki zapakuj od razu do śpiwora.

Butów nie ma szans wysuszyć, ale staraj się przynajmniej ich nie zamrozić. Z moich doświadczeń wynika, że niekoniecznie trzeba skórzane buty ładować do śpiwora, wystarczy je trzymać w środku namiotu. Jeśli jednak już to robisz, zapakuj je do worka foliowego i podłóż pod głowę (włożone w nogi śpiwora strasznie chłodzą).
Spanie

"W kupie cieplej" jak mawiają owsiki - jeśli nie masz wstrętu do swoich współtowarzyszy fajnie jest połączyć śpiwory w jeden worek. Staraj się też odizolować od ścian namiotu, np. układając przy samej ścianie plecak. Jeśli nie ma w namiocie na tyle miejsca by trzymać w środku plecaki lepiej się ułożyć bokiem do przedsionków niż do ścian namiotu (nie każdy namiot ma jednak tę opcję).

Na głowę fajnie jest założyć kominiarkę, zwykła czapka lubi spadać, a bez traci się za dużo ciepła (przez głowę człowiek traci ok. 30% ciepła).

Zmarzluchom polecam wrzucenie do śpiwora ogrzewaczy chemicznych - jeden w okolice stóp, drugi naklej na klatkę piersiową. Starczają na ok. 10-12 godzin grzania, a więc na całą noc.

Na noc schowaj do kieszeni wszystkie baterie od wszelkiej maści urządzeń (aparat, GPS...). Komórkę i latarkę wrzuć w całości do śpiwora - znacznie to przedłuża ich żywotność.

Pamiętaj by w razie opadów śniegu regularnie odśnieżać namiot, nawet co 1-3godz. W przeciwnym razie rano obudzisz się w mokrym śpiworze i w kałuży wody (cała woda parująca z waszych ciał i mokrych ciuchów osadzi się na ściankach namiotu i spłynie po nich pod karimaty lub spadnie na was w postaci prysznica). Do tego nie trzeba wychodzić z namiotu, nawet nie trzeba wychodzić ze śpiwora - wystarczy kopnąć kilka razy w dach namiotu.

Pewien nie jestem, ale tu chyba jest źródło.
Ostatnio edytowano N, 13 sty 2008, 11:37 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 2 razy
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10909
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 5 sty 2008, 19:42

No, tego to tu jeszcze nie było...!!!
Jest temat, a nie ma mojej w nim wypowiedzi...
Jakieś bałaganiarstwo ze mnie tu wylazło!
Już śpieszę naprawić oczywiste z mojej strony zaniedbanie, choć trzeba przyznać, że dotychczas zamieszczone tu wypowiedzi zupełnie nieźle opisują sprawę.
W "Szkole Turystyki Narciarskiej" jest sporo uwag na temat biwakowania zimą. W kilku kolejnych postach zamieszczam je w brzmieniu dokładnie takim, jak w książce:
Samodzielny biwak
Im wyżej zlokalizujemy nasz samodzielny biwak, tym mniejsze ryzyko konfliktu z właścicielem terenu. Jeśli z miejsca planowanego biwaku nie widać żadnych obejść ani ruchliwej drogi - najbliższą noc będziemy mieli spokojną. Gdy nie porozrzucamy wokół namiotu resztek jedzenia i zakopiemy wieczorem pozostające opakowania to nawet zabłąkany pies nas nie odwiedzi.
Miejsca nad nie zamarzniętymi potokami, ma dodatkowy atut. Nie trzeba topić śniegu do przygotowania strawy, a to niezwykle paliwożerne i długie zajęcie.
Rozbijanie namiotu na wysoko położonych polanach ma dodatkowy atut. Następnego odcinka drogi nie trzeba będzie rozpoczynać od mozolnego podchodzenia pod górę.
Nie każde miejsce nadaje się na biwak. Istotne są jednak tylko nasze skromne potrzeby w miejscu biwaku, więc wybranie małego placu nie jest trudne. Te potrzeby to: kilka metrów kwadratowych na namiot, woda z potoku, kilka krzaków dla załatwienia potrzeb fizjologicznych i ewentualnie trochę suchego drewna na ognisko.
Najlepiej stawiać namiot na otwartej od Wschodu, a osłoniętej od Północy i Zachodu sporej polanie i niedaleko od ściany lasu. Poranne słońce szybko osuszy namiot i śpiwór z wilgoci i po śniadaniu można będzie wszystko spakować bez kombinacji.
Bliskość ściany lasu osłabi nawet potężną wichurę, która niespodziewanie może bardzo uprzykrzyć noc. W naszym klimacie silne wiatry nadchodzą najczęściej z zachodu lub z północy – bardzo rzadko z południa. Wiatr halny jest tu wyjątkiem, ale występuje tylko wczesną wiosną.
Bezpośrednie sąsiedztwo pojedynczego dużego drzewa lub wieży triangulacyjnej jest dużą lekkomyślnością. Zima nie zdarzają się burze z piorunami, ale potężna wichura może nam spuścić coś takiego na głowę.
Miejsce na namiot powinno być płaskie, a najlepiej poziome. Jeśli już nigdzie nie jest poziomo , poszukajmy terenu o możliwie najmniejszym nachyleniu i najpierw ubijmy go nartami, a później butami usuwając wynurzające się na powierzchnię wszelkie patyki, szyszki i w ogóle wszystko co twarde. Ewentualnie pojawiające się zagłębienia można łatwo wyrównać dorzuconym śniegiem. Czym to zrobić? A choćby deseczką do krojenia! Zabieranie ze sobą łopaty lawinowej jest w tych warunkach przesadą.
Teraz z kolei układamy obok planowanego miejsca na namiot dużą płachtę, na której będziemy układali wszystko, co akurat nie będzie nam [potrzebne. Chodzi o to, że już niebawem powciągamy cały sprzęt do namiotu i nie można pozwolić, by wszystko było utytłane w śniegu. Wilgoci i tak będziemy mieli za dużo!
W tym momencie zazwyczaj zmieniam kurtkę trasową na puchową oraz buty do nart na śniegowce. Cieplej i wygodniej!
Postawmy namiot tyłem do wiatru – nigdy bokiem ani przodem. Zakładając, że szanowny Czytelnik pochyla się nad tym tekstem przed wyprawą, a nie w jej trakcie informuję, że spakowany namiot powinien mieć wszystkie tylne linki na wierzchu tobołka. Te właśnie linki najpierw należy zakotwiczyć w śniegu, a dopiero później rozwijać namiot. Ewentualny poryw wiatru pomoże nam rozwinąć płótna, ale ich nam z rąk nie wyrwie. I tylko o to chodzi!
Przy zimowym wbijaniu śledzie i szpilki często dręczy nas dylemat. Wytrzyma toto, czy też nie wytrzyma? Jeśli zastosujemy normalne, fabryczne wyposażenie namiotu, zapewne nie wytrzyma, ale od czego pomysłowość? Różne obserwuje się patenty. Najprzeróżniejsze. Po pierwsze należy podwoić liczbę linek i kazdą z nich osobno zakotwiczyć. Tu podam trzy metody „śledziowania”, choć jest ich od groma i ciut ciut. Przez końcowe pętle linek odciągowych przeciąga się krótkie lineczki, a na ich końcach zakłada dwa śledzie i wbija tak, że wyciągany śledziami śnieg zbija się w dużą bryłę. Można wykorzystać stare, połamane rurki namiotowe i wykonać z nich długie, niemal pólmetrowe niby śruby lodowe. Wreszcie są zwolennicy długich, drewnianych śledzi. W każdym wypadku śledzie wbija się w ubity śnieg aż po łby i wszystko to zasypuje grubo śniegiem i ubija. Wbijanie śledzi na siłę aż w zmarzniętą ziemię zwykle prowadzi do ich połamania.
Cały namiot dookoła musi być grubo obsypany śniegiem tak, by żaden podmuch wiatru nie mógł dostać się pod podłogę.
Po ostatecznym ustawieniu namiotu trzeba go zagospodarować. Najlepiej od razu rozłożyć materace i śpiwory. Wodoszczelna podłoga namiotu jest bardzo wrażliwa na uszkodzenia mechaniczne, a nie ma żadnej gwarancji że spod śniegu nie wyłoni się nocą pod naszym naciskiem choćby jedna szyszka czy mały kijek z sękiem. Jeśli rozłożymy na podłodze duże i miękkie posłania - zabezpieczymy ją tym samym przed silnym, punktowym naciskiem. Oczywiście wchodzenie do namiotu w butach do nart czy śniegowcach jest szczytem braku odpowiedzialności.
Następnie należy wyjąć z plecaków cały sprzęt kuchenny oraz potrzebny prowiant i postawić to na płachcie przed namiotem.
Dopiero w tym momencie plecaki nadają się do umieszczenia w namiocie. Dla trwałości podłogi jest to bardzo niebezpieczna operacja. Zwłaszcza gdy używamy plecaków stelażowych. Ich ostre elementy mogą przeciąć podłogę. Dlatego nie wolno ciągnąć plecaków po podłodze i koniecznie trzeba podłożyć pod stelaże pokrowce przeciwdeszczowe lub coś innego, byle miękkiego. Można w namiocie kłaść plecaki rurami do góry. Bardzo to jednak utrudnia szukanie czegoś w plecaku, a szperać będziemy w nich niemal bez przerwy.
Wszystko, co może zamarznąć, a nie będzie nam potrzebne do rana może zostać w przedsionku namiotu gdzie ze wspomnianej wcześniej płachty robimy podłogę. Tuż za wejściem do namiotu gromadzimy sporą ilość śniegu do topienia. Sanie transportowe zostawiamy rzecz jasna na zewnątrz, ale trzeba je solidnie zabezpieczyć przed samoczynnym odjechaniem w dół.
Teraz możemy zdjąć śniegowce, oczyścić je ze śniegu i wstawić do namiotu, a następnie naciągnąć śpiwór na nogi aż do pasa i w pozycji siedzącej zabrać się do robienia posiłku. Że cały czas mamy na sobie puchową kurtkę? No... mamy. Ja moją zdejmują dopiero gdy robi mi się gorąco. Nie ciepło, a gorąco. Zwykle pozostaję w niej do rana.
Zimą należy kuchenkę rozpalać w namiocie, ale trzeba zostawić choćby mały otwór wentylacyjny. Wymaga to zdwojonej uwagi: postawienia kuchenki na materacu i ciągłego uważania by nie przewróciła się na miękkim podłożu. Karimata jest w namiocie najbardziej odporną rzeczą na bezpośredni, ale krótki kontakt z otwartym ogniem i dlatego kuchenka powinna na niej stać. Najbardziej wywrotne są leciutkie kuchenki kartuszowe. Koniecznie trzeba dokupić do kuchenki kartuszowej szeroką, plastikowy podstawkę stabilizującą.
Posiłek gotowany w namiocie powinna w całości robić jedna osoba, a druga w tym czasie w głębi namiotu wykonywać wszystkie czynności pomocnicze. Należy maksymalnie ograniczyć wchodzenie i wychodzenie w tym czasie z namiotu.
Instrukcja zmontowania i eksploatacji kuchenki musi być przed wyjazdem wystudiowana, zapamiętana i przećwiczona nawet po ciemku. Przepisy na przygotowanie poszczególnych produktów są na opakowaniach. Potrzeba tylko sporej ilości wody z pobliskiego potoku i trochę chęci. Po kilku minutach posiłek będzie gotowy. Jeśli przyjdzie nam z konieczności topić śnieg, czas przygotowania posiłku może być denerwująco długi.
Po posiłku najlepiej jest natychmiast pomyć wszystkie naczynia. Zaschnięte, trzeba będzie szorować. Mała, szorstka gąbka i odrobina płynu do naczyń powinny doskonale spełnić swe zadania nawet w zimnej wodzie z górskiej rzeki, albo i w śniegu tylko.
Ognisko
Jeśli mamy ochotę na wieczorne ognisko, można zająć się zgromadzeniem i przygotowaniem drewna. W czasie mrozów nie ma z tym kłopotu. Gałęzie wyciągnięte spod śniegu wystarczy opukać ze śniegu i połamać.
Krótko po okresie silnych opadów znalezienie suchego drewna na ognisko może być trudne. Suche gałęzie będą schowane głęboko pod śnieżnym puchem, a łamanie rosnących gałęzi na niekonieczne do ratowania życia ognisko trochę się nie mieści w dobrym tonie turystycznym. Poza tym bardzo trudno znaleźć dobry materiał na rozpałkę. Trzeba poszukać brzozy – najlepiej uschniętej i przy pomocy kłębków zdartej kory rozpalać maleńkie ognisko. Z użyciem rozłupanych gałęzi brzozowych można powoli je powiększać. Po kilku próbach zwykle udaje się to nawet bez kawałka suchego drewna.
Mało kto jednak ma ochotę stać i czekać aż powolutku się to wszystko rozpali. Po całym dniu na nogach tyłek sam ciągnie do materaca. Przecież nikt nie powiedział, że nie można wspólnie śpiewać siedząc w kilku pozamykanych szczelnie namiotach. Można, można!
Silne i gwałtowne podmuchy wiatru potrafią nastąpić w górach dosłownie nie wiadomo skąd i bez najmniejszego uprzedzenia. Dlatego rozsądnie jest palić ogniska małe, które w każdej chwili można szybko ugasić choćby przez nagarnięcie dużej ilości śniegu. Rozrzucone wiatrem duże ognisko jest bardzo trudne do opanowania.
Najwięcej trudności sprawia dokładne zagaszenie ogniska i dlatego trzeba jeszcze przy dobrym świetle przygotować odpowiednio dużo śniegu. Głupotą jest zostawianie na noc palącego się ogniska lub choćby tylko jego żaru.

Pole biwakowe zimą
Turystyka narciarska nie jest jeszcze tak popularna, by istniała zimowa baza biwakowa. Pola biwakowe są zima nieczynne, ale nie widziałem jeszcze tabliczki informującej o tym. Owszem, stoją tablice „Pole Biwakowe” ponad zawalonym śniegiem kawałem ogrodzonej łąki. To nie jest złe miejsce na biwak!
Problem w tym, że każdy kawałek pola, łąki czy hali do kogoś należy i rozbicie tam biwaku może nie podobać się właścicielowi. Pole biwakowe też jest czyjąś własnością, ale nie spotkałem jeszcze obrażonego właściciela, gdy postawiłem tam swój namiot.
Spokojną noc najpewniej zagwarantuje wysoko położona łąka, hala czy połonina. Nie ważne jak ją zwą, istotna jest odludność miejsca.
Jak w wielu innych sprawach - najgorsze są rozwiązania połowiczne. Łąka na skraju wsi tylko pozornie wydaje się bezpańska i można na niej postawić namiot, bo taka nasza wola. Brak śladów użytkowania też o niczym nie świadczy. A co? Może miałby ją ktoś zimą kosić? Albo krowy paść? Zawsze znajdzie się właściciel – naburmuszony bo obrażony naszą samowolą. Nawet jeśli go udobruchamy, może nas odwiedzić inny wieczorny lub nocny „dowcipny” gość.
Zmuszeni koniecznością do nocowania w pobliżu siedlisk ludzkich powinniśmy po prostu poprosić grzecznie o pozwolenie na ustawienie namiotu przy jakimś obejściu. Odmowy są niezwykle rzadkie, ale najdalej przy trzecim obejściu uzyskamy zgodę, zwłaszcza gdy powiemy że sąsiad nam odmówił. Cóż, zawiści sąsiedzkie występują wszędzie – w tym wypadku mogą nam one pomóc.
Tak jednak bywa, że gospodarze są przerażeni, że ktoś chce zimą nocować w namiocie i proponują nocleg choćby w stodole lub innej szopce. Przyjąć taką propozycję, czy odrzucić? Z jednej strony w namiocie będzie nam niezwykle ciasno, ale z kolei w stodole niewspółmiernie zimniej. Nasz namiot zapewni nam znacznie cieplejsze bytowanie, bo w nim możemy zapalić kuchenkę, a w stodole byłoby to skandalicznym naruszeniem gościnności gospodarza. Trzeba się na coś zdecydować, ale zawsze przed włączeniem kuchenki w udostępnionym pomieszczeniu trzeba uzyskać na to zgodę gospodarzy.
W terenach podgórskich można napotkać opuszczone na zimę bacówki. Mają one urządzone miejsce na rozpalenie ognia i zawsze jest to jakaś ochrona przed mrozem, ale ich szczelność jest doprawdy iluzoryczna i nocowanie w nich wymagałoby nagromadzenia dużych ilości drewna. Mało tego. Ktoś by musiał całą noc pilnować ognia. Przecież nie zostawimy płonącego ogniska na noc bez dozoru!
Spotyka się także inne szałasy – tak zwane gazdówki. Są to składowiska siana i nocowanie w nich jest zwykle lepsze niż w bacówkach, ale w żadnym wypadku nie wolno w nich zapalać kuchenek o paleniu papierosów i ognisk nawet nie ma co myśleć. Tam zawsze jest sporo siana i o pożar nader łatwo! Właściciele zwykle nie mają nic przeciw nocowaniu turystów w gazdówkach.
Ostatnio edytowano N, 13 sty 2008, 11:28 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 3 razy
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10909
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Zimowe załamanie pogody...

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 5 sty 2008, 20:01

*
Bywa, że złapie nas zimą załamanie pogody. Mając na plecach lub na saniach transportowych chałupę, kuchnię i całą resztę dobytku, nic nie zmusza nas do ucieczki dokądś, a jedynie mobilizuje do szybkiego znalezienia dogodnego miejsca na biwak. W ogóle nie musimy nigdzie uciekać, bo dokąd? W całej najbliższej okolicy też będzie zadymka godzinę, dwie albo i dobę. Trzeba tylko natychmiast opuścić otwarte przestrzenie i dotrzeć do lasu.
Krótkotrwałe burze zimowe lepiej przeczekać i rozbijać się na sucho. Można na biwak wykorzystać przygodnie napotkane szałasy, bacówki lub letnie stodółki na siano tzw „gazdówki”.
Postawienie namiotu bez gruntownego przemoczenia sypialni jest ważną umiejętnością, ale nie żadnym kuglarstwem. Każdy namiot z tropikiem można w deszczu postawić bez zamoczenia sypialni. Podwójne namioty beczkowe stawia się zawsze w ten sposób i wystarczy wczytać się w instrukcję montażu, by nie popełnić błędu.
Wyszukiwanie w czasie gwałtownego opadu biwakowiska nie wymaga znajomości żadnych nowych zasad. Robi się to tylko bardziej nerwowo niż w czasie pięknej pogody, zatem łatwiej popełnić błąd. Stąd wynika konieczność zdwojenia uwagi.
Stawianie namiotów masztowych z tropikiem należy w śnieżycy realizować w zupełnie innej kolejności niż opisują to producenci.
Po przygotowaniu i oczyszczeniu miejsca pod namiot trzeba postawić najpierw sam tropik i dobrze go napiąć wszystkimi śledziami i linkami. Ten moment jest krytyczny, bo duży podmuch wiatru może poderwać płótno i zabrać na dużą odległość. Trzeba zatem dalsze czynności robić bardzo szybko. Każde dotknięcie moknącej właśnie tkaniny tropiku spowoduje przecieki w tych miejscach. Należy więc chwytać tropik wyłącznie za jego brzegi. Im mniej tych chwytów, tym lepiej.
Pod rozwieszonym tropikiem, gdy już nie sypie się na głowę, trzeba jeszcze raz i to dokładnie przepatrzeć podłoże i usunąć wszystkie ostre przedmioty. Większe zagłębienia warto wypełnić śniegiem. Następnie pod tropikiem rozkłada się na ziemi suchą sypialnię w wąski pas obok masztów .
Dalej, pod stojące już maszty trzeba wsunąć rozłożoną na podłodze sypialnię, a w dalszej kolejności - dolne końce masztów wsunąć w górne otwory dachu sypialni. Wymaga to podniesienia z pewnym wysiłkiem stojących masztów, bo tropik jest już napięty i szarpany wiatrem, ale zadanie nie przekracza możliwości nawet słabej dziewczyny. Nie należy w tym momencie przypinać podłogi szpilkami do ziemi, ale podnieść sypialnię i unosząc mokry już dach tropiku do góry założyć kausze sypialni na czubki najpierw jednego a później drugiego masztu. Jeśli konstrukcja posiada belkę kalenicową , kausze powinny się znaleźć pod krańcowymi otworami tej belki. Jeśli zrobimy to inaczej, taśmy zaczepowe sypialni zetkną się z tropikiem i natychmiast pocieknie po nich woda mocząc sypialnię.
Teraz dopiero należy wycofując się spod tropiku rozkładać dokładnie podłogę sypialni i wbić szpilki tylko z przodu sypialni ustalając położenie sypialni w stosunku do tropiku. Pozostałe szpilki sypialni najwygodniej jest wbijać z zewnątrz wsuwając ręce pod okapy tropiku i naciągając równomiernie podłogę. Na koniec wystarczy dokładnie napiąć tropik oraz linki odciągające maszty oraz natychmiast obłożyć fartuch tropiku dużą ilością śniegu i... praca skończona.
Składając mokry namiot w śniegu wystarczy zrobić to w odwrotnym porządku, ale suchą sypialnię trzeba spakować osobno żeby nie zamoczyła się od zwiniętego mokrego tropiku. Składając sypialnię wytrzyjmy zewnętrzną stronę podłogi możliwie najdokładniej. Woda tam pozostawiona zamoczy tkaninę sypialni i kolejna noc może być mniej przyjemna.
Kolejne rozbijanie namiotu po takim eksperymencie wymaga dokładnego wytarcia wewnętrznej powierzchni rozstawionego tropiku i następnie podwieszenia sypialni w omawiany już sposób awaryjny. Warto jednak tym razem nie napinać mocno dachu sypialni dla zwiększenia jej odległości od tropiku.
Wszystko to jest proste pod warunkiem, że nie robimy tego pierwszy raz w życiu podczas śnieżycy. Trzeba koniecznie jeszcze przed wyjazdem przećwiczyć na jakimś polu śnieżnym rozbijanie namiotu w sposób normalny i w wyżej opisany sposób „na mokro”. Nawet jeśli ten właśnie namiot rozbijaliśmy wielokrotnie latem, przećwiczmy to zimą, bo to jest... całkiem coś innego.
Zwykle okazuje się, że przy pierwszym rozbijaniu sposobem awaryjnym trzeba nieznacznie powiększyć masztowe otwory sypialni, albo wsunąć przez nie plastikowe stopki rurek masztowych. Te stopki są absolutnie niezbędne i nie wolno ich usuwać. Należy odpowiednio, ale bez przesady powiększyć otwory masztowe w dachu sypialni – koniecznie!
Mokry, choćby po nocnym szronie namiot najlepiej jest wysuszyć przed złożeniem. Zawsze lepiej jest poczekać dodatkową godzinę na wyschnięcie namiotu i śpiwora, niż pakować mokre graty – nigdy nie wiemy czy nie trzeba tego będzie rozbijać w kolejnym śniegu. Opróżniona z wszystkich sprzętów „chałupa” schnie na wietrze dużo szybciej.
Jeśli po „mokrej” nocy nastąpi słoneczny dzień, a nie wysuszyliśmy namiotu rano, warto w czasie którejś przerwy w marszu rozłożyć mokry tropik oraz śpiwór i wysuszyć wszystko. W słoneczny dzień wystarczy na to pół godziny – w sam raz jeśli w czasie takiej przerwy gotujemy obiad. W czasie silnych wiatrów radzę pilnować by „ptaszek” nie odfrunął.
W czasie wyprawy wszystko w namiocie powoli nasiąka wilgocią. Jeśli ciągle przebywamy w nim, nasze ciała i oddechy powodują nieznaczne podgrzanie tej wilgoci i niemal jej nie zauważamy. To najczęściej w takich warunkach ulegają awariom nasze sprzęty elektroniczne: zegarki, aparaty fotograficzne, kamery video i inne nie zabezpieczone szczelnymi woreczkami. Nawet baterie w latarkach rozładowują się samoistnie. Tak to już jest na wędrówce w naszym klimacie – wszystko po dwóch dniach jest bardziej lub mniej wilgotne .
Dobrym sposobem na poprawienie sobie wtedy warunków bytowania jest zwykły znicz nagrobny w plastikowej, najlepiej żółtej koszulce i koniecznie z blaszanym przykryciem. Zapalenie takiego znicza i postawienie go w menażce na karimacie dość szybko wysusza dach sypialni, oświetla namiot przyjemnym światłem i znacznie poprawia komfort w całym namiocie. Wymagana jest przy tym jednak nadzwyczajna ostrożność. Przykrywka znicza nagrzewa się bardzo mocno i można się nią poparzyć. Nie należy tej pokrywki zdejmować. To właśnie promieniujące z niej we wszystkich kierunkach ciepło jest najbardziej cenne. Najlepiej wykorzystamy to ciepło jeśli ustawimy znicz na środku namiotu, jak najdalej od ścian. Najlepsze wyniki osiąga się w kwadratowych namiotach beczkowych.
W żadnym wypadku nie wolno zasypiać pozostawiając zapalony znicz – to zawsze skończy się pożarem. Równie ryzykowne jest opuszczanie namiotu bez zgaszenia znicza. Nieodwołalnie - przed zaśnięciem lub opuszczeniem namiotu musimy zgasić znicz.
Jeśli komuś z powodów estetycznych lub emocjonalnych nie odpowiada znicz może zastosować stearynowy lampion świąteczny. Różni się on od znicza tylko kształtem otworków w pokrywce, zwykle osłonka bywa czerwona i przy takiej samej wielkości jest od znicza sporo droższy. Obydwa jednak nie są dużym wydatkiem i mało ważą - warto zatem nosić w plecaku mały znicz lub lampion. Po wypaleniu się wkładu można wstawiać do środka małe kawałki świeczki lub lepiej wkład w metalowej osłonce do „domków zapachowych”. Nawet kilka dni z wciskającą się pod płótna wilgocią nie podłamie nas psychicznie jeśli będziemy mieli znicze lub lampiony. Znicze mają długi okres palenia się. Zwykle pali się je średnio przez cztery godziny dziennie. Tak więc dwudziesto cztero godzinny znicz wystarcza na sześć dni.
Dawniej używano do podsuszania namiotów zwykłych świeczek, ale za bardzo kopcą i podgrzewają tylko małą powierzchnię dachu sypialni. Powoduje to przegrzanie tkaniny i groźbę zapalenia się dachu nad świeczką. Znicz jest stokroć lepszy.
Używanie kuchenki butanowej do suszenia namiotu jest bardziej kosztowne i dużo mniej skuteczne. Niską skuteczność można nieco poprawić przez umieszczenie nad palnikiem odwróconej dnem do góry małej menażki i bardzo mocne ograniczenie wielkości płomienia aż do absolutnie minimalnego. Uwaga, grozi to samoistnym zgaśnięciem palnika przy choćby małym podmuchu powietrza spowodowanym choćby przez machnięcie ręką.
Jeśli coś takiego nastąpi, trzeba koniecznie najpierw przewietrzyć namiot, a dopiero później ponownie zapalić palnik. Mała przestrzeń namiotu bardzo szybko może osiągnąć stan mieszaniny wybuchowej butan-powietrze. Próba powtórnego zapalenia palnika bez przewietrzenia zakończy się wtedy potężnym wybuchem.
Koniecznie musimy z namiotu wypuszczać spaliny palnika przez otwarcie otworów wentylacyjnych. Ograniczenie ilości świeżego powietrza spowoduje kopcenie płomienia. Kopcenie zawsze świadczy o niedostatecznym spalaniu. Zamiast dwutlenku węgla w spalinach powstaje wtedy silnie trujący tlenek węgla .
Do wentylacji namiotu podczas palenia się małego znicza z przykrywką wystarczą okienka siatkowe sypialni i minimalne rozpięcie suwaka tropiku w górnej części. W namiotach beczkowych wystarcza mały otwór wentylacyjny w dachu.
Kuchenki benzynowej ze względu na silną toksyczność spalin nie wolno używać do podgrzewania powietrza w namiocie. Palniki kocherów nie mają żadnej możliwości regulacji płomienia i też nie nadają się do tego.
Najdroższe modele kuchenek na paliwo ciekłe mają specjalne palniki żarzące do ogrzewania namiotów, ale już same ich ceny powodują dreszcze. W naszych warunkach trzeba cały zapas paliwa do tych kuchenek zabierać z domu. W wiejskich sklepach nie kupimy ani nafty ani oleju parafinowego. W dużych miastach też niełatwo z tymi zakupami. Najłatwiej kupić naftę kosmetyczną – drogą, ale dostępną w wielu sklepach kosmetycznych.
W kuchenkach tych można stosować, po wymianie dyszy palnika łatwo dostępną w sklepach z farbami, benzynę oczyszczoną, ekstrakcyjną lub nawet benzynę samochodową czy olej opałowy. Ze względu na spaliny stosując jakiekolwiek inne paliwo niż spirytus denaturowany nie można używać tych kuchenek w namiotach i w pomieszczeniach zamkniętych. Są zatem w naszym, często kapryśnym klimacie w tej wersji zupełnie nieprzydatne w turystyce namiotowej. Ich rzeczywista przydatność dotyczy turystyki wyprawowej w rejony o trudnym do przewidzenia rodzaju zaopatrzenia. Wtedy są bezcenne, bo jedyne z możliwych do zastosowania.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10909
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Kiedy uciec się nie da...

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 5 sty 2008, 20:04

*
Trzeba to powiedzieć jasno i otwarcie: nie da się całkowicie wyeliminować z turystyki ryzyka poważnych kłopotów. Dotyczy to także turystyki narciarskiej, nizinnej też. Każdy turysta jednak sam może kolosalnie zmniejszyć ryzyko tragedii. Musi jednak wiedzieć, co go może spotkać i nauczyć się radzić sobie w każdej sytuacji.
W żadnym wypadku moim zamiarem nie jest odstraszanie nikogo od uprawiania turystyki. Muszę jednak pisać o poważnych problemach, by pomóc w ich rozwiązywaniu. Na szczęście nie zajmuję się zawodowo wykorzystywaniem naiwności turystów i mogę bez ogródek pisać o wszystkim bez przemilczeń. Moją determinację w tej sprawie wzmacnia przekonanie, że wygłaszane tu moje zachwyty nad przeżyciami turystycznymi mogą skłonić wiele osób do uprawiania jej. Jeśli komuś z nich przydarzy się jakieś nieszczęście, odium tego, a co najmniej znaczna jego część spadnie na moje sumienie. Wolę więc sprawę stawiać tak: zachęcam bardzo, ale pamiętaj drogi Czytelniku, że...
Powszechnie wiemy, że w górach pogoda nawet latem może zmieniać się bardzo szybko, co jest przyczyną ogromnej ilości wypadków. Otóż zimą nie tylko w górach, ale dosłownie wszędzie pogoda może zmienić się diametralnie w ciągu kilku kwadransów, a to jest dużo za mało na wydostanie się z rozległych nizinnych ostępów leśnych, o górzystych nie wspominając. W dodatku zimowe załamania pogody znacznie bardziej utrudniają poruszanie się w porównaniu z letnimi. Wreszcie zimą mamy do dyspozycji znacznie mniej czasu na ucieczkę, bo dzień jest dramatycznie krótszy, a podczas nocnej zamieci włączenie czołówki oślepia całkowicie.
Kiedy już w ogóle iść się nie da, o utrzymaniu zamierzonego kierunku nie ma co marzyć, a wokół szaleje śnieżna zawierucha, trzeba takie załamanie pogody po prostu przetrwać w terenie. Na otwartej przestrzeni jest to kolosalnie trudniejsze, więc bezwzględnie najpierw należy zrobić wszystko by dostać się do lasu. Tu uderzenia zawieruchy są zdecydowanie mniejsze, a jest gdzie i z czego zbudować doraźny schron.
Próby zbudowania szałasu całego wystawionego na porywy wichury jest z góry skazane na niepowodzenie... taki szałas szybko zostanie przewrócony. Budowę lodowego domu typu igloo należy zostawić harcerzom do ich „pionierskich” zabaw.
Trzeba znaleźć jakieś niewielkie, ale znaczne zagłębienie terenu. Dobre są wykroty zwalonych drzew, wszelkie rowy oraz skarpy, a także bardzo grube , leżące drzewo. Szukamy takiej nierówności, która sama osłania od strony napierającego wiatru... to przed nim głównie chcemy się schronić.
Kolejny etap, to nazbieranie kilku dużych i sporo mniejszych gałęzi. Im więcej, tym lepiej. Oczywiście wykorzystujemy narty i kijki! Robimy z tego wszystkiego gęste pokrycie zagłębienia, a wszystko od góry dokładnie i grubo zalepiamy ubijanym śniegiem pozostawiając otwór wejściowy od strony zawietrznej, czyli tam gdzie wiatr odpływa. Na samej górze pozostawiamy możliwie mały otworek wentylacyjny. Jeśli śnieg jest zbyt sypki, trzeba narwać sporo gałęzi świerkowych i mocno zagęścić nimi pokrywę. Nigdy nie należy do tego wykorzystywać własnej folii NRC z pakietu ratunkowego. Ona będzie niezbędna potem nam samym!
Do budowy szałasu można wykorzystać nawet trzcinę rwaną na lodzie przy brzegu jeziora. Dosłownie wszystko jest dobre, gdy nasze życie jest zagrożone. Czym to mamy zrobić? Rękoma, drogi Czytelniku. Rękoma! One wiele potrafią...
Szałas powinien być mały i ciasny, bo to my naszym ciałem będziemy go ogrzewać. Ewentualne, maleńkie ognisko można rozpalić, ale tylko w samym wejściu, aby poczuć choć odrobinę ciepła, a spaliny nas nie zatruły. To do rozpalenia tego ogniska nosimy w pakiecie ratunkowym kawałek świeczki i zapalniczkę. Drew na ognisko radzę nazbierać ile się da i umieścić w pobliżu wyjścia, ale nie w samym. Później nie będzie łatwo wyjść dla nazbierania kolejnych. Długi kij wystarczy do przyciągania patyków bez wychodzenia.
Na dno szałasu kładziemy folię NRC, ubieramy wszystko co tylko mamy, rozluźniamy buty, owijamy się połami folii, luźno obwiązujemy czym tylko mamy i... trwamy z rzadka posilając się końcówką prowiantu z plecaka. Kiedyś w końcu ta zamieć się skończy. Zwykle trwa od kilku godzin do połowy doby. Można, a nawet należy spróbować poinformować telefonicznie najbliższych o swoim położeniu. Kiedy się nasza „przygoda” skończy będziemy potrzebowali ich pomocy!
Uczciwie powiem, nigdy nie budowałem takiego szałasu w rzeczywistej potrzebie. Raz tylko stary wyga narciarski namówił mnie na próbne wybudowanie czegoś takiego w pogodny dzień. Była gotowa w pół godziny. Gdyby trzeba było, pewnie powstałaby szybciej. Weszliśmy, wyszliśmy i... tyle. Wiem, że umiem.
Kilka dni później przyszła zawierucha, a ponieważ nasza budowla była blisko leśniczówki, poszliśmy tam i przesiedzieliśmy całą noc. Jedyny kłopot, to wytaskanie się ponad ogniskiem dla nazbierania kolejnej partii patyków do podtrzymania ognia. Nie było bardzo źle, ale na powtórkę ochoty nie mam... jakoś
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10909
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Biwakowanie w zimie

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 23 sty 2008, 11:50

*
źródło - Bezdroża

Wybór miejsca pod namiot. Rozbijanie biwaku

Posiadany sprzęt pozwala nam na założenie biwaku praktycznie w niemal każdym miejscu, w które „rzuci nas los”. Bardziej rozsądne jest jednak wcześniejsze zaplanowanie lokalizacji biwaku – na podstawie analizy trudności trasy, czasu wyjścia, warunków pogodowych i śniegowych, naszej kondycji itd. określamy miejsce, do którego jesteśmy w stanie dotrzeć pod koniec dnia (najlepiej jakiś czas przed zmrokiem, na początku zimy oznacza to jednak przerwanie wędrówki już ok. godz. 15-stej, co bardzo skraca dzień – w takiej sytuacji niektórzy wolą wykorzystać dzienne światło na marsz i rozbijać się dopiero, gdy wędrówka w ciemności staje się niemożliwa – praktyka taka dopuszczalna jest tylko w bezpiecznym terenie, w „przyjaznych” górach typu „beskidzkiego”). Na miejsca biwakowe najlepiej nadają się szerokie odcinki dolin, płaskie, dobrze osłonięte od wiatru i niezagrożone lawinami tarasy tuż poniżej grzbietu, zaciszne polany, równe miejsca w lesie itp.

Unikamy natomiast:

- miejsc położonych bezpośrednio na linii grzbietu – eksponowanych wietrznych grani i przełęczy – ładna pogoda może załamać się w nocy, wtedy wiatr zmusi nas do ewakuacji z grzbietu a najlepszym razie nie da nam spać – piszący te słowa na własnej skórze przekonał się, że nawet na stosunkowo dobrze osłoniętym zboczu wiatr skutecznie połamać może pałąki namiotu. Oczywiście, czasem nocleg na grzbiecie jest jedyną dopuszczalną alternatywą – ze względu na zagrożenie lawinowe zawsze bezpieczniejsze będzie rozbicie namiotu na platformie wykopanej na wyrównanym odcinku grzbietu niż biwak na przyległych zaśnieżonych zboczach,
- wszystkich miejsc potencjalnie zagrożonych lawinami – stromych stoków (a zwłaszcza wszelkich położonych w ich obrębie formacji wklęsłych: kotłów, depresji, żlebów, rynien oraz ich podnóży), miejsc usytuowanych pod pokrytymi śnieżnymi „kalafiorami” skałkami, nawisami itp., nagromadzeń przeniesionego przez wiatr śniegu po zawietrznych stronach grzbietów itp.,
- najniższych punktów rozległych niecek, zapadlisk terenu oraz głębokich jarów – stanowią one naturalne zmrozowiska, w których gromadzi się zimne powietrze,
- miejsc, w których gromadzi się pochodzący z opadu i/lub transportowany przez wiatr śnieg – jeśli w nocy nadejdzie śnieżyca lub zerwie wichura, zamiast spać, przez całą noc odkopywać będziemy namiot.

Dobrze jest „przytulić się” do ściany lasu, rozbijając się nieco głębiej pod okapem drzew (zalegające granicę polno-leśną zaspy stanowią przy tym niezłą osłonę przed wiatrem), a na obszarach bezleśnych schować między skałkami, kępami kosówki itp. Jeżeli rozbijamy się na grzbiecie, wybierzmy odcinek możliwie wyrównany i szeroki, np. lokalne siodełko.

Jeśli gotujemy na ognisku, wybór miejsca na biwak uzależniony jest bardzo silnie dostępnością odpowiedniej ilości opału. Szukanie gałęzi pod śniegiem jest oczywiście bezcelowe. Źródło opału w zimie stanowią przede wszystkim uschnięte stojące drzewka iglaste lub liściaste i wystające nad śnieg uschnięte (stare) wiatrołomy. W warunkach zimowych ściąganie trudno dostępnego chrustu do obozu jest utrudnione i uciążliwe – zamiast niego lepiej „podciągnąć biwak do chrustu”, np. rozbijając się przy wiatrołomie.

W wybranym z grubsza miejscu wyszukujemy płaski taras. Jeśli nachylenie stoku jest niewielkie, możemy je zniwelować, wykopując odpowiednio wypoziomowaną platformę. Miejsce pod namiot należy udeptać (wstępnie można zrobić to nartami), lepszym wyjściem jest wykopanie szuflami śnieżnymi platformy odpowiedniej wielkości – nieco większej (minimum o około 0,5 m z każdej strony) niż podłoga namiotu z dodatkową „przestrzenią roboczą” przed przedsionkiem.

Efektywność udeptywania lub kopania zależy od konsystencji śniegu – suchy i zmrożony nie będzie ubijał się prawie wcale i chodzenie po nim da mały efekt (podobny do prób ubicia suchego piachu na plaży). W takim przypadku niezastąpiona jest szufla, za pomocą której odrzucamy sypki śnieg i dokopujemy się do bardziej zwięzłych warstw. Jeśli śnieg jest mokry, deptanie daje dobry skutek, pracując szuflą także szybko wykopiemy potrzebny taras, w dodatku z pozyskanych bloków śniegu uformować możemy dodatkowy wał lub murek przeciwwiatrowy.

Prawidłowo wykopana platforma zapewnia:

- dobrą ochronę przed wiatrem – wykop głębokości kilkudziesięciu centymetrów (o ile pokrywa śnieżna nie jest cieńsza) oraz usypany z odrzuconego śniegu wał w praktyce niweluje działanie słabych i średnio silnych wiatrów. Należy mieć świadomość, że wykopana przez nas platforma stanowi nieckę, która w warunkach dużego transportu śniegu (śnieżyca plus wiatr) w sposób bardzo intensywny będzie zapełniać się śniegiem. Zamiast spać możemy więc stracić noc na nieustanne odkopywanie namiotu. Jedynym antidotum pozostaje w tej sytuacji bardzo staranny wybór miejsca pod platformę, sprowadzający się do unikania wszystkich obszarów gromadzenia się śniegu. Murek przeciwwiatrowy lepiej spełni swoje zadanie, jeśli zbudujemy do 1–2 m od obrzeża platformy – duża część nawiewanego śniegu zatrzyma się w jego rejonie, w pewnym oddaleniu od namiotu,
- płaskie, równe podłoże – dzięki niemu nie zsuwamy się i nie staczamy, budzimy się tam, gdzie zasnęliśmy,
- utwardzone podłoże – ułatwia poruszanie się w namiocie, zwiększa komfort snu.

Jeżeli pokrywa śnieżna jest bardzo cienka, możemy mieć kłopot ze stabilnym umocowaniem namiotu. Narty i kijki przydają się tylko na głębokim śniegu, w którym możemy głęboko je osadzić. Śledzie w śniegu nie „trzymają”, zaś wbicie ich w odsłonięty zamarznięty grunt może być bardzo trudne. W sytuacjach takich należy radzić sobie, mocując odciągi do pobliskich drzewek (jeśli są), przywiązywać je do masywnych kamieni, starać się wbić siekierą chociaż 2–3 kluczowe śledzie lub... po prostu poszukać innego miejsca.

Stosowanie szpilek jest zimą bezzasadne. Jeśli używamy namiotu, w którym tropik na stałe przypięty jest do sypialni (naciąg tropiku przenosi się wtedy w pewnym stopniu na ścianki wewnętrzne – rozwiązanie to spotykane jest np. w namiotach tunelowych), a wybrane miejsce jest naprawdę płaskie, możemy zrezygnować z przytwierdzania sypialni – jej ścianki będą dosyć dobrze napięte, a nasz ciężar dociśnie ją do podłoża i uniemożliwi jej przesuwanie. W innych przypadkach jako szpilki wykorzystać możemy proste, na odpowiednią długość (kilkadziesiąt centymetrów) przycięte patyki.

W obrębie platformy orientujemy namiot tak, by przedsionek znalazł się od strony zawietrznej (jeśli akurat wiatru nie ma, powinniśmy przewidzieć najbardziej prawdopodobny kierunek, z jakiego może pojawić się w nocy lub rankiem). Dzięki takiemu ustawieniu wiatr nie hula po namiocie, nie sypie do niego śniegiem, ułatwione jest gotowanie w przedsionku.

Jak wspomniano wcześniej, pod namiot warto podłożyć dodatkową foliową płachtę – ograniczy ona przesiąkanie przez podłogę wody pochodzącej z nadtapiającego się pod nami śniegu.

Żywność na wyprawach wielodniowych

Podstawowe wymagania

Żywność zabierana na wielodniowe wyprawy zimowe nie może być dobierana przypadkowo. Do najbardziej pożądanych cech prowiantu zaliczają się:

- możliwie najniższa zawartość wody,
- krótki czas niezbędnego przygotowania (gotowania),
- lekkostrawność,
- pożywność, duża zawartość podstawowych składników odżywczych i energetycznych (węglowodanów), błonnika itp.,
- mała masa (także mała masa opakowań),
- odpowiednio długa trwałość,
- względna odporność na zgniecenie, zawilgocenie itp.

Ponadto, jeśli nie chcemy, by spożywanie dzień w dzień takich samych, niezbyt atrakcyjnych posiłków stało się „przykrym obowiązkiem”, musimy zadbać, aby zabierany prowiant był zróżnicowany smakowo (nie powinniśmy jednak przesadzić w drugą stronę – nadmiernie wyrafinowana, złożona ze smakołyków żywność może za sprawą naszej łapczywości znikać z plecaka za szybko i wycieczkę trzeba będzie skrócić ze względu na wyczerpanie zapasów).

W warunkach zimowych za najważniejszą cechę prowiantu należy uznać jak najmniejszą zawartość wody (pozostałe postulaty zachowują ważność niezależnie od pory roku). Jeśli podczas wędrówki utrzymywać się będzie siarczysty mróz, wcześniej czy później wszystkie produkty zawierające wodę (chleb, konserwy mięsne, płynne koncentraty, kiełbasy, pomidory, ogórki, cytryny i itp.) zamarzną w plecaku „na kamień” i nie będą mogły być zjedzone bez odmrożenia. Nie dyskwalifikuje to całkowicie tych produktów – pewną ich ilość (jako miłe dla podniebienia uzupełnienie menu) możemy zabrać na krótkie kilkudniowe wycieczki, zwłaszcza, jeżeli prognozy pogody nie przewidują temperatur niższych niż kilka stopni poniżej zera. Podstawowa część żywności zawsze jednak musi opierać się na produktach suchych.

Z uwagi na mróz traci też na ogół sens noszenie wody i innych napojów w zwykłych plastikowych butelkach. Pewną ilość wody możemy zabrać, wychodząc z pociągu, schroniska itp., z przeznaczeniem do wypicia w trakcie kilku pierwszych godzin wycieczki (zanim nie przechłodzi się i nie zamarznie). Przechowywanie napojów poza termosem jest możliwe tylko przy wysokiej, oscylującej w rejonie 0şC lub odwilżowej temperaturze. Jednak i wtedy picie bardzo zimnej wody trzeba odradzić – bardzo ochładza ona organizm. Wniosek płynący z powyższych uwag narzuca się sam – w warunkach zimowych kluczowym elementem ekwipunku jest niezawodny, najlepiej 1-litrowy termos. Chcąc ugasić pragnienie na trasie, zdani będziemy tylko na jego zawartość (przy okazji będziemy mogli nieco się rozgrzać). Ilość herbaty, jaką możemy zabrać do termosu, jest niewielka, z pewnością nie pokrywa ona dziennego zapotrzebowania organizmu na wodę, zwłaszcza w warunkach zwiększonego wysiłku podczas wędrówki górskiej. Pamiętać zatem powinniśmy, by przy każdej okazji (czyli na biwakach) uzupełniać płyny i napełniać termosy.

Gotowanie w terenie

Gotowanie na ognisku. Rozpalanie ogniska zimą jest znacznie bardziej pracochłonne niż wykonywanie tej czynności latem. Wymaga też nieco większych umiejętności i sporej dozy cierpliwości.

Odnalezienie chrustu pod grubym śniegiem jest niewykonalne, podstawowe źródło opału stanowią:

- uschnięte (martwe) stojące drzewka iglaste i liściaste – należy umieć rozpoznawać je w lesie. Najbardziej oczywiste oznaki uschnięcia to łuszcząca się na dużych powierzchniach kora pni i cieńszych gałązek, brak zimujących pąków, a u drzew iglastych także kompletny brak igieł. Małe (o średnicy mniej więcej ramienia) drzewka wycinamy – najdrobniejsze gałęzie posłużą za rozpałkę, pozostały materiał za właściwe paliwo,
- wystające nad śnieg uschnięte (stare) wiatrołomy – jeśli złamane drzewo na dużym odcinku nie dotyka gruntu (a tak jest na pewno, skoro wystaje ponad gruby śnieg), to najczęściej nie jest zgniłe. Wiatrołom ogołacamy z grubszych gałęzi – powinny one wystarczyć na wieczorne i poranne ognisko,
- w ostateczności dolne, pozbawione igieł, suche gałęzie starych świerków.

Noszenie opału przez głębokie śniegi jest uciążliwe, warto zatem w miarę możliwości zorganizować obozowisko np. tuż obok obfitującego w drewno wiatrołomu. Do transportu opału bardzo przydaje się wytrzymała kilkumetrowa linka – jednym jej końcem wiążemy kilka długich gałęzi lub całych drzewek, a pozostałą wolną część wykorzystujemy jako hol, na którym przyciągamy wiązkę na miejsce biwaku.

Gotowania nie rozpoczynamy bezpośrednio po rozpaleniu ognia. Na wstępie dokładamy do ogniska dużo grubych gałęzi i pozwalamy mu intensywnie płonąć, tak by wytworzyła się gruba warstwa żaru będąca gwarancją trwałości ognia. Na tym etapie możemy ręcznie (na wykonanym z wytrzymałej gałęzi pałąku) trzymać nad ogniem kocioł ze śniegiem (angażuje to całkowicie dwie osoby, dobrze więc, jeśli uczestnicy zmieniają się rotacyjnie na tym stanowisku, aby np. wszyscy mogli w miarę jednocześnie postawić namioty). Dopiero po osiągnięciu trwałego, stabilnego ogniska możemy zacząć gotować, wieszając kocioł niżej, na wbitych głęboko w śnieg podpórkach z rozwidlonych gałęzi („jadze”) lub umieszczając go bezpośrednio w żarze ogniska i obkładając wkoło cienkimi gałęziami. Ten drugi sposób jest mniej polecany – gotowanie trwa nieco dłużej, a w jego trakcie „niszczymy” ognisko – daje ono mniej ciepła i światła. Jeśli kocioł wisi na drewnianym pałąku, uważamy, by pałąk nie uległ przepaleniu (możemy np. co jakiś czas zwilżyć go śniegiem lub po prostu wymienić).

Zawsze używamy kotłów z przykrywkami, ponieważ dzięki nim temperatura wody podnosi się szybciej, ograniczone zostaje jej odparowywanie i zanieczyszczanie się cetyną, powstającymi podczas gotowania węgielkami itp.

Co i w jakiej kolejności gotować zależy od ustaleń przyjętych przez grupę. Najczęściej po zagotowaniu pierwszej partii wrzątku sporządzamy z niego herbatę. Jeśli deponujemy ją w drugim kociołku i nie chcemy, by zbyt szybko ostygła, powinniśmy postawić ją przy ogniu, najlepiej na podkładzie z kilku patyków. Jeżeli nie mamy dodatkowego kotła (większe grupy powinny zawsze dysponować 2–3 kociołkami) rozlewamy herbatę do menażek, kubków lub termosów poszczególnych osób i niezwłocznie nastawiamy drugą porcję wody przeznaczoną do ugotowania posiłku. Potem zazwyczaj gotuje się jeszcze jeden kociołek na kolejną herbatę (do wypicia przy ognisku i do napełnienia termosów na noc).

Do wszelkich prac przy ognisku, drewnie itp. doskonale nadają się grube rękawice robocze. Zwykłe rękawiczki polarowe łatwo uszkodzić (podrzeć, przedziurawić, przepalić), goreteksowe „łapawice” bywają dosyć odporne mechanicznie, ale niestety również podatne na nadtopienie lub przepalenie.

Śnieg na wodę do gotowania pozyskujemy z mniej zanieczyszczonych warstw – na ogół bardziej czysty będzie np. śnieg zebrany z polany, niż zgarnięty spod okapu drzew. Jeżeli na danym obszarze dawno nie występowały opady, zalegający na powierzchni śnieg będzie zwykle bardziej zanieczyszczony niż warstwy głębsze. Gotując w przedsionku lub sypialni namiotu, warto zabrać do przedsionka odpowiedni zapas czystego śniegu (np. w kociołku lub foliowej torbie), żeby nie trzeba było co chwilę wychodzić na zewnątrz po nową porcję.

Biwakując w pobliżu dużych strumieni, mamy szansę na wodę w stanie płynnym – część wartkich potoków o dużym przepływie może być tylko częściowo zamarznięta, w tych skutych lodem warto wyrąbać siekierą przerębel – chwila pracy pozwoli zaoszczędzić wiele paliwa oraz czasu potrzebnego na stopienie i podgrzanie masy śniegu.

Gotowanie na maszynkach paliwowych. W sytuacjach, w których rozpalenie ogniska jest niewskazane, bardzo utrudnione lub niemożliwe – np. powyżej górnej granicy lasu – gotujemy na maszynkach. Jak wspomniano wyżej, zimą najlepiej sprawdzają się kuchenki na paliwa płynne, zaś najbardziej wydajnym paliwem jest benzyna. Do gotowania w namiocie (zwłaszcza w sypialni), ze względów bezpieczeństwa lepiej używać kartuszy gazowych z nakręcanym na gwint palnikiem (ich płomień jest bardziej stabilny, a produkcja spalin mniejsza).

Jeżeli tylko okoliczności pozwalają, powinniśmy gotować na zewnątrz namiotu, w miejscu dobrze osłoniętym od wiatru, np. w załomie między skałkami, za ułożonym z bloków śniegu lub plecaków niewielkim murku itp. Rozpraszanie ciepła i wywiewanie płomienia przez wiatr ograniczymy dodatkowo, używając osłonek na maszynkę (wykonać można je samemu, wykorzystując np. prostokątny kawałek grubej tektury, zawinięty w kilka warstw wytrzymałej folii aluminiowej, której brzegi sklejamy grubą taśmą izolacyjną). Osłonę nosi się w plecaku płasko złożoną, a w razie potrzeby formuje z niej rulon o średnicy pozwalającej na swobodne umieszczenie w nim kuchenki wraz z menażką (wysokość walca odpowiadać powinna wysokości kuchenki wraz z menażką, z boku zostawiamy wycięcie umożliwiające dostęp do zaworu i rozłożenie rączki menażki; brzegi rulonu połączyć można, spinając je od góry grubym spinaczem biurowym lub np. „żabką” do firanek). Osłony takie przydają się zwłaszcza podczas gotowania na kartuszach gazowych. Jeśli nie mamy żadnej specjalnej osłonki, możemy zastąpić ją zwiniętą w rulon karimatą. Rulon staramy się zwinąć szeroko i cały czas przytrzymujemy go dłonią – jeśli wywróci go wiatr, przy okazji spaść może w śnieg nasz posiłek, ponadto materiały z których wykonuje się karimaty są bardzo czułe na przegrzanie – zbliżone zbyt blisko do ognia gwałtownie się topią.

Dosyć dobrym miejscem do gotowania na kuchence jest przedsionek namiotu (tym lepszym, im jest wyższy i lepiej wentylowany). Gotując w przedsionku, jesteśmy na ogół dobrze zabezpieczeni przed wiatrem, a wszystkie czynności wykonywać możemy operując z wnętrza namiotu. Oczywiście ta technika gotowania wymaga zachowania nadzwyczajnej ostrożności – niestety tak się składa, że cały nasz podstawowy sprzęt turystyczny (śpiwory i kurtki puchowe, odzież termoaktywna, karimaty, namiot) topią się, bądź płoną nadzwyczaj łatwo – przez nieuwagę rozpętać możemy intensywny pożar, który, nawet jeśli go przeżyjemy bez szwanku, kompletnie ogołoci nas z ekwipunku. A zatem kuchenkę umieszczamy w przedsionku centralnie, nigdy przy ściankach namiotu, maksymalnie daleko od wszystkich łatwopalnych rzeczy, na wyrównanym ubitym śniegu lub np. na płaskim denku od menażki.

Montaż elementów kuchenki (palnika, wężyka łącznikowego) należy poprzedzić kontrolą czystości gwintów, uszczelek i dysz, a w razie potrzeby dokładnie je oczyścić. Przy rozpalaniu kuchenek benzynowych zachować musimy szczególną ostrożność – zazwyczaj przy rozruchu palnika pojawia się wysoki płomień, który dopiero po chwili zmniejsza się i stabilizuje w wyniku naszych regulacji. Zapłonu takiej kuchenki dokonać należy zatem na wolnym powietrzu i dopiero po wyrównaniu płomienia bardzo delikatnie przestawić ją na przygotowane miejsce pod tropikiem. Gotując, unikamy gwałtownych ruchów, nie kręcimy się po przedsionku, mieszając w menażce zawsze przytrzymujemy ją za rączkę. Nigdy nie zostawiamy kuchenki bez nadzoru. Podczas gotowania w pobliżu kuchenki nie powinny znajdować się inne rzeczy (np. ułożone piętrowo plecaki, buty itp.), tak, by nic nie mogło zsunąć się na nią. Po ugotowaniu posiłku dokładnie zakręcamy zawór kuchenki i pozostawiamy ją w bezpiecznym miejscu do wystygnięcia.

W bardzo szczególnych sytuacjach (brak przedsionka, fatalna pogoda) dopuszczalne jest gotowanie w namiocie. Jeżeli jednak istnieje choćby cień szansy na jego uniknięcie, należy ten cień szansy wykorzystać. Ryzyko związane z utrzymywaniem otwartego ognia w sypialni namiotu jest kolosalne. Decydując się na nie, musimy przede wszystkim dobrze zaizolować podłogę namiotu (lub karimatę) pod kuchenką. Dobrze nadaje się do tego opisana wyżej osłona z grubej folii aluminiowej, kartusz gazu możemy też postawić na denku menażki albo nawet wstawić go do głębszego naczynia o szerokim dnie, jeśli takim dysponujemy. Jeżeli nie jesteśmy pewni stabilności zestawu, powinniśmy cały czas asekurować go ręką. Poza tym zachowujemy wszystkie opisane przy omawianiu gotowania w przedsionku środki ostrożności. Po przyrządzeniu posiłku powinniśmy przewietrzyć namiot, żeby pozbyć się resztek gazów spalinowych i pary wodnej nieodprowadzonych przez otwory wentylacyjne.

Przygotowanie do snu

W warunkach zimowych zamarza nie tylko żywność, ale także wszystkie inne mokre lub wilgotne rzeczy, w szczególności ubrania. Podczas wędrówki ogrzewane przez nasze ciała, zdjęte do spania i pozostawione na mrozie, rano mogą okazać się niemożliwe do założenia, a ponadto silnie zmrożone, co już na początku dnia intensywnie wychłodzi nasz organizm. Zamarzaniu rzeczy zapobiec można tylko w jeden sposób – zabierając je ze sobą na noc do śpiwora.

Lista elementów wyposażenia, które powinniśmy w ten sposób zabezpieczyć jest dosyć długa i składają się na nią:

- buty skórzane lub wewnętrzne botki skorup – zostawione na zewnątrz mokre skórzane buty zamarzają „na kamień”, dlatego przed snem musimy oczyścić je ze śniegu i po szczelnym zamknięciu w wytrzymałym plastikowym worku umieszczamy „w nogach” śpiwora (jeśli na ogół śpimy na wznak, worek wygodnie jest położyć pod zgiętymi kolanami). Czyste botki skorup przechować możemy bez zabezpieczenia,
- kluczowe elementy ubrania – w puchowym śpiworze najlepiej śpi się w suchej, cienkiej bieliźnie lub nago. Niektóre wilgotne ubrania (zwłaszcza wierzchnią kurtkę, goretexowe spodnie itp.) możemy położyć pod śpiwór, te „bliższe ciału” powinniśmy zabrać do środka, jest szansa, że przez noc przeschną, a na pewno będą na tyle ciepłe, że założymy je bez wstrętu,
- kartusz gazu – oziębiony gaz ma zmniejszoną wydajność cieplną, ogrzany w śpiworze pozwoli szybciej ugotować śniadanie,
- czołówka – mróz obniża sprawność baterii, poza tym czołówkę zawsze dobrze mieć pod ręką (np. schowaną w kapturze śpiwora),
- przeznaczona na rano a podatna na zamarzanie żywność, także zapas wody – chleb, ser żółty, pasztet itp. do przygotowania porannych kanapek. Termosu nie musimy chować do śpiwora, chociaż na pewno zabezpieczony w ten sposób dłużej utrzyma wysoką temperaturę herbaty,
- gwizdek – do wszczęcia ewentualnego alarmu, odpędzenia zwierząt itp. Zarówno w dzień, jak i w nocy najlepiej nosić go na sznureczku na szyi,
- foki – jeśli zakończyliśmy dzień zjazdem, a rano czeka nas długie podejście, odpięte foki możemy przechować przez noc w śpiworze (w woreczku foliowym) lub przynajmniej w namiocie. Zabieg ten nie jest konieczny, jeżeli na rano planujemy ognisko – foki będzie można rozgrzać przy ogniu.

Jak widać, śpiwór zamienia się w nocy w prawdziwy skład rzeczy. Uciążliwości z tym związane nie są jednak tak wielkie, jak mogłoby to na pierwszy rzut oka wyglądać, zaś korzyści płynące z zabezpieczenia rzeczy ogromne – rano właściwie decydujące o możliwości sprawnego zwinięcia biwaku, przyrządzenia posiłku itd.

Jak wspomniano wyżej, w puchowym śpiworze najlepiej śpi się w cieniutkiej suchej bieliźnie (należy się w nią przebrać przed snem) lub nawet nago. W dodatkowym ubraniu nie będzie nam zwykle w zauważalny sposób cieplej. Niemniej niektórzy turyści świadomie wchodzą do śpiwora w wilgotnej bieliźnie, skarpetkach itp., dzięki czemu te elementy odzieży na ogół są rano całkowicie suche. Ta jedna zaleta nie równoważy wad takiego postępowania – mokra odzież wychładza organizm, zmniejsza komfort snu i, co jest być może najważniejsze, dosyć szybko doprowadza do zawilgocenia śpiwora, przez co traci on swoje właściwości cieplne. Część wody przechodzi w nocy bezpośrednio z ubrań do puchu, ponadto intensywnie odparowywana para wodna przenika na zewnątrz i w warunkach dużego mrozu skrapla się ponownie na zewnętrznej powłoce śpiwora. Rano możemy się więc obudzić w mokrym, a nawet zalodzonym od zewnątrz śpiworze.

Nawet jeżeli wieczorem jest nam całkiem ciepło, nie powinniśmy rezygnować z dokładnego ściągnięcia kaptura śpiwora i przywdziania na noc cienkiej czapki. Jak wiadomo, utrata ciepła przez głowę jest bardzo intensywna, a to właśnie głowa jest najsłabiej osłoniętą przez śpiwór częścią naszego ciała. Śpiąc bez czapki na mrozie, możemy nabawić się zapalenia zatok, ucha i innych przykrych dolegliwości.

Wiele czynności przeprowadzanych w namiocie po zapadnięciu zmroku wymaga oświetlenia. W dobie lekkich, charakteryzujących się bardzo długim czasem pracy na jednym komplecie baterii, czołówek z diodami LED, to właśnie one pretendują do miana najbardziej polecanego źródła światła. Inne, mniej popularne metody oświetlenia namiotu bazują na zasilaniu gazowym – dokręcane do kartusza latarnie gazowe dają dużo światła, ich wadą jest bardzo duże zużycie paliwa, wysoka cena, mała poręczność (do plecaka dołożyć musimy kolejny, dość duży przedmiot) i słaba stabilność (wciąż musimy uważać, by nie przewrócić kartusza). Niektórzy turyści oświetlają namioty świeczkami lub zniczami – jest to na pewno najtańsza wersja, przy okazji jednak najmniej bezpieczna (o ryzyku utrzymywania otwartego ognia w namiocie pisano wyżej). W handlu dostępne są także specjalne latarnie na świece – jednak z powodów praktycznych oraz pod względem bezpieczeństwa użytkowania i one znacznie ustępują diodowym latarkom czołowym.
Ostatnio edytowano So, 16 lut 2008, 12:17 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 1 raz
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10909
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Ekwipunek na wyprawach wielodniowych

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 16 lut 2008, 12:15

*
źródło - Bezdroża

Wyposażenie na wyprawy wielodniowe powinniśmy kompletować w sposób drobiazgowo przemyślany. W Beskidach lub innych stosunkowo gęsto zamieszkanych górach będziemy mieli zwykle możliwość szybkiego wycofania się do wsi lub schroniska, jednak wybierając się np. w odludne rejony Karpat rumuńskich, w Ural lub pasma skandynawskie musimy zdawać sobie sprawę, że przez kilka lub kilkanaście dni zdani będziemy wyłącznie na własne umiejętności i na to, co spakowaliśmy do plecaka.

Musimy zatem przygotować się na wszelkie możliwe warunki pogodowe, terenowe, sprzętowe (awarie, niedobór żywności i in.) oraz związane z „czynnikiem ludzkim” (urazy, wypadki, zachorowania, itp.).

Lista sprzętu osobistego na wyprawach wielodniowych pokrywa się częściowo z listą zalecaną w przypadku wycieczek jednodniowych, w tym miejscu skupimy się przede wszystkim na kilku elementach wyposażenia niezbędnych do bezpiecznego realizowania dłuższych wycieczek obejmujących zimowe biwakowanie w terenie.

Namiot i płachta biwakowa

Z myślą o wyprawach wysokogórskich i arktycznych produkowane są specjalistyczne namioty zimowe (śniegowe), dosyć drogie i trudno dostępne. Statystyczny turysta rzadko może pozwolić sobie na luksus posiadania dwóch namiotów – letniego i profesjonalnego zimowego. Na szczęście biwakowanie zimą jest wykonalne w niemal każdym namiocie, tym bardziej, im w większym stopniu spełnia on kilka podstawowych wymagań.

W przypadku namiotu zimowego najbardziej pożądane cechy to:

- Konstrukcja dwupowłokowa.
- Wodoodporny tropik.
- Maszty odporne na niskie temperatury.
- Bardzo dobra wentylacja.
- Konstrukcyjna odporność na wiatr i przysypywanie śniegiem, duża „przestrzeń życiowa”.
- Funkcjonalny przedsionek.
- Wykonana z wytrzymałego materiału, wodoszczelna, podwyższona podłoga.
- Długie odciągi dostosowane do nart i innych szerokich elementów stabilizujących.

Jak widać, z przytoczonych wyżej porównań, najlepiej w warunkach zimowych sprawdzać się będzie średnio wysoka, samonośna, wykonana z dobrych jakościowo, wodoodpornych materiałów, dwupowłokowa, dobrze wentylowana kopułka z wysokim obszernym przedsionkiem. Pętle odciągów muszą być szerokie i wykonane (podobnie jak maszty) z odpornych na niskie temperatury materiałów.

Na wyprawy wielodniowe zawsze zabieramy ze sobą zapasowy segment masztu, ewentualnie także zapasową, będącą elementem masztu gumkę (wymiana segmentu wymaga zazwyczaj obcięcia kawałeczka przewleczonej przez maszt gumki, jeśli wymiany segmentów dokonywaliśmy już kilka razy, przy kolejnej wymianie oryginalna gumka może okazać się za krótka).

Mimo dobrej wentylacji namiotu oraz codziennego czyszczenia go z lodu i śniegu, na dłuższych wycieczkach trudno uniknąć postępującego zalodzenia ścianek. Zazwyczaj po kilku dniach namiot przypomina bardziej konstrukcję z blachy niż z elastycznego materiału. Normalne złożenie go staje się wtedy niemożliwe (starając się zrobić to na siłę, bardzo łatwo podrzeć tkaninę). W tej sytuacji należy uformować z niego w miarę poręczny pakunek, zabezpieczyć dużym workiem foliowym i transportować przytroczony do plecaka.

Alternatywą dla namiotu jest płachta biwakowa. Jej zastosowanie ogranicza się głównie do krótszych, np. 2–3 dniowych wycieczek, w niezbyt wysokich górach, przy przewidywanej łagodnej zimowej pogodzie. Można zabierać ją także awaryjnie na wycieczki jednodniowe. Bardzo dobrze sprawdzają się płachty podczas noclegów w szałasach, kolibach skalnych itp. warunkach.

Płachta biwakowa to rodzaj futerału z nieprzemakalnego materiału, do którego wsunąć możemy karimatę i śpiwór (kształt typowej płachty jednoosobowej odpowiada kształtem śpiworowi typu „mumia”); okolice głowy chronione są dodatkowo przez rodzaj zamykanego kaptura. Najbardziej godne polecenia są płachty z „oddychających” membran eliminujące możliwość zawilgocenia śpiwora parą wodną uwalnianą z powierzchni ciała. Inne modele płacht posiadają wewnętrzne ścianki wycielone folią analogiczną do folii NRC, ograniczającą odpływ ciepła wypromieniowanego przez organizm (niestety płachty takie nie „oddychają”).

Główne zalety płacht to:

- znacznie obniżone w stosunku do nawet najmniejszego namiotu waga i objętość,
- możliwość spania praktycznie wszędzie (w miejscach, gdzie nie zmieściłby się namiot),
- brak konieczności rozstawiania (bardzo szybkie rozkładanie i zwijanie).

Niemniej pamiętać należy, że żadna płachta biwakowa nie zastąpi funkcjonalnie namiotu. Na długich, trudnych wyprawach lepiej mieć ze sobą „namiastkę domu” w postaci namiotu, w którym będziemy mogli schronić się przed wiatrem i śniegiem, ugotować jedzenie, spokojnie się przebrać itd.

Śpiwór

Kluczowym elementem ekwipunku na wyprawach zimowych jest puchowy śpiwór zimowy z prawdziwego zdarzenia. Z prawdziwego zdarzenia, czyli przede wszystkim uszyty „z głową”. Newralgicznymi elementami konstrukcji każdego śpiwora, przez które odbywa się największy transport ciepła na zewnątrz, są szwy i zamki. Komory śpiwora powinny być zszyte „na zakładkę”, w formie zachodzących na siebie plastrów, tak by pod szwami ograniczającymi jedną komorę znajdowała się izolacyjna warstwa drugiej. W śpiworach „pikowanych” na wylot, choćby zawierały kilogramy puchu, możemy nieźle zmarznąć – rejon szwów zawsze będzie ich „słabym punktem”. Podobne uwagi odnieść można do zamka.

Powinien on być osłonięty szeroką, wypełnioną puchem zakładką (znajduje się ona zawsze od wewnątrz, tak by nasze ciało nie miało kontaktu z zamkiem). Zamknięcie nie powinno być zbyt długie – całkowicie wystarczający do łatwego wchodzenia jest zamek sięgający do mniej więcej połowy długości śpiwora. Najlepiej sprawują się śpiwory typu „mumia”, wąskie od strony stóp i nieco szersze w części barkowej. Głowa w takim śpiworze spoczywa w miękkim puchowym kapturze, który można ściągnąć za pomocą odpowiednich linek, tak że pozostawiony zostaje jedynie mały otwór ma usta, nos i oczy.

Materiał, z którego wykonany jest śpiwór, powinien być wytrzymały mechanicznie, przepuszczalny dla pary wodnej, lekki, elastyczny i, co ważne dla komfortu snu – miły w dotyku. Jednym z materiałów spełniających te wymagania jest np. Pertex.

Najlepszym wypełniaczem izolacyjnym jest naturalny puch gęsi, nieco gorsze właściwości posiada puch kaczy. Minimalna ilość puchu niezbędna dla komfortowego i bezpiecznego snu w warunkach biwaków zimowych wynosi ok. 900–1000 g. Śpiwór z taką ilością gęsiego puchu powinien zapewnić nam spokojny sen w temperaturach rzędu kilkunastu stopni poniżej zera. Oczywiście wrażenie zimna jest do pewnego stopnia subiektywne. Inaczej reagować na mróz będą osoby zahartowane, ze sprawnym układem krążenia, inaczej osoby z różnych względów wrażliwe na zimno. Śpiwór powinniśmy dobrać do naszych indywidualnych preferencji i do temperatur, z jakimi spodziewamy się zmierzyć w trakcie biwaku.

Rekordowe mrozy notowane np. w Bieszczadach oscylują wokół –30 st.C, na takie temperatury powinniśmy dysponować bardziej „pancernym” śpiworem, np. z 1400 g puchu (jednak z uwagi na to, że tak wielkie mrozy zdarzają się w polskich górach stosunkowo rzadko, kupno bardzo ciepłego śpiwora może być niepotrzebnym wydatkiem). Temperatury, do jakich przystosowany jest śpiwór, podaje zazwyczaj producent (zależą one przede wszystkim od rodzaju wykorzystanego izolatora oraz od jego ilości). Spotykane często określenie tzw. „temperatury ekstremalnej” nie powinno być dla nas istotnym wyznacznikiem możliwości śpiwora. Parametr ten określa mróz, przy jakim statystyczny zdrowy użytkownik może przeżyć w śpiworze jakiś czas, nie śpiąc i aktywnie się rozgrzewając (odczuwając jednak zimno).

Bardziej miarodajna jest tzw. „temperatura komfortowa”. Określa ona temperaturę, w jakiej teoretycznie powinniśmy spędzić noc, śpiąc bez wrażenia zimna, nie bojąc się o wychłodzenie organizmu. Kupując śpiwór na karpackie wędrówki, powinniśmy wybrać śpiwór o temperaturze komfortowej rzędu –20 st.C. Wydatek, jaki będziemy musieli ponieść jest dosyć wysoki (rzędu 1000 zł), jednak, jak wspomniano wyżej, dobry śpiwór to podstawowy element wyposażenia, a jego posiadanie jest de facto jednym z najważniejszych warunków realizacji wycieczek zakładających zimowe biwakowanie w terenie.

Izolacja od podłoża

Najczęściej stosowanym rozwiązaniem jest podłożenie pod śpiwór uniwersalnej grubej karimaty. Budową przypomina ona sprężystą gąbkę, w której uwięzione są komórki stanowiącego dobry izolator powietrza. Do zalet karimat należy mała masa, względna nieczułość na przebicia i inne niewielkie uszkodzenia oraz wodoodporność (tylko długo użytkowane, pokryte mikropęknięciami i naddarte karimaty mogą w pewnym stopniu chłonąć wodę). Karimatę przytroczoną do plecaka powinniśmy nosić w dopasowanym mocnym pokrowcu. Mimo że, jak wspomniano, jest wodoodporna, nie ma potrzeby wystawiać jej na działanie śniegu, który wraz z nią przyniesiemy do namiotu, ponadto nieosłonięta narażona jest na poszarpanie, np. podczas przedzierania się przez gęstą kosówkę.

Całkiem dobrze w warunkach zimowych sprawują się coraz częściej spotykane na rynku materace samopompujące. Po rozwinięciu i otworzeniu zaworu samoistnie wypełniają się one powietrzem (jeżeli uznamy, że są za miękkie, możemy nadmuchać je mocniej). Materace samopompujące są bardziej komfortowe od karimat i mają podobne lub nieco lepsze własności termoizolacyjne. Do ich wad należą wyższa cena, większa waga i drastyczne obniżenie użyteczności w przypadku przebicia zewnętrznej powłoki (kładąc się na dziurawym materacu, będziemy oczywiście wypychać z niego powietrze).

Przydatność typowych plażowych materaców dmuchanych jest niewielka. Są one bardzo ciężkie, wymagają pracochłonnego nadmuchiwania, zaś przebite stają się bezużyteczne. Z drugiej strony zapewniają komfortowy sen i dosyć dobrą izolację termiczną. Wykorzystanie tego typu materaców można rozważyć w przypadkach, gdy nie zmieniamy miejsca noclegu codziennie, ale przez kilka dni działamy ze stacjonarnego, np. rozbitego wysoko w dolinie, obozu. Na rynku pojawiają się ostatnio nowatorskie konstrukcje materaców dmuchanych, bardziej wytrzymałych, lżejszych, z komorami wypełnionymi puchem i in. Z pewnością są one bardziej godne polecenia niż plażowe materace starszych typów, ich wadą pozostaje jednak wciąż wysoka cena i podatność na przebicie.

Popularna wśród wielu turystów „alumata”, czyli cienka mata wykonana z warstewki gąbczastego polietylenu zespolonego z metalizowaną aluminium folią nie nadaje się do stosowania zimą. Pomijając kwestię komfortu, należy stwierdzić, że jest ona po prostu zbyt cienka, by zapewnić dostateczną izolację termiczną od podłoża.

Apteczka osobista na wycieczce wielodniowej:

- szeroka opaska elastyczna
- opatrunkowa opaska dziana
- jałowe kompresy gazowe – kilka sztuk o różnych rozmiarach
- cienka folia NRC
- wodoodporne plastry z opatrunkiem – jeden komplet listków o zróżnicowanej wielkości lub plaster z opatrunkiem w szerokiej taśmie do cięcia według potrzeb
- odkażające gaziki (nasączone alkoholem izopropylowym)
- środki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe – Pyralginum (Metamizolum natricum), Paracetamol (Paracetamolum), Ibuprofen (Ibuprofenum) i inne – odpowiedniki dostępne są pod różnymi nazwami handlowymi, najlepiej tabletki 400 mg; aspiryna (Acidum acetylsalicylicum); Viprosal B (Vipera lebelina toxinum)– maść przeciwbólowa i rozgrzewająca,
- środki przeciwalergiczne – np. Calcium (Calcii lactogluconas), Loratan (Loratadinum)
- środki przeciw łagodnym zatruciom pokarmowym, biegunce itp. – np. Smecta (Smecta), Loperamid (Loperamidi hydrochloridum), węgiel (Carbo medicinalis) – co najmniej 2–3 listki
- środki przeciwdziałające przeziębieniu i wspomagające jego leczenie – witamina C, aspiryna (Acidum acetylsalicylicum), Calcium (Calcii lactogluconas), preparaty złożone – Scorbolamid, Rutinoscorbin, Coldrex, Gripex, Tabcin i podobne; Cholinex (Cholini salicylas), Chlorchinaldin (Chlorquinaldolum) – leki odkażające, do ssania, stosowane przy łagodnych zapaleniach jamy ustnej i gardła
- glukoza spożywcza – jako łatwo przyswajalny cukier prosty może być stosowana w stanach osłabienia, wychłodzenia itp.; nie należy jej łykać, tylko ssać jak najdłużej, bowiem najlepiej wchłania się przez błony śluzowe jamy ustnej
- zapas wszystkich leków, które stosujemy w ramach zaleconej przez lekarza indywidualnej kuracji – dotyczy osób chorych na niektóre nie wykluczające wędrówek górskich przewlekłe schorzenia, osób w trakcie rekonwalescencji itp.

Ponadto, w zależności od terenu, w jakim zamierzamy działać i indywidualnych wymagań zabrać możemy:

- środki przeciw nudnościom i chorobie lokomocyjnej – np. Aviomarin (Dimenhydrinatum)
- środki bakteriostatyczne, zwiększające odporność organizmu – np. Alliofil lub preparaty złożone: Trilac, Lacidofil
- preparaty multiwitaminowe – z ich stosowaniem nie można przesadzać, nadużywanie może prowadzić do hiperwitamionozy
- (dla astmatyków) środki przeciwdziałające dusznościom – np. Foradil (Formoterolum) – dostępny na receptę, stosowany w leczeniu chorób układu oddechowego, astmy, łagodzi też skurcze oskrzeli wywołane przez intensywny wysiłek fizyczny, zimno lub obecność alergenów u osób ze skłonnością do ich powstawania (z nadwrażliwością oskrzeli); Foradil należy stosować ze świadomością, że może on przyśpieszać akcję serca, co w niektórych przypadkach (np. właśnie po forsownym wysiłku fizycznym) może być niebezpieczne.

Apteczka wspólna na wycieczce wielodniowej (dla grupy kilkuosobowej)

- gruba wytrzymała płachta NRC
- chusta trójkątna – do wykonania temblaku
- małe ostre nożyczki, niewielka pęseta
- cienkie rękawiczki lateksowe – 2 pary, niezbędne podczas opatrywania ran (w terenie zwykle mamy brudne ręce)
- niewielki termometr lekarski
- mocny wodoodporny plaster bez opatrunku
- paski do zamykania ran Steri-Strip – 2 komplety, w tym jeden z paskami elastycznymi
- silne środki przeciwbólowe – Pyralginum (Metamizolum natricum) w czopkach, Tramadol (Tramadoli hydrochloridum) – dostępne na receptę, stosowane przy ciężkich bólach, odmrożeniach, złamaniach, dawkowanie ostrożne, najlepiej po konsultacji z lekarzem lub pod jego nadzorem, zgodne z zaleceniami w ulotce
- środki odkażające – woda utleniona w postaci żelu – Peroxygel (Hydrogenii peroxydum); maści antybakteryjne Cicatryl (preparat złożony), Tribiotic (preparat złożony) i in.; Rivanol (Ethacridini lactas); nadmanganian potasu (Kalium Hypermanganicum) – do odkażania ran, stłuczeń, otarć roztworem 0,1 % (można także odkażać nim wodę)
- środki przeciw obrzękom – np. Altacet (Aluminii acetotartas) – dostępny jest w tabletkach do sporządzania roztworu wodnego lub w żelu; działa przeciwzapalnie i słabo odkażająco; nie wolno stosować go na uszkodzoną skórę
- środki rozkurczowe – np. No-Spa (Drotaverini hydrochloridum)
- środki pobudzające, wspomagające układ krążenia – np. Glucardiamid, Glukof – dostępne bez recepty preparaty złożone, aktywizują czynność serca, zwiększają częstość i głębokość oddechów, podwyższają ciśnienie krwi, są moczopędne; niewskazane dla osób z nadciśnieniem tętniczym, astmą, cukrzycą; należy zachować ostrożność w ich wykorzystaniu – często skutkuje ono doraźnym, krótkotrwałym pobudzeniem, po którym wracają spotęgowane zmęczenie i apatia
- środki łagodzące skutki odwodnienia i związanego z nim zaburzenia równowagi elektrolitów w organizmie – dostępny na receptę Gastrolit (preparat złożony) – tabletki lub proszek do sporządzania napoju leczniczego, nawadnia organizm i reguluje poziom soli mineralnych, zawiera glukozę, niewskazany przy niewydolności nerek; także sól z mikroelementami – do podawania w roztworze wodnym. Osoby z niewydolnością nerek powinny unikać nadużywania soli
- leki przeciwko zaparciom – np. Altra (preparat złożony) w drażetkach; Forlax (Macrogolum) dostępny w saszetkach, do sporządzania roztworu wodnego
- środki przeciw bakteryjnym zatruciom pokarmowym, stanom zapalnym ucha, układu oddechowego, układu moczowego itp. – dostępne na receptę Furaginum (Furaginum), Urosept (preparat złożony) – na zapalenia dróg moczowych; antybiotyki – stosować je należy tylko w ostateczności przy bardzo dużym nasileniu objawów świadczących o infekcji bakteryjnej, zgodnie z zaleceniami i uwagami zawartymi w ulotce, najlepiej po (np. telefonicznej) konsultacji z lekarzem, stosując dodatkowo preparaty osłonowe – np. Lacidofil, Trilac (leki złożone)
- środki przeciw chorobie wysokościowej – w żadnym wypadku nie powinniśmy samodzielnie przyjmować wyspecjalizowanych lekarstw – np. Diuramidu (Acetazolamidum), Dexamethasonu (Dexamethasonum) i in. Kurację rozpocząć możemy jedynie wtedy, gdy w zespole jest kompetentny lekarz lub jeśli mamy za sobą profesjonalny kurs ratownictwa wysokogórskiego, na którym nauczyliśmy się stosowania odpowiednich środków farmakologicznych. Dolegliwości o słabym natężeniu – przede wszystkim najbardziej typowy ból głowy eliminować można stosując aspirynę, dodatkowo wykazuje ona także właściwości przeciwkrzepliwe. Tak czy inaczej najlepszym sposobem na przeciwdziałanie chorobie wysokościowej jest bezwarunkowy, natychmiastowy odwrót na niższe wysokości (zob. podrozdział Brak Aklimatyzacji. Ostra choroba górska (AMS))
- łagodzące krople do oczu – Visine (Tetryzolini hydrochloridum), Oculosan (preparat złożony), sól fizjologiczna.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10909
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Biwak zimowy

Postprzez negaido » Pn, 27 gru 2010, 23:44

Na początku marca wybieram się z ekipą samochodami na Nordkapp. Będziemy jechać przez Finlandię, a powrót przez Rosję. Kilka noclegów jest przewidziana pod namiotem. Po przeczytaniu wszelakich wskazówek w internecie oprócz patentów tutaj też podanych zastanawiam się czy nie wziąć dodatkowych worków na śmieci czy jakichś innych płacht, które mógłbym podłożyć jeszcze pod namiot po wcześniejszym odgarnięciu śniegu i ewentualnym ubiciu tego co odgarnąć się nie da. Po rozłożeniu namiotu na podłogę oczywiście folia NRC i grube karimaty. Co do ubrania to standardowo zestaw bielizny, na to polar a potem kurtka z membraną. Coś takiego wystarcza mi do chodzenia w mrozie po polskich górach. Jednak biorąc pod uwagę, że w dużej mierze będziemy poruszać się samochodem, a w trakcie biwaku w mroźny dzień ruchu będzie właściwie brakować, chcę zakładać pod laminat oprócz wymienionych warstw sweter puchowy. Jak będzie zimniej to pójdą w ruch inne koszulki i bluzy z plecaka;) Teraz pytanie czy, aby gdzieś w powyższym rozumowaniu nie ma jakiejś luki lub istnieje inna lepsza opcja na podłoże pod namiot jaki i na ubranie?

Pozdrawiam
negaido
 
Posty: 6
Dołączył(a): Wt, 29 cze 2010, 11:41
Lokalizacja: Łódź

Re: Biwak zimowy

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 28 gru 2010, 15:56

A te folie to po co?
Żeby nie przemiękało?
Podstawowym problemem jest utrata ciepła, a nie "atak" wilgoci. Jak zatrzymasz straty ciepła przez podłogę, to i wilgoci nie będzie! Bo i skąd? Przy ujemnych temperaturach?
Dwie grube karimaty z warstwami metalizowanymi i porządny śpiwór puchowy w zupełności wystarczą.
Natomiast płachta foliowa to doskonały pomysł do przedsionka namiotu, by śniegu nie nanieść do sypialni.
A poza ty, warto po prostu przeczytać - viewtopic.php?f=2&t=1579 - tam jest mnóstwo porad na temat zimowych biwaków!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10909
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Biwak zimowy

Postprzez negaido » Śr, 29 gru 2010, 13:17

Folie pod namiot do wspomagania właśnie braku utraty ciepła. Wydaje mi się, że takie zabezpieczenie z dwóch stron podłogi nie zaszkodzi, a może pomóc, tym bardziej, że możemy sobie pozwolić na spakowanie do samochodu trochę większej ilości ekwipunku niż przy wędrówkach pieszych. Poza tym też zabezpieczy bardziej podłogę namiotu przed ewentualnym zawilgoceniem czy jakąś wystającą szyszką (no może bardziej to się sprawdzi w przypadku czegoś trochę grubszego od folii). Zresztą widzę, że o tym napisali też we fragmencie porad, który cytujesz: "Jak wspomniano wcześniej, pod namiot warto podłożyć dodatkową foliową płachtę – ograniczy ona przesiąkanie przez podłogę wody pochodzącej z nadtapiającego się pod nami śniegu."
No i przy okazji mam pytanie czy rozsądne jest zabieranie ze sobą sprzętu fotograficznego na większe mrozy. Rozumiem, że przy około 0 stopni nie ma problemu, tylko co jak temperatura spadnie do -20 C, a potem zabieram aparat ze sobą do namiotu? Choć może to będzie działało na plus, bo różnica temperatur nie będzie tak wysoka po wejściu do namiotu i nie nastąpi zawilgocenie sprzętu?

Pozdrawiam
negaido
 
Posty: 6
Dołączył(a): Wt, 29 cze 2010, 11:41
Lokalizacja: Łódź

Re: Biwak zimowy

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 29 gru 2010, 17:14

Z folią rób, jak uważasz, ale ja bym zdecydowanie stosował ją w przedsionku, a pod sypialnię wsuwał tylko tyle, by wiatr jej nie porwał w cholerę.
Jeszcze raz mówię: koniecznie odetnij utratę ciepła przez podłogę, to nie będzie tam w ogóle wody! Jeśli się ona tam pojawi, to i tak podłoga miejscami przymarznie do śniegu i przy odrywaniu szybko ulegnie uszkodzeniu, a to w tych warunkach już by była tragedia.
Folia jako izolacja termiczna, to bardzo kiepski pomysł.
A w sprawie sprzętu fotograficznego...
Najpierw zajrzyj - tu...
Potem zdecyduj: lustrzanka, czy głuptak?
Jak głuptak, to cały pod kurtkę wraz z całym zapasem baterii, ale w opakowaniu foliowym i oczywiście zabierać to wszystko ze sobą na noc do śpiwora.
A jeśli lustrzanka, to całą zamrozić i nie rozgrzewać bez istotnego powodu poza bateriami, które cały czas muszą być pod kurtką, a nocą w śpiworze.
......................
Na górze po lewej stronie na niebieskim polu jest okienko "Szukaj". Zamiast prosić o pisanie kolejny raz tych samych porad, można samemu sporo tu znaleźć.
Prawdę mówiąc, trudno w ogóle znaleźć temat jeszcze tu nie omówiony.
Jak nie znajdziesz, to oczywiście pytaj.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10909
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Biwak zimowy

Postprzez PigTail » Śr, 29 gru 2010, 20:54

nie jestem pewien - ale gdzieś czytałem , że od listopada do kwietnia wjazd na Nordkapp jest zamknięty ....więc sprawdź to.
PigTail
 
Posty: 38
Dołączył(a): Wt, 18 maja 2010, 22:13

Re:

Postprzez dsp » Pt, 31 gru 2010, 00:24

dsp napisał(a):Chyba już taka moja natura ale czepnąć się muszę. Dlaczego gdy Sefer pisał o foli NRC na podłogę nikt nie zripostował natomiast Kolega który poruszył ten temat został potraktowany przez Zygmunta: '' rób jak chcesz "?

Bo i Seferowi powiedziałem to samo, zresztą nie jeden raz. Tyle, że dużo wcześniej i nie przez forum. Tak się składa, że się znamy.
Sefer jest wystarczająco doświadczonym górołazem, międzynarodowym przewodnikiem górskim zresztą i nie ma obaw, by zrobił zasadniczy błąd. W takich sprawach jak ta tutaj nie ma "jedynie słusznej szkoły" i znanych jest wiele rozwiązań w szczegółach zdecydowanie różnych. Problem w tym, by każda metoda była sama w sobie kompletna i całkowicie spójna. W drugim przypadku od początku widać, że pyta osoba niezbyt doświadczona i stąd ta różnica w podejściu do sprawy.
A skoro tak lubisz się czepiać, to dam Ci kolejny powód. Rada, zwłaszcza ta dotycząca tylko drobnego szczegółu, której się udziela osobie całkowicie obcej, ale z poczuciem odpowiedzialności bardzo zależy od osoby, do której się ją kieruje. Jeśli nie ma całkowitej pewności, że wszystko inne jest w danej sprawie jasne, należy podawać radę możliwie najmniej podatną na niedostosowanie do innych szczegółów.
dsp
 
Posty: 121
Dołączył(a): So, 21 lis 2009, 02:24

Re: Re:

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 31 gru 2010, 02:13

dsp napisał(a):Chyba już taka moja natura ale czepnąć się muszę. Dlaczego gdy Sefer pisał o foli NRC na podłogę nikt nie zripostował natomiast Kolega który poruszył ten temat został potraktowany przez Zygmunta: '' rób jak chcesz "?

Bo i Seferowi powiedziałem to samo, zresztą nie jeden raz. Tyle, że dużo wcześniej i nie przez forum. Tak się składa, że się znamy.
Sefer jest wystarczająco doświadczonym górołazem, międzynarodowym przewodnikiem górskim zresztą i nie ma obaw, by zrobił jakikolwiek błąd w tak zasadniczej kwestii.
W takich sprawach jak ta tutaj nie ma "jedynie słusznej szkoły" i znanych jest wiele rozwiązań w szczegółach zdecydowanie różnych. Ba, szczegóły z jednej metody mogą być niebezpieczne w pomieszaniu z inną... Problem w tym, by każda metoda była sama w sobie kompletna i całkowicie spójna. On sam zresztą wyznaje tę samą zasadę:
Sefer napisał(a):Na początek powiem, że nie biorę odpowiedzialności za własne zastosowanie rad tutaj zawartych- warunki są różne- ludzie też.

W drugim przypadku od początku widać, że pyta osoba niezbyt doświadczona i stąd ta różnica w podejściu do sprawy.

A skoro tak lubisz się czepiać, to dam Ci kolejny powód. Rada udzielana na konkretne pytanie, zwłaszcza ta dotycząca tylko drobnego szczegółu, której się udziela osobie całkowicie obcej, ale z poczuciem odpowiedzialności, bardzo zależy od osoby, do której się ją kieruje. Jeśli nie ma całkowitej pewności, że wszystko inne jest w danej sprawie jasne, należy podawać radę możliwie najmniej podatną na niedostosowanie do innych szczegółów.

Przykład...?
Proszę bardzo. W tym roku w sierpniu byłem z synem w Tatrach. Przechodziliśmy z MOka w Dolinkę Pustą w celu jak najbardziej wspinaczkowym. Siedliśmy na chwilę przed Piątką i oczywiście sobie tylko znanymi "skrótami" pojęciowymi gadaliśmy nie zwracając uwagi na otoczenie, jak to pomiędzy partnerami wspinaczkowymi bywa. Ktoś ponoć, z tym że raczej na pewno się pomylił... podsłuchał nas, ale się nie odezwał i teraz mędzi w innym miejscu na tym forum, że został zbulwersowany moimi słowami. Rzekomo opowiadałem jakieś bzdury geograficzno topograficzne dotyczące D5SP...! Cóż, na forach otwartych dla wszystkich bywają i tacy "dyskutanci".
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10909
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Biwak zimowy

Postprzez negaido » Śr, 5 sty 2011, 18:21

Ok. Dzięki za podpowiedzi. Jeżeli będę miał po wyjeździe jakieś ciekawe przemyślenia odnośnie zimowego biwaku to się nimi podzielę ;)
negaido
 
Posty: 6
Dołączył(a): Wt, 29 cze 2010, 11:41
Lokalizacja: Łódź


Powrót do Sprzęt, wyposażenie, prowiant i sposoby turystyczne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości