Kijki trekkingowe

Tematy wspólne dla wielu dziedzin turystyki aktywnej.

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Kijki trekkingowe

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 2 lut 2007, 20:48

Autorski film instruktażowy

Tu opisuję, jak powracam po dłuższej przerwie do "kijkowania"...

Coraz częściej używane nawet latem. Można stosować narciarskie kijki biegowe, ale jest to niewygodne w sytuacjach, gdy nie ma potrzeby korzystania z nich – są długie!
Zazwyczaj stosuje się składane teleskopowo trzy- lub nawet czteroczęściowe i na lato zakłada się bardzo małe talerzyki. W marszu skutecznie poprawiają rozłożenie wysiłku, odciążają staw skokowy przy schodzeniu, poprawiają relację wysiłku do tempa marszu, zwiększają stabilność pozycji w każdym miejscu gdzie nie trzeba uchwycić się skały . Są niezastąpione podczas marszu po śliskich trawkach.
Wiele osób narzeka na puchnięcie bezczynnie zwisających dłoni podczas długich marszów. Używając kijków pracujące dłonie nie puchną.
Mają więc kijki same zalety? Niestety nie – przynajmniej na początku są bardzo absorbujące. Nawet osoby wprawnie jeżdżące na nartach biegowych mają z nimi latem dużo kłopotu. Na pierwszych letnich wycieczkach lepiej sobie je darować.
Pierwsze próby najlepiej wykonać na trawiastych stokach. Kiedy dojdziemy do pewnej wprawy można je zastosować na szlakowych miękkich stromiznach.
Dopiero po kilku udanych próbach zastukajmy nimi o skałę. Tu wyjdzie druga ich wada. One niestety na skale hałasują. Gumowe nakładki na ostrza przeznaczone są do pojedynczych lasek używanych na deptakach. Zastosowane do kijków w skale niebezpiecznie ograniczają przyczepność i nie radzę ich tam stosować.
Kijki mają jeszcze jedną wadę – nawet poskładane i przypięte do plecaka potrafią dotkliwie skaleczyć. Szczególnie narażone są osoby mijane w tłumie. To właśnie w takich sytuacjach należy na ostrza zakładać gumowe nakładki i nigdy nie przypinać kijków poziomo pod, albo nad plecakiem. Najbezpieczniej kijki przypinać z boku plecaka ostrzami w dół.
Handel oferuje także pojedyncze laski teleskopowe. Ich popularność jest jednak znikoma. Tak jest z każdym półśrodkiem.
Tu dygresja. Kilka lat temu ciężko obładowany podchodziłem na Halę pracując mocno kijkami w sierpniowym upale. Z góry ostro sznurowała wesoła grupa młodzieży. Któregoś młodziana zatkał mój widok.
-Dzień dobry, gdzie pan zgubił narty?
Spodziewałem się czegoś bardziej obcesowego, ale dowcipna grzeczność zasługiwała na odpowiedź. Prawie szczerze zdziwiony spojrzałem pod nogi.
-O psia krew! Starły mi się!
Chyba uwierzył, bo już się nie odezwał – a może zabrakło mu konceptu?
Teraz już widok letniego kijkarza rzadko dziwi, ale drzewiej inaczej bywało.
Ostatnio edytowano So, 17 maja 2008, 17:33 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 4 razy
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Techniki posługiwania się kijkami

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 2 lut 2007, 20:51

Najpierw trzeba dobrze założyć kijek na rękę. Kijki mają zamocowane na górze uchwytu, regulowane pod względem długości pętle z taśmy. Dłoń wkładamy w tą pętlę zawsze od dołu. Po włożeniu dłoni w pętlę i naprężeniu nią taśmy, kijek powinien być skierowany ostrzem w kierunku łokcia – nigdy odwrotnie! Następnie należy pochylić przedramię i złapać rączkę kijka tak, aby pozostała część pętli ułożyła się na dłoni a palce dobrze ułożyły się na występach uchwytu. Koniecznie trzeba sprawdzić, czy pętla nie skręca się w żadnym miejscu, gdyż szybko powstaną tam pęcherze i rany.
Pętle mają regulowane zapięcie i służy ono nie tylko do zmiany długości pętli, ale też do odpowiedniego obrócenia pętli, by zapewnić sobie gładkie obejmowanie nadgarstka i płaskie przechodzenie pod dłonią. Wstępne ułożenie taśm pętli na obydwu kijkach trzeba zrobić symetrycznie (a nie identycznie) ponieważ ręce są symetryczne a nie identyczne.
Kiedy ustalimy już odpowiednie ułożenie taśm i długość pętli, załóżmy na ręce obydwa kijki oprzyjmy je mocno ostrzami o podłoże i otwórzmy dłonie. Powtórne ich zamknięcie powinno dać dobry i wygodny uchwyt kijków.
I o to właśnie chodzi z tymi pętlami. W czasie marszu obciążamy kijki wyłącznie przy pomocy nadgarstków a nie dłoni. Dłonie powinny tylko lekko obejmować rękojeści kijków głównie dla ich przenoszenia i pewnego umieszczania w nowych punkach podparcia.
Daje to możliwość nadzwyczajnego „power’a” pociągnięć rękoma i unika się okropnych ran po pęcherzach na dłoniach. Poza tym w sytuacji krytycznej (zachwianie, potknięcie) zawsze można puścić dłonią kijek ale dalej korzystać z mocnego podparcia aż do momentu uchwycenia się dłonią za coś konkretnego.
Każde inne niż wyżej opisane założenie pętli na ręce bardzo szybko kończy się źle. Stosowanie rękawiczek w technikach kijkowych jest dobre tylko wtedy gdy mamy gwarancje uniknięcia fałdek, szwów itp. pod taśmami pętli.

Poruszając się w terenie ziemno trawiastym z lekkim plecakiem stosuje się technikę obserwowaną u narciarzy biegających stylem klasycznym. Wykonując krok lewą nogą przenosimy do przodu prawy kijek zważając by po postawieniu był od razu nachylony do przodu. Gdyby był on nachylony do tyłu, jego obciążenie odpychałoby nas w tył a nie ciągnęło do przodu. Następnie obciążamy jednocześnie lewą nogę i dopiero co postawiony prawy kijek. Zważmy, że tak wykonywany krok ma dwa punkty podparcia i dwa źródła siły ciągnącej.
Kolejny krok to przenoszenie do przodu jednocześnie prawej nogi i lewego kijka.
Nasza pozycja przy każdym kroku jest bardziej stabilna a pracę wykonują także ręce, które bez zastosowania kijków byłyby w marszu bezużyteczne. Im więcej mięśni pracuje, tym mniejszego „kopa” dostaje cały się nasz przeciążany „zespół napędowy” i mniej bolesnych wspomnień z wycieczki.
Trudno w to uwierzyć, ale nasze ręce są tylko nieco mniej mocne niż nogi a siedzący, „manualny” można by rzec - tryb pracy powoduje nadspodziewaną sprawność i siłę nawet najdrobniejszych włókienek mięśni rąk.
Pierwsze kroki z kijkami kończą się zwykle natychmiastowymi korekcjami ich długości. Wygodna pozycja kijka i ręki w początkowym momencie obciążania jest dla każdego cechą indywidualną a reguluje się to wszystko właśnie przy pomocy zmian długości kijków. Stąd wynika tylko kilka rad sprawdzających się u każdego:
- wraz ze wzrastającą stromizną podchodzenia kijki należy skracać,
- idąc w poprzek stoku kijek od strony wznoszącej się powinien być skrócony a drugi wydłużony,
- podczas schodzenia należy stawiać kijki tak, aby w momencie obciążania były nachylone do tyłu – siła rąk tak jak i nóg musi nas wtedy hamować a nie popychać.
Jest rzeczą oczywistą, że teren górski jest bardzo urozmaicony i często zmienia się jego kąt nachylenia pod naszymi nogami. Na początku, gdy nie mamy jeszcze wprawy, przystaje się dosłownie co kilka kroków i dokonuje się korekt długości kijków. Zwykle po godzinie udaje się złapać odpowiedni rytm i ustalić odpowiednie długości na dłuższe odcinki drogi. Później, przy odpowiednim doświadczeniu, ustala się jedną dobrą długość do podchodzenia i nieco większą do zejścia a korekt miejscowych dokonuje się przez wybieranie takich punktów stawiania kijków, by wygodnie wykonywać pociągnięcia rękoma.
Tak jak konieczne jest w czasie marszu ciągłe obserwowanie ziemi pod nogami dla wybierania miejsc na postawienie stóp, tak trzeba skupiać się jednocześnie na wybieraniu miejsc stawiania kijków. Niema obaw, nie spowoduje to zeza!, choć sam na początku też się tego obawiałem.
Sprawna koordynacja tych wszystkich dodatkowych czynności zabiera zwykle nie więcej niż dwie, trzy godziny – zwykle jedna całodniowa wycieczka wystarczy. Wchodząc na teren skalisty musimy szczególnie uważać, aby stawiać czubki kijków w takich miejscach, by nie ześlizgnęły się po obciążeniu albo nie utknęły między głazami. Wykonując krok i pociągnięcie rękoma zmieniamy kąt ustawienia kijka względem podłoża i łatwo jest go zgiąć, albo wręcz złamać jeśli umieścimy go w rozpadlinie
Może i jest to wszystko trochę męczące dla nowicjuszy, ale per saldo opłaca się stukrotnie i to na całą resztę naszego górskiego żywota.

Mając na plecach bardzo ciężki plecak lub idąc w wyjątkowo trudnym terenie skalistym (ale nie tam, gdzie trzeba chwytać się skał rękoma) stosujemy inną technikę chodzenia z kijkami. Obserwuje się czasem jej elementy u narciarzy biegających techniką dowolną.
Polega to na jednoczesnym stawianiu obydwu kijków przed sobą a następnie wykonaniu jednego lub dwóch kroków. Oczywiście obydwa kijki w momencie obciążania ich muszą być pochylone do przodu. Ponieważ wykonuje się równoczesne pociągnięcia oburącz, jest to wyjątkowo przydatne dla ulżenia nogom.
Ta technika jest też wyjątkowo korzystna z punktu widzenia zachowania równowagi, ponieważ daje zawsze podczas wykonywania kroków trzy punkty podparcia. Jest ona też zalecana zwykle przy schodzeniu – zwłaszcza w trudniejszym terenie.
Zwykle też ten sposób „kijkowania” jest łatwiejszy do opanowania przez nowicjuszy.

Nie spotkałem jeszcze doświadczonego górołaza potępiającego stosowanie kijków. Im delikwent starszy, tym bardziej chwali sobie tą nowinkę techniczną.

Stosowanie pojedynczych kijków należy bardziej do technik „spacerowych” i szkoda mi miejsca na zajmowanie się tym tematem. Jeśli więc chcemy pomóc partnerowi, który dopiero w czasie wycieczki przekonał się do stosowania kijków, lepiej oddać mu obydwa, niż dzielić się i oddać tylko jeden. Argument, że górale chodzili z jedną ciupagą a nie dwoma jest tak śmieszny, że puszczam go mimo uszu. Czy muszę jeszcze udowadniać brak potrzeby noszenia w górach siekiery?
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez mefistofeles » So, 3 lut 2007, 23:12

Gumowe nakładki na ostrza przeznaczone są do pojedynczych lasek używanych na deptakach. Zastosowane do kijków w skale niebezpiecznie ograniczają przyczepność i nie radzę ich tam stosować.

Tu się absolutnie nie zgodzę - kijek bez gumki na wytartym granicie jeździ - skała jest zbyt twarda by wąska, nawet widiowa końcówka miała jakiś oparcie. Generalnie na większości szlaków Tatr Wysokich, na których jest sens używania kijków (czyli chodniczki z granitowych bloków) używam nakładek.
(żeby nie było - początkowo tez myślałem, ze gumki to tylko ochrona, zreszta poza Tatrami nie ma potrzeby ich używania)
mefistofeles
 
Posty: 84
Dołączył(a): Śr, 20 gru 2006, 18:38

Mefi -

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 3 lut 2007, 23:36

Tu się absolutnie nie zgodzę - kijek bez gumki na wytartym granicie jeździ - skała jest zbyt twarda by wąska, nawet widiowa końcówka miała jakiś oparcie.

Jeśli kijek ci "jeździ", zmień końcówkę na rzeczywiście(*) widiową, bo mnie nigdy nie jeździ. Powtarzam - nigdy! Być może jest to kwestia techniki stawiania kijków, ale sama widia wcina się w każdym miejscu zdecydowanego postawienia kijka na granicie. To jest taka różnica w skali Brinnela, że inaczej być nie może - fizyka jest jedna!
A może masz źle ustawioną (zbyt miękka!) sprężynę Antishock? Ja chodzę na kijkach "twardych" - lepiej "czuję" skałę.
na większości szlaków Tatr Wysokich, na których jest sens używania kijków (czyli chodniczki z granitowych bloków) używam nakładek

A czy napisałem, że nie wolno? Twoja wola. Ja odradzam, bo kilka uślizgnięć gumowych nakładek już widziałem w tym jedno moje, bo... oczywiście próbowałem.

* - Niektórzy producenci piszą, że widia, ale... kłamią. Łatwo to sprawdzić zwykłym pilnikiem iglakiem - jeśli pociągnięty po końcówce nie ma kreskowego śladu pociągnięcia, a ślad na końcówce jest srebrzysty, nie kupuj takich kijków.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez mefistofeles » N, 4 lut 2007, 00:03

widia jest na pewno, antishocka nie mam.

Moje doświadczenia są odwrotne - bez gumki jeździ (wystrczy, że kamień jest nachylony), z gumką nigdy - co wydaje się zresztą logiczne - guma ma lepszą przyczepność na skale (inaczej drytooling byłby popularny także latem;) )
mefistofeles
 
Posty: 84
Dołączył(a): Śr, 20 gru 2006, 18:38

Mefi -

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 4 lut 2007, 00:14

Moje doświadczenia są odwrotne - bez gumki jeździ

Skoro tak mówisz, to pewnie takie akurat masz doświadczenia. Ja bym popracował nad techniką stawiania kijków: kąty stawiania, sposób obciązania itd., ale za całkowitą zmianą przyzwyczjeń nie obstaję. W końcu, jak ci tak wygodniej...
guma ma lepszą przyczepność na skale

Niż ostrze widiowe...? Przepraszam, ale tu to już zupełnie mijasz sie z realiami. Spróbuj założyć na buty raczki kolcowe i poślizgnąć się w nich, co na gumowym bieżniku pewnie ci sie już przydażyło zwłaszcza na mokrej skale.
drytooling byłby popularny także latem

Na lodowcach jest! A może ci chodzi o lepszą przyczepność gumy na skale niż na lodzie? A tu, to się zgadzam. Tylko nie wiem, co to ma wspólnego z widiowymi końcówkami kijków i ich działaniu na granicie?
Ostatnio edytowano N, 4 lut 2007, 02:05 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 3 razy
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez mefistofeles » N, 4 lut 2007, 00:18

przykład z rakami jest dobry - spróbuj w tych samych rakach wejść po płycie nachylonej ok 45 stopni. I to samo zrób w butach na miękkiej gumowej podeszwie. Gumowa podeszwa trze o skałe na dużo większej powierzchni, więc siła tarcia jest dużo większa - fizyka!

Ma to tyle wspólnego z końcówkami kijków, że gumowa końcówka ma dużo większą powierzchnię (tak gdzieś 100 razy - ze 2cm^2 przeciw 2 mm^2) od widiowego ostrza - czyli pewniej stoi na skale.

Co innego na miękkim podłożu - wtedy "wgryzienie się" w grunt jest istotniejsze od przyczepności do tegoż luźnego podłoża.
mefistofeles
 
Posty: 84
Dołączył(a): Śr, 20 gru 2006, 18:38

Mefi -

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 4 lut 2007, 00:31

*
No, nie kombinuj!
Sugerujesz, że gumowe nakładki na kijki są robione z mikrogumy jak buty wspinaczkowe? Nie! One są robione z bardzo twardej i odpornej na ścieranie gumy, która na każdym choćby wilgotnym kawałku skały musi się ślizgać.
przykład z rakami jest dobry

Nie rakami, a raczkami - to nie jest to samo! Wyobraź sobie, że raczki na takiej płycie są nad wyraz skuteczne - nawet gdy płyta jest mokra. Szczególnie wtedy!
Na mokrej płycie nachylonej pod katem 45 stopni nie radzę stosować mikrogumy wspinaczkowej, choć pewnie zrobisz akurat odwrotnie.
Gumowa podeszwa trze o skałe na dużo większej powierzchni, więc siła tarcia jest dużo większa - fizyka!

Przecież nie chodzi o tarcie, a o zaczepianie nierówności. Po to są końcówki widiowe, by tworzyć zagłębienia i o nie zaczepiać! Skoro twoje kijki nie tworzą takich zagłębień, musi być z nimi coś nie tak. Jeśli nie z materiałem końcówek, to z użyciem kijków. Innej przyczyny nie potrafię wymyśleć.
Ma to tyle wspólnego z końcówkami kijków, że gumowa końcówka ma dużo większą powierzchnię

Pewnie, że większą! To może użyjesz na granitowym szlaku "butków" od Nord Walking - one dają jeszcze większe pole styku i to niezależnie od pochylenia kijka.
Ostatnio edytowano N, 4 lut 2007, 02:03 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 2 razy
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez mefistofeles » N, 4 lut 2007, 00:42

ale wilgoć to już inna bajka - na mokrej skale to oczywiste, że lepsza mniejsza powierzchnia dotykająca bezpośrednio podłoża niż większa za pośrednictwem warstwy wody (choć do tych kolców to do końa przekonany nie jestem - guma ale z gęstym protektorem byłaby IMHO lepsza).

Guma z której zrobiono moje nakładki jest dość miękka, ciężko mi porównywać do czegokolwiek, ale bardziej miękka niż moje podeszwy. Tak czy owak pozwala na pewne oparcie przy nachyleniu podstawy sporo większym niż na gołych ostrzach.

Zwróciłem Twoją uwagę, że stwierdzenie iż gumki są bezużyteczne nie jest prawdziwe - w dobrych warunkach (a w takich zwykle chcemy chodzić) na skale gumka jest dużo lepsza niż jej brak. W innych już niekoniecznie, ale to trzeba samemu wyczuć, kiedy lepiej jej użyć a kiedy nie - wystarczy wypróbować tak i tak i już wiemy co daje nam pewniejsze oparcie.

A co do nierówności to owszem tworzą, ale raz, że trzeba nimi zdrowo pierdyknąć a dwa, że siła tarcia jest pewniejsza niż maciupka nierówność w skale.

Końcówka okragła lepsza od butków - lepiej dopasowuje się do różnego nachylenia.
mefistofeles
 
Posty: 84
Dołączył(a): Śr, 20 gru 2006, 18:38

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 4 lut 2007, 00:53

guma ale z gęstym protektorem byłaby IMHO lepsza

Czyli "butki" - one mają bieżnik!
trzeba nimi zdrowo pierdyknąć

Nie pierdyknąć, a po prostu zdecydowanie postawić i obciążyć.
siła tarcia jest pewniejsza niż maciupka nierówność w skale.

A to ciekawa teza. Spytaj wspinaczy... Ja wolę minikrawądkę niż płytę "na tarcie"
Tak czy owak pozwala na pewne oparcie przy nachyleniu podstawy sporo większym niż na gołych ostrzach.

Twoje małpy, twój cyrk! Jeszcze raz mówię - utwardzone ostrze jest po to, by się na skale nie ślizgało i... kropka. W przeciwnym wypadku, po co by było kosztownie utwardzane?
Na szczęście "ogumowanych" kijkowiczów widuje się teraz w Tatrach dużo mniej niż jakieś trzy, cztery lata temu. Widocznie zrozumieli...
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez mefistofeles » N, 4 lut 2007, 01:05

Jeśli krawędź już jest to jest dużo lepsza niż tarcie, ale tarcie jest lepsze niż samodzielne rabanie w skale (a do tego wg Ciebie sprowadza się używanie widiowej końcówki na gładkim kamieniu).

Jak idę szlakiem to nie zamierzam się gapić gdzie mam dokładnie (z dokładnością do centymetra) postawić kijek, żeby miał zaparcie o skalną nierówność, chcę, zeby stał solidnie tam gdzie go postawię.

Widzę, że Cię nie przekonam, ale uwierz - wiem co robię i nie wynika to z głupoty a z doświadczenia (moze nie tak długiego jak Twoje, choc w kwestii używania kijów to pewnie te różnice już aż tak duże nie są)

PS Mam nadzieję, że moje votum separatum zasieje pewną niepewność u innych ;)
mefistofeles
 
Posty: 84
Dołączył(a): Śr, 20 gru 2006, 18:38

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 4 lut 2007, 01:18

Jeśli krawędź już jest to jest dużo lepsza niż tarcie, ale tarcie jest lepsze niż samodzielne rabanie w skale (a do tego wg Ciebie sprowadza się używanie widiowej końcówki na gładkim kamieniu).

Jeszcze chwila, a oskarżysz mnie o niszczenie Tatr przez "rąbanie" skały, tak?
Jasne, że każde postawienie kija pozostawia maleńki białawy ślad - odrobina skały zosała ukruszona. A każde wbicie haka wspinaczkowego, to co twoim zdaniem robi skale? Nie "rozsadza" jej przypadkiem? Setki jeśli nie tysiące stron "pięknoduchowych" utyskiwań na ten temat napisano już ponad pół wieku temu.
Z drugiej strony twoje kijki z miękkimi nakładkami pozostawiają pył gumowy. Zupełnie tak samo jak nasze ścierające się podeszwy - pewnie setki lat potrzeba na utylizację tej gumy, a na pewno może trafić ona do przewodu pokarmowego kozicy czy świstaka. Więc mamy w ogóle przestać chodzić? Nie ma całkowicie bezśladowego (w stu procentach) korzystania z przyrody.
Jak idę szlakiem to nie zamierzam się gapić gdzie mam dokładnie (z dokładnością do centymetra) postawić kijek, żeby miał zaparcie o skalną nierówność

No, to patrz. Od tego masz oczy! Wystarczy, że postawisz na skale, a nie wsadzisz między głazy. Przecież i tak chodząc z nakładkami, musisz na to zważać, nie?
chcę, zeby stał solidnie tam gdzie go postawię.

To zdejm te "gumiaki", postaw i obciąż. Wcale nie musisz walić w skałę.
wiem co robię i nie wynika to z głupoty

Tego nie powiedziałem, ale o zwykły brak rozległych i głęboko przemyślanych doświadczeń to cię posądzam i to... poważnie.
w kwestii używania kijów to pewnie te różnice już aż tak duże nie są

Duże nie, ale jakieś dwukrotne, jak sądzę. Zacząłem z nimi chodzić w 1990-tym, a wcześniej miałem dwie ostro okute (małe wiertła widiowe!) laski jałowcowe z paskami "kijkowymi" - mam je do dziś. Wcale nie są ani gorsze, ani cięższe od trekkingowych - tylko... nie składają się tak wygodnie. Jeśli by to zliczyć, to chodzę "na kijach" od 1973-go roku - chyba urodziłeś się później...
Mam nadzieję, że moje votum separatum zasieje pewną niepewność u innych

Dziękuję ci za tę wymianę zdań, bo pewnie wielu ma takie dylematy biorąc kijki pierwszy raz do ręki. A tak - przy okazji naszego sporu - dowiedzieli się, jak sobie z tymi wątpliwościami radzić.

A tak przy okazji... Czym ostrzysz końcówki widiowe?
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez panczo » Cz, 22 lut 2007, 11:28

Czy może ktoś wie gdzie można kupić paski do kijków trekkingowych?
panczo
 
Posty: 46
Dołączył(a): Cz, 1 lut 2007, 14:49

pancho -

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 22 lut 2007, 11:40

A nie możesz wziąć zwykłych pasków trokowych i wykorzystać ich do kijków?
Wykręcasz śrubę w głowicy kijka, odpowiednio zaginasz trok, wkładasz w szparę, wkręcasz na powrót śrubę i... finał.
Dobre i odpowiednio szerokie taśmy stilonowe można także kupić w wielu sklepach pasmanteryjnych - opal zapalniczką linie cięcia! Można nawet wynaleźć takie "ładne", kolorowe taśmy - pod kolor kurtki. Niektórzy to lubią...
Kłopot może być z zamocowaniem klamer zaciskowych - trzeba je porządnie wszyć, a pod maszynę do szycia trudno to wsadzić - szyj ręcznie!
Klamry kupisz także w pasmanterii, jeśli stare klamry są nie do użycia.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Sefer » Cz, 22 lut 2007, 12:10

Ja natomiast co do kupowania kijów mam inną radę- otóż warto porozglądać się za nimi na giełdach narciarskich. Sprzedawcy tam rzadko kiedy wiedzą co sprzedają, często mają problem z upchnięciem tego "towaru" i są gotowi sprzedać to taniej.
Moje nieco już sfatygowane, ale cały czas dobre, kije kosztowały mnie 10zł. Mój kolega na moich oczach kupił sobie Kohle ... za złotych 25...
warto iśc i poszukać, a na pewno będzie taniej!!
Sefer
 
Posty: 532
Dołączył(a): Pn, 2 paź 2006, 19:21
Lokalizacja: >600m npm

Seba -

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 22 lut 2007, 14:46

Zupełnie się z tobą zgadzam. Podobnie jest z kupowaniem w "ciucholandach" prawie nowej odzieży turystycznej - w tym membranowej.
Ma to jednak swoista wadę - trzeba strasznie długo polować na dobrą okazję kupienia tego, czego się akurat szuka.
Ludzie posiadający jakieś pieniądze, nie mają dziś czasu! Ci, co mają czas to akurat nie mają pieniędzy - także na super okazyjne zakupy.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez panczo » Cz, 22 lut 2007, 17:01

W sumie to mogę coś pokombinować z paskami od kijków biegowych. Pytałem się bo moje są też kupione na giełdzie, wygrzebałem wśród kijków zjazdowych i nabyłem za parę złociszy. Właściwie są super tylko nie mają pasków.
A co do czasu to jak się wie czego szukać to znalezienie czegoś fajnego nie zajmuje dużo.
panczo
 
Posty: 46
Dołączył(a): Cz, 1 lut 2007, 14:49

pancho -

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 22 lut 2007, 17:33

Skoro masz jeszcze inne kijki, to po kłopocie. Przłożysz i spokój. Przecież i tak dwóch par używał jednocześnie nie będziesz, prawda?
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Reklamacja kijów w ehoryzoncie

Postprzez piecka » Pn, 8 paź 2007, 18:31

Ostatnio reklamowałem kije marki Fjord Nansen zakupionych w sieci ehoryzont. Gwarancji w postaci oddzielnego dokumentu nie ma :???: . Reklamowałem na podstawie paragonu. Kije klękły zupełnie, widje powypadały, zacinał się antyszok, jedna rączka się poluzowała. Zażądałem wymiany na nowe bądź naprawy, wszystko odbyło sie w sklepie ehoryzont. Po upływie 2 tygodni miła pani dzwoni do mnie i mówi, że mają dla mnie nowe kije. Nie wiem w jakim stopniu FN i ehoryzont są spokrewnieni, ale na dzień dzisiejszy PARAGON wystawiony w ehoryzoncie na sprzęty marki FN robi za dokument gwarancyjny. Oby się nie zmrowili i nie zmienili tego na gorsze dla klienta :shock:
piecka
 
Posty: 127
Dołączył(a): Śr, 15 sie 2007, 22:36
Lokalizacja: Warszawa

Re: Reklamacja kijów w ehoryzoncie

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 8 paź 2007, 18:41

piecka napisał(a):Nie wiem w jakim stopniu FN i ehoryzont są spokrewnieni, ale na dzień dzisiejszy PARAGON wystawiony w ehoryzoncie na sprzęty marki FN robi za dokument gwarancyjny.

Dobra, dobra!
Gwarancja na podstawie paragonu to znowu nie taka rewelacja. Mnie bardziej interesuje, coś Ty robił z tymi kijami, że aż tak "siadły"? Bo jeśli to na skutek normalnego użytkowania, to chrzanię takie kije!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Reklamacja kijów w ehoryzoncie

Postprzez piecka » Pn, 8 paź 2007, 18:55

Zygmunt Skibicki napisał(a):Mnie bardziej interesuje, coś Ty robił z tymi kijami, że aż tak "siadły"? Bo jeśli to na skutek normalnego użytkowania, to chrzanię takie kije!



Dobra przyznaję się bez bicia kije nie były używane tak normalnie tzn. na ścieżkach turystycznych. One chodziły na Szpicbergenie. No ja tam nie byłem tylko szwagier je tam ćwiczył przez 2 miechy. Warunki bardzo trudne dla takich kijów, multum ruchomych głazów różnej wielkości, woda lód itd. Tylko nie mówcie sprzedawcom z ehoryzonta bo mi cofna tą reklamację.
piecka
 
Posty: 127
Dołączył(a): Śr, 15 sie 2007, 22:36
Lokalizacja: Warszawa

Re: Reklamacja kijów w ehoryzoncie

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 8 paź 2007, 19:10

piecka napisał(a):multum ruchomych głazów różnej wielkości, woda lód itd.

Nie potrzeba żadnego "itd"...
Kije są aluminiowe, tak?
Woda morska jest słona, tak?
Odparowując w czasie schnięcia, zwiększa stężenie soli, tak?
No, to sprawdź w książce od chemii, co sie dzieje z aluminium, gdy wsadzisz je jo zatężonego roztworu solanki? Ono wchodzi w reakcję wymiany! Z rurki aluminiowej powstaje chlorek glinu - taki biały nalot!
Nic dziwnego, że widie wyleciały, zaciski przestały trzymać a antishoch się zacina - w miejscu styku stalowej sprężyny z aluminiową rurką powstało ogniwo galwaniczne i... kompletna ruina!
To samo będzie się działo z kilkami, gdy zaczniesz chodzić z nimi zimą po ulicach posypywanych solą!
Kijki aluminiowe narażone na słona wodę trzeba po powrocie do domu za każdym razem rozbierać, płukać w wodzie i wycierać do sucha. Nie smarować żadnym smarem!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Reklamacja kijów w ehoryzoncie

Postprzez piecka » Pn, 8 paź 2007, 19:29

Podoba mi się Twój wykład z chemii Zygmunt. Jak dobrze (niedobrze), że sprzedawcy i prducent nie zajarzyli skąd te problemy w kijach. Kije pojechały do Gdyni do centrum reklamacji producenta. Inaczej posłaliby mnie do stu diabłów z tą reklamacją.

Szwagier nie dbał o nie zbytnio, więc miały prawo paść użytkowane w takich warunkach i w taki sposób.
piecka
 
Posty: 127
Dołączył(a): Śr, 15 sie 2007, 22:36
Lokalizacja: Warszawa

Re: Reklamacja kijów w ehoryzoncie

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 8 paź 2007, 19:40

piecka napisał(a):Podoba mi się Twój wykład z chemii Zygmunt.

Bo ja jestem chemik. No, może nie akurat od słonej wody specjalista, ale chemik.
Jakby co, to zawsze przed reklamacją dobrze usuń ten biały nalot na aluminium, ok?
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Sefer » Pn, 8 paź 2007, 20:34

FN i horyzont to prawie jedna firma.
POdstawą do reklamacji wg. polskiego prawa jest TYLKO I WYŁĄCZNIE paragon(wyjątkami są Karrimor i Petzl- ten drugi np. realizował gwarancje w oparciu o bicie roku produkcji na mojej czołówce, ale oni też oficjalnie muszą paragon przyjąć)- należy go skserować, bo papier termodrukowalny blaknie i nic nie widać- najważniejszy jest oczywiście numer paragonu- on tak naprawdę daje podstawę do reklamacji.
A co do samych kijów Głodówka nakupiła tego dużo i 2 miesiące użycia zrobiło z nimi to samo co w opisie wyżej.
Sefer
 
Posty: 532
Dołączył(a): Pn, 2 paź 2006, 19:21
Lokalizacja: >600m npm

Postprzez piecka » Pn, 8 paź 2007, 23:41

Sefer napisał(a):A co do samych kijów Głodówka nakupiła tego dużo i 2 miesiące użycia zrobiło z nimi to samo co w opisie wyżej.


A w jakie cenie te kije. Te, które reklamowałem to po 119 złociszy. Czyżby tylko na 2 miesiące użytkowania to sprzęt?? Wydaje mi się, że dłużej powinny wytrzymać.
piecka
 
Posty: 127
Dołączył(a): Śr, 15 sie 2007, 22:36
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 8 paź 2007, 23:57

piecka napisał(a):A w jakie cenie te kije. Te, które reklamowałem to po 119 złociszy. Czyżby tylko na 2 miesiące użytkowania to sprzęt?? Wydaje mi się, że dłużej powinny wytrzymać.

No przecież nie o cenę czy firmę chodzi a o prawidłowe użytkowanie oraz konserwację.
Jest na stronie Szkoła Turystyki Górskiej w PDF-ach. Zaczytaj tam wszystko, co jest o kijach i powinno być dobrze, a z pewnością lepiej.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez piecka » Wt, 9 paź 2007, 00:07

Zygmunt Skibicki napisał(a):Jest na stronie Szkoła Turystyki Górskiej w PDF-ach. Zaczytaj tam wszystko, co jest o kijach i powinno być dobrze, a z pewnością lepiej.


Dzięki za wskazanie literatury źródłowej :smile:
piecka
 
Posty: 127
Dołączył(a): Śr, 15 sie 2007, 22:36
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Rimek » Wt, 9 paź 2007, 09:31

Same kijki to nie wszystko. Bez anty-shocka można przeżyć nawet gdy się zepsuje na szczycie. Kłopot jest jednak gdy zimą w głębszym śniegu popsują się talerzyki. Zadaarzyło mi się to ubiegłej zimy. Kupiłem kijki w katowickim Summicie za okazyjną cenę 85 pln i wystarczyło jedno wyjście w śniegu by talerzyk oderwał się od gwintu. To nie był przypadek - trzykrotnie wymieniali mi talerzyki i działo się to samo. Nie dało się dobrać innych talerzyków, gdyż inne są wciskane a nie wkręcane. Temperatura oscylowała w okolicy zera zaś moja waga w pełnym umundurowaniu wraz z plecakim nie przekraczała 70 kg. Moim zdaniem to wada konstrukcyjna, której chyba nie da się w żaden sposób zauważyć podczas zakupu niestety...
Rimek
 
Posty: 18
Dołączył(a): Pt, 9 mar 2007, 16:21

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 9 paź 2007, 10:44

Rimek napisał(a):Kłopot jest jednak gdy zimą w głębszym śniegu popsują się talerzyki...

Przyznaję, to poważny kłopot i może doprowadzić do sporego nieszczęścia.
Talerzyki zimowe, to nie są te "większe", które kupujemy wraz z kijkami, choć sprzedawcy tak właśnie twierdzą. Na głębokie śniegi uzywa sie talerzyków jeszcze większych i to uchylających sie na boki. Znam dwie takie konstrukcje:
- duży okrągły pierścień i tuleja nakładana na kijek - obie części połączone taśmą stilonową,
- duże kółko metalowe osadzone na uchylnej tulei mocującej za pomocą elastycznych plastikowych łapek.
Obydwa powyższe rozwiązania należą do droższych, ale nie nawalają przy ostrej pracy kijami w kopnym śniegu, albo zawadzeniu o ukryty pod śniegiem krzaczor.
Turystyka, to wszak sposób na życie wymagający stosowania wielu metod i środków zastępczych. Zawsze można zrobić samemu(*) spory ring z wikliny lub rattanu (w gorącej wodzie miękną!) i przy pomocy taśmy stilonowej połączyć to z otworami w większych talerzykach.
Co zrobić w terenie, gdy już nastąpi awaria?
Zawsze warto mieć ze sobą metr dwa cienkiej linki kevlarowej, bo ratuje to w najprzeróżniejszych sytuacjach i podwiązać obłamany detal, albo na miejscu wykoncepcić(**) jakieś rozwiązanie zastępcze.

(*) - każdy zakład wikliniarski nam to zrobi.
(**) - to jedna z przyczyn, dla których warto wędrować z mocno doświadczonymi turystami.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10860
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Następna strona

Powrót do Sprzęt, wyposażenie, prowiant i sposoby turystyczne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 18 gości