Gotowanie "na siekierze"

Tematy wspólne dla wielu dziedzin turystyki aktywnej.

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Gotowanie "na siekierze"

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 23 cze 2011, 16:36

admiralbar napisał(a):...jak to się gotuje "na siekierze" ?

A... bardzo prosto...
Zamiast nosić w plecaku drogi i czasem jednak awaryjny palnik oraz także nie tanie kartusze wraz z kosztownymi super naczyniami z tytanu, taszczy się tylko przytroczone do plecaka (mniejszego!)... małą siekierę i stosownej wielkości do ilości uczestników kociołek z pokrywą - per saldo ważyć to może mniej, a kosztuje prawie nic, że o całkowicie zerowych kosztach eksploatacyjnych nie wspomnę.
W naszych wszystkich górach poza Tatrami i wierzchołkami Karkonoszy w każdym miejscu jest gdzieś w pobliżu trochę drewna na ognisko oraz na stojak do zawieszenia kociołka nad nim. Inna sprawa, że rozpalenie ogniska w trakcie ulewy lub krótko po niej z kompletnie mokrego drewna to umiejętność nie lada, choć żaden "cud na kiju". Opisu metody należy szukać w wątku "Ognisko"(*). Ba! Tam gdzieś blisko jest nawet opis, jak sobie poradzić, gdy szlag trafi zapalniczką, skończą się lub zamokną zapałki.
Dziś w Europie poza formalnymi polami biwakowymi na siekierze można gotować tylko za naszą wschodnią granicą. Poza Europą... prawie wszędzie - np. w USA i Kanadzie nadal jest to regułą...!

P.S.: Zamiast siekiery lepiej nosić małe kukhri(**) lub składaną piłę, bo są poręczniejsze, lżejsze i bardziej uniwersalne od siekiery.

(*) - tam także prawie identycznej treści wyjaśnienie "gotowania na siekierze" - nie chciało mi się szukać linku...
(**) - wcale nie musi być jakieś oryginalne z Indii. Te tanie z targowiska po ca. 50 zł sprawdzają się na biwaku nawet lepiej, a nie kuszą innych do "zmiany właściciela". Jest tu też gdzieś wątek poświęcony kukhri...
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10897
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Gotowanie "na siekierze"

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 23 cze 2011, 16:55

TakiJeden napisał(a):...nam, zwykłym ludziom, pozostaje co najwyżej starać się płynąć pod prąd.

To ja Ci powiem, że po iluś tam własnych próbach upartego pływania "pod prąd" ostatecznie osiadłem na stanowisku: lepiej z prądem, ale wiosłować tak trochę w kierunku samodzielnie wybranego... brzegu. I też bywa fajnie, a czasem nawet fantastycznie! :biggrin:
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10897
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Gotowanie "na siekierze"

Postprzez TakiJeden » Pt, 24 cze 2011, 10:48

Zygmunt Skibicki napisał(a):W naszych wszystkich górach poza Tatrami i wierzchołkami Karkonoszy w każdym miejscu jest gdzieś w pobliżu trochę drewna na ognisko ...

Jeśli tak sprawę stawiasz, to ignorujesz szczytowe partie Babiej Góry i połoniny Bieszczadów ... :wink: No dobra, zagalopowałem się, w końcu na tej siekierze gotowałeś na połoninach przez całe "heroiczne" lata studenckie (wymagało to tylko kilkusetmetrowej wycieczki do najbliższych krzaków...), Babia Góra ma w podstawie 15x10 km a powyżej granicy lasu odpowiednio mniej, a poza tym rezerwatem przyrody była już przed wojną. Ale co do Tatr i Karkonoszy, abstrahując od ochrony przyrody, kosówka też się na ognisko nadaje... I koniec końców te 100 lat temu tam też, gdy wypadło nocować na górze gotowano na ognisku. To, że w górach gotowanie "na siekierze" generalnie wyszło z mody, jest głównie konsekwencją zaostrzających się systematycznie przepisów ochroniarskich, ale też chyba w równej mierze zanikiem znajomości sztuki skutecznego korzystania z ogniska (bo "nieskutecznie", to każdy patałach potrafi) u mieszczuchów, stanowiących wszak 95% turystów, oraz dostępnością wygodnych kuchenek na paliwa płynne i gazowe, korzystanie z których nie wymaga wiele większych umiejętności niż z kuchni gazowej w domu.

No, ale to już zbacza "out of topic"...
TakiJeden
 
Posty: 1464
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Gotowanie "na siekierze"

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 24 cze 2011, 12:00

TakiJeden napisał(a):Jeśli tak sprawę stawiasz, to ignorujesz szczytowe partie Babiej Góry i połoniny Bieszczadów ...

Babia...?
Jasne, że na otwartej przestrzeni i na kamulcach choćby tylko gęsto wystających z ziemi, że o rumoszu nie wspomnę, gdzie w dodatku ani wody ani opału nie uświadczysz, żaden rozsądny turysta nie stawiał namiotu. Chyba, że zmuszą go do tego upiorne, ponad siły warunki dalszego marszu. Tak i dzisiaj może się zdarzyć, ale o rozpalaniu tam ognia... zapomnij!
A co do tych połonin...
Zawsze i zupełnie nierozsądne było stawianie namiotu wprost na górze grzbietu, czy choćby na otwartym stoku(*). A już palenie tam ogniska to najoczywistsza bzdura(**). Złaziło się gdzieś na skraj połoniny, gdzie stoki zazwyczaj mocno "wypłaszczały", las dobrze zasłaniał od porywów wiatru, a drewna było od cholery na wyciągnięcie ręki. Jak dobrze się wpierw człek rozejrzał i umiejętnie wybrał, to i woda była... "bieżąca".

(*) - było wszak takie jedno miejsce przy zejściu z Sz.Wierchu w siodło Krzemień-Tarnica, gdzie latem stawiali latem dwa maleńkie namioty GOPRU i obok nich dało się coś postawić, ale o ognisku ani mowy...
(**) - jedno takie ognisko na P. Orłowicza pomimo zasłony lasu i znośnej po deszczu pogody nagły, czort wie skąd poryw wiatru "zwinął" nam i ciepnął wprost w buczynę. Nawet nie było co gasić!

Przecież to oczywiste... chyba, że jedynie wyjaśniam dawno zapomniane pojęcie i sposób "gotowania na siekierze"!
Dzisiaj ten "styl" wędrowania jest u nas zupełnie niemożliwy, bo prawie wszystko "na górze" jest poobejmowane Parkami takimi czy innymi...
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10897
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Gotowanie "na siekierze"

Postprzez TakiJeden » Pt, 24 cze 2011, 15:24

Zygmunt Skibicki napisał(a):Dzisiaj ten "styl" wędrowania jest u nas zupełnie niemożliwy, bo prawie wszystko "na górze" jest poobejmowane Parkami takimi czy innymi...


Myślę, że znalazłoby się jeszcze parę gór, nieobjętych żadną formą ochrony, taka Mogielica na przykład... Nie mówiąc już o wędrówkach nizinnych.
Ale temat "jak to drzewiej na siekierze się gotowało", jeśli miałby być kontynuowany trzeba by chyba wydzielić w osobny wątek...

PS. Gwoli uczciwości: Nie mam się za osobę kompetentną w "sztuce skutecznego korzystania z ogniska". Zawsze nosiłem ze sobą najpierw kocher spirytusowy, potem "handgranatę", w końcu kartusze... Tylko w głodnych latach 80 -- 81, gdy nawet denaturat trudno było dostać, obozując nad jeziorem Zdrużno koło Spychowa eksperymentowaliśmy z czymś w rodzaju piecyka na chrust wykopanego w ziemi...
TakiJeden
 
Posty: 1464
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Gotowanie "na siekierze"

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 24 cze 2011, 22:42

TakiJeden napisał(a):Ale temat "jak to drzewiej na siekierze się gotowało", jeśli miałby być kontynuowany trzeba by chyba wydzielić w osobny wątek...

Eeee tam!
Przecież już ze trzy razy to opisywałem w różnych miejscach.
Ale... jak wydzielę, to nie będę musiał kolejny raz tego samego pisać... może.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10897
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź


Powrót do Sprzęt, wyposażenie, prowiant i sposoby turystyczne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

cron