Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Tematy wspólne dla wielu dziedzin turystyki aktywnej.

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 18 paź 2011, 18:02

wp.pl napisał(a):To są nasze największe grzechy
źródło - http://media.wp.pl/kat,1022943,wid,1390 ... omosc.html

Coraz więcej wiemy o zasadach dotyczących zdrowego trybu życia, ale wciąż je łamiemy. Jesteśmy niepoprawnymi łasuchami, nadal jemy za szybko i za tłusto. Za dużo pijemy alkoholu, a ze sportu tolerujemy jedynie spacery na świeżym powietrzu. Niestety niepokojący obraz Polaków wyłania się z ostatnich badań wykonanych na zlecenie dietetyków.
Zobacz także

Zła dieta jest niestety wynikiem szalonego tempa, w jakim przyszło nam żyć. Pracujemy od świtu do nocy, często podróżujemy, więc o regularności posiłków możemy zapomnieć. Do tego trawi nas stres.

Niestety „walczymy” z nim umawiając się ze znajomymi albo kupując do domu kolejne piwko, z paczką chipsów zasiadamy na kanapie przed telewizorem lub w kinie, albo kupujemy gigantyczne ciacho. Po sutym jedzeniu zaciągamy się papierosem.

– Przewlekły stres prowadzi do uszkodzenia układu odpornościowego i groźnych chorób, np. miażdżycy, jeśli jeszcze dodamy do niego złą dietę fundujemy sobie kolejne, tzw. dietopochodne schorzenia: cukrzycę, osteoporozę, a także nowotwory – mówi Anna Senderska, dietetyk z centrum Enel Med, które zleciło ostatnie badania świadomości zdrowotnej Polaków w największych miastach w Polsce.

Diabeł tkwi tak naprawdę nie w restrykcyjnych dietach. Musimy chwilę pomyśleć, zaplanować sobie, co zjemy.

– Nie kupujmy tłustych potraw w barach szybkiej obsługi, kanapek ociekających keczupem i majonezem. Wyjeżdżając zróbmy sobie na drogę własną kanapkę czy sałatkę w domu, weźmy jabłko, garść pestek z dyni czy orzechów do pochrupania — radzi doktor Senderska.

Nadal jemy zbyt dużo słodyczy. Największymi łasuchami wśród Polaków są łodzianie. Aż 54 procent badanych przyznaje, że minimum raz dziennie sięga po łakocie. Pijemy też słodzone, kolorowe napoje i soki. W jednym kartonie potrafi być kilka dużych łyżek cukru.

– Zdrowe jedzenie nie może być tylko zrywem, krótkotrwałą dietą, bo one są jak mody, przemijają i zostawiają nam efekt jojo i nadmiar kilogramów. Musimy zaszczepiać te dobre nawyki już u naszych dzieci – – mówi Anna Senderska, dietetyk. – Nie karmić ich pizzą i słodkimi deserkami, unikać batoników i napojów energetycznych, bo nie ma w nich nic zdrowego.

1. Słodkie płatki na śniadanie – mają za dużo cukru, a jedzą je z mlekiem tysiące Polaków

2. Picie soków z kartonów – z reguły są nafaszerowane konserwantami i cukrem

3. Za dużo piwa – niestety traktujemy piwo jako napój, a nie alkohol. To błąd! Piwo bardzo tuczy!

4. Jedzenie w pośpiechu – na stojąco, byle jak i byle gdzie! A jedzenie powinno być ceremonią.

5. Słodycze na stres – na chwilę poprawiają humor, ale tuczą.

6. Po jedzeniu przed telewizor – za mało się ruszamy. I nie spalony tłuszcz odkłada się w organizmie

7. Unikamy wagi – a warto czasami na nią stanąć i uzmysłowić sobie, ile przytyliśmy
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 19 paź 2011, 19:30

wp.pl napisał(a):Jakich owoców i warzyw nie należy obierać ze skórki?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-zdrowo/health/ ... orki-.html

Już nasze babcie mówiły - owoców i warzyw nie obieraj ze skórki! Wszystko, co najcenniejsze znajduje się tuż pod nią. I miały rację. Jeśli nie musimy - nie pozbawiajmy ich skórki, bo tracimy to, co najzdrowsze.
Jakich owoców i warzyw nie należy obierać ze skórki?

Zamiast więc sięgać po nóż, umyjmy jarzyny i owoce pod bieżącą wodą i chrupmy w całości, najlepiej na surowo. Oczywiście we wszystkim wskazany jest umiar! Nie zjadajmy w całości dyni czy avocado.

- Do obierania warzyw i owoców podchodzimy zdroworozsądkowo. Jeśli skórka jest bardzo cienka, niewłochata (włoski często podrażniają jamę ustną czy przewód pokarmowy) i opornie schodzi - najlepiej byśmy jej nie zdejmowali. Natomiast owoce i warzywa charakteryzujące się grubą bądź włochatą skórką zapewne obierzemy, gdyż ich konsumpcja byłaby raczej niemożliwa - mówi Magdalena Czyrynda-Koleda, specjalistka ds. żywienia człowieka z Poradni Dietosfera w Warszawie. - By zachować jak najwięcej cennych składników, starajmy się obierać możliwie cienko, np. zostawiając białą błonę pomarańczy czy grejpfruta, gdyż w niej także koncentruje się wiele substancji odżywczych, między innymi witamina C. Do obierania używajmy jedynie narzędzi nierdzewnych (noże, skrobaczki, tarki). Żelazo bowiem niszczy witaminy, a zwłaszcza witaminę C.

Prawdziwą zbrodnią jest obieranie jabłek. Pozbywamy się w ten sposób obecnego w skórce kwasu ursolowego, który ogranicza wchłaniania tłuszczu, obniża poziom cukru i cholesterolu, a także wspomaga muskulaturę organizmu. Tuż pod skórką jabłka znajduje się też najwięcej witamin - C, A, B1, B2, PP i B3. W białych błonkach cytrusów, poza witaminą C, znajdują się też cenne pektyny. To składnik błonnika, który wspomaga proces trawienny. Z kolei skórka cukinii jest bogata w luteinę, substancję zapobiegającą zwyrodnieniu plamki żółtej oka. Łupinka winogrona zawiera resweratrol, a cebuli - kwercetynę. Oba związki zmniejszają ryzyko wystąpienia chorób krążenia, raka jelita i prostaty oraz poprawiają odporność.

- Skórka warzyw i owoców bogata jest w fitoskładniki, czyli naturalne substancje chemiczne, wytwarzane przez rośliny w celu ochrony ich przed negatywnym działaniem czynników zewnętrznych, m. in. promieniowaniem słonecznym, atakami owadów czy grzybów. Wspomniane związki są odpowiedzialne za charakterystyczną barwę, smak i zapach owoców oraz warzyw. Doskonale też wpływają na nasze zdrowie - tłumaczy specjalistka ds. żywienia człowieka z Dietosfery. - Na przykład kwercetyna zawarta w jabłkach zmniejsza ryzyko choroby serca i wpływa na obniżenie poziomu cholesterolu we krwi, taniny obecne w żurawinie pomagają w zwalczaniu infekcji układu moczowego i zmniejszają objawy choroby wrzodowej, likopen w pomidorach pomaga chronić przed rakiem prostaty i chorobami układu krążenia, zaś beta-karoten zawarty w marchwi wspomaga układ odpornościowy i chroni organizm przed chorobami nowotworowymi.

Oprócz fitoskładników skórka warzyw i owoców jest bogata w błonnik, który wspomaga nasz układ trawienia, działając w jelitach jak miotełka oczyszczająca je ze zbędnych toksyn i resztek pokarmu. Marchew, pomidor czy jabłko to jednocześnie źródła witaminy C, a pomidor także potasu.

Skórka warzyw czy owoców dostarczy nam wiele cennych składników nie tylko wówczas, gdy zjadamy je na surowo. Podczas obróbki termicznej tak owoce, jak i warzywa tracą wiele cennych składników. Możemy jednak tego uniknąć, jeśli będziemy je gotować w skórkach. Dzięki temu nie trafią one do wody, tylko pozostaną w warzywie. Jeśli nawet nie mamy ochoty zjeść łupinki, zdejmijmy ją po ugotowaniu - możliwie jak najcieńszą warstwę.

- Podczas przyrządzania przetworów owocowych np. z żurawiny czy śliwek, po ugotowaniu często przecedzamy je, wyrzucając przy okazji pozostałe skórki - co jest dużym błędem. Jedzmy je - zachęca dietetyczka. - Osoby, które mają problemy z przewodem pokarmowym lub z jakiś innych względów zdrowotnych nie mogą jeść całych owoców bądź warzyw, powinny obierać je jak najcieniej, by straty odżywcze były jak najmniejsze.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 19 paź 2011, 20:02

wp.pl napisał(a):Jakie warzywa i owoce warto jeść jesienią?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/fototematy/262/1/1 ... html#photo

Świeże truskawki i porzeczki możemy kupić nawet w środku kalendarzowej zimy, zresztą coraz większą ilością owoców i warzyw możemy cieszyć się przez cały rok. Inną kwestią pozostaje ich smak i wartość odżywcza. Dlatego jedzenie zgodne z porą roku zalecają dietetycy. Co więc najlepiej jeść jesienią?

Żurawina
To prawdziwa bomba witaminowa, zasobna w kwasy organiczne, minerały (potas, magnez, wapń i żelazo), pektyny oraz witaminy - C, B1, B2, B6. Na surowo owoce nie nadają się do jedzenia, są bardzo kwaśne i cierpkie. W kuchni zazwyczaj wykorzystuje się je do robienia kisielu i sosów do mięs. Jednak najwięcej dobroczynnych właściwości posiadają soki, syropy, dżemy czy suszone owoce. Zielarze i farmaceuci wykorzystują żurawinę do sporządzania preparatów do leczenia zapaleń dróg moczowych, kamicy nerkowej. Stwierdzono również, że owoce te mają właściwości probiotyczne - wspomagają wzrost dobroczynnej mikroflory jelitowej. Picie soku z żurawiny pomaga też zwalczać bakterie H. pylori, głównych winowajców choroby wrzodowej żołądka i dwunastnicy. Żurawina poprawia odporność, zalecana jest też w schorzeniach reumatycznych. Poza tym działa przeciwmiażdżycowo - obniża poziom "złego" cholesterolu. Zawarte w niej antyoksydanty (tzw. poliantocyjanidy) zalicza się do najsilniejszych. Jej wpływ na układ krążenia i dolegliwości serca niektórzy przyrównują do działania czerwonego wina.

Gruszki
Są cennym źródłem minerałów - zawierają potas, wapń, magnez, fosfor, sód i żelazo. Oprócz tego sporo witaminy C. To, czym wyróżniają się spośród innych owoców, to zawartość jodu, który odpowiada za prawidłową pracę tarczycy. Gruszki to także bogactwo błonnika, który poprawia trawienie i perystaltykę jelit. Owoce mają właściwości moczopędne, pomagają też regulować ciśnienie krwi, dlatego powinny znaleźć się w jadłospisie osób cierpiących na nadciśnienie. Warto zjeść gruszkę w czasie wytężonej nauki lub pracy, bo zawiera bor ułatwiający koncentrację, niezbędny także do prawidłowej gospodarki wapniowej organizmu (potrzebny jest np. w profilaktyce osteoporozy). Świeży owoc składa się w 85 proc. z wody, trzeba jednak pamiętać, że wraz z dojrzewaniem zmniejsza się ilość pektyn i kwasów owocowych, a wzrasta zawartość cukru. Średnia gruszka liczy ok. 70 kcal. Owoce dobre są nie tylko na surowo, np. kompot z suszu dobrze działa na stany zapalne układu pokarmowego, taki napój idealnie gasi pragnienie, ma także właściwości przeciwgorączkowe.

Śliwki
To jedne z najstarszych owoców, które były docenione za swoje walory smakowe i zdrowotne jeszcze przez starożytnych. Zawierają magnez, sód, potas, wapń, fosfor i żelazo. Chociaż nie są bogate w witaminę C, dzięki jednoczesnej zawartości witaminy A i rzadko występującej w owocach witaminie E, uznawane są za cenne przeciwutleniacze. Mają także sporo witamin z grupy B, dlatego cieszą się opinią owoców wpływających kojąco na układ nerwowy i poprawiających samopoczucie. Są także bogatym źródłem polifenoli, które neutralizują szkodliwe działanie wolnych rodników. Jednak znane są głównie ze swoich właściwości oczyszczających. A wszystko dzięki wysokiej zawartości pektyn i kwasów organicznych. Oczyszczanie to dotyczy nie tylko całego przewodu pokarmowego, ale działa także na poziomie komórkowym - z komórek usuwany jest tłuszcz. Dlatego wskazane są dla osób z wysokim poziomem cholesterolu, wysokim ciśnieniem oraz tym wszystkim, którzy cierpią na schorzenia lub dolegliwości przewodu pokarmowego. Trzeba pamiętać, że są kaloryczne (100g to ok. 80 - 120 kcal).Jeżeli dodamy suszoną śliwkę do ciężkostrawnych potraw np. bigosu czy pieczeni, nie będzie nam dokuczała niestrawność. Dzieje się tak dzięki zawartym w tych owocach związkom zasadotwórczym, neutralizującym nadmiar kwasów trawiennych.

Aronia
Łączy w sobie zalety zielonej herbaty i czerwonego wina. O lepszą rekomendację naprawdę trudno. To przede wszystkim jedno z najbogatszych źródeł związków antyoksydacyjnych. W 100 g znajduje się ich ok. 500 mg. Aroniowe jagody wykazują najsilniejsze działanie przeciwutleniające ze wszystkich popularnych owoców i warzyw. Obrazuje to tzw. wskaźnik ORAC (zdolność pochłaniania wolnych rodników tlenowych), który wynosi 15 820. Dla porównania: orzechy włoskie - 13 541, orzechy laskowe - 9 645, truskawki - 3 577, agrest - 3 277. Do tego dochodzą jeszcze mikroelementy - kobalt, miedź, jod, żelazo, fosfor i witaminy - C, B2, B6, PP, P, E, którymi wręcz "nadziane" są jagody. Aronia działa nie tylko przeciwnowotworowo, ale wykorzystuje się ją także do łagodzenia skutków radioterapii. Świetnie działa na wzrok. Swe lecznicze właściwości zawdzięcza także rutynie, zapewniającej dobrą kondycję naczyniom krwionośnym. Owoce aronii i ich przetwory wspomagają również usuwanie z organizmu szkodliwych metali ciężkich, np. ołowiu, gromadzących się tam z powodu zanieczyszczonego środowiska. Surowe jagody są dość cierpkie i gorzkawe, zaś przetwory, soki czy dżemy smakują wyśmienicie. Jednak największą ilość antyoksydantów i rutyny zawiera świeżo wyciśnięty sok.

Dzika róża
Chociaż to bardzo popularna roślina, to jednak nie doceniamy jej wyjątkowych właściwości. A szkoda, bo owoce dzikiej róży biją wszystkie pozostałe pod względem zawartości witaminy C. Mają jej aż 10 razy więcej niż czarne porzeczki! Dlatego wystarczą 3 dojrzałe owoce, by pokryć dzienne zapotrzebowanie na tę witaminę. Oprócz tego znajdziemy w nich także wit. A, E, B1, B2, K. Zazwyczaj z róży robi się konfitury i sosy do mięs, czasami nawet kompoty. Susz wykorzystuje się w naparach i mieszankach ziołowych. Wyciągi działają wzmacniająco przy grypie, przeziębieniu i ogólnym wyczerpaniu. Dzika róża zawiera bowiem specyficzną substancję - galaktolipid, działającą przeciwbólowo i przeciwzapalnie. Spowalnia napływ białych krwinek do stawów, hamując wydzielanie związków nasilających stany zapalne. Owoce zawierają także silne przeciwutleniacze - karotenoidy, flawonoidy i ksantofile. Dzika róża działa także przy nieżytach przewodu pokarmowego, biegunkach, w chorobie wrzodowej żołądka, dwunastnicy, chorobach zakaźnych, reumatyzmie czy oparzeniach.

Jarzębina
Koralowe, kuliste owoce to kolejne chociaż doskonałe źródło witaminy C (35-45 mg w 100 g, czyli mniej więcej tyle, co w cytrusach) i beta-karotenu. Zawierają też witaminy z grupy B, PP i K, potas, sód, magnez i miedź. Mają też kwasy organiczne, garbniki i pektyny. Trzeba tylko uważać na obecny w nich kwas parasorbinowy powodujący wymioty, nudności, biegunkę. Kwas ten ulega rozkładowi pod wpływem wyższych temperatur jak również niższych. Dlatego też najlepiej zbierać jarzębinę po pierwszych przymrozkach, gdyż wtedy traci część tej trucizny. Z tego powodu nie jada się ich na surowo, a przyrządza z nich dżemy (podawane do tłustych mięs), wódki i likiery.
W medycynie ludowej owoce wykorzystywano w chorobach płuc, nerek i wątroby. Działają moczopędnie, przeciwzapalnie, przeczyszczająco. Stosuje się je w stanach zapalnych nerek, kamicy nerkowej, w zaburzeniach krążenia i trawienia.

Buraki
Barszcz czerwony, botwinka czy buraczki zasmażane - te warzywa są dobre pod każdą postacią. Dla wszystkich, którzy jedzą dużo mięsa, pieczywa i ciasta, czyli produktów o charakterze kwasotwórczym to wręcz obowiązkowa pozycja w jadłospisie. Warunkuje bowiem równowagę kwasowo-zasadową w organizmie. To także świetny lek na anemię, niską odporność, chorobę nadciśnieniową, wzdęcia i zaparcia czy dolegliwości układu trawiennego. Szczególnie cenny jest sok z tych warzyw. Jeśli będziemy go pić wzmocnimy system nerwowy i poprawimy pamięć. Uda nam się pokonać przeziębienie, ponieważ buraki posiadają duże ilości witaminy C. Warzywa te mają w sobie dużo wapnia, magnezu, sodu, potasu oraz dwa rzadkie metale: rubid i cez. Taki skład chemiczny buraka ma bardzo duże znaczenie w zwalczaniu nowotworów.

Dynia
Soczyście pomarańczowa, pękata i raczej sporych rozmiarów, ale za to niskokaloryczna - 100 g to zaledwie 15 kcal. W dodatku dzięki zawartości celulozy pomaga w odchudzaniu. Kolor miąższu świadczy o dużej zawartości beta-karotenu, silnego przeciwutleniacza wymiatającego wolne rodniki. Co ciekawe działanie antyrakowe posiadają także pestki . Są bogate w zdrowe oleje, zawierają sole mineralne wzbogacone fosforanami, błonnik, a także niewielkie ilości enzymów, żywic, cukrów oraz związków białkowych. Obecne w nich tokoferole działają jak afrodyzjak. Dynia zawiera też białko, witaminę A, B1, B2, PP i C, zawiera dużo wapnia, żelaza, magnezu i fosforu. Dynia najlepsza jest świeża oraz bardzo dojrzała. To wtedy jej miąższ jest najsmaczniejszy. Można ją piec w piekarniku, dusić i miksować na sycące i smaczne zupy, a nawet przygotować dyniowe placki i ciasta.

Brukselka
Jest efektem krzyżówki jarmużu i zwykłej kapusty. Po ojcu ma odporność na mróz, a po przemrożeniu jest smaczniejsza, bo bogatsza w cukier. Po matce ma kształt (choć nie wzrost) i aromat. Brukselka ma dużą wartość odżywczą dzięki zawartości witamin - zwłaszcza z grupy B, soli mineralnych i karotenu. Ma też kwas foliowy, stąd polecana jest przyszłym mamom. Niestety, jak to kapusta, działa też wzdymająco, dlatego apetyty trzeba powściągnąć i nie podawać jej małym dzieciom lub osobom z kłopotami jelitowymi. Przy tym wszystkim jest niskokaloryczna i jeśli inne składniki nie będą zbyt ciężkie, nie utyjemy po nawet obfitej porcji zupy. Zalecana jest przy diecie antynowotworowej, jak pozostałe rodzaje kapust. Udowodniono, że brukselka zawiera substancje hamujące rozwój komórek nowotworowych - usuwają one białka niezbędne do podziałów komórek rakowych.

Papryka
Od koloru zależą jej właściwości - czerwona jest na przykład bogata w beta-karoten. Jest również cennym źródłem witaminy C (100 gram miąższu zawiera aż 140mg), która wzmacnia odporność. Ma też rutynę, która świetnie nadaje się dla osób, które mają problemy z kruchymi naczynkami. Z kolei zielona zawiera dużo kwasu foliowego i witaminy E. Papryka żółta lub pomarańczowa - to źródło luteiny i zeaksantyny, które unieszkodliwiają wolne rodniki w siatkówce oka, a nam zapewniają dobry wzrok. Papryka bogata jest także w prowitaminę A (substancję, która w organizmie przekształca się w witaminę A) - 100 mg na 100 gramów miąższu. Spośród innych warzyw wyróżnia się zawartością selenu, pierwiastka regulującego przemianę materii i przyspieszającego usuwanie z organizmu toksycznych produktów.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 23 paź 2011, 16:11

wp.pl napisał(a):Czy te produkty naprawdę są zdrowsze?
źródło - http://fitness.wp.pl/multimedia/galerie/art742.html

Wpływ odpowiedniej diety na naszą wagę jest oczywisty. Ale to za mało, pojawia się też coraz więcej produktów, które mają pomóc nam podreperować lub zachować zdrowie. Zapewnienia producentów kuszą klientów. Co jest prawdą, a co zdecydowanie można włożyć między bajki?

Czy probiotyki rzeczywiście podnoszą odporność organizmu?
Często przypominamy sobie o nich jesienią lub zimą, bo mają nas chronić przed infekcjami. Według obietnic producentów specjalnie wyselekcjonowane kultury bakterii znajdujące się w jogurtach, kefirach czy maślankach powinny podnosić odporność organizmu. Czy rzeczywiście się tak dzieje? Na pewno bakterie te mają dobroczynny wpływ na nasze zdrowie, bo przywracają równowagę biologiczną jelit, zaburzoną najczęściej przez kurację antybiotykową. I w tej sytuacji wspomagają układ immunologiczny. Nie należy się jednak spodziewać, że takie napoje mleczne wpłyną znacząco na wzrost naszej odporności. Ich działanie jest mocno przecenione. Istnieją nawet badania kwestionujące skuteczność probiotyków. Naukowcy z Imperial Collage London przebadali 21 osób, które przez 3 tygodnie piły probiotyki. Co prawda u większości osób wzrosła ilość dobroczynnych bakterii, jednak znalazły się też osoby, u których nie zanotowano żadnych zmian. A w zeszłym roku Urzędnicy z Europejskiego Urzędu Bezpieczeństwa Żywności zlecili analizę prawie 800 najbardziej popularnych probiotycznych przetworów mlecznych. Badanie wykazało, że hasła, którymi kuszono w reklamach, nie znajdują pokrycia w rzeczywistości.

Czy specjalne margaryny obniżają poziom cholesterolu?
Jeszcze kilka lat temu, gdy większość margaryn była produkowana metodą uwodornienia, zawierały one dużo tzw. kwasów tłuszczowych trans, powstających w procesie produkcji. Kwasy te wykazywały działanie zbliżone do nasyconych kwasów tłuszczowych, a więc niekorzystne. Obecnie większość margaryn przeznaczonych do smarowania pieczywa, nie zawiera w ogóle kwasów trans, czasami są to tylko śladowe ilości. Na podstawie badań naukowych nad sterolami roślinnymi i metabolizmem cholesterolu, na rynek wprowadzono produkty z dodatkiem stanoli i steroli roślinnych, przeznaczone dla osób z podwyższonym poziomem cholesterolu. Oprócz obniżania poziomu cholesterolu, często oferują też cenną część zalecanego dziennego spożycia tłuszczów, o niskiej zawartości nasyconych kwasów tłuszczowych. Na Uniwersytecie w Murcii przeprowadzono badania, w którym uczestniczyły 53 kobiety. Przez 3 miesiące jadły na śniadanie 2 kromki chleba smarowane kolejno masłem, oliwą i margaryną. Po zakończeniu eksperymentu okazało się, że poziom cholesterolu spadł tylko u kobiet, które jadły margarynę.

Czy żywność ekologiczna jest zawsze zdrowsza?
Zarówno owoce, warzywa jak i mięso pochodzące z ekologicznych upraw i hodowli powinny być zdrowsze, bo zawierają więcej składników odżywczych. Takie założenia mogą być czasem mylne, bo np. organiczne mleko zawiera 20 proc. więcej wit. E (badania – Newcastle University, 2006), ale jednocześnie o 15 proc. mniej wit. A od zwyczajnego(badania – University of Glasgow). Brytyjska Food Standard Agency przeprowadziła dwa lata temu badania, z których wynika, że żywność ekologiczna nie jest zdrowsza, ani nie zapewnia znaczących korzyści dla zdrowia w porównaniu ze zwykłym jedzeniem. Zbadano materiały z ostatnich 50 lat. Zaprotestowali zwolennicy organicznych produktów. Skrytykowali badaczy za to, że nie wzięli pod uwagę wpływu pestycydów i sztucznych nawozów. I rzeczywiście, jedno jest pewne – znacznie mniej w nich substancji szkodliwych dla zdrowia. Jedząc eko produkty nie podtruwamy się. Jeśli chodzi o pestycydy, żywność ekologiczna faktycznie wypada lepiej w porównaniu z konwencjonalną. Testy z ostatnich lat pokazują, że w 75 proc. przebadanych ekologicznych owoców, warzyw i herbaty pestycydów nie było. Tymczasem tylko 16 proc. konwencjonalnych produktów mogło poszczycić się brakiem pozostałości pestycydów.

Czy kawa może odchudzać?
Producenci specjalnych odchudzających kaw, a raczej napojów kawowych przekonują, że w krótkim czasie można stracić kilka dobrych kilogramów. W składzie takich „odchudzaczy” - poza ekstraktem z kawy - tak naprawdę znajduje się wiele innych substancji np. dużo błonnika czy chrom przyspieszający przemianę materii. Czy rzeczywiście działają tak rewelacyjnie? Ciekawy eksperyment przeprowadzili Brytyjczycy, którzy przez 6 tygodni dwóm grupom kobiet 3 razy dziennie serwowali odpowiednio – wyszczuplającą kawę i czekoladę. Po tym czasie okazało się, że grupa „kawowa” schudła średnio ok. kilogram, zaś panie z „czekoladowej” grupy... straciły pół kilograma.
Powszechnie kofeinę uważa się za substancję odchudzającą, bo przyspiesza metabolizm. Dlatego wykorzystuje się ją w preparatach modelujących ciało – żelach, kremach czy balsamach mających za zadanie usunąć cellulit. I na tym jej zdanie się kończy. Kofeiny nie powinno się jej traktować jako środka odchudzającego, bo tak naprawdę zwiększa ona tylko ilość oddawanego moczu. To może oczywiście skutkować krótkotrwałym spadkiem wagi, ale nie pozbędziemy się kilogramów na stałe.

Czy sok z aronii leczy nadciśnienie tętnicze?
Owoce, a przede wszystkim świeżo wyciśnięty sok z aronii - zawierający największą ilość antyoksydantów i rutyny - zaleca się nadciśnieniowcom. To też ważna informacja dla osób ze skłonnością do żylaków, miażdżycy i chorób dziedzicznych z tego tytułu. W Pomorskiej Akademii Medycznej oraz Klinice Kardiologii AM w Warszawie udowodniono, że wyciąg z tego owocu pozwala dość skutecznie regulować nadciśnienie tętnicze, zapobiega odkładaniu się cholesterolu w ściankach tętnic, a także chroni przed chorobami serca. Spadek ciśnienia notowano zaledwie po po sześciu tygodniach terapii u niemal wszystkich badanych osób. Okazuje się, że aronia zmniejsza też stany zapalne drobnych naczyń krwionośnych.

Czy produkty bez cukru i tłuszczu są zdrowsze?
Idea produktów light jest prosta - zastąpić zwykłe jedzenie żywnością odtłuszczoną i bez zawartości cukru. I w taki sposób, by smakowała jak jej pełnokaloryczne odpowiedniki, a miała mniej kalorii. W teorii wydaje się to rozwiązaniem idealnym, ale niestety tylko w teorii. Po pierwsze - w napojach, słodyczach czy dżemach cukier zastępuje się słodzikami. Najczęściej jest to aspartam - substancja niewskazana dla kobiet ciężarnych, małych dzieci oraz kategorycznie przeciwwskazana dla osób chorych na fenyloketonurię. Jeżeli chodzi zaś o tłuszcze, są one środowiskiem rozpuszczania niektórych witamin - np. A, D, E. Gdy fundujemy sobie beztłuszczowe jedzenie, rezygnujemy z nich. Musimy pamiętać, że jeżeli odejmiemy jakiś składnik, to na jego miejsce musi wejść inna substancja, nie zawsze zdrowsza czy mniej kaloryczna. Dla osób będących na diecie ważne jest przecież czy dany produkt zawiera też węglowodany, błonnik lub sód. Przed zakupem produktów light warto wcześniej zapoznać się z informacjami o dokonanych zmianach, porównać je z ich podstawowymi odpowiednikami i wybrać ten, który jest zdrowszy. I pamiętajmy, że nie zawsze mniej kaloryczny znaczy zdrowszy.

Czy makron razowy jest zdrowy?
Najbardziej kaloryczne są makarony jasne, wytwarzane z oczyszczonej mąki. Jeśli zawierają dodatek jaj, ich wartość energetyczna dodatkowo wzrasta. Jednak makarony, podobnie jak ziarna, z których zostały wyprodukowane, dostarczają składników mineralnych, witamin, błonnika, pewnych ilości białka. Jest tylko jedna zasada - by w pełni wykorzystać ich walory trzeba wybierać makarony pełnoziarniste, które są mniej kaloryczne, a zwierają więcej błonnika pokarmowego. Obecność w diecie produktów bogatych w błonnik sprawia dodatkowo, że szybciej zaspokajamy głód i dłużej czujemy się nasyceni. Wśród makaronów najwyższy indeks glikemiczny mają również te najbardziej kaloryczne. Przykładowo rozgotowany makaron spaghetti ma IG równy 55, co jednak i tak stawia go w znacznie lepszym świetle niż np. gotowany ryż (IG = 70), ziemniaki w mundurkach (IG = 65) czy puree (IG = 90). Warto pamiętać, że będzie on jeszcze niższy, jeśli ugotujemy go al dente. Także makarony razowe mają niewielki IG, bo wynosi on średnio zaledwie 40.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 23 paź 2011, 16:30

wp.pl napisał(a):Jak działa szałwia?
źródło - http://fitness.wp.pl/zdrowie/metody-nat ... alwia.html

Szałwia może osiągnąć nawet do metra wysokości, jej kwiatki są fioletowe, niekiedy różowe lub białe. Kwitnie od maja do czerwca. Liście szałwii są srebrno zielone, owłosione, podłużnie owalne, z silnie wypukłymi nerwami, o karbowanych brzegach.

Dobrze czuje się na stanowiskach słonecznych, glebach w miarę wilgotnych, pulchnych i bogatych w wapń. Można ją także hodować w doniczkach. Szałwię rozmnaża się na wiosnę, z nasion lub przez podział starszych roślin. Liście szałwii zbiera się dwa, trzy razy w sezonie, główny zbiór ma miejsce przed kwitnieniem.

Co zawiera szałwia?
Szałwię warto włączyć do diety ze względu na znajdujące się w niej witaminy, między innymi A, B1, C oraz witaminę PP. Jest także źródłem soli mineralnych, garbników, flawonoidów, kwasów organicznych i goryczy. W liściach rośliny znajdują się olejki lotne.

Środek na stany zapalne
Szałwia znana jest ze swoich właściwości przeciwzapalnych oraz przeciwbakteryjnych. To za sprawą znajdujących się w roślinie olejków eterycznych i garbników, które odznaczają się działaniem ściągającym. Ze względu na te cechy szałwia znajduje zastosowanie w stanach zapalnych jamy ustnej, dziąseł i gardła, a także przy anginie. Roślina ma działanie przeciwgorączkowe. Wyciąg z szałwii sprawdza się jako okład na niewielkie uszkodzenia skóry oraz trudno gojące się rany. Kąpiel w naparze z zioła zaleca się w chorobach reumatycznych i przy wysypkach.

Poprawa pracy układu trawiennego
Szałwia jest niezwykle pomocna przy nieżytach żołądka oraz stanach zapalnych przewodu pokarmowego. Dzieje się tak dzięki zawartym w liściach olejkom, które pomagają zwiększyć wydzielanie soków trawiennych i ograniczają fermentację w jelitach. Herbatka z szałwii łagodzi biegunkę. Zioło to ma właściwości rozkurczowe.

Pomoc przy nadmiernym poceniu się
Także osoby mające kłopoty z nadmierną potliwością powinny zainteresować się szałwią. Napar z tych ziół stosowany jest przy nocnej potliwości, gorączkach, a także potliwości wynikającej z nadczynności tarczycy i zaburzeń nerwicowych. Herbatka z szałwii wypita przed snem zaczyna działać już po ok. 2 godzinach. Pomocna jest również kąpiel w naparze z szałwii. Zarówno herbatę jak i kąpiel można przygotowywać, używając świeżych lub suszonych liści.

Na ratunek pamięci
Roślinie przypisuje się również działanie poprawiające pamięć. Szklanka naparu z szałwii ułatwia uczenie się oraz polepsza zdolność koncentracji.

Na złe samopoczucie
Szałwia ma działanie uspokajające. Zmniejsza napięcie i poprawia samopoczucie. Poza tym, herbatę z szałwii zaleca się przy zmęczeniu, niskim ciśnieniu oraz kłopotach z oddychaniem.

Jak wykorzystać szałwię w kuchni?
Szałwia, która ma tak szerokie zastosowanie jako zioło lecznicze, doskonale sprawdza się również w kuchni. Jej charakterystyczny, nieco gorzkawy smak podkreśla dania zarówno wegetariańskie, jak i mięsne czy rybne. To bardzo charakterystyczne zioło dla kuchni włoskiej.

Niezwykle proste do wykonania jest sklarowane masło na bazie szałwii. Wystarczy do rozgrzanego na patelni masła dodać kilka jej listków i smażyć razem parę minut. Takie masło świetnie pasuje do gnocchi, wszystkich rodzajów ravioli czy pierogów, np. ze szpinakiem. Masła można również użyć do smażenia ryby. Łyżeczkę świeżej, drobno posiekanej szałwii warto dodać do risotto, mielonych kotletów np. cielęcych.

Za sprawą szałwii dobrze znane nam potrawy nabiorą niecodziennego smaku. Warto inaczej niż zwykle ugotować zupę pomidorową. Pomidory zmiksować na gładko, dodać ser mascarpone, kilka plasterków pieczarek i świeżych listków szałwii. Szałwia podkreśli także smak zupy cebulowej lub porowej, obie warto podać z dodatkiem ostrego sera, np. cheddar. Zioło to świetnie sprawdza się również w daniach z jarzyn strączkowych.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 28 paź 2011, 10:46

wp.pl napisał(a):Domowe nalewki - na co działają
źródło - http://kuchnia.wp.pl/fototematy/267/1/1 ... html#photo

Alkohol na zdrowie

Polska słynie z nalewek. To nie tylko wspaniałe trunki, ale też lekarstwo na niejedną chorobę. Trzeba tylko pamiętać, że jeden kieliszek zdecydowanie wystarczy, by skorzystać z ich dobroczynnych właściwości.

Pigwówka
Po pierwsze - pigwa i pigwowiec bywają bardzo często mylone. Pierwsza ma większe owoce, najlepiej nadające się na konfitury, galaretki i kompoty. Nalewkę z kolei lepiej przyrządzić z owoców pigwowca, krzewu bardziej popularnego w Polsce. Są mniejsze, ale też bardziej wyraziste w smaku.
Składniki: 1 kg dojrzałych owoców pigwowca; 0,5 kg cukru; 0,5 litra spirytusu; 0,5 litra wódki
Sposób przygotowania:
Owoce pigwowca myjemy, osuszamy, oczyszczamy z gniazd nasiennych i kroimy na kawałki. Wrzucamy do słoika i zasypujemy cukrem. Odstawiamy na 2-3 tygodnie, codziennie mieszając, by cukier się rozpuścił. W tym czasie trzeba przyglądać się owocom, jeżeli pojawią się bąbelki (oznaka fermentacji) wtedy natychmiast przechodzimy do kolejnego etapu. Zalewamy mieszaninę owoców z cukrem alkoholem. I odstawiamy na 2-3 miesiące. Po tym czasie nalewkę przecedzamy i rozlewamy do butelek. Po paru dniach należy znów przecedzić nalewkę, bo zbierze się mętny osad.
Działanie:
Wzmacnia odporność, działa przeciwbakteryjnie i wpływa na lepszą kondycję serca - obniża ciśnienie i poziom cholesterolu.

Nalewka imbirowa
Składniki: 10 dag świeżego imbiru, 2 duże cytryny o grubej skórce, 10 dag cukru, 3 łyżki miodu, 3/4 litra wódki
Sposób przygotowania:
Imbir kroimy w paski, parzymy cytryny i kroimy je w ósemki. Wszystko wkładamy do słoja i zasypujemy cukrem. Dodajemy miód, zalewamy wódką, wstrząsamy. Odstawiamy na 2 miesiące, co kilka dni wstrząsając słojem. Po upływie 2 miesięcy nalewkę przepuszczamy przez bibułę filtracyjną i rozlewamy do butelek. Szczelnie zamykamy i odstawiamy w ciemne i chłodne miejsce na kolejny miesiąc.
Działanie:
Działa bakteriobójczo, likwiduje też nudności i mdłości. Leczy zaburzenia trawienne spowodowane małym wytwarzaniem soków żołądkowych. Poprawia apetyt, działa rozgrzewająco.

Nalewka aroniowa
Składniki: 1 kg dojrzałych owoców aronii; 0,5 kg cukru, laska wanilii, suszone kłącze imbiru, 1 litr wódki
Sposób przygotowania: Owoce aronii pozbawione ogonków i szypułek myjemy, wsypujemy do gąsiora, dodajemy cukier, wanilię i mały kawałek kłącza suszonego imbiru. Zalewamy wódką. Przez dwa tygodnie trzymamy w szczelnie zamkniętym gąsiorze, w ciepłym, słonecznym miejscu. Po tym czasie zlewamy płyn, filtrując go przez bibułę filtracyjną. Butelki szczelnie zamykamy i pozostawiamy na pół roku w ciemnym i chłodnym miejscu.
Działanie:
Nalewka aroniowa ma właściwości przeciwkrwotoczne. Pomaga w leczeniu miażdżycy, nadciśnienia tętniczego oraz niedokwaśności żołądka.

Nalewka czosnkowa
Składniki: 35 dkg obranego czosnku, 200 ml spirytusu
Sposób przygotowania:
Czosnek rozcieramy i mieszamy ze spirytusem. Słoik szczelnie zamykamy i pozostawiamy w ciemnym i chłodnym miejscu na 10 dni. Po tym czasie masę przecedzamy przez sitko, przelewamy do butelki i pozostawiamy w ciemnym miejscu jeszcze na 4 dni.
Działanie:
Ma właściwości moczopędne, wzmacniające, wykrztuśne, działa rozgrzewająco i napotnie. Nalewka jest stosowana jako środek odkażający przewód pokarmowy, przeciwskurczowy i przeciw przewlekłym biegunkom. Obniża też poziom cholesterolu. W tym wypadku stosuje się kurację kropelkową (3 razy dziennie). Zaczynamy od jednej kropli, zwiększając każdorazowo dawkę o kolejną kroplę. Po 11 dniach należy pić po 25 kropli trzy razy dziennie, aż nie skończy się mikstura. Taką kurację stosujemy raz do roku.

Nalewka orzechowa
Składniki: 10 niedojrzałych orzechów włoskich, 1 litr wódki, 3 łyżki cukru
Sposób przygotowania:
Orzechy - wraz z niedojrzałą, zieloną łupiną - drobno kroimy, wsypujemy do słoja i zalewamy wódką. Pozostawiamy na miesiąc aż płyn stanie się ciemnobrunatny. PO tym czasie zlać płyn z orzechów do innego naczynia, filtrując go przez gazę. Orzechy zasypać cukrem i pozostawić jeszcze na 2 tygodnie. Powstały syrop cukrowy połączyć z nalewką i pozostawić do sklarowania.
Działanie:
Przede wszystkim świetnie działa na niestrawność. Likwiduje bóle żołądka i jelit.

Nalewka farmaceutów
Składniki: 1 litr mleka tłustego, 1 kg cytryn, 1 litr spirytusu
Sposób przygotowania:
Cytryny myjemy, obieramy ze skórki oraz albedo (białej, wewnętrznej części skórki). Żółtą skórkę z jednej cytryny odstawiamy do wykorzystania. Obrane cytryny kroimy w plasterki, oczyszczamy z pestek i wkładamy do słoja. Zasypujemy niedużą ilością cukru, mieszamy, lekko wyciskając. Dodajemy skórkę z cytryny i zalewamy mlekiem i spirytusem. Słój zamykamy i odstawiamy w ciemne, chłodne miejsce na 5 tygodni. Pamiętajmy przez ten czas, żeby co kilka dni potrząsnąć słojem. Po 5 tygodniach filtrujemy nalewkę przez bibułkę filtracyjną do butelek. Filtrujemy powoli, kroplami. Nalewka powinna być klarowna i mieć żółto-zielonkawy kolor. Jeśli trzeba, powtarzamy filtrowanie.
Działanie
Wzmacnia odporność, przeciwdziała przeziębieniom, a poza tym... poprawia nastrój.

Nalewka malinowa
Składniki: 1 kg malin, 1 litr spirytusu, syrop cukrowy (z 1 lita wody i 25 dkg cukru).
Sposób przygotowania:
Maliny zalewamy spirytusem i odstawiamy w słoneczne miejsce na miesiąc. Potem nalewkę zlewamy, przefiltrowując przez bibułę i łączymy z syropem cukrowym. Szczelnie zamykamy i pozostawiamy na tydzień. Po tygodniu ponownie filtrujemy i rozlewamy do butelek, szczelnie korkujemy i pozostawiamy na pół roku w chłodnym i ciemnym miejscu.
Działanie:
Działa przeciwgorączkowo i przeciwkaszlowo, wywołuje poty, dlatego najczęściej stosujemy ją w trakcie przeziębienia czy grypy. Dobrze wpływa też na pracę przewodu pokarmowego.

Nalewka benedyktyńska
składniki: 1 litr spirytusu, 1/2 szklanki rumu, po 5 dkg jałowca i korzenia arcydzięgla, szczypta szafranu, 1/2 laski wanilii, 1/2 gałki muszkatołowej, korzeń goryczki żółtej, łyżeczka melisy, 1/2 łyżeczki nasion kolendry, 1 i 1/4 kg cukru
Sposób przygotowania:
Roślinne składniki tłuczemy w moździerzu, zalewamy rumem, zamykamy i odstawiamy w chłodne miejsce. Po 4-5 dniach dodajemy spirytus, po 24 godzinach przefiltrowujemy. Gotujemy syrop z cukru i 1,5 litra wody, zbieramy szumowiny. Gdy wystygnie mieszamy go z ziołowym alkoholem. Przelewamy do butelek i zostawiamy na pół roku.
Działanie:
Usprawnia przemianę materii, reguluje wydzielanie soku żołądkowego, uspokaja, działa nasennie.

Nalewka z czarnego bzu
Składniki: 1 kg owoców czarnego bzu, 1 litr spirytusu, syrop cukrowy (z 0,5 litra wody i 0,25 kg cukru)
Sposób przygotowania:
Owoce zalewamy spirytusem i trzymamy w szczelnie zamkniętym gąsiorze przez miesiąc w ciepłym miejscu. Po tym czasie filtrujemy, zlewamy i dodajemy syrop. Zamykamy gąsior, a nalewkę odstawiamy na tydzień. Potem ponownie filtrujemy i rozlewamy do butelek. Te powinny stać zamknięte przez pół roku w ciemnym, chłodnym miejscu.
Działanie
Pozwala pozbyć się toksyn, służy jako środek oczyszczający organizm. Działa napotnie, moczopędnie, łagodzi gorączkę. Pomaga w przewlekłych zaparciach.

Nalewka bursztynowa ojca Klimuszki
Składniki:50 g okruchów bursztynu, 1/2 litra spirytusu
Sposób przygotowania:
Bursztyn wsypujemy do słoja, zalewamy spirytusem, zamykamy i odstawiamy na 2 tygodnie w ciemne miejsce. Gotowe. Nalewki nie trzeba przecedzać
Działanie:
Dodawana po kilka kropli do cieplej wody i pita na czczo zapobiega infekcjom i poprawia odporność. W czasie choroby, gdy mamy kaszel warto nią smarować piersi i plecy. Wcierana w skronie łagodzi ból głowy.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 28 paź 2011, 23:58

wp.pl napisał(a):Ziemniaki, kukurydza i groszek mogą Cię zabić! Poznaj największych zbrodniarzy z królestwa roślin
źródło - http://ksiazki.wp.pl/gid,1796,tytul,Zie ... leria.html

Czy wiedzieliście o tym, że... ziemniaki, kukurydza, fasola, groszek, maniok i orzechy nerkowca, a więc rośliny w wielu regionach świata będące jednym z głównych składników codziennej diety, stają się w pewnych okolicznościach trujące?
Nie wspominając już o czerwonych nasionach, które zatrzymują pracę serca, krzewie jako sprawcy nieznośnego bólu czy roślinie, która sprawi, że zaczniesz się… ślinić! Na kolejnych stronach piszemy także o zabójczych grzybkach, roślinach mięsożernych, botanicznych rodzinach przestępczych i roślinach, które pragną zabić Twojego kota.
Tak, tak, to nie żarty. Świat roślin jest zamieszkiwany przez wielu morderców, sadystów, socjopatów i oszustów. „W królestwie roślin czai się niezgłębione zło” – twierdzi Amy Stewart, która postanowiła opisać w swojej książce wszystkie Zbrodnie roślin (Wyd. W.A.B.).

Zabójcze ziemniaki
Przeciętny mieszkaniec Ziemi zjada około 33 kilogramów ziemniaków rocznie. Praktycznie w całej Europie ziemniak jest podstawowym składnikiem codziennej diety. W Polsce ziemniakom poświęcono nawet… dwa pomniki, w Biesiekierzu i w Poznaniu (Pomnik Pyry). Warto więc wiedzieć, że ta bylina z rodziny psiankowatych zawiera truciznę zwaną solaniną. Może ona wywoływać pieczenie i problemy żołądkowo-jelitowe, a nawet śpiączkę i – w rzadkich przypadkach – śmierć…
„Gotowanie ziemniaków zabija większość zawartej w nich solaniny, ale jeśli bulwa była długo wystawiona na działanie światła i jej skórka przybrała zieloną barwę, oznacza to podniesiony poziom toksyny” – czytamy w Zbrodniach roślin.

Kukurydza zwyczajna
„Rdzenni mieszkańcy obu Ameryk potrafili bezpiecznie przyrządzać to lokalne zboże. Tradycyjne przepisy każą dodawać do kukurydzy wapna gaszonego, czyli wodorotlenku wapnia, naturalnie występującego minerału” – pisze Amy Stewart. Co ciekawe, podstawowy przepis na tortillę w dalszym ciągu zaleca dodanie wapna gaszonego. Skąd takie zalecenie?
Otóż, bez wapna zawarta w kukurydzy niacyna nie wchłonie się do organizmu, a to zaczyna być groźne w przypadku, gdy kukurydza jest głównym składnikiem naszej diety lub gdy spożywamy ją bez dodatków. Pierwsi osadnicy nie zdawali sobie sprawy z ryzyka i ciężki niedobór niacyny w organizmie wywołał u nich schorzenie zwane rumieniem lombardzkim lub pelagrą.
Już w 1735, gdy zaczęto do Europy sprowadzać kukurydzę, u ubogich mieszkańców Hiszpanii zaczęto obserwować takie symptomy choroby, jak zapalenie skóry, demencję, biegunkę i… śmierć. W pierwszej połowie XX wieku na pelagrę zachorowały trzy miliony Amerykanów (sto tysięcy zmarło). Dzisiaj kukurydzę uważa się za zdrową i bezpieczną o ile je się ją z innymi potrawami.

Groszek
Znany też jako groszek zwyczajny lub lędźwian siewny. Od stuleci ważny składnik pożywienia w krajach śródziemnomorskich Afryce, Indiach i innych częściach Azji. „Podobnie jak większość roślin strączkowych jest doskonałym źródłem protein, ale ma jedną zasadniczą wadę: zawiera neurotoksynę o nazwie kwas beta-N-oksalil-diaminopropionowy, w skrócie beta-ODAP”.
Zatrucie kwasem, tzw. latyryzm, objawia się najpierw słabnięciem nóg. „Później toksyna niszczy komórki nerwowe, powodując paraliż dolnej części ciała. Ofiara, nieleczona, umiera”.
Skąd więc niesłabnąca popularność groszku? „Otóż jeśli wystarczająco długo moczy się go w wodzie lub jeśli sfermentuje w chlebie lub placku, nie stanowi wielkiego zagrożenia. Groszek siewny jest jedną z nielicznych roślin uprawnych, która potrafi przetrwać długotrwałą suszę. Ludziom nie pozostaje wówczas wiele więcej do jedzenia – ale nie mają też dość wody, by odpowiednio namoczyć groszek”…
Już Hipokrates ostrzegał, że ci, którzy „stale jedzą groszek, staną się słabi w nogach”. W dzisiejszych czasach niszczące skutki latyryzmu odczuwa się chociażby w Etiopii czy Afganistanie.

Czerwona fasola
Czerwona fasola jest coraz popularniejsza w naszej kuchni. W prawie każdej restauracji znajdziemy ją w składzie różnego rodzaju dań głównych i sałatek. Okazuje się jednak, że czerwona fasola stanowi zagrożenie, jeśli jest surowa lub niegotowana:
„Szkodliwy związek w fasoli to fitohemaglutynina, wywołująca silne nudności, torsje i biegunkę. Ofiary zwykle szybko zdrowieją, ale pełne objawy występują po spożyciu zaledwie czterech, pięciu nasion. Częstą przyczyną zatrucia czerwoną fasolą jest niedostateczne ugotowanie surowych nasion w elektrycznym rondlu”.

Cis pospolity – seryjny zabójca
Już w 1240 roku cis pospolity został opisany jako „drzewo pełne jadu i trucizny”. Nie bez powodu w Anglii nazywa się cis „drzewem cmentarnym”. W 1990 roku burza obaliła prastary cis rosnący przy kościele w angielskiej wiosce Selborne, odsłaniając jednocześnie… kości dawno zmarłych osób splecione z jego korzeniami.
Cis pospolity jest trujący właściwie w całości. Wyjątkiem jest miąższ czerwonych nibyjagód (tzw. osnówki), ale znajdujące się wewnątrz nasienie również jest toksyczne.. „Osnówka jest lekko słodka, co stanowi pokusę dla dzieci. Zjedzenie zaledwie kilku nasion lub garści listowia wywołuje zaburzenia żołądkowo-jelitowe oraz niebezpieczne spowolnienie pulsu i wiąże się z ryzykiem ustania pracy serca”.
Autor jednego z podręczników medycznych zauważa, że „wiele ofiar nigdy nie zdołało opisać swoich objawów”. Dlaczego? Bo znaleziono je martwe. Cis jest także wielkim zagrożeniem dla zwierząt. „Na ogół pierwszym objawem zatrucia cisem jest niespodziewana śmierć” – czytamy w jednym z artykułów z dziedziny weterynarii.

Parzące drzewo
Malutkie drzewko Gympie Gympie budzi największy strach spośród wszystkich drzew Australii. Dlaczego? „Każdy cal rośliny pokryty jest cienkimi krzemionkowymi włoskami, przypominającymi meszek na brzoskwini, lecz zawierającymi złośliwą neurotoksynę. Wystarczy dotknąć rośliny, by poczuć nieznośny ból, który może się utrzymywać nawet przez rok. W niektórych przypadkach szok wywołany tym doznaniem jest tak wielki, że prowadzi do zawału serca”.
Włoski są tak małe, że z łatwością wnikają pod skórę i ich usunięcie jest praktycznie niemożliwe… „Ból po poparzeniu nawraca się przez wiele miesięcy, pod wpływem bardzo nieskiej lub bardzo wysokiej temperatury, lub po prostu przy dotykaniu skóry” – pisze Stewart, a dalej podaje jeszcze przykłady dotkliwych spotkań z rośliną:
„Pewien żołnierz do dziś pamięta poparzenie, którego doznał podczas szkolenia w 1941 roku. Wpadł prosto na roślinę i całym ciałem wszedł z nią w bezpośredni kontakt. Przez trzy tygodnie leżał przykuty do szpitalnego łóżka w stanie prawdziwej agonii. Inny oficer poparzył się tak mocno, że nie mogąc znieść bólu, popełnił samobójstwo”.

Socjopaci z królestwa roślin
Oddzielny rozdział książki Amy Stewart poświęciła roślinnym socjopatom. Trudno się dziwić, gdyż roślin zachowujących się obrzydliwie i stwarzających kłopotliwe sytuacje naprawdę nie brakuje: „Wśród winowajców są między innymi podpalacze – rośliny, które posługują się ogniem by pozbyć się konkurencji i oczyścić pole dla swego potomstwa. […] Inni sprawcy roślinnych przestępstw śmierdzą, ślinią się, a nawet krwawią. Nie zapraszaj żadnego z tych wykolejeńców na przyjęcie w swoim ogrodzie”.
Z piromanów warto wyróżnić na przykład dyptam jesionolistny (po zbliżeniu płonącej zapałki, cała roślina staje w ogniu), eukaliptusa (na zdj.;wytwarzane przez eukaliptusy lotne olejki eteryczne miały wpływ na rozprzestrzenienie straszliwego pożaru w Oakland, który zniszczył tysiące domów) czy tłuste drzewo, które wytwarza łatwopalną żywicę (co więcej, ogień powoduje odmłodzenie tej rośliny, która jako pierwsza wykiełkuje ze spalonej doszczętnie ziemi).

"Trupi kwiat" i inni śmierdziele
Z grona śmierdzieli wyróżnić można chociażby raflezję Arnolda, przez mieszkańców nie bez powodu nazywaną „trupim kwiatem”. „Doprawdy tylko botanik mógłby pokochać ten przysadzisty, cętkowany, pomarańczowy pasożytniczy kwiat, który rośnie w indonezyjskiej dżungli. Kwitnie przez kilka dni i śmierdzi w tym czasie jak gnijące mięso, przyciągając padlinożerne muchy”.
Inne przykłady to grewilla (cuchnie jak stare skarpetki), kosaciec cuchnący (jak palona guma, czosnek lub nadpsute mięso), ciemiernik cuchnący (jak kot lub skunks) czy strójlist wyprostowany (ogradnicy powiadają, że pachnie piżmem lub… mokrym psem).

Roślina, do której będziesz się mocno ślinić…
Już w 1898 roku profesor King pisał w swoim amerykańskim zielniku lekarskim o roślinie silnie oddziałującej na gruczoły ślinowe człowieka: „Ślinotok jest w takich wypadkach bardzo obfity, poważnie utrudnia wysławianie się i często sprawia, iż osoba przyjmuje pochyloną pozycję w celu szybszego usunięcia nadmiaru śliny. Jednorazowo może dojść do wydzielenia pół lub całego listra śliny, a bywa, że i więcej”.
Roślina, o której mowa to potoślin pierzastolistny. Nie warto jej jednak używać do zrobienia kawału gościom na przyjęciu, gdyż po ślinotoku następują trwające godzinami nudności, zawroty głowy i inne nieprzyjemne objawy.

Jedne z najbardziej niebezpiecznych nasion na ziemi
Modligroszek właściwy wije się w tropikalnej dżungli, a dojrzałe okazy wytwarzają silną, zdrewniałą łodygę, na której mogą się wesprzeć i wspiąć na wysokość nawet do pięciu metrów. „Te lśniące, jasnoczerwone nasionka z czarną kropą oczka […] wielkością i ubarwieniem przypominają biedronki, co czyni z nich popularne ziarenka do wyrobu biżuterii” są „tak toksyczne, że jedno dobrze przeżute ziarno wystarcza, by zabić człowieka”.
Co więcej, nawet przebijanie twardych łupin naraża producenta biżuterii na ryzyko: „ukłucie palca igłą przy nawet niewielkiej ilości pyłu z modligroszku może być śmiertelne. Niebezpieczne jest już samo wdychanie pyłu”.
Niestety, pisze Stewart, kolorowe nasionka są wyjątkowo atrakcyjne dla dzieci. Modligroszek potrafi „zacałować dziecko na śmierć”, jak ostrzegał pewien indyjski lekarz.

Tysiąc jeden sposobów na otrucie twojego kota
„Niektóre zwierzęta są dość inteligentne, by unikać szkodliwych dla nich roślin, ale jaką masz pewność, że twój ulubieniec właśnie do nich należy?” – pyta Amy Stewart i zdradza, które gatunki mogą spowodować „ulubione” objawy wszystkich posiadaczy domowych zwierzaków, a więc wymioty i biegunkę. Przedstawia też inne skutki zatruć oraz rośliny, które mogą doprowadzić do śmierci zwierzaka…
Dobrym przykładem są lilie, których wszystkie części są dla kotów toksyczne. Skutkiem zatrucia jest… ustanie pracy nerek i śmierć w ciągu 24 do 48 godzin. Z kolei marihuana może osłabić system nerwowy zwierzaka i doprowadzić do padaczki lub śpiączki.
Nandina, ozdoby krzew nazywany niebiańskim bambusem, produkuje cyjanki, powodujące ataki padaczki, śpiączkę, ustanie pracy układu oddechowego i śmierć. Narcyz i tulipan to kolejne przykłady roślin niebezpiecznych dla kotów. Cebulki tych kwiatów zawierają toksyny, które mogą powodować silny ślinotok, zapaść, dreszcze i problemy z sercem.

Jadowity bliźniak pomidora
Początkowo europejscy osadnicy uważali pomidory za równie trujące, jak inne znane im psiankowate. Trudno im się dziwić, gdyż „przypominały z wyglądu swoją kuzynkę, zabójczą psiankę, i innych niegodziwych krewnych, takich jak psychoaktywna mandragora, przeklęty tytoń i odurzający lulek czarny, wilcza jagoda i datura”.
Wiele psiankowatych zawiera alkaloidy tropanowe, które wywołują halucynacje, padaczkę i śmiertelną śpiączkę.
Już siedemnastowieczny myśliciel John Smith porównywał „gęstniejące opary grzechu i występku” do złowrogich mocy „jadowitej psianki, która sączy zimną truciznę w umysł człowieka”.

Zabójcze grzyby
Grzyby nie są prawdziwymi roślinami, gdyż należą do królestwa Fungi, ale i tak w Zbrodniach roślin zasłużyły na osobny rozdział, a to ze względu na spora liczbę zgonów, których są sprawcami.
W 1909 roku „London Globe” donosił, że z powodu zatrucia grzybami rocznie umiera aż dziesięć tysięcy Europejczyków. Obecnie nie dysponujemy wiarygodnymi źródłami na ten temat, ale „w samych Stanach Zjednoczonych centra toksykologiczne otrzymują w tej sprawie ponad siedem tysięcy zgłoszeń rocznie”.
Od czasu do czasu wybuchają wciąż prawdziwe epidemie zatruć grzybami. Przykładowo w 1996 roku grzyby zabiły ponad stu mieszkańców Ukrainy, co spowodowane było niezwykle obfitym wysypem grzybów w tamtejszych lasach.

Sromotniki
Najbardziej niebezpieczne odmiany grzybów atakują wątrobę i nerki, powodując nieodwracalne uszkodzenia tych organów i śmierć. Szacuje się, że muchomory sromotnikowe są odpowiedzialne za 90 proc. nieszczęśliwych wypadków związanych ze spożyciem grzybów na świecie.
Wystarczy pół sromotnika, by zabić dorosłego człowieka. Blisko spokrewniony ze sromotnikiem jest także muchomor wiosenny oraz muchomor jadowity, również uznawane za jedne z najbardziej trujących gatunków grzybów.
„Objawy zatrucia sromotnikiem mogą wystąpić dopiero po kilku godzinach od zjedzenia grzyba, a takie opóźnienie leczenia zwykle przynosi tragiczne konsekwencje” – pisze Stewart.

Muchomor czerwony
Z kolei muchomor czerwony to jeden z najlepiej rozpoznawanych grzybów na świecie, być może dzięki temu, że często pojawia się na ilustracjach w książkach dla dzieci (przykładowo gąsienica paląca fajkę wodną w Alicji w krainie czarów najprawdopodobniej siedziała właśnie na muchomorze czerwonym).
„W każdym razie symptomy, jakich doświadczyła Alicja po skosztowaniu kawałka grzyba, nie różnią się zbytnio od pierwszych oznak zatrucia tym gatunkiem. Zawroty głowy, omamy i odurzenie poprzedzają głęboki sen lub śpiączkę” – czytamy w Zbrodniach roślin.

Rośliny mięsożerne
„Rośliny żywiące się mięsem to doskonały przykład na to, jak świetnie można sobie radzić w kiepskiej sytuacji. Wiele z nich żyje na bagnach i mokradłach, gdzie trudno o substancje odżywcze, rozwinęły więc zmyślne sposoby chwytania żywych stworzeń, by skonsumować je na obiad” – pisze Amy Stewart.
Najbardziej efektowną rośliną mięsożerną jest kapturnica, która wyrasta na wysokość 30 cm i wydaje wspaniałe, oryginalne kwiaty: „Owady dostają się do wnętrza rurkowatego liścia, zwabione produkowanym tam nektarem i toną w sokach trawiennych, które wypełniają dolną część rośliny.
Czasami kapturnice hoduje się jako rośliny doniczkowe; można przeprowadzić sekcję zwłok dobrze odżywionego okazu, rozcinając na całej długości podobny do fletu liść i odsłaniając przerażającą zbiorową mogiłę zgładzonych much” – czytamy w Zbrodniach roślin.

Nie samymi mrówkami żyje roślina..
Rosnące w dżungli na Borneo rośliny z rodzaju Nepenthes są podobne, ale działają w inny sposób: „Wytwarzają pnące łodygi i zwisające z pnącza kielichowate kwiaty, które wabią owady. Niektóre mogą zawierać prawie litr soków trawiennych”.
Najczęściej Nepenthes żywią się mrówkami i pluskwiakami, ale od czasu do czasu pozwalają sobie na większy posiłek…
„W 2006 roku turyści zwiedzający ogród botaniczny w Lyonie narzekali na wstrętny fetor w oranżerii. Personel przeprowadził śledztwo, podczas którego znaleziono częściowo strawioną mysz wewnątrz wielkiego okazu dzbanecznika uciętego (Nepenthes truncata)” - czytamy w Zbrodniach roślin.

O książce
To nie jest poradnik, jak otruć teściową! To kryminał w darze od natury! Mordercze rośliny, zabójcza książka!
Na poprzednich stronach zaprezentowaliśmy zaledwie kilka niewielkich fragmentów z fascynujących Zbrodni roślin Amy Stewart. Na prawie 240 pięknie i bogato ilustrowanych stronach tej starannie wydanej książki, autorka opisuje jeszcze dziesiątki roślin zabójczych, nielegalnych, nieznośnych, niszczących czy sprawiających ból.
Pisze o toksycznych roślinach doniczkowych, roślinach psychodelicznych, chwastach masowej zagłady, trawnikach śmierci, trujących kwiatach i ogrodach, roślinach powodujących ślepotę czy roślinach fototoksycznych („ich soki spalają ci skórę, jeśli wystawisz ją na działanie światła”). Amy Stewart, prowadząc nas przez ten zdradliwy gąszcz, opowiada historie i anegdoty, które zmrożą krew w żyłach nawet najbardziej nieustraszonego ogrodnika. Owoce nasączone trucizną, ziarna zatrzymujące pracę serca, paraliżujące gałązki albo bluszcze duszące niczym węże boa.
„Ta książka skończy wasze beztroskie życie. Będziecie podejrzliwie patrzeć nawet na zwykłą sałatę” – napisał dziennikarz „The New York Times”. „Who’s who w przerażającym świecie roślin” – to z kolei opinia z „The Boston Globe”. Nie sposób się nie zgodzić.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 1 lis 2011, 22:06

wp.pl napisał(a):Jedz i chudnij!
źródło - http://kobieta.wp.pl/gid,13927019,img,1 ... &_ticrsn=3

Ananas
Jeść i nie tyć - to marzenie niemal każdej z nas. Oto produkty, które je spełniają. Pobudzają trawienie, wspomagają spalanie tłuszczów, zmniejszają apetyt. To prawdziwi „kilerzy” zbędnych kilogramów i dodatkowych centymetrów w talii! Jeśli zagoszczą w jadłospisie na stałe - nadwaga przestanie być twoim utrapieniem.
To numer jeden wśród produktów wspomagających odchudzanie. Ananas zawdzięcza to bramalinie - enzymowi, który reguluje przemianę materii, pomaga strawić białko oraz oczyszcza przewód pokarmowy.
Jej działanie wspomagają inne składniki ananasa, przede wszystkim witamina C, która także rozpuszcza tłuszcz i zwalcza wolne rodniki. Witaminy z grupy B poprawiają wydolność organizmu, zaś potas usuwa z tkanek nadmiar wody i kwas moczowy. Jedz tylko surowe owoce! Te z puszki mają dużo kalorii i są pozbawione bromaliny.

Kasza jaglana
To najzdrowsza z kasz: obfituje w witaminy z grupy B, lecytynę oraz wapń, fosfor, potas, żelazo. Zawiera krzemionkę, bardzo rzadko występującą w produktach spożywczych, która ma korzystny wpływ na stawy, a także poprawia wygląd skóry, paznokci i włosów.
Kasza jaglana jest sycąca i lekkostrawna. Możesz ją jeść bez obaw, że odłoży się postaci dodatkowych kilogramów. Ma wysoki poziom białka, a nie zawierając glutenu, nie uczula. Możesz ją jeść z owocami, duszonymi warzywami.

Pomidory
Mają mało kalorii, bo aż w 90 proc. składają się z wody. Przeciętny pomidor ma tylko 19 kalorii, a jego indeks glikemiczny wynosi 15.
Pomidory są źródłem błonnika, potasu (usuwa nadmiar wody z organizmu) i likopenu (zapobiega chorobom układu krążenia i niektórym nowotworom).

Karczochy
Warzywo to nie jest u nas znane, ale warto wprowadzić je do jadłospisu. Ma bardzo mało kalorii: 100 g dostarcza tylko 10 kalorii.
Jest natomiast skarbnicą niemal wszystkich witamin (poza C i E) oraz składników mineralnych takich jak: sód, potas, magnez, wapń i fosfor. Karczochy zawierają cynarynę i flawonoidy, które pobudzają wydzielanie żółci, co przyśpiesza spalanie tłuszczu.

Cykoria
Jest doskonałym sprzymierzeńcem w odchudzaniu. Zawarty w niej rozpuszczalny błonnik, inulina, ogranicza wchłanianie tłuszczu z przewodu pokarmowego. Gdy cykorię popijemy sporą ilością wody, w jelitach stworzy się żelowa galaretka, dzięki czemu nie odczujemy głodu.
Substancje goryczkowe pobudzają wydzielanie soków żołądkowych, usprawniają trawienie i pomagają organizmowi w przemianie tłuszczów oraz wchłanianiu składników odżywczych. Cykorię warto dodawać do sałatek, na kanapki, a nawet chrupać między posiłkami.

Imbir
To naturalny termogenik. Powoduje zwiększenie wydatków energetycznych, przyśpiesza przemianę materii oraz pobudza wydzielanie enzymów spalających tłuszcz. Imbir obniża poziom cholesterolu we krwi, reguluje pracę woreczka żółciowego, zapobiega wzdęciom oraz zmniejsza wydzielanie kwasów żołądkowych.
Swoją nienaganną figurę zawdzięcza imbirowi Angelina Jolie, która codziennie pije wywar z tego kłącza. Taki wywar możesz przygotować sama. Pokrój na plasterki pięciocentymetrowy kawałek imbiru i zalej litrem gorącej wody. Gotuj na małym ogniu przez 15 minut. Pij w ciągu dnia.

Soczewica
Jest bogata w białko i rozpuszczalny błonnik, dwa składniki, które stabilizują poziom cukru, zapobiegając wzrostowi insuliny we krwi.
Ma więcej białka niż taka sama ilość mięsa. Aby je strawić, organizm musi się bardziej „napracować”, gdyż musi zużyć więcej energii. A to przyśpiesza spalanie tłuszczu!

Jabłka
To sprzymierzeniec walki z nadwagą. W 100 gramach tych owoców znajduje się najwyżej 50 kalorii. Jabłka są bardzo sycące.

Zawierają pektyny, które pęcznieją w żołądku i jelitach, co sprawia, że czujemy się najedzeni. Usuwają też z organizmu toksyny i nadmiar wody, a także przyśpieszają trawienie.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 8 lis 2011, 17:44

wp.pl napisał(a):Jaką rybę wybrać?
http://kuchnia.wp.pl/zyj-zdrowo/health/ ... brac-.html

Ryby są uznawane za wartościowy element diety. Powinny znaleźć się w menu przynajmniej 2–3 razy w tygodniu. Nie bez znaczenia jest jednak to, jaką rybę wybierzemy. Zawartość składników odżywczych w ich mięsie może bowiem znacznie się różnić. Zależy ona między innymi od gatunku, warunków hodowli oraz sposobu utrwalania i przechowywania.
Jaką rybę wybrać?

Chude czy tłuste?
Na wartość odżywczą ryb wpływa w dużej mierze zawartość tłuszczu. Ryby chude są przede wszystkim źródłem witamin rozpuszczalnych w wodzie (z gr. B). Ryby tłuste dostarczają dodatkowo witamin A, D i E. Warto również wiedzieć, że tłuszcz rybi (zwłaszcza ryb morskich), w przeciwieństwie do innych tłuszczów pochodzenia zwierzęcego, nie musi być w diecie ograniczany. Jest on źródłem cennych dla zdrowia niezbędnych wielonienasyconych kwasów tłuszczowych z grupy omega-3. Kwasy te pełnią w organizmie szereg ważnych funkcji. Ich obecność wpływa między innymi na obniżenie agregacji płytek krwi, rozszerzenie naczyń krwionośnych, spadek ciśnienia tętniczego oraz poprawę odporności. Ponadto kwasy omega–3 zmniejszają poziom „złego cholesterolu”, działają przeciwnowotworowo i poprawiają pamięć.

Wybierając porcję ryby nie należy zatem kierować się jedynie wartością kaloryczną. Nawet jeśli mięso ryby jest nieco bardziej tłuste, ale jednocześnie bogatsze w kwasy omega-3, zdecydowanie warto wprowadzić je do menu.

Słodkowodne czy słonowodne?
W sklepach dostępne są ryby morskie i słodkowodne. Zarówno jedne, jak i drugie dostarczają wartościowego białka, witamin oraz składników mineralnych (wapnia, fosforu, magnezu). Ryby morskie charakteryzują się jednak wyższą zawartością niezbędnych wielonienasyconych kwasów tłuszczowych z grupy omega-3 oraz jodu, pierwiastka ważnego m.in. dla prawidłowej pracy tarczycy. Ilość jodu w mięsie ryb słodkowodnych mieści się w przedziale 1,5 – 25 ug na 100 g, a w przypadku ryb morskich może wynosić nawet do 200 ug na 100 g.

Rozsądny wybór
Najbardziej wartościowe są świeże ryby przygotowane na parze lub pieczone w rękawie foliowym. Zachowują wówczas maksymalną ilość cennych składników odżywczych. Warto wybierać młode i niezbyt duże sztuki. Jeśli podczas zakupów zauważymy, że ryba wydziela intensywny zapach, jest pokryta dużą ilością śluzu, ma rozwarty otwór gębowy, matowe łuski, mętne, zapadnięte oczy i wzdęty brzuch - to znak, że jest nieświeża.
Sięgając po przetwory rybne solone np. filety śledziowe powinniśmy pamiętać, aby przed spożyciem dobrze je wypłukać w wodzie, w celu uśnięcia części sodu. Jego zawartość może w nich dochodzić nawet do 5000 mg na 100 g. Jeśli preferujemy ryby w puszkach, lepiej wybrać te w sosie własnym lub pomidorowym. Konserwy rybne w oleju są znacznie bardziej kaloryczne. Kupując ryby wędzone warto upewnić się, czy faktycznie pochodzą z prawdziwej wędzarni. Znaczna cześć ryb uznawanych za wędzone, jest poddawana jedynie dzianiu roztworu, który nadaje smak wędzenia.

Przegląd rybnego menu
Dorsz – chuda ryba morska o delikatnym, białym mięsie. Zawiera znaczną ilość jodu. Jest niskokaloryczna, niestety dostarcza niewielkich ilości kwasów omega–3 (do 0,5 g/100g).
Śledź – należy do tłustych ryb morskich. Śledzie są doskonałym źródłem kwasów omega-3 i witaminy D.
Makrela – tłusta ryba morska, bogata w kwasy omega-3. Zawiera również sporo żelaza, witaminy A i PP.
Karp – ryba słodkowodna, charakteryzuje się delikatnym, tłustym, soczystym mięsem. Porcja karpia o wadze 100 g dostarcza ok. 18 g białka, 5 ug witaminy D i 40 ug witaminy A.
Panga – ryba słodkowodna, importowana z wietnamskich hodowli znajdujących się w delcie rzeki Mekong. Cieszy się dużą popularnością, jednak jej wartość odżywcza jest często niższa niż innych ryb słodkowodnych. Panga ma zazwyczaj mniej białka i kwasów omega–3.
Tuńczyk – ryba morska, może osiągać znaczne rozmiary (waga nawet do 900 kg). Należy do drapieżników. Jego mięso zawiera sporo białka. Ze względu na tendencję do kumulowania rtęci, nie jest polecany w diecie kobiet ciężarnych.
Łosoś – żyje w wodach morskich i słodkich (na okres tarła wpływa do rzek). Charakteryzuje się różowoczerwonawym mięsem bogatym w tłuszcz. Zawiera znaczne ilości kwasów tłuszczowych omega-3 oraz witaminy E (ok.2,2 mg na 100 g).
Sardynki – stanowią jedno z najlepszych źródeł wapnia w diecie, 100 g dostarcza go w ilości 330 mg. Zawierają również sporo żelaza oraz kwasów omega–3.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 8 lis 2011, 17:48

wp.pl napisał(a):Dlaczego warto jeść polskie ryby?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-zdrowo/health/ ... ryby-.html

Ryby warto jeść każdego dnia, tak przekonywała nas reklama. I rzeczywiście, są nie tylko smaczne, ale i zdrowe.
Dlaczego warto jeść polskie ryby?

A chociaż na halach i w sklepach rybnych kupić możemy najróżniejsze, pochodzące z odległych zakątków świata ryby, warto pamiętać o rybach typowych dla naszych wód i poznać ciekawe sposoby ich przyrządzania.

Dlaczego warto jeść ryby?
Zawartość składników odżywczych w rybach morskich i słodkowodnych nieco się różni. Ryby słodkowodne mają mniej tłuszczu, ale jednocześnie zawierają znacznie mniej cennych kwasów wielonienasyconych tłuszczowych. Najwięcej ich mają ryby żyjące w naturalnych akwenach, ponieważ kwasy te syntetyzowane są przez glony morskie, które następnie zjadane są przez drobne organizmy, a później przez ryby.

Kwasy te są tak istotne, ponieważ znacznie zmniejszają ryzyko chorób serca, układu krążenia oraz udaru mózgu, regulują ciśnienie tętnicze i gospodarkę lipidową krwi. Ryby dostarczają też witamin: z grupy B, a także A, D, E, PP i minerałów: jodu, selenu, wapnia i żelaza. Witaminy A i E to naturalne antyutleniacze, witaminy z grupy B zapobiegają anemii, wspomagają pracę serca i układu nerwowego. Witamina D wzmacnia odporność, a PP reguluje poziom cholesterolu oraz cukru we krwi.

Śledź
Jedną z najpopularniejszych ryb morskich jest śledź. Dzięki temu, że łatwo go zakonserwować zawsze był obecny na polskich stołach, nawet w tych regionach Polski, które leżą daleko od morza. Śledź należy do ryb z gatunku Clupea, żyjącego w wodach strefy umiarkowanej i chłodnej Atlantyku od Oceanu Arktycznego do kanału La Manche i Morza Bałtyckiego.

Śledź jest rybą tłustą, co oznacza, że bogatą w kwasy tłuszczowe omega-3. Ryby te zwykle jadamy na trzy sposoby: z cebulką i śmietaną, solone lub smażone. Można jednak spróbować podać je inaczej. Smaczne są pieczone w folii z ziołami, np. świeżym rozmarynem i czosnkiem, grillowane lub duszone w warzywach: pomidorach, cebuli, papryce, cukinii.

Można też przyrządzić z nich doskonałą i prostą do zrobienia sałatkę, idealną na kolację ze znajomymi. Aby ją przygotować wystarczy cztery filety śledzia solonego wymoczyć w mleku, pokroić w kostkę, dodać sparzone duże krewetki, wymieszać z gęstym jogurtem i śmietaną, dodać spore ilości koperku i przeciśniętego przez praskę czosnku.

Sandacz
Zamieszkuje słodkie wody śródlądowe oraz słonawe zalewy wybrzeży Morza Bałtyckiego, Czarnego i Kaspijskiego. Sandacz wyróżnia się opalizującymi oczami, które nocą, w świetle latarki, nabierają czerwonej barwy. Ta drapieżna ryba potrafi osiągnąć ponad metr długości i ważyć aż 23 kilogramy. Kupując sandacza warto zwrócić uwagę, aby nie był mniejszy niż 45cm. Mięso ryby jest białe, prawie bez ości, jędrne i delikatne. Sandacz, obok dorsza, zalicza się do najchudszych ryb. Doskonale smakuje zapiekany z porem pod beszamelem. Innym dobrym pomysłem jest ugotowanie sandacza w esencjonalnym wywarze z warzyw i podanie go w sosie śmietanowym. Rybę należy gotować przez około pół godziny. Aby przygotować sos należy zeszklić cebulę, dodać odrobinę mąki i zaprawić gęstą śmietaną. Rybę można posypać zieleniną.

Węgorz
Zamieszkuje stawy, jeziora, rzeki i płytkie wody przybrzeżne Bałtyku. Samica osiąga nawet do metra, podczas gdy samiec zwykle ma tylko 50 cm. Dojrzałość płciową osiąga dopiero po 12 latach, wówczas zmienia kolor z żółtego na srebrny. Węgorz smaczny jest smażony, wędzony i gotowany. Dobrze pasuje też do hiszpańskiej potrawy, paelli. Warty wypróbowania jest przepis na węgorza w sosie koperkowym. Rybę gotuje się w wywrze z jarzyn, a sos przygotowuje się z zasmażki rozprowadzonej gęstą śmietaną i doprawionej posiekanym koperkiem. Rybę przekłada się do sosu, chwilę podgrzewa razem i podaje z ziemniakami.

Szczupak
Żyje w stawach, jeziorach i rzekach. To duża ryba, która może osiągnąć nawet 1,5 metra i 25 kilogramów. Szczupak cieszy się opinią ryby wykwintnej, odznacza się chudym, białym i delikatnym mięsem. Ryba doskonale smakuje zarówno gotowana, smażona jak i pieczona, na gorąco i na zimno. Warto spróbować szczupaka faszerowanego. Rybę nacina się i do środka wkłada parę listków laurowych, gałązek pietruszki i odstawia. Następnie z czerstwej bułki wymieszanej z czterema łyżkami mleka przygotowuje się farsz. Gdy bułka napęcznieje, dodaje się żółtko, nać pietruszki i przyprawy, ryba dobrze smakuje doprawiona na ostro. Farsz powinien być wyrobiony na jednolitą masę. Z szczupaka wyjmuje się listki laurowe (pietruszka może zostać) i wkłada farsz, a potem dokładnie zamyka ją szpadkami lub wykałaczkami. Rybę, w nasmarowanym oliwą naczyniu żaroodpornym, wkłada się do nagrzanego do 200 stopni piekarnika na ok. 40 – 50 minut.

Sieja i sielawa
Kto jeszcze nie próbował siei i sielawy, powinien jak najszybciej to zrobić. Ryby te zamieszkują głębokie i zimne jeziora, spokrewnione są z rybami łososiowatymi: łososiem, trocią i pstrągami. Obie mają zielonkawe grzbiety i białawe boki i podbrzusze. Średnia długość siei wynosi między 30 a 50 cm, z kolei sielawa osiąga ok. 30 cm. Obie ryby mają charakterystyczny smak, którego nie warto zakłócać zbyt wymyślnymi przepisami i przyprawami. Doskonale smakują podane z ćwiartkami cytryny, z grilla lub smażone czy pieczone.

Pstrąg
Pstrąg jest rybą górską, żyje w rzekach górskich i górnych odcinkach rzek średnich nizinnych. Należy do rodziny łososiowatych. Pstrąg smaczny jest upieczony, obłożony plasterkami cytryny i podany z chlebem, warto też spróbować pstrąga smażonego z masłem czosnkowym. Pod koniec smażenia do ryby dodaje się kilka łyżek masła i przeciśnięty przez prasek czosnek. Ryba przygotowana w ten sposób ma bardzo delikatne mięso. Innym pomysłem jest zawinięcie ryby w folię, obłożenie plasterkami czosnku, marchewki i nacią pietruszki, nasmarowanie masłem i upieczenie na grillu lub na parze.

Wybór ryb i sposób ich przyrządzania jest naprawdę szeroki, dlatego: naprawdę warto je jeść, jeśli nie każdego dnia to przynajmniej chociażby raz w tygodniu.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 9 lis 2011, 15:12

wp.pl napisał(a):Kiedy kolor ma znaczenie?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/fototematy/272/1/1 ... psze-.html

O wyższości razowego pieczywa nad lekkimi jak puch bułkami słyszał chyba każdy. Czy warto jednak zawsze sugerować się zasadą "ciemniejsze jest lepsze" w kulinarnych wyborach? Jak się okazuje, nie wszystko co ciemne, jest zdrowsze czy mniej kaloryczne. Które odpowiedniki są więc lepsze, a kiedy kolor zupełnie nie ma znaczenia?

Pieczywo
Jest podstawą codziennej diety. W postaci kanapek - na śniadanie i kolację, jako przekąska - w szkole czy pracy. Niestety dla większości walczących z nadwagą jest także przyczyną wyrzutów sumienia i symbolem dietetycznego grzechu. Zaznaczmy jednak, że mowa tu o najpopularniejszym w Polsce białym, pszennym pieczywie. Specjaliści zdrowego żywienia od lat zachęcają nas do zastąpienia białego chleba ciemnym, z mąki razowej pochodzącej z pełnego przemiału. Jest najzdrowszy, bo bogaty w błonnik i cenne minerały: fosfor, cynk, krzem, fluor, wapń, potas i witaminy z grupy B.

Uważaj na farbowane pieczywo
Kolor pieczywa zależy oczywiście od rodzaju mąki, z której został wykonany. Najtańszy chleb pszenny produkowany jest z najmniej wartościowego typu mąki. W wyniku jej produkcji ziarna pszenicy zostają pozbawione swojej łupiny - zewnętrznej części, z której powstają otręby - i zarodków. A to właśnie w nich znajduje się najwięcej składników odżywczych! Ze zdrowotnego punktu widzenia pozbawia się więc tego, co najcenniejsze. Prawdziwe, ciemne pieczywo zawdzięcza swoją brunatno-szarą barwę mące, która powstała z przemiału pełnego ziarna. Ale tu uwaga, ciemny kolor nie oznacza od razu, że chleb powstał z pełnoziarnistej mąki. Często pszenne pieczywo jest po prostu "farbowane" karmelem.

Cukier
Najczęściej stosowanym w polskich domach cukrem jest cukier buraczany, czyli cukier biały. Ta odmiana to jednak zaledwie 30 proc. światowej produkcji. Dominujące 70 proc. stanowi produkcja cukru trzcinowego, który znany był już 3000 tys. lat p.n.e!
Główna różnica między cukrem białym a brązowym, to rośliny z których został wyprodukowany. Etapy produkcji i składniki cukru są podobne. Skąd więc brązowa barwa cukru trzcinowego? To skutek zabarwienia melasą, która jest produktem ubocznym produkcji cukru. W przypadku cukru białego ten ciemno-brązowy syrop powstały na etapie wirowania jest usuwany. Z kolei w produkcji cukru trzcinowego wcześniej oddzieloną melasę ponownie dodaje się do osuszonych kryształków cukru. Na tym kończą się różnice, bo gotowy produkt to identyczna sacharoza w białej lub brązowej postaci.

Cukrowe kalorie
Pod względem wartości odżywczych obydwa produkty wypadają podobnie. Niestety poza sacharozą w cukrze znajdują się znikome ilości minerałów. Kaloryczność tych produktów również jest porównywalna. W 100g cukru białego jest 396 kcal natomiast w przypadku trzcinowego ok.20 kcal mniej. Warto jednak pamiętać, że zazwyczaj kryształki cukru brązowego są mniejsze niż w przypadku jego białego odpowiednika. Co za tym idzie, łyżeczka brązowego cukru może być bardziej kaloryczna niż białego!

Miód
Ten szlachetny, złocisty produkt to prawdziwa skarbnica dobroczynnych substancji. Od wieków ceniono jego właściwości zdrowotne i walory smakowe. Ze względu na działanie antybakteryjne, przeciwzapalne, wykrztuśne i wzmacniające miód jest skuteczny w walce z przeziębieniem. Jednak w zależności od rodzaju, tego czy powstał z nektaru lub spadzi, różny jest jego wygląd oraz właściwości.
Jak się okazuje miód miodowi nierówny i w tym przypadku kolor może być dla nas cenną wskazówką. Najzdrowsze są bowiem miody ciemne np. spadziowy, gryczany, wrzosowy. Ciemny miód spadziowy to bogactwo minerałów: potasu, fosforu, wapnia i żelaza. Działa korzystnie na drogi oddechowe, układ krwionośny czy pokarmowy. Z kolei miód gryczany o barwie ciemnoherbacianej lub intensywnie brązowej zawiera dużo żelaza, magnezu, witaminy C, rutyny i białka. Ze względu na to jest zalecany osobom cierpiącym na anemię czy ogólne osłabienie organizmu.

Jasne też dobre
Choć ciemne miody przewyższają swoich jasnych odpowiedników pod względem składników mineralnych i witamin, nie oznacza to, że miody jasne nie działają korzystnie na nasz organizm. Każdy prawdziwy - czyli naturalny - miód ma właściwości zdrowotne, a jego wybór powinniśmy dopasować przede wszystkim do potrzeb naszego organizmu i dolegliwości.

Piwo
Ten złocisty trunek spożywany w rozsądnych ilościach korzystnie wpływa na nasze zdrowie. Liczne badania potwierdziły, że piwo pozytywnie działa np. na układ krwionośny i moczowy, obniżając ryzyko zawału serca czy wspomagając filtrację nerek. Piwo zawiera też sporo substancji odżywczych takich jak błonnik, witaminy i minerały. Choć nie zachęcamy, aby to właśnie ono było ich głównym źródłem w diecie, to niepodważalna jest zawartość witamin: A, D, B, E i H, a także potasu, fosforu, magnezu, wapnia i sodu w tym napoju.

Na zdrowie?
Jeśli jednak poza samą przyjemnością spożywania piwa, zależy ci na jego prozdrowotnym działaniu powinieneś je dobrać do swoich potrzeb. Jak się bowiem okazuje, piwo jasne i ciemne mają różne właściwości. Dla przykładu jasne piwa jęczmienne są najlepszym źródłem krzemu, który zapobiega osteoporozie. Z kolei ciemne piwo zawiera więcej wolnego żelaza oraz przeciwutleniaczy niż piwo jasne. Dodatkowo ciemne piwo działa relaksująco i ułatwia zasypianie. Jeśli więc miewasz problemy z zasypianiem i cierpisz na niedobór żelaza powinieneś częściej sięgać po piwo ciemne. Z kolei dla wszystkich dbających o swoje kości zalecamy piwo jasne.

Ryż
Niezastąpiony dodatek do licznych potraw, zwłaszcza w kuchni chińskiej, ale nie tylko. Bez niego nie ma włoskiego risotto, hiszpańskiej paelli czy polskich gołąbków. Choć do wyboru mamy liczne gatunki, ale do zadań specjalnych warto spróbować ryżu brązowego. To on powinien zdetronizować dominujący w naszej kuchni ryż biały.
Bogactwo błonnika i białka to główny powód, dla którego osoby dbające o zbilansowaną dietę, go wybierają. Dzięki pozostawieniu zewnętrznej warstwy ziarna- łupiny- brązowy ryż zawiera więcej błonnika niż ryż biały. Dodatkowo, ma większą zawartość białka.

Ciemny bardziej sycący
Ryż biały poddany procesowi oczyszczania i polerowania zostaje pozbawiony znacznej ilości substancji odżywczych. Brązowy, z którego usuwane są jedynie plewy, zawiera wszystko to, co w mniejszym stopniu zostaje po obróbce w ryżu białym, czyli witaminy B1, B2, PP, a także żelazo i wapń. Tym, którzy skrupulatnie liczą kalorie w swojej diecie, warto przypomnieć, że ryż brązowy jest bardziej odżywczy niż ryż biały, posiada bowiem wolno rozkładające się węglowodany. Ma też większą zawartość tłuszczu. Wadą ryżu brązowego jest też dłuższy czas gotowania. Mając jednak na uwadze bogactwo witamin i mikroelementów zawartych w brunatnych ziarenkach, ciemny ryż jest po prostu zdrowszy.

Winogrona
Bez względu na to czy wolisz jasne czy ciemne, te okrągłe owoce są słodkie, soczyste i bardzo smaczne. Jednak ich pozytywne właściwości nie kończą się na smaku. Poza przyjemnością jedzenia, winogrona dostarczają naszemu organizmowi wiele cennych substancji. Należą do nich witaminy: A, C i B oraz mikroelementy: potas, fosfor, wapń, magnez, cynk, miedź, bor. Dzięki temu można powiedzieć, że winogrona są po prostu dobre na wszystko! Korzystnie działają na układ krwionośny - obniżają wysokość ciśnienia tętniczego, pokarmowy - pobudzają perystaltykę jelit, układ nerwowy - odżywiają nasz mózg, ułatwiają koncentrację i sprawność myślenia.

Przeciwutleniacze w ciemnej skórce
Co istotne, winogrona są doskonałym źródłem przeciwutleniaczy. Warto jednak dodać, że pod tym względem ciemne winogrona, przewyższają te jasne. W ich ciemnej skórce znajduje się bowiem więcej antocyjanów, naturalnych barwników, które należą do grupy flawonoidów. Te ostatnie to wspomniane przeciwutleniacze, które korzystnie chronią komórki naszego organizmu przed wolnymi rodnikami oraz rozwojem chorób nowotworowych.


Jestem z zawodu technologiem cukrownictwa i co do cukrów opisanych wyżej miałbym dużo, a może i bardzo dużo do dodania. Ale krótko:
Sprzedawany w handlu cukier "żółty" - zarówno buraczany jak i trzcinowy - można uzyskać powlekając gotowe już kryształy cukru białego cieniuteńką warstewką melasu albo nie oczyszczać do końca zagęszczanego syropu cukrowego i krystalizować od razu cukier brązowy "w masie". Tylko cukier brązowy ma pewne przewagi zdrowotne nad białym. Cukry "żółte" to zwykła handlowa ściema.
Są jeszcze półprodukty nie opuszczające linii produkcyjnej w cukrowniach, tzw. mączki(*), których użycie na przykład do pieczenia pierników albo do kawy zdecydowanie podnosi ich walory smakowe. Mączki mają niestety bardzo nikłą trwałość i absolutnie nie nadają się do obrotu handlowego.

(*) - Znany jest (był) także cukier ciemny, tak zwany surowy, głównie sprowadzany z Kuby w ramach "pomocy gospodarczej" dla reżimu Fidela Castro. Gdyby nie ogólnie fatalna jego jakość i mnóstwo przypadkowych zanieczyszczeń z ziemią włącznie, byłby zupełnie niezłym cukrem brązowym...
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 11 lis 2011, 19:23

wp.pl napisał(a):Menu na wzmocnienie odporności
źródło - http://fitness.wp.pl/zdrowie/metody-nat ... nosci.html

Dieta w kolorach tęczy
W okresie jesienno – zimowym, kiedy zmniejsza się dostępność świeżych warzyw i owoców, codzienna dieta często staje się mniej urozmaicona. Zdarza się, że brakuje w niej ważnych witamin i minerałów, które wspierają układ odpornościowy. Warto zatem wiedzieć, w jakich produktach szukać w ciągu jesiennych i zimowych miesięcy składników, które zapewnią skuteczną ochronę przed atakiem bakterii i wirusów.

Postaw na witaminy
Wśród witamin, wspomagających układ odpornościowy, na pierwszym miejscu jest witamina C, którą, poza importowanymi owocami cytrusowymi, znajdziemy również we wszystkich rodzajach kapusty oraz owocach dzikiej róży. Witamina C jest obecna, choć należy zaznaczyć, że w mniejszej ilości, również w kapuście kiszonej.
Korzystny wpływ na system immunologiczny ma także witamina A. Do jej dobrych źródeł należą: podroby (wątroba), żółtka jaj oraz pełnotłuste przetwory mleczne. Warto pamiętać, że prowitamina A (beta - karoten) jest obecna w wielu warzywach, z których w okresie jesienno - zimowym najłatwiej dostępna jest marchew i dynia. Przygotowując surówkę z marchwi lub dyni warto dodać trochę oleju roślinnego np. słonecznikowego, rzepakowego lub lnianego. W obecności tłuszczu zwiększa się przyswajalność beta – karotenu.
Aktywność komórek układu odpornościowego jest również warunkowana przez witaminę E. Jej doskonałym źródłem są orzechy, nasiona, awokado oraz oleje roślinne (słonecznikowy, z zarodków pszenicy). Zawartość witaminy E w orzechach laskowych wynosi średnio aż 40 mg w 100g!

Doskonałe trio
Żelazo, cynk i selen to składniki mineralne niezwykle ważne do sprawnego działania układu odpornościowego. Kiedy spada ich spożycie, zmniejsza się jednocześnie zdolność organizmu do skutecznego likwidowania szkodliwych mikroorganizmów. Aby zrealizować dzienne zapotrzebowanie na żelazo, cynk i selen należy zadbać o urozmaicenie diety. Wymienione składniki mineralne występują bowiem w różnych grupach produktów spożywczych. Razowe pieczywo, żółte sery, wątroba, kasza gryczana, mięso to dobre źródła cynku. Łatwo przyswajalne żelazo jest obecne głównie w podrobach i czerwonym mięsie, a selen w owocach morza, rybach i nerkach. Wśród produktów roślinnych selenu dostarczają nasiona roślin strączkowych oraz czosnek.

Pożyteczne mikroorganizmy
Sprawność układu odpornościowego poprawiają również produkty probiotyczne, czyli zwierające pożyteczne mikroorganizmy. Probiotyki to najczęściej bakterie z rodzaju Lactobacillus i Bifidobacterium. Jeśli dostaną się do organizmu w odpowiedniej ilości, wykazują dobroczynny wpływ na zdrowie. Ich obecność w przewodzie pokarmowym hamuje rozwój niekorzystnych mikroorganizmów gnilnych i chorobotwórczych, redukuje objawy alergii na mleko, sprzyja degradacji związków rakotwórczych oraz redukcji poziomu cholesterolu. Pożytecznych mikroorganizmów najlepiej szukać w mlecznych napojach fermentowanych typu „bio”.

Warto wiedzieć:
Twardziak jadalny nazywany również twardziakiem shitake, to tuż obok pieczarki jeden z najczęściej uprawianych grzybów na świecie. Jego doskonały smak i aromat sprawia, że jest cenionym dodatkiem wykorzystywanym do przygotowania potraw. Okazuje się jednak, że poza walorami smakowymi, twardziak zawiera również specyficzny polisacharyd (lentinan), który mobilizuje układ odpornościowy do walki z wirusami i komórkami nowotworowymi.
Tłuste ryby morskie, orzechy włoskie, nasiona dyni i siemię lniane stanowią dobre źródła kwasów tłuszczowych omega – 3, zwiększających odporność organizmu.
Czosnek pospolity zawiera kilkadziesiąt chemicznie czynnych związków, wśród których znajduje się allina. Allina przekształca się podczas żucia i miażdżenia ząbków czosnku w allicynę, która wykazuje działanie bakteriobójcze. Najskuteczniejszym działaniem w walce ze szkodliwymi mikroorganizmami charakteryzuje się surowy, zmiażdżony czosnek. Dobrym sposobem na usunięcie nieprzyjemnego oddechu powstającego po jego spożyciu, jest żucie natki pietruszki lub ziaren kawy.
Kiełki pszenicy są doskonałym źródłem witaminy B6, która zwiększa odporność organizmu. Co bardzo ważne, kiełki są dostępne przez cały rok. Można je kupić w większości sklepów lub w ciągu kilku dni wyhodować samodzielnie w domu. Dobrym źródłem wit. B6 są również: drożdże, otręby, zarodki pszenne, nasiona roślin strączkowych i orzechy.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 11 lis 2011, 19:46

wp.pl napisał(a):Jakich owoców i warzyw nie należy obierać ze skórki?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-zdrowo/health/ ... orki-.html

Już nasze babcie mówiły - owoców i warzyw nie obieraj ze skórki! Wszystko, co najcenniejsze znajduje się tuż pod nią. I miały rację. Jeśli nie musimy - nie pozbawiajmy ich skórki, bo tracimy to, co najzdrowsze.
Jakich owoców i warzyw nie należy obierać ze skórki?

Zamiast więc sięgać po nóż, umyjmy jarzyny i owoce pod bieżącą wodą i chrupmy w całości, najlepiej na surowo. Oczywiście we wszystkim wskazany jest umiar! Nie zjadajmy w całości dyni czy avocado.

- Do obierania warzyw i owoców podchodzimy zdroworozsądkowo. Jeśli skórka jest bardzo cienka, niewłochata (włoski często podrażniają jamę ustną czy przewód pokarmowy) i opornie schodzi - najlepiej byśmy jej nie zdejmowali. Natomiast owoce i warzywa charakteryzujące się grubą bądź włochatą skórką zapewne obierzemy, gdyż ich konsumpcja byłaby raczej niemożliwa - mówi Magdalena Czyrynda-Koleda, specjalistka ds. żywienia człowieka z Poradni Dietosfera w Warszawie. - By zachować jak najwięcej cennych składników, starajmy się obierać możliwie cienko, np. zostawiając białą błonę pomarańczy czy grejpfruta, gdyż w niej także koncentruje się wiele substancji odżywczych, między innymi witamina C. Do obierania używajmy jedynie narzędzi nierdzewnych (noże, skrobaczki, tarki). Żelazo bowiem niszczy witaminy, a zwłaszcza witaminę C.

Prawdziwą zbrodnią jest obieranie jabłek. Pozbywamy się w ten sposób obecnego w skórce kwasu ursolowego, który ogranicza wchłaniania tłuszczu, obniża poziom cukru i cholesterolu, a także wspomaga muskulaturę organizmu. Tuż pod skórką jabłka znajduje się też najwięcej witamin - C, A, B1, B2, PP i B3. W białych błonkach cytrusów, poza witaminą C, znajdują się też cenne pektyny. To składnik błonnika, który wspomaga proces trawienny. Z kolei skórka cukinii jest bogata w luteinę, substancję zapobiegającą zwyrodnieniu plamki żółtej oka. Łupinka winogrona zawiera resweratrol, a cebuli - kwercetynę. Oba związki zmniejszają ryzyko wystąpienia chorób krążenia, raka jelita i prostaty oraz poprawiają odporność.

- Skórka warzyw i owoców bogata jest w fitoskładniki, czyli naturalne substancje chemiczne, wytwarzane przez rośliny w celu ochrony ich przed negatywnym działaniem czynników zewnętrznych, m. in. promieniowaniem słonecznym, atakami owadów czy grzybów. Wspomniane związki są odpowiedzialne za charakterystyczną barwę, smak i zapach owoców oraz warzyw. Doskonale też wpływają na nasze zdrowie - tłumaczy specjalistka ds. żywienia człowieka z Dietosfery. - Na przykład kwercetyna zawarta w jabłkach zmniejsza ryzyko choroby serca i wpływa na obniżenie poziomu cholesterolu we krwi, taniny obecne w żurawinie pomagają w zwalczaniu infekcji układu moczowego i zmniejszają objawy choroby wrzodowej, likopen w pomidorach pomaga chronić przed rakiem prostaty i chorobami układu krążenia, zaś beta-karoten zawarty w marchwi wspomaga układ odpornościowy i chroni organizm przed chorobami nowotworowymi.

Oprócz fitoskładników skórka warzyw i owoców jest bogata w błonnik, który wspomaga nasz układ trawienia, działając w jelitach jak miotełka oczyszczająca je ze zbędnych toksyn i resztek pokarmu. Marchew, pomidor czy jabłko to jednocześnie źródła witaminy C, a pomidor także potasu.

Skórka warzyw czy owoców dostarczy nam wiele cennych składników nie tylko wówczas, gdy zjadamy je na surowo. Podczas obróbki termicznej tak owoce, jak i warzywa tracą wiele cennych składników. Możemy jednak tego uniknąć, jeśli będziemy je gotować w skórkach. Dzięki temu nie trafią one do wody, tylko pozostaną w warzywie. Jeśli nawet nie mamy ochoty zjeść łupinki, zdejmijmy ją po ugotowaniu - możliwie jak najcieńszą warstwę.

- Podczas przyrządzania przetworów owocowych np. z żurawiny czy śliwek, po ugotowaniu często przecedzamy je, wyrzucając przy okazji pozostałe skórki - co jest dużym błędem. Jedzmy je - zachęca dietetyczka. - Osoby, które mają problemy z przewodem pokarmowym lub z jakiś innych względów zdrowotnych nie mogą jeść całych owoców bądź warzyw, powinny obierać je jak najcieniej, by straty odżywcze były jak najmniejsze.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 13 lis 2011, 15:05

wp.pl napisał(a):Na świętego Marcina najlepsza gęsina
źródło - http://kuchnia.wp.pl/mm/miszmasz/1165/1 ... esina.html

Czy gęsina na Święto Niepodległości ma szansę stać się tym, czym indyk dla Amerykanów na Święto Dziękczynienia? Niedoceniane przez Polaków mięso jest rarytasem dla naszych zachodnich sąsiadów. Szkoda, że jemy go tak mało, bo gęsina ma same zalety – nie dosyć, że smaczna to jeszcze o małej zawartości cholesterolu, natomiast dużej ilości wskazanych dla organizmu nienasyconych kwasów tłuszczowych i witamin.
Na świętego Marcina najlepsza gęsina
Białe gęsi biegające po łące już dawno wpisały się w krajobraz polskiej wsi, niestety nie oznacza to, że regularnie bywają na naszych stołach. By zmienić tą sytuację, już po raz trzeci Slow Food Polska oraz Instytut Zootechniki PZB–ZD Kołuda Wielka organizują w całym kraju akcję promocyjną pod hasłem: „Gęsina na św. Marcina”

„Polacy zaś ten zwyczaj mają, dzień świętego Marcina gęś tłustą piekają” – pisał w 1630 roku Kasper Twardowski. O starym zwyczaju podawania dań z gęsi 11 listopada świadczy też wiele przysłów: „Święto Marcina - dużo gęsi się zarzyna”, „Na świętego Marcina lepsza gęś niźli zwierzyna”, „Na Marcina gęś do komina”, „Na świętego Marcina najlepsza gęsina: patrz na piersi, patrz na kości, jak zima nam zagości”, czy „Gdy Marcinowa gęś po wodzie, będzie Boże Narodzenie po wodzie”.

Jak to możliwe, że tak ceniona setki lat temu na ziemiach polskich gęś, teraz jest traktowana po macoszemu? Skąd się bierze powszechna opinia, że gęś jest tłusta i łukowata? Przecież jej smak docenia wiele państw w Europie. Za paradoks uznać można fakt, że niechętnie po nią sięgamy, a jesteśmy jej największym producentem na Starym Kontynencie. Tylko na rynek niemiecki eksportujemy jej około 18-20 tysięcy ton rocznie, a polska gęś uchodzi tam za rarytas. Jest tak od wielu dziesięcioleci.

- Tradycje hodowli i kulinarnej obecności gęsi na polskich stołach sięgają XVII wieku. W XIX wieku na warszawskiej giełdzie towarowej sprzedawano rocznie ponad 3,5 miliona żywych gęsi, które później gęsiego wędrowały głównie do Prus – opowiada dr Halina Bielińska z Kołudy Wielkiej.

Owsiane mięso
- Polska słynie z gęsi i ich różnorodności. Mamy ich w naszym kraju ok. 20. odmian – mówi Jacek Szklarek, prezes Slow Food Polska. - Najcenniejsze mięso pochodzi od gęsi owsianej, czyli takiej, która przez ostatnie trzy tygodnie swojego życia żywiła się wyłącznie owsem. Taką technologię chowu gęsi opracowano w Instytucie Zootechniki w Kołudzie Wielkiej. Zjada go ok. 15 kilo, a sama osiąga wagę ok. 5,5 -6 kilo. Ważny jest przy tym wiek gęsi, nie może mieć więcej niż 17 - 18 tygodni. Wyjątkowe podczas chowu tych ptaków jest to, że są cały czas na pastwisku i wspaniale adaptują się do środowiska. Wszystkie wymienione czynniki sprawiają, że w rezultacie mięso gęsi jest zdrowe, chude i wyjątkowo smaczne.

Krajowa Rada Drobiarstwa podaje, że posiadające dużo białka i witamin (A, B1, B2, D, E i PP), fosforu, żelaza i magnezu, nienasyconych kwasów tłuszczowych, mięso gęsi jest wyjątkowo zdrowe. Natomiast gęsi tłuszcz, ze względu na znaczną zawartość korzystnych kwasów nienasyconych, zaliczany jest do kategorii „zdrowszych” tłuszczów zwierzęcych. Zalety tego mięsa doceniają nasi kucharze. Wykwintne dania z jej udziałem podawane są w najlepszych rodzimych restauracjach. Do tegorocznej akcji „Gęsina na św. Marcina” Slow Food zaprosił 30 najlepszych polskich restauracji z ich szefami kuchni.

- Bardzo się cieszę, że my jako Polacy powoli odkrywamy na nowo naturę kuchni polskiej, do której z całą pewnością należy nasza gęsina. Przecież takiej jakości produktu w kuchni może nam pozazdrościć cały gastronomiczny świat – stwierdza Wojciech Modest Amaro z restauracji Atelier Amaro w Warszawie. Z kolei Marcin Filipkiewicz z restauracji Copernicus w Krakowie dodaje, „że nie spodziewał się tak dużego zainteresowania ze strony cudzoziemców daniami na bazie polskiej gęsiny. Oczywiście, prym tutaj wiodą Niemcy i Austriacy, dla których to poniekąd dania narodowe”. Natomiast dla Bartosza Budnika z restauracji „Romantyczna” w hotelu dr Ireny Eris pod Ostródą, „gęsina, to fenomen, który nawet z odległych miast potrafi przyciągnąć smakoszy do naszej restauracji na eskalopki z gęsich wątróbek czy też na klasyczną czerninę”.

Dobra, bo polska
Skąd się biorą polskie gęsi na stołach? Weźmy pod lupę karmioną owsem gęś białą kołudzką - to odmiana produkowana w renomowanym ośrodku hodowlanym (Zakład Doświadczalny Instytutu Zootechniki) w Kołudzie Wielkiej k. Inowrocławia, który jest dostarczycielem materiału hodowlanego dla gęsich ferm w całej Polsce. Udział tej odmiany w polskim eksporcie gęsiny stanowi aż 95 procent.

Jest jeszcze gęś rypińska - rodzima, lokalna odmiana gęsi, sklasyfikowana na początku XX wieku. Nigdy nie była poddawana żadnej selekcji czy hodowli kierowanej genetycznie, podobnie jak wiele biegających po polskich polach odmian. Samo zdrowie!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez TakiJeden » N, 13 lis 2011, 18:05

Na svatého Martina hus, a lahev vina -- jak głosi czeskie przysłowie. Dzień św. Marcina miał w średniowieczu charakter małego karnawału: Adwent był wtedy postny zaś trwał 6 a nie, jak dzisiaj, 3 do 4 tygodni. Post zatem zaczynał się 12 listopada a trwał do Bożego Narodzenia. A przed postem należało się najeść i nabawić tak, by starczyło do święta. Dlatego dzień św. Marcina w całej Europie miał tradycję ucztowania. A gęś? no cóż, młode gąski właśnie urosły, utuczyły się i dojrzały pod nóż... Podobnie, z zebranych we wrześniu winogron właśnie dojrzało młode wino i było czym gąskę popić. Warto pamiętać skąd wzięły się takie czy inne tradycje.
TakiJeden
 
Posty: 1467
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 13 lis 2011, 18:55

TakiJeden napisał(a):Warto pamiętać skąd wzięły się takie czy inne tradycje.

Kłania się imć pan Kitowicz Jędrzej i jego "Opis Obyczajów"...
Tudzież Karol Zbyszewski - "Niemcewicz od przodu i od tyłu...".
Warte pozycje zaznajomienia się, oj warte...
Ale na przysłowiach i porzekadłach to się można srodze... przejechać.
Same one drwią z siebie... na przykład:
Jak na świntego Hironima je dysc, abo go ni ma,
To na świnta Ada pada, abo... nie pada.


A co do gęsiny... jadało się u Rodziny na wsi i nadal jada...
A gęsi smalec to nawet do domu od nich wozi...
Dopóki bada się mięso gęsi hodowanych na podwórkach wszystko wygląda ładnie i zachęcająco.
Jak hodowcy zwęszą rynek i zbyt, zacznie się hodowla stricte biznesowa.
Jaki to będzie miało skutek na jakość i smakowitość?
Ano taki sam jak rosół z kury biegającej po podwórku i tenże z brojlera hodowlanego kupewanego w markecie - trudno to porównać, wiem. Można jednak zrobić łatwy eksperyment: kupić jajka z wydrukowanym numerkiem zaczynającym się od "0"(*) i drugie z numerkiem zaczynającym się od "3", ugotować obydwa razem na miękko i porównać smaki. A jak do tego dodamy jeszcze trzecie jajeczko, takie bez żadnego numerka kupione od gospodyni wiejskiej, to wynik eksperymentu będzie pełen wiedzy nie "popychanej" w ciemny kąt... reklamą.
Ale oczywiście dobrze jest, że polscy hodowcy gęsi zrzeszają się i wspólnie walczą o rynki zbytu.

A wracając jeszcze do tekstów poetyckich...
Napisała dawno temu Agnieszka Osiecka dla Skaldów i Łucji Prus:
"Gęsi już wszystkie po wyroku,
Nie doczekają się kolędy..." - http://szasad.wrzuta.pl/audio/9oEijZupe ... iach_lisci
I konia z rzędem dzisiejszemu słuchaczowi, który nie wyciągnie z tego wniosku, że gęsinę się ongiś w Polsce jadało na... Wigilię.

(*) 0 – jaja z produkcji ekologicznej
1 – jaja z chowu na wolnym wybiegu
2 – jaja z chowu ściółkowego
3 – jaja z chowu klatkowego
źródło http://pl.wikipedia.org/wiki/Jajko_%28kulinaria%29
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 16 lis 2011, 11:03

wp.pl napisał(a):10 najzdrowszych zup
źródło - http://kuchnia.wp.pl/fototematy/273/1/1 ... h-zup.html

Gotowane lepsze od smażonego
Leczą, wzmacniają, wprawiają w dobry humor - zupy potrafią zdziałać cuda. Są dobre na odchudzanie i urodę. Podczas ich gotowania traci się znacznie mniej składników odżywczych niż w czasie smażenia czy pieczenia.
Bazą zup mogą być wywary z mięsa lub warzyw. By były naprawdę zdrowe, muszą być przygotowywane z dobrej jakości składników. Miłośnicy mięsa mogą wybierać drobiowe lub wołowe, do tego zawsze świeże warzywa. Zupa smakuje równie wyśmienicie, jeśli będzie gotowana wyłącznie na wywarze z warzyw. Wszystko zależy od dodatków i przypraw. Pamiętajmy - zdrowa zupa nie zawiera gotowych, pełnych chemicznych dodatków kostek bulionowych.

Zupa jarzynowa
Powodów, dla których warto jeść warzywa, jest wiele - są smaczne, zdrowe, mają mało kalorii i dużo witamin. Zupa jarzynowa to miks wszystkiego, co jest potrzebne organizmowi. Zawarte w zupie marchew, seler, pietruszka, kalafior i kapusta tworzą prawdziwą witaminową bombę, zalecaną każdemu, w każdym wieku. Badania opublikowane w "American Journal of Epidemiology" wykazały, że spożywanie dużych ilości marchewki i warzyw kapustnych, w tym brokułów, może zredukować ryzyko raka piersi, zwłaszcza agresywnej odmiany tej choroby.

Zupa cebulowa
Jej podstawą jest dobry bulion i dużo cebuli. Przygotowanie jest niezwykle proste - cebulę dusimy na oliwie lub maśle razem ze szczyptą kurkumy, dodajemy do wywaru, gotujemy około 20 minut, po czym przyprawiamy. Zupę miksujemy, można zabielić ją śmietaną. Warto pokusić się o przygotowanie takiego dania, ponieważ bogata w witaminę C cebula to warzywo pełne zdrowia. Badania naukowców z hiszpańskiego Universidad Autónoma de Madrid i brytyjskiego Cranfield University wykazują, iż wewnętrzne części cebuli są bogate we fruktany oraz związki siarkowe. Fruktany są prebiotykami, cukrami ułatwiającymi rozwój korzystnej flory bakteryjnej w jelicie grubym. Związki siarkowe utrudniają osadzanie się płytek cholesterolowych, ułatwiając przepływ krwi przez naczynie krwionośne i wspomagają system krążenia. Mają też właściwości przeciwzapalne i antyoksydacyjne.

Zupa pomidorowa
Pomidory to bomby witaminowe. Wspaniale sprawdzają się jako główny składnik zup. Latem można przygotować z nich gazpacho - klasyczną hiszpańską potrawę, czyli aromatyczny i pikantny chłodnik z pomidorów, papryki i ogórków. Zimą rozgrzeje i nasyci klasyczna pomidorówka na bazie pomidorów z puszki, z makaronem czy ryżem, oczywiście z dodatkiem warzyw. Dlaczego warto postawić na pomidory? Warzywo chroni organizm przed rakiem oraz chorobami naczyniowymi i działa korzystnie na skórę. Zawiera silny antyutleniacz o nazwie likopen - barwnik nadający warzywom czerwony kolor. Im więcej dostarczymy go organizmowi, tym lepiej. Ważne jest to, że w pomidorach poddanych obróbce cieplnej jest go więcej niż w surowych.

Rosół
To z pewnością najzdrowsza zupa, którą powinniśmy jadać szczególnie jesienią i zimą. Talerz gorącego rosołu rozgrzewa i leczy. Już nasze babcie wiedziały, że rosół to doskonałe lekarstwo na przeziębienie i grypę. Później dowiedli tego naukowcy z Uniwersytetu w Nebrasce. Z ich badań wynika, że wywar drobiowy ma umiarkowane działanie przeciwzapalne poprzez hamowanie niekorzystnego zjawiska chemotaksji neutrofili - krótko mówiąc skraca czas trwania przeziębienia. Japońscy naukowcy odkryli, że może on także obniżać ciśnienie krwi. Ale to nie wszystko. Amerykańscy naukowcy doszli też do wniosku, że gorący rosół poprawia humor i może pomóc w leczeniu "złamanego serca".

Zupa czosnkowa
Czy wiecie, że czosnianka to regionalna zupa z Podhala? Przygotowuje się ją z ziemniaków gotowanych z czosnkiem, cebulą i... miętą. W restauracjach trudno o to danie, za to w jesiennym i zimowym menu pojawiają się zupy kremy właśnie na bazie czosnku. Krem to danie, w którym tworzące ją składniki zostały dokładnie zmiksowane. Powstaje w ten sposób zupa o gładkiej konsystencji. Kremowa zupa czosnkowa jest wyjątkowa, głównie za sprawą podstawowego składnika. Czosnek zawiera ponad 200 biologicznie aktywnych substancji - witamin, składników mineralnych, aminokwasów i enzymów. To naturalny antybiotyk, niezwykle pomocny w leczeniu wielu chorób.

Barszcz czerwony
Jadamy go zwykle w Wigilię i w czasie świąt Bożego Narodzenia. Szkoda, że tak rzadko. Barszcz czerwony to niezwykle zdrowe danie. Przygotowuje się go na bazie wywaru z buraków lub soku buraczanego. To właśnie buraki stanowią o dobroczynnych właściwościach zupy. Te warzywa - w każdej postaci - wzmacniają odporność organizmu na choroby, zwłaszcza wirusowe. Barszcz zawiera witaminę C, cukry, białko, karoten i mnóstwo pierwiastków mineralnych - żelazo, magnez, potas, wapń. Ponadto buraki mają w swym składzie dużo kwasu foliowego, który jest potrzebny organizmowi kobiety szczególnie w czasie ciąży.

Zupa z dyni
Zupa krem to jedno z najpopularniejszych dań z dyni. Warto ją wypróbować, ponieważ jest prosta w przygotowaniu, a jedzenie tego jesiennego warzywa może być zbawienne dla naszego organizmu. Znajduje się w nim zaskakująco dużo wartościowych składników. Miąższ dyni nie gromadzi metali ciężkich ze środowiska, za to obfituje w wodę i błonnik. Zawiera też wapń, potas, fosfor, magnez, żelazo, a także witaminy C, E, PP, z grupy B (w tym kwas foliowy). Jest niskokaloryczny (ma zaledwie 20 kcal w 100 g), więc dietetycy zalecają ją wszystkim, którzy chcą zrzucić kilka kilogramów. Jedzenie dyni reguluje też gospodarkę wodną w organizmie. Same zalety.

Zupa z brokułów
Ich piękny zielony kolor przywołuje wspomnienie wiosny i lata. Tymczasem brokuły dostaniemy obecnie o każdej porze roku. Zupa z różyczek to samo dobro, ponieważ zielony krewniak kalafiora jest jednym z najzdrowszych warzyw pod słońcem, co potwierdzają liczne badania naukowe. Zawiera substancje pomagające łagodzić powikłania cukrzycy i chronić przed chorobami serca. Najważniejsze, że zawarty w brokułach flawonoid - sulforafan ma właściwości przeciwnowotworowe.
Podzielone na różyczki brokuły gotujemy 5 minut w wywarze z warzyw. Jeśli chcemy uzyskać zupę krem, miksujemy całość razem z wywarem. Doprawiamy i zabielamy śmietaną. Można podać z grzankami czosnkowymi.

Zupa rybna
Zupy rybne w naszym kraju traktuje się nieco po macoszemu. Wielka szkoda. To potrawy bardzo zdrowe, lekkostrawne, niskokaloryczne i apetyczne. W przeciwieństwie do innych zup, wywar powstaje nie z drobiu czy wołowiny, tylko z części ryb. A nie od dziś wiadomo przecież, że jednym z najzdrowszych sposobów przyrządzania ryb jest właśnie gotowanie. Oczywiście w zupie nie może zabraknąć warzyw. Rosół przygotowany na takich składnikach pełen jest wapnia, witamin i składników mineralnych, m.in. żelaza, selenu, magnezu oraz jodu. Wiele badań naukowych potwierdza, że zawarte w rybach kwasy omega-3 są niezwykle istotne w profilaktyce miażdżycy i choroby niedokrwiennej serca.

Krupnik
Nie ma wątpliwości, to typowo polska zupa, która niepodzielnie króluje na rodzimych stołach od stuleci. Jest pożywna i zdrowa. Krupnik gotuje się z kaszy jęczmiennej na wywarze mięsnym. Cały sekret zupy tkwi nie tylko w tym, że podczas gotowania warzyw, kości i mięsa uwalnia się aromat i do wywaru przedostaje się to, co najlepsze, ale też w dobroczynnych składnikach kaszy. Ta pełna jest witamin i mikroelementów. W skład kaszy wchodzą witaminy z grupy B: B1 (tiamina), B2 (ryboflawina), PP (niacyna), B6 (pirydoksyna), kwas foliowy i witamina E. Nie brakuje w niej potasu obniżającego ciśnienie, żelaza zapobiegającego niedokrwistości oraz magnezu korzystnie działającego na układ nerwowy i pracę mięśni (w tym mięśnia sercowego).
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 18 lis 2011, 10:44

wp.pl napisał(a):Pestka pełna zdrowia
źródło - http://kuchnia.wp.pl/fototematy/275/1/1 ... rowia.html

Pestki nie trzeba wyrzucać
Pestki mają dobroczynny wpływ na zdrowie oraz urodę. Poprawiają wzrok, obniżają ciśnienie oraz poziom cholesterolu. Zmniejszają zachorowalność na raka. Zawierają wartościowe substancje odżywcze, minerały i witaminy. Są jednym z najbogatszych źródeł witaminy B6, która wraz z cynkiem zapewnia gładką cerę, zwalcza łojotok i wypryski. W kuchni są pysznym dodatkiem do potraw, a warto je też podjadać między posiłkami.

Pestki winogron
Jedząc owoce często wypluwamy ziarna ze względu na ich gorzki smak. A niesłusznie. Zawierają one bowiem przeciwutleniacze, które neutralizują działanie wolnych rodników. W ten sposób skutecznie przeciwdziałają chorobom nowotworowym oraz wieńcowym. Ponadto obniżają poziom cholesterolu we krwi i nie dopuszczają do rozwoju miażdżycy tętnic. Dzięki tym nasionom skóra staje się jędrna i elastyczna. Pomagają także łagodzić różne dolegliwości. Najbardziej popularnym produktem jest olej z pestek winogron. Jego zaletą jest niska zawartość tłuszczów nasyconych, przy jednocześnie bardzo wysokim poziomie tłuszczów wielonienasyconych. Zawiera także witaminę E. Ważne, że zachowuje naturalny smak składników potrawy.

Pestki jabłka
Nie trzeba chyba przekonywać, że jabłka są zdrowe. Ogryzek i pestki także. Pomagają pozbyć się nadmiernego cholesterolu. Charakteryzują się wysokim stężeniem witaminy B17 (amigdalina), która uznawana jest za skuteczną broń w walce z nowotworami. Kilka pestek tego owocu zaspokaja dzienne zapotrzebowanie na jod. Nie martwmy się, że współczesne odmiany jabłek zawierają mniejszą ilość nasion. Kilka w zupełności wystarczy, aby dostarczyć organizmowi potrzebnych składników. Jednak nie połykajmy ich w całości. Najlepiej je rozgryźć. W takiej postaci szybciej uwalniają związki. Mogą też działać przeczyszczająco.

Słonecznik
Ziarna zawierają dużo białka i błonnika, poza tym witaminy A, D, E oraz z grupy B. Mają właściwości antynowotworowe i przeciwdziałają zawałom serca. Pomagają przy sklerozie i działają odmładzająco. Spożywanie pestek słonecznika korzystnie wpływa na kondycję skóry, włosów i paznokci, ponieważ posiadają też sporo składników mineralnych, tj.: cynk, wapń, fosfor, magnez i żelazo. Związki zawarte w nasionach mają również działanie przeciwzapalne, przeciwzakrzepowe, a także korzystnie wpływają na męską potencję. Często dodawane są do sałatek, surówek, musli czy kanapek. Z jedzeniem słonecznika lepiej jednak nie przesadzać, ponieważ są dość kaloryczne (100 g - 560 kcal.).

Pestki dyni
Pestki dyni hamują procesy starzenia organizmu, zawierają nienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT), fitosterole, sole mineralne (zwłaszcza cynk i fosfor). Niektórzy twierdzą, że nasiona działają jak afrodyzjak. Obecne w nich żelazo poprawia skład krwi, a magnez chroni komórki mięśnia sercowego i komórki nerwowe przed niszczącym działaniem wolnych rodników. Są też cennym źródłem białka. Jedzenie pestek dyni zaleca się przy schorzeniach jelit ? znakomicie pomagają w zwalczaniu pasożytów w organizmie, zakłóceniach funkcji pęcherza i dróg moczowych. Chrupanie pestek pomaga zmniejszyć przerost prostaty. Ponadto są skuteczne w walce z trądzikiem, korzystnie działają na porost włosów i paznokci. Zapobiegają przerostowi prostaty i skutecznie zwalczają pasożyty jelitowe. Ponadto wygładzają cerę, korzystnie działają na porost włosów i paznokci. Wystarczy codziennie jeść garść ziaren, by zauważyć poprawę. Najczęściej dodawane są do past, potraw mięsnych, sałatek czy surówek.

Pestki pomidora
Dobrze wpływają na metabolizm, bo usuwają z jelit szkodliwe substancje. Badania donoszą, że te nasiona są kluczem długiego życia oraz alternatywą dla aspiryny. Naturalny żel zawarty w ziarnach tego warzywa zapewnia odpowiednie krążenie krwi i zapobiega jej krzepnięciu. Można z nich zrobić także naturalny kosmetyk do twarzy. Same pestki są dobrym peelingiem. Rozgnieciona papka z pomidora i jego nasion odpowiednio nawilża i odświeża twarz oraz likwiduje nadmiar wytwarzanego sebum.

Arbuz i cytusy
Pestki dostarczają organizmowi potrzebne składniki i dzięki temu pomagają utrzymać zdrowie. Dlatego nie powinno zabraknąć ich w naszej diecie. Nasiona agrestu oraz kiwi są bogate w pektyny, które mają właściwości spulchniające i są skuteczne przy zaparciach. Pestki arbuza zawierają dużo potasu. Chronią przed nadciśnieniem tętniczym. Usprawniają działanie mięśni. Ziarna grejpfruta wykazują silne działanie przeciwwirusowe, przeciwbakteryjne oraz przeciwgrzybiczne. Poprawiają odporność organizmu. Należy jednak pamiętać, że nie mogą one być podstawą naszego menu, ale dodatkiem.

Trzeba też pamiętać, że niektóre z pestek zawierają trujące substancje. Tak jest m.in. w przypadku moreli, brzoskwiń, śliwek, wiśni czy czereśni.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez TakiJeden » Pt, 18 lis 2011, 12:04

Zawsze wydawało mi się że amygdalina to glikozyd cjanogenny a nie żadna witamina B17. OK, sam pisałem, że organizm ludzki jest stosunkowo odporny na małe dawki cjanowodoru (adaptacja do spożywania roślin zabezpieczających się przed pożarciem glikozydami cjanogennymi właśnie), ale bez przesady... Owszem HCN ma prawdopodobnie pewne działanie przeciwnowotworowe (bardziej toksyczny dla komórek o wysokim metabolizmie niż dla "leniwych") a także przeciwrobacze, ale nie przesadzałbym z zachęcaniem do zjadania pestek. Na szczęście glikozydy cjanogenne są tak wstrętnie gorzkie, że trudno zjeść ich toksyczną dawkę (nie pamiętam ile w przeliczeniu na pestki gorzkich migdałów).
TakiJeden
 
Posty: 1467
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 18 lis 2011, 12:39

Jasne, że masz rację, ale i "wp" błędu nie popełniło! - http://pl.wikipedia.org/wiki/Amigdalina
Prawdą jest bowiem i to, że prażone w soli pestki moreli są rewelacyjne w smaku... Zjadałem ich w Taszkencie i całej reszcie Uzbekistanu od cholery i nawet mi się we łbie nie zakręciło. To znaczy, zakręciło się, ale zapewniam, że nie po nich... :biggrin:
TakiJeden napisał(a):nie pamiętam ile w przeliczeniu na pestki gorzkich migdałów

Trzeba by policzyć z uwzględnieniem LD50 cyjanowodoru, ale podejrzewam, że po prostu ze względów zarówno smakowych jak i praktycznych nie da się ich tyle zeżreć.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 24 lis 2011, 20:42

wp.pl napisał(a):Zupy z puszki zawierają bisfenol A
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-zdrowo/health/ ... nol-a.html

Zupy z puszki mogą zawierać bisfenol A, substancję wchodzącą w skład powłoki wyściełającej puszkę od wewnątrz - informuje "Journal of the American Medical Association".

Bisfenol A (BPA) zawarty jest w poliwęglanach, żywicach epoksydowych i poliestrowych. Można go znaleźć na przykład w pojemnikach na mleko, warstwie plastiku wyściełającej puszki z konserwami, rurach wodociągowych, a nawet plombach dentystycznych. Z zawierającego bisfenol A poliwęglanu (PC) wytwarza się m.in. plastikowe pojemniki na żywność, duże butle do dystrybutorów wody czy turystyczne butelki do napojów.

W drugiej połowie lat 90. zaczęły się pojawiać doniesienia na temat potencjalnego szkodliwego wpływu uwalniającego się z opakowań plastikowych bisfenolu A na zdrowie. Wykazywano między innymi niekorzystny wpływ nawet niskich jego stężeń na komórki rozrodcze myszy.

BPA ma działanie naśladujące estrogeny, tj. żeńskie hormony płciowe. Są obawy, że może sprzyjać rozwojowi męskiej niepłodności, raka prostaty i raka piersi, a nawet otyłości. W Europie zabronione jest wytwarzani butelek dla niemowląt z materiałów zawierających bisfenol A, jednak puszki z zupą nadal powlekane są od wewnątrz takim tworzywem, aby nie korodowały.

Badania dr Jenny Carwile z Harvard School of Public Health na 75 ochotnikach wykazały, że zawarty w puszkach zupy bisfenol A jest wchłaniany z przewodu pokarmowego i w dużych ilościach wydalany z moczem.

Część badanych osób przez pięć dni codziennie zjadała około 350 gramów świeżo ugotowanej wegetariańskiej zupy, druga grupa - taką samą ilość zupy z puszki.

Po weekendowej przerwie grupy zamieniły się - grupa "puszkowa" jadła świeżą zupę, zaś druga - zupę z puszki. BPA wykryto w 77 proc. próbek moczu osób jedzących świeżą zupę, natomiast po zupie z puszki wykrywany był u 100 proc. badanych. Porcja zupy z puszki podnosiła poziom BPA prawie 20-krotnie (po świeżej zupie 1,2 mikrograma na litr, po zupie z puszki- 20,8 mikrograma).

Zdaniem autorki badań, to jedne z najwyższych poziomów BPA odnotowane u osób nienarażonych w pracy na kontakt z bisfenolem A. Dlatego konieczne są dalsze badania nad wpływem tej substancji na zdrowie. Wskazane może być całkowite wyeliminowanie BPA z powłok na puszkach. (
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 26 lis 2011, 21:35

wp.pl napisał(a):Jak przechowywać żywność?
źródło - http://kuchnia.wp.pl/zyj-zdrowo/health/ ... nosc-.html

Duże znaczenie ma to, w czym przechowujemy żywność. Wpływa to nie tylko na smak, ale też na świeżość oraz termin przydatności do spożycia. I chociaż najchętniej wykorzystywane do tego celu są plastikowe pojemniki, to trzeba uważać z jakiego tworzywa są wykonane. Niektóre z nich mogą szkodzić zdrowiu.
Jak przechowywać żywność?

Przechowywana żywność ulega przemianom, które wpływają na jej skład oraz mogą zmieniać wartość odżywczą i smakową. Dlatego tak ważna jest odpowiednia temperatura, miejsce oraz to, w czym trzymamy jedzenie. Pojemniki ze szkła i porcelany nie wchodzą w reakcje z produktami spożywczymi. Dobrze, jeżeli mają przykrywkę, co nie pozwala jedzeniu wysychać. W opakowaniach metalowych nie trzymajmy z kolei kwaśnych rzeczy. W wyniku reakcji zachodzącej między metalem a jedzeniem, wytwarzają się trujące substancje. Dotyczy to także folii aluminiowej, która nie przepuszcza powietrza i pary wodnej. Dlatego nie owijamy w folię tych potraw, w których użyto octu czy pomidorów; dań z dodatkiem sosów pomidorowych oraz ciast owocowych. Po dłuższym czasie kwasy wejdą w reakcję z aluminium, przyczyniając się do zniszczenia folii. Jej drobne fragmenty mogą wówczas przedostać się do jedzenia, nadając mu metaliczny smak. Na kwaśnych produktach mogą pojawić się wówczas białe plamki (sole glinu). Trzeba też pamiętać, że zawinięte w folię aluminiową wilgotne składniki mogą spleśnieć.

Przed dostępem powietrza i wysychaniem dobrze zabezpiecza folia spożywcza. Zwykle chroni się żywność właśnie przed dostępem światała i powietrza - ze względu na tlen, który przyspiesza przemiany chemiczne, a tym samym psucie się jedzenia. Ale brak tlenu nie zawsze jest korzystny. W odniesieniu do warzyw zielonych bywa nawet niebezpieczny. Przechowując np. szpinak w warunkach beztlenowych, przyśpieszamy jego psucie. Procesy oddechowe zachodzące w tkankach podnoszą temperaturę, a brak dostępu powietrza może spowodować wytwarzanie się w warzywach bardzo szkodliwych azotynów. Zwłaszcza sałata musi mieć dostęp tlenu, żeby nie zaczęła oddychać beztlenowo. Gdy pakujemy ją w torebkę foliową, żeby nie wyschła i zachowała kruchość, popełniamy błąd. Sałata po pierwsze straci na smaku, a po drugie, i ważniejsze - zawarte w niej azotany, które same w sobie nie są toksynami, bez dostępu tlenu zaczną się redukować do szkodliwych azotynów. Niektóre gatunki roślin (również szczypiorek, natka, rzodkiewki, koperek) mają bowiem skłonność do kumulowania azotanów, ponieważ potrzebują azotu do wytworzenia białka.

- W lodówce trzymajmy żywność w dobrych pojemnikach, które mają okienka umożliwiające identyfikację zawartości. Nie wymaga to otwierania całości za każdym razem, gdy szukamy konkretnego produktu. Dobrze też, gdy pojemniki mają tzw. skrzydełko, które umożliwia odessanie powietrza. Taki zabieg pozwoli dłużej zachować świeżość jedzenia – mówi Anna Iwan, konsultant żywieniowy. - Do mrożenia najlepsze są pojemniki tzw. plastyczne, czyli takie, które nie pękają. Mają one odpowiednio wyprofilowany kształt.

Oszczędzają czas

Pojemniki ułatwiają po prostu życie. Oprócz tego, że zapewniają świeżość produktów i umożliwiają bezpieczne przewożenie, pozwalają oszczędzać czas i pieniądze. Wiele potraw można przygotować wcześniej i przechować w lodówce czy zamrażarce. I tu ważne jest z czego dany pojemnik jest wykonamy. Nie każdy jest odpowiedni. Niektóre z nich mogą nawet szkodzić zdrowiu.

- Niektóre pojemniki są bardzo drogie. Jednak nie przekreślajmy ich od razu, bo wydaje nam się, że mają zawyżoną cenę. Tak naprawdę mogą przyczynić się do oszczędności, jeśli dany produkt posłuży nam przez lata. Zwykłe często pękają i często musimy je wymieniać – dodaje Anna Iwan. - Dla przykładu podam, że odpowiednio dobrane pojemniki do chleba umożliwiają utrzymywanie odpowiedniego poziomu wilgotności. Pieczywo jest dłużej świeże, nie wysycha i nie pleśnieje.

Dlatego robiąc zakupy, patrzmy z czego wykonane są pojemniki. Przede wszystkim nie mogą one zawierać składników szkodliwych dla zdrowia (rakotwórczych). Sprawdzajmy także ich przeznaczenie. Bywa, że i cena nie jest bez znaczenia. Najczęściej te najtańsze są z gorszego tworzywa i nie dają gwarancji, że nie uwalniają rakotwórczych dioksyn. Ważna jest także ich szczelność.

- Do mrożenia polecam pojemniki z polietylenu, do jedzenia dla dzieci - z politereftalanu butylenu, do produktów sypkich – polipropylenu, a do przechowywania np. serów – polipropylenu – radzi Anna Iwan. - Takie pojemniki gwarantują bezpieczeństwo żywności, świeżość, a o za tym idzie służą zdrowiu.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 27 lis 2011, 12:21

Onet.pl napisał(a):Ukryte dno butelki z wodą
źródło - http://biznes.onet.pl/ukryte-dno-butelk ... news-detal

Na forach internetowych trwa gorąca, podsycana przez koncerny dyskusja dotycząca wody w butelkach. Jej zwolennicy wskazują na korzyści, jakie przynosi. Przeciwnicy uważają, że popyt został wykreowany sztucznie, a ona sama niewiele różni się od zwykłej kranówy. Jak jest naprawdę?

Jeszcze 30–40 lat temu nikomu na świecie się nie śniło, by zarabiać na sprzedaży zwykłej wody. Na rynku były głównie bogate w mikroelementy produkty mineralne, a spółki komunalne pobierały opłaty za dostarczenie życiodajnej substancji do mieszkań.

Pionierem komercjalizacji H2O był należący do angielskiej arystokratycznej rodziny Harmsworth koncern Perrier, właściciel źródła w okolicach Nimes w południowo-wschodniej Francji. Od wieków powszechnym zwyczajem w krajach południa Europy, zapewne z powodu ciepłego klimatu, jest serwowanie do posiłku karafki z wodą. Można ją dostać w każdej restauracji, barze, hotelu, miejscu użyteczności publicznej. Perrier był produktem wyszukanym. Jeszcze w okresie międzywojennym serwowano ją w najlepszych tego typu miejscach.

Prawdziwe zarabianie na wodzie zaczęło się pod koniec lat 70-tych ub. wieku, gdy arystokratyczna rodzina postanowiła wprowadzić swój produkt na kilkanaście razy większy od francuskiego rynek Stanów Zjednoczonych. Obroty koncernu, które w 1978 roku wyniosły niecałe 20 mln dol., rok później skoczyły do 60 mln dol. Na początku lat 80. przekroczyły barierę 100 mln dol. rocznie. Nie znaczy to jednak, że 300 mln ludzi zamieszkujących Stany było tak spragnionych zwykłej, banalnej w tej części świata wody. Stworzenie od podstaw rynku dla produktu, który w tej części świata był dostępny, powszechnie uznawane jest do dzisiaj za jeden z najlepszych tricków branży reklamowej.

Po podjęciu decyzji o inwazji za ocean uderzenie promocyjne Perriera poszło w kilku kierunkach. Koncern budował przekaz w opozycji do popularnych, ale pozbawionych walorów zdrowotnych napojów gazowanych. Woda była przedstawiana jako nośnik witalności, energii życiowej (koncern zaczął sponsorować imprezy sportowe, koszykówkę i maratony). Jednocześnie budowano prestiż marki. W kampaniach wzięli udział kreatorzy mody, a w zasadzie stylu życia - Georgio Armani, Gianni Versace oraz popularny za Wielką Wodą reżyser Orson Welles (twórca uznawanego za arcydzieło „Obywatela Kane’a”). Charakterystyczna, zaprojektowana w kształcie drążka rehabilitacyjnego przez sir St Johna Harmswortha butelka trafiła na płótna Andy’ego Warhola, twórcy popartu, a w zasadzie jednoosobowej, niezwykle wpływowej agencji reklamowej. W świat poszły spreparowane w agencjach PR bajki o antycznym pochodzeniu źródła. Jednym z pierwszych konsumentów miał być legendarny Hannibal, dowódca wojska antycznej Kartaginy, który w 218 roku, jak twierdzili przedstawiciele koncernu, u źródła w okolicach Nimes gasił pragnienie przed decydującą walką z wojskami imperium rzymskiego. Nagłośniono także korzystne dla marki fakty (ujęcie eksploatowane jest na mocy podpisanego przez Napoleona III w 1863 roku dekretu).

Kampania odniosła skutek. Butelkowana, francuska woda w ciągu zaledwie kilku miesięcy stała się synonimem luksusu, elegancji, nieodłącznym rekwizytem pięknych, młodych i bogatych. – Każdy, kto należał do tej grupy, ale przede wszystkim ci, co do niej aspirowali, musieli być konsumentami bijącego z samego źródła cywilizacji judeochrześcijańskiej napoju – mówi Artur Baczyński z agencji reklamowej Trompe L’oeil.

Popyt jak wodospad
Za Perrierem poszły inne, konkurencyjne koncerny. Wykres produkcji wody na świecie w latach 80. i 90. ubiegłego wieku wystrzelił niczym wskaźniki indeksów giełdowych podczas hossy. Roczne wzrosty, szczególnie w pierwszych latach, wynosiły 30-40 proc. Boom, choć nieco mniejszy, trwa do dzisiaj. W ubiegłym roku, jak podaje Euromonitor, mieszkańcy Europy wypili ok. 60 mld litrów wody w butelkach, znacznie więcej niż popularnych napojów gazowanych (Fanta, Sprite itp.), niegazowanych i soków razem wziętych. Liderem jest szwajcarski koncern Nestle, który kilka lat temu za dziesiątki milionów euro kupił markę Perrier od rodziny Harmsworth.

W tej erupcji popytu Polska miała niemały udział. Krajowy konsument, po latach socjalizmu, kiedy w sklepach można było dostać jedynie Mazowszankę, był spragniony. W dodatku w wielu wodociągach, szczególnie dużych miast, płynęła brązowa, nienadająca się do picia breja (najodważniejsi używali jej do mycia naczyń). Dzisiaj pod względem wielkości spożycia nasz kraj jest szóstym rynkiem w Europie. Od października 2009 do września 2010 Polacy wypili 2,5 mld litrów konfekcjonowanej wody o wartości 2,6 mld zł. Było to o około 12 proc. więcej niż rok wcześniej. Wśród dużych firm pierwsze miejsce (zarówno pod względem ilości, jak i wartości sprzedaży) zajmuje Żywiec Zdrój, który sprzedaje około pół miliarda litrów o wartości ponad 800 mln zł, co daje mu jedną trzecią udziałów w rynku. Prawdziwym potentatem są małe wytwórnie sprzedające pod tzw. markami własnymi super- i hipermarketów, które w ubiegłym roku wprowadziły do sprzedaży 800 mln litrów wody. – Kranówa często jest lepszej jakości – twierdzi Piotr Koluch, redaktor naczelny pisma „Świat Konsumenta”.

Breja z wodociągów
Czy znaczy to, że zapotrzebowanie jest sztucznie spreparowaną, niemającą racjonalnych podstaw modą? Przedstawiciele koncernów, czego łatwo można się domyślić, gwałtownie zaprzeczają. – Taki popyt udałoby się utrzymać może przez trzy lata, ale nie trzy dekady – mówi Ilona Woźniak ze spółki Żywiec Zdrój. – Woda butelkowana jest produktem innym niż płynąca w wodociągach. To naturalna, czysta, bo niepoddana obróbce chemicznej, substancja. Zawiera życiodajne, niezbędne człowiekowi pierwiastki. Woda komunalna natomiast, chociaż poddana nadzorowi, może zawierać pewne pozostałości procesu uzdatniania.

Jej jakość, ponadto, nie jest powtarzalna. Inna płynie w mających najlepszą opinię w kraju, opartych na sieci studni głębinowych wodociągach Białegostoku, Łodzi, Trójmiasta, w dużej części miasteczek i na wsi. Inną otrzymują mieszkańcy opartego całkowicie opartego na poborze wody z ujęcia rzecznego Lublina. Parametry produktu komunalnego są ściśle uzależnione od stanu infrastruktury: filtrów stosowanych w stacjach uzdatniania do utylizacji zanieczyszczeń itp. Mają one wielu właścicieli (spółki samorządowe, spółdzielnie mieszkaniowe, wspólnoty). Wystarczy, że jeden zaniedba remonty i konserwacje, aby klient otrzymał produkt zanieczyszczony, nienadający się do spożycia. Na jakość mają nawet wpływ takie czynniki jak pogoda. W Polsce aż 75 proc. wodociągów czerpie wodę z ujęć powierzchniowych (w rzekach). Gdy spływają do nich deszcze, drastycznie pogarszają się parametry pobieranej substancji. – Produkt butelkowany ma zawsze taki sam, powtarzalny skład – mówi Wojciech Rutkowski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej Przemysłu Rozlewniczego. – Wody różnią się smakiem i zawartością mikroelementów. Ale zawsze pochodzą ze źródeł głębinowych.

Strajk konsumentów
Problem w tym, że plastikowe butelki, do których jest rozlewana, wykonywane są z polietylenu, sztucznego, niewystępującego w naturze, wytwarzanego z ropy naftowej materiału. Rocznie do ich produkcji zużywa się, według różnych szacunków, od trzech do nawet 17 mln baryłek ropy, tyle ile wynosi dziennie zapotrzebowanie na ten surowiec średniej wielkości kraju (kolejne miliony idą na logistykę związaną z transportem). Chociaż trwają prace nad butelką z materiałów biologicznych, te, które są obecnie w obrocie, nie nadają się do utylizacji i zanieczyszczają środowisko. Z tego powodu już jakiś czas temu władze miasteczka Bundanoon w australijskim stanie Nowa Walia wprowadziły, w dodatku na wniosek mieszkańców, pierwszy na świecie zakaz sprzedaży tego produktu. W działających na terenie miasteczka sklepach można handlować jedynie opakowaniami wielokrotnego użytku, które mieszkańcy napełniają w uruchomionej przez samorząd sieci studni wody oligoceńskiej. Australijczyków zbulwersowała inwestycja jednego z koncernów, który postanowił wydobywać wodę ze źródła w okolicach miasteczka, następnie transportować ją do oddalonego o kilkaset kilometrów Sydney, gdzie była rozlewana do butelek, by potem znowu przewozić ją do Bundanoon i sprzedawać w sklepach. – Uświadomiło to nam, ile energii idzie w powietrze – mówi John Dee, jeden z organizatorów konsumenckiego strajku.

Zabrać biednym, dać bogatym
Jakość wody butelkowanej także coraz częściej budzi wątpliwości. W zależności od stopnia nasycenia minerałami dzielą się one, co napisane jest na etykiecie, ale drobnym maczkiem, na mineralne, źródlane i stołowe. Ta ostatnia wiele nie różni się od kranówy. Jakiś czas temu periodyk „Świat Konsumenta” wykonał badania, podczas których porównał wodę z warszawskich wodociągów z dostępnymi w sklepach produktami. Okazało się, że produkt komunalny, poddany chemicznej obróbce, zawiera więcej cennych substancji niż komercyjny.

Wody butelkowane zawierają tak naprawdę niewielkie ilości minerałów. Aby pokryć dzienne zapotrzebowanie na magnez (300 mg), jak wyliczył jeden z konsumenckich portali, należałoby wypić 54 litrów wody Żywiec Zdrój, 15,5 litra Kropli Beskidu, niemal 14 Nałęczowianki. W tym zestawieniu najbardziej korzystnie wygląda Muszynianka, której wypicie 2,5 litra dostarczy organizmowi dzienną dawkę tego pierwiastka, ale tylko przy założeniu, że minerały byłyby wchłaniane w stu procentach, co niemal nigdy nie ma miejsca (wraz z wiekiem zdolność asymilacji maleje).

Podobnie jest z zapotrzebowaniem na wapń, które średnio wynosi 1000 mg. Aby taką dawkę przyjąć człowiek musiałby wypić 23 litry Żywca lub Kropli Beskidu, dziewięć litrów Nałęczowianki albo pięć zawierającej najwięcej tego pierwiastka Muszynianki. – A nie samą wodą człowiek żyje – mówi Klaudia Masłowska, ekspertka ds. żywieniowych. – Znacznie więcej dobroczynnych pierwiastków znajduje się w innych składnikach diety. 100 gramów kaszy gryczanej na przykład zawiera 218 mg magnezu, a sera żółtego – nawet 1000 mg.

W dodatku wylansowana przez koncerny moda na zdrowy tryb życia zaczyna przybierać koszmarne rozmiary. W Stanach Zjednoczonych, które na brak wody nie narzekają, bardzo popularna jest obecnie reklamowana hasłem „Untouched by Man” (Nietknięta przez człowieka) Fiji Water. Pochodzi ze źródła na jednej z wysp Oceanii, której więcej niż połowa mieszkańców nie ma dostępu do jakiejkolwiek wody pitnej, choruje na dur brzuszny i inne, związane z dramatycznym niedoborem pierwiastków choroby. – Efekt jest taki, że pod bramą zakładu, gdzie jest wydobywana, pakowana i wysyłana do bogatych Stanów miejscowi umierają z pragnienia – mówi Baczyński.

Dla konsumentów woda w butelkach ma jedną niewątpliwą zaletę: można zabrać ją wszędzie ze sobą. Pozostałe korzyści co najmniej są dyskusyjne.

O ile dobrze pamiętam, to gdzieś sporo wyżej w tym wątku jest dość obszerny artykuł na temat rzeczywistych walorów zdrowotnych poszczególnych naszych marek wód butelkowanych. Tutaj także potwierdza się mizeria Żywca Zdroju oraz wysokie miejsce w ich rankingu zajmowane przez Muszyniankę, co mnie cieszy, bo ją lubię.

A, że butelki PET...?
No cóż, z czegoś te nasze polary muszą być robione. Ponoć potrzeba 500 PET-ek na jedną bluzę polarową. Jeśli uwzględnić, ile różnego rodzaju rzeczy z polaru mam w domu, to ja już PET-ki po wypitej osobiście do końca mojego życia wodzie butelkowanej usunąłem ze środowiska na pewno.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Żywiec Zdrój » Pn, 5 gru 2011, 12:57

Moi Drodzy,
W związku z tym, że przywołany został tutaj Żywiec Zdrój, chciałbym się odnieść do Waszej dyskusji.

Na początku chciałbym zaznaczyć, że podstawowym zadaniem wody jest nawadnianie organizmu, a nie dostarczanie składników mineralnych. Najlepszym źródłem substancji odżywczych (w tym składników mineralnych) powinna być odpowiednio zbilansowana dieta, o czym napisano w zacytowanym artykule. Jej podstawą jest wysokiej jakości woda . To dzięki niej składniki odżywcze, dostarczane wraz z pożywieniem, są transportowane w organizmie.

Dr Teresa Latour z Państwowego Zakładu Higieny w Poznaniu, która od wielu lat zajmuje się kwalifikacją wód butelkowanych, zwraca uwagę, że błędem jest przeciwstawianie sobie wód nisko- i wysokozmineralizowanych. Działanie wody jest uwarunkowane farmakodynamiką jej składników a nie ogólną mineralizacją. Nieuprawnione jest więc dyskwalifikowanie jakości wody ze względu na jej niską mineralizację, czy nadawanie jej szczególnych właściwości tylko ze względu na zawartą w mniej sumę składników mineralnych.

Żywiec Zdrój jest wodą źródlaną o niskiej mineralizacji (230 mg/litr).Właśnie taka mineralizacja, a także niska zawartość sodu, siarczanów, fluorków oraz substancji takich jak azotyny i azotany zapewnia bezpieczeństwo spożycia każdemu, bez względu na wiek, czy stan zdrowia. Dotyczy to nawet tak szczególnych grup jak niemowlęta. Właśnie dlatego wodę Żywiec Zdrój poleca Instytut Matki i Dziecka – nie tylko dla niemowląt i dzieci, ale również kobiet ciężarnych czy karmiących piersią. Żywiec Zdrój posiada też pozytywną opinię Centrum Zdrowia i Dziecka.

Wody mineralne są dostępne w bardzo różnej mineralizacji i mogą zawierać niektóre składniki w stężeniu, które nie jest obojętne dla zdrowia (dla niektórych mogą być bardzo korzystne, ale dla innych przeciwnie – wszystko zależy od naszego stanu zdrowia i potrzeb organizmu). Jak podkreślają eksperci, wody wysokozmineralizowane (powyżej 1500 mg/l) nie nadają się do stałego spożycia w większych ilościach. Regularne picie wód wysokozmineralizowanych, warto skonsultować ze specjalistą.

Wybierając wodę należy mieć na uwadze powyższe, ale także własne preferencje smakowe. Warto sięgać po taką, która nam po prostu smakuje, bo zmuszanie się do jej picia na dłuższą metę może nie przynieść pożądanych rezultatów ;-)

Pozdrawiam,
Ekspert_Żywiec Zdrój
Żywiec Zdrój
 
Posty: 1
Dołączył(a): Pn, 5 gru 2011, 12:54

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 5 gru 2011, 13:33

Ekspert Żywiec Zdrój napisał(a):Właśnie taka mineralizacja, a także niska zawartość sodu, siarczanów, fluorków oraz substancji takich jak azotyny i azotany zapewnia bezpieczeństwo spożycia każdemu, bez względu na wiek, czy stan zdrowia. Dotyczy to nawet tak szczególnych grup jak niemowlęta. Właśnie dlatego wodę Żywiec Zdrój poleca Instytut Matki i Dziecka – nie tylko dla niemowląt i dzieci, ale również kobiet ciężarnych czy karmiących piersią. Żywiec Zdrój posiada też pozytywną opinię Centrum Zdrowia i Dziecka.

Jak podkreślają eksperci, wody wysokozmineralizowane (powyżej 1500 mg/l) nie nadają się do stałego spożycia w większych ilościach. Regularne picie wód wysokozmineralizowanych, warto skonsultować ze specjalistą.

Wybierając wodę należy mieć na uwadze powyższe, ale także własne preferencje smakowe. Warto sięgać po taką, która nam po prostu smakuje, bo zmuszanie się do jej picia na dłuższą metę może nie przynieść pożądanych rezultatów ;-)

Pozdrawiam,
Ekspert_Żywiec Zdrój

Każda sroczka swój ogonek stara się chwalić...
Zwłaszcza wtedy, gdy tym ogonkiem zarabia na życie... eksperckie.
Mnie tam rybka, co, kto, gdzie i w jakich ilościach pije...
Smakuje mi Muszynianka albo Kinga Pienińska, a resztę wód omijam. Szczególnie te perfumowane, w czym akurat Żywiec się specjalizuje.

A tak poważnie...
Nie ma sensu przywiązywać jakiejkolwiek wagi na temat wód mineralnych do głosu eksperta jednej z nich, bo jest oczywistym, że płacą mu za takie stawianie sprawy, by to właśnie jego "podopieczny" produkt przedstawić jako najlepszy z dostępnych - patrz wytłuszczenie.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez TakiJeden » Pn, 5 gru 2011, 16:03

Ponieważ post 2wyżej, to ad vocem, zresztą na artykuł cytowany za onetem, niech zostanie gdzie jest, za to jego autor, napisawszy co miał napisać, może spokojnie zniknąć z agendy.
TakiJeden
 
Posty: 1467
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 5 gru 2011, 17:31

Też tak myślę.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 8 gru 2011, 23:38

wp.pl napisał(a):Kefir - zapomniany cudotwórca
źródło - http://fitness.wp.pl/zdrowie/metody-nat ... worca.html

Łagodzi problemy trawienne, chroni przed chorobami, wzmacnia organizm, obniża poziom cholesterolu we krwi, koi rany, dba o urodę. Pełen białka, witamin i potrzebnych nam bakterii kefir to prawdziwy cudotwórca.
Kto myśli, że kefir jest produktem obecnych czasów, bardzo się myli. Tradycja jego produkcji zapoczątkowana została ponad 3000 lat temu w rejonach Kaukazu, krainie długowieczności. Dziś, tak jak przed laty, unikalny smak napoju powstaje w procesie fermentacji mlekowej i alkoholowej prowadzonej przez bakterie i drożdże.

W walce z rakiem
Zawartość bakterii probiotycznych w kefirze jest większa niż w takiej samej porcji jogurtu. Warto o tym pamiętać, jesienią i zimą, kiedy częściej myślimy o wzmocnieniu odporności organizmu lub podczas antybiotykoterapii. Kefir pomaga na wielu płaszczyznach - wspomaga też leczenia biegunki i zmniejsza produkcję gazów w jelicie.
Kilka lat temu serwis internetowy AlphaGalileo przedstawiał badania rosyjskich naukowców z Uniwersytetu Moskiewskiego oraz z Rosyjskiej Akademii Nauk. Wynikało z nich, że bakterie żyjące m.in. w kefirze chronią przed wadliwymi zmianami w DNA i przed rozwojem nowotworów układu pokarmowego. Dzieje się tak dzięki pałeczkom kwasu mlekowego, które produkują m.in. enzymy i kwasy organiczne (mlekowy, octowy i masłowy) hamujące aktywność zagrażających DNA związków.
Wyniki kolejnych badań, opublikowanych w 2007 roku w czasopiśmie „Journal od Medicinal Foods” wyjaśniały natomiast, że ekstrakt z kefiru zawiera składniki mające zdolność hamowania wzrostu komórek nowotworu piersi. Co ciekawe, badania wykazały dobroczynne działanie kefiru również na redukcję objawów u osób mających dolegliwości lękowe.

Ratunek na dziecięce alergie
Kefir powstaje to doskonałe źródło wapnia, białka, witamin B2, B12, D. Dzięki dużej zawartości enzymów oraz bakterii probiotycznych kefir wspomaga procesy trawienne. To dlatego lekarze są zdania, że przyjazna bakteria ukryta w kefirze jest sposobem na alergie pokarmowe dzieci. Udowodnili to naukowcy z Tajwanu. Wyniki pracy opublikowali na łamach pisma „Journal of the Science of Food & Agriculture”.
Badania wykazały, że picie kefiru hamuje produkcję przeciwciał specyficznych dla odpowiedzi alergicznej organizmu - immunoglobulin E (IgE). Naukowcy z zespołu Ji-Ruei Liu z National Formosa University na Tajwanie podczas doświadczenia karmili myszy przypominającym kefir napojem mlecznym. Po trzech tygodniach zbadali poziom przeciwciał IgE dla ovalbuminy. Ovalbumina to silnie uczulające białko, występujące w białku jaj, które jest przyczyną większości alergii wśród małych dzieci. Poziom IgE u badanych zwierząt był trzykrotnie niższy niż przed rozpoczęciem podawania napoju.
Po wieloletnich badaniach naukowcy doszli do wniosku, że najprawdopodobniej zawarte w kefirze bakterie, zapobiegają przechodzeniu antygenów z pokarmu przez ścianę jelit.
W Europie Wschodniej, wiele matek podaje lekkostrawny kefir niemowlętom odstawianym od piersi, jakby podświadomie dowodząc, że naukowcy mają rację.

Sprzymierzeniec urody
Chyba każdy zna domowe, babcine sposoby na poparzenia. Przyłożony do spalonych słońcem pleców kefir koi ból i zmniejsza rany. Nic dziwnego, że jego właściwości postanowiono wykorzystywać w kosmetyce.

Zachęcamy by pomyśleć o kefirze w domowym spa. Korzystnie wpływa na wygląd włosów - wzmacnia je, zapobiega łupieżowi i opóźnia siwiznę. Dużo zyskuje dzięki niemu nasza skóra. Kefir wpływa poprawę cery ze skłonnością do trądziku.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Prowiant, żarcie i popitka - jak to działa...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 12 gru 2011, 10:41

wp.pl napisał(a):20 przekąsek poniżej 100 kcal
źródło - http://fitness.wp.pl/multimedia/galerie/art758.html

Każdy z nas marzy o tym, by móc jeść do syta i jednocześnie chudnąć (albo przynajmniej nie tyć). To marzenie nie jest bynajmniej nierealne, trzeba tylko mądrze wybierać. Podpowiadamy, po jakie przekąski możemy sięgać pomiędzy posiłkami, żeby było smacznie, zdrowo i zarazem dietetycznie.

Świeży ananas - dojrzały plasterek ananasa pachnie obłędnie i równie dobrze smakuje. To przekąska pełna witaminy C, B6 oraz manganu i miedzi. Ananas dodatkowo wspomaga odchudzanie, dzięki zawartości bromeliny oraz biotyny. Po taką przekąskę nie powinny sięgać osoby cierpiące na wrzody żołądka lub dwunastnicy, ponieważ ananas (zwłaszcza niedojrzały) ma właściwości zakwaszające.
Kaloryczność: 100 g = 55 kcal

16 ogórków kiszonych - coś dla amatorów mniej słodkich przekąsek. Kiszony ogórek, podobnie jak kiszona kapusta czy jogurt, to doskonałe źródło bakterii probiotycznych, które wspomagają pracę układu pokarmowego. Poza tym kiszony ogórek jest dla naszego organizmu lżej strawny niż ogórek świeży, a w dodatku jest to doskonałe źródło witaminy C!
Kaloryczność: 1 średni ogórek = 6 kcal (amator ogórków kiszonych musiałby zjeść ich aż 16, żeby pochłonąć porcję 100 kcal)

Seler naciowy - to jedna z najmniej kalorycznych przekąsek! A w dodatku jedna z najzdrowszych – błonnik, cała masa witaminy C (dwa razy więcej niż owoce cytrusowe), a w bonusie olejki eteryczne poprawiające trawienie. Poza tym seler to doskonałe źródło witaminy E, witamin z grupy B, kwasu foliowego i witaminy PP. Te zielone natki to także skarbnica fosforu, wapnia, potasu, cynku, magnezu i żelaza.
Kaloryczność: 1 łodyga = 2 - 3 kcal (żeby pochłonąć 100 kcal, można by zjeść w ciągu dnia nawet 100 łodyg selera!)

4 kostki gorzkiej czekolady - gorzka czekolada to bogactwo miazgi kakaowej, a ta jak wiadomo zawiera magnez, żelazo, potas oraz wiele cennych witamin i antyoksydantów. Naukowcy z Wielkiej Brytanii odkryli nawet, że posiada ona właściwości, dzięki którym chroni skórę przed promieniowaniem ultrafioletowym, dzięki czemu zmniejsza zachorowalność na nowotwory skóry.
Kaloryczność: 4 kostki = 88 kcal

3 mandarynki - już jedna mandarynka pokrywa dzienne zapotrzebowanie organizmu na witaminę C w 30 proc. Poza tym te małe i słodkie owoce pełne są beta karotenu, witamin z grupy B, potasu, wapnia, fosforu, magnezu, sodu i żelaza. Amatorzy mandarynek znacznie rzadziej niż inne osoby skarżą się na kłopoty z wątrobą, rzadziej też chorują na cukrzycę. Grupy naukowców, które bliżej przyglądały się mandarynką twierdzą, że działanie ochronne mandarynki zawdzięczamy zawartym w niej karotenoidom. Natomiast w skórce tych owoców naukowcy odkryli związek o nazwie salvestrol Q40, który ma właściwości umożliwiające mu walkę z nowotworami.
Kaloryczność: 3 sztuki= 78 kcal

2 papryki czerwone - te warzywa są cennym źródłem witaminy C, i co najciekawsze, jako jedyne warzywo nie tracą jej w trakcie obróbki termicznej. Papryka poza witaminą C zawiera komplet witamin z grupy B, wapń, potas, żelazo i magnez. To czerwone warzywo reguluje funkcjonowanie wątroby i układu trawiennego , ma też właściwości bakteriobójcze. Z kolei kapsaicyna (substancja, której najwięcej jest w małych, pikantnych papryczkach) posiada właściwości antynowotworowe.
Kaloryczność: 2 sztuki= 72 kcal

2 wafle ryżowe - nie zawierają co prawda wielu witamin i mikroelementów, są za to niskokaloryczne, bo jedna sztuka to zaledwie 40 kcal. Mogą służyć zarówno jako przekąska, jak i jako zamiennik pieczywa. Zaletą wafli ryżowych jest dość wysoka zawartość błonnika, która na dłuższy czas pozawala zaspokoić uczucie głodu.
Kaloryczność: 2 sztuki= 80 kcal

Jogurt naturalny - to doskonałe źródło białka, które pobudza przemianę materii (na tej właściwości białka bazuje popularna dieta dr Dukana, nazywana też dietą proteinową) oraz wapnia, które w naturalny sposób przyspiesza rozkład związków tłuszczowych. Jogurt to także naturalne źródło dobroczynnych bakterii, które dbają o prawidłową florę w naszych jelitach. Dobrym (i równie zdrowym) zamiennikiem jogurtów jest kefir, którego małe opakowanie to zaledwie 70 kcal.
Kaloryczność: 1 sztuka = 90 kcal

4 suszone morele - jak wszystkie owoce suszone, morele także są dość kaloryczne, dlatego nie należy jeść ich w dużych ilościach. Mają one jednak świetne działanie na nasz organizm. Suszone morele ro doskonałe źródło błonnika, żelaza, potasu oraz beta – karotenu. Suszone morele, podobnie jak suszone śliwki, regulują pracę układu trawiennego.
Kaloryczność: 4 sztuki = 100 kcal

2 płaskie łyżki rodzynek - są bardzo słodkie, a zarazem zdrowe. Obniżają poziom cholesterolu oraz ryzyko wystąpienia osteoporozy, przyspieszają też spalanie tłuszczów w organizmie. Te suszone winogrona to także świetne źródło fosforu oraz jodu. Ze względu na wysoką zawartość witamin z grupy B rodzynki są polecane przez dietetyków osobom pracującym umysłowo.
Kaloryczność: 1 płaska łyżka = 35 kcal

3 owoce kiwi - ten mały, niepozorny owoc to prawdziwa bomba witaminowa! Kiwi jest bogatym źródłem witaminy C, E, witamin z grupy B oraz potasu i cynku. Naukowcy, którzy zajęli się badaniem właściwości tego owocu, polecają je szczególnie osobom cierpiącym na schorzenia układu oddechowego. Poza tym kiwi wzmacnia odporność i hamuje apetyt! To właśnie z tego powodu dietetycy zalecają jedzenie tego owocu osobom, które walczą z nadmiarem kilogramów.
Kaloryczność: 3 średnie sztuki = 93 kcal

Kisiel - najlepiej oczywiście jest zrobić go samemu z soku owocowego oraz mąki ziemniaczanej, wówczas poza kaloriami, dostarczymy też organizmowi niezbędnej porcji witamin i minerałów. Ważne jednak, by nie dodawać do niego cukru, ponieważ zwiększy to jego kaloryczność. Najprostszy przepis na kisiel własnej roboty: 1,5 szklanki soku owocowego lub wody, 1 duże jabłko, 2 płaskie łyżki mączki ziemniaczanej, 3 łyżki zimnej wody. Wodę zagotowujemy, dodajemy do niej starte jabłko. Mączkę ziemniaczaną rozprowadzamy w 3 łyżkach zimnej wody i dodajemy do gotującej się wody z jabłkiem. Mieszamy tak długo, aż kisiel zgęstnieje.
Kaloryczność: 1 porcja = 80 kcal

Migdały- to świetne źródło łatwo przyswajalnego białka oraz wapnia. Słyną one ze swojej wysokiej zawartości witaminy E (ok. 12 sztuk migdałów zaspokajają dzienne zapotrzebowanie na nią aż w 120%!), mają też wysoką zawartość witamin z grupy B oraz kwasu foliowego. Poza tym bogate są w cynk, odpowiadający za prawidłową pracę układu odpornościowego oraz w magnez, który przyda się szczególnie osobom zestresowanym i pijącym duże ilości kawy.
Kaloryczność: 1 płaska łyżka = 75 kcal

Pestki dyni - to doskonałe źródło cynku, manganu, magnezu, fosforu oraz żelaza. Ze względu na zawartość lecytyny są także doskonałą przekąską dla osób, które mają kłopoty z koncentracją. Pestki dyni warto też chrupać ze względu na fakt, że zawierają prawie pełen pakiet witamin z grupy B.
Kaloryczność: 1 płaska łyżka = 45 kcal

Pestki słonecznika - to świetny wybór dla osób, których organizm odczuwa deficyt witamin A, E oraz D. Ze wszystkich nasion, to właśnie słonecznik jest najbogatszym źródłem witaminy B6. Pestki słonecznika to także bogate źródło białka i żelaza (mają go dwa razy więcej niż rodzynki!), cynku, wapnia oraz potasu.
Kaloryczność: 1 płaska łyżka = 45 kcal

Brokuły - już w jednej filiżance różyczek brokułu jest więcej witaminy C niż w pomarańczy! Poza tym brokuły są jednym z najlepszych źródeł witaminy A, zawierają też cenne dla naszego organizmu witaminy E, K, C oraz witaminy z grupy B. Te zielone warzywa to także świetny dostawca minerałów: są bogate w potas, fosfor, żelazo, wapń i chrom. Wiele osób słusznie kojarzy brokuły z właściwościami antynowotworowymi. Zawierają one bowiem sulforafan – substancję chemiczną o takich właśnie właściwościach.
Kaloryczność: 10 dkg = 35 kcal

Sucharki - nie zawierają co prawda tylu witamin co warzywa czy owoce, ale są za to niskokaloryczną alternatywą dla batonika czy chipsów. Są one źródłem białka oraz węglowodanów, dlatego warto korzystać z nich także podczas przygotowywania śniadań.
Kaloryczność: 1 sztuka = 60 kcal

6 marchewek- pocięta w słupki może zastąpić chociażby paluszki, a jest ich zdecydowanie zdrowszą alternatywą. To warzywo jest przede wszystkim bogatym źródłem beta-karotenu. Poza prowitaminą A, razem z marchwią dostarczymy organizmowi witaminy B1, B2, PP, K oraz C, a także wapń, żelazo, fosfor, miedź, cynk, magnez, jod oraz potas.
Kaloryczność: 1 średnia marchew = 15 kcal

Banan - przekąska o tyle zdradliwa, że im dojrzalszy (czyli słodszy), tym więcej kalorii zawiera. Banany to jednak doskonałe źródło witamin z grupy B, ale też witaminy C i A. To popularna przekąska wśród sportowców (nie tylko Małysz jadał bułki z bananem), ze względu na wysoką zawartość potasu i niewielką zawartość sodu. Banan sprawdzi się też jako przekąska dla osób, które chcą szybko poprawić sobie nastrój – a to ze względu na zawartość tryptofanu, czyli aminokwasu, który uwalnia serotoninę.
Kaloryczność: 1 średni , niezbyt dojrzały banan = 100 kcal

Jabłko- najcenniejsze, co mają te owoce to skórka i pestki, czyli te elementy owocu, które zwykle wyrzucamy. Zawierają one bowiem pektyny, które pomagają organizmowi oczyścić się z toksyn – pomagają usunąć resztki pokarmów, regulują florę bakteryjną i neutralizują substancje toksyczne.
Kaloryczność: 1 średni owoc = 51 kcal

Jeden z tego wszystkiego wniosek i to nie za bardzo odkrywczy: Всё возможно, но... осторожно!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Idzie zima, czas pomyśleć o... grzańcach

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 12 gru 2011, 21:15

Idzie zima, czas pomyśleć o... grzańcach
Jest to równie niezłe lekarstwo na tygodniową nordwestkę na Wybrzeżu jak i na tygodniową kurniawę na Podhalu - Sprawdziłem! Działa także "odgromowo" na wpienienia dłużej trzymające i dlatego ten post jest w tym miejscu!

Piło się je "od zawsze", a przynajmniej od czasów mojej młodości, a to znaczy że od baaaaardzo dawna.
Ponoć już już w średniowieczu robiono takie cudowne napoje. Jak znam literaturę tematu, a znam!, to nazywano je wtenczas lekarstwami. W Polsce prekursorem grzańców był Marcin z Urzędowa – lekarz, zielarz i autora „Herbarza polskiego” z 1595 roku. Zalecał sporządzanie grzańca na miodach pitnych i piwie. Gorzałka była wtedy dla chamów!

Surowce główne na grzańca:
Nie warto zużywać na grzańca jakichś szczególnie wyszukanych trunków - nie ich walory smakowe są bowiem tu najważniejsze...
Wino – czerwone półsłodkie lepiej półwytrawne lub wytrawne.
Piwo – najlepiej jasne.
Miód pitny - dwójniak lub trójniaki. Można stosować na równi lub zamiennie z winem lub mieszając z winem - patrz przepisy poniżej.

Zasady robienia grzańców:
1. Grzańców nie wolno gotować! – podgrzewa się je do temperatury 60-80 st. C. Póki się nie nabierze wprawy, warto mieć do tego termometr!
2. Można grzańca "wzmocnić": wódką, koniakiem, rumem lub winiakiem. Można też... wszystkimi nimi na raz! Robi się to zawsze dopiero gdy grzaniec jest już w temperaturze końcowej po zdjęciu naczynia ze źródła ciepła(*).
3. Dobrze jest najpierw przygotować najbardziej nam odpowiadającą, "przećwiczoną" mieszankę ziołowo przyprawową, zmielić ją drobno lub utrzeć w moździerzu. Niektórzy robią na nich dwu, trzytygodniowy, albo dłużej naciągający nalew wódczany i ten nalew dodają potem do grzańca pod koniec grzania - nie ma wtedy w grzańcu "fusów".
4. Różne mogą być składy ziół i przypraw, ale bez Imbiru i goździków nie ma grzańca!
5. Grzać można w dowolny sposób, byle powoli i ostrożnie: garnek na kuchni węglowej lub na gazie, dzbanek przy ognisku, mikrofalówka, ale najlepiej wlać miksturę do dużej kolby kulistej, ustawić ją na drewnianym stojaczku na stole wśród ucztujących i podgrzewać świeczkami lub zwykłymi podgrzewaczami od domków zapachowych. Nie bez znaczenia jest bowiem zapach, który powolutku roznosi się wokół zanim grzaniec "dojrzeje". W tym wypadku "wzmocnienie" alkoholowe dodaje się przed rozpoczęciem ogrzewania.
6. Metoda: alkohole i przyprawy na chybił-trafił do jednego gara i podgrzać, rzadko daje więcej frajdy niż... bólu głowy.

Składniki dodatków przyprawowych do grzańca:
• imbir – działa rozgrzewająco i nieźle pachnie
• goździki – nadają grzańcowi korzenny zapach i lekko piekący smak
• gałka muszkatołowa – daje korzenny słodkawo-gorzki zapach
• cynamon – daje intensywny zapach i słodkawy smak
• wanilia – "zaokrągla" smak i zapach
• pieprz czarny – daje pikantny smak
• kardamon - daje lekko orientalną woń
Rzadziej dodawane i w raczej niewielkich lub wręcz małych ilościach:
- tymianek
- ziele angielskie
- owoce jałowca.

Kilka przepisów stąd i z... owąd, ale wszystkie wielokrotnie wypróbowane z... przyjemnościami wielkimi:

Grzaniec po góralsku:
3/4 litra słodkiego wina - może być vermouth
1/2 litra jasnego piwa
30 ml rumu
Płaska łyżka stołowa NUMZ-P - naszej ulubionej mieszanki ziołowo-przyprawowej
Rum dodać do już podgrzanego trunku!

Uwaga! Herbata po góralsku, czyli "z prądem", to jest g..no nie grzaniec!

Grzaniec z wina
1 litr wina czerwonego
1 pomarańcza w kawałkach
1 cytryna w kawałkach
Pół szklanki cukru
Czubata łyżka stołowa NUMZ-G
1 kieliszek rumu - rzecz oczywista dodany na gorąco.

Wino grzane z miodem
1 butelka czerwonego wina
pół szklanki cukru cukru
szklanka miodu
1 kieliszek wódki
czubata łyżeczka NUMZ-G
skórka pomarańczowa, skórka cytrynowa
Dobrze jest miód przed połączeniem z winem podgrzać i "zszumować"

Grzaniec piwny
1 butelka jasnego piwa
20 ml białego rumu lub whisky
sok z dwóch cytryn
1 łyżeczka miodu
Płaska łyżeczka od herbaty NUMZ-G
Rum lub whisky dodać po podgrzaniu.

Grzaniec piwny II
6 butelek jasnego piwa
pół szklanki cukru
czubata łyżeczka NUMZ-G
1-2 łyżeczki skórki pomarańczowej - najlepiej kandyzowanej
Wszystko razem podgrzewać bezpośrednio przed serwowaniem.

Grzaniec najlepiej podawać w ogrzanych na piecu - byle nie gorących! - ceramicznych kubkach, od których najpierw ogrzeją się ręce, a temperatura naczyń wzmocni bezpośrednio pod nosem wydzielanie się korzennych zapachów...

(*) Istnieje tu konkretne i niebagatelne niebezpieczeństwo!
Zwiększenie zawartości alkoholu w roztworze wodnym obniża temperaturę wrzenia tego roztworu, co wie każdy chemik.
Jeśli byśmy za mocno podgrzali wino i wlali wódkę do wina jeszcze nie wrzącego, ale o temperaturze przekraczającej 90 stopni Celsjusza, mieszanina mogła by natychmiast zawrzeć, a gwałtownie ulatniające się opary alkoholu się ZAPALIĆ...!! Nikomu tego nie życzę!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Sprzęt, wyposażenie, prowiant i sposoby turystyczne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

cron