Dobre, bo z... demobilu?

Tematy wspólne dla wielu dziedzin turystyki aktywnej.

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Re: Dobre, bo z... demobilu

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 24 lis 2011, 17:10

Dawid napisał(a):...na co dzień pracuję w sklepie militarnym.

Tak właśnie podejrzewałem.
Też bym bronił tego, z czego żyję...
Znam trochę tych sklepów i na dobrą sprawę nie mam im nic do zarzucenia - oferują to, czego oczekują klienci. Dokładnie tak samo jak wszystkie inne firmy handlowe. Ja w demobilach kupuję wyłącznie to, co jest mi rzeczywiście potrzebne. Swoją drogą bardzo niewiele. Prawdą jest także i to, że są bardzo różne sklepy z demobilem... Nie twierdzę więc, że wszystkie są fatalne. Na podstawie jednego czy kilku zaledwie porządnych nie można stawiać tezy, że takie są wszystkie.
Inną zupełnie kwestią jednak jest namawianie do zakupów tam ludzi nie posiadających żadnej wiedzy na temat sprzętu w demobilach oferowanego. Nie jedyną, ale jedną z podstawowych bowiem przesłanek okładania się demobilem jest zwykły fajans i lanserstwo. No, może za mocne to słowa, ale z drugiej strony "moda", jest określeniem za słabym.
Zresztą, na szczęście "tłuste" lata demobilów już dawno minęły.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10917
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Dobre, bo z... demobilu

Postprzez Dawid » Cz, 24 lis 2011, 22:50

Zygmunt Skibicki napisał(a): Nie jedyną, ale jedną z podstawowych bowiem przesłanek okładania się demobilem jest zwykły fajans i lanserstwo. No, może za mocne to słowa, ale z drugiej strony "moda", jest określeniem za słabym.
Zresztą, na szczęście "tłuste" lata demobilów już dawno minęły.


Trudno się nie zgodzić. Jednak znaczną cześć klientów, stanowią młodzi ludzie którzy szukają alternatywy dla drogiego sprzętu turystycznego. Wchodząc do sklepu pytają o "tanie spodnie w góry" bądz "coś nieprzemakalnego w góry". Niedawno przyszedł młody jegomość z pytaniem czy nie posiadamy przypadkiem używnych raków bo planuje wypad w tatry, a na nowe go najzwyczajniej nie stać. Używane szwajcarskie raki można dostać już za 50 zł. Czy młody chłopak z dziewczyną którzy szukali na siebie "kurtek z gore-texem" (również na niedzielne górskie wypady) ponieważ ceny takich kurtek w firmowych sklepach są "kosmiczne". Cena takiej kurtki (demobil) stanowi ok. 20% -25% ceny kurtki "firmowej"
każdy orze jak może :wink:
Dawid
 
Posty: 24
Dołączył(a): Cz, 13 paź 2011, 19:56

Re: Dobre, bo z... demobilu

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 24 lis 2011, 23:14

Chcesz się przerzucać przykładami, to proszę bardzo. Z racji wieku i doświadczeń mam trochę wspomnień.
Dawid napisał(a):Niedawno przyszedł młody jegomość z pytaniem czy nie posiadamy przypadkiem używnych raków bo planuje wypad w tatry, a na nowe go najzwyczajniej nie stać. Używane szwajcarskie raki można dostać już za 50 zł.

Spotkałem ongiś w Piątce młodziana z takimi rakami - nie twierdzę, że kupionymi u Ciebie! - i spytał mnie, jak je sprawdzić, bo kupił w demobilu, ponoć prosto z magazynów armii szwajcarskiej. Poradziłem mu, by je założył na buty i przydziabił na drewnianej komórce za schroniskiem. Tak zrobił i wrócił z podrapanym czołem i... wywiniętymi przednimi kolcami owych raków... obydwu! Strach pomyśleć co by się stało, gdyby poszedł z nimi na oblodzoną stromiznę.
Dawid napisał(a):młody chłopak z dziewczyną którzy szukali na siebie "kurtek z gore-texem" (również na niedzielne górskie wypady) ponieważ ceny takich kurtek w firmowych sklepach są "kosmiczne". Cena takiej kurtki (demobil) stanowi ok. 20% -25% ceny kurtki "firmowej"

A powiedziałeś im, że gore, zwłaszcza te starsze, bywało trzymały się wizualnie całkiem całkiem, ale po kilku latach noszenia nadawały się tylko do... popatrzenia?
Dawid napisał(a):każdy orze jak może

A tutaj to pełna zgoda pod warunkiem, że orze w swojego konia, swoim pługiem na swoim polu, sieje ziarno ze swoich poprzednich plonów i sam będzie zbierał plony tego, co zasiał.
I to w aspekcie Twoich przykładów już nie jest wcale takie śmieszne.

Aha! Ale moja busola kupiona wiele lat temu w jednym z gdyńskich demobilów (adresu nie podam! zresztą, już nie istnieje) z niejednej nad wyraz mglistej opresji w górach i lasach wyprowadziła mnie znakomicie!
[ img ]
Co z tego jednak, gdy w zeszłym roku poszliśmy ze znajomym do takiego sklepu (adresu też nie podam, bo... istnieje!), bo potrzebował porządnej busoli, wzięliśmy pięć - oczywiście "oryginałów prosto z magazynów" - i położyliśmy je na chodniku przed sklepem. Każda wskazywała inną "północ". Przekładanie nic nie pomagało!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10917
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Dobre, bo z... demobilu

Postprzez Dawid » Cz, 24 lis 2011, 23:31

Ależ absolutnie nie chcialem sie przerzucać zadnymi przykładami!! Chodziło mi tylko o podanie przykładów tanich alternatyw dla drogiego sprzętu górskiego.
Odnośnie raków to ciężko powiedzieć. Może faktycznie są do d..y, może trafił sie felerny model, nie wiem. Kurtki z gore sprzedajmy natomiast tylko w stanie magazynowym!!
Demobil to nie tylko rzeczy używane. To również artykuły które przeleżały X czasu w magazynach.
Dawid
 
Posty: 24
Dołączył(a): Cz, 13 paź 2011, 19:56

Re: Dobre, bo z... demobilu

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 25 lis 2011, 00:14

Dawid napisał(a):Odnośnie raków to ciężko powiedzieć. Może faktycznie są do d..y, może trafił sie felerny model, nie wiem.

Takie stawianie sprawy odnośnie takiego sprzętu stawia stawiającego w fatalnym, wrfęcz makabrycznym świetle. Mam nadzieję, że to rozumiesz.
Wyobraź sobie, że ten chłopak następnego dnia wybierał się na poważną wspinaczkę lodową. I co...? Jemu też byś tak odpowiedział?
A właściwie już tylko jego żałobnikom...
Zwietrzały goretex w kurtce "w stanie magazynowym"... To jest z gruntu chore!
To ja już bym wolał porządnie zaimpregnowany brezent!
Mam pytanie: czy linę, uprząż, karabinki itp. wspinaczkowe "w stanie magazynowym" sam byś kupił i asekurował tym syna, żonę, czy ojca?
Wcale nie musi to być gdzieś w lufiastej ścianie. Wystarczy dach własnego domu. Całkiem niedawno zabił się światowej klasy polski alpinista spadając z drzewa we własnym sadzie. Nazwisko, imię i szczegóły łatwo znaleźć w Googlach...
Bo ja taki szpej w sklepie demobilowym już widziałem! Ba, widziałem też wypanterkowanych survivalowców budujących z tego wysokie parki linowe dla dzieci.
Wasz demobilny interes ratuje to, że grubo ponad 90 procent Waszych klientów to fajansiarze i lanserzy w ogóle nie chodzący po trudniejszych szlakach, gdzie zagrożenia są rzeczywiście... ostateczne.
Można wszak sobie wyobrazić, że kiedyś wreszcie znajdzie się świadek takiego zakupu, zezna przed prokuratorem, jak towar był zachwalany, gdy delikwent się zabije, a śledztwo wykaże, że sprzedaliście mu zupełnie co innego niż... mówiliście. Jasne! Zawsze można się potem wykręcać, że się to nabyło jako "stan magazynowy" i sprzedawało w dobrej wierze.
A... sumienie...?

Moje zdanie jest niezmiennie takie same od lat: sprzęt, od którego nie musi, ale może zależeć życie musi być z aktualnymi atestami i... kropka.
Nie było, nie ma i nigdy nie będzie "tanich alternatyw dla drogiego sprzętu górskiego", a głoszenie tej bzdury zakrawa na kpinę ze zdrowego rozsądku i inteligencji tu zaglądających.
W każdym razie tutaj tolerowane to nie będzie.
I wcale nie jest mi z tego powodu przykro.
O wybaczenie też nie będę prosił.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10917
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Dobre, bo z... demobilu

Postprzez Miki » Pt, 25 lis 2011, 10:39

Każdy kij ma dwa końce. 90% łazików i niedzielnych turystów nie potrzebuje atestowanego sprzętu - bo i nie włazi w miejsca, gdzie istnieje ryzyko. I tylko kwestia świadomości, co się planuje, i czym to może zagrażać powinna decydować o wyborze (i cenie) sprzętu. Kupując w demobilach czy secondhandach trzeba wiedzieć, czego się można po zakupionym tak sprzęcie spodziewać. Trzeba wiedzieć, że nie są to sklepy nastawione na turystów. To sklepy dla maniaków militariów, miłośników ASG czy paintballa, grup rekonstruktorskich etc. Turysta czy leśny łazik może tam coś dla siebie znaleźć, pod warunkiem, że wie czego szuka, i godzi się na ewentualne minusy tak zdobytego wyposażenia.

Łażę po lasach z plecakiem armii austriackiej - demobil, 60 litrów, po rozciągnięciu komina ok 80 litrów. Wzór - niemal dokładnie taki, jak mój plecak harcerski jaki brałem na obozy w latach 70 ub wieku. Wór z nieprzemakalnego i wytrzymałego nylonu, na plecach kieszeń na usztywnienie - wkładam tam zazwyczaj poskładaną w kostkę karimatę. Trzy kieszenie zewnętrzne, mocne szelki i nic ponad to. Nie ma żadnych dodatków, które są mi całkowicie zbędne - dziwnych usztywnień, "wentylowanych" pleców etc. Jak uznam, że potrzebny mi pas biodrowy, to se założę pas taktyczny z szelkami i do niego przypnę sam worek - szelki są odpinane. Używam tego plecaka jako sakwy na rower - wtedy też nie zabieram szelek. Kosztował 16 zł - więcej zapłaciłem za przesyłkę. Waży około kilograma. Mieści wszystko, czego potrzebuję na tydzień czy dwa bez konieczności troczenia sprzętu na zewnątrz. I całkowicie zaspokaja moje potrzeby jeżeli idzie o transport dobytku w moich łazęgach.

[ img ]

Ciuchy z demobilu idealnie się nadają do lasu - tanie, nie szkoda ani pobrudzić, ani porwać. A o jedno i drugie łatwo, jak się łazi po krzaczorach, czy bagnach. Do tego zresztą zostały zaprojektowane i uszyte.
Miki
 
Posty: 85
Dołączył(a): Wt, 1 lis 2011, 02:23
Lokalizacja: Błonie

Re: Dobre, bo z... demobilu

Postprzez Dawid » Pt, 25 lis 2011, 11:11

Na zakończenie tej dyskusji.
Czy kurtkę z gore która przeleżała w pańskiej szafie kilka miesięcy, może nawet rok uważa Pan za zwietrzałą, nic nie wartą i kupuje Pan brezent?
Od kurtek, spodni, plecaków, pałatek itd życie nie zależy. I jest to alternatywa dla drogiego, markowego sprzętu. Bo kiedy klient pyta mnie o tanie spodnie w góry chyba mu nie powiem "jesteś głupi idź se kup spodnie membranowe za 150 zł w sklepie XX"
Typowym sprzętem wspinaczkowym raczej nie handlujemy i w sumie... dobrze. W ogóle ciężko trafić na wyprzedaż przez armie tego typu wojskowych akcesoriów.
Jednak wracając do raków. W szwajcarskich chodziło i chodzi nadal spora grupa ludzi. Nie spotkałem się z złymi opiniami na ich temat. Ot po prostu dobre raki dla stawiających pierwsze kroki w górach. Podobnie z firmą Salewa która robi raki dla BW, a tez można znaleźć tego typu sprzęt za grosze.
Dawid
 
Posty: 24
Dołączył(a): Cz, 13 paź 2011, 19:56

Re: Dobre, bo z... demobilu

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 25 lis 2011, 11:36

Miki napisał(a):Kupując w demobilach czy secondhandach trzeba wiedzieć, czego się można po zakupionym tak sprzęcie spodziewać.

I właśnie o taką wiedzę mi chodzi!
I co? Chcesz mi powiedzieć, że u nowicjusza w "te klocki" ją znajdziesz?
To po kiego grzyba w ogóle coś dla niego piszesz?
Po jaką cholerę tytułujesz wątek "Jak zacząć?"
Skoro ów nowicjusz już taką wiedzę posiada...
Miki napisał(a):To sklepy dla maniaków militariów, miłośników ASG czy paintballa, grup rekonstruktorskich etc.

Pełna zgoda!
A swoją drogą...
Fajne zaczyna być to, że jednocześnie i bardzo podobnie argumentując obruszyli się na moje o sprzęcie z debilów opinie: sprzedawca i... użytkownik. A ponoć po obydwu stronach lady zawsze stoją przeciwnicy. Okazuje się, że jednak można zostać ich wspólnym przeciwnikiem! Nie zamierzam tego dalej analizować, bo brzydko mi to zaczyna pachnieć. Nie oznacza to jednak, że ujdzie Wam to Panowie... płazem.
Miki napisał(a):Turysta czy leśny łazik może tam coś dla siebie znaleźć, pod warunkiem, że wie czego szuka, i godzi się na ewentualne minusy tak zdobytego wyposażenia.

Patrz pierwszy akapit tego postu.
Miki napisał(a):Ciuchy z demobilu idealnie się nadają do lasu - tanie, nie szkoda ani pobrudzić, ani porwać. A o jedno i drugie łatwo, jak się łazi po krzaczorach, czy bagnach. Do tego zresztą zostały zaprojektowane i uszyte.

Jasne! Jak je porównać z wytartymi dźinsami i t-shirtem z marketu, to masz nawet więcej niż 100 procent racji.
Ale z tym projektowaniem i szyciem dla wojska, z tymi krzaczorami i bagnami to... wiesz, widziałeś, sprawdziłeś, czy tylko tak... myślisz...?
Nie ma się co wstydzić. Kolosalna większość ludzi na całym świecie najnormalniej wierzy w takie właśnie "szabloniki"...
A z każdej ludzkiej wiary, byle odpowiednio licznie wyznawanej, da się nieźle żyć - patrz... demobil, ale nie tylko. Ba, nawet nie głównie!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10917
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Dobre, bo z... demobilu

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 25 lis 2011, 12:04

Dawid napisał(a):Na zakończenie tej dyskusji.

Mnie nic do tego, ale o zakończeniu dyskusji na forum decyduje ostatni do niej... chętny.
Dawid napisał(a):Czy kurtkę z gore która przeleżała w pańskiej szafie kilka miesięcy, może nawet rok uważa Pan za zwietrzałą, nic nie wartą i kupuje Pan brezent?

Ejże, nie kombinuj na boki! Nie mówimy tu o "kilku miesiącach"!
Wojskowe normatywy rotacji magazynowych w kwestiach odzieży wierzchniej to są grube lata!
Szczytem europejskim były bodaj buty Legii Cudzoziemskiej, które nawet nie za bardzo ściachrane, ale "na sucho" w magazynach w Bonifacio na Korsyce przeleżały sporo ponad 30 lat, aż wreszcie jako prawie skamieliny trafiły do naszych, sorry... Waszych sklepów.
Dawid napisał(a):Od kurtek, spodni, plecaków, pałatek itd życie nie zależy.

Toś jeszcze pewno dobrze po własnym tyłku w górach nie dostał... Może i...dobrze?
I to wcale nie muszą być Tatry...!
Dawid napisał(a):I jest to alternatywa dla drogiego, markowego sprzętu.

Powoli zaczynasz stosowniej dobierać słowa. Już nie "drogi górski" a "drogi markowy" się pojawia... Być może wreszcie się dogadamy... kto wie?
Dawid napisał(a):Jednak wracając do raków...

Umówmy się: Ty, jak sam mówisz, nie handlujesz takim sprzętem, a ja nie będę już wskazywał, jak mało o nim wiesz, ok?
Proszę Cię tylko o jedno: nie utożsamiaj ilości sprzedanych w debilu "za grosze" raków z ilością przypadków rzeczywistej konieczności ich użycia. Zaręczam, że jest całe mnóstwo egzemplarzy noszonych często, ale... na dnie plecaka jedynie. Zresztą, może i dobrze?
A może chcesz się dowiedzieć, co z takimi "za grosze" rakami robią na porządnych kursach nie tylko "papierowi" instruktorzy zimowego alpinizmu?
Sam sprawdź, jeśli masz taką potrzebę, bo pewno w słowo pisane trudno Ci będzie uwierzyć.
Ale, ale...
Dawidzie, nie otrzymałem jeszcze odpowiedzi na bardzo jasno postawione pytanie:
Zygmunt Skibicki napisał(a):Mam pytanie: czy linę, uprząż, karabinki itp. wspinaczkowe "w stanie magazynowym" sam byś kupił i asekurował tym syna, żonę, czy ojca?

Doczekam się jasnej i niedwuznacznej Twojej odpowiedzi, czy wolisz survivalową metodę... strusia?
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10917
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Dobre, bo z... demobilu?

Postprzez Miki » Pt, 25 lis 2011, 14:22

Mundek - mundur polowy to ubranie robocze żołnierza. W tym się kopie okopy, czołga po błocie, przedziera przez chaszcze. Maszeruje kilometrami z ciężkim plecakiem. Ma być tani, mocny, wygodny. Można se dyskutować o wyższości hajtechowych ciuchów outdorowych nad moro - ino początkujący najczęściej groszem nie śmierdzi. A w secondhandzie czy demobilu ubierze się od stóp do głów za stówkę i jeszcze mu na hamburgera zostanie.

Rolą moich wpisów między innymi jest również wskazanie, jaki konkretnie sprzęt warto w demobilu nabyć, a czego kupować i targać ze sobą nie warto. Początkujący nie musi od razu zaciągać kredytu hipotecznego, albo latami kompletować markowy sprzęt, by se na weekend wybyć do lasu.

Nie wiem, czy góry od czasów mojej młodości aż tak zgroźniały - złaziłem Beskidy, Pieniny, Sudety, otarłem się i o Tatry - w dżinsach Odry, pionierkach, brezentowej kangurce założonej na anilanowy sweter - i żyję do dziś, ba - nie przypominam sobie, bym się choć raz otarł o śmierć. Fakt - zawsze to było latem, przy złej pogodzie nie pchałem się na szlak. Góry są dla ludzi myślących. Dlatego dobrze robisz, jak przestrzegasz przed popełnianiem tam głupot. Ale ogólne odsądzanie od czci i wiary ludzi, których nie stać na nic lepszego niż demobil mi się osobiście nie podoba. Ty się patrzysz na sprawę z pozycji człowieka, który po prostu kupuje to, co najlepsze, bez specjalnego oglądania się na koszty. Ja - z pozycji osobnika, który ma tyle rozmaitych hopli, że finansowe ich zaspokojenie na najwyższym poziomie technologii wymagałoby pracy 36 godzin na dobę - a kiedy jeszcze te hople uprawiać? Dodatkowo organizuję zajęcia dla dzieciaków z rodzin dysfunkcyjnych, którym muszę dać przy okazji pełne wyposażenie, pobierając za to jedynie symboliczną, albo w ogóle nie pobierając opłaty. A że nie wspiera mnie w tym żaden hojny sponsor, to szukam źródeł taniego i w miarę dobrego wyposażenia.
Miki
 
Posty: 85
Dołączył(a): Wt, 1 lis 2011, 02:23
Lokalizacja: Błonie

Re: Dobre, bo z... demobilu?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 25 lis 2011, 16:00

Miki napisał(a):Mundek - mundur polowy to ubranie robocze żołnierza. W tym się kopie okopy, czołga po błocie, przedziera przez chaszcze. Maszeruje kilometrami z ciężkim plecakiem. Ma być tani, mocny, wygodny.

Dobrze, że mi mówisz, bo... wiem.
Tyle, że ja wcale temu nie przeczę.
Miki napisał(a):w secondhandzie czy demobilu ubierze się od stóp do głów za stówkę

Sam to robię, głównie w szmateksach, ale jeśli to opisuję tu na forum, to w potężnymi zastrzeżeniami. Możesz sam sprawdzić.
Miki napisał(a):Rolą moich wpisów między innymi jest również wskazanie, jaki konkretnie sprzęt warto w demobilu nabyć, a czego kupować i targać ze sobą nie warto. Początkujący nie musi od razu zaciągać kredytu hipotecznego, albo latami kompletować markowy sprzęt, by se na weekend wybyć do lasu.

I to Ci się chwali, ale akurat dokładnie omijasz problemy wyboru rzeczy odpowiednich i unikanie badziewia. No to co dię dziwisz, że ja to robię?
Miki napisał(a):odsądzanie od czci i wiary ludzi, których nie stać na nic lepszego niż demobil mi się osobiście nie podoba.

Że niby ja to robię?
Zrypałem tylko absurdalną wzmiankę o rakach i nic więcej.
Miki napisał(a):Ty się patrzysz na sprawę z pozycji człowieka, który po prostu kupuje to, co najlepsze, bez specjalnego oglądania się na koszty.

A niby skąd wyciągasz taki wniosek?
Skąd wiesz, ile wyrzeczeń kosztuje mnie ta ilość różnych szajb turystycznych?
Inna sprawa, że jeśli na sprzęt na konkretną drogę wspinaczkową mnie nie stać, a tak bywa, po prostu na nią nie idę i nie szukam rozwiązań "równie dobrze wyglądających jak markowe". Po prostu czasem, ale kiedyś następuje to ZAWSZE, okazuje się, że atesty naszego sprzętu podlegają sprawdzeniu i to w warunkach bez pardonu weryfikujących jakość.
Przykład?
Proszę bardzo - tu!
Miki napisał(a):organizuję zajęcia dla dzieciaków z rodzin dysfunkcyjnych, którym muszę dać przy okazji pełne wyposażenie, pobierając za to jedynie symboliczną, albo w ogóle nie pobierając opłaty. A że nie wspiera mnie w tym żaden hojny sponsor, to szukam źródeł taniego i w miarę dobrego wyposażenia.

Ja ze swej strony mogę tylko pochylić czoło z wyrazami uznania i... szacunku, bo też trochę takich działań mam na swym koncie i wiem, ile to kosztuje.

Zatem, rób swoje. Ja nie mam nic na poprzek Twoim tu postom, ale pisz może mniej ogólnie, a traktując o szczegółach wyjaśniaj do końca i jasno, gdzie są "miny" takich a nie innych rozwiązań?
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10917
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Dobre, bo z... demobilu

Postprzez Dawid » Pt, 25 lis 2011, 20:33

Zygmunt Skibicki napisał(a):Mam pytanie: czy linę, uprząż, karabinki itp. wspinaczkowe "w stanie magazynowym" sam byś kupił i asekurował tym syna, żonę, czy ojca?


Na sprzęcie wspinaczkowym sie nie znam. Jeżeli natomiast miałbym ograniczone fundusze, a takowy sprzęt jeżeli oczywiscie szło by dostac w demobilach np. marki Salewa [BW] to bym kupił i z niego korzystał. Jeżeli natomiast byłby to szwajcarski szpej typu NO NAME tez bym kupil i tez bym korzystał. W obu przypadkach z biegiem czasu wymianiał bym akcesoria wspinaczkowe na markowe. W końcu ludzie się wspinali na tego typu sprzecie i korzystając z niego wchodzili na sciany i schodzili. Wypadki zdarzają sie nawet na najdroższych, markowych sprzetach. Wcale nie trzeba sprzetu z demobilu robionego zapewne w Chinach bo gdzież by indziej, z plastiku i Bóg wie czego jeszcze, zeby doszło do wypadku.

Pozdrawiam
Dawid
 
Posty: 24
Dołączył(a): Cz, 13 paź 2011, 19:56

Re: Dobre, bo z... demobilu

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 25 lis 2011, 20:42

Dawid napisał(a):
Zygmunt Skibicki napisał(a):Mam pytanie: czy linę, uprząż, karabinki itp. wspinaczkowe "w stanie magazynowym" sam byś kupił i asekurował tym syna, żonę, czy ojca?

Na sprzęcie wspinaczkowym sie nie znam.

Zupełnie tak samo jak i na samej wspinaczce, zapewne...
I to wyjaśnia całkowity bezsens dalszego ciągu wykrętu od jasnej odpowiedzi. Pojechałeś Waćpan strusiem, ale... kulawym.
A korzystaj sobie z czego tylko chcesz, gdzie chcesz i z kim chcesz, ale drugiego końca liny nigdy mi nie podawaj, bo stanowczo odmówię.
Dawid, tu w sytuacji przyłapania na niewiedzy lub chlapnięciu głupstwa najbezpieczniej się do tego od razu przyznać. Jak tego nie zrobisz, to z każdym kolejnym postem tylko się pogrążasz.
Po co Ci to?
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10917
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Dobre, bo z... demobilu?

Postprzez Dawid » Pt, 25 lis 2011, 20:48

Panie Zygmuncie przeciez jasno napisałem ze bym korzystał, gdyby nie było mnie stać na markowy.
Dawid
 
Posty: 24
Dołączył(a): Cz, 13 paź 2011, 19:56

Re: Dobre, bo z... demobilu?

Postprzez TakiJeden » Pt, 25 lis 2011, 21:01

Jest takie przysłowie: "Ubogiego nie stać na tanie portki". Nie dla tego, że nie stać na żadne, tylko dlatego, że badziewne za krótko mu posłużą, albo zawiodą w najbardziej niewygodnym momencie. Śmiem sądzić że w tej dyskusji warto o tym pamiętać.
TakiJeden
 
Posty: 1465
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Re: Dobre, bo z... demobilu?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 25 lis 2011, 21:02

Dawid napisał(a):Panie Zygmuncie przeciez jasno napisałem ze bym korzystał, gdyby nie było mnie stać na markowy.

I to jest właśnie powód, dla którego nie związałbym się z Tobą liną. NIGDY...!
Wśród ludzi gór, zdanie które napisałem wyżej uchodzi za największy dyshonor, aleś na to zasłużył.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10917
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Dobre, bo z... demobilu

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 25 lis 2011, 22:44

[ img ]
Miki napisał(a):Waży około kilograma.

Tak z czystej ciekawości spytam: miałeś ten plecak kompletny z pasami na porządnej wadze?
Bo wojskowy plecak 60-80 litrów ważący "około kilograma" to by było mistrzostwo świata, albo co najmniej miejsce na "pudle".
Na moje oko, to same okucia metalowe tego plecaka ważą prawie kilogram...
Czekam na sprawdzony wynik pomiaru...
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10917
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Dobre, bo z... demobilu?

Postprzez Miki » So, 26 lis 2011, 16:27

Niestety, nie mam pod ręką żadnej uczciwej wagi, więc od ręki wyniku nie podam. Ale przy okazji postaram się toto zważyć.

Akurat z takim samym plecakiem kolega pielgrzymuje szlakiem Św. Jakuba do Hiszpanii - jak wróci, zapytam, jak się ustrojstwo spisywało.
Miki
 
Posty: 85
Dołączył(a): Wt, 1 lis 2011, 02:23
Lokalizacja: Błonie

Re: Dobre, bo z... demobilu?

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 26 lis 2011, 20:15

Sprawował się pewnie nieźle. Inna kwestia, czy inny nie byłby znacznie lepszy, albo... gorszy? Wbrew pozorom odpowiedzi na takie pytanie wcale nie są łatwe ani proste.
No bo jak porównać różne plecaki na tej samej wyprawie?
Mnie jednak interesuje teraz wyłącznie waga tego plecaka.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10917
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Dobre, bo z... demobilu?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 19 gru 2011, 18:43

Miki napisał(a):Niestety, nie mam pod ręką żadnej uczciwej wagi, więc od ręki wyniku nie podam. Ale przy okazji postaram się toto zważyć.

No i jak z tym zważeniem?
Nie da się tego zważyć w okolicznym sklepiku spożywczym?
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10917
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Dobre, bo z... demobilu?

Postprzez Miki » Wt, 20 gru 2011, 10:11

Ekspens w kieszeni okrutny przez waścine pomysły... Musiałem se wagę sprawić, w Biedronce oczywiście :)

[ img ]

Sam worek waży tyle. Szelki dodatkowe 300 gram. Słowem - pomyliłem się oceniając wagę na oko o ok 400 gram. Gdyby przyjmować że napisałem "waży kilogram". A jak mnie pamięć nie myli, napisałem "waży około kilograma".
Miki
 
Posty: 85
Dołączył(a): Wt, 1 lis 2011, 02:23
Lokalizacja: Błonie

Re: Dobre, bo z... demobilu?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 20 gru 2011, 10:14

OK!
Dzięki.
Ale z tym zakupem toś Acan przesadził...
Nie było pójść z woruszkiem do jakiegoś okolicznego straganika...?
Oni mają wagi z atestami i te atesty zawsze przy sobie!

Inna sprawa, że ta Twoja waga "w kaczuszki"...
Pewno ze dwa, góra trzy złote Cię kosztowała, co?
A się przyda...!
Choćby do sprawdzania wagi tego, co do wora upychasz...?
To czasem bardzo dziwi...!
No i babsztyl na poczcie już Ci nie wciśnie kitu, że list za ciężki i trzeba coś mu dokleić... co by ważył jeszcze więcej... :biggrin:
A kosteczka masełka też nie zawsze waży owe "przepisowe" 200 gramów...
Per saldo - inwestycja może się okazać korzystna, a więc uzasadniona!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10917
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Dobre, bo z... demobilu?

Postprzez Miki » Wt, 20 gru 2011, 10:23

Biorąc pod uwagę, że sprzedawane jako "ultralekkie" plecaki turystyczne tej pojemności ważą prawie dwa
kilo, egzemplum: http://www.huskypl.pl/ultralekki-plecak ... 7_dba.html to jest faktycznie lekki plecak. Do tej pory po prostu porównywałem to biorąc w rękę mój i te turystyczne.

Z wagą to se żartowałem - kupiłem, bo mi była do czego innego potrzebna tak czy siak. Dałem 25 zł :)
Miki
 
Posty: 85
Dołączył(a): Wt, 1 lis 2011, 02:23
Lokalizacja: Błonie

Re: Dobre, bo z... demobilu?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 20 gru 2011, 10:34

Miki napisał(a):Biorąc pod uwagę, że sprzedawane jako "ultralekkie" plecaki turystyczne tej pojemności ważą ponad dwa i pół kilo, egzemplum...

Inne exemplum...!
Mój kompletny TNF 50-tka waży dokładnie 1 350 gramów!
A co by było jeszcze bardziej do śmichu, kosztował mnie jakieś zupełnie nieznaczące, wręcz symboliczne pieniądze, bom go odkupił po wielkiej... znajomości.
Nie proponuj, bo się nie zamienię! :biggrin:
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10917
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Dobre, bo z... demobilu?

Postprzez Miki » Wt, 20 gru 2011, 11:21

Ani bym proponował, bo na co mi takie maleństwo :) Ale gadamy tu o przydatności rzeczy z demobilu - i akurat ten plecak jest przykładem, że czasem do sklepu z demobilem zajrzeć warto. Nie trzeba mieć znajomości, i wystarczy mieć 16 zł w kieszeni... Nie twierdzę, że wszystko w demobilu jest przydatne, czy atrakcyjne. Wręcz przeciwnie - większość sprzętu i odzieży stamtąd warto omijać szerokim łukiem. Ale są perełki, warte zachodu. Składana karimata Bundeswehry - tzw kostka, jest kolejnym przykładem. Plastikowy podkład pod karimatę z tego samego źródła - również.
Miki
 
Posty: 85
Dołączył(a): Wt, 1 lis 2011, 02:23
Lokalizacja: Błonie

Re: Dobre, bo z... demobilu?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 20 gru 2011, 11:56

Dziad swoje, a baba... mu w brew! :biggrin:
Toż nie mówię, że nie warto!
Ino trza się... urwał nać,
Na tym chłamie dobrze znać!
Bo inaczej: tak czy siak,
Mnóstwo kasy trafi szlag!

:biggrin:
Sam piszesz:
Miki napisał(a):większość sprzętu i odzieży stamtąd warto omijać szerokim łukiem

Wszak tylko o to mi chodziło!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10917
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Dobre, bo z... demobilu?

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 21 maja 2012, 20:51

Sprzęt wojskowy brany au mass do turystyki nadaje się bardzo średnio.
A to, co dało by się z niego wybrać, rzadko jest warte zachodu.
Owszem, survivalowcy się w tym lubują, ale ktoś rozsądny już dość dawno zauważył, że oni w ogóle mają bardzo niewiele wspólnego z turystyką?

Tak przy okazji...
Ciekawą rzecz opowiedział mi ongiś Wojtek Cejrowski. Otóż w południowych stanach USA: Teksas, Arizona, Nowy Meksyk itd. dość powszechnie rozwinął się survival... przydomowy. Polega to na tym, że ulegając nadal i u nas kiedyś dość mocno rozwijanej fobii antynuklearnej(*), niektórzy tamtejsi farmerzy budują niesamowicie rozbudowane prywatne schrony tuż obok własnych domów. I się ścigają w dyskusjach: który z nich ma większe szanse dłużej przeżyć, jak im nad głową ruscy zdetonują atomówkę. Jest oczywistym, że są to rozważania stricte teoretyczne, ale... stworzono zupełnie nowy rynek i od kilku dziesięcioleci jest on corocznie wart grubo ponad miliard dolarów. Jest się o co bić!

(*) - do dzisiaj w naszych dużych miastach istnieją wybudowane między blokami schrony przeciwatomowe!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10917
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Kurtka domob

Postprzez przezierny » N, 27 maja 2012, 22:39

Przepraszam, że się znowu odzywam w poważnym temacie, ale moja dotychczasowa kurtka (demobilowa* austriacka m65 z nyco, oczywiście impregnowana) "niskoterenowo-leśno-uniwersalna" (nie zimowa) powoli kończy żywot (trochę się ostatnio podarła, ale wystąpiła sytuacja wyjątkowa). Niestety, ten sprzęt przestał być dostępny, a na nowomodnych kurteczkach turystycznych całkiem się nie znam-
- Jako że uniwersalne rzeczy nie istnieją, chciałbym zakupić 2 sztuki-
a) typowo letnią kurtkę na nagłe ochłodzenie/deszcz/wietrzne dni (temp. około 20* C).
b) Coś wiosenno-jesiennego w teren- z emki byłem całkiem zadowolony (nie drze się łatwo, chroni przed chabaziami, jak to emka- wygodny krój: długa, 4 duże kieszenie z przodu! i wysoka stójka kołnierza; niestety nie chroniła najlepiej od wiatru i deszczu; na wyższe temperatury też się słabo nadawała).

Za czym się rozglądać ? Jaki materiał ? A może coś w rodzaju "wierzch"+"ocieplacz" (polar?)- wtedy a i b miałbym w jednym ?

Mam też możliwość odkupienia mało używanej (mogę zobaczyć osobiście) "przeciwdeszczówki" (obszerna kurtka z samej tylko membrany)- czy warto się w coś takiego bawić (oczywiście jeśli nie występują cechy zużycia) ?

Systemowe rzeczy odpadają. Nie wybieram się zimą (latem też raczej nie) w góry.
Wymagane bezwzględnie 4 duże kieszenie z patkami (żeby zmieścił się obiektyw wielkości standardu od Zenita ;-)), możliwość postawienia wysokiego kołnierza, długość za tyłek, kaptur dopinany (co do chowanego trochę już tutaj przeczytałem, ale nie wiem, czy w warunkach mniej ekstremalnych nie sprawdzi się) i neutralny kolor (nie może być "żarówiasta" jak kamizelka drogowca)- czy ktoś mnie mógłby właściwie ukierunkować (jeśli taki przyodziewek w ogóle szyją) ?

Z góry dziękuję za wszelką pomoc.

* nie żebym był fanatykiem militariów, ale parę porządnych rzeczy można wyrwać za niewielkie pieniądze (jak się dobrze odsieje badziewie)
przezierny
 
Posty: 19
Dołączył(a): Cz, 10 maja 2012, 22:28
Lokalizacja: Lublin

Re: Dobre, bo z... demobilu?

Postprzez przezierny » Pn, 28 maja 2012, 15:54

Widziałem- dostępność jest niezła, ale z rozmiarami kłopot (a zielona m65 oryginalna to w tej chwili sprzęt kolekcjonerski).
Problem w tym, że dziadostwa w kamuflażu wolałbym nie kupować (jednak chciałoby się jakoś wyglądać na wyprawie ;-)).
Podobnie rzecz ma się z "pseudo-militarnymi" szmatami, szytymi z diabli wiedzą jakich materiałów przez diabli wiedzą jakie zakłady- nie spotkałem jeszcze takiej podróbki, która jakością zbliżyłaby się do oryginału (cena za to zawsze szybuje ku przestrzeni kosmicznej- w takim układzie wolałbym poszukać zwykłej kurtki turystycznej). Zdarzają się nawet kwiatki tego rodzaju, gdzie guzik od pagonów wypada w takim miejscu, gdzie przez bark przechodzić muszą szelki od plecaka :uwaga:
przezierny
 
Posty: 19
Dołączył(a): Cz, 10 maja 2012, 22:28
Lokalizacja: Lublin

Re: Dobre, bo z... demobilu?

Postprzez Slav » N, 30 gru 2012, 03:31

I tu jest cały problem - podróby.
Dotyczy to w jednakowym stopniu demobilu jak i sprzętu turystycznego.

Nie licytujmy sie: Zamek YKK lub Kroko czy będzie w jednym czy w drugim sprzęcie będzie co najmniej równie dobry o ile - będzie to wyrób oryginalny.

Kierunek demobil oznacza zazwyczaj większą jakość kosztem (nie zawsze) wagi.
Kierunek sprzęt turystyczny oznacza zazwyczaj mniejszą wagę kosztem jakości *

* Turystyczny-masowy a nie np. dla alpinistów i tak samo porównujemy sprzęt kontraktowy dla zwykłego szweja a nie dla SAS

Uczciwość nakazuje także porównywać rzeczy w identycznym stanie - jeśli używki to porównujmy z używkami. W tej dziedzinie demobil prawie zawsze wygrywa. Prawie bo np. buty "zachowują" się przeciwnie temu trendowi i zazwyczaj są gorsze.
Czy istnieje rynek starych, używanych wyrobów turystycznych klasy "popularnej", "masowej" czy jak się to tam nazywa? A jeśli nie to dlaczego? A dlatego że 2 letni wyrób tej klasy to zazwyczaj prawie złom o ile już nie jest w koszu.

Dla Zygmunta który jak widzę jest mocno cięty na demobil: piszę o nizinach, wyżynach i niskich górach.

Proponuję zamiast udowadniania co jest lepsze pokazanie co używacie "demobilowego" jeśli używacie i dlaczego tego używacie oraz jak to się sprawdza w praktyce. Oraz drugi temat których gadgetów unikać i dlaczego.

Zacznę od swoich zabawek które tutaj stopniowo wpiszę a później uzupełnię o zdjęcia.

Moje ulubione i używane demobile:
1. szalokominiarka - LWP 95% wełna 5% poliamid (koszt zakupu: 3zł nowy)
- niezbedna, niezastapiona jako czapka, szalik, kominiarka a potencjalnie ma jeszcze kilka awaryjnych zastosowań.
2. kurtka codzienna BW w łatki, Producent Shmidtke (KZ: 5zł używka)
- wygodna, szybkoschnąca, nie nasiąkliwa, nie czepliwa itp. itd. a do tego dobra bo dobra i tania. Jesli idę w las zabieram ze sobą.
3. skarpety Czeskie - wełna + kilka procent poliamidu (KZ: 8zł/sztuke nowe)
- piorę "jak leci" w płynie z biedronki - 2szt skuliły sie i wyrzuciłem, reszta minimalnie sfilcowana służy już wieki. Zero mechracenia, zero przecierania, uciskania, spadania, zawijania sie, nie do przetarcia, grzeje na sucho i na mokro, nie gryzie. Wady: ciężka i długo schnie.
4. pas "taktyczny" do spodni szer 5cm (pas kapronowy z szybkozłączką) BW (KZ: 4zł)
- spodnie trzyma idealnie, niezależnie od obciążenia, do tego leciutki i wytrzymały - spokojnie da się podnieść na nim samochód (zamiast zerwanego łańcucha).
* 5. krzesiwo magnezowe z "bloczkiem" - podróba produktu USArmy dzieła firmy MFH (KZ: 25zł)
To jedna z nielicznych podrób które mimo to mogę śmiało polecić. Ogień pewny w każdych warunkach jeśli trochę poćwiczysz.

* oznacza podróby

Jest tego trochę więcej wiec z uwagi na porę nocy ... cdn. ...


--
W żadnym razie nikogo nie namawiam do naśladowania mnie, każdy ma swój własny mózg i musi myśleć samodzielnie.
Slav
 
Posty: 33
Dołączył(a): Pt, 28 gru 2012, 01:30
Lokalizacja: Beskidy

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Sprzęt, wyposażenie, prowiant i sposoby turystyczne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

cron