Gdy "padnie" zapalniczka - krzesiwo!

Tematy wspólne dla wielu dziedzin turystyki aktywnej.

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Gdy "padnie" zapalniczka - krzesiwo!

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 5 wrz 2009, 18:09

Siedząc wygodnie przed komputerem trudno sobie nawet wyobrazić, że może "paść" każda zapalniczka, zapałki mogą zamoknąć i nawet posiadając przy sobie komplet sprzętu biwakowego i prowiantu można nie mieć szans na cokolwiek ciepłego, że o nocnym chłodzie nie wspomnę...
A jednak!
Każde urządzenie techniczne może odmówić posłuszeństwa. Rozpalanie ognia przy pomocy metod "indiańskich" zazwyczaj się udaje, gdy bez kłopotu można skorzystać z kilku innych rozwiązań. Gdy wszystkie one zawiodą, także tarcie patyków o siebie zazwyczaj nie skutkuje.
W takich sytuacjach niezastąpione są krzesiwa magnezowe produkowane zresztą jeszcze do niedawna wyłącznie na potrzeby wojsk specjalnych.
Krzesiwa takie mają postać prostej płytki z czystego, miękkiego metalu magnezu. Na jednym z dłuższych boków mają wtopiony pręt z metalu o składzie "kamienia do zapalniczek. Jeśli mocno potrzemy po tym pręcie zwykłym nożem (stal twarda, wysoko węglowa), spod ostrza posypią się iskry. Drobne wiórki magnezowe potraktowane snopem takich gorących iskier zapalają się dając bardzo wysoką temperaturę (błysk magnezowy!) - utlenianie magnezu do tlenku magnezu, to reakcja wysoce egzotermiczna.

Jak użyć krzesiwa magnezowego?
Najpierw skrobie się magnez (ten biały metal na niżej pokazanej fotce!) na bardzo drobne wiórki, a potem zwykłym nożem - najlepiej grzbietem, a nie ostrzem! - trąc o pręt stalowy (ten ciemny wtopiony w magnez - patrz poniższa fotka) wywołuje iskry zapalające ów "termit"(*). Oczywiście stosowanie tego ma sens, gdy wiórki magnezu leżą na czymś palnym: suche trawy, kłębek waty opatrunkowej, biały naskórek kory brzozowej lub coś podobnego. W przeciwnym wypadku magnez się spali i... tyle. On musi coś zapalić! Po to jest.
Do rozpalenia ogniska poza krzesiwem potrzeba oczywiście także grubszego paliwa. Zawsze dobra do tego jest tak zwana drzazga, czyli cieniuteńkie szczapki bardzo żywicznego drewna iglastego, a dopiero później drobne gałązki. Dobrze jest mieć zawsze ze sobą skutecznie przed wilgocią chronionych kilka kawałków tak zwanej rozpałki do grilla, albo kostek innego "suchego paliwa" typu heksamina lub popularny dziś "esbit" czy tak zwany żel spirytusowy...

[ img ]

To moje stareńkie krzesiwo, ale i obecnie da się kupić dokładnie takie same. Wystarczy przeczytać i zrozumieć tekst wytłoczony na samym breloku -> widoczny na fotce.
To jest ustrojstwo amerykańskiej proweniencji i w ogóle tego nie wyjmuję z pakietu ratunkowego. Kilka razy, gdy innej metody już nie było, przydało się do rozpalenia ogniska i ani razu nie zawiodło.
I nadal da się to w tej, bodaj najlepszej postaci kupić - na przykład tu!

(*) - termit tak naprawdę jest mieszaniną pylistego aluminium i tlenku żelaza w proporcjach stechiometrycznych - chemicy to rozumieją, a nie chemikom lepiej tego nie wiedzieć, bo niefachowo prowadzona pirotechniczna "zabawa" z tym zwykle kończy się straszliwie.
Ostatnio edytowano Pn, 7 wrz 2009, 15:26 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 3 razy
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10897
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 6 wrz 2009, 11:40

Żeby wyczerpać temat zabezpieczenia źródeł ognia...
Bardzo dobrym, maleńkim, tanim i niezawodnym jest specjalne pudełko wodoszczelne do zapałek.

[ img ]

Tego drobiazgu załadowanego zwykłymi zapałkami i kawałkiem tak zwanej draski oraz mocno zakręconego - to "czarne pod nakrętką to jest gumowy o-ring - wystarczy... nie zgubić. Ja to trzymam w tak zwanym pakiecie ratunkowym.

W dnie tego pudełeczka jest wtopiony niewinnie wyglądający prawie czarny kawałek drutu. To jest tak zwany "kamień do zapalniczek". Jeśli potrzemy po nim ostrzem noża, sypną się z niego bardzo gorące iskry.

Identycznie działające, tej samej konstrukcji, ale w kolorze khaki pudełeczka na zapałki oferują sklepy z demobilem, ale znacznie... drożej.
Ostatnio edytowano N, 6 wrz 2009, 13:22 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 1 raz
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10897
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 6 wrz 2009, 13:09

Jest też metoda rozpalenia ognia przy pomocy promieni słonecznych i... obiektywu fotograficznego - im bardziej szerokokątny, tym lepszy!
Procedura:
1. Zdejmuje się obiektyw z aparatu.
2. Przednią stronę obiektywu wystawia na słońce, tak by jak największa ilość promieni przechodziła przez "szkło" - za obiektywem w niewielkiej odległości powstanie bardzo jasna "plamka".
3. "Umieszczenie" ww. plamki na kawałku drewna powoduje po krótkiej chwili, że ono najpierw lekko dymi, a potem... zapala się płomieniem.

Uwaga!
Ta metoda jest niezastąpiona, gdy po deszczu pięknie świeci słońce, ale wszystkie dostępne patyki są mokre. Trwa to wtedy nieco dłużej, ale wynik jest zawsze pozytywny. Żadna inna metoda rozpalenia ogniska z mokrego drewna nie jest wtedy lepsza!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10897
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Walka o ogień

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 19 wrz 2009, 16:12

Któż nie pamięta owego, fenomenalnego filmu?
A kto pamięta z niego scenę "odkrywczej" metody rozpalenia ognia?

Jasne, że dziś ta metoda wydaje się zupełnie nam zbędna i taką zapewne jest. W dobie piezoelektrycznych zapalniczek, wodoodpornych zapałek, glinowo magnezowych krzesiw czy choćby obiektywów szerokokątnych pocieranie o siebie dwóch patyków wydaje się zupełnie zbędne.
No, ale jeśli potraktować to jako pouczającą zabawę dla dopiero zaczynających swe turystyczne życie...? To może być ciekawe...
Metodę zaczerpniętą z ww. filmu można od razu unowocześnić i to jak sądzę o jakieś dobre kilka tysięcy... lat.

Co nam będzie potrzebne?
1. Dwie niewielkie szczapki i jeden kołeczek - wszystko z dobrze żywicznego drewna. Najłatwiej wyłamać to z napotkanego wiatrołomu jakiegoś drzewa iglastego. Uwaga - kłody planowo wycięte w lasach są zazwyczaj jeszcze "na pniu" odżywicowane" i do naszego celu o wiele gorsze, ale i z nimi można powalczyć z sukcesem.
2. Kawałek mocno sprężystej gałęzi.
3. Kawałek (nieco mniej niż metr) cienkiego, ale mocnego sznurka.
4. Zwykły nóż.

Bierzemy się do roboty:
1. W płaskich powierzchniach obydwu szczapek, mniej więcej na ich środkach wydłubujemy nożem niewielkie zagłębienia.
2. Obydwa końce kołeczka zaostrzamy nożem, a jego część środkową oskrobujemy mniej więcej na okrągło.
3. Sprężystą gałąź silnie zginamy i końce związujemy sznurkiem - tworzymy coś w rodzaju łuku.
4 Siadamy wygodnie i większą ze szczapek przytrzymujemy na ziemi stopami tak, by wydłubany otworek znajdował się na wierzchu.
5. Zaostrzony kołeczek umieszczamy w ciasnej pętelce naprężonej cięciwy "łuku", jeden ostry koniec wstawiając w wydłubane zagłębienie trzymanej stopami szczapki, a na drugie jego ostrze nakładamy dołek w mniejszej szczapce - od tego momentu cały czas przytrzymujemy jedną ręką tę konstrukcję z góry!
6. Ciągając drugą ręką "łuk" w przód i w tył wprawiamy kołeczek w bardzo szybkie wirowanie i po niezbyt długim czasie któryś z zaostrzonych końców kołeczka zaczyna najpierw intensywnie pachnieć, po chwili dymić i... się żarzy!
7. Żarzący się kołeczek można rozdmuchać w płomień lub tak długo "piłować", aż powstanie żywy ogień.

I o to chodziło - mamy ogień z... "niczego"!
Z własnego doświadczenia wiem, że każdy demonstrujący to "ogniomistrz" cieszy się od razu niezłym autorytetem w biwakowej ferajnie.

Jak z tej palącej się drzazgi zrobić ognisko, to już inna kwestia.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10897
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Gdy "padnie" zapalniczka - krzesiwo!

Postprzez leszek » Pn, 31 paź 2011, 16:07

Cześć Mundek! Tu Leszek. A,pro po krzesiwa aczkolwiek nie do końca. Jak przygotować sobie upieczony kawałek bawełny do rozpałki? To tak z ciekawości! L.L.
leszek
 
Posty: 98
Dołączył(a): N, 14 lut 2010, 19:26
Lokalizacja: Kudowa Zdrój

Re: Gdy "padnie" zapalniczka - krzesiwo!

Postprzez leszek » Pn, 31 paź 2011, 16:28

Jeszcze raz Leszek .Ja chowałem zapałki w pudełeczkach aluminiowych i plastykowych po filmach .Też bardzo szczelne! L.
leszek
 
Posty: 98
Dołączył(a): N, 14 lut 2010, 19:26
Lokalizacja: Kudowa Zdrój

Re: Gdy "padnie" zapalniczka - krzesiwo!

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 31 paź 2011, 17:08

leszek napisał(a):Jak przygotować sobie upieczony kawałek bawełny do rozpałki?

Nie rozumiem, o co pytasz...
Leszek napisał(a):Ja chowałem zapałki w pudełeczkach aluminiowych i plastykowych po filmach .Też bardzo szczelne!

Też to stosowałem, ale kilka razy mnie ten "sprzęt" zawiódł... jednak.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10897
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Gdy "padnie" zapalniczka - krzesiwo!

Postprzez Miki » Wt, 1 lis 2011, 22:59

Mój "zestaw survivalowy" jest nader skromny - na smyczy z kluczami mam dodatkowo "wieczną zapałkę" - czyli takie miniaturowe krzesiwo syntetyczne, dodatkowo wyposażone w "zapałkę" z końcówką z twardej stali, otoczoną kilkoma kłaczkami z niepalnego, acz nasiąkliwego materiału. Ta zapałka na stale jest wkręcona w wypełniony nasączoną benzyną watą zbiorniczek, krzesiwo jest wklejone w bok pojemniczka. Działa jak normalna zapałka, da się tego również użyć jak zwykłego krzesiwa, gdyby benzyna odparowała. Drugim breloczkiem jest miniaturowa latarka LED - wielkości małego kluczyka typu Yale. Trzecim - tani nóż ze stali węglowej w pochewce. Nóż, a nie scyzoryk czy folder. I tyle mojego przygotowania do survivalu... Reszta, jak sam wspomniałeś - tkwi w głowie. Wiedza jest istotna, ale najważniejsza w krytycznej sytuacji jest wiara w siebie i chęć przetrwania wbrew wszelkim niesprzyjającym okolicznościom.

Nie uprawiam na co dzień tzw. survivalu, czasy, w których sam sobie musiałem cokolwiek udowadniać dawno mam za sobą, a i wtedy nikt tego nie nazywał survivalem... Do mojego turystowania najlepiej pasuje słowo "włóczęga".
Ostatnio edytowano Śr, 2 lis 2011, 00:39 przez Miki, łącznie edytowano 2 razy
Miki
 
Posty: 85
Dołączył(a): Wt, 1 lis 2011, 02:23
Lokalizacja: Błonie

Re: Gdy "padnie" zapalniczka - krzesiwo!

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 1 lis 2011, 23:50

Miki napisał(a):Ten "drut" jest w istocie bloczkiem krzesiwa magnezowego - zwracał na to uwagę już jeden z wcześniejszych komentatorów. A jak już zmienisz, wywal i moją o tym uwagę. Pył aluminiowy też pali się raczej tylko w obecności utleniacza, np nadmanganianu potasu. Reakcja wtedy jest wybuchowa. Właśnie sobie naskrobałem trochę aluminium, i próbowałem podpalić zapałką na kupce - i to niejedną - też nie działa :) Garnki i patelnie z aluminium, stawiane na ogniu nie płoną... Może zadziałać, nawet wybuchowo, gdy drobniutki pył aluminiowy rozpylisz w powietrzu. Ale tak zadziała i zwykła mąka. Rozpalić tak jednak ogniska raczej się nie uda. Wiedza o tym, czego można użyć w charakterze rozpałki i podpałki (to nie jest jedno i to samo...) jest równie istotna, jak wiedza, jak ogień wzniecić.

Ustalmy:
1. Ten "biały blok" metalu to jest pierwiastek magnez i stąd nazwa przyrządu.
2. Ten ciemny pręt w połączeniu z ostrzem stalowym jest "iskrownikiem", ale wcale nie magnezowym. W nim w ogóle nie ma pierwiastka magnezu. Wskazuje na to kolor iskier. Nie znam składu tego metalu, ale z pewnością chodzi o szczególną odmianę stali. Możesz mieć rację, że akurat nie jest to stal miękka.
3. Co do tego wszystkiego mają wspominane przez Ciebie opiłki aluminiowe i skrobanie menażek? Nie wiem, ale... da się stworzyć suchą mieszankę spawalniczą albo bombę termitową - obydwie oparte właśnie na opiłkach aluminiowych.

Może ja to niezbyt jasno wyjaśniam, więc wskazuję link, gdzie opisują to znacznie prościej - tu!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10897
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Gdy "padnie" zapalniczka - krzesiwo!

Postprzez TakiJeden » Śr, 2 lis 2011, 00:15

Zygmunt Skibicki napisał(a):3. Co do tego wszystkiego mają wspominane przez Ciebie opiłki aluminiowe? Nie wiem, ale... da się stworzyć suchą mieszankę spawalniczą albo bombę termitową - obydwie oparte właśnie na opiłkach aluminiowych.


Ale tam jest utleniacz -- w formie Fe2O3. I to faktycznie jest sucha mieszanka spawalnicza bo żelazo wydziela się z utleniacza i służy za lut. Tak się spawa szyny tramwajowe... ale na powietrzu aluminium utlenia się na zimno powierzchownie i pasywuje, więc bez chemicznego utleniacza podpalić się nie daje.
TakiJeden
 
Posty: 1464
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Re: Gdy "padnie" zapalniczka - krzesiwo!

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 2 lis 2011, 00:20

TakiJeden napisał(a):na powietrzu aluminium utlenia się na zimno powierzchownie i pasywuje, więc bez chemicznego utleniacza podpalić się nie daje.

Tak, ale to i tak nie ma nic wspólnego z krzesiwem magnezowym i jego działaniem.
Sam nie wiem, po jaką cholerę wspomniałem o tym termicie...
Przepraszam, chyba sam zamieszałem.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10897
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Gdy "padnie" zapalniczka - krzesiwo!

Postprzez Miki » Śr, 2 lis 2011, 00:22

Nie miałem nigdy krzesiwa z blokiem magnezu - mam za to kilka takich:

[ img ]

Nie ma tu nic do strugania, jedynie po skrobnięciu np nożem sypie się snop iskier.

Stronkę Pitera znam - wśród moich licznych hopli jest też strzelanie z wiatrówek, a Piter jako jeden z pierwszych propagował to w necie.
Ostatnio edytowano Śr, 2 lis 2011, 00:40 przez Miki, łącznie edytowano 1 raz
Miki
 
Posty: 85
Dołączył(a): Wt, 1 lis 2011, 02:23
Lokalizacja: Błonie

Re: Gdy "padnie" zapalniczka - krzesiwo!

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 2 lis 2011, 00:25

Dobra, poprawiłem ten drugi post.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10897
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Gdy "padnie" zapalniczka - krzesiwo!

Postprzez TakiJeden » Śr, 2 lis 2011, 00:30

Miki napisał(a): Ja osobiście nie wnikam, z czego zrobiony jest ten przerośnięty kamień do zapalniczki


Gdzieś kiedyś czytałem, że kamienie do zapalniczek robi się ze stopu lantanu i ceru. Więc może ten pręt też? Z drugiej strony: dawniej iskry krzesano albo żelazem o krzemień albo żelazem o żelazo, więc nie wykluczałbym że stosowny element jest jednak stalowy...
TakiJeden
 
Posty: 1464
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Re: Gdy "padnie" zapalniczka - krzesiwo!

Postprzez Miki » Śr, 2 lis 2011, 00:38

TakiJeden napisał(a):Gdzieś kiedyś czytałem, że kamienie do zapalniczek robi się ze stopu lantanu i ceru. Więc może ten pręt też? Z drugiej strony: dawniej iskry krzesano albo żelazem o krzemień albo żelazem o żelazo, więc nie wykluczałbym że stosowny element jest jednak stalowy...


Stalowym krzesiwem uzyskiwano iskrę z krzemienia, to musi być hartowana stal, miękkim żelazem iskry nie wykrzeszesz. Żelazo o żelazo - znam jeden sposób. Młotek, kowadło i cienki pręt żelazny - uderzając odpowiednio szybko i mocno daje się tak rozgrzać końcówkę pręta, że można od niej odpalić papierosa - czyli i ognisko dało by się rozpalić. W czasach neolitu jako krzesiwa do krzemienia używano innej skały - pirytu.

Pręt krzesiwa syntetycznego nie jest ferromagnetykiem - na magnes nie reaguje zupełnie.

Warto dodać, że nazwa "krzesiwo" dawniej oznaczała stalowy przedmiot, używany do krzesania iskier z krzemienia - dziś tak nazywamy to, czego używamy zamiast krzemienia. Dlatego między innymi noszę ze sobą nóż z węglówki - w razie czego skrzeszę nim ogień, używając zwykłego krzemienia.
Miki
 
Posty: 85
Dołączył(a): Wt, 1 lis 2011, 02:23
Lokalizacja: Błonie

Re: Gdy "padnie" zapalniczka - krzesiwo!

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 2 lis 2011, 16:11

Uwaga!
Z tego wątku wydzieliłem kilka postów i powstał dość interesujący wątek Rozpałka.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10897
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Gdy "padnie" zapalniczka - krzesiwo!

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 5 kwi 2015, 09:36

TakiJeden napisał(a):Gdzieś kiedyś czytałem, że kamienie do zapalniczek robi się ze stopu lantanu i ceru...

W skład tych "kamieni" do zapalniczek wchodziły pierwotnie na pewno sproszkowane żelazo i cer. W takim składzie wynalazł je Carl Auer von Welsbach – chemik austriacki, profesor uniwersytetu w Wiedniu. Dzisiaj także produkuje się je ze sproszkowanego żelaza z dodatkiem metali z grupy lantanowców.

Ciekawostka!
Ten sam profesor Carl Auer von Welsbach wynalazł tak zwane "koszulki" Auera zawierające po wyżarzeniu dwutlenek toru, ThO2 (99%), i dwutlenek ceru, CeO2 (1%), które w płomieniu gazowym dają intensywne białe światło. To są właśnie te "koszulki", których używamy w nadal choć słabnąco już popularnych gazowych lampach biwakowych.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10897
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Gdy "padnie" zapalniczka - krzesiwo!

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 16 kwi 2017, 09:44

A teraz coś z arsenału... chemicznego!

Może nie każdy, ale ja akurat w wyprawowej apteczce mam zawsze:
- glicerynę (do zwilżania przed opatrywaniem ran po pękniętych pęcherzach),
- suchy nadmanganian potasu do dezynfekcji ran.

Jeśli na nawet nieco wilgotną, ale nie mokrą(!) podpałkę albo nożem nastrugane wióry czy drobne patyczki i suchą trawę wysypać nieco - pół łyżeczki to już dużo! - nadmanganianu potasu i polać to kilkoma kroplami gliceryny - nie mieszać! - bez żadnego naszego dodatkowego udziału w kilka chwil... zapłonie i to solidnie.

Z chemią nie ma i nie może być żartów, więc dwie bardzo poważne uwagi:
1. Reakcja nie jest natychmiastowa, ale silnie egzotermiczna, więc jak już po krótkim czasie nawilżony gliceryną nadmanganian zacznie... syczeć, lepiej się odsunąć, bo to potrafi na sporą odległość pryskać płonącymi kroplami!
2. Obydwa te składniki należy bezwarunkowo przechowywać tak, by nawet po ciężkiej kolizji plecaka nie mogły się zmieszać, bo... zadziała!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10897
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź


Powrót do Sprzęt, wyposażenie, prowiant i sposoby turystyczne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości