Zwierzęta spotykane na szlaku

Tematy wspólne dla wielu dziedzin turystyki aktywnej.

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Zwierzęta spotykane na szlaku

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 20 lut 2007, 21:40

Świstak
Nie zachowując ciszy nie mamy żadnych szans na takie spotkania. Spotkanie świstaka czy choćby jednej kozicy albo muflona jest bez wątpienia największą żywą atrakcją polskich Tatr i Karkonoszy. Tylko bardzo wcześnie rano i to wysoko w terenie skalistym takie spotkanie jest możliwe. Mijając schronisko około dziesiątej możemy przestać liczyć na taką frajdę.
O tak późnej porze są jeszcze możliwości usłyszenia świstaków, ale tylko na rzadko uczęszczanych szlakach. Wycieczka na Wrota Chałubińskiego zamiast na Rysy daje właśnie taką okazję. Podobnie Dolina Kozia czy Dolina Pusta zamiast obleganego Zawratu.
Zwykle słyszymy charakterystyczny świst, ale nic nie widać. Należy wtedy natychmiast się zatrzymać i w absolutnej ciszy oraz w bezruchu czekać na rychły kolejny świst. Jeśli nie zachowamy ciszy, następny świst będzie ostatnim i stadko zaszyje się w skałach na kilka godzin.
Trudność w zlokalizowaniu świstaka sprawia echo wśród skał, ale po kilku świstach zwykle udaje się ustalić konieczny kierunek wypatrywania. W takich wyjątkowych sytuacjach przydaje się mała, noszona przy pasie plecaka lornetka. Zanim wyjmiemy z plecaka wielką morską „dwulufkę”, świstaki z pewnością ostatecznie i na długo się skryją. Podobnie skończy się wyjmowanie z plecaka dużego teleobiektywu. Mały, szybki aparat fotograficzny z silnym zoomem (możliwość płynnego zmieniania ogniskowej obiektywu) zastępuje doskonale lornetkę i daje możliwość utrwalenia unikalnego widoku.
Lis nie jest w górach rzadkim zwierzęciem, ale ze względu na jego nocny tryb życia, spotyka się go wyjątkowo, choć nie brak osobników snujących się wieczorami w pobliżu schroniskowych śmietników - elektryczne "pastuchy" przeciw niedźwiedziom są tu bezradne.
Znany turystom na Kasprowym Wierchu wyleniały lis nie jest ponoć chory na wściekliznę, ale nigdy nie wiem czy garnie się do mnie wciąż ten sam osobnik. Rzucam mu więc z daleka kawałek kanapki i idę dalej, co też innym zalecam.
Drugi taki włóczy się od kilku lat wieczorami w okolicach schroniska na Polanie Chochołowskiej...
Kozica
Spotkanie kozicy wymaga jednak bardzo wczesnego startu na szlak. Zanim zobaczymy kozicę, ona zwykle już nas obserwuje. Dopiero zbytnie zbliżenie się do niej powoduje odskok stada. Towarzyszący temu oddalający się stukot kopyt o skałę i dźwięk spadających kamieni są pierwszym sygnałem bliskiej obecności kozic.
Zachowując absolutną ciszę i bezruch mamy sporą szansę wypatrzenia tych pięknych zwierząt. Dają się łatwo fotografować, ale zoom także jest nieodzowny. Zwykle nie dają się blisko podejść, chociaż jedna osoba poruszając się bardzo wolno i etapami po kilka kroków nie wystraszy stada.
Jeśli podchodzenie związane byłoby z koniecznością zejścia ze szlaku, w ogóle nie radzę próbować. Nawet gdyby nie chodziło o nasze bezpieczeństwo, poza szlakiem przy każdym kroku będziemy strącać kamyki i zwierzaki umkną ostatecznie poza granice sensowności fotografowania.
Mało kto zauważa, że na samym szlaku prawie nie spotyka się małych kamyków. Jeśli już są, to większe. Wynika to właśnie z codziennego strącania drobnych kamyków przez wędrujących turystów. Poza szlakami wszędzie jest pełno szutru wszelkiej granulacji od wielkich głazów (bywają bardzo chybotliwe) aż do piasku i pyłu, które to tak uprzykrzają wędrówkę przy silnych wiatrach.
Ciekawy film o tatrzańskich kozicach
Jeleń
Jelenia górskiego trudno spotkać, ale usłyszeć się go daje zwłaszcza późnymi wieczorami przy schroniskach na Hali Kondratowej i Polanie Chochołowskiej po zmroku, w czasie wrześniowych rykowisk. Nie radzę jednak wychodzić im na spotkanie. One tam przychodzą, aby udowodnić swoją odwagę i siłę.
Czasem udaje się dostrzec ich potężne ciała i poroża przez okno schroniska dzięki światłu księżyca. Fotografowanie ich wtedy z wykorzystaniem profesjonalnego flesza (amatorskie lampy błyskowe nie mają dostatecznej mocy) jest zwykłym nietaktem. W krąg świateł schroniska nie wchodzą nigdy.
Uwaga – jeśli gdziekolwiek w biały dzień garnie się do nas jeleń lub inny płowy zwierz, jest to prawie stuprocentowo pewny dowód jego choroby na wściekliznę.
Niedźwiedź
Niedźwiedzia spotykają najczęściej niefrasobliwi turyści, którzy zbyt długo chodzą po skalnych szlakach i po zmroku wracają z gór. Takie spotkania na asfalcie poniżej Morskiego Oka wcale nie są rzadkie. Często rankiem przed tym schroniskiem oraz przed Murowańcem znajduje się odchody niedźwiedzi. Już sam widok świeżego odcisku misiej łapy w miękkiej ziemi robi piorunujące wrażenie. Gwarantuję podwyższony poziom adrenaliny na kilka godzin.
Od pewnego czasu schroniska i ich zaplecza są ogradzane elektrycznymi pastuchami i to ostatecznie zabezpiecza śmietniki przed ciekawością i łakomstwem puchatych przyjemniaczków. Późno wieczorne spacery w okolicach schronisk są jednak nadal ryzykowne.
Jeszcze przed wschodem słońca niedźwiedzie przestają buszować w okolicach schronisk i zaszywają się w głębokich ostępach. Na szlaki zwabiają je najczęściej pozostawione przez turystów odpadki, papierki po cukierkach a nawet papiery po kanapkach i ogryzki owoców. Także dlatego warto po sobie sprzątać. Na tłumnie odwiedzanych szlakach spotkania z niedźwiedziami w ciągu dnia są bardzo rzadkie, ale na mało uczęszczanych odcinkach zdarzają się.
Takie spotkanie dostarcza zawsze mocnych wrażeń. W przeciwieństwie do świstaka czy kozicy, niedźwiedź nie ucieka od człowieka. Z pewnością nie jest to stworzenie z natury atakujące ludzi, ale jeśli nieopatrznie zbytnio się do niego zbliżymy – kłopoty pewne.
Zawsze przy spotkaniu trzeba zakładać, że zwierze od dłuższej chwili jest świadome naszej obecności. Jeśli natychmiast nie okazuje zdenerwowania, oznacza to pewną jego wobec nas tolerancję. Dalej zbliżać się jednak nie radzę pod żadnym pozorem. Lepiej także darować sobie zdjęcia. Stanie w długim bezruchu zwierze zrozumie jako chęć konfrontacji, a podniesienie do góry rąk z aparatem zawsze potraktuje jako gest naszego ataku. Niedźwiedź przybiera rzadką dla niego pozycję pionową z uniesionymi łapami i ryczy właśnie w momencie ataku. Niedźwiedzie mają stosunkowo słaby wzrok i na większą odległość rozpoznają jedynie sylwetki. Stojącego na nogach człowieka traktują więc jak osobnika gotowego do walki. Ewentualne nasze okrzyki tylko pogłębią prowokację.
Takie są prawa Natury – silniejszemu zawsze trzeba ustąpić. Przyroda dla nikogo i nigdy nie robi wyjątków! Co najwyżej miewa kaprysy – nie pojmowane przez nas wyniki zbiegu przeróżnych okoliczności. Za mało rozumiemy Otoczenie i dlatego stosujemy głupkowaty termin – przeznaczenie albo kaprys natury.
Jeśli obok dużego osobnika rodzaju Ursus kręci się małe radzę ostatecznie, natychmiast i bezgłośnie zawrócić z drogi nawet gdyby wymagało to gruntownej zmiany planu wycieczki. Ucieczka nie ma sensu. Jeśli misiek zechce, dogoni nas i tak. Potrafi poruszać się bowiem niewyobrażalnie szybko. Opowiastki o stosunkowo mniejszej szybkości niedźwiedzia w biegu z górki radzę wsadzić między durne bajania - i tak szybkość jest dużo większa niż osiągana przez człowieka. Rekord świata na 100 metrów, to zaledwie 30 km/godz, a niedźwiedź bez trudu osiąga prawie dwukrotnie większą.
Jak zachować się w przypadku ataku niedźwiedzia, nie wiem – nie mam doświadczeń. I nie żałuję! Mogę tu tylko powtórzyć zasłyszane instrukcje stosowane przez strażników amerykańskich „zamisionych” Parków Narodowych. Otóż zalecają oni natychmiastowe położenie się na ziemi na boku w maksymalnie skurczonej pozycji embrionalnej. Ręce powinny osłaniać boki tułowia, a dłonie zakrywać twarz. Kolana powinny dociskać dłonie do twarzy. Podobno ta metoda uratowała życie największej ilości ludzi, co wcale nie oznacza uniknięcia koszmarnych kontuzji i dożywotniego kalectwa. Nie zanotowano ataków samotnych niedźwiedzi na grupy turystów większe niż pięć osób idących w zwartej grupie. I to jest być może najważniejsza tutaj informacja.
Przy moich czterech spotkaniach z niedźwiedziami, w tym jedno spotkanie z „rodzinką” zawsze stosowałem natychmiastowe zawrócenie i spokojne odejście. Jednego z tych odwrotów dokonywałem pod górę w stronę grani i o mało nie skończyło się to nocnym biwakiem w skałach. Miałem jednak ze sobą latarkę czołową i dobrnąłem do schroniska bardzo okrężną drogą w kompletnych ciemnościach. Na zmianę trasy trzeba więc być przygotowanym w każdym momencie wędrówki.
Dlaczego śmieci porzucane na szlakach są złem? - http://turystyka.skibicki.pl/forum/viewtopic.php?t=941
Ciekawa strona o niedźwiedziach tatrzańskich - http://www.medvede.sk/ oraz nieco "głębiej"- http://www.medvede.sk/?action=stretnutie
- słowackie, ale co to za problem?
Na wszelki wypadek skopiowałem tę słowacką instrukcję - http://turystyka.skibicki.pl/forum/viewtopic.php?p=9041#9041
Może znajdzie się kiedyś tłumacz i dokładnie przetłumaczy to na polski?
Dopisek (04.12.2008): już się znalazł i jest tam także tłumaczenie!

Amerykański film instruktażowy odnośnie spotkań z niedźwiedziem -
http://www.howcast.com/videos/100020-How-To-Survive-a-Bear-Attack
Warto także zajrzeć - http://www.niedzwiedz.wwf.pl/
O innych zwierzetach spotykanych na szlakach i biwakach piszę w innym miejscu - http://skibicki.pl/forum/viewtopic.php?p=4448#4448
Ostatnio edytowano Wt, 19 sty 2010, 12:31 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 14 razy
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10908
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Zwierzyna i owady na szlaku i biwaku

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 21 lut 2007, 12:05

Dzikie zwierzęta...
Daleko od siedzib ludzkich, ale bywa że tuż obok samotnej leśniczówki, na polu namiotowym może pojawić się nocą jakiś drapieżnik skuszony zapachami rozrzuconych resztek jedzenia. Koronnym przykładem są tu kawałki zwęglonych kiełbasek, które bezmyślnie porzuciliśmy przy ognisku i ze zwykłego lenistwa nie sprzątnęliśmy podczas jego gaszenia.
Takie wizyty nie są żadnym zagrożeniem dla nas pod warunkiem, że wychodząc nocą z namiotu nie przestraszymy zaskoczonego, a głodnego zwierzęcia, które może być chore na wściekliznę. Przecież drapieżniki żywią się także chorą zwierzyną płową. Każdy kontakt z chorym na wściekliznę zwierzęciem, albo choćby z tym co wypuściło ono z pyska, to śmiertelne niebezpieczeństwo dla człowieka!
Na takie, wątpliwej przyjemności atrakcje jest jedna, za to nad wyraz skuteczna rada. Trzeba po sobie sprzątać! Wszelkie resztki jedzenia, opakowania po prowiancie, opróżnione puszki po konserwach, nawet papierki po cukierkach trzeba po prostu posprzątać przed snem i najlepiej zebrane w worki foliowe umieścić w śmietnikach biwakowych. Znaczną ilość odpadków można po prostu spalić w ognisku, ale ekolodzy mają na ten temat bardzo zróżnicowane zdania.
Porzucony papierek od cukierka, albo czekolady jest wyczuwany nosem przez niedźwiedzia z odległości prawie kilometra! On zapewne będzie miał nieprzepartą chęć na wylizanie tego papierka. Macie może ochotę na takie spotkanie?

Żmije
Tych żmij nie jest wcale tak mało w naszym kraju. Lubią się one wygrzewać na nasłonecznionych i osłoniętych od wiatru, odludnych polanach. Czy przypadkiem nie tak właśnie wyglądają leśne pola namiotowe?
Żmije układają się w gustowne kłębki najczęściej na ciepłych kamieniach, ale też i deskach i uciekają z cichym sykiem, gdy tylko pojawimy się w pobliżu. Jeśli jednak zaaferowani doznanymi przeżyciami beztrosko wyjdziemy z kajaka na brzeg, albo z ciemnego lasu na zalaną słońcem polanę i bez ostrożnej obserwacji pójdziemy przez wysokie trawy w poszukiwaniu dobrego pod namiot miejsca, możemy przez nieuwagę nadepnąć na zwiniętą żmiję i... nie będzie ona wtedy uciekać, bo my sami uniemożliwimy jej to. Zwracam uwagę, że wychodzimy z kajaka na brzeg zwykle tylko w lekkim i niskim obuwiu. Zalecam szczególną ostrożność!
Kiedyś, na bezludnym polu namiotowym cicho siedziałem sobie ciepłym popołudniem oparty o odwrócony kajak i pisałem szkic jednego z rozdziałów którejś książki, a w odległości trzech metrów, tuż obok nagrzanej słońcem, leżącej sobie w trawie mojej menażki ułożyła się przepięknie uzygzakowana żmija...

Ciekawy artykuł o gadach spotykanych w naszych górach - http://www.wgorach.com/index.html?id=29650&lang_id=PL
Gady w górach

Dr. Marek Guzik - Akademia Pedagogiczna Krakówgady w górach

Ponad rok temu, w pierwszym numerze „W górach”, pisałem o występujących w górach płazach. W zapowiedzi następnego numeru był temat o gadach. Po konsultacji z Redakcją zdecydowaliśmy się na inny temat, zostawiając gady na później. Teraz zatem nadeszła pora na tekst o gadach, bowiem sezon wycieczkowo-wędrówkowy w pełni i spotkanie przedstawicieli tej grupy jest bardzo realne.

Gady są zwierzętami zmiennocieplnymi, co znacznie zawęża zasięg ich występowania. Liczba gatunków gwałtownie maleje przy przesuwaniu się od obszarów ciepłych w kierunku biegunów. Na świecie żyje ok. 7830 gatunków gadów. (Berger 2000). Występują one głównie w strefie gorącej. Z tej liczby w Europie występuje 199 gatunków (Świerad 2003), w Europie Środkowej stwierdzono 17 gatunków, a w Polsce żyje jedynie 9 rodzimych gatunków (Blab, Vogel 1999). Jest to więc około 0.1% w stosunku do liczby gatunków występujących na świecie.

Podobnie jak w przypadku płazów, wśród polskich a nawet europejskich gadów, brak gatunków występujących wyłącznie w górach, czyli jak mówią biolodzy gatunków eualpejskich. Nasze gady wstępujące w górach to tzw. gatunki tychoalpejskie. Występują one dość pospolicie w górach, nawet na znacznych wysokościach, ale spotkać je można także na terenie całej Polski.

W najwyższych partiach naszych gór spotkać można dwa gatunki gadów. Są to jaszczurka żyworodna i żmija zygzakowata.

Jaszczurka żyworodna (Lacerta vivipara) jest małą i delikatną jaszczurką. Grzbietową część ciała pokrywają niewielkie łuski, a głowę wyraźne tarczki. Na brzuchu występuje kilka rzędów tarczek ułożonych w charakterystyczny wzorek. Jak u wszystkich jaszczurek, otwory uszne są dobrze widoczne. Ubarwienie grzbietu samic i samców jest podobne i są to różne odcienie brązu. z licznymi plamkami. Środkiem grzbietu biegnie jaśniejszy pas. Niekiedy plamki tworzą smugi. Dymorfizm płciowy zaznacza się głównie w ubarwieniu brzucha. U samców w porze godowej jest on intensywnie pomarańczowy, często z licznymi ciemnymi plamkami, natomiast u samic perłowy lub kremowo-pomarańczowy, bez plam. U samców występuje również wyraźne zgrubienie u nasady ogona.

Całkowita długość ciała jaszczurki żyworodnej nie przekracza 16 cm, z czego prawie 2/3 przypada na ogon. Ponieważ u jaszczurek występuje zjawisko aututomii (w tym przypadku zdolność do odrzucenia ogona) często spotyka się jaszczurki z krótkim, regenerującym ogonem. Dla jaszczurek ma to podstawowe znaczenie, bowiem zaatakowany osobnik tracąc ogon często ratuje życie. Taki odrzucony ogon jeszcze przez pewien czas drga i wykonuje wijące ruchy, co skutecznie zajmuje napastnika i daje czas właścicielce na bezpieczną ucieczkę. Jaszczurka żyworodna zamieszkuje bardzo różnorodne środowiska, często spotykana jest na terenach podmokłych. Dobrze pływa, a czasem nawet nurkuje i w czasie ucieczki potrafi szybko przebiec po pokrytym rzęsą wodną niewielkim zbiorniku wodnym.

Ciekawy jest sposób rozrodu tego gatunku. Występuje u niej żyworodność lecytotroficzna nazywana również jajożyworodnością. U gatunku tego zapłodnione jaja są noszone przez samicę, która tym sposobem zabezpiecza je przed wrogami ale także reguluje temperaturę rozwoju zarodków. Gdy jest chłodno samica wygrzewa się w promieniach słońca, natomiast gdy jest gorąco przebywa w miejscach zacienionych. Młode osobniki rozwijają się w ciele matki kosztem materiałów zgromadzonych w komórce jajowej. Po około 3 – 4 miesiącach samica rodzi od 8 do 10 młodych, które natychmiast podejmują samodzielne życie. Długość ciąży zależy od temperatury, w której rozwijają się zarodki.

Jaszczurka żyworodna występuje licznie na całym obszarze Polski, pospolita jest również w górach. Zasiedla całe Tatry i jest spotykana nawet na Rysach (2499 m n.p.m.) i na Gerlachu (2655 m n.p.m.) (Świerad 2003).

Żmija zygzakowata (Vipera berus) jest drugim gadem, którego możemy spotkać w czasie górskich wędrówek. Jest to niewielki wąż osiągający najczęściej ok. 60 – 70 cm długości. Posiada głowę sercowatego kształtu wyraźnie oddzieloną od tułowia przewężeniem szyjnym. Tułów ma stosunkowo gruby, a odcinek ogonowy krótki i wyraźnie wyodrębniony.

Grzbietowa strona ciała żmii jest pokryta łuskami, natomiast na stronie brzusznej występuje u niej pojedynczy rząd poprzecznych tarczek. Na głowie wyraźne, niewielkie tarczki.

W Polsce występują 3 formy barwne żmii. Pospolite i łatwo rozpoznawalne są dwie z nich – forma brązowa (różne odcienie brązu łącznie z barwą czerwono-rudą) i popielata (srebrzysta). Na tym tle u obu płci na grzbiecie, wzdłuż całego ciała, biegnie wyraźny, czarny zygzak tzw. wstęga kainowa. U samców jest on zazwyczaj bardziej wyrazisty niż u samic. Na głowie również występuje plama najczęściej w kształcie litery X. Trzecią formą jest forma czarna – melanistyczna, u której ani plama na głowie ani zygzak nie są widoczne.

Oczy żmii mają pionową szparowatą źrenicę i piękną bordową tęczówkę.

Pora godowa tego gatunku przypada na maj. Samce często toczą walki o samice. W czasie takiej walki przeciwnicy unoszą przednie części ciała i kołysząc się wahadłowo starają się opleść konkurenta i przycisnąć go do podłoża. Pokonany słabszy samiec ucieka i zostawia partnerów w spokoju.

Żmija zygzakowata, podobnie jak jaszczurka żyworodna, jest gatunkiem żyworodnym (żyworodność lecytotroficzna), a samica rodzi w lecie do 18 młodych osobników. Są one w chwili urodzenia zdolne do samodzielnego życia i nie wymagają opieki.

Jak wszystkie gady, żmija jest gatunkiem ciepłolubnym i najczęściej można ją spotkać wygrzewającą się w promieniach słońca. Zasiedla zarówno tereny suche jak i podmokłe. Dobrze pływa. Występuje pospolicie na teranie całego kraju, a w Tatrach jest spotykana do wysokości 1600 m n.p.m.

Żmija zygzakowata jest jedynym przedstawicielem węży jadowitych w Polsce i w przypadku spotkania jej na trasie wędrówki należy postępować bardzo rozważnie.

Przede wszystkim należy pamiętać, iż żmija nigdy nie zaatakuje człowieka jeśli ma możliwość ucieczki. Najczęściej już w chwili zbliżania się człowieka stara się umknąć, jednak niekiedy bywa zaskoczona i wtedy staje się groźna – zwija się spiralnie, a w części przedniej esowato, unosi głowę i niekiedy syczy starając się nas odstraszyć. Należy wtedy cofnąć się albo ją obejść. Bezpieczna odległość to ok. 1 m. Żmija atakuje w sytuacji bezpośredniego zagrożenia albo nadepnięcia, wykorzystując do tego celu jedyną swoją broń tzn. zęby jadowe.

Zęby jadowe żmii są osadzone ruchomo. Przy zamkniętym pysku są ułożone poziomo i schowane w fałdach błony śluzowej. W czasie ataku zostają ustawione pionowo. Mają długość ok. 4 – 5 mm. Wewnątrz każdego zęba występuje kanalik, którym w czasie ukąszenia spływa jad. Żmija przy ukąszeniu wprowadza do rany do 20% jadu znajdującego się w gruczołach tj. ok. 20 mg. Dawka śmiertelna dla dorosłego, zdrowego człowieka wynosi ok. 30 mg, zatem rzadko jej ukąszenie powoduje zgon.

Ukąszenie jest niebezpieczne w przypadku dzieci osób starszych i chorych na serce.

Jad żmii zawiera mieszaninę różnych enzymów, których działanie wpływa między innymi na układ krwionośny, powodując zaburzenia krzepliwości krwi i uszkodzenie naczyń krwionośnych, a także na otaczające tkanki powodując ich martwicę.

Atakująca żmija błyskawicznie rozprostowuje przednią część ciała z otwartym pyskiem i gotowymi do ukąszenia podniesionymi zębami jadowymi. Po takim ataku równie szybko cofa głowę. Atakuje na odległość ok. 30 – 40 cm.

Z tej formy ataku wzięło się błędne twierdzenie, że żmija skacze na ofiarę, a nawet skacząc próbuje ją dogonić. Nic bardziej błędnego. Po takim, głównie odstraszającym, ataku na człowieka stara się szybko umknąć.

Może się jednak zdarzyć, że przez naszą nieostrożność dojdzie do ukąszenia – najczęściej w rękę lub nogę.

W miejscu ukąszenia są widoczne dwie ranki odległe od siebie o ok. 1 – 1,5 cm i głębokie na ok. 5mm. Ukąszenie powoduje dość silny ból i obrzęk tkanek wokół ran, pojawia się też sinoczerwone zabarwienie okolic ukąszenia. Ogólnoustrojowymi objawami zatrucia są zazwyczaj obfite poty, ból brzucha, mdłości, wymioty, biegunka, spadek ciśnienia krwi a niekiedy nawet obrzmienie warg i języka. W rzadkich przypadkach może wystąpić krwotok z nosa. Objawy takie mogą wystąpić już w kilka – kilkanaście minut po ukąszeniu. Nasilenie i wystąpienie objawów zatrucia zależy m.in. od wagi i wzrostu, a także wieku i stanu zdrowia człowieka. Najciężej znoszą ukąszenia osoby z chorobami układu krążenia.

Jak zatem zachować się jeśli dojdzie do ukąszenia.
Najważniejszą sprawą jest zachowanie spokoju !!!!

Jeśli dysponujemy środkiem transportu osobę ukąszoną należy w miarę szybko dostarczyć do lekarza, jeśli nie, wezwać pogotowie.

Do czasu przyjazdu pogotowia należy umieścić pokąsanego w miejscu zacienionym i zdezynfekować ranę.

Nie należy zostawiać pokąsanego samego

W apteczce powinna znajdować się 20 ml strzykawka z odciętym czołem i przy jej pomocy odsysamy ranę. Można w ten sposób usunąć nawet 40% wstrzykniętego jadu.

Nie wysysamy rany ustami !!

W literaturze można spotkać zalecenie, aby przed odsysaniem rany naciąć każdą z nich np. opalonym i zdezynfekowanym nożem. Sądzę że nie jest to konieczne.

Nie zaleca się również zakładania opasek uciskowych ani też wycinania wypalania czy wygniatania ran.

Ranę należy obłożyć zimnymi okładami a kończynę unieruchomić.

Osobie pokąsanej należy podawać dużo płynów – herbaty, kawy lub soków
w żadnym razie alkoholu
.

Jeśli znajdujemy się daleko od drogi należy pokąsanego spokojnie sprowadzić lub znieść do miejsca, z którego możliwy jest transport.

Jaszczurka żyworodna i żmija zygzakowata w normalnych warunkach, na terenach podgórskich, każdego roku „rodzą” młode osobniki. Jednak znane są z tego, że w niekorzystnych warunkach mogą również przetrzymywać w drogach rodnych rozwijające się zarodki. W wysokich górach gady te, szczególnie samice z zarodkami, najczęściej spotkać można właśnie wygrzewające się na słońcu. Oczywiste jest zatem, że taka biologia rozrodu pozwoliła tym gatunkom zaadoptować się do życia w górach i w czasie szczególnie zimnych lat, gdy okres życia aktywnego jest krótki, „rodzić” młode raz na 2 lata. Wszystko to sprawia, że obydwa gatunki dochodzą w górach do 3000 m n.p.m. a jaszczurka żyworodna jest równocześnie najdalej na północ występującym europejskim gadem.

Pospolitym gadem, którego możemy spotkać w czasie górskich wędrówek jest jaszczurka zwinka (Lacerta agilis). Jest to najpospolitsza nasza jaszczurka a nazwa pochodzi zapewne od zwinnego, szybkiego poruszania się. Posiada ciało masywne i silne z wyraźnie zaznaczoną szyją, oczy z ruchomymi powiekami a otwory uszne dobrze widoczne. Na grzbiecie i ogonie występują drobne łuski, natomiast głowa jest pokryta wyraźnymi dużymi tarczkami. Na brzuchu kilka rzędów tarczek tworzy charakterystyczny wzorek. Pięciopalczaste kończyny są zakończone pazurkami. Ogon jest dłuższy od reszty ciała.

Jaszczurka zwinka należy do najładniej ubarwionych naszych gadów. Na brązowym tle grzbietu biegną zazwyczaj trzy rzędy ciemnych plam. W środku tych plam występują jaśniejsze, często białe, plamki. Brzuch bez plam, ma barwę kremową. Długość ciała dochodzi do 24 cm. W okresie godowym samce przybierają intensywne zielone barwy. Spotyka się okazy o barwie zielonej z jednolitym, brązowym paskiem wzdłuż grzbietu. Samce w tym okresie są bardzo agresywne w stosunku do innych samców. Często toczą walki o terytorium.

Jaszczurka zwinka jest jajorodna. Samica składa do 15 jaj. Jest formą wybitnie ciepłolubną. Występuje na terenach suchych o dobrym nasłonecznieniu.

Jest to pospolity gatunek, spotykany na terenie całej Polski w tym również i w górach gdzie spotkać ją można najczęściej na suchych zboczach o południowej wystawie. Dochodzi do wysokości 1500 m n.p.m.

Następnym gadem spotykanym w górach jest pospolity również na niżu padalec zwyczajny (Anguis fragilis). Jest to beznoga jaszczurka pokrojem ciała przypominająca węża.

Jest to nasza najdłuższa jaszczurka, której długość dochodzi do 45 a nawet 50 cm. Najczęściej jednak spotyka się osobniki o długości 35 – 40 cm. Ubarwienie padalca jest jasnobrązowe z wyraźnym połyskiem. Wzdłuż grzbietu i boków najczęściej biegną ciemne linie. U tzw. odmiany turkusowej na ciele występują niewielkie turkusowe plamki często ułożone w różne przypadkowe wzorki. Ogon i tułów są na przekroju okrągłe i pokrywają je niewielkie, szczelnie do siebie przylegające, łuski. U padalca, jak u wszystkich jaszczurek, występuje zjawisko autotomii, jednak u tego gatunku ogon jest szczególnie wrażliwy i jego odrzucenie następuje bardzo szybko i często, dlatego też stosunkowo często spotyka się osobniki z regenerującym się ogonem.

Padalec jest również formą, u której występuje żyworodność lecytotroficzna, a samica „rodzi” do 26 młodych, jasnopopielato ubarwionych, osobników.

W przeciwieństwie do innych naszych jaszczurek gatunek ten prowadzi skryty, zmierzchowy i nocny tryb życia, dlatego też spotkanie go w ciągu dnia nie jest częste. Najczęściej spotkać go można rankiem, kiedy wygrzewa się na słońcu. Dzień spędza w ukryciu pod kamieniami, gałęziami lub mchem.

Padalec występuje na terenie całej Polski a w naszych górach spotkać go można do wysokości 1100 m n.p.m.

Wszystkie nasze gady są objęte całkowitą ochroną gatunkową co znaczy, że nie wolno ich brać do ręki ani w jakikolwiek inny sposób niepokoić. Podziwiane z daleka nie uciekają a dają nam okazję do niezapomnianych przeżyć.



1. Berger L. 2000. Płazy i gady Polski. Klucz do oznaczania. Wyd. Nauk. PWN SA. Warszawa – Poznań.

2. Blab J., Vogel H. 1999. Płazy i gady Europy Środkowej. Ofic. Wyd. Multico, Warszawa.

3. Herczek A., Gorczyca J. 1999. Płazy i gady Polski. Atlas i klucz. Wyd. Kubajak.

4. Najbar B. 1995. Płazy i gady Polski. Wyd. WSI Zielona Góra.

5. Świerad J. 2003. Płazy i gady Tatr, Podhala, Doliny Dunajca oraz ich ochrona. Wyd. Nauk AP Kraków.







Osy, pszczoły
Pól namiotowych nie urządza się w pobliżu pasiek i gniazd os, ale zapach porzuconego papierka po landrynce, czy śmigniętej w trawy butelki po coli owady te wyczuwają z odległości dwóch kilometrów i nie są na tyle samolubne, by przylatywać w pojedynkę.
Kochani, sprzątajcie po sobie, a nie będziecie mieli spuchniętych wspomnień po letnich eskapadach!
Na temat groźnych owadów - viewtopic.php?p=11365#11365

Te... większe
Kiedyś, nocą, na uśpionym polu namiotowym, na skraju wioski dźwięknęłą potrącona linka namiotowa i zagrzechotały menażki... Ktoś w namiocie obudził się, zaklął szpetnie gromko strofując nieostrożnego intruza, ale to był... jeleń. Zwierz spłoszył się i pognał w bok aż ziemia zadrżała. Tyle, że tam były... inne namioty. Dwa z nich stały mu na drodze. Nie dało się ich już pozszywać, a właściciele nie do końca uniknęli stratowania. Nie spaliśmy już do rana.

Wilki - Opowiastki o wilkach atakujących turystów pozostawiam bez komentarza. Wystarczy pogrzebać w raportach leśnych, by odłożyć to pomiędzy bajeczki wydumane przez chorych sensatów. Może na wściekliznę właśnie? Może za czasów Żeromskiego - patrz "Popioły" coś takiego się jeszcze przytrafiało, ale też już chyba nie.
Warto także zajrzeć - http://www.wwf.pl/wilk

Żubry - jest w tomie "Lama oraz inne opowieści" opowiadanie pod tytułem "Dojlidy" - zachęcam do lektury.

Niedźwiedzie - wszystko, co chciałem na ten temat przekazać jest w wątku "Zwierzeta na szlaku górskim" - http://skibicki.pl/forum/viewtopic.php?t=384
wątek jest dość długi, ale warto się z nim zapoznać przed wyjazdem w Tatry.
Jeszcze jeden watek w sprawie niedźwiedzi ale i wilków - Program ochrony drapieżników WWF Polska
- zachęcam do lektury.

Wścieklizna
To paskudna choroba i niestety śmiertelnie groźna dla ludzi. Turyści spotykają się najczęściej ze wścieklizną, która zaatakowała zwierzynę płową.
Jeśli na leśnym szlaku lub odludnym polu namiotowym zając, sarna, czy jeleń podchodzi do nas i wręcz łasi się, to nie jest żadna oznaka jego oswojenia, czy oszałamiającej sympatii do ludzi. To jest podstawowy... wręcz kliniczny objaw wścieklizny!
Trzeba bacznie pilnować zwłaszcza małe dzieci, które idą w pobliski las dla załatwienia potrzeby fizjologicznej. Jeśli wrócą zachwycone, bo przyszła do nich sarenka, a nie daj Boże pogłaskały ją, nie ma innego wyjścia jak natychmiastowe zakończenie całej imprezy i udanie się do najbliższego lekarza. Niestety, to nie będzie tylko krótka wizyta w szpitalu!

Startujące łabędzie
To kajakarze je spotykają, ale i inni powinni coś o tym wiedzieć.
Łabędź, to przepiękne i duże zwierzę. Zwykle nie doceniamy jego ogromu, bo rzadko możemy zbliżyć się na małą odległość. Na wąskich i krętych rzekach rodzinki łabędzi też wyprowadzają na wodę swoje szaro brązowe potomstwo. Gdy nas zobaczą, szybko uciekają przed kajakiem za najbliższy zakręt, ale... my po krótkiej chwili też wpływamy za ten zakręt i sytuacja się powtarza. Czasem taka gonitwa – tak to zapewne odbierają łabędzie - trwa dłuższą chwilę. Jeśli wypływając zza kolejnego zakrętu widzimy samicę chowającą się z potomstwem w trzcinach, a samiec pozostaje na środku nurtu, jest to oznaka nadchodzącego właśnie zagrożenia dla nas.
W chwilę później samiec odwraca się w naszą stronę i rozpoczyna swój przepiękny start z wody. Bije skrzydłami o wodę, w chwilę później unosi się nieco i zaczyna rozcapierzonymi łapami trzepać po powierzchni odbijając się coraz skuteczniej. Jeszcze kilka uderzeń końcówkami skrzydeł o wodę i gwałtownie cichnie odgłos chlapania, a rozlega się charakterystyczny ni to świst, ni to chichot czy śpiew powietrza przecinanego wielkimi skrzydłami.
Wszystko to jest pięknym widokiem pod warunkiem, że łabędź miał przed nami wystarczająco dużo miejsca na start, wzbił się przed naszym kajakiem i przeleciał nam nad głowami. Jeśli jednak zaczął start krótko przed nami...?
Długość wyciągniętego do lotu, dorosłego łabędzia, to sporo ponad metr, a rozpiętość jego skrzydeł przekracza dwa metry! Dwadzieścia kilogramów rozpędzonej masy może nas pomiędzy ciasnymi brzegami po prostu zawadzić, potrącić i przymroczonych od potężnego uderzenia wywalić wraz z kajakiem.
Zasłoniłem się kiedyś wiosłem, łabędź potrącił je końcówką skrzydła, a mnie... zdrętwiały od tego uderzenia obie dłonie i nadgarstki tak, że przez długą chwilę nie mogłem wiosłować.
Jaka jest moja rada, gdy widzimy, że łabędź „atakuje” nasz kajak na wprost i z bliska? Nie lubię tego robić, ale ze zwykłego strachu unoszę w górę mocno trzymane wiosło i potrząsam nim, by ptak zauważył przeszkodę i ominął ją. Kilka razy łabędzie widząc takie wiosło rezygnowały ze startu na wprost i wykonały szaleńczy skręt wpadając z całym impetem w przybrzeżne trzciny. Może więc jest to skuteczna rada? Tyle, że nie ma żadnej gwarancji... Na wszelki wypadek lepiej schować się całkowicie do wnętrza łodzi i poczekać aż ptak przeleci – jeśli potrąci kajak, nie jest to groźne i nie wywali nas.
Na szerokich akwenach zwykle łabędzie pozwalają przepłynąć obok w stosownej odległości, ale nie radzę się zanadto zbliżać. Atak syczącego łabędzia z boku kajaka jest nie do odparcia. Nawet, gdy wystraszymy go i gwałtownie zawróci, jego pociągnięcie skrzydłem po wodzie wzbudzi dużą, boczną falę. Zwykle kończy się to wywrotką!

Komary
Powszechnie wiadomo, że z owadami nikt jeszcze wojny nie wygrał. Można je co najwyżej odstraszać. Handel oferuje od groma różnistych preparatów, a każdy jest oczywiście „najdoskonalszy na świecie”. Powiem tak: -Na wygłodniałe komary nie ma preparatów. Mnie najskuteczniej pomaga zwykła witamina B-compleks – doustnie , trzy razy dziennie plus dwie tabletki wieczorem.
Najnowsze badania naukowe wykorzystały odkrycie o świeżo zapłodnionych samicach komarów – to wyłącznie one ponoć gryzą. Otóż, te świeżo uszczęśliwione odmiennym stanem samiczki podobno unikają jak zarazy zalotów innych samców. Chętne do zwieńczania swych zalotów samce zaś wydają jakiś bardzo charakterystyczny rodzaj bzyczenia. Ten właśnie dźwięk wykorzystują maleńkie, elektroniczne generatory zasilane bateryjkami. Piszczy to cichutko i... działa, o dziwo! Rzeczywiście nie gryzą.
Przygotowując się do napisania tego tematu uruchomiłem wspomniany generatorek i desperacko wystawiałem swe nagie wdzięki wśród towarzystwa biwakującego i psikającego na komary wszystkim, co tam mieli i... gryzły ich zapamiętale... a mnie nie.
Podejrzewając, że może mam jakąś inną krew (a bo to człowiek wie, na co zachciewajkę ma ciężarna?) powiesiłem generatorek w namiocie i wyszedłem nie zamykając wejścia. Po dziesięciu minutach namówiłem na eksperyment i tak doszczętnie pogryzioną koleżankę. Wpadła do namiotu szybko zamykając go za sobą. Komarów było w środku co niemiara. Dziewczyna rozebrała się „do rosołu”, ale żaden brzęczący zbój nie miał na nią ochoty – pewnie to były wyłącznie samce. Po kwadransie uwierzyła, że wynalazek działa i... radośnie zakończyliśmy eksperyment naukowy. Badacze też muszą mieć jakąś przyjemność... To doświadczenie udało się nad wyraz i pomimo wysokiego stopnia podjętego ryzyka wspominam go bardzo mile.

Czy biedronki gryzą?
Kiedyś nad pięknym Zalewem Turawskim pogryzły mnie owadzie ucieleśnienia dobroci... biedronki! Były ich setki tysięcy, a może i miliony – obrazek jak z „Ptaków” Hitchcock’a – chmura, która zerwała się w okamgnieniu i zasłoniła całe niebo, gdy tylko wyszedłem na opuszczoną plażę. Zwiewałem z powrotem do wody ile sił w nogach, bo ukąszenia były niezwykle bolesne. Później paprało się to długo, ale może był to skutek infekcji pochodzącej z wody zalewu.
Bywa, że jedynym ratunkiem przed gryzącymi owadami jest całkowite ubranie się. Latem, to może być męczące. Doświadczyłem, że najskuteczniej chroni odzież z grubego sztruksu. Chyba tak głębokiego skłonu nie potrafią zrobić te krwiopijcze owadziska.

Meszka
Stokroć gorszym od komarów jest plaga meszek. To maleńkie paskudztwo atakuje wielkimi stadami i potrafi wleźć wszędzie, a uwielbia uszy, nos, powieki oczu i usta – tam jest najcieńsza skóra. W przeciwieństwie do komarów potrafi wleźć pod ubranie i ciąć pod pachami, w pachwinach, pod kolanem. Nie żądli boleśnie, ale kąsi i silnie infekuje substancjami powstrzymującymi krzepnięcie krwi. Nie czujemy więc ich działania, a dopiero później obserwujemy drobne krople krwi płynącej po skórze nie wiadomo z jakiego powodu. Rany bowiem nie zasklepiają się i łatwo o kolejną infekcję. Niebezpieczeństwo meszki polega głównie na ilości ukąszeń i maleńkich infekcji w tych miejscach. Wiele osób doznaje przy tym komplikacji alergicznych. Coraz częściej spotykamy się z łagodnymi zimami, a po takich właśnie zimach następują wielkie plagi komarów i meszek.

[ img ]

Na letnie spływy rzekami leniwie płynącymi przez tereny bagienne oraz na wędrówki po takich terenach radzę zabierać grubą, sztruksową odzież okrywającą całe ciało z ciasnymi opięciami na nadgarstkach i w kostkach oraz cieniutką moskitierę zakładaną na kapelusz z dużym rondem. Naprawdę warto!
Warto też zajrzeć - http://skibicki.pl/forum/viewtopic.php?t=1361

Preparaty "po ukąszeniu komara"
Warto zabrać do plecaka jakiś preparat do posmarowania miejsc po ukąszeniach. Są to zwykle maści na bazie kamfory. Nie spotkałem źle działających. Jeśli działają słabo, posmarować kilka razy. Uwaga! Te środki przynoszą także ulgę po ukąszeniu pszczoły czy osy.
Nie smarować miejsc po ukąszeniach meszek! Na to jedyną rada są środki zwiększające krzepliwość krwi, ale najpierw trzeba poradzić się lekarza - nie każdy może je stosować.

Zwierzęta, które przynoszą śmierć

Najgroźniejsze owady świata
Ostatnio edytowano Cz, 1 kwi 2010, 15:36 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 14 razy
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10908
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 4 mar 2007, 15:51

W sprawie tatrzańskich niedźwiedzi trwa na innym forum zażarta dyskusja, której fragment przytaczam:
Janek -
summa sumarum wszystko sprowadza się do tego co mawiał pewien senator rzymski - "a poza tym, powtarzam, misie powinny być wystrzelane" *)

*)oczywiście chodziło o Kartaginę.

Mówiąc poważnie - wzajemne sąsiedztwo ludzi i niedźwiedzi w Tatrach nie służy ani jednym ani drugim. Jak na razie ludzie osiągnęli duże sukcesy w "demoralizacji" niedźwiedzi, co przy rozmiarach ruchu turystycznego w Tatrach jest niestety nieuchronne. Jak na razie to jeszcze misie nie wzięły się za "konsumpcję" ludzi ale jest to raczej nieuchronne i jak do tego w końcu dojdzie to zobaczycie jaka będzie wtedy awantura - bitwa o Rospudę będzie przy tym przysłowiowym małym piwem.
A przecież można je przewieść w jakiś mało uczęszczany zakątek gór gdzie byłyby naprawdę gospodarzem. Być może przyrodnicy uznają to za bluźnierstwo ale nie wierzę aby niedźwiedź w Tatrach był konieczny dla równowagi ekosystemu.
W Alpach Bawarskich ich nie ma i jakoś z tego powodu zagłada Alp nie nastąpiła a próba zaimportowania z Słowenii skończyła się tragicznie - Uszba o tym pisała - albo tu albo na 321.


mefistofeles
problem synantropizacji (trudne słowo) misiów chyba się troche rozwiązał odkąd otoczono pastuchami elektrycznymi schroniskowe smietniki. Od dłuższego czasu nie słyszy się po naszej stronie o niedźwiedzich rozbojach na ludziach. Jest jeszcze kilka misiów co pamiętają czasy darmowych jadłodajni, ale ich młode już muszą sobie radzić same.
Poza tym - praktycznie nie prowadzi się już wypasu (na masową skalę), więc z tym też nie ma w Tatrach problemów.

Janek
Odpowiedz z cytatem
mefistofeles napisał(a):
problem synantropizacji (trudne słowo) misiów chyba się troche rozwiązał odkąd otoczono pastuchami elektrycznymi schroniskowe smietniki. Od dłuższego czasu nie słyszy się po naszej stronie o niedźwiedzich rozbojach na ludziach. Jest jeszcze kilka misiów co pamiętają czasy darmowych jadłodajni, ale ich młode już muszą sobie radzić same.
Poza tym - praktycznie nie prowadzi się już wypasu (na masową skalę), więc z tym też nie ma w Tatrach problemów.


Wszystko to prawda ale jak sądzę jest to tylko ładunek wybuchowy z zapalnikiem z odroczonym zapłonem - diabli wiedzą kiedy wybuchnie ale kiedyś musi.
Jeden z moich znajomych twierdzi, że wzrost pogłowia niedźwiedzi w europejskich parkach narodowych to wynik swoistej rywalizacji dyrektorow tych parków - wszystko inne schodzi na dalszy plan - ważna jest tylko ilość niedźwiedzi.. Inny z znajomych twierdzi natomiast, że to głównie dlatego aby wyegzekwować zakaz chodzenia po nocy - boją się to i nie łażą.


Zygmunt Skibicki:
Janek -
Czy ta afera z poznańskimi koziołkami, co to się od dzisiaj już nie "trykają", to właśnie Twoja działalność "ochroniarska"?
Coś im w tyłki powsadzał?
Bo, że to były bomby z opóźnionym zapłonem, to raczej pewne.

Janek
Zygmunt Skibicki napisał(a):
Janek -
Czy ta afera z poznańskimi koziołkami, co to się od dzisiaj już nie "trykają", to właśnie Twoja działalność "ochroniarska"?
Coś im w tyłki powsadzał?
Bo, że to były bomby z opóźnionym zapłonem, to raczej pewne.


Przykro mi niezmiernie ale działania w kierunku zwiększania populacji niedźwiedzi w górach o takim natężeniu ruchu turystycznego na tak małym obszarze, jak to jest w Tatrach, szczególnie na polskim ich kawałku, uważam za niefrasobliwe i służące li tylko i wyłącznie zaspokojeniu osobistych ambicji panów ochroniarzy - kurde, ale jesteśmy dobrzy, znowu trzy misie więcej.
Rozsądny facet Syreną z trudem wyciągającą 60 km/godz. na obciążoną autostradę nie wyjedzie. Nierozsądny, który to zrobi, narobi sporo kłopotów sobie i innym.
PS.
Teoretycznie rzecz biorąc należałoby zacząć hodowlę niedźwiedzi w warszawskich Łazienkach - kilka setek lat temu na pewno tam bywały.

Zygmunt Skibicki:

Janek -
Cytat:
w Tatrach, szczególnie na polskim ich kawałku, uważam za niefrasobliwe i służące li tylko i wyłącznie zaspokojeniu osobistych ambicji panów ochroniarzy


No dobrze. Załóżmy, że masz rację - zwłaszcza z tymi ambicjami.
Nie mógłbyś jednak wymyśleć nic innego niż wybicie niedźwiedzi w pień?
No... zlituj się.
I jeszcze mówisz, że to dla dobra ludzi, czyli także mnie - nie ma to jak mieć dobre zdanie o sobie, nie?
Proszę cię o nie występowanie w ten sposób w tej sprawie także w moim imieniu. Nazwij to jak chcesz - osobiste votum separatum fiśniętago Mundka... na przykład.
Kurcze blade!
Wystarczy przecież nauczyć ludzi, że ogryzki, PET-ki po napojach, papiery po kanapkach i wszelka tego typu "galanteria" turystyczna, że o damskiej higienicznej nie wspomnę musi być zabierana ze sobą, co kolosalnie zmniejszy wychodzenie niedźwiedzi na szlaki. One tam wyłażą wcale nie dla swych homofilnych zamiłowań, bo udowodniono, że ich nie mają. Chodzi wyłącznie o łatwy do pozyskania pokarm. Jeśli na Palenicy Białczańskiej niedźwiedź nocą wyrwie drzwi z jakiegoś samochodu, to zawsze okazuje się, że był w nim jakiś nieszczelnie opakowany pokarm. To można wydatnie zmniejszyć samą edukacją "ruchu turystycznego". Nauczono tępych Amerykanów, to i z Europejczykami (bądź, co bądź!) się uda.
Już teraz miśki nie łażą tak gremialnie wokół schronisk, bo... pastuchy elektryczne. Czyli można rozsądnie oddziaływać bez uciekania się do eksterminacji gatunku, prawda? Oczywiście gdzieś istnieje rozsądna granica wielkości populacji, ale chyba nie mamy szans na jej przekroczenie - tak myślę.
I nie powołuj się na Alpy Bawarskie, proszę. W Bieszczadach także miejscowi zarąbali Pulpita... I co? Pochwalisz ich za to?
Sam, jako Polak pochwalisz się tym przed innymi nacjami?
Jeśli tak, to tym bardziej moje votum separatum jest aktualne.
Cytat:
Teoretycznie rzecz biorąc należałoby zacząć hodowlę niedźwiedzi w warszawskich Łazienkach - kilka setek lat temu na pewno tam bywały.


Zapewne, zapewne. Nie tylko tam trzymano niedźwiedzie na łańcuchach i w klatkach "ku uciesze gawiedzi"...
Ale ta Warszawa...? Tam nawet palmę ktoś niedawno posadził...
Nie stawiałbym tego miasta jako wzorca.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10908
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 8 mar 2007, 12:50

[ img ]

Ten wypchany niedźwiedź stoi w Schronisku na Głodówce.
On na pewno kiedyś chodził po Tatrach - ma sporo ponad dwa metry wysokości!
Gdyby podniósł do góry łapy i otworzył pysk... strach się bać!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10908
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Jeszcze o niedźwiedziach tatrzańskich...

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 15 mar 2007, 17:31

*
Każde tatrzańskie schronisko jest co najmniej kilka razy w tygodniu odwiedzane nocą przez niedźwiedzie. W ciągu dnia bywa to niezmiernie rzadkie, ale zdarza się kilka razy w każdym roku.
Kilka lat temu, wczesnym wieczorem do otwartego okna kuchni w Morskim Oku zwabiony zapachami zaczął wdrapywać się spory niedźwiedź. Szefująca w schronisku legendarna Maria Łapińska akurat była w kuchni, przytomnie chwyciła aparat i sfotografowała intruza, a następnie przytrzasnęła mu łapę skrzydłem okna. Pewnie go zabolało bo z rykiem zwiał. Ryk był taki, że Marię (jak osobiście mi powiedziała) sam podmuch odrzucił o kilka metrów. Myślę jednak, że nadzwyczaj silne emocje wzięły górę nad rzetelnością akurat tego szczegółu relacji - tam jest wąsko i mogło ją odrzucić na - góra - półtora metra!
W tym samym czasie od frontu schroniska, na zewnątrz siedzieli nie świadomi niczego turyści. Od miśka dzieliło ich nie więcej niż dwadzieścia metrów gładkiego placu. Tyle, że nie mieli kontaktu wzrokowego. Dopiero ryk misia zgonił ich do jadalni.
Zdarzenie to obrosło licznymi legendami. Jest i taka wersja, że po zrobieniu fotki „ciocia” strzeliła miśka gołą ręką w pysk, ale tego Maria nie potwierdza.
Jak by nie było naprawdę, dobre zdjęcie wspomnianego intruza z mordą w środku i łapami na parapecie zrobione przez Marię z odległości dwóch metrów wisi oprawione w biurze i jest niepodważalnym dowodem zdarzenia.
A w takim razie – zuch „ciotula”!
Ostatnio edytowano Cz, 15 mar 2007, 20:21 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 2 razy
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10908
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Jeszcze o niedźwiedziach

Postprzez TakiJeden » Cz, 15 mar 2007, 20:12

*
Jest też opowiadanie AdamaK:
"Ajerkoniak, czyli włamywacz z Doliny Roztoki"

http://www.turystyka.skibicki.pl/forum/viewtopic.php?t=219
TakiJeden
 
Posty: 1465
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Niedźwiedzica z dwójką małych w rejonie Kuźnic!

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 27 kwi 2007, 11:59

*
Podaję za Tygodnikiem Podhalańskim (26.04.2007):

Niedźwiedzicę z dwójką młodych można od kilku dni obserwować w Kuźnicach. TPN ostrzega, żeby nie zbliżać się do zwierząt i stara się zmusić je do przeprowadzki w mniej uczęszczany rejon.

- Ta samica kręci się tam już od jakiegoś czasu i wzbudza sensację - tłumaczy Zbigniew Krzan, zastępca dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego. - Jest częściowo zsynantropizowania, czyli zatraciła naturalny lęk przed człowiekiem. Czuje się bezpiecznie z daleka od dzikich samców i blisko ludzi. Ma tam także pożywienie, chociażby suchą trawę.

Bliskość niedźwiedzicy wzbudza ciekawość, co z kolei może prowadzić do niebezpiecznych sytuacji. Szczególnie, że samica ma pod opieką dwójkę młodych.

- Staramy się usunąć niedźwiedzicę w nieco mniej uczęszczany rejon. Będziemy przekonywać ją do tego różnymi sposobami - mówi Zbigniew Krzan. (KOV)
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10908
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Jeszcze o niedźwiedziach

Postprzez TakiJeden » So, 28 kwi 2007, 13:28

:
W postach powyżej mowa o tym że tatrzańskie niedźwiedzie synantropizują się na potęgę. Tymczasem bieszczadzkie jak były dzikie, tak dzikimi pozostają. Oto, co pisze o tym w dzisiejszym serwisie "Wirtualnej Polski":

Pierwotne instynkty bieszczadzkich niedźwiedzi
PAP 09:20

Żyjąca w Bieszczadach, największa w Polsce populacja niedźwiedzi, nadal zachowuje się zgodnie z pierwotnymi instynktami. Szacuje się, że w Bieszczadach i Beskidzie Niskim przebywa ponad 110 tych drapieżników.


Wśród bieszczadzkich niedźwiedzi nie występuje zjawisko synantropizacji, czyli zaniku instynktownego strachu i skłonności do przebywania w pobliżu ludzi, głównie w celu łatwego zdobycia pożywienia - powiedział rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie, Edward Marszałek.

Podkreślił, że od dawna w Bieszczadach i Beskidzie Niskim nie zanotowano przypadków zaatakowania ludzi przez niedźwiedzie.

Nasze misie nie zaglądają turystom do plecaków. Zdarzały się jednak przypadki, że niedźwiedzie broniły się przed intruzami - zaznaczył Marszałek.

W połowie lat 90. bieszczadzkie niedźwiedzie dwukrotnie raniły turystów, którzy znaleźli się w pobliżu gawr lub kiedy niedźwiedzica uznała, że człowiek zagraża jej potomstwu.

Poza niedźwiedziami, podobne zachowania, czyli zgodne z pierwotnymi, wykazuje większość bieszczadzkich zwierząt. Typowym przykładem są żubry, które unikają jakichkolwiek kontaktów z człowiekiem - dodał Marszałek. (js)
TakiJeden
 
Posty: 1465
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

TJ -

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 12 maja 2007, 00:01

*
...tatrzańskie niedźwiedzie synantropizują się na potęgę. Tymczasem bieszczadzkie jak były dzikie, tak dzikimi pozostają.

Wielokrotnie już pisałem, że kocham Tatry. Nie zmienia to faktu, że w wielu aspektach im od nich dalej, tym normalniej, więc i... lepiej.
Cywilizowanie dzikich ostępów górskich, to bardzo wątpliwa zaleta naszych czasów.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10908
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Niedźwiedzica z dwoma małymi...

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 18 maja 2007, 16:02

*
Niedźwiedzica z małymi wciąż w Zakopanem
Ludzie w Zakopanem boją się niedźwiedzicy, która z dwójką małych od kilku tygodni widywana jest w mieście.

Najpierw widziano ją w Kuźnicach, potem pojawiła się w Dolinie Strążyskiej, na Krzeptówkach, na Groniku i w Kirach.

Tropy pojawiły się też niedaleko bacówki RMF FM pod skocznią.
Niedźwiedzica, która chce się zaprzyjaźnić z ludźmi mieszka w Tatrach od pięciu lat.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10908
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Gdzie się podział jeden niedźwiadek...?

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 20 maja 2007, 09:06

*
Niedźwiedzica „Siwa” od kilku dni pojawia się już tylko z jednym młodym misiem. Co się stało z drugim jej dzieckiem nie wiadomo.

[ img ]
Zdjęcie sprzed kilku dni...

W ostatnich dniach niedźwiedzica Siwa z dwójką urodzonych w zeszłym roku misiów pojawiała się na obrzeżach Zakopanego. Tradycyjnie pasła się na Polanie Kuźnickiej, ale także niedaleko Krzeptówek, poniżej Drogi pod Reglami.

Do naszej redakcji docierają jednak bardzo niepokojące informacje. W okolicach Doliny Kościeliskiej słyszano bowiem strzały, a Siwa od kilku dni pojawia się już tylko z jednym młodym misiem.

– Informacje o strzałach docierały również do nas. Faktem jest, że niedźwiedzica spaceruje teraz z jednym misiem. Dopóki nie ma dowodów, nie można mówić ani o śmierci misia, ani o kłusownikach – zauważa Filip Zięba z Tatrzańskiego Parku Narodowego.


Strzały w naszych Tatrach nie są wcale takie rzadkie. W okresach szczególnej aktywności miśków na asfalcie do MOka strażnicy jeżdżą tam z bronią i strzelają na postrach. Słyszałem także strzały dochodzące z Doliny Waksmundzkiej.
Przypominam, że Dyrekcja TPN-u informowała o działaniach mających "nakłonić "Siwą" do odejścia w ustronniejsze i bezpieczniejsze dla niej rejony". Może zatem być i tak, że palba to jedno, a przyczyna zagubienia się małego (!) miśka, to drugie.
Bardzo chciałbym zobaczyć - choćby zdjęcie tylko - tej rodzinki w komplecie.
Czy ktoś może mi pomóc...?
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10908
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Sefer » Pn, 21 maja 2007, 00:09

Dzisiaj spałem w wiacie obok Chaty Wuja Toma w Beskidzie Śląskim.
Nie wyjmowałem śpiwora, bo mi sie nie chciało.
Chłód obudził mnie o 4.00, zacząłem robić śniadanie, kiedy na polowym kranie zmywałem naczynia nagle zza krzaków wypadły galopem dwa młode jelenie, z guzami jeszcze zamiast rogów, zakręciły wokół mnie dwa koła, zupełnie nie zwracając na moją osobę uwagi i pogalopowały dalej...
Sefer
 
Posty: 532
Dołączył(a): Pn, 2 paź 2006, 19:21
Lokalizacja: >600m npm

Seba -

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 21 maja 2007, 08:45

*
Widocznie uznały Cię za... swego.
Też jeszcze nie masz widocznych rogów !!!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10908
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 26 maja 2007, 20:01

Tropią misia

Jedna z ogólnopolskich gazet rozpoczęła akcję... poszukiwania małego misia, który tydzień temu zaginął w Tatrach.

Tygodnik tydzień temu napisał o tym, że niedźwiedzica siwa, która podchodziła blisko ludzi z dwoma zeszłorocznymi misiami nagle zaginęła. Najpierw pokazywała się tylko z jednym misiem, później nie pokazywała się wcale.

Nie wiadomo, co stało się z małym misiem. Pojawiły się nawet niepotwierdzone informacje, że padł łupem kłusowników.

Jedna z ogólnopolskich gazet rozpoczęła akcję "Na tropie Puchasia". I zachęca do poszukiwań misia. Na apel mieli już na przykład zareagować gimnazjaliści spod Krakowa.

Zdaniem pracowników Tatrzańskiego Parku Narodowego taka akcja to kompletny bezsens.

Bezsens, to mało powiedziane.
Kretynizm...? Też za mało.
To po prostu głupota ludzka w klinicznej i szczytowej jej postaci!
Poszukiwania zapewne zaowocują ilomaś tam sukcesami, bo niedźwiedź nie jest igłą w stogu siana. Pytanie jak zakończą się wszystkie próby podejścia do stadka na "odległość dobrego zdjęcia"? Jak znam życie i przyrodę, któryś taki przypadek będzie miał tragiczny finał.
I do tego namawia jakiś zidiociały redaktorzyna ogólnokrajowej gazety?
Wiwat, panie gryzipiórek!
Daj ci Boże zdrowie, bo na rozum miejsca... zbrakło!
Szczęściem nie wszystkie media opanowała głupawka - http://krakow.naszemiasto.pl/wydarzenia/733400.html
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10908
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Filmy ze spotkań z niedźwiedziami

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 27 maja 2007, 13:03

Ostatnio edytowano Wt, 6 maja 2008, 13:52 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 1 raz
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10908
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Jeszcze o odstraszaniu komarów...

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 3 lip 2007, 09:39

*
Zanim zacząłem stosować "bzykacz" antykomarowy uzywałem od dawna (a i obecnie mi się zdarza) mieszanki naturalnych olejków - do kupienia w sklepach zielarskich.
Skład:
- olejek cedrowy,
- olejek eukaliptusowy,
- olejek miętowy,
- olejek goździkowy.
Bierzemy po około 1 mililitrze każdego olejku i mieszamy to ze stu mililitrami spirytusu, albo i zwykłej wódki. Mieszać trzeba przed każdym użyciem, bo to się łatwo rozdziela na frakcję olejową i alkoholową. Nic nie szkodzi - wstrząsamy i smarujemy. Jak każdy repelent - działa, jeśli tylko nie wszyscy w danym miejscu to stosują. W końcu świeżo zapłodnione komarzyce są bardzo głodne i kogoś... muszą!
Uwaga! To muszą być olejki naturalne i to w postaci gęstej - jak to olejki, a nie "chlupoczące zapaszki" o konsystencji perfum. Jeśli kupimy w supermarkecie dwukrotnie tańsze wersje olejków, nie dziwmy się że działanie będzie... żadne.
Beata Pawlikowska poleca także: geranium, piołun i kocimietkę. Wszystko to rośnie w Polsce i dość łatwo można zaopatrzyć sie w zapas tych roślin w stanie wysuszonym - ich zapach odstrasza owady. Źródło - oczywiście sklepy zielarskie.
A tak na prawdę to na czas snu najlepiej opatulić legowisko moskitierą. Nie jest to duży wydatek. Policzyłem, że "psikadła" antykomarowe na dwutygodniowy urlop dla jednej osoby, to większy wydatek niż dobra moskitiera na dwuosobowe legowisko.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10908
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Hairy » Wt, 3 lip 2007, 10:50

O odstraszaniu meszek.

Bardzo dobrym sposoben na odstrasznie meszek jest wanilia w płynie.
Odrazu zaznaczam, że aromaty do ciasta się nie nadają do tego.
Najlepiej kupić w sklepie wędkarskim. Sprzedawane jako atraktor zapachowy do zanęt.
Hairy
 
Posty: 613
Dołączył(a): Pn, 21 lut 2005, 12:13
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 3 lip 2007, 11:04

Hairy napisał(a):O odstraszaniu meszek.
Bardzo dobrym sposoben na odstrasznie meszek jest wanilia w płynie.
Odrazu zaznaczam, że aromaty do ciasta się nie nadają do tego.
Najlepiej kupić w sklepie wędkarskim. Sprzedawane jako atraktor zapachowy do zanęt.

Dość enigmatycznie opisujesz ten preparat.
"Wanilia w płynie" - a co to za cudo?
"Atraktor zapachowy do zanęt" to może być stuprocentowo ropopochodna berbelucha.
Podaj może nazwę handlową i producenta - przyjrzymy się temu, przeanalizujemy skład, polecę to "dracono" by przetestował na bagnach biebrzańskich i może coś z tego będzie.
Odrazu zaznaczam, że aromaty do ciasta się nie nadają do tego.

No... niekoniecznie. W rejonie Torunia akurat waniliowy "zapach do ciasta" jest stosowany dla odstraszania komarów - szczególnie polecam kajakarzom na dolnej Drwęcy!
Uwaga! W innych rejonach kraju to nie działa! Jakieś mutanty komarowe są pod tym Toruniem czy cóś...?
Ostatnio edytowano N, 2 sie 2009, 20:29 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 1 raz
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10908
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Hairy » Wt, 3 lip 2007, 11:18

Jest to sprzedawane w takich samych fiolkach jak zapachy do ciasta z tym że jest bardziej oleiste.
Zapach jest o wiele bardziej intensywny niż w aromacie pożywczym.

Co do producenta to nie podam bo nie znam, w większości sklpeach wędkarskich dostaniemy taki atraktor.
Orientacyjny koszt 1-1.5 zł.
Są też specjalne atraktory do wyrabiania kulek proteinowych z tym że zą nieludzko drogie.
Hairy
 
Posty: 613
Dołączył(a): Pn, 21 lut 2005, 12:13
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 3 lip 2007, 12:22

Hairy napisał(a):Co do producenta to nie podam bo nie znam, w większości sklpeach wędkarskich dostaniemy taki atraktor.

No, dobra.
Na podstawie Twoich informacji spróbuję to kupić i przetestować.
Dam znać, jaki będzie wynik.
Ostatnio edytowano N, 2 sie 2009, 20:29 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 1 raz
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10908
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez apollyon » Wt, 3 lip 2007, 20:16

Na mnie complex zbytnio nie działa, stosuje sam olejek goździkowy i jest dla mnie wystarczający. Zygmunt mógłbyś podać nazwę tego cuda albo jakiś link, bo jest tego tyle, że nie wiadomo, które działa, kupiłem kiedyś coś takiego i w ogóle nie działało.
apollyon
 
Posty: 26
Dołączył(a): Pn, 5 lut 2007, 16:47
Lokalizacja: Gorzów

WWF Polska - Program ochrony drapieżników

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 22 paź 2007, 18:45

*
Wilki i niedźwiedzie są w Polsce objęte ochroną ścisłą. W przypadku niedźwiedzi obejmuje ona okres ponad pół wieku, wilki zostały objęte tym statusem prawie dekadę temu. Mimo to populacja tych zwierząt w Polsce nie rośnie. Niedźwiedzi mamy zaledwie około 90, wilków jedynie około 600. Dlatego WWF Polska rozpoczyna projekt ochrony dużych drapieżników.

Każdy z nas może pomóc w ocaleniu wilka, rysia, czy niedźwiedzia.
Jak?
To proste!


1. Zachowaj ciszę
Jeśli znajdziemy się na obszarze, gdzie potencjalnie mogą występować duże drapieżniki, bardzo ważne jest zachowanie ciszy i spokoju. Może to wydawać się banalnym stwierdzeniem, ale głośne słuchanie muzyki i powodowanie hałasu, przepłasza przyzwyczajone do ciszy zwierzęta. Jeśli takie sytuacje powtarzają się zbyt często, doprowadza to do okresowego lub całkowitego opuszczenia terenu przez drapieżniki. Sytuacje te są szczególnie niebezpieczne dla samic mających młode. W skrajnych wypadkach ich niepokojenie może doprowadzić do porzucenia potomstwa, które skazane jest wówczas na śmierć.

2. Powiedz NIE kłusownikom
Rysie i wilki polując na sarny i jelenie często wpadają we wnyki zastawione przez kłusowników na zwierzęta kopytne. Są to różnego typu pułapki - druciane albo ze stalowej linki; mogą też przypominać metalowe szczęki zatrzaskujące się na kończynie. Drapieżniki złapane we wnyki konają w męczarniach, czasem przez wiele godzin lub dni. Nie pozwól na to! Jeśli znajdziesz tego rodzaju pułapki zniszcz je, uszkodź, usuń z ziemi. Warto również, abyś zgłosił to odpowiednim służbom - Państwowej Straży Łowieckiej, Straży Leśnej (Lasy Państwowe) albo Policji - kontakty znajdziesz w internecie.

3. Psom do lasu wstęp wzbroniony

Nasi pupile lubią biegać i powinniśmy stwarzać im takie możliwości. Ale w lasach, gdzie żyją drapieżniki taka swoboda może stanowić wielkie niebezpieczeństwo zarówno dla drapieżników, jak i psów. Warto zastanowić się jak się zachowuje się nasz ulubieniec w lesie i w kontakcie z innymi stworzeniami. Dzikie zwierzęta nie będą traktować Twojego czworonoga jak turystę, tylko jak rywala w konkurencji o teren i pożywienie. Pamiętaj też, że puszczanie psa luzem w lesie jest w Polsce prawnie zakazane, a czasem może nawet grozić odstrzeleniem naszego pupila przez myśliwych. Być może tym razem lepiej zostawić go w domu dla jego własnego dobra.

4. Uwaga na drodze!
Jeżeli przez leśne okolice przemieszczasz się samochodem, zwolnij. Dla zwierzęcia, które chce pokonać drogę, pędzący samochód to wyrok śmierci. Możesz temu zapobiec. Wystarczy jechać wolniej.

Kolejne punkty "dekalogu" odnoszą się głównie do niedźwiedzi:

5. Tylko po szlaku
Nie schodź z wyznaczonych ścieżek. W ten sposób bardzo łatwo naruszyć przestrzeń, w której żyją drapieżniki i narazić się na spotkanie oko w oko z niedźwiedziem stresujące dla obydwu stron. Pamiętaj, że dla niedźwiedzi takie spotkania są szczególnie niebezpieczne. Zwierzęta, które oswoiły się z obecnością ludzi, w większości przypadków są skazane na odłowienie z naturalnego środowiska i trafiają do niewoli, zdarzało się też, że musiały zostać zastrzelone.

6. Z daleka!!!
Jeżeli dostrzeżesz niedźwiedzia, pod żadnym pozorem nie zbliżaj się do niego! To dzikie zwierzę, którego przestrzeni nie wolno naruszać. On w stosunku do ludzi postępuje podobnie - w większości przypadków ludzie nawet nie są nawet świadomi spotkania, a zwierzę niepostrzeżenie się wycofuje. Zatem, jeśli napotkasz niedźwiedzia, po cichu i spokojnie się oddal. Pamiętaj, że tylko 6% ze znanych przypadków spotkania tego zwierzęcia z człowiekiem zakończyło się agresywnym zachowaniem i wszystkie były sprowokowane przez człowieka, który zamiast wycofać się, prowokował zwierzę. Specjalne zasady zachowania dotyczą obszarów występowania niedźwiedzi, ponieważ zwierzęta te są najmniej płochliwe z całej „wielkiej trójki” i mamy największą szanse by je spotkać. Niedźwiedź, który przestraszony zachował się agresywnie w stosunku do człowieka, przeważnie wydaje na siebie wyrok. Nie narażaj go na to!

7. Jagódka do jagódki
Nie zbieraj owoców runa leśnego w miejscach występowania niedźwiedzi, a w szczególności na obszarach chronionych (parki narodowe, rezerwaty przyrody). Robiąc to pozbawiasz niedźwiedzie pokarmu. Skazujesz je na szukanie pożywienia wśród ludzi (śmietniska, pasieki), co przeważnie kończy się dla nich tragicznie.

8. Gawra - miejsce święte
Jeśli zauważysz gawrę (miejsce zimowania niedźwiedzia) natychmiast spokojnie się oddal. Uważaj, żeby nawet chwilowa obecność nie obudziła zwierzęcia! Nagle wybudzone, oszołomione matki pozostawiają swoje potomstwo, które w takim przypadku skazane jest na śmierć.

9. Twoje jedzenie to śmiertelny wróg niedźwiedzia
Nie pozostawiaj żadnych śmieci na ścieżce, nawet papierków po słodyczach. Zanim zaparkujesz w lesie swój samochód, upewnij się, że zabrałeś żywność ze sobą (a jeszcze lepiej jeśli w samochodzie nie było żywności przez kilka wcześniejszych dni i nie ma utrzymującego się zapachu jedzenia).
Pod żadnym pozorem nie dokarmiaj niedźwiedzi!
Gdy zwierzę przekona się, że obecność człowieka oznacza łatwe źródło pokarmu, jest dla przyrody stracone! Będzie zbliżać się do ludzi powodując niebezpieczne sytuacje i w konsekwencji trzeba je będzie odłowić do niewoli. Podobnie, jeśli na terenie występowania niedźwiedzi znajdziesz dzikie wysypisko śmieci, zgłoś to lokalnym władzom (administracji parku lub władzom samorządowym). Takie nielegalne śmietniska są źródłem łatwego pożywienia dla zwierząt i zachęcają je do zbliżania się do miejsc zamieszkanych przez ludzi.

10. Bądź niewidzialny
Zarówno wilki, rysie, jak i niedźwiedzie to dzikie zwierzęta i ich bezpieczeństwo zależy od tego, czy zachowają swój naturalny lęk przed człowiekiem. Dlatego im mniej będzie dla nich wyczuwalna Twoja obecność na terenie ostoi, na których powinny czuć się bezpieczne, tym większa szansa na to, że nie wyrządzisz im krzywdy i pomożesz je ocalić. Odpowiedz do tematu.

WWF Polska
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10908
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 22 paź 2007, 19:32

Bardzo ciekawy artykuł o niedźwiedziach tatrzańskich - http://www.pracownia.org.pl/dz/index.php?d=archiwalne&e=artykuly&rok=2005&nr=136&id=703
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10908
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 28 paź 2007, 16:24

Kopiuję z innego forum kapitalne opracowanie Janka:
Syndrom Misia Joggi
Czyli na poważnie o koegzystencji ludzi i niedźwiedzi.

Jest takie przysłowie – „Polak mądr po szkodzie”. Ale jest jego uzupełnienie, że jeśli tak się nie stanie to „Nowe przysłowie Polak sobie kupi, że i przed szkodą i po szkodzie głupi”. Coś mi się wydaje, że tego możemy oczekiwać w „aferze” z niedźwiadkiem w Chochołowskiej.
Kilka lat temu wielka lawina na Rysach pozbawiła życia ośmiu młodych ludzi z Tychów. Im życia nikt nie zwróci ale cała ta sprawa ma do dziś swoje pozytywne skutki – wycieczki szkolne nie wybierają tak ekstremalnych celów a organizatorzy wycieczek szkolnych dostali stracha i pokornie wynajmują przewodników.

Dobrze by było aby sprawa zabicia niedźwiadka w dolinie Chochołowskiej miała również pozytywne zakończenie tzn. wyciągnięcie odpowiednich wniosków dla organizacji ruchu turystycznego.

Samo zdarzenie z 22 października jest aktualnie w rękach prokuratora i policji i zapewne będzie miało swój finał w Sądzie. Oskarżenie, jeśli zostanie podjęte, będzie publiczne a TPN już zapowiedział, że wystąpi jako oskarżyciel posiłkowy. Sprawa będzie zapewne wytoczona przed Sądem Rejonowym a w razie niezadowolenia z wyroku stronom będzie przysługiwała droga odwoławcza.

Wyrok zapewne niektórzy uznają za sprawiedliwy a inni wręcz odwrotnie, dla mnie to sprawa w tej chwili raczej mniej ważna. Ważnym natomiast dla mnie jest czy w obydwóch Parkach, polskim i słowackim rozwiązano w sposób właściwy problem koegzystencji olbrzymiej ilości turystów z niebezpiecznym dzikim zwierzęciem jakim jest niedźwiedź bo to jest właśnie clou tego zagadnienia czy po szkodzie nadal będziemy głupi czy też zmądrzejemy.

Stosunkowo niedawno temu, bo 23 września 2007 roku ukazała się taka notka w Gazecie Wyborczej - http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/ ... l?skad=rss

Pozwalam sobie zacytować:

Amerykańscy leśnicy z Parku Narodowego Gór Skalistych pomogą chronić niedźwiedzie w polskiej i słowackiej części Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Park Narodowy Gór Skalistych w stanie Kolorado, w którym dziko żyją grizzly, jest niewiele większy od obu części Tatr - polskiej i słowackiej. Polscy i słowaccy leśnicy postanowili poznać metody ochrony przyrody w Górach Skalistych i podpisali z Amerykanami porozumienie o współpracy.

- Szczególnie zależy nam na poznaniu amerykańskich doświadczeń dotyczących ochrony niedźwiedzi, które coraz częściej w poszukiwaniu żywności wychodzą na szlaki i podchodzą pod ludzkie siedliska -mówi Paweł Skawiński, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego. - Amerykanie mają nam pomóc rozwiązać problem tzw. synantropizacji niedźwiedzi. Synantropizacja oznacza zatracenie przez zwierzę cech dzikości. W Stanach Zjednoczonych turystów odwiedzających parki narodowe obowiązują rygorystyczne przepisy, np. żywność można wnosić tylko w hermetycznych pojemnikach, by zapachy nie wabiły zwierząt. Jeśli odwiedzających park jest dużo, wprowadza się dzienne limity wejść. Wszystko po to, by niepotrzebnie nie niepokoić dzikich zwierząt.

W Polsce w ostatnich latach brunatne niedźwiedzie pojawiają się wśród wycieczkowiczów na zatłoczonej drodze do Morskiego Oka. Wyczuwając jedzenie, włamywały się też do samochodów pozostawionych przez turystów.

Na Słowacji na początku czerwca pojawił się nawet pomysł odstrzału 400 drapieżników. Zaprotestowali wtedy polscy leśnicy.

W Polsce niedźwiedzie są pod całkowitą ochroną. W naszej części Tatr jest ich kilkanaście, około 50 w Bieszczadach, a w całej Polsce prawie sto. Tym z TPN leśnicy zakładają obroże telemetryczne, dzięki którym mogą śledzić każdy ich krok. Ogrodzili też schroniska elektrycznymi pastuchami.

Chcemy, by niedźwiedzie w Tatrach znów zaczęły żyć zgodnie ze swoją naturą i mamy nadzieję, że nam i Słowakom pomogą w tym amerykańscy leśnicy - mówi Skawiński.

To chyba w oparciu o ten materiał ukazał się post Lucyny w wiadomej dyskusji po incydencie z dnia 22.10.07:

Tatrzańskie parki polski i słowacki podpisały umowę z Parkiem Narodowym Gór Skalistych (ten ostatni pod względem powierzchni jest porównywalny z naszymi parkami). Właśnie amerykańscy leśnicy mają pomóc Polakom w rozwiązaniu problemu synatropizacji niedźwiedzi. Pierwsza rzecz na jaką zwrócili uwagę naszym parkowcom to dokarmianie dzikich zwierząt. W USA w kilku parkach za nakarmienie np.niedźwiedzia płaci się kary do kilku tysięcy dolarów. Kary są egzekwowane. Druga rzecz. Na teren parku można wnosić żywnośc tylko w hermerycznie zamkniętym opakowaniu. Zwierzęta nie mogą czuć zapachu jedzenia. Trzecia uwaga dotyczyła natężenia ruchu turystycznego. Ograniczenie wejść do parku i wprowadzenie limitu dziennych wejść. Czwarty punkt to karanie turystów za przekroczenie bariery szlaku.
Amerykańskie parki mają dobrze oznakowane miejsca, gdzie występują niedźwiedzie. Człowiek wchodzi tam na własne ryzyko. Agresywne misie są monitorowane. W razie powtarzających się ataków na ludzi wywożone w inne miejsca. Jeżeli mimo tego ataki powtórzą się to taki osobnik jest eliminowany ale w humanitarny sposób.

Jak widać z powyższego propozycje amerykańskich leśników sprowadzają się do:
1. Zlikwidowanie dokarmiania niedźwiedzi – sensu stricto jak i pośrednio przez otwarte śmietniki, śmiecenie na szlakach,
2. Wnoszenie żywności na teren parków tylko w hermetycznych opakowaniach (pojemnikach),
3. Ograniczenie ilości turystów do parku i wprowadzenie limitu dziennych wejść
4. Zakaz wychodzenia poza szlaki oznakowane.
5. Drastycznie wysokie kary (np. równoważnik ok. 5 tys. $ za przewinienia określone wyżej.

Ad.1. Hermetyzacja pojemników na odpadki przy schroniskach jest możliwa do wyegzekwowania, m.in. przy pomocy drastycznych kar nakładanych przez TPN w przypadku stwierdzenia niedociągnięć, natomiast wyeliminowanie „śmieciarzy” wśród turystów na pewno jest niemożliwe przy pomocy apeli, tabliczek itp. Potrzebne są wysokie kary i odpowiednio wielka liczba strażników (polskich odpowiedników amerykańskich rangersów) umiejących i chcących te kary stosować i odpowiednie służby prawne w parkach aby te kary egzekwować.(nawet policji nie wolno pobierać kwoty kary bezpośrednio)
Ad.2. Rewizja osobista na wejściach?
Ad.3. Próbował takie propozycje wprowadzić Wojciech Gąsienica Byrcyn – reakcja – wrzask władz terenowych Zakopanego i okolicznych gmin. Nie sądzę też aby podpisało się pod tym zbyt wielu użytkowników tego forum.
Ad.4. Tylko się roześmiać – właśnie nie tak dawno TPN to wielce zliberalizował a ponoć i TANAP nad taką liberalizacją rozmyśla.
Ad.5. W Stanach Zjednoczonych są rzędu 5000 $ czyli ok. 13500 PLN. Co Państwo na to? No i jak się ustrzec oczywistych prób korumpowania strażników? Powołać TBA (Tatrzańskie Biuro Antykorupcyjne)?


Ktoś może powiedzieć, że to jakieś nieporozumienie lub przekłamanie - może więc warto zapoznać się trochę z tym jak to wygląda w amerykańskich parkach narodowych. Najlepiej na przykładzie najbardziej znanego parku czyli Yellowstone skądinąd doskonale znanego każdemu prawie Polakowi z dobranocek telewizyjnych o Misiu Joggi, który wraz z Misiem Uszatkiem „odpowiada” na dość pokrętny stosunek Polaków do „kochanych Misi”, stosunek, przy którym zapominamy, że jest to groźne dzikie zwierzę a nie kreskówka lub pluszaczek.

Na wstępie parę słów o Parku Yellowstone i w porównaniu z TPN i TANAP. Yellowstone to jak wiadomo najstarszy park narodowy na świecie (1872 r.) o powierzchni 8980 km2 i rocznej ilości turystów ok. 3 milionów osób. TPN to 212 km2, TANAP – 769 km2 czyli razem 981 km2 a ilość turystów wg. różnych szacunków to 6 milionów osób. Średnie obciążenie 1 km2 to w Yellowstone 334 osoby rocznie a w obu parkach tatrzańskich 6116 osób rocznie czyli przeszło 18 razy większe a samym TPN 14150 osób rocznie czyli przeszło 42 razy więcej niż w Yellowstone. Jeśli te cyfry nic nie dają komuś do myślenia to gratuluję dobrego samopoczucia.
By jeszcze bardziej uwypuklić problem to informuję, że Yellowstone leży na terenie trzech stanów: Idaho, Montana, Wyoming w których gęstość zaludnienia wynosi odpowiednio 6.04 osób/km2, 2.39 i 1.96 czyli jest to absolutne pustkowie o którym w Europie nie mamy zielonego pojęcia. Taki stan Wyoming to mniej więcej 80% obszaru Polski a mieszka tam około 500 tys. osób. Dla porównania podam, że gęstość zaludnienia w Województwie Małopolskim wynosi 216 osób/km2, Podkarpackim 118 osób/km2 a w Słowacji 111 osób/km2. Jeśli teraz ktoś powie, że warunki koegzystencji niedźwiedzi w południowych województwach Polski oraz w Słowacji są porównywalne z tymi, które są w Yellowstone to po prostu kłamie albo ma maksimum złej woli.

Jak jest naprawdę w tym Yellowstone? Zapraszam do ciekawej relacji:
http://www.ing.uni.wroc.pl/~buki/mnisi- ... elacja.htm

Trzeciego dnia nic specjalnego się nie działo, dotarliśmy do Montany, ostatni odcinek drogi nie wypadł przyjemnie, bo akurat rząd sfinansował budowę drogi przez terytorium Rezerwatu Czarnych Stóp (BlackFeet Indian Reservation) aż do południowej granicy Glaciera, wiec czas ten upłynął nam w kurzu i przy pozamykanych szczelnie oknach. Wieczorem przekroczyliśmy granicę parku narodowego. Okazało się, że tak spieszyliśmy się na wakacje, że zaoszczędziliśmy 1 dzień drogi, ale dzień ten niezwykle się przydał, bo formalności w parku są długie i męczące i niestety nie da się ich pominąć.

Parki Narodowe w USA funkcjonują na zupełnie innych zasadach niż w Polsce, a nawet w Europie. Można by powiedzieć, że obrzeża parku z cała infrastrukturą dróg, kempingów i ich zaopatrzeniem są zorganizowane dla turystyki masowej. Natomiast zwiedzanie obszarów, do których dotarcie piesze stanowi więcej niż jeden dzień drogi jest mocno ograniczane. Jednym słowem tam, gdzie można dojechać jest mnóstwo ludzi, którzy mieszkają na kempingach i chodzą na jednodniowe wycieczki. Ci, którzy chcą czegoś więcej, czyli zabrać plecak i pójść na wędrówkę, muszą udać się do specjalnego biura pod nazwą Backcountry Office i uzyskać zezwolenie (permit - 4USD/os/noc) na noclegi na konkretnych kempingach w górach. W całym Glacierze są 3 takie biura w różnych jego częściach. Wszystko jest zorganizowane komputerowo. A odbywa się to w ten sposób, że o 7.00 rano wpada do biura tłum chętnych i kto pierwszy ten lepszy, o ile nie ma się wcześniejszej rezerwacji.

I tu zaczął się nasz problem, ponieważ kempingów w górach nie jest specjalnie za dużo i na takim jednym kempingu jest średnio 3-5 miejsc na namioty. Oznacza to, że wystarczy paru łojantów i trudno jest wytyczyć trasę, bo wszystko zajęte i nie ma gdzie spać. A w parkach główna zasada mówi, że można łazić, gdzie się chce, ale spać wolno tylko tam, gdzie masz wyznaczone. A my chcieliśmy pójść na wędrówkę z 7-mioma noclegami. Spędziliśmy w biurze ponad 2 godziny, bo ranger drukował nam kartkę z wolnymi noclegami, my wytyczaliśmy trasę, po czym okazywało się, że jakiś kemping jest już zajęty i zaczynaliśmy zabawę od nowa z nowym wydrukiem tego, co zostało. W końcu jeden gość widząc, że z uporem chcemy jednak mieć te 7 noclegów pomógł nam wytyczyć trasę. Wyglądała fajnie, ale miała jedną wadę, a mianowicie odległości, podejścia i zejścia, które przypadały na każdy dzień wędrówki, były mordercze.

Przeszliśmy też szkolenie antyniedźwiedziowe, tzn. puszczono nam wideo z 15-minutowym filmikiem, jak się zachowywać, gdy miś stanie ci na drodze. My kupiliśmy sobie przed wyjazdem spray na misia (i osobno na komary) poprzez stronę http://www.counterassault.com/ w cenie 45 USD, ale w tej samej cenie jest do kupienia na miejscu w parku. Wygląda to jak ciut większy dezodorant, ale ma zasięg ok. 8 metrów. W środku zawiera gaz pieprzowy i jak się później dowiedzieliśmy jest praktycznie w 100% skuteczny. Film mówił głównie o tym, aby pilnować kwestii jedzenia i innych środków chemicznych (zapachowych), czyli nie trzymać ich w namiocie (bo to żadna przeszkoda dla misia), wieszać z dala na drzewie (zabrać ze sobą kawał sznura lub liny), jeść również z dala od namiotu, w specjalnie do tego przygotowanych miejscach na kempingach (food area). W lesie w odróżnieniu od tego, czego przestrzegaliśmy w Polsce, czy Europie tu należy się zachowywać głośno, ale jak było zaznaczone należy wydawać "ludzkie dźwięki", najlepiej klaskać, gadać głośno i pokrzykiwać od czasu do czasu, aby miś wiedział, że człowiek się zbliża. Film wyjaśniał, że miśki głównie atakują, gdy czują się zaskoczone i przez to zagrożone. A! zapomniałabym napisać, że Glacier National Park to park, gdzie głównie występują niedźwiedzie grizzli i w mniejszym stopniu niedźwiedzie czarne. Rozpoznaje się ich łatwo, gdyż grizzli mają futro bardziej brązowe, są znacznie większe, ale najbardziej charakterystycznym punktem jest garb na karku. Niedzwiedzie czarne są czarne (bez garba), dużo mniejsze i też mniej agresywne.

W przypadku spotkania misia nie należy uciekać, tylko starać się wolno wycofać. Jeśli będzie wykazywał zainteresowanie i się zbliżał to należy mu rzucić jakąś kolorową rzecz np. czapkę i dalej się wycofywać. W razie bezpośredniego ataku należy położyć się na brzuchu mając plecak na sobie w ramach ochrony i założyć ręce na kark (aby go nam nie przetrącił). Jeśli miś próbuje odwrócić człowieka leżącego w takiej pozycji, to nie należy stawiać oporu, tylko przetoczyć się i znów ustawić w tej samej pozycji. Ostatnie przesłanie filmu zupełnie do mnie nie trafiło, a mianowicie, że jeśli miś chce zaatakować (dotyczy to tylko niedźwiedzia czarnego), ale nie jest to gwałtowny szybki atak, to należy z nim walczyć, krzyczeć podnosić ręce, rzucać kamienie, uderzać gałęzią o drzewa, wprawdzie miałam jeszcze wyhodowane długie paznokcie, ale sami wiecie....

[....]
Ponad to Grzegorz był na prelekcji jednego rengersa na naszym kempingu, który okazał się fanem miśków grizzli i poopowiadał kilka ciekawostek o misiach. Jakieś ok. 30 lat wstecz, w parku znajdowało się wysypisko śmieci stanowiące główną atrakcję turystów, ponieważ na to wysypisko przychodziły od wielu lat niedźwiedzie. Wysypisko dorobiło się nawet specjalnej kładki, z której ludzie fotografowali misie. Misie grzebały w śmieciach i żywiły się odpadkami. W którymś momencie, jak już wspomniałam, parki zaczęły prowadzić politykę, aby wszystko się odbywało naturalnie, czyli jak coś się zaczęło palić to niech się spali, zakaz dokarmiania zwierząt itp. Postanowiono zlikwidować wysypisko. Spotkało się to z wieloma protestami ekologów, którzy twierdzili, że misie się już uzależniły od posiłków na śmietniku i nie będą w stanie przeżyć. Ale i tak najbardziej protestowali turyści, których chciano pozbawić punktu widokowego. Niemniej którejś zimy śmietnik zapakowano na samochody i wywieziono, a miejsce zasypano czymś tam. Efekt był taki, że w pierwszym roku padło 50% populacji grizzli w parku, a w następnym 25% tego, co pozostało, zaś w następnych latach populacja zaczęła się odradzać i wszystko wróciło do stanu naturalnego. Rangers powiedział też, że jedna niedźwiedzica przez 5 lat z rzędu wracała z młodymi i próbowała kopać na tym miejscu. Ograniczenie dostępu do żywności pochodzenia ludzkiego to nie tylko likwidacja składowisk śmieci, ale również specjalne antyniedźwiedziowe kosze na śmieci, przepisy dotyczące przechowywania żywności na kempingach itd. Rozwiązania te zaowocowały mniejszą ilością ataków niedźwiedzi na ludzi. Z czasem po prostu przestały kojarzyć ludzi z łatwo dostępnym pożywieniem i raczej omijają turystów na szlaku jak i osady z daleka.

Skomplikowane, prawda?

Wpierw trochę obliczeń. Wg różnych szacunków w Tatrach (polskich i słowackich) przebywa od 50 do 100 niedźwiedzi czyli od 19.6 km2 do 9.8 km2 na 1 osobnika . Niewiele, minimum podobno wynosi 30 km2. A zbyt mały areał osobniczy (tak się to naukowo nazywa) oznacza niemożność normalnego się wyżywienia, głód i tym większą podatność na poszukanie pożywienia u człowieka. Zwłaszcza jak ten człowiek jest głupi i niefrasobliwy, jak zostawia otwarte śmietniki z odpadkami spożywczymi albo chociaż tylko wyrzuca przy ścieżce ogryzki jabłek czy gruszek, papierki po cukierkach, snickersach i innych wafelkach, niezjedzone kawałki bułek itd. itd. (co jest powszechne w naszych Tatrach i na ich obrzeżu).Niestety nie mogę nigdzie znaleźć danych o ilości niedźwiedzi w Yellostone (może ktoś znajdzie). Na świecie jest podobno 100 tysięcy (bez polarnych). W Rumunii przeszło 6000, w Rosji ponoć 25 000. Nie wiem czy w Yellowstone jest ich proporcjonalnie tyle co w Tatrach czy też mniej czy więcej, podejrzewam, że mniej. Dlaczego – bo z powyższego opisu wynika, że amerykańscy leśnicy i ochroniarze podchodzą profesjonalnie i odpowiedzialnie do swoich zadań.
Spróbujmy zatem wyobrazić sobie przeniesienie amerykańskich zwyczajów na nasz teren. Co musimy zrobić na początek? Ano pobudować wielki mur albo wysokie ogrodzenie oddzielające teren TPN od reszty terenu. Czy przed niedźwiedziami? Też, ale przede wszystkim przed ludźmi nad którymi musimy zapewnić sobie kontrolę. Yellowstone leży na pustkowiu, wręcz zadupiu i do obszaru o powierzchni 30% Belgii dochodzi tylko pięć dróg.

[ img ]

Tam nie trzeba budować muru i płotu, tam wystarczy postawić zaporę na drodze. Tam nie ma kolei ani samolotu, tam jest zbyt daleko aby ktokolwiek przyszedł pieszo, tam trzeba przyjechać samochodem.
W Tatrach tak nie jest a zatem należy postawić płot a przy jednej, góra dwóch bramach urządzić biura wstępu i „segregacji” turystów. W Yellowstone większość wybiera jazdę samochodem, na ogół nie własnym ale autokarem wyspecjalizowanych firm (bo taniej) po tak zwanej „ósemce” asfaltowej drogi, z zatrzymaniem się lub nie na którymś z przydrożnych kampingów i odbyciem drobnej wycieczki, na ogół pod nadzorem przewodnika. W warunkach TPN mógłby to być przejazd wyspecjalizowanym autokarem do Włosienicy a nawet i dalej, krótki pobyt nad Morskim Okiem i powrót. Następnego dnia niewielkim elektrycznym busem jazda na Polanę Pisaną w Kościeliskiem, wizyta w jaskini Mroźnej i na tym koniec. Chętni na piesze wędrówki musieliby tak jak w opisie uzyskać „przydział” trasy, uzależniony od otrzymania miejsca w schronisku na nocleg. To trzeba byłoby rezerwować na długo przed tym lub liczyć na los szczęścia biegnąc do biura o 7-ej rano – dokładnie tak jak w Yellowstone (i ponoć wszystkich innych parkach narodowych amerykańskich i kanadyjskich – mówił o tym w wywiadzie Wojciech Gąsienica Byrcyn gdy uzasadniał konieczność limitowania ilości osób wchodzących do TPN. Oczywiście po odbyciu szkolenia jak zachować się w przypadku napotkania niedźwiedzia.
Przy takiej organizacji ilość osób spadłaby do około 150 tys. rocznie plus wjeżdżający na Kasprowy ale z technicznym uniemożliwieniem wyjścia poza teren stacji górnej w okresie nie narciarskim. Taka ilość turystów by zminimalizowała potencjalną możliwość spotkania z niedźwiedziem, praktycznie wyeliminowała powody sinatropizacji i w efekcie wyeliminowała możliwość zrobienia krzywdy przez ludzi niedźwiedziom i odwrotnie.
Ale to oznacza koniec weekendowych wypadów w Tatry i eliminuje z nich jakieś co najmniej 80% dotychczasowej ilości turystów. Trudno – taka jest cena utrzymania niedźwiedzia w Tatrach.

To jest wersja radykalna, moim zdaniem absolutnie niewykonalna bo oznacza wyemigrowanie z Zakopanego i okolic około 70 do 80% mieszkańców, którzy by bez zatrudnienia przy turystyce utraciliby źródła dochodów.

Trzeba więc osiągnąć kompromis. Jaki? Przede wszystkim zakaz budowy nowych miejsc hotelowych – tylko ew. uzupełniających ubytki z rozbiórek. Co jeszcze – likwidacja samochodowego przejścia granicznego na Łysej Polanie i zakaz ruchu samochodów prywatnych na odcinku Wierch Poroniec – Palenica. Następnie wznowienie możliwości ruchu do Włosienicy ale TYLKO dla mikrobusów o napędzie elektrycznym , koncesjonowanych przez TPN przy jednoczesnym zakazie ruchu pieszych na drodze Wierch Poroniec – Palenica. Że takie dojście do Morskiego Oka będzie kosztowne? Tak, będzie – ale czy jest inne wyjście aby uniemożliwić śmiecącej hałastrze dojście do Morskiego Oka co w tym przypadku oznacza masową sinantropizację niedźwiedzi.
Co jeszcze? Uruchomienie w Zakopanem swoistej Akademii Szkolenia na temat zachowania się na wypadek spotkania niedźwiedzia. Akademia ta wydawałaby poświadczenia odbycia szkolenia bez którego byłoby niemożliwym nabycie biletu do parku. Co jeszcze? „Dorobienie” się prawdziwej grupy „Rangerów”, którzy kontrolowaliby zachowanie się turystów i w razie potrzeby wymierzali mandaty na kwoty absolutnie odstraszające od złego zachowania – np. 3000 zł – to i tak mniej niż w Stanach Zjednoczonych.
Co jeszcze – problem Doliny Strążyskiej i Białego. Obeie te doliny są praktycznie parkiem miejskim Zakopanego i bywa tam chyba najwięcej ludzi kompletnie przypadkowych. Niestety bywają też niedźwiedzie bo to miejsce pełne wyrzuconych w krzaki smakołyków. Jakie wyjście? Smutne bo chyba tylko solidne ogrodzenie od reszty parku.
No i może by TPN zrobił coś aby ten spray przeciw niedźwiedziowy znalazł się w sprzedaży w zakopiańskich sklepach. - http://www.counterassault.com/ - ksztuje w USA 45$ czyli u nas mółby być za jakieś 120 złotych – ponoć całkowicie skuteczny więc cena za bezpieczeństwo nie jest wygórowana.


Ktoś może mi zarzucić, że się skoncentrowałem na Yellowstone a TPN i TANAP nawiązały kontakt z Parkiem Narodowym Gór Skalistych http://www.nps.gov/romo/index.htm

Niestety nie udało mi się znaleźć tak bogatego materiału o tym Parku. W interesującej nas kwestii „niedźwiedziej” w Przewodniku „Amerykańskie Parki Narodowe” (wyd. Gazety Wyborczej) nie ma ani słowa. Na stronie tego parku (patrz link wyżej) o niedźwiedziach jest wzmianka – że są, w dolnych partiach lasów. Widać nie jest to problem . Park jest porównywalny do TPN i TANAP tylko pod względem obszaru. Poza tym niczym – pustkowie, brak miejscowości w parku i na jego obrzeżu, znacznie większe wysokości (ok. 4500 m npm). No i swoista ciekawostka – najwyżej na świecie poprowadzona autostrada – najwyższy punkt 3700 m npm. – poprowadzona w centrum gór (przypominam – o obszarze Tatr).
Jak sądzę to współpraca leśników i naukowców z TPN z ich kolegami z Rocky Mountains Park może być owocna – LOT pewnie już zaciera ręce.

Przyznam się, że nie mam specjalnego sentymentu do naukowców i ochroniarzy z TPN (TANAP również), może nie tyle sentymentu co zaufania. A także jestem pełen podejrzeń o tzw. „końskie okularki”. Aby to nieco rozładować kończę anegdotą:

Środek zimy, legowisko niedźwiedzi. Mały miś budzi starego siwego niedźwiedzia.
- Dziadku, dziadku! Nie mogę zasnąć! Opowiedz mi bajkę!
- Śpij... - mruczy zaspany dziadek miś - Nie czas na bajki.
- To pokaż chociaż teatrzyk!
- No dobrze - mówi dziadek i sięga po dwie ludzkie czaszki. Wkłada w nie łapy, wyciąga przed siebie i mówi marszcząc czoło:
- Docencie Malinowski. Co to tak hałasuje w zaroślach?
- Eee, to pewnie świstaki panie profesorze...
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10908
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez notos » N, 4 lis 2007, 16:27

Wszystkie wyliczone na początku tematu zwierzaki pozostawiłbym "w spokoju", one pasują do biotopu. Gorzej jest z psami, które wprowadzane są na teren Parku przez bezmyślnych właścicieli... Proszę spróbować zwrócić im (właścicielom !) uwagę...
notos
 
Posty: 15
Dołączył(a): Pn, 1 sty 2007, 19:52

Postprzez Zygmunt Skibicki » N, 4 lis 2007, 17:10

notos napisał(a):Gorzej jest z psami...

No i proszę! Taki stary wątek a jeszcze znalazła się w nim "dziura". Oczywiście, trzeba i to opisać.
Trochę się tego "psiego" tematu boję, bo prawie każdy wie, jak się wobec wałęsającego się psa po biwaku czy szlaku zachować, ale takiej jednej uniwersalnej metody to chyba nikt jeszcze nie wymyślił.
No, może poza solidnym kijem w ręce...
notos napisał(a):...zwierzaki pozostawiłbym "w spokoju", one pasują do biotopu...

Jak najbardziej! Może jednak poza kąśliwymi komarzycami, co?
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10908
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Obroże z Kanady dla tatrzańskich niedźwiedzi

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 1 lut 2008, 14:12

*
źródło: Gazeta Krakowska - 2008/01/31)

Fundacja Grupy Vodafone, która niedawno sfinansowała zakup sprzętu medycznego dla ratowników Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, zrobiła też podarek tatrzańskim niedźwiedziom. Zakupiła im obroże.

– Obecnie mamy dwie obroże działające w systemie GSM. Jedną nosi niedźwiedzica, drugą założyliśmy dziko żyjącemu samcowi, ale ją zrzucił. Na razie jednak nie będziemy mu jej zakładać – wyjaśnia Filip Zięba, specjalista ds. fauny w Tatrzańskim Parku Narodowym.

Kolejne dwie obroże lecą do Zakopanego z Kanady.
– Obroże pozwalają przekazywać za pomocą SMS-a dokładne położenie niedźwiedzia – wyjaśnia Filip Zięba.

Dzięki SMS-owej informacji, gdzie jest misiek, parkowcy mogą szybko interweniować, gdyby ten zbliżał się do ludzkich siedzib. Tak np. zdarzyło się rok temu, gdy niedźwiedzica z dwójką małych postanowiła paść się na łące niedaleko drogi do Kuźnic. Była na tyle blisko, że zauważona została przez turystów. Gdy strażnicy z TPN przyjechali, zebrała się tu już spora grupka gapiów. Niektórzy próbowali podejść bliżej, by zrobić niedźwiedziej rodzince zdjęcie.

– Zamierzamy też dzięki Fundacji Vodafone zainstalować specjalny aparat z czujnikiem ruchu, który będzie monitorował, co się dzieje w klatce na niedźwiedzie – mówi Filip Zięba. Parkowcy mają dwie takie klatki i używają ich do schwytania niedźwiedzi, gdy np. chcą im założyć obroże (starsze zwierzęta) lub kolczyki (młode niedźwiadki).
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10908
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 5 maja 2008, 20:29

Ciekawa strona o niedźwiedziach tatrzańskich - http://www.medvede.sk/ - słowacka, ale co to za problem?
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10908
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 14 paź 2008, 15:14

Niedźwiedzie schodzą niżej
źródło: Gazeta Krakowska - 2008/10/14
Nie należy lekceważyć takich komunikatów. Niedźwiedzie bowiem wciąż nie śpią, lecz szukają zapasów na zimę.

Tatrzańskie zwierzęta przygotowują się do nadciągającej zimy. Przyrodnicy obserwują zarówno świstaki zbierające zapasy na najbliższe kilka miesięcy, jak i niedźwiedzie, które pasą się, aby nabrać wagi przed snem zimowym. Ponieważ wysoko w Tatrach spadł śnieg, niedźwiedzie można spotkać niżej niż zazwyczaj. Dochodzą nawet do Zakopanego.

W ostatnich dniach pojawiły się sygnały, że jeden z niedźwiedzi krąży wieczorami w rejonie zakopiańskiej ulicy Bogdańskiego. To dzielnica na peryferiach, granicząca z tzw. Księżym Lasem. Stąd i podejście pod zabudowania mieszkańców dla zwierząt jest wyjątkowo łatwe. Jak donoszą mieszkańcy, pojawiający się tam niedźwiedź zjada jabłka i grzebie w odpadkach. Przyrodnicy apelują, aby na posesjach nie zostawiać żadnego jedzenia. To właśnie ono najbardziej interesuje niedźwiedzie.

– Niedźwiedź o różnych porach zapada w sen zimowy – mówi Paweł Skawiński, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego. – Czasem już w listopadzie ziewa, choć najczęściej idzie spać w grudniu. Wszystko zależne jest od pogody. Jak spadnie śnieg, to siłą rzeczy zwierzę się chowa. Rzeczywiście, niedźwiedź może zejść niżej do ludzi, więc zawsze niebezpieczeństwo spotkania z nim istnieje.

Generalna rada dla turystów tonie schodzić ze szlaków. Najczęściej na niedźwiedzia natykają się bowiem ci, którzy wędrują po lesie, szukając w nim np. grzybów. Warto dodać, że ich zbieranie jest zabronione na terenie TPN.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10908
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pn, 17 lis 2008, 15:56

Więcej kozic w polskich i słowackich Tatrach
źródło: Gazeta Krakowska - 2008/11/17
Ponad 700 kozic żyje w całych Tatrach. W polskich górach pasie się ich już prawie 170. Powoli rośnie populacja rzadkiego gatunku. Koza odrabia straty po wojnie i kryzysie z lat 90. 167 kozic naliczyli przyrodnicy tej jesieni na zboczach polskich Tatr.

Choć po górach wędruje coraz więcej turystów, to tatrzańskie zwierzęta mają się dobrze. Rodzi się więcej świstaków, niedźwiedzice spacerują nawet z czterema potomkami, a jedyna w naszych Tatrach orla para, która przez długi czas nie wyprowadziła z gniazda młodych, w ciągu ostatnich trzech lat dochowała się dwójki piskląt. I co najważniejsze – powoli, ale systematycznie przybywa kozic, które w polskiej Czerwonej Księdze Gatunków Zagrożonych jako jedyne zostały zaliczone do kategorii skrajnie zagrożonych.

– Na początku listopada wspólnie ze Słowakami policzyliśmy kozice. Okazuje się, że mają się w Tatrach coraz lepiej – mówi Filip Zięba, specjalista ds. tatrzańskiej fauny w TPN.

W całych Tatrach obecnie żyją 773 kozice. Po stronie polskiej zaobserwowano ich 167.

– Tegoroczny przyrost naturalny wyniósł 20 procent. Tak dobrego wyniku nie było od wielu lat – zaznacza Zięba. Dla porównania – w ubiegłym roku wszystkich kóz tatrzańskich było 532, w polskich Tatrach – 108. A tuż po II wojnie światowej, kiedy górale polowali na kozice dla ich mięsa, pasło się ich na halach zaledwie kilkanaście. Drugi kryzys przyszedł w latach 80. i 90. XX wieku, głównie na skutek działań kłusowników. Jeszcze na początku tego wieku, gdy kozica trafiła do Czerwonej Księgi, przyrodnicy w Polsce zastanawiali się, czy nie uruchomić sztucznej hodowli. Nielicznym żyjącym w Tatrach kozom bowiem groził tzw. wchów wsobny, gdy ojciec pokrywa swoją córkę.

– Teraz, kiedy w górach żyje kilkaset osobników, to niebezpieczeństwo już kozicom nie grozi – zaznacza Zięba. – Nie ma więc potrzeby wprowadzania sztucznej hodowli. Zresztą na całym świecie odchodzi się już od tej metody – zaznacza przyrodnik.

Mimo gwałtownego spadku pogłowia w latach 90. i niebezpieczeństwa wchowu wsobnego, nasza kozica, jak stwierdzili naukowcy z Hiszpanii, jest nadal czysta genetycznie. – Te badania przeprowadzone zostały osiem lat temu, ale dziś populacja kozicy tatrzańskiej jest tak duża, że nie ma potrzeby, by je powtarzać – podkreśla Filip Zięba.

Wyniki liczenia są tak zadowalające, że TPN wystąpił do twórców polskiej Czerwonej Księgi, by zmienili status kozicy. Zdaniem parkowców, tatrzańska koza nie jest już skrajnie zagrożona. – Słowacy zmienili już jej status w swojej Czerwonej Księdze i my powinniśmy zrobić to samo – argumentuje przedstawiciel TPN. Jednak nawet jeżeli tak się stanie, kozica nadal będzie podlegać ochronie.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10908
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Następna strona

Powrót do Sprzęt, wyposażenie, prowiant i sposoby turystyczne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości