Nóż pływający

Tematy wspólne dla wielu dziedzin turystyki aktywnej.

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Nóż pływający

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 24 mar 2015, 22:22

Na pewno nie jest to sprzęt niezbędny. Przez mnóstwo lat, na grubych setkach kilometrów spływów używałem różnych "finek", aż wreszcie niezawodnej Mora'y z plastikową rękojeścią i pochwą, która przypięta do mojej łydki lub krawędzi kokpitu zawsze była pod ręką. Nigdy na szczęście nie przytrafił mi się przypadek, że w czasie używania noża wypadł mi on z ręki i... poszedł na dno jakiejś mętnej wody. Ale takie przypadki się zdarzają i to wcale nie tak znowu rzadko. W każdym razie przy wieczornych ogniskach o kilku takich przygodach usłyszałem.
Już bardzo dawno wymyślono noże pływające przeznaczone dla wędkarzy czy rybaków... mogą się przydać także kajakarzom.
Nie chodzi jednak o prace podwodne - do tego są specjalne noże dla płetwonurków - strach spojrzeć na ceny. Zawsze zastanawiało mnie jednak pytanie: po co nurkowi nóż, który wypuszczony z ręki natychmiast zam z siebie "ucieka" mu... na powierzchnię? Przecież... jeśli miałby go używać zakładając smycz na nadgarstek, to taką samą wartość użytkową jak pływający ma zwykły nóż... tonący. Chyba nawet ten zwykły byłby zdecydowanie lepszy, bo te pływające z natury rzeczy mają dość delikatną konstrukcję...
Wędkarzowi, rybakowi czy kajakarzowi w interesującej nas tu kwestii chodzi wszak tylko o to, by ewentualne wypadnięcie noża z ręki za burtę kajaka nie kończyło się siarczystym bluźnięciem i... machnięciem ręką. Miło, gdy taki nóż upuszczony do wody za chwilę wypłynie w pobliżu jaskrawą główką do góry...
Wypatrzyłem coś takiego:
[ img ]
Fińska firma Fiskars jest dość znana, a nawet w pewnym stopniu uznana jako producent toporków, siekier, maczet, sekatorów, szpadli, noży i naczyń kuchennych.
Niedrogie, więc zamówiłem i po próbach na pewno opiszę, czy to ma sens?
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10840
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Nóż pływający

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 1 kwi 2015, 23:12

Nóż dotarł i na razie sprawdziłem tylko tyle, że on rzeczywiście pływa jak... spławik: pomarańczowy łepek wystaje około 2 centymetry nad wodę
Trok pochwy do łydki zbudowałem sam. Pas i klamra po dawno już skasowanym plecaku Alpinusa...
[ img ]
Dlaczego na wewnętrznej stronie piszczela?
Ano... bo to jest nóż do kajaka, a tam zewnętrzne strony łydek są raczej trudno dostępne... zwłaszcza w momentach bardziej... wymagających.
Zawsze można to zapiąć z nożem po zewnętrznej...
Pytanie może budzić ta delikatnie opinająca guma na dole...
To ma leżeć na łydce także w czasie chodzenia i pływania, a nie... się majtać!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10840
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Nóż pływający

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 10 cze 2015, 15:23

Ciekawostka!
[ img ]
W dość sporym sklepie sportowym InterSport w łódzkiej Manufakturze oferowali mi prawie czterokrotnie od ww. Fiskarsa droższy nóż pływający jeszcze "wyższych" firm: Mora+Light my fire, ale on pływa tylko wraz z pochwą, a sam bez niej tonie jak kamień!
Ciekawe: co kierowało konstruktorem tego wynalazku?
Sarkastyczny żart z mało kumatego użytkownika czy własna... zdążając ku dnu jak kamień... głupota?

No i drugi absurd: ten znakomity zresztą iskrownik się zużywa i to nawet dość szybko... Producent mówi, że da się wykonać około 3 000 zaiskrzeń. Pół biedy, gdy się tego będzie używało do odpalenia kuchenek gazowych(*), ale jak by trzeba rozpalać ogniska...? Zużyje się po góra trzech intensywnych sezonach...
Co zrobić z porządnym nożem, którego cenna, albo nawet w zamyśle producenta niezbędna "wkładka" survivalowa się... zużyła?
Ona de facto jest niezbędna - rękojeść bez tej "wkładki" jest dużo mniej wygodna w chwycie.
Ponoć dzisiaj da się takie wkładki kupić, ale powiedzmy za trzy, pięć lat... bardzo wątpię.

Jest i trzecia głupota!
W opisie producenta jest informacja, że owo krzesiwo jest stopem magnezowym... Cóś... niedouczony był autor, a i redaktor techniczny... tyż.
Krzesiwa robi się z pierwiastka żelaza z domieszką pierwiastka ceru lub/i innych lantanowców! - czytaj tu!
Krzesiwa magnezowe to zupełnie inna bajka, choć iskrowniki mają takie same - czytaj tu!

Jeśli już by miała być Mora, to ja wolę tę!
A porządne krzesiwo z najlepszą na świecie startową "rozpałką" magnezową - tu!

(*) - każda, nawet kompletnie już bez paliwa zapalniczka na "kamień" jest do tego wygodniejsza! Zapalniczki piezo także, ale pod warunkiem, że nie są zalane wodą.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10840
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Nóż pływający

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 10 mar 2016, 00:01

Powinienem to napisać dużo wcześniej, ale mi... zeszło... jakoś.
Teraz się zbieramy do kolejnego spływu i trzeba było podjąć decyzję... I sensownie to uzasadnić....
Ten Fiskars jako nóż biwakowy w ogóle nie został użyty, bo jednak jest zbyt delikatny.
Wracam do Mory, ale solidniejszej:
[ img ]

Jakoś trzeba ominąć problem ewentualnego utonięcia. Myślę, że ta smycz jest wystarczającym rozwiązaniem.
Trzeba ją tylko zawiązać zwykłym węzłem, by puszczony nóż zawisał na nadgarstku.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10840
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Nóż pływający

Postprzez robert_fracz » Cz, 20 gru 2018, 16:59

Jeśli chodzi o nóż na spływach to, trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie : do czego ten nóż ma służyć.

Jeżeli celem jest awaryjne przecinanie linek po kabinie (jeżeli płynęliśmy próg na rzutce I się w nią zaplątaliśmy), to tylko I wyłącznie noże dedykowne: spadochronowy, nurkowe razorcuty, albo w ostateczności nóż pierścionkowy używany w przemyśle mięsnym. Ten ostatni jest idealny do pływania wpław. Czasem się takim wycinam z żyłek, a czasem z co bardziej opornych glonów.

Zwykłego noża na kajaku, nie ma potrzeby używać. Używa się go dopiero na postoju. I tu zupełnie jakakolwiek Mora z nierdzewki wystarczy. Ba, składany nóż z Deca, za 25pln jest tak samo dobry.

BTW: noża, nawet nurkowie już od dawna nie mocują na łydce. I od dawna nie są to już 'komandoskie' wielki modele. Najczęściej nóż się mocuje na ręce, albo na uprzęży, jest krótki I ma tępy czubek.
robert_fracz
 
Posty: 4
Dołączył(a): Pt, 30 lis 2018, 18:42

Re: Nóż pływający

Postprzez Zygmunt Skibicki » Cz, 20 gru 2018, 17:07

robert_fracz napisał(a):Jeśli chodzi o nóż na spływach to, trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie : do czego ten nóż ma służyć.

I tu masz rację całkowicie bezdyskusyjnie...
Dalej to już kwestie bardzo indywidualne. Ja na przykład do pływania wpław noża nie używam żadnego, bo nawet wpływając tylko w wodorosty natychmiast przewracam się na plecy, a w stylu grzbietowym problem zaplątywania się w cokolwiek w wodzie w ogóle nie występuje.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10840
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Nóż pływający

Postprzez robert_fracz » So, 22 gru 2018, 12:18

Co do pływania z nożem.

O ile samemu wydostać się z glonów to nie problem, w naszej strefie klimatycznej to słabe rośliny, o tyle robią problem z asekuracją. Asekuracja to bojka/pływak/kanister na lince. Po przepłynięciu przez pole glonów, na linie potrafi się odłożyć kilkanaście kg. Odplątywanie zielska jest bardzo czasochłonne. Lepiej wtedy sprawdza sie razorcut (nóż hakowy), którym się to po prostu szarpie i po kilku machnięciach samo schodzi.

Do noży pierścionkowych, przekonałem się po tym jak uwiązłem w "świetliku". To taki rodzaj pułapki kłusowniczej. Butelka po mineralnej, w środku światło chemiczne. Do butelki przywiązana jest kilkumetrowa żyłka i pięć - dziesięć haczyków. Kłusownicy wyciągają je z wody zaraz przed świtem, tylko czasem nie wybiorą wszystkich. Żyłkę ciężko zerwać, trzeba się wycinać. Taki nóż, to po prostu duży plastikowy pierścionek z miniaturowym nożem hakowym. Zakłada się go przed pływaniem, i jest na tyle poręczy że przy pływaniu go nie czuć.

Nóż pływający to chyba najbardziej wędkarzowi będzie potrzebny.

A czemu noże nurkowe nie pływają? Jeśli wypuścisz pod wodą pływający nóż z ręki, to już go zgubiłeś na zawsze. Nóż tonący, masz szansę znaleźć, jeśli zgubiłeś go blisko dna. Droższe noże, mają pływalność w przybliżeniu neutralną, żeby jak najwolniej uciekały.
robert_fracz
 
Posty: 4
Dołączył(a): Pt, 30 lis 2018, 18:42

Re: Nóż pływający

Postprzez Zygmunt Skibicki » So, 22 gru 2018, 13:00

robert_fracz napisał(a): O ile samemu wydostać się z glonów to nie problem, w naszej strefie klimatycznej to słabe rośliny, o tyle robią problem z asekuracją. Asekuracja to bojka/pływak/kanister na lince. Po przepłynięciu przez pole glonów, na linie potrafi się odłożyć kilkanaście kg. Odplątywanie zielska jest bardzo czasochłonne. Lepiej wtedy sprawdza sie razorcut (nóż hakowy), którym się to po prostu szarpie i po kilku machnięciach samo schodzi.

Problem może powstać, o ile trafi na myślącego jednotorowo... Rzadko, nawet bardzo rzadko pływam z bojką, ale... gdyby sią na lince pozaczepiały zielska, to zawsze można tę linkę odwiązać od bojki, wyciągnąć z kupy zielska i przywiązać na powrót.

robert_fracz napisał(a):To taki rodzaj pułapki kłusowniczej. Butelka po mineralnej, w środku światło chemiczne. Do butelki przywiązana jest kilkumetrowa żyłka i pięć - dziesięć haczyków. Kłusownicy wyciągają je z wody zaraz przed świtem, tylko czasem nie wybiorą wszystkich. Żyłkę ciężko zerwać, trzeba się wycinać. Taki nóż, to po prostu duży plastikowy pierścionek z miniaturowym nożem hakowym. Zakłada się go przed pływaniem, i jest na tyle poręczy że przy pływaniu go nie czuć.

Zapewniam że pływając grzbietowym nie ma groźby zaplątania się w takie pułapki. Te "świetliki" to jakaś regionalna nazwa. To się bardzo różnie nazywa w innych częściach kraju.

Nawet przeciętnie inteligentny potrafi zawsze wykombinować określony problem, by uzasadnić swoją teorię. Na szczęście cała turystyka, to wymyślanie rozwiązań skutecznych przy użyciu tylko tego, co się zabrało. W plecaku można mieć tysiące różnych "niezbędnych" gadgetów. Zabierać należy urządzenia i przyrządy wielofunkcyjne. A zazwyczaj wystarcza, gdy się ze sobą zabierze wiedzę. Ona nic nie waży, a ratuje życie w najgorszych sytuacjach. Improwizacja, ot co!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10840
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Nóż pływający

Postprzez robert_fracz » Wt, 25 gru 2018, 18:58

Cóż. Nóż pierscionkowy to taki sam gadżet jak nóż pływający. W większości przypadków niepotrzebny, jeden raz niezbędny. Zdarzyło mi się już wycinać ze świetlików na powierzchni i po woda. Przydaje się. Pod wodą wycinałem się tez z sieci, i bardzo się cieszyłem że zamiast wypas noża, mam sekator ogrodniczy z marketu.

Co do wycinania z glonów. Jeżeli na dystansie kilometra, trzeba czyścić bójkę cztery razy, to jest to po prostu męczące. Tym bardziej jak za sobą masz kilka kilometrów, przed sobą jeszcze wiecej, a wokół jest ciemno. :) Razorcut przyspiesza wtedy sprawę bardzo.

Bójka w sumie to też gadżet. Ale biorę ja niezależnie czy płynę kilometr czy dwadzieścia. Nieliniowe myślenie nie zawsze się sprawdza jak do brzegu daleko;)

Wesołych świąt.;)
robert_fracz
 
Posty: 4
Dołączył(a): Pt, 30 lis 2018, 18:42

Re: Nóż pływający

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 25 gru 2018, 19:09

Czytaj pod kreską...
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10840
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź


Powrót do Sprzęt, wyposażenie, prowiant i sposoby turystyczne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 16 gości