Fotografowanie zimą

Zapytania, porady, sprzęt, sposoby prezentacji, prezentacje, fotorelacje itp

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Fotografowanie zimą

Postprzez Hairy » Śr, 15 paź 2008, 09:45

*
Nadchodzi zima okres mrozów i śniegu.
Wielu z nas mimo wszystko wyruszy na szlak i będzie chciało to uwiecznić na zdjęciach.
Wiąże sie z tym kilka problemów:
- mniejsza żywotność baterii
- zamarzanie optyki i kilka innych.

Największa głupota jest noszenie aparatu pod kurtką.
poruszając sie nasz organizmy wydziela cieplo, po wyjęciu aparatu na mróz dochodzi do zaparowania optyki.
Wilgoć jest niewskazana dla elektroniki, w przypadku tańszych lustrzanek może dojśc nawet do uszkodzenia lustra i matrycy.
Tylko najwyższe modele lusrzanek są w stanie wytrzymac takie warunki ale nie każdego stac wydac na aparay 20k.

Pojawiły sie modele kompaktów odpornych na trudne warunki atmosferyczne, miałem przyjemnośc jedny z takich modeli się bawić i rzeczywiście testy wodno błotne przezył.
Czekam na wiekszy mróz w specyfikacji producent podaje ze aparat jest odporny na zamarzanie do -15

Jak się uchronić przed zniszczeniem sprzętu, i zapwnić sobie że przez cała wycieczke nie zrobi nam przykrych niespodzianek?
Jeżeli macie jakies własne patenty to prosze podzielcie sie doświadczeniami.
Hairy
 
Posty: 613
Dołączył(a): Pn, 21 lut 2005, 12:13
Lokalizacja: Warszawa

Re: Fotografowanie zimą

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 15 paź 2008, 10:33

Hairy napisał(a):Największa głupota jest noszenie aparatu pod kurtką.
poruszając sie nasz organizmy wydziela cieplo, po wyjęciu aparatu na mróz dochodzi do zaparowania optyki.

Po pierwsze - nie szastaj tak epitetami, bo one potrafią... wracać do nadawcy.
Po drugie - jeśli pozwolisz na działanie mrozu na sam aparat przechowując go w nieogrzewanym miejscu, to nawet tuż przed fotografowaniem wkładając do niego ogrzewane baterie, nie unikniesz kłopotów. Po prostu całość może nie "ruszyć", a baterie zamarzną w kilkadziesiąt sekund od "zimna" aparatu.
Po trzecie - aparat pod kurtką! Chyba, że stać Cię na kupienie i noszenie klimatyzowanego Pelikana!
Po czwarte - pod kurtką, ale w dobrym pokrowcu - nie zawilgotnieje!
Po piąte - zawsze spory zapas baterii na stałe grzanych ciałem - warto zabezpieczyć folią!
Po szóste - nie "zawilgocony" aparat może (wcale nie musi!) zaparować tylko zewnętrznie, a od tego jest ircha.
Po siódme - wyjmować aparat tylko w celu szybkiego zrobienia zdjęcia i natychmiast chować!
Po ósme - zimą raczej stosować szybkie automaty niż ciężkie lustrzanki.
Po dziewiate i ostatnie - stara, plastikowa "Smiena 8" na film celuloidowy przeżywała szybkie eksperymenty nawet na szczytach Himalajów...

Ja używam małej i bardzo prostej Koniki-Minolty, ale noszonej pod kurtką w wodoodpornym futerale Samsonite(*). Baterii nie wyjmuję, ale zawsze mam spory ich zapas "przy ciele". Jeszcze mnie ta metoda nie zawiodła...

(*) - W tym samym futerale noszę mojego "szybkostrzałka" w czasie letnich wspinaczek i wędrówek, ale wtedy on jest przypięty do pasa barkowego. Kilka solidnych deszczów i mgieł oraz jedno pełne zanurzenie w wodzie przeżył zarówno pokrowiec jak i aparat bez "fochów".
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Hairy » Śr, 15 paź 2008, 15:45

Reasumująć na sezon zimowy najlepiej zabierać stare (to nie znaczy gorsze) analogi.
Ostatnio nabyłem za 15 zł Zenita od sąsiada z 2 obiektywami.
Sprawdze go zima jak bede w Tatrach i napisze jak się spisał i czy nie zamarzł.
Co zaś tyczy się noszenia aparatu pod kurtka to mniejakoś nie przekonuje
Może musze sam stestowac żeby się przekonac mimo wszystko obawiam sie zaparowania.
Przeciez nosząc gop przy ciele ogrzewa się cały a nie tylko z zewnątrz.
a nagła zmiana temperaturynie jest zdrowa dla sprzetu.
W każdej instrukcji obsługi sprzętu elektronicznego jest napisane żeby po przyniesieniu sprzętu do pomieszczenia postawić go bez włączania na jakiś czas w celu przystosowania do panującej w otoczeniu temperatury.
W drugą stronę tez chyba to działa e ten sam sposób.
Hairy
 
Posty: 613
Dołączył(a): Pn, 21 lut 2005, 12:13
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 15 paź 2008, 21:43

Hairy napisał(a):Reasumująć na sezon zimowy najlepiej zabierać stare (to nie znaczy gorsze) analogi.
Ostatnio nabyłem za 15 zł Zenita od sąsiada z 2 obiektywami.
Sprawdze go zima jak bede w Tatrach i napisze jak się spisał i czy nie zamarzł.

Ja bym sobie darował tego Zenita: ciężki i bardzo głęboko potrafi zamarznąć. Ta Smiena dlatego była taka dobra, że prawie cała była z plastiku, a jedyne metalowe części, które współpracowały z innymi metalowymi, to były listki migawki. To wszak była migawka centralna! Zenit ma migawkę roletową z gumowanej tkaniny - kiszka!
Hairy napisał(a):Co zaś tyczy się noszenia aparatu pod kurtka to mniejakoś nie przekonuje

Jeszcze raz tłumaczę: pokrowiec i to porządny - odporny na wilgoć i deszcz!
Hairy napisał(a):Przeciez nosząc gop przy ciele ogrzewa się cały a nie tylko z zewnątrz.

Ale najgroźniejsza nie jest zmiana temperatury, a zawilgocenie urządzenia i gwałtowne obniżenie temperatury. Co Ci się skropli, gdy wilgotność wnętrza aparatu jest nieomal zerowa?
Hairy napisał(a):W każdej instrukcji obsługi sprzętu elektronicznego jest napisane żeby po przyniesieniu sprzętu do pomieszczenia postawić go bez włączania na jakiś czas w celu przystosowania do panującej w otoczeniu temperatury.

A jak na płocie jest napisane "d..a", to też uwierzysz i będziesz głaskał?
Współczesny aparat cyfrowy - nawet "głuptak", to nie byle telewizor z otwartymi obwodami drukowanymi bezpośrednio za dziurawą obudową. To jest bardzo dobrze zabezpieczone przed wilgocią - nieomal szczelne, a tę odrobinę rosy, która powstanie na przedniej soczewce obiektywu zetrzesz irchą i po kłopocie.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10924
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez ToTom » Śr, 15 lip 2009, 22:39

Pozwolę sobie dopisać kilka uwag.
Jeśli jest taka możliwość, na zimę najlepszy jest jednak aparat kompaktowy - ze względu na minimalną ilość ruchomych, mechanicznych elementów. Napęd i zawieszenie lustra, napęd migawki - są smarowane i substancja ta przestaje spełniać swoje zadania przy temperaturach ujemnych. W dodatku spasowane są dość dobrze i w ujemnej temp. części metalowe kurczą się o ułamki mm - co już może być powodem kłopotów. Jeśli nawet komuś udało się zrobić XXX zdjęć przy temp. -20 stopni, nie oznacza to, że i Tobie się uda.
Jeśli już musisz zabrać lustrzankę, to lepiej trzymać ją w pokrowcu na zewnątrz, włączając tylko na moment zrobienia zdjęcia. Zapasowe akumulatory dobrze jest trzymać w kieszeni (np. w polarze) w worku foliowym zapinanym na taki szczelny zacisk - woreczki te mają wiele rozmiarów.
Najważniejsza moim zdaniem sprawa. Po wejściu do schroniska NIE WOLNO wyciągać aparatu z pokrowca. W zimie w schroniskach (w sali, nazwimy to, bufetowej) jest ciepło i BARDZO wilgotno. Jeśli wyjmiesz aparat o temp. powiedzmy -10 stopni w schronisku gdzie jest +15 to prosisz się o kłopoty. Zaparuje wszystko! Soczewka zewn. jest najmniejszym problemem. Para skrapla się na soczewkach od wewnątrz, również na aparacie, jego częściach wewnętrznychczy choćby na wizjerze.
Skroplona para wodna nie szkodzi nowoczesnej elektronice - ale suszenie wnętrza obiektywu trwa potem bardzo długo. I ryzykujesz wiele... Nowoczesne powłoki są trwałe, ale są również bardzo dobrą pożywką dla grzybów i innych pleśniaków. Po kilku tygodniach/miesiącach może okazać się, że między zespołem soczewek pojawi się matowa plama... W nowoczesnych obiektywach koszt wymiany zespołu to połowa jego wartości... Np. w Sony 16-80 Carl Zeiss kosztuje to... 1200 zł...
Ja przed wejściem do schroniska chowam aparat do pokrowca i wyciągam dopiero po powtónym wyjściu na zewnątrz.
Po powrocie do kwatery/samochodu/domu zostawiam go zamkniętego na całą noc. Wcześniej, jeszcze na zewnątrz, wyciągam sobie kartę pamięci i chowam ją do kieszeni - dzięki temu szybciej mogę wsadzić ją do czytnika.
Mimo w/w środków ostrożności po takim mrożeniu obiektywu zawsze staram się go dokładnie suszyć. A na ewentualne grzybki najlepiej zastosować promienie UV czyli... słońce :wink:
O sposobach, jakie stosuję przy noszeniu lustrzanki, napiszę w innym wątku.
ToTom
 
Posty: 3
Dołączył(a): Pn, 13 lip 2009, 11:18

Postprzez Hairy » Cz, 16 lip 2009, 16:36

ToTom dawaj dalej
Hairy
 
Posty: 613
Dołączył(a): Pn, 21 lut 2005, 12:13
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Pjast » Pt, 26 lut 2010, 00:18

Nigdy nie praktykowałem noszenia aparatu na ciele. Ale też nigdy nie robiłem kompaktem zdjęć na szlaku.
Proponowany przez Zygmunta sposób (na ciele w futerale) nie chroni przed ... zmianą temperatury. Powietrze w ogrzanym sprzęcie kurczy się gwałtownie i zassysa powietrze z zewnątrz. I nie ma co powoływać się na telewizory (może jeszcze Rubin?). Ten efekt to "fakt autentyczny". Rezultat został opisany (pleśń miedzysoczewkami).
Groźniejsze dla sprzętu jest opisane "z zimnego w ciepłe".
Na jedną rzecz należy jeszcze zwrócić uwagę: plastiki. Zimnę są bardziej kruche - wszelkie uderzenia mogą skończyć sie uszkodzeniem. Wiem bo tulipanka w F100 uszkodziłem zdobywając Tarnicę.
A więc jak zawsze - aparat mocno uwiązany. A najlepiej w plecaku foto lub torbie.
A Smiena... no cóż. To był dobry sprzęt z fantastycznie skorygowanym obiektywem. Ale jakoś sobie nie wyobrażam robienia dziś nim zdjęć.
A że kiedyś... no cóż - malkontent mógłby powiedzieć, że bielizna oddychająca jest niepotrzebna bo pierwsi taternicy zdobywali gory w kożuchach i też im się udawało.
Pjast
 
Posty: 8
Dołączył(a): Cz, 25 lut 2010, 23:42


Powrót do Fotografia turystyczna - co, czym, jak, dlaczego?

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron