Strona skibicki.pl korzysta z plików cookies w celu realizacji funkcjonowania.

Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w swojej przeglądarce.

Nietypowa relacja Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Redaktor: Zygmunt Skibicki   
27.09.2009.

Z geologią nie ma żartów!

Ziemia nie tylko przyciąga, ale wiedza o niej... wciąga.

*
Było zaproszenie, miałem trochę wolnego czasu, a pogoda wyglądała na nie do popsucia, więc... pojechałem.



Na początku złotej jesieni z Łodzi do Warszawy w niedzielne przedpołudnie jedzie się naprawdę przyjemnie.

Adres był prosty, zresztą... nawigacja prowadziła jak po sznurku.


 
Budynek oplakatowany...



I od razu na wejściu w holu piękne eksponaty...



Po lewej...



I po prawej stronie.

A na dziedzińcu...



Dzieciaki z rozdziawionymi oczami i buźkami słuchały barwnych opowieści o badaniach geologicznych, ale także pytały. Znaczy, rozumiały co do nich mówiono.



Mikroskopy zawsze ciekawiły, bo przecież można w nich zobaczyć rzeczy... niewidzialne.  



Można też było samemu coś zrobić z... gliny. W końcu to też kopalina.



Jest...!!!



Był też kapitalny wykład: skąd się bierze, jak się gromadzi, jak się jej poszukuje i jak wydobywa ropę naftową. Geniusz wykładowczyni polegał na tym, że w najprostszych słowach potrafiła to wszystko dzieciom wyjaśnić i... zademonstrować przy ich czynnej współpracy.



Żywy pokaz destylacji z parą wodną... skórek pomarańczowych zainteresował oczywiście najbardziej dziewczynki i... ich mamy.



Chłopcy bardziej lgnęli do stoiska z pokazem narosłych kryształów i dociekliwie pytali, jak się to robi?  Tuż obok pracowała mała "wieża" rektyfikująca ropę naftową - benzyna, to męska rzecz! Z racji zawodu także czułem się dobrze przy stolikach z aparaturą chemiczną.



A pod niewątpliwym symbolem polskiej geologii - nafciarskim "kiwaczem" rozłożyło się stoisko z mnóstwem bardzo ciekawych książek popularyzujących wszelkie nauki o ziemi i jej przyrodzie.

Ponieważ piknik był przygotowany głównie dla dzieci, więc nie mogło zabraknąć stołów, gdzie maluchy rysowały na płytkach marmurowych, lepiły z gliny, wylepiały obrazki z kolorowych kamyków, ale też były ciekawe zabawy zręcznościowe. Uważam tę imprezę za bardzo ciekawą, wielce pożyteczną i... wartą kopiowania w wielu innych ośrodkach naukowych. Można tam było zostawić niezły majątek...

Bardzo jestem rad, że udało mi się tam pojechać.
Naszła mnie taka refleksja: z jednej strony pracownicy nauki w bardzo ciekawy sposób poświęcając swój wolny czas przekazali dorosłym laikom i ich dzieciom spory ładunek wiedzy, a z drugiej... sami przećwiczyli swe umiejętności prostego mówienia o bardzo skomplikowanych procesach naukowych. Bez żadnych "wciosów" czy "monoklin" - potrafili mówić jak ludzie do ludzi i... byli rozumiani. Ba! Wzbudzali żywe zainteresowanie - pytań było bardzo dużo i to przy każdym pokazie.
Stronienie od naukawej terminologii, umiejętność prostego wyrażania swych myśli, to jest wartość ogromna w każdej dziedzinie.
Pomarzyć, dobra rzecz...!
Zmieniony ( 27.09.2009. )
 
« poprzedni   następny »