Strona skibicki.pl korzysta z plików cookies w celu realizacji funkcjonowania.

Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w swojej przeglądarce.

Posiad pod Ciemniakiem Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Redaktor: Zygmunt Skibicki   
15.12.2008.
Śniadanie przed schroniskiem ornaczańskim dojadłem pośpiesznie. Meteo zapowiadało na popołudnie opady deszczu, a mnie czekała daleka droga pod ciężkim plecakiem.
...........................
Starą leśna drogą wolno podchodziłem pod Tomanową. Mocno starte bieżniki pionierek kiepsko trzymał się rozmoczonej ziemi. Skórzane pasy plecaka ostro wgniatały się w ramiona. Nawet podłożenie pod nie dwóch małych ręczników niewiele pomagało. To właśnie wtedy postanowiłem, że na kolejny wyjazd kupię sobie plecak ze stelażem i szerokimi miękkimi pasami.
„Ciężki plecak, los garbaty
W czoła pocie dźwigasz klnąc,
A w plecaku jakieś graty,
Trochę żarcia no i koc.
Widzisz głupi jak to jest,
Tyle drogi w taki deszcz”
Zawieszony wysoko nad Wąwozem Kraków długo wpatrywałem się w szary monument Kominiarskiego. Mimo rosnącego zachmurzenia, jakoś odeszła mi ochota do forsownego marszu. Kilka spraw zostało na nizinach. Trzeba było coś z nimi zrobić.
Tu, na górskim szlaku nie było pośpiechu. Od kilku już dni chodziłem z pozoru beztrosko. Nadszedł taki moment, że zupełnie wyciszony i uwolniony od codziennej nerwowości, mogłem się spokojnie zastanowić.
To przytrafia mi się w górach za każdym razem. Po kilku dniach ostrego chodzenia przychodzi pora na spokojne podsumowanie nizinnej codzienności. Jakbym widział siebie z boku. Sprawy pozornie tracą wymiar osobisty. Zaczynam wtedy oceniać siebie jak zupełnie inną osobę. Bez samolubnego usprawiedliwiania wątpliwych posunięć i postaw. Nie wszystkie wnioski bywają budujące.
..........................
Kawałek dalej za szczytem w wąskiej rozpadlince siedziała grupka młodych ludzi. Odpoczywali. Byli w wieku okołomaturalnym. Wesoło rozmawiali z wyraźnie krakowskim przyśpieszaniem końcówek zdań. Małe plecaki wskazywały na jednodniową eskapadę. Pogodnie odpowiedzieli na pozdrowienie. Przysiadłem się do nich. Wyciągnąłem kanapki i termos. Ogrom mojego wora wyraźnie budził ich szacunek. Każdy z nich przyszedł tu ze swoim małym bagażem i pewnie po drodze też mocno narzekał na jego ciężar. Każda Golgota ma swoją osobistą gorycz.
-Za jakie grzechy dają taką pokutę? – przekornie zagadnęła późna nastolatka z figlarnym błyskiem w oku.
-Za własne – odpowiedziałem z wyraźnym zainteresowaniem głębią tego błysku.
Wyobrażając sobie atrakcyjność moich przewinień w aspekcie ogromu pokuty bractwo skwitowało to śmiechem i zajęli się przerwana rozmową.
................................
Na takich górskich posiadach natychmiast wszyscy są ze sobą na ty i to bez względy na olbrzymią czasem różnicę wieku. To, że rozmiłowani w górach pochodzą w prostej linii od tej samej pramałpy, jest dla nich oczywiste. Młodzieżowe towarzystwo wyraźnie jednak unikało „tykania” swojego mentora.
.....................................
-Niekoniecznie. Same góry jeszcze niczego nie rozwiązują.
.....................................
-Piękna jest ta twoja świątynia ... być może modlisz się lepiej niż każdy z nas – zakończył.
....................................
-Może ... -tylko tyle zdołałem wydukać.
Starszy pan wiedział, że pokonał mnie w kilku słowach, ale na jego twarzy nie było cienia tryumfu. Rozmowy potoczyły się dalej.
Posiedziałem z nimi jeszcze przez jakiś czas, spakowałem się i poszedłem dalej. Pożegnaliśmy się ze szczerymi uśmiechami. Na Kondratową dotarłem wieczorem w siąpiącym deszczu.
Tak zapamiętałem to spotkanie.
........................
Wiele lat później rozpoznałem w telewizorze charakterystyczną twarz i celowe, dla uproszczenia omawianych spraw użycie zakopiańskiej gwary przez starszego pana – Józef Tischner - wtedy był już profesorem.
........................................
W ciągu tych trzydziestu z górą lat nie znalazłem dobrych argumentów, by móc kontynuować tamtą rozmowę i bronić wtedy postawionej tezy. Zresztą od dawna już wiem, że takich argumentów po prostu... nie ma!
Ani dzisiaj, ani jutro ... nigdy już żadnej innej rozmowy z księdzem profesorem kontynuować się nie da. A szkoda. Do bólu!

Pisane w nocy po telewizyjnej informacji o śmierci księdza profesora Józefa Tischnera.


Całość przeczytać można w zbiorze opowiadań "Lama i inne opowieści". (...)
 
 
« poprzedni   następny »