Strona skibicki.pl korzysta z plików cookies w celu realizacji funkcjonowania.

Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w swojej przeglądarce.

Marsze z kijkami Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Redaktor: Zygmunt Skibicki   
24.02.2008.
Pisałem to dość długo, ale wreszcie skończyłem, oddałem do dalszej "obróbki" i 5-go marca, tuż przed gdyńskimi Kolosami będę już ją miał.
 
 
Posłuchaj audycji z Radia Gdańsk:
 
Podziękowania

Wielu ludziom powinienem podziękować przy okazji wydania tej książki, bo też od wielu ludzi nauczyłem się tego, co tu napisałem. Prawdziwe podziękowania należą się jednak... mojemu lenistwu.
Kilka osób nauczyłem chodzenia „na kijach”, ale gdy ta ilość z powodu potęgującej się nie z mojej przyczyny mody zaczęła ostatnio rosnąć i to gwałtownie, zauważyłem że w kółko powtarzam te same instrukcje, udzielam tych samych rad i czynię te same uwagi. Nie znam człowieka, którego by to nie znudziło. No, może poza przewodnikami turystycznymi – samobieżnymi magnetofonami...
W pewnym sensie napisałem więc to wszystko dla siebie.
A imiennie...?
Składam tu podziękowania pewnej Ewie, która nie bez oporów, ale w końcu „złapała”, o co w tym wszystkim chodzi, gania po lasach na kijach, nabrała linii aż miło patrzeć, ale ma do wspólnego kijkowania chętną do nauki przyjaciółkę Dorotę, z którą jej zdaniem ja... nie powinienem się spotykać.
Cóż więc mogłem zrobić?
Napisałem to, co Czytelniku trzymasz w rękach.
Zatem...
Dziękuję Wam Ewo i Doroto!
Image
Niedługo wcześniej przed wyżej opisaną historią zaprzyjaźniony ksiądz Wojtek wyjechał na kilka miesięcy do Niemiec. Oni także jeżdżą „na saksy”. Tyle, że garów to oni tam nie zmywają… Gdy wrócił, zaprosił mnie na rozmowę. Lubię go, więc poszedłem. Gdy tylko zasiedliśmy przy kawie, Wojtek zagadnął chytrze.
- Ty tak gadasz nam o tym chodzeniu z kijkami, piszesz na forum…
- No, trochę gadam… - trudno mi było zaprzeczyć.
- Bo widzisz, tam w Niemczech to jest bardzo popularne.
- Ale to pewnie klasyczny Nordic Walking – coś czułem i zacząłem się wykręcać.
- Jaki tam Nordic…? Oni chodzą na zwykłych kijkach - takich od trekkingu. Wyobraź sobie, że głównie starzy ludzie. Idzie toto, ledwo powłóczy nożynami, ale trzyma w łapach dwa kije i tak przychodzili mi do kościoła… Na mszach dla staruszków ponad połowa ma obok siebie złożone kije. Jak przychodzą z wnuczkami, to te dzieciaki także mają kije. To jest tam bardzo popularne...
- I co z tego? – teraz już prawie wiedziałem, o co mu chodzi, więc zacząłem się mocniej zapierać.
- A to, że jak wszystko co nowe tam, tak i to w kilka lat przyjdzie też do nas – symptomy już są. Napisz wreszcie porządny poradnik o chodzeniu na tych kijach. Tylko taki wiesz… nie dla wyczynowców, a dla normalnych ludzi.
Tu mnie zaciekawił. Miałem w głowie podobny zamysł, ale bałem się ataków zawodowych nordicwalkingowców, że psuję im rynek. Coś tam odbąknąłem lekko wymijającego, ale po powrocie do domu otworzyłem nowy dokument w Wordzie i… zacząłem od tytułu roboczego – „Kijowe życie”...
Tak to się zaczęło jakiś rok temu. Dziś jestem wdzięczny także Wojtkowi za zmobilizowanie do pracy.
Czy słusznie mnie mobilizował…? To już ocenią Czytelnicy płci obojga.

Więcej o książce jest - tu!
Zobacz film - tu!
 
« poprzedni